Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
W niedużym mieście dorasta troje oddanych przyjaciół. Spokojny i poukładany Kamil jest odwzajemnioną miłością Basi. Michał to pierwszy przystojniak w miasteczku, ambitna gwiazda sportu i niestety również płomienny wielbiciel Basi. Żeby nikogo nie zranić, każde z trojga przyjaciół ukrywa swoje uczucia. Wyjawienie tajemnicy wywraca ich życie do góry nogami i wystawia przyjaźń na wielką próbę.
Czy ta bliska relacja przetrwa lata rozłąki, a uczucia w tym czasie osłabną? Co jeszcze przyszykował dla nich los?
„Dobranoc” to pierwszy tom trylogii o przyjaźni, bliskości i oddaniu.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 327
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Jesteś otyle spojrzeń ode mnie.
Jest mi otyle twych spojrzeń samotniej.
Krzysztof Kamil Baczyński, *** (Jesteś otyle spojrzeń)
Było jeszcze ciemno, kiedy zadzwonił budzik. Nie otwierając oczu, odszukała go ręką i zdecydowanym uderzeniem wyłączyła nieprzyjemny dźwięk. Wsłuchiwała się w gwizd wiatru w kominie. Ulicą pod jej oknem przejeżdżały pojedyncze samochody. Najchętniej nie wychodziłaby z łóżka. Naciągnęła kołdrę na siebie, wysoko, pod sam nos, i podkuliła nogi. Z wciąż zamkniętymi oczami zaczęła planować dzień. Przypominała sobie, co musi zrobić. Korporacja nie daje wytchnienia. Zawsze jest mnóstwo zadań do wykonania. Trzeba działać szybko i robić wiele rzeczy naraz. Kiedy kończy się jeden projekt, zaczyna się następny – ale właśnie to podobało się Basi najbardziej. Ciężka praca była wybawieniem i sposobem na zapomnienie o przeszłości. Do tego lekarstwa, mordercze ćwiczenia na siłowni dwa razy w tygodniu, co najmniej trzy razy w tygodniu biegi – i można było jakoś przeżyć. Fizyczne zmęczenie zapewniało jej też mocniejszy i spokojniejszy sen.
Doskonale wyćwiczyła wszelkie techniki odrywania się od rzeczywistości. Potrafiła przenieść się myślami na letnią łąkę i niemal poczuć zapach kwiatów. Słyszała szmer górskiego potoku i śpiew ptaków. W najpochmurniejszy dzień widziała płynące po niebie białe obłoczki. Żyła, starając się nie myśleć o swoim życiu.
Nie opanowała jednak technik, które wyparłyby kogoś z jej głowy. Wspomnienia wracały jak bumerang. Co teraz robi? Gdzie jest? Jak się zmienił przez te cztery lata? Łączyło ich coś niezwykłego. To zawsze będzie ogrzewało jej serce. Niestety w ślad za tym, co najpiękniejsze, będą szły ból, żal i wyrzuty sumienia. Nigdy nie zapomni tego, co się stało. To będzie wracać. To musi wracać. Natrętne, złe wspomnienia czyhają. Nie wolno jednak dać im dojść do głosu. Nie zawsze pomaga znajomość psychologicznych sztuczek. Nie zawsze pomagają leki. Dlatego lepiej dużo pracować, planować, wyznaczać sobie cele i starać się nie zastanawiać nad niczym innym.
„Trzeba wstawać!” – rozkazała sobie w myślach. Otworzyła oczy i zdziwiło ją, że jest tak jasno. Zerknęła na budzik i przerażona zerwała się z łóżka, żeby rozsunąć zasłony. Za oknem było biało od padającego wielkimi płatkami śniegu. Jak na Anglię widok wyjątkowy. Panowała przyjemna, tajemnicza cisza. Ustał hulający jeszcze w nocy wiatr. Basia stała przez chwilę w oknie, po czym szybkim krokiem ruszyła do łazienki. Potem w pośpiechu zjadła śniadanie i dużą szklanką wody popiła lekarstwa.
Trudno było dojechać tego dnia do pracy. Korki tworzyły się wszędzie. Samochody poruszały się bardzo wolno z powodu śliskiej nawierzchni. Mimo utrudnień na drodze kierowcy uśmiechali się do siebie życzliwie. Ludzie ślizgali się na chodnikach. Eleganckie paniusie w pantofelkach i dystyngowani panowie w podbitych skórą mokasynach robili wszystko, żeby nie wykręcić piruetu, co wyglądało nader zabawnie. Za to dzieci miały niesamowitą frajdę. Co chwilę jakiś krasnal z plecakiem upadał na pupę. Basia też miała nienajgorszy nastrój. Nie stresowała się spóźnieniem, bo wiedziała, że wszyscy z biura stoją w korkach tak samo jak ona.
Wchodząc do biura, zerknęła mimowolnie na wielki zegar wiszący nad recepcją. Była dziewiąta piętnaście. Po raz pierwszy spóźniła się do pracy. Recepcjonistka uśmiechnęła się do niej ze zrozumieniem i podała kartkę z wiadomością od kontrahenta, który próbował się z nią skontaktować. Basia zerknęła na notatkę, rozpinając guziki płaszcza.
– A! Dzwonił też David! Powiedział, że odezwie się później – dodała kobieta.
– Dobrze, dziękuję! – rzuciła Basia, odwróciwszy się do niej już w drodze do swojego pokoju.
W korytarzu panowała zaskakująca cisza jak na tę porę. Niemal wszystkie drzwi były pozamykane, co świadczyło o tym, że nawet jeśli inni pracownicy dotarli już do biura, to praca jeszcze nie ruszyła pełną parą.
Ona też zamknęła za sobą drzwi. Zdążyła tylko powiesić płaszcz w szafie, kiedy zadzwonił telefon. Po dźwięku rozpoznała połączenie wewnętrzne. Podniosła słuchawkę.
– Cześć, Basiu! Tu…
– Cześć, David! Próbowałeś się ze mną skontaktować wcześniej? – weszła mu w słowo.
– Tak. Czyżbyś się spóźniła do pracy? Ty?!
Jeśli żartował, to w złym stylu.
– W jakiej sprawie dzwonisz? – zapytała oschle.
– Przepraszam, po prostu się zdziwiłem – udał, że spokorniał.
W każdym jego zdaniu wyczuwała arogancję.
– Więc? O co chodzi?
– Dobijam się do ciebie, bo, widzisz, krótko dziś będę w biurze. Mam kilka spotkań na mieście…
– Słuchaj, bardzo cię przepraszam, ale mam mało czasu – pospieszała go niezbyt grzecznie, choć już z uśmiechem.
– Tak, tak, oczywiście, już mówię. Mam bilety do teatru, na jutro. Może poszłabyś ze mną…
– Jutro? – przerwała mu. – Jutro nie dam rady. Zapytaj kogoś innego.
David miał duży wybór. Jego zaproszenie przyjęłaby niemal każda dziewczyna z biura. Basia zachodziła w głowę, czemu właśnie do niej zadzwonił. Był duszą towarzystwa, zawsze rozluźniony i pewny siebie. Przystojny, elegancki blondyn raczej nie mógł się nie podobać. Wykorzystywał to i sprawdzał swój urok na wielu dziewczynach. Nie wyglądał na Anglika. Trudno byłoby go dopasować do jakiegoś konkretnego typu urody. Miał w sobie nawet coś słowiańskiego, swojskiego.
Już kilka razy próbował zaprosić Basię na lunch lub kawę. Wiedziała, że raczej nie poprzestanie na tych nieudanych próbach. Nie miała jednak ochoty się z nim umawiać. Tak jak nie chciała się umawiać z nikim innym.
– A co takiego ważnego jutro robisz? Hę?
Nie spodziewała się, że o to zapyta. Inny facet pożegnałby się szybko i odłożył słuchawkę. Nie przychodziła jej do głowy żadna wymówka. Tak naprawdę to nawet nie chciało się jej szukać wykrętów.
– Halo? Jesteś tam? – Nie usłyszawszy odpowiedzi, pytał dalej, wyraźnie rozbawiony: – To co takiego jutro robisz?
– Nie wiem jeszcze, ale na pewno coś ważnego. Będę się uczyć, na przykład… – Nawet nie próbowała być delikatna.
– To ja ci powiem, co robisz. Jutro o siedemnastej jestem pod twoim domem. O osiemnastej trzydzieści zaczyna się przedstawienie. Przedtem pójdziemy do kawiarni. Powtórz! – wydał polecenie miękkim głosem, jak nauczyciel w szkole.
– Jutro jestem zajęta, nie wiem jeszcze czym – odpowiedziała śpiewnie.
– Nie, nie – zaczął poważnie. – Tak nie można. Bez sensu tak siedzieć samej. Chodź ze mną. Wyjdziesz z domu i sprawisz mi ogromną przyjemność. – Czekał chwilę na jej odpowiedź. – Nie tylko mnie – dodał pospiesznie głębokim, seksownym głosem, wyćwiczonym zapewne na dziesiątkach dziewczyn.
Basia zaśmiała się głośno.
– Komu jeszcze?
– Na przykład Elie. Pomyśl, jakie wyzwanie rzucimy naszym plotkarkom!
– No nie! Proszę cię!
– Wiedziałem, że to cię przekona! – przekomarzał się z nią.
– Nie żartuj. – Było słychać po jej głosie, że jest już nieco obłaskawiona.
– Ale jeszcze nie wiesz, na co cię zapraszam!
– Zatem mnie oświeć.
Chrząknął.
– To najdłużej wystawiany musical na świecie – kontynuował zagadkowo. – Coś fran… – Nie zdążył dokończyć.
– Les Miserables?! – wypaliła spontanicznie.
– Tak! Oglądałaś?
– Nie… Wybierałam się na to… Jakoś mi się jednak do tej pory nie udało.
– Czytałaś książkę?
– Oczywiście! Uwielbiam ją!
– No widzisz! Więc chyba jesteśmy umówieni? Prawda?
– Tylko nie jestem pewna, czy będę mogła…
– Przestań już się migać. – Znowu użył swojego seksownego głosu. Niemal szeptał jej do ucha, cedząc słowa i czarując: – Prześlesz mi swój adres? Nie chciałbym nic pokręcić.
Właściwie mogła powiedzieć po prostu: „Nie!”, usta same się jej otwierały. A jednak… rzeczywiście, nic ważnego nie planowała. Wybranie się do teatru na musical, który od dawna chciała zobaczyć, było świetną opcją. David nie należał do osób, które będą cierpieć, kiedy dostaną kosza. A nawet jeśli, to sam tego chciał!
– Dobrze.
– Świetnie! Do jutra! – rzucił i się rozłączył.
Basia usiadła wygodniej w fotelu i zaczęła sprawdzać pocztę. Po kilku minutach zadzwonił telefon, znowu wewnętrzny.
– Słucham?
– Tu Elie. David prosił mnie, żebym zapytała, jakie kwiaty lubisz.
Nie rzucał słów na wiatr. Najwyraźniej dobrze się bawił. Specjalnie zwrócił się do sekretarki, największej plotkary w firmie! Wieści miały lotem błyskawicy obiec biuro.
– Powiedz mu, proszę, że nie lubię kwiatów.
– O! Rozumiem. Dziękuję! Do widzenia! – W głosie Elie było słychać podniecenie. Z pewnością czuła się szczęśliwa, że mogła (w tajemnicy oczywiście) rozpowiedzieć ploteczkę o kolejnym romansie.
Basia nie zwracała uwagi na to, co się o niej mówi. Pokręciła tylko głową i wróciła do sprawdzania poczty.
Ani tego, ani następnego dnia nie spotkała Davida w pracy. Widziała tylko uśmieszki koleżanek i kolegów. Bez wątpienia wiedzieli już o jej spotkaniu więcej niż ona sama. Kiedy wychodziła z biura, recepcjonistka pożegnała ją podejrzanie rozpromieniona.
– Miłego wieczoru!
– Masz coś na myśli? – Basia spojrzała dziewczynie prosto w oczy.
– Nic! Życzyłam ci tylko miłego wieczoru – odpowiedziała speszona.
– Dziękuję! Wzajemnie.
Nie zdążyła jeszcze zamknąć drzwi, kiedy recepcjonistka złapała za telefon, zapewne żeby zdać kolejnej plotkarce relację z tego, co wyczuła. Basia wróciła więc na chwilę do holu, żeby po raz kolejny wprawić dziewczynę w zakłopotanie.
Wcześnie dotarła do domu, zjadła obiad i otworzyła szafę. Klasyczna mała czarna pasowała na każdą okazję, także do teatru. Basia powiesiła sukienkę na klamce i przez chwilę zastanawiała się nad biżuterią. Wujek, z którym mieszkała, nie wrócił jeszcze z pracy. Zadzwoniła do rodziców do Polski, obejrzała w telewizji wiadomości, wykąpała się, wysuszyła i ułożyła włosy, zrobiła makijaż i włożyła sukienkę. Spojrzała na zegarek. Była szesnasta pięćdziesiąt pięć. Wyjrzała przez okno.
David stał już przed domem. Rozglądał się dokoła, podtrzymując wysoko kołnierz płaszcza. Cofnęła się, kiedy spojrzał w jej stronę. Bez pośpiechu włożyła czarne szpilki i jasnoszary płaszczyk. Przejrzała się uważnie w lustrze, by się upewnić, czy nie złapała oczka w rajstopach. Zerknęła na termometr i zdecydowała się narzucić na siebie jeszcze szal. Kiedy wyszła przed dom, David podszedł do furtki. Wyprostował się i uśmiechnął szeroko. Patrzył na nią w ten swój swobodny sposób, w którym jak zwykle widziała podziw i prowokację.
Długie włosy Basi, opadające na ramiona, przy powiewach wiatru tańczyły jej po twarzy. Starała się trzymać je wszystkie w dłoni z tyłu głowy, ale i tak wiele kosmyków się wymykało, zasłaniało oczy, łaskotało po nosie i wchodziło w usta.
– No cześć!
– Bardzo się cieszę, że zgodziłaś się uratować ten bilet.
– Jasne! Ratujmy bilety! – rzuciła, unosząc pięść w rewolucyjnym geście.
David udał, że nie widzi jej powątpiewającej miny.
– Kupiłbym ci kwiaty, gdybyś je lubiła.
– Dobrze, że nie kupiłeś.
Otworzył Basi drzwi do auta i w pozie lokaja czekał, aż łaskawie wsiądzie.
– Teraz kawiarnia, tak?
– Tak. Teraz kawiarnia, później przedstawienie, a po nim płaszczyk na plecy i odwozisz mnie do domu. – Nie potrafiła się powstrzymać od złośliwości.
Przytaknął tylko, nic sobie nie robiąc z jej oschłości.
Jadąc, rozmawiali głównie o pracy. David opowiadał anegdoty z firmowych imprez, na które Basia nigdy nie przychodziła.
Ruch na ulicach był ogromny.
– Szybciej byśmy dobiegli do tego teatru – zauważyła.
– Na pewno – przyznał. – Ale samochód naprawdę nam się przyda w drodze powrotnej.
Zerknął jeszcze na jej buty, chociaż już dawno zauważył, że włożyła szpilki. „Tak! Ma naprawdę zgrabne nogi” – pomyślał.
– Widziałem kiedyś w telewizji wyścig kobiet na szpilkach… – zaczął.
– Nie, nie brałam w nim udziału – ucięła rezolutnie, po czym zaśmiali się oboje. – Zapiszę się na następny – dodała.
Kiedy dojeżdżali do centrum, była już osiemnasta dziesięć.
– Nie zdążymy napić się kawy, ale mam pomysł: teraz pójdziemy na przedstawienie, a po nim na kolację.
– Nie tak się umawialiśmy. Myślę, że to nie jest dobry pomysł.
– Wiem, że nie tak się umawialiśmy, no ale sama zobacz.
– Jestem zmęczona. Jutro muszę wcześnie wstać. Dziękuję za zaproszenie, jednak nie skorzystam.
– Mam się obrazić? – Odwrócił głowę w jej stronę.
– Lepiej patrz przed siebie!
– Dlaczego tak oschle mnie traktujesz? – David próbował wszelkich sposobów, żeby ją obłaskawić, nawet manipulacji. – Uśmiechnęłaś się!
– Przestań! – Obserwowała chodnik przez boczną szybę.
– To jak będzie?
– Jak długo trwa przedstawienie?
– Około trzech godzin.
– Chcę wrócić do domu najpóźniej o dwudziestej trzeciej.
– Będziesz na czas – odpowiedział z satysfakcją w głosie.
Samo szukanie miejsca do zaparkowania długo im zajęło. Do teatru weszli na pięć minut przed rozpoczęciem przedstawienia. Już po chwili usłyszeli pierwszy dzwonek. W pośpiechu ruszyli do szatni, gdzie kilka osób uwijało się, żeby zdążyć wszystkich obsłużyć. Kolejka posuwała się bardzo sprawnie. Obcasy stukały o marmurową posadzkę, piszczały podeszwy. Młodzież zadzierała wysoko głowy, żeby przyjrzeć się wysokim sufitom i okazałym żyrandolom. Eleganckie panie, korzystając z lustra wiszącego na wprost wejścia, poprawiały szale, a towarzyszący im dystyngowani panowie uśmiechali się dobrotliwie. Tłum przelewał się w stronę wejść na widownię. Hol, jeszcze przed chwilą pełen szykownie ubranych ludzi, był już niemal pusty. Rozległ się drugi dzwonek.
– Mamy miejsca na balkonie – rzucił David, wskazując dłonią schody. – Toaleta? – zapytał, kiedy już wbiegali po marmurowych stopniach.
– W przerwie!
Kiedy zbliżali się do swoich miejsc, rozbrzmiał trzeci dzwonek. Ledwie zdążyli usiąść, zgasły światła. Basia nachyliła się w stronę Davida.
– Idealne miejsca!
Rozpoczęło się przedstawienie. Basia zapomniała o całym świecie. Słuchała z przejęciem pełnych emocji głosów i patrzyła z zachwytem na dekoracje. Już w pierwszej połowie zużyła ukradkiem trzy chusteczki. Kątem oka widziała, jak David ociera policzek wierzchem dłoni. Zdziwiło ją, że potrafi tak się wzruszyć. Z zamyślenia wyrwały ją gromkie brawa. Po chwili niemal cała widownia klaskała, stojąc. Basia skoczyła na równe nogi.
– No i jak? Podobało ci się? – zapytał David tuż po tym, jak opadła kurtyna.
– Bardzo! Dziękuję, że mnie zaprosiłeś. To było cudowne! A tobie?
– Widziałem już ten spektakl, a jednak nie ma mowy, żebym się nudził. Jest niesamowity!
– Myślę, że mogłabym tego słuchać bez końca.
– Ja też. Muzyka jest po prostu genialna.
– Nie dziwię się, że ta sztuka nie schodzi z afisza od tylu lat. Sama chciałabym ją zobaczyć jeszcze raz.
– Załatwione. Pójdziemy razem.
– Tylko nie myśl, że… – zaczęła.
David doskonale wiedział, co chce powiedzieć.
– Ja nic nie myślę. Chętnie pójdę z tobą na Les Miserables ponownie. Tylko tyle, okej?
– Okej – poddała się.
Ustawili się w kolejce do szatni, teraz kilka razy dłuższej niż przed przedstawieniem.
– Mamy około godziny. Niedaleko jest bardzo przyjemna restauracja. Pójdziemy pieszo, dobrze? Nie znajdziemy tam miejsca do zaparkowania – powiedział, pomagając Basi włożyć płaszcz.
– Dobrze.
Zatrzymała się przy wielkim lustrze i poprawiła włosy. David stanął tuż za nią, uśmiechając się do jej odbicia.
– Mam oczy czerwone jak u królika. – Uniosła wyżej powieki i dotknęła policzków.
– Nie martw się. Nie ty jedna.
– Teraz trzeba wrócić do książki – rzuciła. – Z wielką chęcią przeczytam ją kolejny raz.
– A ja nigdy nie przeczytałem całej – przyznał się.
– Nie żartuj! – Natychmiast odwróciła się w jego stronę. – Co, za gruba była?
– Zdecydowanie za gruba. Ale chyba się poprawię. – Udał niewiniątko.
– Popraw się. Naprawdę warto!
– Zrobię to.
– Nie mogę się otrząsnąć. – Nie słuchała go już. – Nie wiem, jak to możliwe, żeby człowiek napisał tak wspaniałą muzykę, dobrał tak cudownie słowa! Do tego głosy! – Tak, człowiek to niesamowite stworzenie.
Wieczór był przenikliwie chłodny. Kiedy wyszli z ciepłego teatru, Basi zadzwoniły zęby. Wsunęła dłonie w rękawy i się skuliła. Nogi trzęsły jej się z zimna.
Chodnikiem przemykali zmęczeni, szarzy przechodnie. Jakiś ciemnoskóry mężczyzna wyszedł właśnie ze sklepu i trzymając wysoko kołnierz płaszcza, wyglądał nadjeżdżającego autobusu.
– Daleko ta restauracja?
– Bliziutko. Jesteśmy prawie na miejscu.
– Dzięki Bogu! Zaraz zamarznę. Ta różnica temperatur! W teatrze było tak ciepło, a teraz taki ziąb! Ale to wszystko nic. I tak jest pięknie po tym wyjątkowym przedstawieniu – mówiła rozmarzona.
– Pozwolisz? – Objął ją mocno ramieniem. – Nie mogę patrzeć, jak się trzęsiesz.
– Nie przesadzaj. Przecież zaraz będziemy na miejscu, prawda?
– Tak, to już za rogiem – odpowiedział, nie uwalniając jej z uścisku.
– Nie jest mi aż tak strasznie zimno. Nie musisz mnie… – zawahała się. Nie chciała używać słów „obejmować”, „przytulać”. Brzmiałyby głupio, nieadekwatnie. Poza tym już od bardzo dawna po prostu nie było ich w jej słowniku.
David uśmiechnął się jeszcze szerzej i opuścił ramię.
Zajęli stolik w rogu sali. Ledwie kelnerka zdążyła przyjąć zamówienie, podeszła do nich dziewczyna z bukietami róż.
– Ta pani nie lubi kwiatów – poinformował kwiaciarkę, zanim zdążyła otworzyć usta.
Przyglądała mu się z coraz większym zaciekawieniem. „Jest całkiem interesującym facetem, mógłby nawet być uroczy, gdyby nie był tak przesadnie pewny siebie”. Ta jego nieskromność coraz mniej jej jednak przeszkadzała. Lubiła zdecydowanych mężczyzn.
Nachylał się mocno nad stolikiem, mimo że doskonale się słyszeli. Powoli wycierał serwetką usta. Patrzył jej w oczy.
I znowu wróciła myśl o nim. „Gdzie on jest? Co robi? Jak teraz wygląda? Z kim chodzi do restauracji? Czy czasem o mnie myśli?”.
– Basiu? Wszystko w porządku?
– Tak, wybacz, zamyśliłam się.
– Czy mogę wiedzieć, nad czym?
– Aaaa, nic ważnego, przepraszam. – Wzruszyła ramionami. – O czym rozmawialiśmy?
– Że należałoby wypróbować jeszcze tę nową restaurację przy Oxford Street.
– David! Nie rozmawialiśmy o tym!
– Pójdziesz tam ze mną w sobotę? W niedzielę nie musisz wcześnie wstawać. Nie każ mi się prosić.
– A co, nie umiesz?
David był niewzruszony.
– Potrafię prosić. Chcesz się przekonać? – Wstał nagle.
– Nie, nie. Nie chcę. – Wiedziała, że jest gotowy na każdy wygłup, żeby postawić na swoim.
– Więc?
– Okej, okej. – Pociągnęła go za rękaw, by usiadł na krześle. – W sumie możemy się tam przejść w sobotę.
– No! Dzielna dziewczyna! Tylko ubierz się cieplej, dobrze? Żebym nie musiał…
Basia zaśmiała się głośno.
– Nie będziesz nic musiał!
Z restauracji wyszli około dwudziestej drugiej trzydzieści. Zrobiło się jeszcze zimniej. Basia bardzo żałowała, że nie ubrała się cieplej. Nie mogła powstrzymać drżenia kolan i szczękania zębami.
– Nie mogę! Cała się trzęsiesz! Chodź tutaj. – Znowu mocno ją objął.
Tym razem nie protestowała. Sztywna i wyprostowana szła obok Davida. Szybkim krokiem dotarli do samochodu. Otworzył jej drzwi i poczekał, aż wsiądzie.
– Przeziębisz się! Będę miał wyrzuty sumienia. – Mówiąc jakby do siebie, włączył silnik i ogrzewanie na pełną moc.
– Nic mi nie będzie. Zaraz wskoczę do wanny, a potem prosto do łóżka. – Chciała tylko, żeby już przestał ćwiczyć na niej to swoje zniewalające spojrzenie. – Coś nie tak? – zapytała w końcu.
– Zastanawiam się tylko… Nie krzycz na mnie, ale… czy nie uważasz, że miło by było przedłużyć ten wieczór? – Udał niewiniątko. – Moglibyśmy się rozgrzać.
Zrobiła groźną minę.
– Nie wiem, o czym pomyślałaś. Miałem na myśli rozgrzanie się na przykład w tańcu! Jest świetna dyskoteka niedaleko. W trakcie studiów często tam chodziliśmy z kolegami.
– To nie jest dobry pomysł. Jutro nie wstaniemy z łóżek.
– Najwyżej się trochę spóźnimy. Czy musimy być zawsze punktualnie w pracy?
– Nie wiem jak ty, ale ja muszę!
Podjechali pod dom Basi kilka minut przed wyznaczonym przez nią czasem.
– Tak jak pani sobie życzyła, na dwudziestą trzecią jest pani w domu – zaanonsował David tonem szofera.
– Idealnie. Dziękuję. – Przybrała pozę królowej: zadarła wysoko brodę i spojrzała na niego spod przymkniętych powiek.
Zaśmiali się.
– Dziękuję ci za zaproszenie i za ten miły wieczór – dodała już z powagą. – Musical był niesamowity. Nadal nie mogę po nim dojść do siebie.
– Dziękuję za towarzystwo. Przypominam, że umówiliśmy się na powtórkę – powiedział ciepło. – Cieszę się, że ci się podobało.
Kiedy otwierała drzwi do domu, odwróciła się. David nie włączył jeszcze silnika. Patrzył na nią, nachylając się do otwartej szyby.
– Śpij słodko! – krzyknął.
– Pa! – odpowiedziała, zamykając za sobą drzwi.
Chyba to sprawił wrzesień, że prawie nic już nie czuję,
Słucham, jak teraz upał zamiera, ciszą pulsuje…
Pewno ci dobrze gdzieś otej porze, pewno przyjemnie.
Awokolutko – pejzaż bez smutku… Pejzaż beze mnie…
Noce idni, októrych nie wiesz.
Jesień ipejzaż bez ciebie… Bez ciebie.
Jeremi Przybora, Pejzaż bez ciebie
Zrzuciła buty i płaszcz. Idąc do łazienki, rozpinała sukienkę. Odkręciła gorącą wodę. Powiesiła ubranie na krześle w salonie. Wróciła do łazienki i dłuższą chwilę patrzyła na swoje odbicie w lustrze. Potem w zamyśleniu zmyła z twarzy makijaż. Spięła włosy spinką i weszła do wanny. Skulona czekała, aż naleje się wystarczająco dużo wody. Po niedługim czasie położyła się wygodnie i patrząc w sufit, próbowała uporządkować myśli.
David był niewątpliwie ciekawym człowiekiem o silnej osobowości. Imponował jej, a jednak trudno było traktować go poważnie. Ciągle robił niestosowne aluzje. Na zbyt wiele sobie pozwalał. Był zbyt nowoczesny. Wydawał się facetem, który nie zdobywa kobiety, tylko wyrywa laskę, nie walczy o serce, tylko zalicza. Basię w kontaktach damsko-męskich pociągało coś zupełnie innego. Wolałaby przyjaźń i powolne zbliżanie się do siebie. Uważała, że David nie jest wystarczająco cierpliwy. Szukała jeszcze innych wyjaśnień tego, czemu nie chce się z nim wiązać, mimo że prawdziwy powód był jeden. I znała go doskonale.
Wyszła z wanny, nagle zdawszy sobie sprawę, że woda wystygła. Wytarła się i wyjęła z włosów spinkę. Sprawdziła jeszcze, czy na pewno zamknęła drzwi wejściowe. Zgasiła światło i położyła się do łóżka. Jeszcze słyszała w głowie piękne nuty przedstawienia. Przypominała sobie, jak dyskutowali o Nędznikach z przyjaciółmi w liceum. Pamiętała, co w tej książce wywarło na nich wrażenie. Szkoda, że nie mogła teraz podzielić się swoimi refleksjami właśnie z nimi.
Przebudziła się w środku nocy. Chciała znowu szybko zasnąć, marząc, żeby wrócił ten sen. Najmilszy z możliwych. Ona w jego ramionach, jego uśmiech, jego miła twarz. Od jak dawna nie miała takich snów? Jak dawno on jej się nie śnił?
Rano wstała wypoczęta i szczęśliwa. Podśpiewując, szykowała sobie i wujkowi śniadanie. Jedli, rozmawiając.
– Wyjeżdżam na trzy dni. Mówiłem ci o tym w zeszłym tygodniu.
– Pamiętam. Do Bath, prawda?
– Tak, wygłoszę dwa wykłady. Pozwiedzam trochę. W Bath byłem ostatnio z piętnaście lat temu.
– Na pewno będzie cudownie.
– Myślę o tobie. Nie jest ci smutno, kiedy zostajesz sama? – Przyjrzał się jej badawczo.
Martwił się o Basię. Czuł się za nią odpowiedzialny, musiał być czujny. Na szczęście nie była już tak milcząca i smutna jak na początku pobytu w Anglii. Cieszył go każdy jej uśmiech. Brała coraz mniejsze dawki leków. Z radością zadzwoni do jej rodziców, by powiedzieć, że jest coraz lepiej i wygląda na to, że depresja naprawdę mija. Bardzo polubił siostrzenicę. Rozweselała jego samotne wieczory. Sam przed sobą przyznał, że smutno jest żyć samemu, nawet takiemu odludkowi jak on.
– Nie, wujku, mam co robić. Przygotowuję się do egzaminu, muszę go zdać za dwa tygodnie.
– Zdasz z łatwością. Odpocznij też trochę.
– Wyjdę wieczorem z kolegą z pracy.
Mężczyzna odłożył widelec i nóż.
– Cóż to za kolega? Czy ten sam, z którym byłaś wczoraj w teatrze?
– Ten sam. Nie martw się, nic wielkiego się nie dzieje. – Zaśmiała się, widząc srogi wyraz twarzy wujka.
– Chyba musi być choć trochę interesujący, skoro się z nim umawiasz?
Założył okulary i przyglądając się Basi, zrobił znowu minę starego wykładowcy.
– Może odrobinę. To bardzo inteligentny gość.
– Ma jakieś imię?
– David. Ma na imię David – powiedziała jakby od niechcenia. – Czuję się jak na egzaminie.
– W jakim jest wieku?
– Odrobinę starszy ode mnie. Bardzo niegroźny. Nie martw się.
– Oby tak było, oby.
– A może ty byś się z kimś umówił? – Basia uśmiechnęła się szeroko, zachęcająco.
– Dziecko kochane! Ani mi to w głowie! – Machnął ręką i zabrał się znowu do jedzenia.
– No wiesz! Może powinieneś o tym pomyśleć.
– A czy mi jest źle? Mam święty spokój. Nikt mi nie wierci dziury w brzuchu o jakieś głupie skarpetki. – Przymrużył oko i posłał Basi wymowne spojrzenie. – No może czasem ktoś mąci mój święty bałagan.
– Już wiele razy o tym rozmawialiśmy, wujku. Gdyby nie ja, nie mógłbyś znaleźć drzwi w tym swoim świętym…
– Dobrze, dobrze! No tak, jestem naukowcem. Odrealnionym kosmitą! – Zrobił obrażoną minę.
– Tego nie powiedziałam!
– Ale pomyślałaś!
– Nieprawda!
– Dobrze. Dajmy spokój. O czym to rozmawialiśmy?
– O tym, że mógłbyś się za kimś rozejrzeć. – Porozumiewawczo mrugnęła okiem.
– A ta swoje! – Zaśmiał się w końcu. – Nie, Basiu. Wróćmy do twojej sympatii.
– E tam! Duże słowa. To mój kolega z pracy, powtarzam!
– Tak, tak, kolega z pracy. Tylko uważaj na siebie, dobrze?
Znowu się ucieszył, że będzie mógł powiedzieć więcej jej rodzicom. Wiadomość o tym, że Basia spotyka się z kimś po pracy, na pewno ich uspokoi. Wydawało się, że dziewczyna naprawdę radzi sobie z depresją.
Kiedy zadowolona wchodziła do biura, recepcjonistka patrzyła na nią tak, jakby chciała wyczytać z jej twarzy całą historię wczorajszego wieczoru. Żądza sensacji rosła. „Czy wszystkie sekretarki w tej firmie żyją plotkami? Czy interesowanie się sprawami innych leży w zakresie ich obowiązków?” – pomyślała.
Weszła do swojego pokoju i natychmiast zajęła się czytaniem wiadomości.
Kiedy zadzwonił wewnętrzny telefon, bez patrzenia na wyświetlacz wiedziała, czyj głos zaraz usłyszy.
– Cześć, Basiu!
– Cześć! – Spojrzała w okno z uśmiechem.
– Jak się czujesz, nie przeziębiłaś się wczoraj?
– Jest okej. A co u ciebie?
– Czuję jakiś niedosyt po wczorajszym spotkaniu – westchnął David. – Ale na pewno będę żył!
– Na pewno!
– Pamiętasz o naszej umowie?
– Jasne.
– O osiemnastej przed twoim domem.
– Tak jest!
– Nie zapomnij o cieplejszym ubraniu! Miłego dnia!
– Jasne, tatuśku! Miłego dnia!
Basia rozłączyła się pierwsza. David jeszcze przez dłuższą chwilę trzymał słuchawkę przy uchu, dopóki urywany sygnał nie stał się naprawdę denerwujący.
– Pa…
Praca pochłonęła ją tak, że zupełnie przestała myśleć o Davidzie i umówionym spotkaniu. Godziny mijały bardzo szybko. Po pracy jednak zaczęła się zastanawiać, co na siebie włożyć. Tym razem troszkę bardziej się wysiliła. Nawet wybrała się do centrum handlowego po nowe buty. Przy okazji wpadła jej w oko piękna sukienka wisząca w jednej z witryn. Potem kupiła żakiet, wiosenny trencz, dżinsy i dopiero na koniec to, po co przyjechała.
Była pewna, że David się nie spóźni. Kilka razy odruchowo wyjrzała przez okno, żeby sprawdzić, czy już na nią czeka. Podjechał pięć minut przed czasem. Wysiadł z samochodu i oparty nonszalancko o karoserię patrzył na jej dom.
„Wygląda rewelacyjnie, cholera! Nie da mu się nic zarzucić” – powiedziała do siebie w duchu.
Mimo że była już gotowa, kazała mu trochę poczekać. Od czasu do czasu zerkała zza firanki, czy nadal tam stoi.
– Cześć. Przepraszam, że musiałeś czekać. – W jej oczach nie było jednak widać ani żalu, ani skruchy.
– Nie ma sprawy. Ciepło się ubrałaś? Dziś jest jeszcze zimniej.
– Chodzi ci o ciepłe majtki? – zapytała niby naiwnie, szeroko otwierając oczy.
Zaśmiał się głośno i pokręcił głową.
– Oj, Basiu, Basiu. Jesteś wielką niewiadomą, wiesz? Nie mogę cię rozgryźć.
Davidowi wydawało się, że zna kobiety. Potrafił przewidzieć ich posunięcia. Basia była inna. Pociągała go i fascynowała. Kryła jakąś tajemnicę. Miała w spojrzeniu coś, co nie dawało mu spokoju.
Restauracja, którą wybrał, była bardzo elegancka, wręcz wytworna. Basia źle się czuła z tym, że pozwoliła się zaprosić w tak drogie miejsce. Z jednej strony nie chciała, żeby za nią płacił, z drugiej jednak nie widziała powodu, dla którego miałaby wydać na kolację połowę pensji przez czyjeś snobistyczne zapędy.
– Nie możemy pójść do tańszej restauracji?
– Nie możemy. Musisz tutaj spróbować owoców morza. A o cenę się nie martw. To przecież ja cię zaprosiłem.
– Średnio mi się to podoba, ale okej. Zamów więc dla mnie coś dobrego. Zdaję się na ciebie.
David uśmiechnął się szeroko, lecz Basia natychmiast samym spojrzeniem ściągnęła go na ziemię.
Kelner podszedł z kartami do ich stolika. Zanim cokolwiek powiedział, David bez zaglądania do menu zamówił dla nich to samo danie i butelkę białego wina.
– Masz zamiar pić? – zapytała podejrzliwie.
– Tak. Nie martw się, nie będę cię wiózł po alkoholu. Mój samochód jest już w drodze do domu. Wrócimy taksówką.
Basia nachyliła się do okna, żeby spojrzeć na parking. Samochodu Davida rzeczywiście na nim nie było.
– Nieźle to obmyśliłeś – przyznała, mrużąc oczy.
– Prawda? – Zaśmiał się znowu.
Patrzyli przez chwilę na siebie.
– No dobrze, powiedz coś o sobie. Skąd jesteś?
Chrząknął zabawnie, jakby miał zamiar wygłosić przemówienie.
– Wychowywałem się w Nottingham. Wiesz, w mieście Robin Hooda. Mamy tam kilka bardzo ciekawych miejsc, zamek i pałac otoczony przepięknym parkiem. Jest też bardzo stara knajpa i ładne centrum. Miłe miasteczko, ale jak dla mnie trochę zbyt prowincjonalne. Zawsze chciałem mieszkać w wielkim mieście. Kręci mnie ta energia, wiesz? Możliwości! Można uczyć się wszystkiego, co tylko sobie wymyślisz, chińskiego, bułgarskiego albo malowania stopami. Jesień cię nie przytłoczy. Ludzi nie interesuje, kim jesteś, co robisz i o której wracasz do domu. – Zrobił pauzę. – Studiowałem już w Londynie. Po studiach dostałem tu pracę. Resztę wiesz.
– Szybko awansowałeś. – Basia nie chciała, żeby to źle zabrzmiało.
– Czy ja wiem? Normalnie chyba. Na początku bardzo ciężko i dużo pracowałem. Dawałem z siebie wszystko, całkowicie poświęciłem się pracy. Po roku awansowałem na kierownika działu. Nie wiem, czy to tak szybko.
– Zwalniasz już trochę?
– Chyba tak. Częściej wyjeżdżam. Na przykład staram się raz w miesiącu odwiedzać rodziców. W pierwszym roku pracy byłem u nich tylko na święta. Częściej chodzę do kina czy do teatru. Tak, chyba zwolniłem. A ty? Teraz ty powiedz mi coś o sobie. Dlaczego jesteś taka niedostępna? Krążą legendy o zawiedzionych nadziejach twoich adoratorów.
– Legendy, mówisz? – Zaśmiała się. – A może nikt mnie po prostu nie urzekł?
– Może. – Spojrzał na nią przenikliwie. – Powiedz coś o Polsce. Nigdy tam nie byłem.
Wtedy, przez krótką sekundę, pomyślała, że dzieli ich przepaść. On nawet nigdy nie był w jej pięknej Polsce. Nie mówił jej pięknym językiem i nic nie wiedział o ludziach. Z pewnością uwierzyłby, gdyby mu powiedziała, że w jej kraju przez okrągły rok jeździ się saniami i nie znają tam łazienek.
Redakcja: Anna Landowska
Korekta: Justyna Yiğitler, Agata Bogusławska
Projekt okładki i stron tytułowych:
Martyna Jurkowska/Panczakiewicz Art.Design
Skład i łamanie: Plus 2 Witold Kuśmierczyk
Konwersja do EPUB/MOBI: InkPad.pl
Wydawnictwo Mięta Sp. z o.o.
03-475 Warszawa, ul. Borowskiego 2 lok. 210
www.wydawnictwomieta.pl
tel. +48 505 636 224
ISBN 978-83-68608-62-5
