Dla Poliny - Takis Würger - ebook + książka

Dla Poliny ebook

Takis Würger

0,0
42,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Miłość, muzyka i poszukiwanie, które nigdy się nie kończy.

Pachnidło, Oczy Mony, Blaszany bębenek czy Gracz Dostojewskiego– jeśli znacie te powieści, zakochacie się w tej historii.

Gdy Hannes Prager kończy czternaście lat, zakochuje się w dziewczynie o imieniu Polina. Chcąc wyznać jej swoją miłość, cudownie uzdolniony chłopiec komponuje melodię, która zamyka w sobie wszystkie pragnienia i tęsknoty dziewczyny. Życie przybiera jednak nieoczekiwany obrót – Hannes przestaje grać na pianinie, a drogi jego i Poliny rozchodzą się. Po latach spędzonych w poczuciu absolutnej pustki, Hannes uświadamia sobie, że musi odnaleźć Polinę. I wie, że jedynym sposobem, by do niej dotrzeć, jest stworzona dla niej melodia.

„Baśniowa, piękna i przejmująca historia miłosna”.

RBB

„Powieść, która równocześnie krzepi i łamie serce, napisana przepiękną, urzekającą prozą”.

MAX Magazine

„Humor, muzyka i miłość w czasach niepewności. Czysty balsam dla duszy”.

ZDF

„Jedna z najpiękniejszych książek, po jakie sięgnęłam w tym roku”.

Susan Smit

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 302

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: Für Polina

Opieka redakcyjna: DOMINIKA WRESIŁO

Redakcja: ELŻBIETA ZARYCH

Korekta: EMILIA KOLINKO, ALEKSANDRA SZULEJEWSKA, ANETA TKACZYK

Projekt okładki i stron tytułowych oraz ilustracje: PAULINA PIORUN

Na okładce wykorzystano fragment obrazu Study of Juliette (1905) Juliusa LeBlanc Stuarta (Walters Art Museum, Gift of Mr. and Mrs. Lawrence Houston, 1969) oraz ilustrację Saltmarsh Rosegentian (Sabbatia stellaris) (1926) Mary Vaux Walcott (Smithsonian American Art Museum, Gift of the artist, 1970).

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

Copyright © 2025 by Diogenes Verlag AG, Zurich All rights reserved. © Copyright for the Polish translation by Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-09401-3

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).

„Tajemnica gry na fortepianie polega częściowo na tym, na ile człowiekowi udaje się trzymać z dala od instrumentu”.

GLENN GOULD

dla Günce

6

Po koncercie bożonarodzeniowym Hannes czuł się w obecności Poliny niespokojny – niczym stado zięb spłoszonych w kościele przy rynku, które od tamtej pory latały jak szalone po okolicy. Poli nadal pomagała mu w odrabianiu lekcji, nadal wspólnie gotowali (znaczny postęp: mniej soli, więcej masła), spacerowali po łąkach porośniętych turzycą i tego lata szczególnie uważali na spróchniałe brzozy, gdyż od miesięcy nie padał deszcz, więc słońce wysuszyło je na wiór i wypaliło od środka. Hannes zawsze słyszał w głosie Poliny pewną podniosłość, nigdy jednak – jak mu się teraz wydawało – nie doceniał jej w pełni. Ale ostatnio skupiał się właśnie na niej: gdy opowiadała mu jakieś duperele o wzorach skróconego mnożenia, kiedy się śmiała, rzucając w niego w kuchni orzechem laskowym i trafiając go w czoło, a także kiedy płacząc, leżała obok niego i nie potrafiła wyjaśnić, czego jej brak. Fale dźwiękowe jej głosu wślizgiwały się do jego przewodu słuchowego i sprawiały – co bardziej go niepokoiło, niż cieszyło – że serce zaczynało bić mu szybciej. Poza tym – choć dostrzeganie różnych rzeczy nie stanowiło jego mocnej strony – nagle odkrył, że nikt w Kananohe, Langenhagen i prawdopodobnie nawet w całym północnym Hanowerze nie ma włosów, które błyszczałyby tak, jakby przenikało je światło granatowej zimowej nocy. Robił to, co zawsze, kiedy czuł się nieswojo lub nie wiedział, co ze sobą począć: siadał do pianina. Eksperymentował, bawił się – w najczystszym tego słowa znaczeniu: w ekspozycji nadawał formę własnemu zdumieniu, w przetworzeniu przelewał do melodii swoją tęsknotę, odrobinę rozczarowania i trochę nadziei, wymyślił też pasaż podobny do nieprzerwanego monologowania Poliny, gdy była podekscytowana, oraz tryle, które przypominały mu jej śmiech, a także wolną część kojarzącą się z momentem, gdy mówiła cicho przez sen, a on przy niej czuwał. I tak oto Hannes Prager, raczej z zakłopotania i bezradności wobec własnych rozpalających się uczuć, skomponował swoją pierwszą sonatę fortepianową. Ta melodia, która miała należeć do Poli, stała się częścią jego samego.

Był pewny, że ona też musiała zauważyć, że coś się zmieniło. W końcu to ona wtedy, w kościele, chwyciła go za rękę. A jeśli Hannes mógł ufać swoim zmysłom, to przecież również ona delikatnie gładziła kciukiem grzbiet jego dłoni, a to mogło oznaczać tylko jedno: chciała go głaskać i dać mu w ten sposób mniej lub bardziej dyskretny znak. Od tamtego wieczoru coś się między nimi tliło, coś, co Hannes czuł całkiem wyraźnie, co jednak w jego myślach pozostawało niejasne. Wiedział, że mógłby wyznać jej wszystko – i to znacznie lepiej niż słowami – gdyby tylko zagrał jej tę melodię. Jednak nie miał odwagi. I dlatego trochę się zaniepokoił, ale i poczuł ulgę, gdy pewnego dnia pachnącego pigwami po raz pierwszy usłyszał od niej zdanie:

– Muszę z tobą porozmawiać.

Podniosła się z dywanu i usiadła przed nim po turecku. On zrobił to samo. Ujęła jego dłonie. Idzie zaskakująco dobrze, pomyślał, może ona już wszystko wie. Przypomniało mu się, jak stary Hildebrand nazwał ją kiedyś „lisiczką”. Znów poczuł niesamowite mrowienie w palcach, a w płucach coś podobnego jak wtedy, gdy oboje ukradli Heinrichowi cygaro i palili je ukradkiem w ogrodowej szopie. Już od rana kręciło mu się trochę w głowie, ponieważ Polina miała dziś rozpuszczone włosy, które kołysały się na jej ramionach, a za każdym razem, gdy się poruszyła, docierała do niego nuta brzoskwiniowej woni. Spojrzał jej w twarz i próbował zachowywać się normalnie, chociaż wiedział, że to poczucie, jakby miał się zaraz rozpaść, nie może być normalne. Polina pochyliła się nieco, popatrzyła gdzieś w bok i powiedziała cicho.

– Chyba się zakochałam.

Hannes nabrał głęboko powietrza. Przeniknęła go energia, która zdawała się tryskać z samego środka ciała; już chciał się zerwać i zagrać dynamiczną rundę Prokofiewa, gdy dodała:

– Ma na imię Matthias, jest ze starszej klasy, na pewno go znasz, to ten koszykarz, wariuję, kiedy go widzę, on chyba też mnie lubi, bo ostatnio spytał, czy mam gumę do żucia, i od tej pory w autobusie ciągle zerka ukradkiem w moją stronę i... Hannes? Czy ty mnie w ogóle słuchasz?

Skinął głową. Miał nadzieję, że nie wygląda tak źle, jak się czuł. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Spojrzał na pianino na końcu pokoju. Poczuł się bezradny. Chętnie by zażartował, jednak żarty nie wychodziły mu nawet wtedy, kiedy miał nad sobą kontrolę. Objął więc Poli, chociaż zwykle czekał na to, aby to ona zarzuciła mu miękkie ramiona na szyję, ale w tym momencie takie przytulenie wydało mu się jedynym ratunkiem. Siedząc po turecku, oboje pochylili się ku sobie i objęli tak mocno, że aż przekrzywiły mu się okulary. Polina położyła dłoń na jego karku, potem przesunęła ją wyżej, wsunęła ją w burzę włosów i pogładziła jego loki.

– Wiem – bąknęła.

Hannes już niczego nie wiedział, mimo to pragnął siedzieć tak dalej i czuć te przyjemne iskierki, które z opuszków palców Poliny rozchodziły się w dół po jego plecach.

– Chciałbym ci coś zagrać – usłyszał własny głos w jej brzoskwiniowych włosach.

– Co to będzie?

– Twoja melodia.

Odsunęła go, lecz tylko trochę. Ich twarze były na tyle blisko, że Hannes poczuł zapach masła orzechowego, które jadła na śniadanie.

– Prawdopodobnie nie jest dobra. Zagram ci ją, ale tylko pod warunkiem, że potem nic nie powiesz.

– Znowu ci odbiło?

– Po prostu posłuchaj.

Wstał i usiadł przy pianinie. Od razu poczuł się lepiej. Osiemdziesiąt osiem klawiszy dawało mu oparcie, dzięki któremu potrafił przezwyciężyć wszystko. Ona zajęła miejsce przy nim, jak zawsze, i przeniosła wzrok na jego palce – jednak dziś to nie mogło się udać, był zbyt zdenerwowany. Znał ją i wiedział, że i tak otworzy oczy, nawet jeśli jej powie, że ma nie patrzeć. Mimo to chciał mieć ją blisko siebie, właśnie teraz.

– Możesz usiąść za mną? – zapytał.

Chociaż utkwił spojrzenie w klawiszach, kącikiem oka dostrzegł, że Polina uniosła brwi.

Podniosła się i usiadła na taborecie za jego plecami.

– Masz nierówno pod sufitem, Hannes.

– Gotowa?

– Graj w końcu.

Wpatrzył się w wirujące w świetle lata drobinki kurzu, zrobił głęboki wdech i czując przy sobie Polinę, Hannes Prager, który wtedy był jeszcze po prostu chłopcem z torfowiska, zagrał swoją pierwszą sonatę fortepianową.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki