Homo sum - Piotr Boruch - ebook

Homo sum ebook

Piotr Boruch

0,0

Opis

Oniryczna opowieść o życiu, śmierci i namiętności

Macie ochotę na podróż do świata, w którym rzeczywistość jest tylko odrobinę bardziej prawdopodobna niż sen? Waszym przewodnikiem będzie dwudziestokilkulatek Gabriel – wrażliwy, błyskotliwy, pragnący podzielić się z Czytelnikami swoimi obserwacjami i przemyśleniami. Będzie ironicznie, będzie poetycko, będzie do bólu szczerze.
W tej onirycznej krainie, do której zabierze Was Gabriel, rozum zapomina, dlaczego nie jest duszą. A dusza wspomina dudniącą w ciele krew. Razem przeżyjecie jeden dzień. Dwadzieścia cztery godziny, w których wydarzą się cuda, ogłaszają radość, gwałcą, rozmawiają i szykują pochówek. Chcecie się dowiedzieć, jak ten dzień się zakończy?

Nadszedł. Jeśli pozostaliście jeszcze przy życiu, nie czytajcie tej części historii. Wasze zmysły nie udźwigną ciężaru wrażeń. Spotkałem go na drugim schodku prowadzącym do kotłów rozkoszy. Zapamiętaliśmy się w spojrzeniach; nigdy wcześniej i nigdy później nie drgałem tak konwulsyjnie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 110

Rok wydania: 2022

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dobrym ludziom

Born this way

Jestem estetą. Uwielbiam patrzeć na piękno. Jestem tym, kim chciałem być. Moje imię? Kacper, Kazimierz, Cezar, Maria, Perpetua, Joanna. Składam się z milionów. Utkany jestem z wielu. Największego dzieła dokonali moi rodzice, ale nie jest ono skończone. Co rusz ktoś podchodzi i tka. Są częścią mojego świata. Czasami docierają z czarnymi nićmi. Nie interesują ich moje stopy, kolana, ręce. Tłoczą się przy sercu i mózgu. Barwieniem tych części zajmuję się sam. Czy widziałem początek?

Na początku było słowo lub na początku była chuć. Dla biegu dalszych wypadków nie ma znaczenia, które ze zdań jest prawdziwe. Zarówno słowa, jak i pożądanie, będą miały wielokrotnie znaczenie dla istnienia ludzkiego, nawet wtedy, gdy kończy się aborcją lub poronieniem.

Próbujemy odgadnąć praprzyczyny, dlatego nie zauważamy tysięcy początków mających miejsce każdego dnia. Początków życia, śmierci, instytucji, czyjegoś szczęścia, czyjegoś cierpienia. Nie czujemy nadchodzących otwarć przynoszących ważne ciągi. Badając teorię powstania świata w siedem dni lub teorię ewolucji, nie przeczuwamy nadchodzących rewolucji. Gasimy początki zapowiadające chwile triumfu i klęski.

Zaczynacie czytać pewną opowieść. Jej początku nie przegapicie, ponieważ wrócicie do niego wielokrotnie. Zapamiętacie dzień, w którym beztrosko, niczego się nie spodziewając, złożycie litery pierwszego słowa. To nie pycha autora, to pycha świata, który zaczniecie rozumieć. Którego istnienie zaczniecie dostrzegać.

Nie pozostaje mi nic innego, jak symultanicznie, w czasie czytania tego komunikatu, udostępnić Wam resztę. Gorzką resztę.

Pędzlem Ludwiga von Hofmanna

Starałem się jedynie patrzeć, a okazało się, że już ktoś kiedyś uwiecznił mnie w micie i na obrazach. Opływały mnie niestabilne linie tła, a ja przedstawiałem wyrazistość cech, od których nigdy się nie wzbraniałem. Patrzenie bez obrzydzenia w odbicie w lustrze wody nie powinno przybliżać do hańby. Nie znajduję wad w pielęgnowaniu narcyza, zwłaszcza że zbyt wielkie tłumy niedowartościowanych nieobecnych snują się wokół.

Nie jest dziełem przypadku, że arcymalarz ubrał piękną, ognistowłosą bohaterkę drugiego planu, de facto niepotrzebną w zaaranżowanym świecie. Nie jest godna przyćmiewać na wpół chłopca, na wpół mężczyznę. Jej próby zwrócenia na siebie uwagi naznaczone są żałosnością, bo nie narusza się konsonansowego spokoju. W ostatecznym rozrachunku zysków i start mogłoby jej nie być.

Mam dużą pretensję do artysty. Spójrzcie na twarz. Lewy profil nie wskazuje na emocje podnoszące na duchu. Wręcz przeciwnie. A przecież wielokrotnie widziałem pięknych widzących w innych idealną ocenę siebie, a przez to z szacunkiem odnoszących się do wszystkich spotykanych. Uśmiechających się do siebie, a więc do przyjaciół, znajomych, współtowarzyszy i nieznanych. Zarażających uwielbieniem skierowanym do wewnątrz, ale bezsprzecznie także zawłaszczonych przez inne głębie.

Wystrzegajcie się samouwielbienia. Patrzenie z góry na pozostałych, lekceważenie obecności i wreszcie zaciśnięcie ust uniemożliwiające uśmiech nie charakteryzują narcyzów, a godnych pożałowania egoistów. Wyłapujcie ich i izolujcie w złotych klatkach wykonanych z tombaku. Będą zachwyceni, a przy okazji zarobicie krocie, pokazując ich nadętość w ogrodach zoologicznych.

Konfrontacja z płótnem Caravaggia uwydatnia przystawalność estetyki Hofmanna do dzisiejszych kanonów. Myślę, że Owidiusz także nie miałby wątpliwości, który mężczyzna jest bardziej wiarygodny. Zafascynowanie odbiciem potęguje wrażenie niestosowności, a wręcz błędów w pociągnięciach pędzla. Przychodzi mi na myśl jedno usprawiedliwienie wystawienia na publiczny widok obrazu: postać zakochała się we własnym duchu. Nie byłoby to jednak zgodne z przechowywanym przez ery archetypem.

Na egzamin nieprzygotowany wchodzi Tintoretto. Z właściwą sobie dezynwolturą rzuca indeks na akademicki pulpit i jego postawa mówi o pewności siebie. Rozpoczyna naukę, a żąda podjęcia decyzji o nadaniu tytułu belwederskiego przez aklamację. Zniesmaczeni oceniający wystawiają trójkę na szynach. Werdykt nie dziwi. Loki nieprzykrywające dostatecznie zakoli. Nadmierna muskulatura i grubo ciosana twarz. Po usunięciu bohatera ukazuje się hipnotyzujący pejzaż: tak – on ma prawo eksponować własny narcyzm.

Waterhause zanadto odział meritum w czerwoną tkaninę, nadużył tajemniczości. Utrudnił zrozumienie zmysłowej i danej ku przestrodze historii. Za to przygnębiona wystawiła pierś, która nie kusi nikogo z wyjątkiem artysty. Niska jakość mimetyzmu modela (oczywiście w kategoriach wskazanych przez Publiusza) i wtargnięcie na pierwszy plan modelki sugerują, że Brytyjczyk chciał upokorzyć wszystkich młodzieńców niebojących się własnych westchnień wracających jak bumerang.

Próbuję zrekonstruować urodę mężczyzny przedstawionego przez Nicolasa Poussina. Według legendy wdzięki Narcyza straciły na wartości po jego śmierci. Skoro opis zdarzeń jest prawdziwym, ma jedynie znamiona mitu, malarz uchwycił istotę. Zwracają uwagę solidne, ale niezbyt masywne nogi. Uzasadnionym było nieoszpecenie wizerunku obliczem trupa; postać z pewnością w wersji niepotrzebnie realistycznej miałaby spuchniętą twarz. Ponadto trzeba przyznać, że nimfa jest wyjątkowo paskudna; nie nadaje się do kochania.

Klęknijcie i przyłóżcie ucho do murawy. Wyczuwalne wibracje rozedrgają młoteczek i kowadełko. Neuroprzekaźniki zobrazują dobry smak; odbiorą sygnały echa rozchodzącego się podczas sadzenia kwiatów. Ustanie przepływu soków, schyłek fotosyntez odbędzie się w ciszy. Nemezis ostrzy sekatory i planuje ciąć. Ostaną się jedynie ukryte, dlatego nie daj po sobie znać, że zwierciadło służy ci także do adoracji.

Czekanie na nigdy

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:

Okładka
Karta tytułowa
Born this way
Pędzlem Ludwiga von Hofmanna
Czekanie na nigdy
Odmieniany przez tajemne przypadki
Żywe kraszanki
Przepędzone muzy
Rzecz o nienormalności
A najbardziej jest mi żal Ziemi
Inkorporacja wszystkich dzieci
Tamte noce, tamte dni
Sieroty
Poznawanie niewiadomych
Polandwood
Ewangeliczne wzorce
Świątobliwości
Uczelnia Mistrzów
Niepanowanie rektorów
Gdyby Fredro był, toby z nami pił
Miłe są Panu prawo i sprawiedliwość
Nie odwracali się w stronę Sodomy
Kobieca dola
Heloci na usługach Sparty
Wahadło Foucaulta
Codzienne modelowanie bestii
Niemoce poliglotów
Warszawo, walcz
Cham nieorzeszkowej
Nie ufajcie nadziei
Pola, Ty musisz z kolan wstać
Błękit pasji
Tako rzecze Zaraoster
Freud się z was śmieje
Agonia polskiego bieguna ciepła
Próba generalna pandemii
Hiena wieków
Podoba im się to dzianie
Bo słuchajcie i zważcie u Siebie

Homo sum

ISBN: 978-83-8313-331-7

© Piotr Boruch i Wydawnictwo Novae Res 2022

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt

jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu

wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

Redakcja: Wioletta Cyrulik

Korekta: Magdalena Brzezowska-Borcz

Okładka: Krystian Żelazo

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Zaczytani sp. z o.o. sp. k.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek