5,99 zł
Gdziekolwiek spojrzysz, magia już tam jest. Wystarczy ją odnaleźć.
„Droga, którą Nicią tkamy” to jedna z dwunastu niesamowitych historii zaklętych w zbiorze opowiadań „Magiczny kompas”.
Książka wydana nakładem wydawnictwa Nie powiem, Hm... zajmuje się dystrybucją.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 39
Sączyłam grzańca z papierowego kubeczka i mimo jesiennej nocy wcale nie odczuwałam chłodu. Było to zapewne sprawką płonących wszędzie ogromnych ognisk, które zostały rozpalone na wzór dawnych tradycji panujących na ziemiach polskich. Miały dodać uroku i klimatu festynowi, który nasz wójt razem ze śmietanką towarzyską zorganizował na cześć Dziadów.
Tę cudowną atrakcję, która sprowadzała do naszej zaściankowej wsi turystów głodnych słowiańskich klimatów, uwielbiała cała tutejsza młodzież. Dzięki temu pojawiała się okazja do wybawienia się. Każdy tak uważał… z wyjątkiem mnie, bo zmieniłam zdanie na ten temat w zeszłym miesiącu, gdy moje serce zostało zmiażdżone i wyrzucone na śmietnik. Nie widziałam przyjemności z wychodzenia gdziekolwiek, ale nie zamykałam się w sobie. Próbowałam ruszyć dalej, dlatego w danym momencie mimo niechęci stałam ze znajomymi przy jednym z ognisk i zajadałam się przysmakami kupionymi w jednym z kramików, popijając to rozgrzewającym winem z przyprawami.
W powietrzu unosił się zapach dymu, palonego drewna i lokalnych przysmaków, oczywiście wymieszanych z aromatami jarmarcznych fast foodów czy popcornu sprzedawanego w torebkach. Wszędzie było pełno ludzi, zarówno mieszkańców, jak i turystów, którzy specjalnie na tę okazję zjechali się do naszej mieściny.
Nawet ze swojego miejsca na uboczu słyszałam podekscytowane rozmowy dotyczące największej atrakcji zaplanowanej na ten wieczór. Organizatorzy postanowili połączyć kulturę naszych przodków z nowymi trendami i zorganizowali drogę duchów prowadzącą na cmentarz. Ten wymysł powoli stawał się tradycją festynu, a został wprowadzony zaledwie parę lat temu. Jako nastolatka raz brałam w tym udział i musiałam przyznać, że nie było to takie złe, jeśli miało się kogoś obok. Pamiętam, jak wbijałam palce w ramię mojego chłopaka, przerażona do granic możliwości. Później okazało się, że bardziej dramatyzowałam, niż to było tego warte. Paru poprzebieranych lub umazanych białą farbą sąsiadów, których rozpoznałam, wyskoczyło na nas zza drzewa potem przy bramie prowadzącej na cmentarz, i to tyle. Więcej z tego było śmiechu niż strachu, a wszystko zwieńczono rytuałem odprawionym na cześć Dziadów.
Westchnęłam, wspominając te przyjemne chwile. Tego dnia nie byłam w nastroju do zabawy, a o śmiechu to już w ogóle mogłam zapomnieć. Powstrzymując łzy żalu, delikatnie przechyliłam papierowy kubeczek i spojrzałam na jego dno. Po cienkich ściankach spływała bordowa kropla grzanego wina. Złamane serce ma to do siebie, że boli strasznie, ale nikt tego nie dostrzeże, dopóki się nie odsłonisz. Cierpisz w ciszy, samotnie, a to pomału cię niszczy i zabija. Czasem nie wiesz, jak ruszyć, ale stawiasz kolejne kroki, bo życie toczy się dalej, mimo że dla ciebie straciło cały urok… przynajmniej na jakiś czas.
Szybkim ruchem zgniotłam kubeczek. Zignorowałam fakt, że resztki grzańca wytrysnęły ze środka i oblepiły moje palce. Błyskawicznym krokiem minęłam kosz na śmieci, do którego wrzuciłam pogniecioną kulkę, i bez pożegnania z dziewczynami podążyłam w stronę domu.
Należałam do osób, które niekoniecznie lubiły konfrontacje, wobec tego zamiast zostać i chociaż spróbować dobrze się bawić, dałam dyla, gdy tylko zobaczyłam pewną osobę w towarzystwie kumpli. Nie dało się ich przeoczyć, a ja nie miałam ochoty oglądać tej zakłamanej gęby. Robili raban na prawie cały festyn, skutecznie zagłuszając ludową muzykę wygrywaną przez miejscowy zespół. Jednak nikt nie zwracał im uwagi. Wszyscy byli w podobnych nastrojach, w końcu nie należało złościć się czy płakać w Dziady, tylko radować się tym, że dusze przodków przekraczają granicę światów, powracają do naszego z być może dobrą radą.
Prychnęłam pod nosem, zniesmaczona tymi bajaniami.
Objęłam się ramionami i przyśpieszyłam kroku. Chciałam się już znaleźć w domu, ale nie dlatego, że chłód dawał mi się we znaki. Ostatnio było mi dobrze w tak zwanych znajomych czterech ścianach, gdzie nie musiałam się wysilać na kontakty międzyludzkie. Wystarczyło, że zamknęłam się w pracowni, w której byłam tylko ja, stroje, manekiny oraz szpule z nićmi, aby poczuć spokój. I to właśnie mimo późnej pory zamierzałam zaraz zrobić – odciąć się od świata. Stało się to taką moją rutyną, pozwalającą mi się wyciszyć przed snem, dzięki czemu udawało mi się przesypiać noce, a nie – jak wcześniej – przepłakiwać je.
Na szczęście nie miałam do siebie daleko. Zresztą w naszym miasteczku wszystko było na wyciągnięcie ręki, tak więc nie minęło nawet dziesięć minut, a już wchodziłam do domu. Od progu uderzyły mnie znajome zapachy, które kojarzyły mi się wyłącznie z bezpieczną przystanią, do której żaden nieproszony intruz nie miał wstępu. Oparłam się o drzwi, przymykając oczy. Jednocześnie wciągnęłam woń ziół, palonych świeczek oraz materiału do szycia. Poczułam, jak powoli wypełnia mnie spokój.
– Wera? – Z głębi domu dobiegł mnie głos ciotki.
Dźwięki krzątania uciszyły się, a po chwili w przejściu do kuchni pojawiła się pulchna kobieta. Na jej czole poznaczonym zmarszczkami było widać kropelki potu, czyli najpewniej oderwałam ją od ugniatania ciasta na przepyszne pierogi z mięsnym farszem. W końcu od tygodnia mówiła, że się do nich zabierze, i wreszcie nadszedł ten dzień.
– Już wróciłaś? Tak wcześnie? – Odruchowo zaczęła wycierać ręce z mąki w fartuch, zostawiała na nim białe smugi. Co ciekawe, mąka była nawet w jej włosach, które zamiast brązowe wydawały się przez to szare.
– Mhm – mruknęłam, zaczynając siłować się z butami. Gdy już znalazły się na swoim miejscu pod ścianą, zajęłam się kurtką, ignorując w tym czasie uważne, podszyte troską spojrzenie ciotki.
– Przecież wiele zabaw dopiero się zaczyna…
– Tak, tak, wiem o tym – weszłam jej w słowo, odwieszając ubranie na wolny wieszak. – Ale czeka mnie jeszcze trochę pracy przy sukience, wiesz której, a muszę ją dzisiaj skończyć.
Kobieta pobladła gwałtownie na moje słowa.
– Dziecko drogie, nie możesz!
Magiczny kompas
© Praca zbiorowa
© for the Polish edition by Wydawnictwo Hm…
All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody twórców.
Pod redakcją: D. B. Foryś
Redakcja: Natalia Hermansa, Anna Kucharska, D. B. Foryś
Korekta: Aleksandra Baranowska
Projekt okładki: E.Raj
Skład: D. B. Foryś
Elementy graficzne w treści: pexels.com, unsplash.com, freepik.com
ISBN e-book: 9788368695670
Wydanie pierwsze
Wojkowice 2026
Wydawnictwo Nie powiem
E-mail: [email protected]
Telefon: 518833244
Adres: ul. Sobieskiego 225/9, 42-580 Wojkowice
www.niepowiem.com.pl
