Elektro-epizod z roku 2025 - E.D. Skinner - ebook + audiobook

Elektro-epizod z roku 2025 ebook i audiobook

E.D. Skinner

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Opowiadanie ukazało się w sierpniu 1927 roku w „Amazing Stories”. To napisana z przymrużeniem oka wizja przyszłości – możemy w niej zobaczyć, jak autor sprzed prawie stulecia wyobrażał sobie świat, który za dwa lata będzie naszą rzeczywistością.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 24

Rok wydania: 2023

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 43 min

Rok wydania: 2023

Lektor: Mikołaj Krawczyk

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



E.D. Skinner

Elektro-epizod z roku 2025

Przełożyła Anna Studniarek

Gdyby podpułkownik Nowojorskiej Gwardii Narodowej Algernon Sidney St. Johnstone był w zwyczajnym stanie, z pewnością zwróciłby uwagę na szczególne brzęczenie w okolicach lewej górnej kieszonki kamizelki. Niestety, tak się złożyło, że jego aktualny stan fizyczny był zdecydowanie niezwyczajny. Mimo to nie mógł nie podejrzewać, że z równowagi wytrąciło go coś wykraczającego poza normalność, i dlatego, zamrugawszy, rozejrzał się po apartamencie w poszukiwaniu oznak nieporządku.

Pierwszym, co przyciągnęło jego uwagę, był starannie złożony egzemplarz „Biuletynu Godzinnego z jedenastej”, z datą „Wtorek, 7 stycznia 2025 r.”. Gazeta, zawierająca aktualne co do minuty notowania giełdowe z Wall Street, leżała na biurku przed nim nieprzeczytana. Niecierpliwym machnięciem ręki zrzucił ją na podłogę!

Następnie jego lewa ręka, odruchowo, z wypraktykowaną precyzją, odszukała na pobliskim stoliku czarną butelkę. Uniósłszy ją do światła, dostrzegł, że była pusta. Kiedy przekręcił ją do góry dnem nad szeroko otwartymi ustami, jego język z naciskiem potwierdził tę informację. Ponuro trzymał butelkę przed sobą, piorunując wzrokiem dwie zielone etykiety – jedną ze znakiem towarowym z minionego stulecia, a drugą z pieczęcią „Bottled in Bond” i datą „1 lipca 1916 roku” – rozsądek podpowiadał mu, że obie były sfałszowane.

Później, kiedy jego zamglony wzrok zaczął dostrzegać coraz więcej szczegółów topograficznych „jaskini”, wychwycił spojrzeniem leżącą postać stosownie odzianego i spokojnie wyglądającego lokaja, który drzemał beztrosko i głośno w rozkładanym fotelu w kącie – i to pod nosem swojego pana! Butelka błyskawicznie poleciała w stronę głowy lokaja, a ten natychmiast udowodnił swoją praktykę w sztuce spania „z jednym okiem otwartym” poprzez odruchowe i zupełnie niepotrzebne uchylenie się.

W końcu rozpalone emocje Algernona znalazły ujście w mowie. Uśmiechnął się do lokaja jak dzikie zwierzę i powiedział:

– Otwósz oka…!

Przerwał i przez chwilę śmiał się ze swojego „żartu”, po czym powtórzył głośno:

– Otwósz oka, pobudka! Posłuchaj mie. Siadaj no do telefonu i powies temu mojemu bimrownikowi, sze jeśli wyśle mi wiencej takiej goszały, to dopilnuje, szeby szef narodowej organizacji bimrowników go wykopał. Ta goszała mosze sabić muła! Powies mu, szeby nie marnował mamony na etykiety i kupił coś, co sie nadaje do garła szentelmena. Ta goszała mosze sabić muła!

Lokaj spojrzał na swojego pana jednym okiem, bowiem drugie było podbite i całkowicie zapuchnięte, i odpowiedział natychmiast, bardzo precyzyjnie:

– Tak jest, proszę pana! Jak pan powiedział! Ale, jeśli mogę prosić o wybaczenie, ten dżentelmen wysłał wczoraj wiadomość, że nie powinien pan tego pić, bo to niebezpieczne. Powiedział, proszę o wybaczenie, że przez pomyłkę wysłano do pana towar, który wytwarzają dla pospólstwa. Przepraszał nadzwyczaj wylewnie.

Algernon z wściekłością odwrócił się do lokaja.

– A ty poswoliłeś mi sie sabić tą goszałą?! – wykrzyknął. – Ta goszała mosze sabić muła!

– Proszę o wybaczenie, proszę pana – odparł lokaj – ale sprzeciwiałem się najgłośniej, jak umiałem. Pan jednak stawiał gwałtowny opór, podbił mi oko i rzucił mnie nieprzytomnego na to krzesło, a przytomność odzyskałem dopiero w momencie, gdy się pan odezwał. Ta trucizna musiała tymczasowo osłabić pański intelekt!

– Właśnie! Trucisna osłabiła intelekt! Ta goszała mosze sabić muła! Jest sła! Masz, weś to. – Algernon wyjął banknot z kieszeni i rzucił go w stronę lokaja.

Przez chwilę siedział w milczeniu, głęboko zamyślony, a później wpadł na kolejny pomysł.