Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 231
Rok wydania: 2024
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Małgorzata Harasimowicz
I będę sam, i będzie spokój
Świat bez mężczyzn
„Muszę ostrożnie stawiać stopy,
żeby nie spaść z krawędzi świata w nicość”.
Virginia Woolf
Vancouver
W rocznicę własnej śmierci Adam Harrash spowiada się wodzie ze swojego życia. Spowiada się z krzywd niepopełnionych, a doznanych oraz z krzywd wyrządzonych, ale niezawinionych.
Adam jest pierwszym człowiekiem na Ziemi, który zawdzięcza wszystko tylko sobie. Zawdzięcza sobie nawet to, że sam wyznaczył kres własnemu życiu i przezwyciężył ten kres.
Stoi w zimnej wodzie zatoki Burrard w Kolumbii Brytyjskiej. Kolana podcinane siłą wody uginają się bezwolnie i prostują, akceptując rytm i tempo nadawane przez fale. Piasek mięknie, stopy zapadają się w żłobione przybojem doły.
W rocznicę swojej śmierci Adam żyje. I choć mogłoby się wydawać, że aby żyć dalej, trzeba wszystko wytłumaczyć, przebaczyć i dostąpić rozgrzeszenia, woda podpowiada, że to nieprawda.
– Wodo, wodo, dlaczego bałem się ciebie? Dlaczego bałem się zostawić to, co miałem, i wpłynąć? Wybacz mi, proszę – szepcze Adam.
Ale buroołowiane fale o białych pióropuszach swym szumem zagłuszają jego sekretne słowa.
Do Vancouver przyjechał w sile wieku. Wbrew obraźliwemu ego, wbrew temu, czego doświadczył, wbrew i zdrowemu rozsądkowi, który podpowiadał mu, że to, co najlepsze, już minęło, Adam nadal wierzy, że to, co najlepsze, jest jeszcze przed nim.
Tu, w Kanadzie, jak nigdzie przedtem doświadczył samotności z intensywnością dotąd mu nieznaną. Nie w sposób dramatyczny, bo pogodzony był z nią od dawna, ale w esencjonalny – niezbywalnie przynależny każdemu człowiekowi. Zrozumiał, że do tej pory żył i nadal żyć będzie w świecie bez mężczyzn, a kobiety przychodzą i odchodzą jak fale.
Dopiero teraz, po latach, odkrył, iż jego melancholia nie polega wcale na tym, że zakochał się tragiczną miłością narcyza w swoim obliczu, ale na tym, że w żadnych oczach nie zdołał uchwycić piękna, które w sobie nosił. Wiele kobiet kochało go szczerą lub fałszywą miłością, ulegało zauroczeniu jego ciałem – hiperrealistycznie foremnym – tajemniczą otchłanią oczu i czystą formą regularnej, ale nieoczywistej twarzy. Jednak wędrowną duszę i smutek, przechodzący w żal, co nachodził go nagle i bez ostrzeżenia, porywając go w czarny zenit, kochała tylko ona jedna.
Stoi na rumowisku tego, co kiedyś było jego światem, jednak się nie poddaje. Jest przecież Perseuszem.
Perseusz pływał po szerokich wodach morza, niesiony własnym przeznaczeniem. Adam pływał niesiony gniewem zawistnych i nieprzyjaznych mu ludzi, brzydotą i biedą tego świata, godną pogardy przeciętnością.
On także niczym ów mityczny bohater osiągał cele, nawet wtedy, gdy wykraczały poza naturalne, ludzkie możliwości.
Perseusz jako niemowlę został wrzucony w zamkniętej skrzyni w głębiny Morza Egejskiego. Dryfując bezwiednie, przeżył tylko dlatego, że bogowie mieli go w opiece. Ocalały, wędrował i wojował, zdobywając miano legendarnego bohatera. Dzięki swej odwadze odciął głowę meduzie i uratował od zguby uwięzioną na skale piękną Andromedę, jego późniejszą, jedyną ukochaną. Bogowie nagrodzili to bohaterstwo przeniesieniem go po śmierci na północny nieboskłon.
Jestem Perseuszem, myśli Adam. I pyta morza:
– Czy moim imieniem też nazwany zostanie kiedyś gwiazdozbiór?
Loteria
Warszawa
Do puszki po śliwkach w czekoladzie Marianna starannie wkłada ponumerowane papierowe prostokąty. Wycięła je z okładki zeszytu służącego do zapisywania adresów i numerów telefonów. Zeszyt na nic już się nie przyda, bo kontakty ma zapisane w smartfonie. Pożółkły papier marszczył się i zwijał przy cięciu, stawiając opór lekkim, prawie przezroczystym dłoniom Marianny. Zamyka w puszce gotowe losy z wypisanymi cyframi od jednego do ośmiu. Od września będą oczekiwać bożonarodzeniowej loterii.
Dwa pierścienie przywiązane jeden do drugiego wstążką, na końcu której zawisł żółty kwadracik z cyfrą sześć, wylosuje dziewczyna. Pierwszy, masywny, pozłacany z owalnym malachitowym oczkiem, drugi złoty, z ogromnym, rubinowym pentagonem. Wylosuje także zeszyt z odręcznie napisanymi przepisami kucharskimi oraz znikomej wartości artystycznej i estetycznej obrazek z roku czterdziestego siódmego z prymicji księdza Stefana, przedstawiający świętego Józefa z lilią.
Chłopakowi przypadnie posrebrzany różaniec, puszka po angielskiej herbacie wypełniona listami oraz album z wklejonymi zdjęciami. Album w drewnianej oprawie na awersie okładki wygrawerowany miał statek ORP Orzeł, a na rewersie wyryty napis:
Na Gwiazdkę od Tolka Gdynia 1948.
Wszystkie te fanty, ułożone równo w skórzanej walizce z rdzewiejącą klamrą, nie mogą się doczekać Bożego Narodzenia.
Dwa największe – fortepian oraz mieszkanie – dawno zostały rozdzielone. O reszcie zdecyduje łut szczęścia.
Marianna zawsze dbała, zadbała więc także i tym razem o to, by nic się nie marnowało. To, co wydawało jej się cenne, rozdzieliła pomiędzy wnuki, porządkując tym samym sprawy doczesne. Wiedziała, co robi, gdy darowała w spadku chłopakowi – fortepian, a dziewczynie – mieszkanie.
Niepodzielny fortepian zwalniał z wielu dylematów. Gdyby chłopak dostał mieszkanie, musiałby rozmyślać nad tym, co zrobić – dzielić czy zostawić w całości dla siebie? Oddać czy w ogóle nie przyjąć? Dawno temu, gdy już zarobił spory majątek, rozesłał do członków rodziny list, z – jak to ujął w tytule – oświadczeniem woli.
Jeżeli kiedykolwiek dojdzie do podziału majątku rodzinnego, to zrzekam się swoich części. Jeżeli natomiast ja umrę jako pierwszy, list ten pokazać proszę prawnikom, aby mój majątek nie wszedł do masy spadkowej.
Marianna przeczytała go tak, jakby czytała epikryzę – z uważnością i strapieniem. Rozumiała kierującą piszącym motywację, bo znała sytuację rodzinną. Nigdy jednak nie miała o to pretensji. Pozostała w bezkrytycznej akceptacji dla wszystkiego, co robił.
– Nie zdołam scalić rodziny – szeptała smutna do siebie. – Chciałabym tylko, aby nad moim grobem podali sobie dłonie na zgodę, a nie wyszarpywali z rąk to, co zostało.
Po rozdzielaniu fantów Marianna, zadowolona z tego, że swoją decyzją najprawdopodobniej zaoszczędzi rodzinie sporów i milczących obiadów, wzdycha głośno i łapie się za dłonie. Delikatnie głaszcze lewą dłonią prawą. Przez cienki pergamin skóry prześwituje delta niebieskich żył. Trzyma dłoń na dłoni w geście solidarności ze sobą. Jej wzrok niespiesznie wędruje po mieszkaniu, w którym od prawie trzech dekad żyje sama. Zatrzymuje wzrok na stojącym na parapecie wazonie z grubego, kolorowego szkła. Wrześniowe słońce wpada do naczynia, które jak pryzmat rozszczepia światło na barwy składowe.
– Dobrze zrobiłam. – Kiwa białą głową. – Na pewno się nie pokłócą. – Pewna swego, wzdycha i sięga po krzyżówkę. Czyta głośno pytanie: – Ruska albo Blues. Na cztery litery, druga i ostatnia „A”.
Myśli chwilę, po czym ołówkiem starannie wpisuje w małe kratki odpowiedź.
Dwie litery.
Londyn
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
I będę sam, i będzie spokój
ISBN: 978-83-8423-518-8
© Małgorzata Harasimowicz i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
REDAKCJA: Magdalena Gonta-Biernat
KOREKTA: Małgorzata Giełzakowska
OKŁADKA: Oliwia Błaszczyk
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]
http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
