11,99 zł
Z doświadczeń Nory wynikało, że miłość nie istnieje. Postanowiła więc, że będzie szukać tylko seksu. Najlepiej gorącego i bez zobowiązań. Na przykład z facetem, którego widziała tylko raz na wideoczacie. Poczuła, że między nimi iskrzy. A że jest samotnym ojcem? Tym lepiej. Tacy nie szukają związków. Spędzi z nim kilka szalonych dni i nocy, a potem bez żalu się rozstaną...
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 157
Rok wydania: 2024
Stacey Kennedy
Jesteśmy tylko kochankami
Tłumaczenie:
Krystyna Rabińska
Beau Ward siedział w kabinie swojego niebieskiego pikapa Dodge Ram i zaciskał dłonie na kierownicy, usiłując zapanować nad furią, jaka go ogarnęła na widok reportera stojącego na grobie jego żony Annie zmarłej sześć lat temu. Nigdy nie uciekał się do rękoczynów, ale w tej chwili miał ochotę rzucić się na mężczyznę z pięściami.
Od dwóch dni chował się przed reporterami, którzy niczym sępy zlecieli się do Devil’s Bluffs po tym, jak na stronach nowojorskiego plotkarskiego blogu nazwano jego i jego starszego brata, Coltera, najseksowniejszymi kawalerami w Teksasie, a nagranie wideo z akcji ratowania przez nich cielaka z rzeki pełnej skalistych progów trafiło do internetu i stało się viralem.
Blog na pierwszy ogień wziął Coltera i przysłał do miasteczka reporterkę, Adeline. Adeline bardzo zależało na wywiadzie z Colterem, bo liczyła, że zapewni jej awans. Wszystko potoczyło się jednak inaczej. Zakochała się w Colterze. Z wzajemnością.
Wtedy Beau, chcąc odwrócić uwagę mediów od pary zakochanych, ujawnił trochę szczegółów o sobie i w rezultacie przejął tytuł najseksowniejszego kawalera. Gdy reporterzy odkryli, że jest wdowcem, zaczęli interesować się śmiercią jego żony i jego życiem ojca samotnie wychowującego synka. Beau wcale sobie nie życzył ingerencji w prywatność.
– Robił zdjęcia. – Przez otwarte okno usłyszał chropawy głos. Spojrzał w lewo i zobaczył dozorcę cmentarza, Freda, którego znał, odkąd sięgał pamięcią.
– Dzięki, że mnie zawiadomiłeś.
Fred zadzwonił do niego dwadzieścia minut przedtem.
– Bo to nie w porządku – mruknął i pokręcił głową z dezaprobatą.
– Masz rację. – Beau wysiadł z kabiny i podał Fredowi rękę. – Rozprawię się z nim – powiedział.
Uścisk dłoni Freda był mocny i zdecydowany.
– Twój ojciec nie tolerowałby czegoś takiego.
– Zdecydowanie nie – przyznał Beau.
Jego ojciec, Grant Ward, został pochowany niedaleko grobu Annie. Zmarł po długiej i ciężkiej chorobie. Od jego śmierci minął dopiero miesiąc.
Beau pożegnał Freda skinieniem głowy i zbliżył się do reportera.
– Czym mogę służyć? – zapytał.
Dłonie go świerzbiły, więc skrzyżował ramiona na piersi, by nie chwycić intruza za klapy. Reporter, mężczyzna dwudziestokilkuletni, obejrzał się zaskoczony. Rozpoznał Beau i skonsternowany wybąkał:
– Ee…
– Zgadza się. To ja, Beau Ward – powiedział ostrym tonem. – Nie, nie udzielę wywiadu, ale jeśli nie zejdziesz z grobu mojej żony, sam cię usunę.
Mężczyzna cofnął się kilka kroków.
– Wykasuj zdjęcia – zażądał Beau.
Drżącymi rękami mężczyzna wykonał polecenie.
– Już ich nie ma.
Beau zrobił krok w jego kierunku. Wściekłość w nim buzowała. Reporter cofnął się na bezpieczną odległość.
– Nie waż się pisać o mojej zmarłej żonie. Jasne?
– Jasne.
– I nie waż się tu wracać.
Patrzył, jak mężczyzna biegnie do samochodu, wsiada i odjeżdża. Potem spojrzał na grób.
– Nie pozwolę, żeby zamienili naszą historię w sensacyjny spektakl, Annie – zadeklarował.
Pojechał prosto do domu brata. Wszedł bez pukania, zatrzasnął za sobą drzwi i ryknął:
– Macie u mnie dług. – Adeline aż podskoczyła przestraszona. Beau oparł się o framugę i powtórzył: - Macie u mnie dług.
Dwa lata starszy Colter wyglądał jak skóra zdjęta z ojca, którego stratę odczuli boleśnie. Beau wiedział, że ojciec dałby sobie radę z reporterami.
– Mówiłem ci, że nie powinieneś się ujawniać.
– Nie miałem pojęcia, że będzie aż tak źle. – Beau spojrzał na brata i jego narzeczoną. Kochał ich. Gdyby było trzeba, drugi raz postąpiłby tak samo. – Oboje macie u mnie dług. Rozpętało się jakieś szaleństwo.
Z komórki, którą Adeline trzymała w dłoni, rozległo się sarkastyczne prychnięcie.
– Dobrze, że przyjechałeś – powiedziała Adeline. – Skoro ty jesteś drużbą Coltera, a Nora moją druhną, powinniście się poznać. – Obróciła aparat ekranem w stronę Beau. – To Nora Keller, a to Beau Ward.
Beau zmrużył oczy, podszedł bliżej i wyjął Adeline telefon z ręki. Dech mu zaparło, gdy spojrzał na Norę.
Jakiś czas po śmierci Annie zaczął się umawiać z kobietami, ale z żadną nie zawarł bliższej znajomości. Żadna nie zrobiła na nim wielkiego wrażenia.
I dopiero ta sprawiła, że zamarł. Jej orzechowe oczy złapały jego spojrzenie i przytrzymały.
– Co znaczy ten śmiech? – zapytał piękną nieznajomą.
– Śmiech czy raczej prychnięcie?
– Cokolwiek to było.
Nora nie wahała się ani chwili.
– Że to, co powiedziałeś, uważam za śmieszne. Kobiety uganiają się za tobą, a ty się nie cieszysz? Co jest z tobą nie w porządku?
Odwaga Nory mu zaimponowała. Ostatnia kobieta, którą zaprosił na randkę, zamówiła to samo co on, powiedziała, że lubi te same rzeczy co on, i śmiała się ze wszystkiego, co mówił, wprawiając go w stan irytacji.
Spodobało mu się wyzwanie w oczach Nory.
– Co byś zrobiła na moim miejscu? – zapytał.
– Wykorzystałabym sytuację – odparła. – Darmowe kolacyjki i kawki. Szalone nocne imprezy na mieście. Och, jakie tortury musisz cierpieć.
– To wpuść swoje zdjęcie do sieci i poczekaj, aż stanie się viralem.
– Nie mogę – mruknęła cierpkim tonem. – Brak mi twojego seksapilu.
W odpowiedzi powoli uniósł brwi i zobaczył, że Nora się czerwieni. Tylko jedna kobieta się czerwieniła pod wpływem jego spojrzenia. Kochał ją i stracił. Ale poznał ten rzadki rodzaj chemii opartej tylko na jednej emocji, na czysto fizycznej fascynacji. Nie na logice, a na głodzie, który musi zostać zaspokojony.
– Rzecz w tym, że nie tylko kobiety się za mną uganiają, reporterzy też. – Oddał telefon Adeline i zwrócił się do Coltera: - Chciałbym wyjechać na kilka dni.
– Jest aż tak źle?
Beau kiwnął głową.
– Austin może pomieszkać tutaj ze dwa tygodnie? – zapytał. – Musielibyście zawozić go do szkoły i odbierać, to samo z treningami z baseballu. Nie mogę pozwolić, żeby konfrontował się z tym całym nonsensem. Nie rozumiem, dlaczego jacyś ludzie ciągle za nami chodzą.
Colter oparł się o wyspę kuchenną obok Adeline.
– Jasne, że może tu mieszkać. Dokąd się wybierasz?
Beau wskazał komórkę Adeline.
– Później ci powiem.
– Będę głosem rozsądku – odezwała się Nora. – Reporterzy nigdy nie rezygnują, chyba że mają powód.
– Nie będą mieli wyboru. Wieczorem wyjeżdżam.
– Nie radzę.
– Dlaczego?
– Bo i tak cię wytropią.
Beau wyciągnął rękę po telefon. Kiedy Adeline mu go podała, powiedział:
– Nigdy mnie nie znajdą.
Nora posłała mu uśmiech, który rozpalił mu wnętrzności.
– Znajdą. Wierz mi. Powinieneś przemyśleć strategię.
Prychnął z sarkazmem.
– Zawsze jesteś taki gderliwy?
Beau wpatrywał się w ekran. Najlepsza przyjaciółka Adeline pobudziła jego ciekawość.
Kim jest ta seksowna kobieta, zastanawiał się, ale nie mając już nic do dodania, zwrócił aparat właścicielce i skierował się do wyjścia.
Gdy pociągnął za klamkę, zrobił coś, czym sam siebie zaskoczył – uśmiechnął się szeroko.
– Stęskniłem się za tobą, tato.
Serce omal mu nie pękło. Rozmawiali na Face Timie.
– Ja też się za tobą stęskniłem. – Wyjechał cztery dni temu i każdy następny dzień wydawał mu się dłuższy od poprzedniego.
Patrzył na syna i jak zawsze doszukiwał się podobieństwa do zmarłej żony, ale widział tylko wykapanego Warda. Od pierwszego dnia życia Austin nie zdradzał najmniejszego podobieństwa do matki.
Beau tęsknił za Annie. Tęsknił za jej uczuciem do niego, za jej bliskością, za jej ciałem.
– Kiedy wrócisz do domu?
– Przykro mi, kolego, ale jeszcze trochę tu pobędę – odparł łagodnym tonem. Niepewność stała się dokuczliwym elementem jego życia.
– Dlaczego? – Austin był bliski płaczu.
Beau oderwał wzrok od tabletu i spojrzał w okno położonej na odludziu chaty z drewnianych bali, którą zbudował po stracie Annie. Na zewnątrz szalała ulewa zapowiadająca burzę tropikalną. Gdy nabrał pewności, że głos mu nie zadrży, powiedział:
– Zbliża się burza. Nie mógłbym wrócić, nawet gdybym chciał. – Nie wyjaśnił synowi sytuacji z reporterami. Powiedział mu tylko, że w sieci ukazało się jego zdjęcie i że jacyś ludzie chcą zdobyć więcej informacji o nim, a on chce, by ich życie należało tylko do nich. – Co nowego w szkole? – zapytał, zmieniając temat.
– Nuda. – Chłopiec poruszył tabletem, obraz zadrżał. – Wujek Colter mówi, że burza będzie groźna.
– Ma rację. – Beau znowu spojrzał w ciemność za oknem. Miał nadzieję, że prognozy się nie sprawdzą. – U cioci i wujka jesteś bezpieczny. Ja tutaj też. Będziesz miał kilka dni wolnych od szkoły. Nie cieszysz się?
– Trochę – mruknął Austin i spojrzał w górę. – Muszę kończyć. Wujek mówi, że czas iść się wykąpać.
– Słodkich snów, synku. Kocham cię.
– Ja też cię kocham, tato. – Obraz poruszył się i na ekranie pokazała się twarz Coltera.
– U ciebie wszystko w porządku? – zapytał.
Beau westchnął. Usiadł na krześle obok kominka.
– Miałeś rację – powiedział. – To piekło.
Colter zachichotał, ale jego oczy pozostały poważne.
– Mówiłem ci. Popularność w sieci to wątpliwa przyjemność.
– Chciałem poznać jakąś kobietę – przyznał Beau.
Pragnął spotkać towarzyszkę życia, która pomogłaby mu wychowywać syna, przy której zapomniałby, jak bardzo jest samotny. Taką, jaką Colter znalazł w Adeline.
– Nigdy nie grzebali w twoim życiu tak jak w moim.
– Bo chcą zbić kapitał na twojej żałobie – burknął Colter. – Obrzydliwość.
Beau mruknięciem dał znak, że się z nim zgadza.
– Ciągle szwendają się po okolicy? – zapytał.
Adeline pojawiła się za plecami Coltera.
– Widziałam ich w mieście. Ta sama trójka co zawsze. Zaczepiają ludzi, zagadują, no wiesz, robią swoje.
Wiedziała, na czym polega ich praca. Zanim przeprowadziła się do Devil’s Bluffs i została redaktorką w gazecie lokalnej, była reporterką w Nowym Jorku.
– O ile mi wiadomo, nikt cię nie sprzedał – dodała.
Beau zmełł w zębach przekleństwo. Miał nadzieję, że wraz z jego wyjazdem do reporterów dotrze, że nic nie wskórają, a z relacji rodziny wynikało, że nadal polują na informacje. Był pewien, że ludzie w mieście go nie zdradzą. Devil’s Bluffs jest bardzo zżytą społecznością, a rodzina Wardów zawsze ją wspierała finansowo i spieszyła z pomocą, jeśli ktoś jej potrzebował.
– Jak mama? – zapytał.
– Dobrze – rozległ się głos matki.
Colter obrócił ekran, żeby brat mógł zobaczyć ich matkę siedzącą na kanapie w pokoju dziennym i dziergającą kołderkę dla schroniska dla zwierząt.
– Cześć, mamo. Dobrze cię widzieć.
– Cześć, synku. Nie martw się o nas. Dajemy radę. Zostań tam, poczekaj, aż kurz opadnie, i potem wracaj.
– Taki mam plan.
Matka przytaknęła ruchem głowy, a tymczasem na ekranie znowu pojawiła się Adeline.
– Posłuchaj, mamy tu nową sytuację, o której powinieneś wiedzieć.
– Tak? – zapytał, marszcząc brwi.
– Nora do ciebie jedzie.
Nora. Kobieta, o której nie przestawał myśleć.
– Ty jej powiedziałaś, gdzie jestem? – zapytał, usiłując nie okazać irytacji. Chyba nie całkiem mu się udało, gdyż Adeline przybrała defensywny ton.
– Oczywiście, że nie ja – obruszyła się. – Nora jest przebiegła. Nie znam lepszej reserczerki. Jeśli trzeba znaleźć coś albo kogoś, ona tego dokona.
Beau pokręcił głową na znak, że się z nią nie zgadza.
– Nikt poza rodziną nie wie o mojej chacie. Więc jak ją znajdzie?
– Ma swoje sposoby. – Adeline wzruszyła ramionami.
Gdyby nie był taki zły, byłby pod wrażeniem. Potarł czoło.
– Dlaczego chce mnie odwiedzić?
– Bardzo serio traktuje rolę pierwszej druhny – odparła Adeline. – Twierdzi, że są sprawy, które musicie omówić, ale nie zdradziła jakie. Chce zrobić nam niespodziankę.
Beau odchrząknął, wstał i podszedł do okna. Lało.
– Jedzie dyskutować o weselu, kiedy zaraz rozpęta się burza tropikalna?
– Nie zapominaj, że ona mieszka w Nowym Jorku. Kiedy wyjeżdżała, jeszcze nie było tak źle.
– Nie słucha prognoz pogody?
– Albo mnie – wtrącił Colter i westchnął ciężko.
– Och, bądź cicho! – Adeline trzepnęła go w ucho. – Zgoda, powinnyśmy słuchać ciebie, ale powiedz, kiedy prognozy się sprawdzają?
– Kiedy ma być burza tropikalna – odparli bracia unisono.
Adeline prychnęła z irytacją.
– Co chcesz, żebym zrobił? – zapytał Beau.
– Powiedziała, że zjechała na pobocze i ma zamiar przeczekać burzę. Mógłbyś ją znaleźć?
Błagalny wzrok Adeline przypominający spojrzenie bezradnego szczeniaka sprawił, że Beau odszedł od okna.
– Dobrze. Znajdę ją – obiecał.
– Dzięki.
– To ja dziękuję za opiekę nad Austinem. Dam znać, jak ją znajdę.
Rozłączyli się i Beau wsunął telefon do kieszeni. Na myśl o spotkaniu z Norą czuł przypływ adrenaliny. To wszystko nie ma sensu, myślał. Przecież jej nie zna. Widział ją raz na Face Timie!
Niemniej tamto jedno spotkanie pobudziło jego wyobraźnię i nie dawało spokoju.
Zanim dobiegł do pikapa, był przemoczony do nitki.
Do chaty prowadziła jedna wąska leśna droga, która odchodziła od dwupasmówki okalającej tereny należące do Wardów.
Od sześciu pokoleń Wardowie hodowali bydło i konie rasy American Quarter Horses na ranczu o powierzchni dwustu trzydziestu hektarów najpiękniejszych ziem w Teksasie. Wodę czerpano z sześciu jezior.
Obecnie Beau kierował hodowlą koni. Większość źrebiąt i młodych klaczy sprzedawano po okresie karmienia przez matki, a te, które wykazywały odpowiednie predyspozycje, osobiście szkolił przed przekazaniem w ręce trenera, który przygotowywał je do pokazów jazdy w stylu westernowym. Po śmierci Annie musiał zrezygnować z marzeń o samodzielnym trenowaniu koni i sędziowaniu podczas zawodów, ale nie żałował. Austin potrzebuje stabilnego domu. Syn stał się dla niego priorytetem.
Wycieraczki ledwie nadążały, deszcz bębnił o dach kabiny. W pewnej chwili w miejscu, gdzie droga skręcała w prawo, dostrzegł samochód.
Gdy się zbliżył, obok hondy civic zobaczył Norę zmieniającą koło. Adeline nie wspomniała o tym, że Nora złapała gumę. Domyślił się, że Nora nie chciała niepokoić przyjaciółki i o tym jej nie powiedziała.
Zatrzymał pikapa i wysiadł.
– Noro! – zawołał.
– Tak? – Podniosła głowę, kaptur opadł i zasłonił jej twarz. Jej głos brzmiał tak, jak go zapamiętał, rześko, z lekką nutą ironii.
– To ja, Beau. – Osłonił oczy dłonią. Ulewa się wzmogła. – Wsiadaj, zabieram cię do siebie. Tu nie jest bezpiecznie. Zmienimy koło, kiedy burza minie.
Odchyliła głowę do tyłu, ale wciąż nie widział jej pięknych orzechowych oczu i pulchnych warg, które utkwiły mu w pamięci.
– Skąd mam wiedzieć, że ty to Beau, a nie seryjny morderca?
– Chyba nie mówisz poważnie! – Starał się przekrzyczeć ogłuszający szum deszczu.
– Żartuję! – Ze śmiechem podniosła koło zapasowe i wrzuciła do bagażnika. Schowała narzędzia, wyciągnęła torbę podróżną i zatrząsnęła klapę.
Beau przyglądał się jej oniemiały i zastanawiał się, kim jest ta obca kobieta, która zmienia koło, gdy wokół szaleje burza tropikalna, śmieje się, chociaż jest przemoczona i śmiało biegnie do jego pikapa.
Niebo przecięła błyskawica. Grzmot przypomniał mu o zagrożeniu. Pobiegł za Norą, która zdążyła pilotem zablokować zamki.
Pokręcił głową i parsknął śmiechem. Nie boi się burzy tropikalnej, ale złodziei samochodów tak.
Wnętrze kabiny wypełniło się zapachem lawendy. Nora ściągnęła kaptur i śmiech zamarł mu na ustach.
Jasne włosy, teraz mokre i ociekające wodą, okalały twarz o delikatnych rysach. Orzechowe oczy, które zwróciły jego uwagę podczas rozmowy na Face Timie, były tak promienne, że ciepło zrobiło mu się od samego patrzenia. Nos miała wąski, kości policzkowe lekko zaznaczone. Miała nieco ponad metr pięćdziesiąt wzrostu, a przemoczone ubranie przylegało jej do ciała. Poczuł, jak oblewa go fala gorąca.
– A więc – zaczął, aby skierować myśli na inne tory – przyjechałaś taki szmat drogi, żeby omówić ze mną plany na wesele, tak?
– Uhm – mruknęła.
Podejrzewał, że nie mówi mu wszystkiego, ale nie drążył tematu. Później będzie okazja, ślub i wesele są za dwa tygodnie. Teraz wszyscy mieli nadzieję, że szkody wywołane przez burzę w niczym nie przeszkodzą.
– Mogliśmy porozmawiać przez telefon.
– Trudno jest cokolwiek planować przez telefon. – Wytarła twarz dłonią i uśmiechnęła się. – Ten ślub jest bardzo ważny. Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Nic nie może nawalić.
Beau pokręcił głową.
– Ani mój brat, ani Adeline nie oczekują idealnego ślubu i wesela. Dlaczego tobie tak na tym zależy?
Nora zdjęła przemoczony sweter i została w mokrym podkoszulku.
– Bo myślę o przeprowadzce do Paryża. Ale błagam, nie mów o tym Adeline. Sama jej powiem, jak wróci z podróży poślubnej. Teraz chcę, żeby cała uwaga skupiała się na niej, nie na mnie. Zresztą jeszcze nie dostałam propozycji pracy. Odbyłam kilka rozmów wstępnych, ale oferty nie otrzymałam.
– Zaraz, zaraz… Wytropiłaś mnie, choć wyraźnie powiedziałem, że nie chcę zostać odnaleziony, a teraz chcesz, żebym ja nie zdradził twojej tajemnicy?
– Tak.
– Dlaczego miałbym to zrobić? – Był zdumiony jej tupetem.
– Bo mam jeszcze drugi powód, dla którego chciałam się spotkać z tobą twarzą w twarz.
– Mianowicie?
Posłała mu szelmowski uśmiech.
– Zamierzam zwrócić ci twoje życie.
– W jaki sposób? – spytał z powątpiewaniem.
Sięgnęła do torby i wyciągnęła kartonową teczkę.
– Aktualnie troje reporterów poluje na twoją historię. A tak się składa, że jedna z najlepszych reserczerek chce ci pomóc.
– Co proponujesz?
– Współpracę. Ty pomożesz mi zorganizować wyjątkowy ślub, a ja ci pomogę przegonić tych reporterów z miasta. Wystarczy tylko poznać czyjeś najczarniejsze sekrety i zadziała.
Przyglądał się jej uważnie, jak gdyby chciał odkryć jakiś znak świadczący o tym, że go naciąga, ale nie znalazł. Przeciwnie, zobaczył tylko chęć pomocy. I to było jak powiew świeżego powietrza.
Każda kobieta, z którą randkował, miała swój plan. Niektóre były nieuczciwe, inne nim manipulowały, jeszcze inne nie miały pojęcia, kim właściwie są i chwytały się każdego jego słowa.
– Powiedz mi, jak znalazłaś moją chatę?
– To wcale nie było trudne. Podałeś tę lokalizację, kiedy zamawiałeś drewno. Dostarczono ci je tutaj – odparła i schowała teczkę do torby. – Następnym razem podaj adres kogoś znajomego.
Wpatrywał się w nią z podziwem.
– Wiesz co, Noro? – powiedział. – Zaczynam cię lubić.
– Czy to znaczy, że wybaczasz mi, że cię znalazłam?
– Jeśli pozbędziesz się tych reporterów, to ci wybaczam. – Zapalił silnik. – Co dla ciebie będzie korzystne, ponieważ utknęłaś tu na kilka dni i jesteś skazana na moje towarzystwo.
– Jak to, utknęłam?
– Prognozy przewidują, że burza potrwa kilka dni, a w mojej chacie jest tylko jedno łóżko.
– A kanapa? – spytała zmienionym głosem.
– To jest leśna chata – powiedział ze śmiechem. – Nie mam kanapy.
W kabinie pikapa zaległa cisza.
– Czyli my…
– Spędzimy burzę razem – dokończył za nią.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Tytuł oryginału: Stranded with a Cowboy
Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2023
Redaktor serii: Ewa Godycka
© 2023 by Stacey Kennedy
© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2024
Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.
Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.
Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.
HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.
Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
HarperCollins Polska sp. z o.o.
02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A
www.harpercollins.pl
ISBN: 978-83-8342-548-1
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
