Deal with my Billionaire Boss - Układ z moim szefem miliarderem (Billionaire Romance #2) - Rebecca Baker - ebook

Deal with my Billionaire Boss - Układ z moim szefem miliarderem (Billionaire Romance #2) ebook

Rebecca Baker

4,7

45 osób interesuje się tą książką

Opis

Zawarłam układ z moim szefem miliarderem, żeby uratować karierę brata.
Udawać jego idealną dziewczynę. Proste.
Tyle że łączy nas zakazana przeszłość — a on jest zdecydowany znów uczynić mnie swoją.

Jonas Matthews posiada wszystko: sportowe imperium, mistrzowską drużynę baseballową i władzę, by jednym słowem zniszczyć marzenia mojego młodszego brata.

Kiedy grozi, że wyrzuci mojego brata Nico z drużyny, zrobię wszystko, żeby go powstrzymać. Nawet przyjmę jego pokręconą propozycję: zostać jego udawaną dziewczyną, pomóc mu sfinalizować największy kontrakt w karierze, a w zamian Nico zostanie w drużynie.

Zasady są jasne:

Czułości tylko na pokaz. Żadnego dotykania za zamkniętymi drzwiami. I absolutnie żadnych pocałunków jak kiedyś.

Bo Jonas nie wie, że wciąż pamiętam. Każdą skradzioną chwilę. Każdą złamaną obietnicę. Każdy powód, dla którego uciekłam od niego trzy lata temu.

Ale moje ciało też pamięta.

Żar jego dłoni przenikający przez jedwab mojej sukni na galach charytatywnych. Jak zaciska szczękę, gdy inni mężczyźni na mnie patrzą. 

Niebezpieczną nutę w jego głosie, gdy szepcze groźby brzmiące jak obietnice: „Igrasz z ogniem, Mae."

Ma rację. Każdy udawany pocałunek rozpala prawdziwy ogień. Każdy wyćwiczony dotyk budzi głód, który pogrzebaliśmy. A kiedy przypiera mnie do ściany w swoim gabinecie, z oczami ciemnymi od pożądania, dociera do mnie prawda.

Nigdy nie chodziło o układ.

On nie chce udawanej dziewczyny.

Chce mnie. W swoim łóżku. W swoim życiu. Na zawsze.

I niech Bóg mi pomoże — bo zaczynam chcieć tego samego.

Ale kiedy nasza sekretna przeszłość zacznie zagrażać wszystkiemu — jego imperium, przyszłości mojego brata, murom, które między sobą wznieśliśmy — będziemy musieli podjąć decyzję:

Czy to, co między nami, jest warte spalenia wszystkiego?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 229

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (3 oceny)
2
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Rom81

Nie oderwiesz się od lektury

super książka polecam gorąco
00


Podobne


Deal with my Billionaire Boss - Układ z moim szefem miliarderem

Umowa z konsekwencjami

Rebecca Baker

Spis treści

1.Rozdział 12.Rozdział 23.Rozdział 34.Rozdział 45.Rozdział 56.Rozdział 67.Rozdział 78.Rozdział 89.Rozdział 910.Rozdział 1011.Rozdział 1112.Rozdział 1213.Rozdział 1314.Rozdział 1415.Rozdział 1516.Rozdział 1617.Rozdział 1718.Rozdział 1819.Rozdział 1920.Rozdział 2021.Rozdział 2122.Rozdział 2223.Rozdział 2324.Rozdział 2425.Rozdział 2526.Epilog

Rozdział 1

Jonas

Światła miasta migotały, rzucając refleksy na okno. Jonas przycisnął czoło do chłodnej szyby i wyjrzał na panoramę metropolii. Jego oddech pozostawiał mgliste ślady, które znikały równie szybko, jak się pojawiały.

Z dołu dobiegały go stłumione odgłosy przyjęcia. Brzęk kieliszków. Śmiech. Gwar rozmów. Zazwyczaj te dźwięki działały na niego nęcąco, ale dzisiejszego wieczoru był zmęczony. Poczuł ukłucie winy na myśl o swojej sekretarce, Wendy, która od tygodni wisiała na telefonie, zatrudniając podwykonawców i dopinając szczegóły, takie jak lista gości. — To wielkie wydarzenie, szefie — powtarzała, mimo że on podchodził do pomysłu imprezy z rezerwą.

Pierwszy rok u steru firmy ojca minął błyskawicznie. Mimo wielu sukcesów Jonasa wciąż dopadał syndrom oszusta. Mimo to czuł, że to jest jego miejsce. To tutaj musiał być, jeśli chciał zostać człowiekiem sukcesu numer jeden w Bostonie. Wiedział, że wciąż ma wiele do udowodnienia.

Jonas trwał chwilę w zamyśleniu, po czym westchnął i odsunął się od szyby. Zerknął na zegarek. Było tuż po siódmej. Wieczór dopiero się zaczynał. On zresztą też. Do diabła, nie miał jeszcze nawet czterdziestki. Powinien zejść na dół, ale nie chciał, by ktokolwiek sugerował, że się starzeje — pewnie uderzyłby każdego, kto by się na to odważył. Potrząsnął głową, żeby się rozbudzić. Czas wejść w rolę szefa.

Uporządkował papiery na biurku, chwycił telefon i wsunął go do kieszeni spodni. Rzuciwszy okiem na swoje odbicie w oknie, Jonas wygładził dłońmi ciemne włosy. Poprawił krawat i narzucił marynarkę na ramiona. Zadowolony z efektu, wyszedł z gabinetu.

Korytarz był pusty, gdy szedł w stronę wind. Wszyscy zdążyli już skończyć pracę i byli na dole na imprezie. Jonas nacisnął przycisk i oparł się o ścianę, czekając, aż drzwi się otworzą. Co jakiś czas w tej ciszy wciąż zdawało mu się, że słyszy ojca szczekającego rozkazy lub rzucającego pod nosem złośliwe uwagi. Kontrast był ogromny, ale podskórny ton pozostawał ten sam. Pracownicy bali się jego ojca i to zapewne dlatego firma odniosła taki sukces. Jonas również czuł przed nim lęk, dopóki te emocje nie zatarły się i nie zmieniły w nienawiść.

Cichy sygnał windy wyrwał Jonasa z rozmyślań. Wyprostował się, gdy drzwi rozsunęły się przed nim. Zgodnie z przewidywaniami, kabina była pusta. Wcisnął przycisk drugiego piętra i zjechał w dół przy akompaniamencie cichych dźwięków pianina płynących z głośników. Wkrótce drzwi się otworzyły, a do środka wdarła się głośna muzyka, kładąc kres ciszy. Jonas wyszedł z windy i stanął z boku, obserwując przyjęcie. Rozmach był imponujący. Zastanawiał się, czy to świętowanie jego sukcesów, czy raczej roku bez wielkiego, złego szefa. Przykleił uśmiech do twarzy i odsunął od siebie tę myśl.

Rozejrzał się i stwierdził, że Wendy naprawdę zaprosiła wszystkich. Wszystkie grube ryby z miasta. Całą drużynę Major League. Jego rodzinę. Zdołała nawet ściągnąć Nate'a Brocktona, który właśnie zamawiał drinki przy barze z długowłosą brunetką uwieszoną na nim niczym jedwabny szal. Jonas od czasu przejęcia firmy desperacko próbował dobić z nim targu.

Nate stał na czele jednej z największych firm produkujących odzież sportową na Wschodnim Wybrzeżu. Jonas od lat chciał rozszerzyć działalność firmy o odzież, ale ojciec zawsze twardo stał przy swoim odmiennym zdaniu. Nigdy nie słuchał pomysłów Jonasa. Jego ojciec był uparty — choć niektórzy powiedzieliby, że po prostu był zadufany w sobie.

Po wielu spotkaniach Jonas zrozumiał, że Nate nie robi interesów z byle kim. Na jego zaufanie trzeba było zapracować, co czyniło perspektywę zawarcia umowy jeszcze bardziej kuszącą. Jonas poprawił marynarkę i ruszył w stronę baru, by wymienić uprzejmości ze swoim potencjalnym partnerem biznesowym.

Ale wtedy ją zobaczył.

Mae opierała się o tylną ścianę z kieliszkiem szampana w dłoni. Rozmawiała ze swoim bratem, Nico, i wybuchnęła śmiechem, który rozjaśnił całą jej twarz. Jakby wyczuła jego obecność, zerknęła na Jonasa przez całą salę, a jej uśmiech zmienił się w uprzejmy, choć zdystansowany gest. Skinęła lekko głową i uniosła kieliszek, zanim upiła łyk szampana. Potem znów skupiła uwagę na bracie. Ten drobny gest sprawił, że Jonas poczuł się, jakby jego stopy wrosły w ziemię, a wzrok utknął na niej. Mae miała na sobie czerwoną sukienkę, która opinała jej kształty, jakby trzymała się ich ostatkiem sił. Jej blond włosy były luźno upięte, a kilka pasemek wymknęło się i muskało jej twarz podczas rozmowy.

Mae zdawała się być pochłonięta tym, co mówił Nico, co nie dziwiło, biorąc pod uwagę, jak bardzo troszczyła się o młodszego brata. Jonas nie mógł powstrzymać ukłucia zazdrości. Mae zawsze była opiekuńcza wobec Nico i miała ku temu powody, bo chłopak był jednym z najbardziej niepokornych zawodników w drużynie. Nico dopiero co trafił do wielkiej ligi i najwyraźniej uderzyło mu to do głowy. Ciągle wpadał w jakieś kłopoty, z których ona musiała go wyciągać. Jonas często musiał go dyscyplinować, za co Nico go nie znosił. Gdyby tylko Mae tak go nie niańczyła, może w końcu by dorósł. Jednak przejęła rolę matki, gdy niespodziewanie stracili oboje rodziców.

— Dobrze wygląda — odezwał się czyjś głos, wyrywając Jonasa z odrętwienia.

Jonas odchrząknął. — Słucham? — zapytał niewinnie, spoglądając na Chada, który stał obok, podając mu szklankę whisky z lodem.

— Dziękuję — odpowiedział Jonas, przyjmując trunek i biorąc łyk. Niechętnie odwrócił się plecami do Mae i rozejrzał po sali. Srebrne serpentyny zwisały z sufitu, a kula dyskotekowa powoli obracała się na środku, rzucając światło w tysiącach kierunków. Tuż obok baru stała wielka lodowa rzeźba przedstawiająca piłkę bejsbolową.

— Wendy naprawdę się postarała — stwierdził.

— Oczywiście, że tak. Udało ci się! Przejąłeś biznes po ojcu. Tym szefem z piekła rodem.

Jonas zaśmiał się cicho i potrząsnął głową, patrząc w swoją szklankę.

— A tak na poważnie, naprawdę wzniosłeś firmę na wyższy poziom. Zakontraktowaliśmy więcej sportowców i reklamujemy się na większej liczbie meczów niż kiedykolwiek. Potrzebowaliśmy kogoś świeżego i... w miarę młodego — dodał Chad z mrugnięciem oka.

— Uważaj. Wciąż jestem twoim szefem — odparł Jonas, unosząc brew.

— Teraz jesteś też jej szefem. — Chad skinął głową w stronę Mae.

— Łączą nas relacje czysto zawodowe.

— Jasne, na pewno.

Jonas milczał, kręcąc szklanką, by lód zastukał o jej ścianki.

— Właściwie to, co z wami dwojgiem? — zapytał Chad.

— To dawne dzieje.

Chad skinął głową i dopił drinka do końca. — Skończyło mi się — rzucił, po czym ruszył w stronę baru.

Jonas patrzył, jak tamten odchodzi, i wypuścił głęboko powietrze. Przeklinał w duchu fakt, że Chad tak dobrze go znał, i miał nadzieję, że dla reszty pracowników nie jest równie przejrzysty. Biurowy romans nie wyglądałby profesjonalnie. Nie mógł ryzykować utraty szacunku, na który pracował przez ostatni rok. Mimo to nie potrafił przestać myśleć o Mae.

Rzadko się do niego odzywała i pilnowała, by nigdy nie zostać z nim sam na sam. Mae zawsze zachowywała profesjonalizm, ale bił od niej chłód, który tylko on potrafił wyczuć. Nikt inny zdawał się tego nie dostrzegać. Przez większość dni jej oschłość doprowadzała go do szału, ale w te rzadsze chwile czuł ukłucie tęsknoty. Tylko raz zebrał się na odwagę, by wszystko naprawić, ale odłożył słuchawkę, zanim wykręcił ostatnią cyfrę jej numeru wewnętrznego. Wiele razy fantazjował o wezwaniu jej do gabinetu na coś więcej niż tylko rozmowę.

Oba te scenariusze były niemożliwe. Stracił szansę lata temu. Miał ją. Jej umysł, serce i ciało. Naprawdę go słuchała, gdy zmagał się z ojcem. Mae dodawała mu otuchy i po cichu kibicowała mu w biurze. Jonas wciąż pamiętał swoje palce zaplątane w jej włosy, jej rozchylone usta przy jego wargach i jej dłonie błądzące po jego klatce piersiowej. Znał momenty, w których chciała wyznać mu swoje uczucia, ale nigdy nie pozwolił jej podejść tak blisko.

Iskra między nimi pojawiła się nagle i była potężna, a on ją ugasił. Nie mógł pozwolić, by uczucia wciągnęły go w biurowy romans. Rozpraszacz. Przeszkoda na drodze do sukcesu. To właśnie sobie wmawiał, gdy ciężar tego, kim Mae naprawdę dla niego była, zaczął go przytłaczać. To, co ich łączyło, było prawdziwe, i to go przerażało.

Więc Jonas to zakończył. Jego nagły chłód zaskoczył Mae. Nie powiedziała wiele, ale w jej oczach widział smutne zrozumienie. Popełnił błąd, ale jego duma nie zniosła by badawczego wzroku ojca, który nie wierzył w takie bzdury jak miłość. Jonas rzucił się w wir pracy i wspinał po szczeblach kariery. Przekonał samego siebie, że nie potrzebuje kobiety, gdy ma tyle do osiągnięcia. Głęboko w duchu Jonas nie chciał być jak ojciec, który przez swoją oschłość stracił matkę, ale był to jedyny sposób bycia, jaki znał.

— I co Pan sądzi? — zapytała Wendy, a jej głos przywrócił go do rzeczywistości.

Spojrzał na sekretarkę, która stała obok, wyczekując reakcji.

— Naprawdę przeszłaś samą siebie. Szczerze.

— Są tu wszyscy, którzy się liczą — powiedziała z promiennym uśmiechem.

— Widzę. Nawet Nate'a udało ci się sprowadzić.

— Nie było łatwo. Wygląda na to, że jego dziewczyna w końcu się od niego odkleiła. Teraz ma Pan szansę.

Jonas spojrzał w stronę baru i skinął głową. Dopił whisky i odstawił szklankę na pobliski stolik.

— Da Pan radę, szefie! — szepnęła za nim Wendy.

Owszem, da radę. Był jednym z najmłodszych prezesów w Bostonie. Cała ukochana drużyna sportowa miasta zebrała się w tym pomieszczeniu, by go fetować. Miał propozycję biznesową, której trudno było się oprzeć i która przyniosłaby mu miliony. Poza tym mógł mieć — niemal — każdą kobietę, której zapragnął. Właściwie po tym wszystkim zamierzał pójść do swojego ulubionego baru i zabrać kogoś do domu.

Jonas zaczął znów odzyskiwać pewność siebie, idąc przez salę. Uśmiechał się pewnie, mijając pracowników, którzy kłaniali mu się i unosili kieliszki w jego stronę. Kilku poklepało go po plecach. Mimo tego przypływu pewności siebie, wciąż czuł obecność Mae. Irytowało go to, jak bardzo nieustannie był jej świadomy.

A jak mógłby nie być jej świadomy teraz? Jej czerwona sukienka rzucała się w oczy i sprawiała, że wyróżniała się z tłumu garniturów. Stała bezpośrednio na jego drodze do baru, gdzie Nate właśnie przeglądał coś w telefonie. Jonas przepraszał uprzejmie, delikatnie przeciskając się przez tłum. Gdy znalazł się bliżej niej, jego tętno przyspieszyło. Mae stała do niego plecami; wciągnął cicho powietrze, mijając ją o włos. Poczuł znajomy zapach wanilii i lawendy. Odegnał wspomnienia, które gwałtownie do niego wróciły.

Kątem oka zauważył, jak lekko obraca głowę; czuł na sobie jej wzrok, gdy szedł dalej. Przez chwilę przez głowę przemknęło mu pytanie: „co by było, gdyby”, po czym stanął twarzą w twarz z Nate’em. Jonas opanował się. Nie pozwoli, by znów namieszała mu w głowie. Nie teraz. Nigdy.

Odchrząknął. — Nate. Dziękuję, że Pan przyszedł.

Rozdział 2

Mae

Podciągając sukienkę i zaklinając ją w myślach, by stała się choć trochę dłuższa, Mae próbowała skupić się na opowieści brata o jego ostatnim wieczornym wyjściu. Zastanawiała się, dlaczego założyła tak seksowną kreację na biurową imprezę, ale w głębi duszy wiedziała, że zrobiła to dla Jonasa. Całe to przyjęcie było wydane na jego cześć, a ona stała tutaj, śmiejąc się odrobinę zbyt głośno z wygłupów brata i próbując sprawiać wrażenie wyluzowanej. Próbując wyglądać na kogoś, kogo to wszystko nie obchodzi. Zazwyczaj historie Nico o pijackich nocach i skakaniu z dachów do basenu aktywowały u niej instynkt opiekuńczy, ale dzisiejszego wieczoru była rozproszona. Rozproszona widokiem Jonasa w granatowym garniturze, gwarem rozmów wokół niego i tą przeklętą sukienką, która wciąż podjeżdżała do góry.

O mało nie została w domu. Spędzenie wieczoru na świętowaniu sukcesu człowieka, który złamał jej serce — choć nigdy by się do tego nie przyznała — nie brzmiało zbyt kusząco. Przekonał ją jednak fakt, że Nico nie miał osoby towarzyszącej. Wolała, by u jego boku stała ona, a nie jakaś dziewczyna, której zależało na nim z niewłaściwych powodów. Dla wielu był tylko zdobyczą. Zawodowym bejsbolistą, którego mogły odhaczyć na swojej liście, albo co gorsza, próbować się go uczepić dla sławy i pieniędzy.

Może i była nadopiekuńcza, choć Nico powiedziałby raczej, że jest surowa. Ostatnio przestał przedstawiać Mae komukolwiek nowemu, bo była zbyt krytyczna. Musiała taka być. Była jego starszą siostrą i nie miał nikogo innego.

Ich rodzice zginęli niespodziewanie w wypadku samochodowym dziesięć lat temu. Wciąż pamiętała czerwone i niebieskie światła migoczące przez firanki w salonie. Pukanie do drzwi. Policjantów zdejmujących czapki i trzymających je w dłoniach. Musiała oprzeć się o framugę, żeby nie upaść. Chciała krzyczeć, ale zdusiła to w sobie, a ten niemy wrzask wibrował echem między ścianami jej czaszki.

W wieku dziewiętnastu lat Mae została prawną opiekunką swojego brata. W testamencie rodzice zostawili im dom. Pozostanie w jedynym miejscu, jakie znali, dawało poczucie bezpieczeństwa, ale było też bolesne, bo brakowało w nim kluczowych elementów układanki. Kontynuowanie życia kosztowało Mae resztki sił. Gdyby ona się rozsypała, to kto by ich utrzymał na powierzchni? Na pewno nie Nico. Miał wtedy zaledwie czternaście lat i był w samym środku okresu dojrzewania. Nie radził sobie ze śmiercią rodziców. Ta strata wywróciła jego świat do góry nogami.

Mae musiała być silna za nich oboje. W ciągu dnia pilnowała, by Nico docierał do szkoły na czas, odrabiał lekcje, chodził na treningi bejsbolu, a potem kibicowała mu na każdym meczu. W nocy pękała. Leżała w łóżku, próbując zasnąć pomiędzy falami cichego szlochu.

Przez lata byli dla siebie oparciem. Gdy Nico skończył liceum, poszedł na stanowy uniwersytet dzięki stypendium sportowemu. Namówił Mae, by studiowała razem z nim. Robiła kursy online i zdobyła dyplom z marketingu sportowego. Choć nie był to szczyt jej marzeń, robiła wszystko, by pozostać blisko brata. Po studiach znalazła pracę w branży sportowej, a Nico dostał się do MLB. Wciąż nie mogła uwierzyć, że udało im się wyjść z tak mrocznego okresu w ich życiu.

Patrząc na brata, była z niego dumna. Czuła dumę z samej siebie. Mae uśmiechnęła się do niego z czułością i upiła łyk szampana.

— Co? — zapytał Nico, przerywając swoją opowieść i unosząc brew.

— Nic — odparła Mae, wzruszając ramionami. — Chyba po prostu jestem z ciebie dumna.

— Za skok z trzeciego piętra? Ile szampana już wypiłaś?

Trąciła go żartobliwie. — Nie! Nigdy więcej tego nie rób. Mówię o tym. — Gestem dłoni wskazała na przyjęcie. — Udało ci się — powiedziała.

— Nie dokonałbym tego bez ciebie — odrzekł cicho.

— Oni też byliby z ciebie dumni.

— Myślisz? — zapytał z nutką smutku w głosie.

— Wiem to — odparła z przekonaniem.

— Jesteś całkiem niezłą osobą towarzyszącą, siostra.

— Najlepszą, jaką miałeś od lat — powiedziała, mrugając do niego.

— Idę zgarnąć jakieś przekąski. Chcesz coś? — zapytał Nico, wskazując kciukiem w stronę stołu z bufetem.

— Przynieś mi te serowe kuleczki — poprosiła. — Ja skoczę po więcej szampana.

Jedyną dobrą rzeczą na tym przyjęciu było jedzenie. Darmowy alkohol też nie był najgorszy. Wendy zawsze wybierała najlepsze firmy cateringowe na ich wydarzenia. Na tej imprezie również nie oszczędzała.

Mae podeszła do baru i zamówiła dwa kieliszki szampana. Zamieniła parę słów z kilkoma zawodnikami stojącymi przy barze. Przez ten czas stali się dla niej jak bracia. Kiedyś może i z nią flirtowali, ale Nico szybko położył temu kres. Teraz byli po prostu jedną wielką rodziną. Poprzedni właściciel uwielbiał Nico, niemal do przesady, pozwalając mu na zbyt wiele. Odkąd rządy przejął Jonas, wszystko się zmieniło. Szczerze mówiąc, zmieniło się absolutnie wszystko.

Mae wróciła myślami do nocy, w której Jonas z nią skończył. Leżeli w jego łóżku, zaplątani w pościel, z kubełkiem do chłodzenia szampana między nimi, popijając prosto z butelki. Jonas właśnie otrzymał awans, na który ciężko pracował. Pracował ciężej niż ktokolwiek, kogo znała. Większość ojców pobłażałaby swoim dzieciom. Może faworyzowałaby swoje dzieci. Ale nie ojciec Jonasa. Jeśli już, to tylko bardziej mu dokręcał śrubę.

Mae wiedziała, jak ważne dla Jonasa było udowodnienie ojcu swojej wartości. W biurze go nienawidzono. Był sknerą, ale ona miała do niego słabość ze względu na to, jak bardzo wspierał Nico. Często zastanawiała się, czy Jonas nie był zazdrosny o ich relację.

— W końcu mi się udało — powiedział Jonas z niedowierzaniem. Przesunął palcami po jej włosach. Uwielbiała, gdy się nimi bawił. To była jedna z rzeczy, które najbardziej ją pocieszały.

Mae wtuliła się w jego pierś. — Wiedziałam, że go dostaniesz. Te wszystkie nadgodziny i nowi klienci, których pozyskałeś. Zasługujesz na to. A teraz daj mi trochę tego szampana.

Zaśmiał się cicho i podał jej butelkę. Podparła się na łokciu, by wziąć łyk. Spojrzała na niego, czując, jak bąbelki spływają jej do gardła.

— Co teraz, wiceprezesie? — zapytała filuternie, przesuwając palcem po jego klatce piersiowej.

Spojrzał na nią i uśmiechnął się. Nigdy nie zapomni tego, jak smutny może być uśmiech.

— O co chodzi? — spytała zaniepokojona.

— Nie możemy się dłużej widywać, Mae — powiedział, kładąc jej dłoń na policzku. — Wiesz o tym, prawda?

Milczała. Zamurowało ją.

To, co ich łączyło, trwało zaledwie kilka miesięcy, ale uderzyło w nią mocno i gwałtownie. W głębi duszy wiedziała, że biurowy romans skomplikuje sprawy, dlatego trzymali to w tajemnicy. Myślała, że z czasem, gdy zrobi się poważniej, będą mogli wyjść z tym do ludzi. Mae niczego nie pragnęła bardziej, niż móc stanąć u jego boku publicznie, a nie ukrywać się w jego mieszkaniu. Sądziła, że Jonas czuje to samo albo poczuje wkrótce.

Jonas kontynuował: — To nowe stanowisko to wielka rzecz. Muszę podejść do tego poważnie. Gdyby mój ojciec dowiedział się, że mam romans z pracownicą...

— Romans? — powtórzyła, odsuwając się. Oczy Mae zapiekły od łez, ale mrugnięciem powstrzymała je przed wypłynięciem.

— Wiesz, co mam na myśli.

— Właściwie to nie wiem.

Przez chwilę milczał. — Przepraszam, Mae.

Jej smutek nagle zmienił się w złość. Owinęła się prześcieradłem i wstała z łóżka.

— Więc zaprosiłeś mnie tutaj na... cokolwiek to było, tylko po to, żeby ze mną zerwać? — zapytała, wskazując na łóżko i czując, jak policzki jej płoną.

— Chciałem mieć okazję, żeby ci to wszystko wyjaśnić.

Mae zaśmiała się gorzko. — Cóż, powinieneś był to zrobić, zanim ściągnąłeś ze mnie ubranie — powiedziała, gorączkowo zbierając sukienkę i majtki z podłogi. Ruszyła w stronę łazienki. — Wiesz co? Jesteś dokładnie taki jak on.

— Jak kto?

— Jak człowiek, którego wszyscy nienawidzą.

Trzasnęła drzwiami łazienki, ale wcześniej zdążyła dostrzec ból, który mignął w jego oczach.

W tej samej chwili barman postawił na ladzie dwa kieliszki szampana, wyrywając ją ze wspomnień i przenosząc z powrotem na przyjęcie.

— Dziękuję — powiedziała cicho Mae, wrzucając kilka dolarów do słoika na napiwki.

Przeszła ostrożnie przez tłum, szukając Nico. Wszyscy zaczęli stukać się kieliszkami. Z przodu sali Jonas był wypychany przed szereg, podczas gdy tłum tworzył wokół niego krąg. Trzymał ręce w kieszeniach i niezręcznie wzruszał ramionami. Nawet w tej swojej niezdarności był irytująco przystojny. Ciemne włosy opadały mu na twarz, gdy śmiał się z zakłopotaniem. Jak na potężnego dyrektora generalnego, zdecydowanie nie lubił przemawiać publicznie. Nie mogła powstrzymać uśmiechu na widok tego, jak się wierci. Przez krótką chwilę pozwoliła swoim prawdziwym emocjom wypłynąć na powierzchnię.

Wtedy podniósł wzrok i jego oczy spotkały się z jej. Poczuła, jak krew uderza jej do twarzy. Miał niesamowite, zielone oczy. W jakiś sposób, w tym zatłoczonym pomieszczeniu, poczuła się, jakby byli tam zupełnie sami. Bojąc się, że przejrzy ją na wylot, odwróciła wzrok i ruszyła w przeciwnym kierunku. Nie mogła tu dłużej zostać. Musiała się stąd wydostać. Mae dostrzegła Nico i skierowała się prosto ku niemu.

— Hej, siostra. Co jest? — zapytał, przyglądając jej się uważnie.

— Nic. Po prostu jestem zmęczona — odparła, podając mu szampana.

Zerknął na zegarek. — Co? Jest dopiero po ósmej — zauważył, unosząc brew.

— Wiem. To był długi dzień.

— No dobrze — powiedział niepewnie Nico.

— Wszystko w porządku, naprawdę. — Machnęła ręką, by go uspokoić. — Nie musisz wracać ze mną. Wezmę taksówkę. Ty się baw — dodała. Wiedziała, że inni zawodnicy planują po imprezie wyjście do barów. Choć Nico z nią mieszkał, nie chciała, by czuł się traktowany jak dziecko. Przynajmniej nie cały czas. Prawdę mówiąc, pewnie nadszedł już czas, by zaczął szukać własnego mieszkania. Choć nie była pewna, czy jest już gotowa, by pozwolić mu odejść.

— Jesteś pewna? Wygląda na to, że szef zaraz wygłosi przemówienie — powiedział, skinięciem głowy wskazując na przód sali.

— Jestem pewna. — Szybko uścisnęła Nico i odstawiła niedopity kieliszek szampana na pobliski stolik. Wysunęła się na zewnątrz dokładnie w momencie, gdy wszyscy zaczęli skandować: — Przemowa! Przemowa! Przemowa!

Na zewnątrz, w chłodnym powietrzu, wzięła głęboki oddech. Z dala od Jonasa znów mogła się rozluźnić. Co było z nią nie tak dzisiejszego wieczoru? Zazwyczaj normalnie znosiła pracę w tym samym biurze. No, może nie normalnie, ale wystarczająco dobrze. Trzymała dystans, a ich komunikacja ograniczała się do e-maili. Czasami, gdy czuła ten kłujący ból w sercu, miała ochotę poszukać innej pracy. Ale chciała być blisko Nico, żeby mieć na niego oko. A może po prostu chciała być blisko Jonasa.

Mae potrząsnęła głową i machnęła na taksówkę. Prawie natychmiast jedna podjechała do krawężnika. Otworzyła drzwi i podała kierowcy adres. Samochód powoli ruszył, a ona zerknęła w górę na budynek, w którym pracowała. Opierając głowę o szybę, wypuściła z siebie ciężkie westchnienie. Nie mogła się doczekać, aż wróci do domu, przebierze się w za dużą koszulkę i padnie na kanapę.

— Czy wieczór był udany, proszę pani? — zapytał kierowca, spoglądając na nią w lusterku wstecznym.

Mae skinęła głową. Poszła tam, pokazała się i w tej czerwonej sukience obnażyła więcej niż zamierzała. Zamiast się wymigać, poszła na przyjęcie dla mężczyzny, którego kiedyś kochała. Nigdy mu o tym nie powiedziała. Tak prawdopodobnie było lepiej.

Rozdział 3

Jonas

Jonas stał przy barze, udając, że słucha rozgadanej rudowłosej kobiety, która co chwilę myliła terminologię futbolową z baseballową, próbując sprawiać wrażenie, że faktycznie ogląda ten sport. Potakiwał uprzejmie i rozglądał się po lokalu za kimś, kto mógłby go wybawić. Dostrzegł Nico rozmawiającego z kilkoma zawodnikami i zastanawiał się, gdzie podziała się Mae. Był na nią poniekąd zirytowany za to, że tak szybko opuściła dzisiejsze przyjęcie, a obraz jej czerwonej sukienki znikającej za drzwiami raz po raz powracał w jego myślach.

Wypadł na miasto, żeby spróbować zapomnieć o wszystkim. A teraz utknął tutaj, słuchając, jak ta dziewczyna opowiada o tym, jak widziała przyłożenie w dziewiątej zmianie. Nie mógł powstrzymać cichego śmiechu pod nosem. Uniosła brew, patrząc na niego pytająco. Odchrząknął i pozwolił jej kontynuować. Jonas był przyzwyczajony do takich kobiet. Udawały, że zależy im na baseballu, starając się mu zaimponować. Wiedział, że tak naprawdę nie interesują się nim. Interesowało je to, kim jest i kogo zna. Właśnie dlatego z takich nocy nigdy nie wynikało nic poważnego i dokładnie tak mu odpowiadało.

Dostrzegł Chada po drugiej stronie baru i rzucił mu spojrzenie, które można było odczytać jedynie jako wołanie o pomoc. Chad skinął głową ze zrozumieniem, dopił drinka i podszedł do Jonasa. Był jednym z weteranów w drużynie i przez lata połączyła ich solidna przyjaźń. Mimo że był najstarszy w zespole, Chad wciąż świetnie sobie radził — zarówno na boisku, jak i poza nim.

— Hej, szefie. Przepraszam, że przeszkadzam, ale mam kogoś, kogo musisz poznać.

Rudowłosa zmierzyła Chada wzrokiem, który złagodniał, gdy tylko zorientowała się, kim on jest. Jej zainteresowanie jeszcze bardziej wzrosło. — Czy ty nie jesteś...?

Zanim zdążyła dokończyć, Chad jej przerwał. — To sprawy służbowe, skarbie.

Jonas spojrzał na nią z taką dozą żalu, na jaką zdołał się zdobyć, wewnętrznie oddychając z ulgą.

— Obowiązki wzywają — powiedział Jonas z lekkim salutem, po czym odwrócił się, by odejść.

— Ale nie wziąłeś mojego numeru! — zawołała za nim, gdy się oddalali.

— Dzięki, stary — powiedział, klepiąc Chada po plecach.

— Poznaję wołanie o pomoc, kiedy tylko je zobaczę. Chociaż... ona była całkiem niezła. O co chodziło? — zapytał Chad, spoglądając przez ramię.

— Powinieneś wrócić i z nią pogadać. Sam zobaczysz. Ona jest przekonana, że piłka do baseballu jest brązowa i ma sznurowadła.

Chad wybuchnął śmiechem. — Aż tak źle, co?

— Nie masz pojęcia.

Chad poprowadził Jonasa na drugą stronę baru, gdzie większość zawodników drużyny stała przy dużym, wysokim stoliku, grając w gry alkoholowe. Wszyscy wyprostowali się nieco na widok nadchodzącego Jonasa.

— Spocznij, panowie — powiedział Jonas.

Zaśmiali się niepewnie.

— Wyluzujcie, chłopaki — rzekł Chad, klepiąc dwóch graczy po plecach. — Niech szef też się przyłączy.

Drużyna zrobiła miejsce, by Jonas mógł przysiąść się do stołu.

— Barmanko! Jeszcze jedno piwo! — krzyknął Chad. Kobieta skinęła głową. Była do tego przyzwyczajona. Drużyna często tu bywała. Wkrótce Jonas trzymał w ręku drinka i grał w quarters. Reszta gości baru przyglądała się swojej hałaśliwej, ale uwielbianej drużynie i jej właścicielowi.

— Ooo, tak! — krzyknął Nico, uderzając dłońmi w stół. Udało mu się wrzucić monetę do kubka. Podniósł szklankę pełną piwa i zaczął się zastanawiać, komu ją wręczyć. Napotkał wzrok Jonasa i uśmiechnął się psotnie. — Proszę bardzo, szefie. — Przesunął piwo w stronę Jonasa.

Jonas uniósł ręce w geście protestu, ale drużyna zaczęła skandować: — Pij! Pij! Pij!

Pokręcił głową i przyłożył szklankę do ust. To było niedorzeczne, ale dobrze się bawił. Szybko wypił piwo i odstawił szklankę z hukiem na stół przy wiwatach drużyny.

— Więc to były te bardzo ważne sprawy służbowe, którymi musiałeś się zająć? — Czyjś głos przerwał im grę. Jonas spojrzał w górę i zobaczył rudowłosą, przed którą niedawno uciekł. Wzruszył ramionami i posłał jej przepraszający uśmiech.

— Zostawiłeś ją całkiem samą? — zapytał Nico, przysiadając się do kobiety. Uśmiechnęła się do Nico, patrząc na niego spod rzęs. Skinęła głową, udając smutek.

— Ja dotrzymam ci towarzystwa — powiedział Nico, po pijanemu prowadząc ją do baru. Zachichotała i objęła go ramionami.

— Zapomnij o nim — powiedział Kenny, łącznik drużyny, machając na nich ręką. — Gramy kolejną rundę?

Jonas zerknął na zegarek. Było tuż po dwudziestej trzeciej. Nie chciał psuć zabawy, zwłaszcza że drużyna nigdy wcześniej nie czuła się tak swobodnie w jego towarzystwie. Ale jutro mieli mecz i musiał być odpowiedzialny. Był ich szefem. — Myślę, że czas kończyć. Jutro ważny mecz.

Kenny odchylił głowę do tyłu i jęknął, po czym powiedział: — Tak jest, szefie. Pójdę powiedzieć Romeowi, że zaraz trzeba się zbierać. — Skinął głową w stronę baru, gdzie Nico i rudowłosa już się obściskiwali. Jonas i chłopaki stali przy stole, rozmawiając o jutrzejszym meczu i kończąc ostatnie piwa, gdy przy barze usłyszeli poruszenie.

— Kto to jest?! — krzyknął jakiś mężczyzna.

Jonas słyszał głos Nico: — Sorki, stary. Dopiero dzisiaj się poznaliśmy.

— O szlag — powiedział Kenny. — Wygląda na to, że nasz chłopak ma kłopoty.

Jonas zaczął przepychać się przez tłum. Ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował, było to, by jeden z jego zawodników odniósł kontuzję przed ważnym meczem. Poza tym nie miał ochoty na kolejny incydent z Nico. Ten facet wiecznie pakował się w kłopoty.

Gdy Jonas zbliżył się do baru, zobaczył krępego mężczyznę z gęstym wąsem, który patrzył z nienawiścią na Nico, podczas gdy rudowłosa stała pośrodku z miną spłoszonej sarny.

— Kim ty, kurwa, jesteś? — zapytał mężczyzna, wbijając palec w pierś Nico.

Jonas był już prawie na miejscu. Musiał tylko przecisnąć się przez jeszcze kilka osób.

— Aaa, wiesz co? Chyba cię znam. Jesteś tym przemądrzałym miotaczem — powiedział sarkastycznie mężczyzna.

— Sam to powiedziałeś, stary. Nie ja.

— Roger. Uspokój się — błagała rudowłosa.

— Myślisz, że możesz sobie tak po prostu łazić po Bostonie i robić, co chcesz, bo rzucasz piłką? — zapytał Roger, trzymając twarz centymetry od twarzy Nico.

Jonas w końcu przepchnął się przez gapiów i stanął obok Nico. Roger cofnął się odrobinę.

— Może po prostu trochę ochłoniemy — powiedział Jonas, unosząc ręce. — O co tutaj chodzi?

— Ten gnojek pchał język do gardła mojej narzeczonej — powiedział Roger, kiwając głową w stronę Nico.

Nico posłał Jonasowi niewinny uśmiech i wzruszył ramionami.