Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
53 osoby interesują się tą książką
Lilian, wrażliwa studentka nowojorskiej akademii muzycznej, żyje w świecie dźwięków, pod czujnym okiem swojego brata – legendarnego boksera, który zrobiłby dla niej wszystko. Pewnego dnia na jej drodze staje mężczyzna, którego obecność burzy dotychczasowy porządek. Ich spotkania są zbyt przypadkowe, by mogły być zwykłym zbiegiem okoliczności… i zbyt intensywne, by o nich zapomnieć.
Między rodzącym się uczuciem a brutalnym światem sportowych walk napięcie rośnie. Tajemnice wychodzą z cienia, lojalność zostaje wystawiona na próbę, a przeszłość zaczyna domagać się zapłaty.
Co się stanie, gdy miłość okaże się najniebezpieczniejszą walką?
To historia o miłości silniejszej niż strach, o więziach, które potrafią ocalić – i złamać – oraz o wyborach, które zmieniają ludzi na zawsze.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 175
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © A. K. Lewenhaupt
Copyright © Ostre Pióro
Wydanie I
Szczecin 2026
ISBN: 978-83-68498-27-1
e-ISBN: 978-83-68498-28-8
Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.
Wydawca zezwala na udostępnianie okładki książki w internecie.
Projekt okładki i stron tytułowych
Katarzyna Seredin-Kolarczyk | www.kaes-seredin.pl
Zdjęcie na okładce: Freepik
Redakcja: Ewa Hoffman-Skibińska | Redaktor Ewa
Korekta:
Monika Całka | kropkaispolka.pl
Katarzyna Kurowska | stacjaprojekt.my.canva.site
Projekt typograficzny, skład i łamanie:
Katarzyna Seredin-Kolarczyk | www.kaes-seredin.pl
Wydawnictwo Ostre Piórowww.ostre-pioro.pl
A. K. Lewenhaupt
Glass
hearts
Choć serca mamy szklane,nigdy nie dadzą się złamać.
Dla tych, którzy nie pozwolilizłamanemu sercu złamać siebie.
Lillian
Słońce bezlitośnie przypiekało wyschniętą ziemię, która zdawała się błagać o kilka kropel wody. Wysuszona trawa pięła się z wysiłkiem ku niebu, niemo prosząc o deszcz. Sama chętnie uniosłabym ręce razem z nią. Lato nigdy nie należało do moich ulubionych pór roku, a dziś temperatura spokojnie przekraczała trzydzieści stopni.
Uniosłam głowę, patrząc przez otwarte okno. Miałam nadzieję, że na niebie znajdę choć jedną chmurę, zwiastun nadchodzącego deszczu. Niestety, tegoroczne lato w Nowym Jorku okazało się wyjątkowo gorące i bezlitośnie nieznośne.
Po kilkunastu minutach byłam gotowa do wyjścia. Nałożyłam okulary przeciwsłoneczne na nos i opuściłam mieszkanie. Na ulicach roiło się już od ludzi. Mijali mnie z butelkami wody w dłoniach, z twarzami zmęczonymi upałem.
Nasza dzielnica, Upper East Side, leży niedaleko Central Parku, dzięki czemu lato bywa tu nieco mniej uciążliwe. Czasami biorę książkę, kupuję mrożoną kawę na Madison Avenue i siadam pod drzewem, żeby ukryć się przed słońcem. W tym miejscu miasto na chwilę milknie, a ja czuję, że mogę oddychać.
Nie zdążyłam przejść nawet stu metrów, a mocne promienie słońca już przypalały mi skórę. Zastanawiałam się, czy nie zawrócić do domu i się nie przebrać. Sukienka kleiła się do spoconego ciała.
Cholera. Dlaczego nie zgodziłam się, żeby Arthur mnie odwiózł? Jego nowy samochód ma przecież klimatyzację, zbawienną w takie dni.
Przeklinałam dumę, która nie pozwoliła mi zadzwonić i poprosić o pomoc. Nie po to codziennie przypominam mu, że jestem dorosłą kobietą, by teraz jak dziecko błagać o podwózkę. Chociaż miałam pewność, że przyjechałby w ciągu kilku minut.
Czemu nie urodziłam się na biegunie północnym? – naszła mnie myśl. W tej chwili mogłabym wyjść z igloo i patrzeć, jak mój mąż łowi ryby na śniadanie. We własnoręcznie wykutym przeręblu. Sama ta myśl dała mi chwilowe poczucie chłodu. Umysł to jednak silne narzędzie.
Po kilku minutach skręciłam w boczną uliczkę prowadzącą do uczelni. Dziękuję bratu za to, że mieszkamy blisko i nie muszę korzystać z komunikacji miejskiej. Zawsze, kiedy przechodzę przez główną ulicę i patrzę na przepełnione autobusy, widzę ludzi ściśniętych jak sardynki w puszce. Zastanawiam się, ile osób mdleje tam dziennie z przegrzania. Pewnie sporo, biorąc pod uwagę tegoroczne tropikalne lato.
Od ośmiu lat Arthur towarzyszył mi wszędzie. Nocowanie u koleżanek? Znam to tylko z opowieści. Potajemne spotkania z chłopakami? Aż zaśmiałam się na samą myśl. Moje jedyne intymne spotkanie odbyło się w szkolnej toalecie, kiedy pierwszy raz całowałam się z chłopakiem starszym o dwa lata. Gdyby Arthur się o tym dowiedział, rozszarpałby biedaka. Dosłownie.
Mam dwadzieścia jeden lat i nadal jestem dziewicą. Potencjalny partner musiałby najpierw zmierzyć się z moim braciszkiem. A biorąc pod uwagę, że Arthur jest zawodowym bokserem – życzę powodzenia.
Zbliżałam się już do uczelni, kiedy tuż przed moimi nogami z piskiem opon zatrzymało się czarne, terenowe auto. Najwyraźniej się zamyśliłam i zwyczajnie nie zauważyłam zmieniającej się sygnalizacji. Zatrzymałam się przed maską pojazdu w ostatniej chwili. Zbyt blisko, by uznać to za zwykłą sytuację, i za blisko, by się nie wystraszyć.
Kierowca wysiadł gwałtownie i po sekundzie stał przede mną. Wyglądał jak model. Muskularne ramiona, szerokie barki i ciemny zarost. Zastanawiałam się, czy makijaż nie spłynął mi z twarzy. Czy tusz do rzęs pozostał na swoim miejscu? Czy podkład nie ugotował się na skórze? A dekolt? Czy nie poczerwieniał od upału?
Milczał. Bacznie mnie obserwował.
Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Zahipnotyzował mnie brązowymi oczami. Hałas panujący w tym wielkim mieście nagle ucichł, jakby sam Bóg na chwilę wyłączył dźwięk. Stałam, patrzyłam i oddychałam. On przeciągnął dłonią po kruczoczarnych włosach. Ostro zarysowana szczęka… Nosił na szyi czarny rzemyk z nieśmiertelnikiem. Dłonie miał zabandażowane, a zaciś-nięte usta wskazywały na zdenerwowanie.
Patrzyliśmy na siebie, jakbyśmy próbowali rozmawiać samym spojrzeniem. Dziwne uczucie, lecz dające ciepło. Wrogość jego twarzy rosła z każdą chwilą, ale ja nie czułam strachu.
– Wiesz, ile kosztuje naprawa zderzaka w tym aucie?! – warknął. – Liczyłaś na odszkodowanie?!
Jego głos brzmiał twardo, stanowczo, ale miał w sobie coś łagodnego, dziwnie niepasującego do złości.
Patrzyłam na usta, które wykrzywiły się w dziwnym uśmiechu. Ani flirciarskim, ani tym bardziej przyjaznym. Poczułam na ramionach gęsią skórkę. Wspaniale, dzięki niej zrobiło mi się trochę chłodniej.
Miałam już mu coś odpowiedzieć, ale nie dopuścił mnie do słowa:
– Jesteś głucha? – Wyciągnął dłoń, by mnie dotknąć. Odruchowo zrobiłam krok w tył. – Na dodatek wystraszona jak mały kociak. Ja pierdolę! Co za dzień! – Złapał się za włosy i mocno je pociągnął. – Gdyby nie hamulce, byłabyś plamą na lakierze. Rozumiesz?!
Zmrużyłam oczy i szukałam odpowiedniej riposty dla tego prostaka. Przystojnego, ale jednak prostaka. Zrobiłam najsmutniejszą minę, jaką umiałam, i uniosłam dłonie, tworząc w języku migowym słowo „dupek”.
Panu wściekłemu zrzedła mina. Podszedł bliżej, a z jego oczu zniknęła złość. Współ-czucia i litości również w nich nie znalazłam. Tylko obojętność. Z całych sił próbowałam nie roześmiać się mu w twarz. Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, by nie pozwolić kącikom ust na uniesienie.
– Czyli jesteś głucha. Fantastycznie – powiedział to tak wyraźnie, że nawet gdyby to była prawda, z łatwością odczytałabym tę wypowiedź z ruchu jego warg. – Ale nie ślepa. Uważaj następnym razem.
Spuściłam wzrok na swoje stopy. Byłam jedno-cześnie wściekła i rozbawiona. Zerknęłam na pedicure. Czerwony lakier już mnie nudził, powinnam go zmienić. Myślałam o wszystkim, byle nie o nim. Pachnącym i tak zdenerwowanym, że przez sekundę zrobiło mi się go żal.
– Może w ramach rekompensaty dokądś cię zawieźć? – zapytał, unosząc mój podbródek.
Sylabizował każde słowo, jakby naprawdę uwierzył, że nie słyszę. Gdyby wiedział, jaką wewnętrzną walkę właśnie toczę.
Pokręciłam głową i otarłam niewidzialną łzę. Dwiema dłońmi dotknęłam brody w geście podziękowania za jakże miłą konwersację i odeszłam.
Kiedy znalazłam się kilka metrów dalej,odważyłam się obejrzeć za siebie – ani przystojniaka w czarnej opiętej koszulce, ani jego samochodu już nie było.
Na zajęciach próbowałam się skupić, ale z marnym skutkiem. Czy spotkam jeszcze pana złośliwca? Ta myśl zakiełkowała mi w głowie. I bardzo mi się spodobała.
Muszę namówić Arthura na jakieś wyjście, bo inaczej naprawdę zacznę rzucać się pod samochody, żeby tylko chwilę porozmawiać z mężczyzną. Nawet w języku migowym.
Po piętnastej wyszłam z uczelni i zobaczyłam Arthura czekającego przy aucie. Uśmiech bezwiednie wpłynął mi na twarz. Po śmierci rodziców zostaliśmy sami i byliśmy zdani tylko na siebie. Miałam dwanaście lat, gdy tata zginął, więc brat jest odtąd jedynym mężczyzną w moim życiu. Zastąpił mi ojca, a dwa lata później również matkę. Jest rodzicem i bratem na pełen etat. Stąd ta nadopiekuńczość. Chociaż sam stracił mamę i tatę, zastąpił mi ich w najlepszy możliwy sposób.
– W porządku? – zapytał od razu.
– Tak, miałam tylko niezręczne spotkanie z jakimś facetem – powiedziałam, choć mogłam przemilczeć.
Obiecaliśmy sobie mówić wszystko. Tego przyrzeczenia nie mogłam i nie chciałam złamać.
– Jakie niezręczne spotkanie? Z jakim facetem? – dociekał. Czy wspominałam, że mój brat jest nad wyraz opiekuńczy? Jeśli tak, to chętnie powtórzę.
– Zamyśliłam się i prawie wpadłam mu pod koła. Na szczęście wykazał się refleksem i pewną nogą wcisnął hamulec. Nic się nie stało. To chyba wina upału – zapewniłam, na nowo ogarnięta wszechobecnym ciepłem.
– Może powinnaś pójść do lekarza?
– Arthur, nic mi nie jest. Przecież widzisz. – Zakręciłam się wokół własnej osi. – Masz w aucie lodowatą wodę?
– Mam, wskakuj. Odwiozę cię do domu i jadę na trening. – Otworzył przede mną drzwi samochodu i zaprosił, bym wsiadła.
Dżentelmen – tak jednym słowem mogę opisać swojego brata. Jego kobieta będzie szczęściarą.
Wsiadłam i momentalnie poczułam powietrze płynące z klimatyzacji.
– Co to za facet? Znasz go?
– Nie, ale zdążyłam spisać rejestrację. Dorwiesz go i pogrozisz mu, że prawie przejechał twoją siostrzyczkę…? – zaśmiałam się, widząc jego posępną minę.
– Lily, ja nie żartuję. Jeśli go znasz, to chętnie z nim pogadam. Skoro debil nie potrafi prowadzić auta, to go nauczę.
– Mój zestresowany braciszek. Wyładujesz złość na treningu. – Zsunęłam okulary na nos i oparłam o siedzenie, delektując się zimną wodą.
– Po drodze skoczę po coś do jedzenia. Na co masz ochotę?
– Szczerze?
Kiwnął głową, obserwując drogę.
– Na zimnego drinka. Przez ten upał w ogóle nie mam apetytu.
– Lily, co byś zjadła na kolację?! – ponowił pytanie, kładąc nacisk na każde słowo.
Zamilkłam z uśmiechem. Celowo się z nim drażniłam.
Kiedy podjechaliśmy przed kamienicę, wciąż milczałam.
– W lodówce masz moją zimną whisky, w zamrażarce lód – odezwał się, kontrolując swój rozgniewany głos. – Jeden drink. Postaram się wrócić przed dwudziestą.
– Sushi – odpowiedziałam wreszcie i złapałam za klamkę, żeby wysiąść. – Do zobaczenia, braciszku – zawołałam i w przelocie pocałowałam go w policzek.
– Testujesz moją cierpliwość…
Pomachałam mu jeszcze i gdy samochód zniknął mi z pola widzenia, weszłam do holu. Po paru minutach odpoczywałam w leżaku. Wykąpana, z mokrymi włosami i zimnym drinkiem w dłoni. Zamknęłam oczy i oparłam nogi o balustradę, pozwalając sobie na chwilę relaksu. Skupiłam się na odgłosach miasta. Dla niektórych byłaby to męczarnia, niektórzy pragną ciszy. Ale dla mnie to codzienność. Znajoma i normalna. Chociaż nasza dzielnica i tak jest uznawana za jedną ze spokojniejszych.
Spojrzałam na telefon. Zero wiadomości od Arthura. Zapewne wyładowuje frustrację. Zawsze tak robi, gdy się martwi. Złoszczenie się na mnie to jego sposób na okazywanie troski.
Podniosłam się z leżaka i weszłam do mieszkania. Zgarnęłam książkę z półki i usiadłam na sofie, ale zamiast czytać, gapiłam się w okno. I wtedy, przez sekundę, przeszła mi przez głowę myśl:
W spojrzeniu tego mężczyzny naprawdę było coś intrygującego.
Bruno
– Spóźniłeś się – warknął trener.
– Nie marudź. Zaledwie dziesięć minut – odburknąłem chłodno i ruszyłem do szatni.
Nie spieszyłem się. Przebrałem się w spodenki bokserskie i napiłem się zimnej wody. Patty na pewno ją dla mnie zostawiła. Wziąłem rękawice. Poczułem wydobywający się z nich odór potu. Zapach wszystkich moich walk. Wszystkich wygranych.
Wszedłem do sali i skierowałem się na ring. Podniosłem sznury i wskoczyłem na środek.
– Biegałeś rano? – zapytał trener.
– Nie zadawaj mi codziennie tych samych durnych pytań – wrzasnąłem, chwytając za skakankę.
Od dekady codziennie o szóstej rano biegam co najmniej dziesięć kilometrów. Mój grafik nie zmienił się od dwóch lat. Bieganie, siłownia, trening. Czasami jem śniadanie. Obiadu nigdy nie opuszczam ze względu na staruszka, który nie wybaczyłby mi nieobecności. Wieczorami Dark Night i czasami Patty.
Przyświeca mi jeden cel – pas mistrzowski.
Wziąłem od trenera nowe bandaże i owinąłem dłonie. Może trochę zbyt mocno. Ale ja lubię ból. Dzięki niemu żyję. W moim życiu nie ma miejsca na delikatność i łzy.
Po trzech seriach skoków i pięćdziesięciu pompkach trener wszedł na ring. Pot spływał mi po plecach. Koszulka nieprzyjemnie lepiła się do ciała. Jednym ruchem zerwałem ją z siebie i wyrzuciłem za sznury.
– Wiesz, o co walczymy, prawda? – zapytał tym swoim protekcjonalnym tonem.
– Serio? Po tylu latach myślisz, że musisz mi to tłumaczyć? – Zapiąłem drugą rękawicę i ustawiłem się przed nim. – Płacę ci za pot, a nie za pierdolenie.
Wymierzyłem w jego stronę trzy ciosy proste na głowę. Następnie dynamicznie wyprowadziłem cios w brzuch, by po chwili energiczne uderzyć w okolicę wątroby.
Cios.
Unik.
Cios.
– Długi prawy prosty, dawaj! Musisz go osaczyć. Wybieraj różne kombinacje uderzeń, ale nie zatrzymuj się!
Tak też zrobiłem: dosłownie wkleiłem się w jego ciało szybkimi uderzeniami. Lewy, lewy i prawy w brzuch. Gdy opuścił gardę, poprawiłem podbródkowym. Trener odskoczył do tyłu. Odniosłem nawet wrażenie, że na moment stracił równowagę.
– Arthur Coleman to nie byle jaki przeciwnik. Dwukrotnie zdobył tytuł mistrza. Jest niepokonany. Nie ma żadnego słabego punktu. Kieruje się nie tylko twardymi zasadami w życiu, ale i ogromnym szacunkiem do przeciwnika. To prawdziwy lew, który nawet mrówki nie lekceważy.
– Jeśli Bruno chce grać uczciwie, to na pewno nie znajdzie słabego punktu.
Rozpiąłem rękawice i rzuciłem je Ryanowi.
– Co masz na myśli? – zapytałem menadżera.
– To, że nasz Arthurito ma jedną słabość, o której wie niewielu. Jeśli tam go trafisz, wygraną masz w kieszeni.
– Uważasz, że bez tego nie dam rady wygrać? – warknąłem i doskoczyłem do niego. – Od dwóch jebanych lat zapierdalam jak nikt, bo nikomu, oprócz mnie, nie należy się ten tytuł. Ten pas już jest mój.
Wygram wszelkimi sposobami. Chcę zniszczyć przeciwnika na wielu płaszczyznach, bo mam w dupie jego uczucia. Mój mózg od miesięcy jest zaprogramowany na jeden cel: wygrana. Jestem bokserem. Podejmuję walkę zanim zdążę pomyśleć, że nie dam rady.
– Jeśli coś masz, to gadaj. Albo nie marnuj mojego czasu!
Patty stała z tyłu. Nie zauważyłem jej wcześniej. Podbiegła i podała mi ręcznik. Ryan milczał, przyglądając się mojej dziewczynie.
– Mów przy niej – rzuciłem, wycierając czoło i kark.
– Ma siostrę, Lily. Lily Coleman.
– Mów dalej – kiwnąłem głową, żeby nie przerywał i nie zawracał sobie głowy obecnością Patty.
– Studentka drugiego roku akademii muzycznej. Brunetka. Dwadzieścia jeden lat. Zielone oczy, nie za wysoka, szczupła, dość atrakcyjna.
– Jak ważna jest dla niego?
– Bardzo. Na tyle, że kilka jego walk przełożono nie ze względu na jego kontuzje, tylko przez nią. Musiał się zająć siostrzyczką. Jest jego numerem jeden na liście priorytetów.
Zastanawiałem się, chociaż żadna konkretna propozycja z ust Ryana nie padła. Oczami wyobraźni już widziałem Arthura załamanego nagłym zniknięciem siostry.
– Chyba nie zamierzasz się z nią spotykać?! Bruno?!
Spojrzałem na Patty i zmierzyłem ją wzrokiem. Zastanawiałem się, co ja właściwie z nią robię. Seks? Kiedyś tak. Teraz? Totalny wrzód na dupie.
– Nie, Ryan. – Przeniosłem wzrok na przyjaciela. – Walczę uczciwie.
– Dziękuję. – Patty wsparła się na moim spoconym ramieniu i pocałowała mnie w policzek.
– Nie robię tego dla ciebie. – Wytarłem mokry ślad po jej ustach, zarzuciłem ręcznik na szyję i skierowałem kroki do szatni. Wziąłem z torby świeżą bieliznę i poszedłem pod prysznic. Ustawiłemchłodną wodę i oparłem się ramionami o zimne płytki. Czułem ulgę, choć ciało bolało.
Lily Coleman? Na co mi kolejna gówniara, skoro z jedną mam już problem. I to nie licząc tych, które same pchają mi się pod samochód.
– Może mogłabym się przyłączyć? – Patty objęła mnie w pasie, całując jednocześnie w plecy.
– Wiesz, że po treningu zawsze spieszę się do domu. – Odsunąłem jej ręce i zakręciłem wodę.
Ostrożnie wyszedłem spod prysznica i nagi podszedłem do wieszaka z ręcznikami. Patty jednak nie odpuszczała. Złapała mojego wilgotnego penisa i cisnęła go w dłoni.
– Twardnieje – poinformowała dumnie.
– Jestem zdrowym facetem, więc to nic nie-zwykłego.
Odsunąłem się, wytarłem i zacząłem ubierać.
– Bruno, zaniedbujesz mnie ostatnio! Nie przychodzisz do mnie wieczorami, chociaż wiesz, że mojemu ojcu to nie przeszkadza. Widuję cię tylko podczas treningów, a i tak wtedy jesteś skoncentrowany na ćwiczeniach.
– Pat, przygotowuję się do najważniejszej walki. Przypominam ci, gdybyś zapomniała. Na tym chcę się skupić – odpowiedziałem, wciąż stojąc do niej plecami.
– A kiedy znajdziesz czas dla mnie? – marudziła jak małe dziecko. Irytowała mnie.
– Ryan chętnie się tobą zajmie. A teraz wybacz, ale spieszę się na obiad z dziadkiem.
– Mogę dołączyć?
– Nie. Mój dziadek traci na twój widok apetyt. Wspominał ci o tym, kiedy tu gościł. – Uśmiechnąłem się pod nosem i wyminąłem Patty jak przeszkodę.
Panujący na zewnątrz upał stawał się nie do zniesienia. Wsiadłem do auta i natychmiast włączyłem klimatyzację. Jechałem ostrożniej niż zwykle, szczególnie niedaleko akademii.
Bóg jeden wie, czy znowu ta głucha wariatka nie wleci mi pod koła.
Gdyby Coleman wiedział, co szykujemy… wygrałbym już dzisiaj. Ale pragnę wejść z nim do klatki. Pragnę zobaczyć w jego oczach strach. Chcę, żeby zrozumiał, że nawet najsilniejsi padają na deski, jeśli wystarczająco mocno uderzysz w ich serce. A Lillian Coleman zajmuje tam wyjątkowe miejsce.
Lillian
– Wrócę dzisiaj później niż zwykle. Nie czekaj z kolacją – rzucił Arthur podczas śniadania, zerkając na zegarek.
– Coś się stało? – zapytałam, dolewając mleka do płatków śniadaniowych.
– Mam spotkanie z trenerami. Jeśli znów zdobędę pas, kończę z tym i zakładam rodzinę – powiedział naturalnym głosem.
Łyżka zamarła mi w dłoni w połowie drogi do ust.
– Słucham? Ty? Rodzina? Żona? Gromadka dzieci? Sorry, Arthur, ale ty bardziej kochasz worek treningowy. Zdołasz obdarzyć miłością jakąkolwiek kobietę?
– Czemu nie? Lily, byłabyś cudowną ciocią – odparł poważnie. – Mam dwadzieścia dziewięć lat. Osiągnąłem to, o czym marzyłem, zarobiłem naprawdę niezłe pieniądze.
– Masz kogoś? – spytałam podejrzliwie.
– Może tak, może nie – odparł tajemniczo, uśmiechając się pod nosem.
Odkąd zmarli rodzice, Arthur nigdy nie przyprowadził do domu żadnej dziewczyny. Nie znaczy to jednak, że jakiejś nie miał.
– Trzymam cię za słowo. Może wtedy prze-staniesz się skupiać na mnie.
– Wątpię. Nad siostrą zawsze będę się trząsł jak nad jajkiem. Lepiej się przygotuj, bo każdego delikwenta dokładnie sprawdzę.
– Odnośnie do delikwentów. Miałabym do ciebie jedną prośbę. W sobotę koleżanka, znasz Kate, urządza imprezę w klubie i mnie zaprosiła. Wiem, co myślisz, ale zauważ, proszę, że mam dwadzieścia jeden lat. Nie jestem dzieckiem.
– Po pierwsze, Lily, wiek nie gra tutaj roli. Po drugie, nazwę klubu poproszę.
– Dark Night – rzuciłam lekko.
Wyraz jego twarzy się zmienił. Napiął szczękę i ścisnął grzbiet nosa.
– Nie.
– Nie co?
– Lily? Dark Night? Absolutnie nie wyrażam zgody.
– Przecież się zgodziłeś! – wrzasnęłam wkurzona.
– Kiedy? W którym zdaniu usłyszałaś, że się zgadzam?
Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
– Arthur, nie żyję w zakonie. Chcę się zabawić, wypić drinka, potańczyć.
– Lily, to miejsce odwiedzają naprawdę niebezpieczni faceci. Tylko czekają na takie naiwne panienki jak ty. Nie pozwolę na to, abyś padła ofiarą jednego z nich. Obiecałem rodzicom, że będę cię chronił.
Wstał i zaczął wkładać naczynia do zmywarki.
– Temat zakończony – dodał, wymownie na mnie zerkając.
Chyba oczekiwał, że mu się przeciwstawię. Ja jednak odpuściłam sobie walkę na słowa, bo i tak z góry byłam skazana na porażkę. W zamian za to poszłam do pokoju, by poszukać odpowiedniej kreacji na sobotnią imprezę.
Na uczelni z niecierpliwością czekałam na spotkanie z Mary, aby ustalić z nią szczegóły.
– Gdzie się spotkamy? U mnie czy u ciebie? – zapytała wspólniczka planowanego przeze mnie rodzinnego przestępstwa.
– U ciebie. Muszę jeszcze coś wymyślić, jak wyjść niepostrzeżenie z domu.
Spis treści
Lillian
Bruno
Lillian
Zajrzyj do naszego sklepu: www.ostre-pioro.pl
Cover
Redakcyjna
Title
Dedykacja
Lillian
Bruno
Lillian
Cover
Table of Contents
