I wszystko stało się księżycem - Georgi Gospodinow - ebook

I wszystko stało się księżycem ebook

Georgi Gospodinow

0,0
42,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Zbiór opowiadań laureata Międzynarodowej Nagrody Bookera

Co można by zrobić w ciągu ostatnich 8 minut i 19 sekund świata? Ile kobiet mieści alfabet? Jak wygląda uojcowienie? I czy istnieje Bóg imion?

Każde z opowiadań Gospodinowa mogłoby być krótką odpowiedzią na zaskakujące pytania, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia. Historie absurdalne, ironiczne, melancholijne, rozpięte od sentymentalnej przeszłości ku dalekiej, niepewnej przyszłości.

Przy pomocy nieoczywistych narratorów obserwujemy nasze życie utkane z opowieści różnego rozmiaru. Możemy tu spotkać Gaustyna, bułgarskiego pisarza, czy pewnego ogrodnika. Każdy tekst jest jak małe okno otwierające się na nowe światy, czasem na cały kosmos samotności, skąd już blisko na księżyc.

Doskonała literatura dla zabieganych, z której, nawet po kilku zdaniach, wychodzi się odmienionym.

Georgi Gospodinow to jeden z najpopularniejszych pisarzy Środkowej Europy. Laureat między innymi Międzynarodowej Nagrody Bookera i Nagrody Angelus. Jest najczęściej tłumaczonym bułgarskim autorem okrzykniętym mianem Prousta Wschodu. Jego ostatnia powieść wydana w Polsce, Ogrodnik i śmierć, zdobyła tytuł Książki Roku 2025 według „Książek. Magazynu do czytania”.

„Każde spotkanie z prozą Georgiego Gospodinowa, pisarza, któremu pisany jest literacki Nobel, to wspaniała przygoda. Zarówno w powieściach, jak i w krótszych formach – choćby jak tu, w opowiadaniach – znajduje najodpowiedniejsze słowa, by opisać otaczający nasz świat, jego piękno i pustkę, by opowiedzieć o sprawach najważniejszych: smutku, melancholii, potrzebie bliskości, przemijaniu i mocowaniu się ze słabościami. Na naszych oczach rzeczywistość zmieni się jeszcze wielokrotnie, bo czas niebezpiecznie przyśpiesza, a jego słowa i myśli zawsze okazywać się będą uniwersalne, ponadczasowe, idealnie określające istotę naszego istnienia”.

Michał Nogaś, Program 3 Polskiego Radia

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 145

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: И всичко стана луна

Opieka redakcyjna: ANDRZEJ STAŃCZYK

Redakcja: LUCYNA KOWALIK

Korekta: JAN STRZAŁKA, KRZYSZTOF LISOWSKI

Opracowanie graficzne: ROBERT KLEEMANN

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

© Copyright by Georgi Gospodinow, 2013 All rights reserved © Copyright for the Polish translation by Magdalena Pytlak © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-09355-9

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).

Osiem minut i dziewiętnaście sekund

W momencie gdy zaczynasz czytać ten tekst, Słońce mogło już zgasnąć, lecz ty jeszcze o tym nie wiesz. Zostało ci podarowane całe osiem minut i dziewiętnaście sekund, nim wiadomość o jego śmierci do ciebie dotrze. Tyle potrzebuje światło na podróż stamtąd. Potem zrobi się ciemno. Minęło dziewięć sekund. Co możesz zrobić? Leć spakować najważniejsze rzeczy, telefon, pieniądze, paszport. Czekaj chwilę, wybierasz się gdzieś? Odstaw bagaże. Zadzwoń do najbliższych, oni jeszcze nie wiedzą. Ogłoś im koniec świata i darowane minuty (już mniej niż siedem), których nawet nie podejrzewają. Powiedz im, niech ruszają natychmiast, jeśli są niedaleko... gdzie?... żeby być razem... nie uda się w siedem minut. Niech zostaną tam, gdzie są i schowają się pod stołem. Wszystko to wydaje się głupie. Nie masz doświadczenia z brakiem Słońca. To nie to samo, co brak prądu. Powiedz, że ich kochasz i odnajdziecie się w ciemności. Co jeszcze? Masz ochotę spróbować wszystkich ulubionych rzeczy po raz ostatni, ale czas pozwala ci co najwyżej zjeść łyżeczkę czereśniowej konfitury z lodówki. Kot się gdzieś schował. On też już wie. Otwierasz okno. Na zewnątrz ludzie trwonią ostatnie minuty Słońca. Masz ochotę krzyknąć. Cholera, nie widzicie, że to nie jest to samo światło? Nie robisz tego. A co stanie się później? Czy rozbiegną się planety, czy oceany pofruną, czy zapadnie wieczna arktyczna zima? I czy stanie się to od razu, czy dostaniemy trochę czasu? Jeszcze kilka minut, godzinę w nieprzeniknionym mroku. Jesteś tu jeszcze? Odliczmy razem ostatnie sekundy – trzynaście, dwanaście, jedenaście (specjalnie zapisuję je słowami, żeby wydłużyć czas), dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy (trzymaj się i żegnaj, jeśli się potem nie zobaczymy), dwa, jeden...

Jeśli czytasz kolejne zdanie, znaczy, że Słońce nie zgasło. Jeszcze nie teraz. A kiedy? Dowiemy się dokładnie za osiem minut i dziewiętnaście sekund. Już mniej. Teraz jako człowiek, który przeżył już jedną apokalipsę, możesz sobie pozwolić na odliczenie sekund Słońca. I rzucenie okiem na tę historię przez pozostałe osiem minut. Starałem się, żeby tyle trwała i skończyła się na czas.

...

Jedna chmura powoli zaczęła zasłaniać niebo. Nie było jasne, czy będzie padać, czy to już koniec. Nie da się opisać tych przedapokaliptycznych dni. Chaos, wrzawa, kręcący się ludzie bez pracy, rodziny pakujące bagaże, jakby miały dokąd pójść. Swego rodzaju targowisko próżności, obraz bardziej sprzed dwu wieków, Thackeray, Dickens, krzyki, ruch, tłok, prawdziwe ożywienie przed martwotą, która miała nadejść. I mimo poprzednich niezrealizowanych przepowiedni (całe dwie nieudane próby apokalipsy), teraz jakby wszystko prowadziło bardziej przekonująco tam, w kierunku końca. I też nie było już tego jak ukryć. Nawet pojawienie się dwojga światowych weteranów – posiwiałego pana Obamy i pani Merkel, tej żelaznej staruszki – nie spowodowało znaczącej zmiany. Obiecali, że koniec świata będzie w sposób kontrolowany odkładany, o ile to możliwe, w czasie. „Kontrolowany koniec świata”, nie ma nic śmieszniejszego. Apokalipsa po kropelce.

Wszyscy czekali Zachodu Dnia Ostatniego, tak postanowił go ochrzcić tłum. Mówiono, że sam zachód będzie nieludzko piękny, jak eutanazja, jak znieczulenie, po którym nadejdzie koniec. Byli również oczywiście sceptycy, którzy przeżyli już kilka przekładanych apokalips. Ludzie znużeni toczącym się w ten sposób brakiem końca. Ogólnie rzecz biorąc, wszyscy już mieli tego dość, poza tym życie na ziemi nie było aż tak pociągające. Lecz tak czy inaczej wyznaczonego dnia siłą przyzwyczajenia albo innego pozostałego instynktu każdy starał się ukryć w dawnym schronie z ubiegłego wieku lub przynajmniej zabarykadować w piwnicy. Bogaci – w specjalnych podziemnych kapsułach.

D.J. postanowił poczekać na koniec w miasteczku Z. Przyjechał wcześniej, żeby się powłóczyć po starych ulicach, nacieszyć się tym zamieszaniem. Całe życie pracował z zachodami słońca. Posrebrzam ich złoto, lubił sobie (coraz rzadziej) żartować podczas coraz rzadszych spotkań z przyjaciółmi. Zachody zapewniły mu chleb, tytoń i sławę. Był fotografem, który potrafił pisać, co w sumie było nieczęstą kombinacją, i dobre tytuły prasowe zauważyły go jeszcze za młodu. Jednak właśnie w miasteczku Z. wiele lat temu rozpoczęła się jego kariera eksperta do spraw zachodów słońca. Tak, istniał taki zawód i to on go stworzył. W pewnym sensie stało się to przypadkiem. Został wysłany do miasteczka Z. w celu sfotografowania alpejskiego jeziora i znikającej populacji łysek. Pracę skończył szybko, ale gospodarze naciskali, żeby został na wieczór z powodu „trzeciego pod względem piękna zachodu słońca na świecie”. Później zastanawiał się, jak się na to zgodził, miał dwadzieścia parę lat, pełno innych ambicji niż łyski i zachody słońca. Być może zaintrygował go ten „trzeci pod względem piękna zachód słońca na świecie”, matko, co za głupota. Spytał ich o pierwsze i drugie miejsce. Nie wiedzieli. Widocznie wystarczało im trzecie, w końcu Z. to nie Copacabana. Zachód stanowił bezpłatną atrakcję, którą miasteczko zdołało wprowadzić do obiegu. Specjalny stateczek za podwójną opłatą snuł się podczas zachodu między brzegami jeziora. Broszury turystyczne również bez wahania odnotowywały niby z przymrużeniem oka trzecie miejsce w rankingu. Kto decyduje o tych rankingach, zaklął po cichu D.J. i w tym samym momencie przyszło mu do głowy, że tym kimś może być on. Są eksperci do spraw wody, powietrza, ropy i surowców kopalnych, oczywiście, tam roi się od pieniędzy i ekspertów, ale do spraw zachodów słońca nie ma nikogo. Price Sunset House, usługi audytowe i konsultingowe...

Nie sądził, że pójdzie tak łatwo jak w żartach. Miasta prześcigały się w zaproszeniach, by ocenił ich zachody. Przelewano mu niebywałe sumy. Przyznawał punkty, układał klasyfikacje. Nie mógł uwierzyć w to, że jeden lokalny zachód słońca jest w stanie wzbudzić takie namiętności. Lokalna turystyka, patriotyzm i biznes rzuciły się do boju, korzyść dla wszystkich. Zastanawiał się, jak daleko może się posunąć i robił różne rzeczy, żeby sprawdzić granice żartu, ale zawsze trafiał w punkt. Szczególnie gdy ogłosił Europejskie Mistrzostwa Zachodów Słońca. Czy są w stanie się złapać na taką głupotę? Zaraz z obu Ameryk i Afryki zaproponowano szalone pieniądze za patent. I mistrzostwa stały się światowe. Zanim się obejrzał, biznes przerósł wszystkie jego oczekiwania, a nawet marzenia. Nie udzielał wywiadów, zaczęły go drażnić tytuły jak „Magnat zachodów słońca”, „Imperium, w którym słońce zawsze zachodzi”, „Szejk czerwonego złota”, „Niebiański D.J.” i podobne durnoty. Postanowił, że czas z tym skończyć, przekazał wszystko dwóm przyjaciołom i to rzucił. Niepostrzeżenie minęło dwadzieścia lat. Świat zaczął się sypać jak staruszek, który pomimo operacji plastycznych już dłużej nie ukryje zaawansowanego stadium choroby.

Szedł teraz ulicami Z., miasteczka, w którym zaczęło się posrebrzanie zachodów. Dziś był ten dzień i jeśli miało się coś wydarzyć, niech zobaczy ostatni zachód słońca tutaj. Zostało parę godzin, ulice były prawie puste. Jakiś człowiek w neoprenowej piance dla nurków próbował biec, szorując płetwami po chodniku. Pewnie wyszedł na chwilę i bał się, że na ulicy może go zastać potop. Na wszelki wypadek miał harpun. Wyżej, na małym placyku u podnóża wzniesienia, jeden z proroków Zachodu Dnia Ostatniego przemawiał nieskładnie i wykrzykiwał w kierunku coraz rzadszych przechodniów, spieszących się do swoich domów:

– Dokąd pędzicie, nieszczęsne nietoperze? Przed czym uciekacie... Czyż boicie się Słońca? Przyjdźcie na niebiańskie iluminacje, tchórze. Drugiego razu nie będzie... I nie zobaczycie tego w waszych przeklętych telewizorach. O krótkowzroczni, nie rozumiecie, że każdy zachód słońca przepowiada apokalipsę... Że niby to kicz, co, snoby jedne, pocztówka, tak? Ale teraz nie kolory, nieee, krew będzie kapać z chmur, ponieważ Baranek został zabity, tak jak napisano, tępaki z galerii handlowych. Co wieczór sama Maryja Dziewica krwawi w górze, to jest dziewictwo, rozpustnicy. Nie ma pośród was niewinnych. Gdzie się wszyscy pochowaliście? Baranek został zabity i jego krew spływa siedmioma rzekami. Co się na mnie gapisz?

D.J. bezwiednie się uśmiechnął, prorok wołał do niego...

– Nie śmiej się, zobaczysz apokalipsę w czasie największej oglądalności, w prajmtajmie, gamoniu...

Ruszył powoli w górę. Wiedział, że nie jest niewiniątkiem. Zarobił pieniądze na czymś, co do niego nie należało. Z drugiej strony, co było złego w przekonaniu większej liczby osób do oglądania zachodów słońca? Lepsze to niż durne telewizory, tamten ma rację. Reklamodawcy z pewnością go nienawidzili, zabrał im sporą widownię. Pojawił się cały ruch oglądania zachodów. Sunset gazing. Niektórzy nazywali ich słońcożercami. Inni lekceważąco mówili na nich „ci, co się gapią”. Mówiono, że żywią się głównie słońcem, a ono miało być najbardziej odżywcze właśnie podczas zachodu. Zachód słońca jako produkt bio.

Dotarł na wzgórze, skąd ostatnie słońce będzie najlepiej widoczne, na świecie zostało bardzo niewiele miejsc, gdzie można oglądać prawdziwy zachód – powolny, rozciągnięty w czasie, z całym szczątkowym posmakiem, cieniami i odblaskami. Czysty korytarz i dobra widzialność bez mikrocząsteczek w powietrzu były już absolutną rzadkością. Pomyślał, że jest dokładnie w miejscu i dokładnie w wieku, gdy wreszcie może spokojnie skosztować zachodu słońca, wypić go do dna i docenić, po wszystkich innych, których doświadczał w przelocie. Zabrał aparat fotograficzny, a nawet małą lornetkę teatralną. Jakbym szedł na premierę, a nie zakończenie sezonu, pomyślał. Rozejrzał się, mimo oczekiwań nie był sam, kilkoro śmiałków rozbiegło się po wzgórzu. Wyżej mała grupa „słońcożerców” kiwała się w kierunku Słońca. Pomyślał, że bez niego czekałaby ich śmierć głodowa.

Przypomniał sobie też, jak tato trzymał go za rękę w drodze do szkoły i mówił mu o tych ośmiu minutach i dziewiętnastu sekundach, które zostają po zgaśnięciu Słońca. Coś najstraszniejszego i najbardziej pocieszającego na świecie.

Chwilę przed tym jak zachód wszystko zalał, po niebieskim jak monitor niebie przeszło ledwie widocznie drżenie. Zdało mu się, że światło nie jest już takie samo.

Kolory były jakieś blade, wyciągnął lornetkę, nawet przy nijakim powiększeniu jego oko było w stanie wyłapać... raster. Nagle pojawiły się chmury, które zdawały się pisać wielkimi puszystymi literami „Trzecia pod względem piękna apokalipsa na świecie”.

Kto do jasnej cholery o tym decyduje, pomyślał D.J. i zamknął oczy.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Przed hotelem Bułgaria

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Duchy

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Uojcowienie

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Rytuał

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Alfabet kobiet

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Szukanie Carli w LizbonieHistoria fado

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Do not disturb

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Bóg imion

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Córka

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

O, Henry!Historia bożonarodzeniowa

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Do Łory

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Herbata z wiśni

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Fotografia

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Spotkanie z floralem

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Twarze w ostatnich dniach

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Stary człowiek i morze

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Six degrees of separation

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

I wszystko stało się księżycem

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Przypisy

Przypisy są dostępnetylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu