Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
100 osób interesuje się tą książką
ONA ZACZĘŁA NOWE ŻYCIE.
ON NIE POTRAFI PORZUCIĆ STAREGO.
OLIVIA
Gdy po wypadku Olivia traci pamięć, z jej życia wraz ze wspomnieniami znika William i wszystko, co ich łączyło. Chłopak, którego kiedyś kochała, staje się dla niej kimś obcym, ale w otoczeniu dziewczyny pojawia się ktoś z przeszłości, kto pomaga jej na nowo odnaleźć się w świecie.
WILLIAM
William Hunter kochał tylko szybkie samochody i adrenalinę – do momentu, gdy poznał Olivię Parker. Nie miała nic wspólnego z jego światem, a jednak połączyło ich uczucie, o którym on nie chce zapomnieć. Choć teraz w życiu Olivii nie ma już dla niego miejsca, William jest gotów zrobić wszystko, by ją odzyskać.
Świat pełen prędkości, ryzyka i niebezpieczeństw może okazać się zbyt wrogi, by pozwolić tej miłości narodzić się na nowo.
Zwłaszcza że jest ktoś, komu zależy, by do tego nigdy nie doszło.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 426
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Los czasami wystawia miłość na próbę, każąc nam przejść przez płomienie, mrok czy samotność. Zdarza się też, że odbiera nam kogoś tylko po to, byśmy zrozumieli, jak wielką miał on dla nas wartość. Ale może właśnie w tym tkwi sens. Może miłość nie ma być łatwa, oczywista czy przewidywalna. Może ma być testem – ogniem, który oczyszcza, bólem, który uczy, i cudem, który przynosi odkupienie.
A jeśli taka jest cena prawdziwej miłości – zapłacę ją.
Bo nawet gdyby przyszło mi podążyć najciemniejszymi ścieżkami, choćbym musiała zgubić się po drodze tysiące razy – odnajdę tę miłość. Bo William Hunter był, jest i zawsze będzie duszą mi przeznaczoną.
Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze, próbując dostrzec jakiekolwiek oznaki tego, kim byłam jeszcze kilka miesięcy temu. Moja twarz wyglądała znajomo – te same rysy, te same oczy, które znałam od zawsze. A jednak teraz było w nich coś obcego.
Ktoś żył moim życiem, podejmował za mnie decyzje, śmiał się, płakał, może nawet kochał… a ja nie miałam pojęcia, kim ta osoba była.
Nie pamiętałam kilku ostatnich miesięcy, lecz istniało coś znacznie gorszego niż dziura w pamięci. To wyrwa w sercu, puste miejsce, którego nie dało się wypełnić. Zastanawiałam się, kim byłam w tym czasie. Czy odnalazłam szczęście? Czy stałam się lepsza, odważniejsza? A może wręcz przeciwnie?
Lecz to właśnie myśl, że mogłam być szczęśliwa – naprawdę szczęśliwa – i teraz tego nie czuć, bolała mnie najbardziej.
Amnezja to nie tylko brak wspomnień – to brak samej siebie, brak własnej tożsamości. Patrzysz na swoje życie jak na zdjęcia znalezione w cudzym albumie. Widzisz twarze, uśmiechy, wyjątkowe chwile, ale nie potrafisz odczytać z nich emocji. Nie wiesz, co wtedy czułaś, co sprawiało, że rano chciałaś wstać, albo co odbierało ci oddech. Miałam wrażenie, jakbym każdego dnia próbowała ułożyć układankę z niepasujących do siebie kawałków, bo brakowało mi kilku najważniejszych fragmentów – tych, które nadają całości sens.
Najbardziej bolało jednak to, że wciąż nie wiedziałam, czy chcę je odnaleźć. Bo co, jeśli trudno będzie mi przełknąć prawdę? Jeśli nie zdołam unieść tego ciężaru?
A jednak tęskniłam – za sobą, za prawdą i za życiem, które mi umknęło. I nie zamierzałam odpuścić, dopóki się nie dowiem, kim byłam oraz kim jestem.
Wysiadłam z auta i uniosłam głowę, aby spojrzeć na dom, który od zawsze był dla mnie symbolem bezpieczeństwa. Wciąż stał dumnie na końcu asfaltowej drogi, choć czas zdawał się zostawiać na nim kolejne ślady. Jego białe ściany wymagały już odświeżenia – miejscami farba zaczynała się łuszczyć pod wpływem wilgoci i słońca, a granatowy dach, kiedyś lśniący, wyglądał teraz szaro i matowo.
– Gotowa? – Głos Jamesa wyrwał mnie z zamyślenia.
Wciągnęłam powietrze głęboko do płuc, pozwalając zapachowi mroźnego popołudnia zmieszać się z wonią wilgotnej ziemi i starego drewna. Odwróciłam się powoli i spojrzałam na brata. Stał przy bagażniku swojego zielonego Dodge’a i wyciągał z niego moją torbę z ubraniami ze szpitala.
– Gotowa – odpowiedziałam, choć nie byłam pewna, czy mówię prawdę.
To, że James tu był, wydawało mi się bardziej nierealne niż wszystko, co działo się w ostatnich dniach w moim życiu. Poprzednio widziałam go cztery lata temu, zanim zniknął bez słowa, a teraz stał przy mnie, chociaż już zaczynałam wątpić, czy kiedykolwiek go jeszcze spotkam. Czasami, gdy myślałam o tym, jak bym się zachowała, gdybym go ponownie zobaczyła, wyobrażałam sobie, że nasza kolejna rozmowa będzie pełna gniewu, oskarżeń, może nawet łez. A jednak teraz, stojąc naprzeciw niego, nie czułam żadnej z tych emocji. Byłam zbyt zmęczona i zagubiona, by sięgać do mrocznej przeszłości i się na niego złościć.
– Idziemy? – zapytał, następnie zamknął bagażnik i zarzucił torbę na ramię.
Skinęłam głową, obróciłam się i ruszyłam w stronę domu. Gdy przekroczyłam jego próg, czas zatrzymał się na ułamek sekundy. Powietrze było ciężkie, ale jednocześnie niosło woń wspomnień. Pachniało drewnem i czymś ulotnym, co zawsze kojarzyło mi się właśnie z tym miejscem. Rozejrzałam się po salonie, a mój wzrok niemal odruchowo przesuwał się po dobrze mi znanych przedmiotach: zgaszona lampa przy sofie, stos książek na półce, obdrapana kanapa i wysłużony dywan. Nic się nie zmieniło – wszystko wyglądało dokładnie tak, jak zapamiętałam.
– Zaniosę torbę do twojego pokoju – mruknął James, przemykając przez korytarz.
– Zostaniesz ze mną, prawda? – wypaliłam nagle. Słowa te wyrwały się pod wpływem impulsu, ale gdy już je wypowiedziałam, poczułam ulgę.
Mój brat zatrzymał się w miejscu i spojrzał na mnie z wyraźnym zaskoczeniem w oczach.
– Chcesz, żebym został? – zapytał zbity z tropu.
– A dokąd miałbyś pójść?
Prawda była taka, że naprawdę chciałam, by dotrzymał mi towarzystwa. Jego obecność, choć niespodziewana, sprawiała, że nie musiałam się sama użerać z całym tym chaosem.
– Nie byłem pewien, czy po takim czasie się zgodzisz, żebym w ogóle tu wrócił – wyznał, spuszczając na moment wzrok.
Zrobiłam krok w jego stronę i zmusiłam go do spojrzenia mi prosto w oczy.
– Przecież jesteś moim bratem. To, co było wcześniej, już nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, że teraz tu jesteś.
– Naprawdę chcesz, żebym z tobą zamieszkał? – dopytał, jakby taka możliwość nigdy wcześniej nie przeszła mu przez myśl.
– To również twój dom – zapewniłam, kładąc powoli rękę na jego ramieniu. – A ja już ci wybaczyłam.
Na chwilę zamarł, a potem torba, którą trzymał w dłoni, spadła na podłogę. Zrobił krok w moją stronę i mocno mnie przytulił. Jego oddech przyśpieszył, jakby walczył z emocjami, które próbowały się przebić na powierzchnię.
– Dziękuję – wyszeptał, odsunąwszy się nieznacznie. – Zaniosę to na górę. – Pochylił się, by zgarnąć torbę z podłogi, a zanim zniknął na piętrze, posłał mi pełen wdzięczności uśmiech.
W tym momencie byłam już pewna, że James żałował opuszczenia mnie przed laty.
Zostałam sama. I nagle świadomość wyrwy w mojej pamięci zaczęła mnie ponownie przytłaczać, lecz tym razem, zamiast pozwolić temu uczuciu przejąć nade mną kontrolę, szybko ruszyłam do kuchni, by zająć myśli czymś innym.
Tam również wszystko było na swoim miejscu – drewniane szafki, z których farba zaczęła miejscami odpryskiwać, stara kuchenka gazowa oraz lodówka pokryta magnesami przywiezionymi z miejsc, w których kiedyś byłam z rodzicami.
Nagle przypomniałam sobie o czymś, co miało dla mnie ogromne znaczenie. Bez wahania otworzyłam jedną z górnych szafek, odsunęłam pudełka z herbatą i sięgnęłam po ukrytą za nimi dużą, metalową puszkę. Wstrzymałam oddech, gdy uniosłam wieczko. W środku zamiast skromnych oszczędności, które zapamiętałam, znalazłam plik banknotów, znacznie grubszy, niż się spodziewałam.
Czy naprawdę udało mi się aż tyle uzbierać z napiwków i pracy w warsztacie?
Usłyszałam skrzypienie schodów, więc szybko zamknęłam puszkę i odłożyłam ją na miejsce. Ledwo zdążyłam ją zakryć, gdy w progu kuchni pojawił się James.
– Głodna? – zapytał, z uśmiechem opierając się o framugę. – Zrobiłem makaron.
– Twoje popisowe danie? – Uniosłam brew, a kącik moich ust drgnął w półuśmiechu na wspomnienie tego smaku.
– Oczywiście – oznajmił dumnie. – Zawsze miałem talent do robienia czegoś z niczego.
Wcześniej poprosiłam Jamesa, by zajrzał do domu i przywiózł mi coś na przebranie – kilka czystych ubrań, w których wyjdę ze szpitala i wrócę do normalności. Te, w których tam trafiłam, skończyły w śmietniku. Były brudne, podziurawione, nie do odratowania. Nie spodziewałam się, że brat w tym czasie dodatkowo przygotuje posiłek, bym miała co zjeść po powrocie. Mile mnie tym zaskoczył.
Usiadłam przy stole, a James sięgnął po dwa talerze. Najpierw nałożył na nie wcześniej ugotowany makaron, a następnie polał go sosem, który właśnie podgrzał. Postawił przede mną porcję, a ja dałam się oczarować tej woni. Danie pachniało dokładnie tak, jak zapamiętałam – pomidorami, bazylią i nutą sekretnego składnika.
– Smacznego – rzucił z uśmiechem, a ja dopiero teraz sobie uświadomiłam, jak bardzo brakowało mi jego osoby.
Byłam rozdarta na tysiąc różnych sposobów, a każdy z nich ciągnął mnie w inną stronę. James wrócił po czterech latach – po tylu dniach, kiedy sądziłam, że nigdy więcej go nie zobaczę. Był tutaj. Siedział naprzeciwko mnie. I mimo wszystkiego, co mówił, mimo tego, jak bardzo to wszystko było poplątane – cieszyłam się z jego obecności.
Parę tygodni po zniknięciu przestałam go szukać. Uznałam, że skoro mnie porzucił, to muszę nauczyć się żyć bez niego. Ale tak naprawdę nieobecność brata była jak pustka, której nie potrafiłam wypełnić niczym innym.
James pojawił się akurat w momencie, kiedy moje życie zamieniało się w jedną wielką katastrofę. Od wypadku nic nie było takie, jak powinno. Kilka miesięcy życia wyparowało z mojej pamięci, jakby ktoś po prostu mi je brutalnie odebrał. Każdy dzień po wypadku był przepełniony dezorientacją, frustracją, poczuciem, że wszystko, co wiem o sobie i swoim życiu, jest tylko cieniem tego, co rzeczywiście miało w nim miejsce. I wtedy zjawił się James. Podarował mi namiastkę mojego starego świata. Dzięki temu zyskałam nadzieję, że być może dam radę zbudować swoją tożsamość na nowo. Lecz zanim to nastąpi, będę musiała wyciągnąć z niego odpowiedzi na pytania, które wciąż mnie dręczyły.
– Nie jesz? – zapytał, widząc moje zawieszenie.
Odłożyłam widelec na krawędź talerza i oparłam łokcie na stole. Wiedziałam, że powinniśmy porozmawiać, bo odwlekanie tego niczego nie zmieni. Czułam też, że to nie będzie łatwa rozmowa.
– James… – zaczęłam cicho. – Wiesz, że musimy pomówić o tym, co się stało.
– Kiedyś – rzucił krótko, urywając temat.
– Nie, nie kiedyś – odparłam bardziej zdecydowanym tonem. – Nadal nic z tego nie rozumiem. Musisz mi wszystko opowiedzieć.
– To wszystko jest bardzo skomplikowane…
– Więc wyjaśnij mi to jak najprościej – naciskałam.
– Już ci przecież tłumaczyłem – burknął i odchylił się na krześle, krzyżując ramiona w obronnym geście.
– Chcę wiedzieć dokładnie, co się stało! Nie zadowala mnie wersja, że opuściłeś mnie, bo jakiś chory facet kazał ci tak zrobić. To nie ma sensu.
– Ale tak było! – uniósł głos. – Mówiłem ci już, że po prostu zadarłem z niewłaściwymi ludźmi.
Pochyliłam się w jego stronę, czując, jak rośnie we mnie irytacja.
– Ale co zrobiłeś, James?
– Nie chcę teraz o tym rozmawiać – warknął, zrywając się na równe nogi.
– Nie! – Uderzyłam pięścią w stół. – Usiądziesz z powrotem i wszystko mi wytłumaczysz!
Westchnął ciężko, jakby w tym jednym dźwięku chciał zawrzeć całą swoją frustrację ostatnich lat.
– To co chcesz wiedzieć? – zapytał i opadł znów na krzesło.
Przełknęłam ślinę, próbując opanować drżenie rąk.
– Co takiego zrobiłeś tym ludziom, że wygnali cię z miasta?
– Byłem zagubiony… – zaczął cicho. – Robiłem złe rzeczy, jednak jestem już innym człowiekiem, więc nie ma co do tego wracać…
– Ale co zrobiłeś? – drążyłam nieustępliwie.
Jego ramiona opadły. Znał mnie na tyle, że wiedział, iż nie odpuszczę – byłam taka cztery lata temu i to się nie zmieniło. Wziął więc głęboki oddech, uniósł głowę i spojrzał mi w oczy ze świadomością, że nie ma innego wyboru: tym razem powinien powiedzieć całą prawdę.
– Miałem problem z narkotykami – przyznał ze wstydem w oczach. – Straciłem nad tym kontrolę i musiałem brać codziennie. Narobiłem sobie dużo długów i zadarłem z niewłaściwymi ludźmi.
Próbowałam to zrozumieć, ale wciąż brakowało mi kontekstu całej tej sytuacji.
– Z tym… Williamem? – zapytałam, ale on pokręcił głową.
– Nie. Przynajmniej nie wtedy.
– Więc z kim? – Zmarszczyłam brwi.
James uniósł rękę, próbując uciąć temat.
– Nie chcę ci teraz mieszać w głowie.
– W głowie to ja mam akurat jedną wielką pustkę! – powiedziałam głośniej, niż zamierzałam.
– Moja przeszłość nie ma z tym nic wspólnego!
– Ma, do cholery! Chcę wiedzieć, dlaczego mnie opuściłeś!
– To już bez znaczenia. Teraz liczy się tylko to, że…
– Dla mnie ma to ogromne znaczenie – przerwałam mu, prostując się. – Posłuchaj teraz uważnie. Chcę przypomnieć sobie wszystko. A powrót do początku i zrozumienie tego, co było przedtem, może mi to ułatwić.
– Dobra… – mruknął zrezygnowany. – Powiem ci, ale obiecaj, że to nic między nami nie zmieni.
– Obiecuję.
Jego spojrzenie stało się szkliste. Wiedziałam od początku, że ta rozmowa nie będzie łatwa ani dla mnie, ani dla niego, niestety musieliśmy ją odbyć, by móc ruszyć dalej.
– Przez moje uzależnienie narobiłem sobie długów u niebezpiecznych ludzi – zaczął powoli. – Po jakimś czasie zaczęli domagać się tych pieniędzy z dużymi odsetkami. W wyścigach szło mi coraz gorzej, więc nie zarabiałem już tyle, a kwota rosła. Zwróciłem się wtedy do rodziców, a oni pomogli mi to wszystko spłacić, ale sami się przy tym zadłużyli. Nie mogłem ich dalej prosić o wsparcie, więc zwróciłem się do Williama.
– Williama Huntera? Twojego wroga? – Zmarszczyłam czoło.
– Nie… Wtedy byliśmy przyjaciółmi – przyznał.
– Przyjaciółmi? – zapytałam zdezorientowana.
– No dobra… Może to za dużo powiedziane. Po prostu byłem w jego ekipie, a kiedy wszystko zaczęło mnie przerastać, poprosiłem go o przysługę.
– A on zamiast pomóc, kazał ci wyjechać? – upewniłam się, choć coś mi w tej historii nie pasowało.
– Tak. Tak właśnie było – odparł, ale ja miałam wrażenie, że wciąż nie mówi mi całej prawdy. – William ma potężne kontakty. Gdybym został… on i jego ludzie nie daliby mi spokoju.
– To nie ma sensu. Dlaczego twój znajomy miałby cię wygnać z miasta, zamiast ci pomóc?
James odwrócił wzrok, zaciskając szczękę.
– Bo taki właśnie jest. William Hunter to niebezpieczny i nieprzewidywalny człowiek. Dopiero wtedy to zrozumiałem. A z kimś takim jak on naprawdę lepiej nie zadzierać.
– I ty tak posłusznie wyjechałeś? Bo jakiś człowiek ci kazał? – rzuciłam sarkastycznie.
– To nie jest jakiś człowiek, Olivio – przerwał mi ostro. – To William Hunter.
– Mówisz tak, jakby był panem świata – prychnęłam.
– Jeśli William weźmie kogoś na celownik… nikt w jego otoczeniu nie jest bezpieczny.
– I gdzie byłeś przez ten cały czas? – zapytałam, próbując utrzymać spokojny ton, choć w środku aż się gotowałam.
– Znalazłem nowych przyjaciół.
– Następny gang? – zażartowałam, ale na te słowa mina momentalnie mu zrzedła. – Naprawdę? Wpakowałeś się do kolejnego gangu?!
– Oni mi pomogli! – wybuchnął, jakby bronił swojego honoru. – Pomogli mi wyjść z długów!
– Szkoda, że nie ze wszystkich! – krzyknęłam na niego. – Wiesz, że to ja musiałam spłacać należności po rodzicach?
– Nie wiedziałem – wyznał cicho. – Przepraszam cię za to. Ale ogarnę sprawę. Obiecuję.
– Ogarniesz? – zaśmiałam się nerwowo.
– Tak, Liv.
– Niby w jaki sposób? – prychnęłam.
– Scott, mój przyjaciel, wisi mi kasę. Jak tylko mi ją odda, natychmiast spłacę ten dług.
– Scott? – powtórzyłam nieufnie. – Czyżby kolejny kolega z jakiegoś chorego gangu?
– Olivio, ci ludzie są inni, niż myślisz. To oni mnie przygarnęli i nadali sens mojemu życiu!
Nie mogłam powstrzymać się od gorzkiego śmiechu.
– Gang nadał sens twojemu życiu? – powtórzyłam z niedowierzaniem, patrząc na niego jak na kogoś, kto kompletnie stracił rozum.
James zacisnął usta w wąską linię, a jego szczęka drgnęła nerwowo.
– To dobrzy ludzie – powiedział tym razem spokojniej.
– I ty naprawdę w to wierzysz? – zapytałam z ironią.
– Sama też w to wierzyłaś – odpowiedział, patrząc mi prosto w oczy.
Jego słowa były jak cios w żołądek. Wyprostowałam się gwałtownie, gapiąc się na niego szeroko otwartymi ze zdumienia oczami.
– Co takiego? – syknęłam. – Co masz na myśli?
James odchylił się na krześle, a jego spojrzenie stało się chłodniejsze.
– Poznałaś ich – wypalił nagle, a mnie wręcz zamurowało.
– Co? – wykrztusiłam, czując, jak cała krew odpływa mi z twarzy.
– Teraz tego nie pamiętasz, ale jednemu z nich nawet pomogłaś w ulepszeniu auta do wyścigów – dodał, a w jego głosie nie było już wahania.
Pokręciłam głową, próbując odeprzeć te słowa.
– Nie – zaprzeczyłam stanowczo. – To niemożliwe. Od śmierci Nicolasa nie ulepszam silników.
James oparł łokcie na stole i nachylił się w moją stronę.
– Mylisz się. Nie tylko ja się zmieniłem, ty również.
Coś we mnie pękło.
Wszystkie wspomnienia związane z Nicolasem, z tamtym dniem, gdy zginął przez moje modyfikacje, nagle wróciły do mnie z taką siłą, że ledwo byłam w stanie oddychać.
– To niemożliwe – powtórzyłam i aż wstałam. – Nigdy bym tego nie zrobiła. Nigdy bym nie wróciła do ulepszania samochodów po tym, co się stało. To przeze mnie Nicolas zginął! Nie mogłabym…
– Ale to zrobiłaś.
Potrząsnęłam głową, jakby ten gest mógł wymazać jego słowa.
– Nigdy bym nie pomogła gangowi! – syknęłam, a moje serce biło tak szybko, że wydawało mi się, iż zaraz eksploduje.
– Ty nie tylko im pomagałaś. Dołączyłaś do nich.
Zamarłam. Moje nogi nagle zrobiły się jak z waty. Byłam tak oszołomiona, że musiałam oprzeć się o stół i ponownie usiąść, by nie paść na podłogę.
– To niemożliwe, James – wyszeptałam, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. – Skąd ty mógłbyś to niby wiedzieć?
Jego spojrzenie stało się ostre, niemal wyzywające.
– Bo ja też do nich należę – odparł, a te słowa zabrzmiały jak wyrok.
Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia. Nie wiedziałam, czy bardziej zaskoczył mnie jego ton, czy treść tej wypowiedzi.
– Skoro podobno należeliśmy do tego samego gangu… to jakim cudem spotkaliśmy się dopiero w dzień mojego wypadku?
– Bo się ukrywałem.
Wstałam od stołu, gwałtownie odsuwając krzesło. Miałam już tego dosyć. Wszystkiego. Rozmowy, mojego brata i rewelacji, pozbawionych jakiegokolwiek sensu.
– Niezłą bajeczkę mi tutaj sprzedajesz – warknęłam, niemal plując słowami. – Nie wiem, co chcesz tym osiągnąć, ale ja się na to nie nabiorę.
Odwróciłam się na pięcie, gotowa wyjść z kuchni.
– Mogę to udowodnić! – krzyknął za mną.
Zatrzymałam się w pół kroku. Powoli się odwróciłam i spojrzałam na niego.
– Niby jak? – zapytałam chłodno, krzyżując ramiona na piersi. – Jak niby chcesz to udowodnić?
– Pokażę ci auto Lucasa. To jeden z nas – powiedział spokojnie i też wstał. – Sama od razu zobaczysz, że to ty ulepszałaś mu silnik.
Moje serce stanęło na ułamek sekundy. Wiedziałam, że ma rację. Jeśli naprawdę pracowałam nad tym samochodem, bez problemu rozpoznam własne modyfikacje. Ale to było niemożliwe. Nie mogłam przecież tego zrobić.
A jeśli to prawda?, przemknęło mi przez myśl. Jeśli faktycznie do tego wróciłam?
Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach. Nie wiedziałam już, co było gorsze: możliwość, że James znowu mnie okłamuje, czy jednak ta, że faktycznie był szczery.
Byłam rozdarta. Z jednej strony chciałam wierzyć, że to wszystko to jakaś desperacka próba usprawiedliwienia siebie i swojej przeszłości przez Jamesa. Z drugiej… jakiś cichy wewnętrzny głosik mówił mi, że on może mieć rację. Ale przecież obiecałam sobie, że nie pozwolę, by moje ambicje, moje umiejętności, moje pragnienie doskonałości znów doprowadziły do tragedii. Jeśli James mówił prawdę, to kim ja, do cholery, byłam?
Czułam, że odpowiedź jest blisko, niemal na wyciągnięcie ręki, jednak bałam się po nią sięgnąć. Bo co, jeśli ta odpowiedź zmieni wszystko, co o sobie wiem?
Krążyłem nerwowo po chłodnym wnętrzu swojego garażu, jakby ciągłe przemierzanie tej trasy mogło mi przynieść jakąkolwiek ulgę. Powietrze było ciężkie, przesycone zapachem smaru i benzyny, a światło jarzeniówek rzucało ostre cienie na podłogę pokrytą plamami oleju. Moje auto stało na podjeździe – lśniące, ale martwe, jak rekwizyt na scenie, który ominęła rola życia. Pod jego maską i podwoziem czaiły się problemy, które powinienem naprawić, bo wydawało mi się to jedynym sposobem, żeby zająć czymś ręce… i przede wszystkim głowę. Łudziłem się, że rzucenie się w wir jakiejkolwiek pracy pomoże mi zagłuszyć myśli.
Moje palce drżały, kiedy sięgnąłem po klucz płaski, ale go odłożyłem, a po chwili z powrotem podniosłem. Nie mogłem się zdecydować, od czego zacząć. Chciałem naprawić hamulce, które Scott przeciął przed naszym wyścigiem, niestety nie potrafiłem się na niczym skupić, ponieważ wciąż dręczyły mnie wspomnienia.
Wypadek Olivii był jak scena, która nieustannie przewijała się w mojej głowie, nie dopuszczając jakichkolwiek innych obrazów. Jej motocykl, jej sylwetka znikająca za zakrętem, a potem dźwięk, który przerwał wszystko. Mógłbym przysiąc, że słyszałem wtedy, jak moje serce pęka na pół, choć może to był tylko dźwięk upadającego ciała.
Jechałem wtedy za nią. Chciałem z nią porozmawiać. Wyjaśnić wszystko, z dala od setek spojrzeń, które się w nas wpatrywały. Ale nie dogoniłem jej. Przynajmniej nie na czas.
Przycisnąłem dłonie do oczu, jakby to mogło zatrzymać retrospekcje. Wiedziałem, że to moja wina. To ja sprowokowałem tę kłótnię i to ja nie zdołałem jej powstrzymać przed wejściem na motocykl z gniewem buzującym pod skórą.
Po raz pierwszy tak bardzo mi na kimś zależało. Nie wiedziałem, że można czuć coś tak intensywnego – aż do momentu, gdy pojawiła się Olivia. Do tamtej pory żyłem, nie rozumiejąc, czym jest miłość. Myślałem, że to coś, co zdarza się innym – ludziom bardziej… wartościowym? Lepszym? Ale dzięki Olivii uwierzyłem, że i ja mogę się taki stać.
Kochałem ją, choć czasem trudno było mi to zrozumieć. Kochałem jej śmiech, nawet kiedy wybuchała nim z byle powodu. Kochałem jej głos, nawet wtedy, gdy krzyczała na mnie wściekła. Kochałem jej dłonie – wiecznie ubrudzone smarem, a jednak najdelikatniejsze, jakie znałem. Kochałem jej spojrzenie, w którym było więcej odwagi niż u całej armii żołnierzy. Kochałem w niej wszystko. Bo i ona była dla mnie wszystkim.
Gdyby ktoś powiedział mi wcześniej, że będę dla kogoś tak ważny, uznałbym to za kiepski żart. Życie mnie nauczyło, że miłość to luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić. A już na pewno nie ja. Nie miałem nic do zaoferowania, żadnych wielkich zalet, którymi można by się pochwalić. Byłem jednym wielkim chaosem, człowiekiem utożsamianym z problemem, którego lepiej unikać. A jednak w jej oczach dostrzegłem nowego siebie. Bo patrzyła na mnie, jakby wszystkie moje błędy, moje potknięcia, moja ciemność nie były dla niej czymś odpychającym, ale częścią mnie, którą ona akceptowała.
Czasem myślałem, że Olivia jest zbyt dobra, by być prawdziwa. Że to tylko sen, który prędzej czy później się skończy. Ale wtedy ona dotykała mojej dłoni, a jej spojrzenie mówiło: „Jestem tu i nigdy cię nie opuszczę”.
Nagle zacząłem wierzyć, że może jednak zasługuję na szczęście i miłość. Że zasługuję na nią. A chociaż bałem się tego uczucia jak niczego wcześniej, wiedziałem, że nie mogę pozwolić jej odejść. Nawet jeśli miała mnie kiedyś zostawić, chciałem wykorzystać każdą sekundę, jaką mogłem z nią spędzić. Bo w jej oczach po raz pierwszy zobaczyłem, kim naprawdę mogę się stać. Ale teraz… Teraz patrzyłem na swoje drżące dłonie, na klucz, który wypadł mi z rąk, i czułem, jak wszystko, co do tej pory budowałem, rozpada się na kawałki.
Ona przeżyła. To powinno mnie cieszyć, prawda? A jednak świat i tak znalazł sposób, by mi ją odebrać. Nie umiałem się z tym pogodzić. Olivia żyła, jednak mnie nie pamiętała. Wypadek zabrał nie tylko jej wspomnienia, ale i tę więź, którą tak długo pielęgnowaliśmy. Nasze chwile – pierwszy pocałunek, noce spędzone na rozmowach o wszystkim i o niczym, śmiechy, kłótnie – wszystko to zniknęło. Dla niej nigdy się nie wydarzyło.
Patrzyłem na nią, gdy obudziła się po raz pierwszy od wypadku, a jej oczy – te same, które kiedyś wypełniały się ciepłem na mój widok – były wobec mnie obce. Obce i chłodne.
Czy istnieje coś gorszego niż utrata ukochanej osoby? Tak, istnieje. To moment, w którym patrzysz na nią i wiesz, że dla niej nic nie znaczysz.
Kim jesteś?, zapytała, a moje serce rozpadło się na jeszcze drobniejsze kawałki. Bo niby w jaki sposób miałem na to odpowiedzieć, skoro zrozumiałem, że stałem się dla niej obcym mężczyzną? Jak mogłem jej wyjaśnić, że jeszcze chwilę wcześniej byliśmy dla siebie… wszystkim?
Zacisnąłem pięści, czując, jak paznokcie wbijają mi się w skórę. Zerknąłem na auto i uświadomiłem sobie, że dziś nie naprawię ani hamulców, ani niczego innego. Sam byłem teraz zbyt zepsuty, żeby cokolwiek reperować.
Nagle ryk silnika przerwał ciszę, która wypełniała mój garaż, a po chwili usłyszałem, jak pojazd zatrzymuje się na podjeździe. Zamarłem w bezruchu. Ten dźwięk… Ten samochód… Wiedziałem, co to za auto, zanim jeszcze je zobaczyłem.
Zielony Dodge Challenger.
Przez chwilę moje myśli poszybowały w kierunku nadziei. Czy możliwe, że to Olivia? Czy mogła pożyczyć auto od brata? A może, choć to wydawało się nierealne, przypomniała sobie wszystko i przyjechała tutaj, aby wyciągnąć mnie z tej ciemnej otchłani, w której tkwiłem od czasu jej wypadku?
Ale wtedy drzwi samochodu się otworzyły, a krótki moment ulgi minął, nim zdążyłem się nim ogrzać. Z auta wysiadł James Parker, jego twarz była wykrzywiona w półuśmiechu, a w oczach tliła się arogancka pewność siebie. Zamknął drzwi Dodge’a, wsunął ręce do kieszeni skórzanej kurtki i ruszył w moją stronę. Szedł spokojnie i kontrolował każdy krok, ale wiedziałem, że to jedynie fasada.
– Dzień dobry, Williamie – rzucił, jakbyśmy byli starymi znajomymi, którzy przypadkiem spotkali się po latach.
– Co tu robisz? – zapytałem szorstko. Skrzyżowałem ręce na piersi, próbując wyglądać na bardziej pewnego siebie.
– Chyba musimy porozmawiać, nie uważasz?
– Ty chcesz rozmawiać? – prychnąłem, robiąc krok w jego stronę. – Jesteś kłamcą i manipulatorem. Nie zapominaj, że byłem przy tym, gdy próbowałeś wmówić Olivii te wszystkie obrzydliwe rzeczy na mój temat.
Jego uśmiech zniknął, a spojrzenie stało się ostre, niemal przeszywające.
– Nie mam pojęcia, co chciałeś osiągnąć przez zbliżenie się do mojej siostry, ale…
– Skąd miałem wiedzieć, że to twoja siostra?! – przerwałem mu.
– I myślisz, że ci uwierzę? – rzucił chłodno. – Jestem pewien, że chciałeś się na mnie odegrać. Tylko nie rozumiem dlaczego. Nie mogłeś przecież wiedzieć, że dołączyłem do Scotta. Zbyt dobrze to ukrywaliśmy. Więc co? Tak po prostu po czterech latach przypomniałeś sobie o tym, co zaszło, i stwierdziłeś, że wygnanie mnie z miasta było za małą karą?
– Kurwa, ja ją kocham! – krzyknąłem. Słowa odbiły się echem w dusznej atmosferze garażu.
James zbliżył się jeszcze bardziej, a do moich nozdrzy dotarł zapach dymu papierosowego osiadłego na jego kurtce.
– Masz trzymać się od niej z daleka – powiedział tonem niemal rozkazującym. – Olivia zasłużyła na kogoś lepszego.
Zaśmiałem się gorzko.
– A ty co? Pojawiasz się po tylu latach i zgrywasz zatroskanego starszego brata?
– Jestem starszym bratem – warknął. – I nie chcę, żebyś mącił w jej życiu.
– Ona jest przy mnie szczęśliwa! – wyrzuciłem z siebie.
James parsknął cicho i spojrzał na mnie z jawną pogardą.
– Na pewno namieszałeś jej w głowie! Olivia taka nie jest. Nigdy nie dołączyłaby do twojego gangu! Wiem, co myśli o takich ludziach jak wy.
Zacisnąłem szczęki, czując, jak ból pulsuje mi w skroniach.
– Jak my – poprawiłem go, celowo akcentując każde słowo. – Nie zapominaj, że sam do nas należałeś. A teraz jesteś jednym z tamtych śmieci.
Na jego twarzy pojawił się cień gniewu.
– Oni przyjęli mnie pod swoje skrzydła, gdy wy zawiedliście! Więc jeśli ktoś tu jest śmieciem… to właśnie ty.
– Próbowałem ci pomóc! Dałem ci szansę!
– Próbowałeś mnie zmienić! Nie obchodziło cię, co czuję. Dbałeś tylko o swoją reputację!
Cisza, która zapadła po jego słowach, była niemal namacalna. Staliśmy naprzeciw siebie jak dwa psy gotowe do walki, choć jeszcze trzymane na smyczy.
– Po co tu tak naprawdę przyszedłeś? – zapytałem w końcu, próbując stłumić gniew, który pulsował w moich żyłach.
– Chcę cię poinformować, że wracam do miasta – stwierdził pewny siebie. – A ty nie będziesz ani mi groził, ani nastawiał ludzi przeciwko mnie. Jeśli naprawdę zależy ci na Olivii, to pozwolisz mi przy niej być. Ona potrzebuje obecności kogoś bliskiego.
Jego słowa mnie uderzyły, ale nie zamierzałem tego po sobie pokazać. Zaśmiałem się znowu, choć tym razem mój śmiech był jeszcze bardziej gorzki.
– Kogoś bliskiego? – spytałem drwiąco. – Nie było cię w jej życiu przez tyle lat…
– A czyja to wina? – przerwał mi. – Twoja!
Zacisnąłem pięści, czując, jak rośnie we mnie gniew.
– Nie obwiniaj innych za swoje zachowanie! Wiesz, że musiałem to zrobić. Takie są zasady.
– Jestem jej jedyną bliską osobą – kontynuował, ignorując moje słowa. – A Olivia potrzebuje teraz wsparcia.
– Ma mnie! – podniosłem głos.
– Nawet cię nie pamięta – powiedział ciszej, a pełen zadowolenia uśmiech zagościł na jego twarzy. – I to jest najlepsza rzecz, jaka ją spotkała w życiu. Zapomniała o tobie, o tym waszym głupim gangu i o wszystkim, co związane z tobą.
– Przypomni sobie! – warknąłem. – Może jej pamięć szwankuje, ale ciało pamięta! Będzie pamiętało, jak pozbawiłem ją strachu przed prowadzeniem auta, jak pokochała na nowo grzebanie przy silniku, jakie emocje wzbudzała w niej prędkość i jak napędzała ją płynąca w żyłach adrenalina! A dzięki temu w końcu przypomni sobie wszystko.
James spojrzał na mnie, jakbym był dzieckiem, które nie rozumie rzeczywistości.
– Odpuść sobie. Tak będzie dla niej lepiej – odparł ze spokojem, który tylko potęgował moją złość.
Nie mogłem już dłużej stać w miejscu. Zacząłem nerwowo chodzić po garażu, a moje kroki odbijały się echem. Złość we mnie kipiała, a każde słowo Jamesa tylko podsycało ten ogień.
– Kocham ją, kurwa! – krzyknąłem, uderzając dłonią w stół z narzędziami, a metalowe klucze zabrzęczały, podskakując na blacie. – I nie spocznę, dopóki sobie nas nie przypomni!
– Nie. Zostawisz ją w spokoju. Mówię to po raz ostatni. Olivia jest wystarczająco zdezorientowana po wypadku. Nie możesz jeszcze ty mieszać jej w głowie. A poza tym… – Zawahał się na moment, ważąc kolejne zdanie. – Powiedziałem jej dzisiaj prawdę.
Zatrzymałem się w pół kroku, marszcząc brwi.
– O czym?
– O tym, dlaczego i przez kogo musiałem ją opuścić po śmierci naszych rodziców – wysyczał.
Zacisnąłem pięści tak mocno, że aż zbielały mi knykcie.
– Zwaliłeś to wszystko na mnie? – Spojrzałem na niego z całą tą wściekłością, którą starałem się stłumić.
– Powiedziałem wyłącznie prawdę. – Uniósł dumnie głowę.
– A powiedziałeś jej przy okazji, co takiego zrobiłeś, że musiałem podjąć taką decyzję?
– Tak i ona to zrozumiała.
Zaśmiałem się nerwowo, próbując jakoś rozładować narastające we mnie napięcie.
– I tak po prostu ci wybaczyła? – prychnąłem.
– Tak. Za to ciebie ma za potwora, więc lepiej się do niej nie zbliżaj.
Nie wytrzymałem. Rzuciłem się na niego, chwyciłem za T-shirt i zacisnąłem pięści na materiale, aż zaczęły trzeszczeć szwy.
– Coś ty powiedział? – warknąłem.
James spojrzał na mnie z kamienną twarzą, ale w jego oczach widziałem coś więcej – satysfakcję.
– Możesz mieć pretensje tylko do siebie, Hunter. Powiedziałem jedynie, jak było. Nie kazałem jej tak myśleć. Sama do tego doszła.
Zacząłem cały dygotać od gniewu. W mojej głowie pulsowała jedna myśl: On ją wykorzystuje, by się na mnie odegrać.
– Wyjdź stąd! – ryknąłem, odpychając go. – Wyjdź, zanim zrobię coś, czego będę żałował!
Poprawił koszulkę, która wyraźnie ucierpiała w naszym starciu, a potem się odwrócił i ruszył w stronę swojego auta. Tuż przed wejściem do Dodge’a zatrzymał się i spojrzał na mnie przez ramię.
– Nawet nie myśl o tym, aby kiedykolwiek się do niej zbliżyć – powiedział chłodno. – Twoje dni władzy w tym mieście są policzone, tak że będziesz mieć na głowie dużo więcej niż zamartwianie się o to, czy Olivia sobie o tobie przypomni.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, wsiadł do auta i odjechał, zostawiając mnie samego w garażu. Moje serce waliło jak młot, a w głowie miałem jedno: Myli się. Zdecydowanie się myli.
Olivia była moim jedynym zmartwieniem. Nic poza nią się nie liczyło.
Leżałam na miękkiej pościeli, z głową wtuloną w poduszkę, modląc się, aby w końcu udało mi się zasnąć. W pokoju panował półmrok, a światło księżyca wpadające przez uchylone okno rysowało na ścianach blade kontury, od których nie potrafiłam oderwać wzroku. W powietrzu unosił się zapach jaśminowej świeczki, który zawsze działał kojąco, jednak już od dłuższego czasu nawet to nie było w stanie mnie uspokoić. Przewróciłam się na bok, próbując znaleźć wygodniejszą pozycję, ale od kilku dni sen przychodził mi z trudem.
Nagle usłyszałam hałas. Głosy – głośne i ostre, zwiastujące potężną kłótnię. Dochodziły z dołu, a ja przez moment się zastanawiałam, czy to dzieje się naprawdę, czy to tylko urojenia spowodowane wyczerpaniem i lekami. Podniesiony głos Jamesa rozwiał wątpliwości.
Usiadłam na łóżku, zdezorientowana. Próbowałam wyostrzyć słuch, ale nagle wszystko ucichło. Wstrzymałam oddech, nasłuchując, czy to aby na pewno już koniec. Wtedy drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie i niemal uderzyły o ścianę. Podskoczyłam, a moje tętno przyspieszyło. Zaraz jednak zalała mnie ulga, gdy zobaczyłam znajomą twarz. Lily stała w progu, jej blond włosy były w nieładzie, a oczy wyglądały na zaszklone. Wpadła do pokoju i rzuciła się na mnie z uściskiem tak mocnym, że przez chwilę miałam wrażenie, iż połamie mi żebra.
– Boże, Olivio! – Jej głos był pełen ulgi, ale też niepokoju. – Tak się o ciebie martwiłam!
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, ramiona przyjaciółki zacisnęły się wokół mnie jeszcze mocniej. Tego właśnie potrzebowałam. A może raczej… potrzebowałam jej.
– Nie mogłam spać. Musiałam cię zobaczyć – mówiła szybko, niemal na jednym wydechu. – Jak się czujesz? Czy wszystko w porządku?
– Lily, uspokój się – przerwałam jej, lekko odsuwając ją od siebie. – Wszystko jest… – Zawahałam się. – W porządku, naprawdę.
Odchyliła się i przyjrzała mi uważnie, jakby szukała na mojej twarzy jakiejkolwiek oznaki kłamstwa.
– Poważnie? – dopytała. – Olivio, po tym wszystkim… Po tym, co się stało… Nie wiem, jak możesz być taka spokojna. Ja bym oszalała!
– Nie jestem spokojna – przyznałam cicho, spuszczając wzrok. – Czuję się… dziwnie. Jakbym była sobą, ale jednocześnie nie do końca. Nie wiem, jak to wyjaśnić.
Lily zmarszczyła brwi, wyraźnie zaniepokojona.
– Co masz na myśli? – zapytała ostrożnie, siadając na skraju łóżka.
Nie byłam gotowa na tę rozmowę. Jak niby miałabym ubrać w słowa i opisać ten chaos, który aktualnie panował w mojej głowie?
– Wierzę, że niedługo wszystko wróci do normy – odparłam wymijająco. – Na razie staram się za dużo o tym nie myśleć.
– Co on robi w twoim domu? – wypaliła nagle. – Dlaczego po tym wszystkim przyjęłaś go z powrotem?
– Co? – zapytałam zdezorientowana.
– No co tutaj robi James?!
– Lily, to przecież mój brat. Co miałam zrobić? – Spojrzałam na nią błagalnym wzrokiem. – Wyjaśnił mi, dlaczego musiał odejść, a ja mu wybaczyłam.
– Wybaczyłaś mu?! – Spiorunowała mnie wzrokiem. – Liv, co się z tobą dzieje? Normalnie cię nie poznaję! Jak mogłaś mu tak po prostu odpuścić?
Wzięłam głęboki oddech, próbując zebrać myśli. Nie było mi łatwo mówić o czymś, co nadal wydawało się tak bardzo abstrakcyjne.
– Ja… ja nie pamiętam wszystkiego… – wyznałam w końcu. – Po wypadku mam luki w pamięci. Kilka ostatnich miesięcy z mojego życia… po prostu zniknęło.
Jej reakcja była natychmiastowa. Otworzyła szeroko oczy, a potem zakryła usta dłonią, jakby próbowała powstrzymać krzyk.
– Naprawdę niczego nie pamiętasz? – zapytała zmartwiona.
– Pamiętam ciebie – zażartowałam z lekkim uśmiechem, próbując rozładować napięcie. – Pamiętam, jak śmiałyśmy się razem z twojej nowej obsesji na punkcie truskawkowej matchy.
– Olivio, nie żartuj! – przerwała mi ostro, ale w jej głosie była desperacja. – Powiedz mi, jakie jest twoje ostatnie wspomnienie ze mną.
Westchnęłam i przeniosłam wzrok na widok za oknem, szukając w myślach najświeższego obrazu Lily.
– Pamiętam jak… – Próbowałam zebrać myśli. – Siedziałyśmy rano przed pracą w kawiarni niedaleko baru i rozmawiałyśmy o tym, że chcesz zmienić kolor włosów na różowy. Potem… wszystko się urywa.
Lily wyprostowała się gwałtownie, jakby ktoś ją właśnie uderzył.
– To było trzy miesiące temu – powiedziała cicho. – Olivio, trzy miesiące temu!
– Wiem. – Pokiwałam głową, a łzy zaczęły napływać mi do oczu. – I to mnie przeraża. Nie mam pojęcia, co się wydarzyło przez te wszystkie ostatnie miesiące. To jak… czarna dziura.
Lily patrzyła na mnie w milczeniu, a ja widziałam, jak jej twarz przybiera wyraz determinacji.
– Olivio… – zaczęła i przysunęła się bliżej, chwytając mnie za rękę. – Muszę ci powiedzieć coś ważnego. Może to ci pomoże sobie przypomnieć.
Skinęłam głową, choć w głębi duszy przeczuwałam, że nie jestem gotowa na to, co chce mi powiedzieć.
– My… – Zawahała się, ważąc każde słowo przed jego wypowiedzeniem. – Obie dołączyłyśmy do gangu Williama Huntera.
Zamarłam, wpatrując się w nią w osłupieniu. Przez chwilę myślałam, że to jakiś głupi żart, ale jej spojrzenie było poważne.
– Co? – wykrztusiłam. – Lily, to nie jest śmieszne…
– Nie żartuję – odpowiedziała szybko. – Dołączyłyśmy do ludzi, którzy ścigają się w nielegalnych wyścigach i…
– Przestań – powiedziałam ostro, odsuwając się od niej. – To jakaś bzdura.
– Dlaczego miałabym kłamać? – zapytała, unosząc głos. Jej oczy były pełne złości i desperacji. – Dlaczego mi nie wierzysz?
– Bo to absurd! – odparłam, czując, jak moje emocje wymykają się spod kontroli.
– Myślisz, że wymyśliłabym coś takiego? – Lily podniosła się z łóżka, kręcąc głową. – To była twoja rzeczywistość. A teraz patrzysz na mnie, jakbym zwariowała.
– Bo to brzmi jak szaleństwo! – krzyknęłam, wstając. – Nie wiem, co próbujesz osiągnąć, ale nie wierzę w ani jedno twoje słowo.
Lily patrzyła na mnie z coraz większą frustracją. Jej oddech przyspieszył, a zaciśnięte w pięści dłonie drżały lekko. Widziałam, że w głowie przyjaciółki kłębią się słowa, które chciałaby teraz z siebie wyrzucić.
– Wiesz co? W porządku, nie musisz mi wierzyć. Ale jeśli chcesz wszystko kwestionować, to może zacznij od swojego kochanego braciszka.
– Jamesa? – Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia. – Co niby masz na myśli?
– To, że James kłamie. Nie wiem, co ci powiedział, ale z pewnością nie mówi prawdy – wypluła z goryczą. – On zawsze kłamie. Manipuluje tobą, wykorzystuje twoją amnezję, żeby ułożyć wszystko po swojej myśli. William mnie ostrzegał, że James spróbuje to zrobić, jednak nie wiedziałam o zaniku pamięci…
To imię było jak cios w brzuch. Moje serce na chwilę zamarło, a potem zaczęło bić mocniej, choć wciąż nie wiedziałam dlaczego.
– Przestań – powiedziałam cicho i stanowczo. – Nawet nie próbuj. Wiem, kim on jest, i wiem, do czego jest zdolny. James mi wszystko powiedział. Ten człowiek jest niebezpieczny.
– James cię okłamuje! – krzyknęła, a jej głos załamał się pod koniec zdania. – On próbuje się mścić na Williamie i wykorzystuje do tego ciebie!
Zamrugałam i odrobinę się cofnęłam. W głowie mi huczało. Wszystkie moje instynkty krzyczały, że Lily mówi bzdury, ale desperacja w tonie przyjaciółki zaczynała niepokoić.
– Co ty w ogóle wygadujesz? James nigdy by mnie nie okłamał. To William jest niebezpieczny.
Lily zaśmiała się gorzko, potrząsając głową.
– James nigdy by mnie nie okłamał – powtórzyła sarkastycznie, parodiując mój głos. – Olivio, obudź się! James tobą manipuluje. On zawsze zwala winę na kogoś innego, a teraz znalazł sobie idealnego kozła ofiarnego, bo wiedział, że… – Zamilkła nagle.
– Wiedział co? – rzuciłam ostro, unosząc podbródek.
Lily przez dłuższą chwilę milczała. Widziałam, jak walczy sama ze sobą. Wahała się, czy kontynuować, czy zachować to dla siebie.
– Wiedział, że coś cię łączyło z Williamem. – wyznała w końcu. – Że byłaś w nim zakochana.
– Co?! – wybuchnęłam, patrząc na nią z niedowierzaniem. – To absolutna bzdura! Nigdy nie zakochałabym się w kimś takim. Nigdy!
– A jednak to zrobiłaś… – powiedziała spokojnie, lecz jej oczy błyszczały od powstrzymywanych łez. – Kochałaś go, Olivio.
– Przestań – przerwałam, potrząsając głową, jakbym mogła w ten sposób wymazać usłyszane słowa. – Nie wiem, dlaczego próbujesz mi to wmówić, ale ci nie wierzę.
– Nie próbuję ci niczego wmówić! Pamiętasz, co powiedziałaś o Williamie? Że jest niebezpieczny? A może warto się zastanowić, dlaczego James chciał, żebyś tak myślała? Bo byłaś szczęśliwa, Olivio. Z Williamem. James nie mógł znieść myśli, że coś cię z nim połączyło, więc oczywiście spróbował to zniszczyć. A twój wypadek i amnezja tylko mu w tym pomogły!
– To kłamstwo! – krzyknęłam, czując, jak łzy napływają mi do oczu. – James nigdy nie zrobiłby mi czegoś takiego.
Lily się cofnęła, a na jej twarzy pojawił się wyraz czystego bólu.
– Ty naprawdę wierzysz w każde jego słowo, prawda? Zniszczył wszystko, co miałaś, a teraz trzyma cię w garści, bo nie pamiętasz, co się stało.
– Może to ty próbujesz wykorzystać fakt, że nic nie pamiętam?! – rzuciłam, a mój głos drżał od emocji. – Zawsze ciągnęło cię do niebezpiecznych typów. Skąd mam mieć pewność, że nie próbujesz mnie w to wciągnąć, żeby… żeby nie czuć się sama.
Jej twarz pobladła, a oczy wypełniły się łzami. Przez chwilę myślałam, że wybuchnie płaczem. Zamiast tego się wyprostowała, a jej spojrzenie stało się zimne.
– Wierzysz w wersję Jamesa, bo jest łatwiejsza do przełknięcia. Przez tyle lat wmawiałaś sobie, że go nienawidzisz przez to, iż cię opuścił, choć tak naprawdę tylko czekałaś, żeby wrócił!
– James jest ostatnią osobą z rodziny, która mi została! – krzyknęłam. – Nie mam nikogo poza nim! Więc tak! Wybaczyłam mu! Bo go, kurwa, kocham! Bo jest moim bratem!
– Jest przede wszystkim skurwielem. Odebrał ci twoje życie i twoją tożsamość! Odebrał ci miłość i szczęście, a teraz będziesz jego pieprzoną marionetką, odgrywającą swoją rolę w zemście na Williamie!
– Wynoś się! – wrzasnęłam, wskazując na drzwi. – Nie chcę cię tu widzieć!
Lily przez chwilę jeszcze patrzyła na mnie z niedowierzaniem. W końcu jednak odwróciła się na pięcie i wyszła bez słowa.
Zawsze uważałam ją za swoją przyjaciółkę. Myślałam, że będzie szczęśliwa, widząc, jak w końcu się odnajduję w tym chaosie, jak odbudowuję więź z Jamesem. A jednak jej słowa i zachowanie sprawiały, że tylko jeszcze bardziej się od siebie oddaliłyśmy.
Nie mieściło mi się w głowie, że próbowała wykorzystać mój wypadek, moją niepamięć, żeby wciągnąć mnie w swoją szaloną narrację. Jak mogła myśleć, że uwierzę w coś tak absurdalnego? Od zawsze wiedziałam, że ciągnie ją do niebezpiecznych ludzi i ich mrocznego świata – adrenaliny, ryzyka, brawury, która nie kończyła się niczym dobrym.
Ale ja? Ja trzymałam się od takich rzeczy z daleka. Dlatego każde jej słowo, każde oskarżenie, które rzucała w kierunku Jamesa, było dla mnie jak cios. To brzmiało tak niedorzecznie, tak nieprawdopodobnie… Nie, to niemożliwe. Nie byłam taka. Nigdy nie zbliżyłabym się do ludzi, którzy łamią zasady, jakby te nic nie znaczyły.
Chociaż w mojej głowie zaczęły kiełkować wątpliwości co do tego, kim stałam się w ciągu tych kilku miesięcy, nie chciałam uwierzyć w to, co próbowała mi wmówić Lily – że byłam częścią mrocznego świata, który opisywała. To nie ja. Wiem, że przez ten czas moje życie mogło się zmienić, ale nigdy nie uwierzę, że byłabym w stanie porzucić swoje zasady. Moralność, którą od dziecka traktowałam jak kompas, nie mogła tak po prostu wyparować. A już na pewno nie pokochałabym kogoś, kto balansował na granicy prawa, żyjąc w chaosie i niebezpieczeństwie.
Lily musiała się mylić. Nawet jeśli rzeczywistość, której nie pamiętałam, była inna, to pewne rzeczy w moim sercu pozostawały niezmienne. A to, kogo byłam w stanie pokochać, z całą pewnością stanowiło jeden z tych fundamentów.
Miałam kompletny mętlik w głowie. Zarówno James, jak i Lily próbowali wmówić mi coś, co brzmiało jak wyjęte z kiepskiego filmu sensacyjnego – że dołączyłam do jakiegoś gangu. Nie wierzyłam w pełni ani jednemu, ani drugiemu, jednak z jakiegoś powodu bardziej prawdopodobna wydawała mi się wersja Jamesa, jego słowa brzmiały po prostu mniej szokująco.
Lily twierdziła, że nie tylko byłam częścią gangu, ale także pokochałam jednego z tych ludzi. Jednego z tych niebezpiecznych typów, o których zawsze wiedziałam, że lepiej trzymać się od nich z daleka. Jej historia była tak absurdalna, tak sprzeczna z tym, za kogo się uważałam, że z góry ją odrzuciłam.
James za to przedstawiał inną wersję – mówił, że pomagałam tym ludziom ulepszać ich fury. Ta opowieść brzmiała już bardziej realnie. Od zawsze kochałam pracować nad silnikami, poprawiać to, co wydawało się doskonałe, oraz znajdować nowe sposoby, by maszyna działała jeszcze szybciej i lepiej. Dlatego owszem, jego wersja była dla mnie łatwiejsza do przyjęcia.
Głos rozsądku podpowiadał mi jednak, że nie mogę w pełni wierzyć nawet jemu. Zatem nie pozostało mi nic innego, jak odkrycie prawdy na własną rękę.
Ziewnęłam, przysłaniając usta dłonią, choć przecież dopiero co się obudziłam. Odkąd wróciłam do domu ze szpitala, nie sypiałam zbyt dobrze. Gdy leżałam w tamtych białych, sterylnych ścianach, spałam jak dziecko – nie wiem, czy to za sprawą leków, czy zwykłego wyczerpania – niestety tutaj, we własnym łóżku, choć powinnam czuć się bezpiecznie, ciągle coś mnie dręczyło. Ta noc była dla mnie wyjątkowo ciężka – wszystko za sprawą mojej wczorajszej kłótni z Lily, jednak nie miałam ani ochoty, ani siły, aby o tym teraz myśleć.
Przetarłam oczy, zrzuciłam koc i z trudem zwlekłam się z łóżka. Leniwie zeszłam po schodach, jedną ręką opierałam się o poręcz, drugą poprawiłam luźny rękaw szarego swetra. Marzyłam o filiżance kawy – mocnej, gorącej, może z odrobiną mleka, choć nie byłam pewna, czy cokolwiek mogłoby mnie naprawdę obudzić.
W połowie drogi do kuchni usłyszałam głos. Nie, dwa głosy. Jeden należał do mojego brata, ale drugi był zupełnie obcy.
– Wszystko musi pójść zgodnie z planem – mówił James. – Nie ma tu miejsca na błędy.
Pochyliłam się nieco, zerkając w stronę salonu, skąd dobiegała rozmowa, szybko się jednak wyprostowałam. Postanowiłam wrócić na górę i udawać, że nic nie widziałam ani nie słyszałam. Obróciłam się na pięcie, gotowa zniknąć, ale nagle stopień zaskrzypiał pod moimi stopami.
– Olivia! – James podniósł głos, gdy mnie zauważył. – Dobrze, że już wstałaś.
Wzięłam głęboki oddech i nieśmiało weszłam do salonu. Mój brat siedział na fotelu, wyprostowany i pełen skupienia, lecz to nie on, ale tajemniczy nieznajomy bardziej przykuł moją uwagę. Stał obok fotela, nieco bokiem do mnie. Wysoki, z szerokimi barkami, które wydawały się napięte pod materiałem czarnej koszulki. Odwrócił się, więc dokładnie mu się przyjrzałam.
Jego włosy były jasne, ich niesforność dodawała mu uroku, ale to oczy sprawiły, że po mojej skórze przeszedł dreszcz. Były niesamowicie jasne, niemal lodowato błękitne, jak przejrzyste niebo w środku zimy, a jednocześnie przeszywająco głębokie. Na jego szyi wiły się tatuaże – skomplikowane, symetryczne wzory pełne detali, które zdawały się niemal żyć. Jeden z nich biegł w dół i znikał pod kołnierzem T-shirtu, choć byłam pewna, że rozciąga się znacznie dalej.
– Cześć, Olivio – powiedział spokojnym, niskim głosem.
Przełknęłam ślinę. Zadrżałam. Było w tym mężczyźnie coś dziwnie znajomego, choć nie mogłam określić, co dokładnie. Przez krótką chwilę miałam wrażenie, jakbyśmy już kiedyś się spotkali, ale ta myśl była zbyt ulotna i niewyraźna, bym mogła ją uchwycić.
– Kim jesteś? – zapytałam, marszcząc brwi.
– Lucas – odparł i zrobił krok w moją stronę, wyciągając dłoń.
Spojrzałam na jego rękę, smukłą, ale silną, z długimi palcami i lekkimi zgrubieniami, które zdradzały, że nie obce mu są narzędzia czy ciężka praca. Zawahałam się na moment, zanim uniosłam dłoń i uścisnęłam jego. Było w tym dotyku coś elektryzującego, coś, co wywołało we mnie nagły przypływ obrazów. Widok silnika, nad którym pochylałam się z determinacją. Smar na dłoniach, błękitny lakier błyszczący w słońcu. A obok mnie on z tym samym pewnym spojrzeniem i cieniem uśmiechu, który i teraz dostrzegałam na jego twarzy.
Puściłam dłoń chłopaka jak oparzona, robiąc krok do tyłu.
– Wszystko w porządku? – James natychmiast podniósł się z fotela, a ton jego głosu zdradzał niepokój.
– T-tak – wyjąkałam i spojrzałam z powrotem na blondyna. – Ja… chyba cię pamiętam.
Mężczyzna uniósł brew, a kącik jego ust drgnął w delikatnym uśmiechu.
– Naprawdę? – rzucili obaj w tym samym momencie.
– To tobie pomagałam przy silniku, prawda? – Musiałam zweryfikować, czy odzyskałam choć część wspomnień, czy to wyobraźnia płata mi figle.
Lucas skinął głową, uśmiechając się delikatnie.
– Mogę go zobaczyć? – zapytałam, czując dziwną potrzebę, by się upewnić, że te fragmenty, które zaczęły do mnie wracać, są prawdziwe.
– Chcesz zobaczyć moje auto? – zapytał zdezorientowany.
– Chcę zobaczyć jego silnik – sprostowałam.
– W takim razie chodźmy – odparł.
Obaj ruszyli w stronę drzwi, a ja podążyłam za nimi. Tętno zaczęło mi przyśpieszać, bo jeśli moje podejrzenia okażą się prawdą, to oznaczało, że wspomnienia powoli do mnie wracają, a to dawało mi nadzieję, że nie utraciłam ich na zawsze.
Poranne światło rozlewało się po podjeździe, kąpiąc wszystko w delikatnym odcieniu złota. Zmrużyłam oczy, by wyostrzyć wzrok, i w końcu go dostrzegłam. Podeszłam odrobinę bliżej niebieskiego Nissana, a w mojej głowie ponownie pojawił się przebłysk wspomnień.
– Otworzysz maskę? – zapytałam, zerkając na Lucasa przez ramię.
Skinął głową. Zrobił to bez słowa, jednym płynnym ruchem.
Pochyliłam się nad silnikiem i poczułam coś dziwnego – mieszaninę dumy i przerażenia. Sunęłam spojrzeniem po znajomych detalach, zdradzających jedno: to było moje dzieło. Modyfikacje, które widziałam, były tak charakterystyczne, że nikt inny nie mógł ich zrobić. Znałam swoje metody – unikalne, niemal jak podpis artysty na obrazie.
– A więc to prawda… – wyszeptałam, cofając się o krok. Moje ręce opadły wzdłuż ciała. Westchnęłam, spoglądając to na Lucasa, to na Jamesa. – To prawda, że do was dołączyłam?
Lucas uniósł brwi, wyraźnie zaskoczony moim pytaniem, i spojrzał na Jamesa, lecz ten gwałtownie położył dłoń na ramieniu znajomego, by go uciszyć.
– Tak, Olivio – zaczął James. – Wiem, że to brzmi absurdalnie, ale tak… Dołączyłaś do nas. Pomagałaś nam przy samochodach, pracowałaś nad ulepszeniami i byłaś w tym świetna.
Zrobiłam kolejny krok w tył, jakby słowa Jamesa były zbyt ciężkie, bym mogła je unieść. Zamknęłam oczy, próbując uspokoić chaos w mojej głowie, a gdy ponownie je otworzyłam i znów spojrzałam na samochód, zamiast strachu zaczęłam czuć coś innego – dziwną dumę. Silnik, który widziałam przed sobą, był perfekcyjny, przemyślany, precyzyjny i niemal artystyczny. Niezależnie od tego, co się wydarzyło w moim życiu, ten widok stanowił dowód na to, że wróciłam do swojej pasji, że znów tworzyłam. I robiłam to dobrze.
– Chcesz się nim przejechać? – zapytał nagle Lucas.
Odwróciłam się ku niemu, a moje serce znów przyspieszyło. W jego dłoni błyszczały kluczyki, którymi lekko wymachiwał, jakby rzucał mi wyzwanie.
– To chyba nie jest dobry pomysł… – zaczęłam niepewnie. – Ja… ja się boję. Od pewnego wydarzenia nie wsiadłam za kółko…
– Nie, Olivio – przerwał mi James stanowczo. – Już się nie boisz.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
– To niemożliwe. Od czasu wypadku Nicolasa trzymam się z dala od kierownicy.
Mój brat potrząsnął głową.
– Nieprawda. Zrobiłaś to, tylko tego nie pamiętasz.
James zgarnął kluczyki z rąk Lucasa i podszedł bliżej. Wyciągnął je w moją stronę, a jego spojrzenie było intensywne, jakby próbował mnie przekonać siłą woli.
– Jeśli chcesz, sprawdź sama. Twój umysł może tego nie pamiętać, ale ciało z pewnością tak.
Patrzyłam na kluczyki, zmrożona. Wszystkie wątpliwości, cały strach, wszystko to ścierało się w mojej głowie. Ale jednocześnie budziła się we mnie ciekawość. Czy rzeczywiście mogłam to zrobić? Czy byłam w stanie przezwyciężyć swój strach?
W końcu niemal mechanicznie wyciągnęłam rękę i chwyciłam kluczyki. Bez słowa wyminęłam obu mężczyzn i otworzyłam drzwi auta. Usiadłam za kierownicą, a znajome uczucie spłynęło na mnie niczym fala. Kątem oka zobaczyłam, że Lucas i James wymieniają między sobą spojrzenia, jednak żaden z nich się nie odezwał, kiedy wsiadali do środka – James na miejsce pasażera, Lucas z tyłu.
– To jak? Jesteś gotowa, aby po raz drugi rzucić wyzwanie swoim lękom? – zapytał James, a ja milczałam. W odpowiedzi tylko przekręciłam kluczyk w stacyjce.
Wycofałam Nissana z podjazdu, a potem, stojąc już na drodze, wzięłam głęboki oddech. Z piskiem opon ruszyłam przed siebie, a adrenalina natychmiast zalała moje żyły. Nie było lęku. Nie było wahania. Były tylko prędkość i poczucie kontroli, które tak dawno utraciłam.
Powietrze wewnątrz samochodu stało się ciężkie, czas zwolnił, a cały świat brał głęboki oddech w oczekiwaniu na mój kolejny ruch. Dłonie zaciskałam na kierownicy, a chłodna skóra pod palcami uświadamiała mi z każdą sekundą wyraźniej, że to się dzieje naprawdę.
Od dawna nie siedziałam w tym miejscu. Od wypadku Nicolasa – od tamtej nocy, która zmieniła wszystko – kierownica była dla mnie czymś więcej niż częścią samochodu. Symbolizowała strach.
Wzięłam głęboki oddech i poczułam, jak moje płuca wypełnia chłodne, poranne powietrze, które wlewało się do wnętrza przez uchylone okno. Los Angeles dopiero budziło się do życia. Ulice były ciche, niemal puste, a słońce wznosiło się nisko nad horyzontem. Świat zdawał się szeptać: To jest ten moment. Twoja chwila.
Mocniej nacisnęłam pedał gazu, a samochód wyrwał się do przodu. Z każdą pokonywaną milą moje ruchy stawały się pewniejsze, a napięcie powoli zaczęło opuszczać ciało, aż poczułam jedynie czystą i nieokiełznaną wolność.. To było jak uderzenie prądu, przypominało, że życie nie składa się tylko z lęków i ograniczeń.
Ja prowadzę, te słowa powtarzałam w głowie jak mantrę.
Prawa stopa naciskała na gaz coraz odważniej, a silnik odpowiadał głębokim pomrukiem, który zdawał się rezonować w mojej duszy. Wszystko zdawało się bardziej intensywne, jakby świat chciał mi pokazać, jak wiele traciłam, tkwiąc w strachu.
Każdy dźwięk silnika, każdy zakręt przypominały mi o Nicolasie. O tamtej nocy, której fragmenty wciąż tkwiły w mojej głowie jak drzazgi. W tym momencie to wspomnienie, zamiast paraliżować, stało się motorem napędowym. Pomyślałam o tym, jak bardzo przyjaciel by mnie teraz wspierał, jak zachęcałby, żebym się nie zatrzymywała, żebym w końcu przestała żyć w lęku. I chyba właśnie mi się to udało.
Na moment oderwałam jedną rękę od kierownicy i zacisnęłam ją na drążku skrzyni biegów. To byłam ja. To była część mnie, którą porzuciłam dawno temu. Przez te wszystkie miesiące od wypadku żyłam jak cień samej siebie, zamknięta w świecie ograniczeń, które narzuciłam sobie przez strach. Teraz jednak przestał mnie już ograniczać.
– Jak się czujesz? – zapytał James, a jego głos był spokojny, niemal zbyt lekki w porównaniu z emocjami, które we mnie szalały.
Nie odpowiedziałam od razu. Zamiast tego uśmiechnęłam się delikatnie, patrząc przed siebie na drogę.
– Dziwnie – przyznałam w końcu, nie spuszczając wzroku z pasma asfaltu. – Jakbym była zupełnie nową wersją siebie.
James zaśmiał się cicho, ale nie powiedział nic więcej.
Poranek rozciągał się przede mną, pełen obietnic i nowych początków. A ja wiedziałam jedno: już nigdy nie pozwolę, by strach mnie zatrzymał. Już nigdy nie przejmie on nade mną kontroli.
– Jesteś gotowa, aby poznać na nowo swoich starych przyjaciół?
Spojrzałam na niego kątem oka.
– Starych przyjaciół? – rzuciłam, unosząc brew.
James z zadowoleniem pokiwał głową, a ja przeniosłam wzrok na drogę przed sobą. Czy byłam gotowa? Nie miałam pojęcia. Ale jeśli chciałam odkryć, kim naprawdę jestem, nie mogłam się teraz cofnąć.
– To dokąd mam jechać? – zapytałam z pełnym determinacji uśmiechem.
