Dom Bestii - Michelle Wong - ebook + książka

Dom Bestii ebook

Michelle Wong

3,0
47,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Członkowie Domu Avera wychowani byli w przemocy.
I przemocą rozwiązywali swoje sprawy.
 
Alma dorastała jako dziecko odrzucone przez społeczeństwo – niechciana, kochana jedynie przez matkę. Gdy ta poważnie zachorowała, dziewczyna odnalazła trop prowadzący do ojca, którego nigdy nie poznała. Wtedy też dowiaduje się, że jest bękartem Domu Avera – jednego z czterech rodów służących bogom – a jej ojciec to naczynie Groźnej Bestii, najstraszliwszego ze wszystkich bogów, zwiastuna śmierci.
 
W desperackiej próbie zdobycia lekarstwa dla matki Alma zgadza się poświęcić swoją lewą rękę Bestii podczas ceremonii, która na zawsze zwiąże ją z Domem i jego bóstwem. Gdy matka umiera, dziewczyna zostaje uwięziona w wielkiej posiadłości Averów. Pogardzana przez krewnych staje się pionkiem w planach ojca.
 
Przy życiu trzyma ją chęć zemsty oraz dziwna więź, łącząca ją z bogiem – potworem, który nieustannie jej towarzyszy. Bestia przybiera postać pięknego księcia o włosach w kolorze księżyca. Tylko ona może zobaczyć. Potwór wyznaje Almie, że została wybrana, aby dokonać zmian w ich świecie, i może jej pomóc zniszczyć Dom, który odebrał jej wszystko.
 
 
Przy życiu trzyma ją dziwna więź, jaka łączy ją z bogiem – potworem, który nieustannie jej towarzyszy. Bestia przybiera postać pięknego księcia o włosach w kolorze księżyca, którego tylko ona może zobaczyć. Mówi on Almie, że została wybrana, aby dokonać zmian w ich świecie, i z jego pomocą Alma planuje niebezpieczną podróż, aby zniszczyć Dom, który odebrał jej wszystko.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 587

Rok wydania: 2026

Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: House of the Beast

HOUSE OF THE BEAST. Copyright © 2025 by Michelle Wong. Published by arrangement with Harper Voyager, an imprint of HarperCollins Publishers. All rights reserved.

Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026 Copyright © for the Polish translation by Iga Wiśniewska, 2026

Redaktorka prowadząca: Aleksandra Kotlewska

Marketing i promocja: Gabriela Wójtowicz, Marta Adrian

Redakcja: Patryk Białczak

Korekta: Robert Narloch, Sara Szulc-Przewodowska

Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka / panbook.pl

Ilustracja na okładce: Eileen Kai Hing Kwan

Projekt okładki: Ploy Siripant

Adaptacja okładki i strony tytułowe: Magda Bloch

Ilustracje wewnątrz książki: Michelle Wong

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

ISBN 978-83-68692-36-5

WE NEED YA Grupa Wydawnictwa Poznańskiego Sp. z o.o. ul. Fredry 8, 61-701 Poznań tel. 61 [email protected]@weneedya.plwww.weneedya.pl

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Mamie

Preludium,w którym poznajęswojego potwora

Rozdział 1

MIECZ MOJEGO OJCA, WYKONANY Z zimnej czarnej stali, najlepszej w całej Kugarze, zawisł nad delikatnym ciałem przy moim lewym łokciu. Przypływ mdlącej niepewności burzył mi żołądek, grożąc, że pierwszy pełny posiłek, jaki zjadłam od tygodni, wyleje się na podłogę świątyni. Sama tego chciałam, ale zaczynałam się zastanawiać, czy nie popełniłam błędu.

Zebrałam się na odwagę i wykrztusiłam:

– Zaczekaj.

Ojciec, którego spotkałam po raz pierwszy dwa dni temu, zmarszczył brwi.

– O co chodzi? – Jego głos rozbrzmiał w ciemnej sali, niski i ostry. – Bestia nie lubi opóźnień.

Był wysokim mężczyzną o kanciastej twarzy i dostojnej postawie. Nie przypominał żadnego z niechlujnych wujków i brzuchatych marynarzy, wśród których dorastałam w slumsach Merey. Spod lewego rękawa dopasowanego płaszcza wystawała ręka z wypolerowanego czarnego metalu. Kiedy po mnie przyszedł, widziałam, jak sąsiedzi na nią patrzą, a potem cofają się z przerażeniem i szacunkiem.

Ja też byłam pełna obaw, ale i tak cały dzień zerkałam na nią ukradkiem. W końcu nigdy nie przypuszczałam, że zobaczę z bliska naczynie starszego boga. Całe życie wierzyłam, że takie rzeczy są daleko poza moim zasięgiem.

A teraz znalazłam się w górzystej prowincji Domu Avera, jednego z Czterech Najwyższych Domów Kugary, i klęczałam w ich prywatnej świątyni, gotowa ofiarować się bogu. Kamienne płytki były zimne i twarde pod moimi kolanami. Wysłużone ubrania, w których tu przybyłam, nie chroniły mnie przed chłodnym powietrzem. Drżałam jak liść na wietrze przed centralnym elementem ołtarza: potworną rzeźbą głowy Groźnej Bestii, wykonaną z gładkiego, ciemnego metalu. Rzeźbiarz zdecydował się przedstawić ją w wilczej formie. Trzy ślepia Bestii były inkrustowane lustrami, w których odbijały się kosze z węglem stojące w świątyni. Gdy przyjrzałam się bliżej, zobaczyłam swoje własne oczy. W paszczy rzeźby znajdowało się płytkie naczynie z wodą. Moja lewa ręka została umieszczona w środku, a mechanizm unieruchamiał mój nadgarstek na dnie. Mokra skóra mrowiła od zimna. Woda była czarna jak smoła, zupełnie jakbym zanurzyła palce w samej otchłani.

– Nie ma innego sposobu? – wyjąkałam.

Mój ojciec, lord Zander Avera, Druga Ręka Groźnej Bestii, parsknął szyderczo.

– Nie zapominaj, że to ty chciałaś zawrzeć ze mną umowę. A może złamiesz dane słowo i pozostawisz matkę na pastwę losu?

Gdyby to była heroiczna opowieść, w tym momencie zebrałabym się na odwagę i zdobyła na takie poświęcenie. Zacisnęłabym zęby pod naciskiem jego ostrza i wywiązała się z umowy, aby moja matka otrzymała potrzebne lekarstwa. W Merey byłam pełna brawury, nawet gdy błagała mnie, abym nie wyjeżdżała. Myślałam, że uda mi się zachować tę chwiejną odwagę podczas nadchodzących wydarzeń.

Zamiast tego zaczęłam płakać.

Drzwi świątyni otworzyły się z hukiem. Do środka wpadła kobieta o ciemnych włosach upiętych w skomplikowany kok. Gniew wykrzywiał jej precyzyjnie pomalowane oczy i usta. Za nią podążyło dwoje ubranych na czarno sług. Wycelowała drżącym palcem w mojego ojca.

– Jak śmiesz? – warknęła. – Chcesz zhańbić imię Domu Avera, przyprowadzając swojego kundla do naszej najświętszej świątyni? Czy twoja ambicja nie ma końca, Zander? Natychmiast odłóż miecz!

Pragnęłam, by ojciec jej posłuchał – odłożył miecz i odesłał mnie daleko stąd.

– Chcę do domu – zaszlochałam z nadzieją, że to pomoże.

Ojciec spojrzał na mnie, unosząc brew.

– Do domu? – powtórzył. – To jest teraz twój dom, Alma.

Opuścił ostrze.

POCHODZĘ Z MAŁEGO MIASTECZKA W prowincji Metia. Ludzie czczą tutaj Patrzącego w Niebo, jednego z czterech starszych bogów wyznawanych w Kugarze. Rybacy i kupcy modlili się do boskich naczyń Domu Metia z nadzieją, że ich wszechwidzący bóg pobłogosławi ich połowy, zapobiegnie katastrofom, a może nawet wpłynie na pogodę. Co siedem dni w lokalnej świątyni odbywało się zgromadzenie dziękczynne, w którym uczestniczyli prawie wszyscy mieszkańcy miasta – z wyjątkiem mojej matki i mnie.

Nasze małe gospodarstwo było czymś w rodzaju anomalii. Matka nigdy nie nauczyła mnie czcić Patrzącego w Niebo ani żadnego z pozostałych bogów: Płaczącej Pani, Wstrętnego Majsterkowicza czy Groźnej Bestii. Trzymałyśmy się na uboczu, a jako że nie czciłyśmy również starych bóstw ludowych, na szczęście uniknęłyśmy rytualnego topienia, które często stosowano wobec heretyków.

Zastanawiałam się, dlaczego nigdy nie starałyśmy się dołączyć do wiernych, gdy rozbrzmiewał dzwon świątynny, a mieszkańcy Merey posłusznie udawali się na modlitwę. W końcu stało się jasne, że kapłani Patrzącego w Niebo z Merey po prostu nas nie lubili. Podobnie jak nie przepadało za nami wielu naszych sąsiadów. Urodziłam się poza związkiem małżeńskim, a w mieście krążyły plotki, że mój ojciec był żonatym mężczyzną.

„Patrzący w Niebo widzi wszystko” – szeptały ciotki z naszej ulicy za plecami mojej matki. „Z pewnością boi się, że zobaczy jej niegodziwe postępki i wrzuci ją do oceanu”.

Często chciałam powiedzieć tym bezmyślnym hipokrytkom, że moja mama była najwspanialszą osobą na świecie. Nie wiedziały, że nigdy nie przestawała się uśmiechać, nawet gdy walczyłyśmy o jedzenie. Że zawsze dzieliła się ze mną swoim posiłkiem, chociaż potrzebowała energii do pracy. Że kiedy przez wiele dni jadłyśmy tylko ryż z solą, pytała mnie:

– Co skosztuje dzisiaj moja słodka Alma? Indyka? Dzika? – I formowała ryż w kształt zwierzątka, abym mogła z uśmiechem udawać, że odgryzam mu głowę.

Chociaż nigdy nie wątpiłam w jej miłość, przez szepty w miasteczku zastanawiałam się nad losem ojca. Matka nigdy o nim nie wspominała i była przekonana, że lepiej nam we dwie. Bywały chwile, że mnie, młodej i nierozsądnej, trudno było w to uwierzyć. Nie chodziło o to, że uważałam ją za złą matkę. Pracowała jednak długie godziny w schronisku nad wodą i często wracała do naszego małego, rozpadającego się mieszkanka, kiedy ja leżałam już w łóżku.

Byłam samotna.

Byłam jedynaczką i miałam całe zero przyjaciół. Rodzice trzymali swoje pociechy z dala ode mnie, jakby skandal związany z moimi narodzinami był zaraźliwy. Wiedziałam, że sprawiało to mojej matce ból. Pewnego razu próbowała pomóc mi zyskać sympatię dzieciaków z sąsiedztwa, kupując mi paczkę cukierków, którymi miałam się podzielić, a potem w jakiś sposób przekonała je, by się ze mną bawiły pomimo ostrzeżeń rodziców.

Po tym, jak zjedli wszystkie moje cukierki (ku mojemu zaskoczeniu), a potem pozwolili mi dołączyć do zabawy w zbijanego (która całkiem mi się podobała, choć przyznawałam to z niechęcią), jeden z chłopców zapytał mnie:

– Naprawdę nie masz taty?

– Nie potrzebuję taty – odparłam.

Zmarszczył brwi.

– Każdy potrzebuje taty. Mój ojciec mówi, że twoja mama nie może znaleźć męża, bo jest dziwką.

– To nieprawda! – krzyknęłam.

– Prawda! – wrzasnął w odpowiedzi, a następnie popchnął mnie na ziemię.

Pamiętam to okropne, przyprawiające o łzy zawstydzenie, gdy wszyscy się śmiali. A potem poczułam wściekłość, tak żarliwą, że ogarnęła wszystkie moje zmysły. Następną rzeczą, jaką kojarzę, było to, że znów stałam na nogach, a chłopiec wył z bólu na ziemi, tuląc do siebie złamaną rękę.

Pomyślałam wtedy, że sobie na to zasłużył.

Zrobiło się wielkie zamieszanie, ciotki odpędzały mnie, by zająć się chłopcem. Kiedy wróciłam do domu i wypłakałam się w spódnicę mamy, matka chłopca pojawiła się u naszych drzwi i powiedziała nam obu bardzo nieprzyjemne rzeczy. Wściekłość niemal znów wybuchła, ale powstrzymała ją nieskończona cierpliwość mojej matki, która głaskała mnie po włosach i z wdziękiem przepraszała w moim imieniu. Potem posadziła mnie na krześle i ujawniła pełnię swojego rozczarowania:

– Nie możesz tak krzywdzić ludzi, Almo – powiedziała tonem, który dał mi do zrozumienia, że mam naprawdę poważne kłopoty.

– On powiedział o tobie okropne rzeczy!

– To miłe, że chciałaś bronić mojego honoru. Ale nienawistne słowa nie usprawiedliwiają przemocy. Nie, nie kłóć się! Nie obchodzi mnie, co mówią. Dopóki ty i ja jesteśmy szczęśliwe, niczego więcej mi nie trzeba.

Na te słowa oczy znów wypełniły mi się łzami, a ona uspokoiła mnie i pocałowała w głowę. Nie potrafiłam sobie przypomnieć, co zrobiłam temu chłopcu, ale nie żałowałam, że go skrzywdziłam. Żałowałam jednak, że zasmuciłam matkę. Robiła, co mogła, by pomóc mi znaleźć przyjaciół, a ja wszystko zepsułam, potwierdzając, że jestem tak niesforna, jak wszyscy sądzili. „Brakuje jej ojca” – stwierdziliby dorośli. „Matka nie potrafi jej kontrolować”.

Chłopiec, któremu złamałam rękę, okazał się bardzo lubiany i upewnił się, że wszyscy jego przyjaciele dowiedzą się o moim występku. Nikt z sąsiedztwa nie chciał się już ze mną bawić.

Wmawiałam sobie, że to bez znaczenia. Nic od nich nie chciałam; mojej matce i mnie było lepiej we dwójkę. Ale ku mojej wielkiej frustracji nadal czułam się samotna.

Więc stworzyłam sobie przyjaciela.

Postanowiłam, że będzie księciem. Księciem wygnanym z odległej krainy, takim samym wyrzutkiem jak ja. Żaden chłopiec z Merey nie dorównywał mu urodą, miał włosy jak światło księżyca i oczy jak gwiazdy. Był słodki i czarujący, zawsze wiedział, jak mnie rozśmieszyć, i był mi całkowicie oddany.

W przeciwieństwie do większości naszych sąsiadów moja mama umiała czytać i mnie również tego nauczyła. Kiedyś usłyszałam, jak ktoś szeptał, że gdyby mnie nie urodziła, mogłaby być wykształconą kobietą i coś w życiu osiągnąć. Bohaterki książek, które matka posiadała, przypominały mi ją. Były miłe i wyrozumiałe, a ich historie miały inspirować dziewczyny takie jak ja do tego, by stały się lepszymi osobami. Książęta w tych opowieściach kochali bohaterki za to, że były dobre. Wiedziałam, że nie jestem taka jak one. Miałam skłonności do przemocy – jakaś część mnie czerpała satysfakcję z pozostawienia tamtego chłopca w agonii, nawet gdy kłamałam i zapewniałam matkę, że jest mi przykro. Nie, nie byłam dobra.

Zamiast tego wyobraziłam sobie kogoś, kto pokocha mnie nawet wtedy, gdy będę okropna.

Nie wspomniałam o nim nikomu – nawet mamie. To było głupie. Biedna Alma, tak żałosna i niegodna miłości, że musiała wyobrażać sobie kogoś, kto poświęciłby jej choć chwilę. Nie chciałam jej znowu rozczarować. Nie chciałam, żeby się martwiła.

Więc zachowałam go w tajemnicy. Ale zawsze był blisko, gotowy, by rozśmieszyć mnie dowcipem, gdy miałam gorsze dni. Trzymał mnie za rękę podczas burzy, gdy nie było ze mną matki, i spacerował ze mną po ulicy, robiąc miny do chłopców, którzy ze mnie szydzili.

W nocy przesuwałam się w łóżku, żeby zrobić miejsce dla mojego wyimaginowanego towarzysza i wyznawać mu wszystkie swoje najgorsze lęki. Mówiłam mu o strachu przed tym, że utknę na zawsze w tym okropnym mieście. Bałam się, że moja mama zrujnowała sobie życie, rodząc mnie, i że może byłaby szczęśliwsza, gdybym nigdy nie przyszła na świat.

A mój gwiezdny książę odpowiadał mi słodko: „Jak możesz tak myśleć, Alma? Jesteś błogosławieństwem dla swojej biednej matki. Kiedyś opuścimy razem to miejsce i przeniesiemy się gdzieś, gdzie będzie lepiej”.

Pewnego dnia mama wróciła do domu wcześniej i otworzyła drzwi, by przyłapać mnie na rozmowie z powietrzem. Nigdy nie zapomnę wyrazu jej twarzy. Wtedy nie rozumiałam, skąd się wziął. Myślałam tylko, że musi współczuć swojej biednej córce, która rozmawia z kimś, kto nie istnieje.

Dopiero później zdałam sobie sprawę, że nie patrzyła na mnie z litością, tylko z ostrożnością.

Tak czy inaczej, przestałam rozmawiać z moim przyjacielem. Zmusiłam się do wyrzucenia go z myśli i w pewnym momencie udało mi się całkowicie o nim zapomnieć. Znów byłam sama, ale dopóki moja mama była szczęśliwa, jakoś to znosiłam.

Kiedy zachorowała, mój świat się zawalił.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki