Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Taniec na krawędzi rozpaczy. Maraton, który obnaża duszę.
W samym sercu Hollywood lat 30., gdy Wielki Kryzys dławi marzenia, a bezrobocie sięga zenitu, rozpoczyna się spektakl desperacji. Gigantyczny maraton taneczny staje się areną dla tych, którzy nie mają już nic do stracenia — bezrobotnych aktorów, włóczęgów, łowców okazji. Nagroda? Tysiąc dolarów i odrobina nadziei. Cena? Czasem życie.
Spocone ciała, wycieńczone umysły, rytm, który nie pozwala się zatrzymać. W tej groteskowej grze pozorów, taniec staje się metaforą egzystencji — bezlitosnej, absurdalnej, pełnej bólu i pragnienia sensu.
"Czyż nie dobija się koni?" to nie tylko opowieść o maratonie tanecznym — to brutalna wiwisekcja ludzkiej kondycji. Uznawana za pierwszą amerykańską powieść egzystencjalną, porównywana z dziełami Hemingwaya i Faulknera, wstrząsa do dziś. W 1969 roku Sydney Pollack przeniósł ją na ekran, tworząc kultowy film z Jane Fondą w roli głównej.
Akcja powieści rozgrywa się podczas maratonu tanecznego – widowiska, które w latach kryzysu staje się groteskowym połączeniem rozrywki, eksperymentu społecznego, wyścigu o przetrwanie i medialnego spektaklu. McCoy wykorzystuje konwencję realizmu społecznego, narracji psychologicznej, krytyki kapitalizmu, analizy klasowej, tematów ekonomicznych, motywów przemocy symbolicznej, alienacji, wykluczenia i dehumanizacji, by ukazać, jak desperacja popycha ludzi do granic fizycznej i psychicznej wytrzymałości.
Główni bohaterowie – Gloria i Robert – trafiają na maraton nie z chęci zabawy, lecz z potrzeby przetrwania. Gloria, młoda kobieta o poczuciu bezsensu, depresyjnych nastrojach, traumach, braku perspektyw i emocjonalnym wypaleniu, staje się symbolem pokolenia pozbawionego nadziei. Robert, próbujący zachować resztki moralności, obserwuje, jak maraton zamienia się w psychologiczny eksperyment, społeczną wiwisekcję, teatr okrucieństwa, w którym uczestnicy są jednocześnie ofiarami i aktorami.
McCoy wprowadza motywy manipulacji medialnej, eksploatacji ludzkiego cierpienia, kultury widowiska, społecznej obojętności, nierówności ekonomicznych, kryzysu tożsamości, samotności, rozpadu więzi, a także moralnych dylematów, które prowadzą do tragicznego finału. Maraton staje się metaforą kapitalistycznego wyścigu, w którym liczy się tylko to, kto wytrzyma dłużej – niezależnie od ceny.
To powieść idealna dla czytelników poszukujących literatury społecznie zaangażowanej, psychologicznie pogłębionej, egzystencjalnej, krytycznej, a jednocześnie wstrząsającej, symbolicznej i ponadczasowej, która zmusza do refleksji nad tym, jak łatwo społeczeństwo może zamienić ludzkie cierpienie w rozrywkę.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 108
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czyż nie dobija
się koni?
Horace McCoy
Przekład na język polski
Noemi Cis
Tytuł oryginału: They Shoot Horses, Don’t They?
Wydawca: Wydawnictwo Błysk sp. z o.o.
Przekład na język polski: Noemi Cis
Korekta i redakcja: Dorota Sosulska
Copyright 2026 © for this edition by Wydawnictwo Błysk Sp. z o.o.
Copyright 2026 © for this translation by Wydawnictwo Błysk Sp. z o.o.
ISBN 9788368676723
Cieszyn 2026
Wydawnictwo Błysk sp. z o.o.
Ul.Hieronima Przepilińskiego 6
43-400 Cieszyn
NIP: 5242959559
e-mail: [email protected]
www: wydawnictwoblysk.pl
Książka dostępna również w formie audiobooka.
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Więzień niech powstanie...
Stanąłem. Przez chwilę ponownie zobaczyłem Glorię siedzącą na ławce na molo. Kula właśnie trafiła ją w głowę, krew jeszcze nie zaczęła lecieć. Błysk towarzyszący wystrzałowi nadal rozjaśniał jej twarz. Wszystko było jasne jak słońce. Siedziała wygodnie, była całkowicie zrelaksowana. Pod wpływem kuli z pistoletu lekko odwróciła głowę, nie widziałem więc całego jej profilu, widziałem jednak wystarczająco jej twarz i usta, by wiedzieć, że się uśmiechała. Prokurator mylił się mówiąc sędziemu, że zmarła w męczarniach, samotna, bez przyjaciół, z wyjątkiem brutalnego mordercy, tam na zewnątrz, w tę czarną noc nad brzegiem Pacyfiku. Mylił się tak bardzo, jak tylko człowiek może się mylić. Nie zmarła w męczarniach. Siedziała wygodnie, była zrelaksowana i uśmiechnięta. To był pierwszy raz, kiedy widziałem jak się uśmiecha. Jak więc jednocześnie miała cierpieć? Nie była też samotna.
Byłem jej najlepszym przyjacielem. Jedynym przyjacielem. Jak zatem mogła być bez przyjaciół?
...czy istnieje jakakolwiek podstawa prawna, dla której wyrok nie mógłby zostać ogłoszony w tej chwili?
Co mogłem powiedzieć?...... Wszyscy wiedzieli, że to ja ją zabiłem, jedyna osoba, która mogłaby mi pomóc, także nie żyła. Stałem tam, patrzyłem na sędziego i kręciłem głową. Nie miałem żadnych szans.
– Prosimy o łaskę sądu – powiedział Epstein, adwokat, którego mi przydzielono.
– O co chodzi? – zapytał sędzia.
– Wysoki Sądzie – powiedział Epstein – zwracamy się do sądu o łaskę. Chłopak przyznał, że zabił dziewczynę, ale była to osobista przysługa dla niej.
Sędzia uderzył młotkiem w stół i popatrzył na mnie.
Ponieważ nie istnieje żadna podstawa prawna, dla której wyrok nie mógłby zostać ogłoszony...
Moment, w którym poznałem Glorię był zabawny. On też próbowała wepchnąć się w kadr, uświadomiłem sobie to jednak później. Szedłem pewnego dnia ulicą Melrose wracając ze studia Paramount, kiedy usłyszałem czyjś krzyk. “Hej! Hej!” odwróciłem się i zobaczyłem jak biegnie w moją stronę wymachując rękami. Zatrzymałem się i odmachałem do niej. Kiedy dobiegła do mnie, dyszała ciężko i była podekscytowana, a ja zdałem sobie sprawę, że jej nie znam.
– Cholerny autobus – fuknęła.
Rozejrzałem się dookoła i faktycznie – autobus był już w połowie drogi w kierunku Western.
– Oh! – powiedziałem – Myślałem, że to do mnie machasz….
– Po co miałabym machać do ciebie? – zapytała.
Roześmiałem się.
– Nie wiem – odpowiedziałem. – Idziesz w moją stronę?
– Mogę w sumie iść w stronę Western – powiedziała i zaczęliśmy podążać w tamtą stronę.
Tak się wszystko zaczęło i teraz wydaje mi się to bardzo dziwne. W ogóle tego nie rozumiem. Rozmyślałem nad tym, rozmyślałem i nadal tego nie rozumiem. To nie było morderstwo. Chciałem wyświadczyć komuś przysługę i skończyłem jako morderca. Dostanę wyrok śmierci. Wiem dokładnie, co sędzia teraz powie. Po jego wyrazie twarzy widzę, że z przyjemnością to powie — i czuję po reakcjach ludzi za mną, że oni też z przyjemnością to usłyszą.
Weźmy ten poranek, kiedy spotkałem Glorię. Nie czułem się zbyt dobrze, nadal byłem trochę chory, ale poszedłem do Paramount, bo von Sternberg robił zdjęcia do ruskiego filmu i pomyślałem, że może złapię jakąś pracę. Nieraz zadawałem sobie pytanie, co może być lepszego niż praca dla von Sternberga, Mamoulina czy nawet Bolesławskiego, otrzymywanie wynagrodzenia za oglądanie ich na żywo, poznawanie tajników kompozycji, tempa i kątów widzenia…. więc poszedłem do Paramount.
Nie mogłem dostać się do środka, więc kręciłem się dookoła aż w południe jeden z asystentów wyszedł na lunch. Podszedłem do niego i zapytałem jaka jest szansa, żeby się załapać na zdjęcia.
– Żadna – odpowiedział mówiąc, że von Sternberg był bardzo ostrożny w dobieraniu sobie ludzi.
Pomyślałem, że to kiepska odpowiedź, ale wiedziałem co sobie myśli – że moje ubrania nie wyglądają zbyt dobrze.
– Czy to nie zdjęcia do filmu kostiumowego? – zapytałem.
– Wszystkich statystów przysyła nam centrala – powiedział i zostawił mnie….
Nie jechałem nigdzie konkretnie, po prostu sunąłem swoim Rolls-Royce’em, a ludzie pokazywali mnie palcami jako najlepszego reżysera na świecie, kiedy usłyszałem krzyk Glorii. Widzisz jak to się dzieje?
Szliśmy więc w dół ulicą Melrose w kierunku Western, cały czas się poznając, a kiedy dotarliśmy do Western wiedziałem, że jest Glorią Beatty, statystką, której też nie poszło dobrze, a ona wiedziała co nieco o mnie. Bardzo ją polubiłem.
Miała mały pokój u jakichś ludzi niedaleko Beverly, a ja mieszkałem tylko kilka przecznic dalej, więc zobaczyłem się z nią znowu tego samego wieczora. To właśnie ta pierwsza noc przesądziła o wszystkim – choć nawet teraz nie mogę szczerze powiedzieć, że żałuję, iż do niej poszedłem. Miałem jakieś siedem dolarów, które zarobiłem, nalewając napoje w aptece (zastępowałem kolegę — wpakował dziewczynę w kłopoty i musiał zabrać ją do Santa Barbary na zabieg). Zapytałem ją, czy woli pójść do kina, czy posiedzieć w parku.
– W jakim parku? – zapytała.
– Tu, kawałek dalej – odpowiedziałem.
– W porządku – zgodziła się. – Mam już po dziurki w nosie filmów. Jeśli nie jestem lepszą aktorką niż większość tych bab, to możesz zjeść swój kapelusz. Chodźmy posiedzieć i trochę ponienawidźmy ludzi…
Ucieszyłem się, że chciała iść do parku. Zawsze było tam przyjemnie. Dobre miejsce, żeby posiedzieć. Park był niewielki, tylko jeden kwartał, ale bardzo ciemny i cichy, gęsto porośnięty krzewami. Wokół rosły palmy — wysokie na pięćdziesiąt, sześćdziesiąt stóp — cienkie pnie, zakończone nagle pióropuszem liści na samej górze. Kiedy wchodziło się do środka, miało się wrażenie bezpieczeństwa. Często wyobrażałem sobie, że te palmy to strażnicy w dziwacznych hełmach: moi prywatni wartownicy, strzegący mojej własnej, odciętej wyspy…
Park był naprawdę dobrym miejscem do siedzenia. Przez liście palm widać było wiele budynków — masywne, kwadratowe sylwetki kamienic, z czerwonymi neonami na dachach, które barwiły niebo i wszystko pod spodem na czerwonawy odcień. Ale jeśli chciałeś się tego pozbyć, wystarczyło siedzieć i patrzeć w nie uporczywie… a wtedy zaczynały się oddalać. W ten sposób mogłeś odesłać je tak daleko, jak tylko chciałeś.
– Nigdy wcześniej nie zwracałam uwagi na to miejsce – przyznała Gloria.
– Podoba mi się tutaj – oznajmiłem ściągając płaszcz i rozkładając go przed nią na trawie. – Przychodzę tu trzy, cztery razy w tygodniu.
– Faktycznie ci się podoba – powiedziała siadając.
– Jak długo jesteś w Hollywood? – zapytałem.
– Jakiś rok. Na razie zagrałam w czterech filmach. Byłoby ich więcej – powiedziała – nie mogę jednak zarejestrować się w Centrali.
– Ja tak samo – dodałem.
Dopóki nie zarejestrowałeś się w Centralnym Biurze Castingowym, nie miałeś zbyt dużych szans. Duże studia dzwoniły do Centrali i prosiły o czterech Szwedów lub sześciu Greków lub dwóch czeskich chłopów lub sześć Wielkich Księżniczek i Centrala się tym zajmowała. Domyślałem się, dlaczego Centrala nie chciała zarejestrować Glorii. Miała zbyt jasne włosy i była zbyt niska, a wyglądała dość staro. W ładnym ubraniu może wyglądałaby bardziej atrakcyjnie, ale nawet wówczas nie nazwałbym jej ładną.
– Spotkałaś kogoś, kto mógłby ci jakoś pomóc? – zapytałem.
– W tym biznesie skąd niby można wiedzieć, kto ci pomoże? – odpowiedziała – Jednego dnia jesteś elektrykiem, a następnego producentem. Jedyny sposób, żebym mogła dorwać jakąś grubą rybę, to skoczyć na maskę samochodu, którym będzie przejeżdżał. Zresztą, nie wiem czy mężczyźni mogą mi pomóc bardziej niż kobiety. Po tym, co wiedziałam, chyba zaczynam dochodzić do wniosku, że pozwalałam, aby zajmowała się mną nie ta płeć, co trzeba…
– Jak to się stało, że wylądowałaś w Hollywood? – zapytałem.
– Oh, nie wiem – odpowiedziała – wszystko jednak jest lepsze od życia, jakie prowadziłam w domu.
Zapytałem, gdzie mieszkała.
– W Texasie – powiedziała – Zachodni Texas. Byłeś tam kiedyś?
– Nie – odpowiedziałem – ja jestem z Arkansas.
– Cóż, Zachodni Texas to piekielne miejsce – stwierdziła – mieszkałam z ciotką i wujkiem. Wuj pracował na kolei. Widziałam go jeden, dwa razy na tydzień dzięki Bogu… Zatrzymała się i patrzyła w milczeniu na czerwoną, mglistą poświatę unoszącą się nad budynkami.
– Przynajmniej miałaś dom – zauważyłem.
– Ty go tak nazywasz – powiedziała – Ja mam na to inną nazwę. Kiedy wuj był w domu, ciągle mnie podrywał, a kiedy był w pracy, ciągle kłóciłyśmy się z ciotką. Bała się, że na nią doniosę.
– Mili ludzie – powiedziałem sam do siebie.
– Więc w końcu uciekłam – wyznała – do Dallas. A tam byłeś kiedykolwiek?
– Nigdy nie byłem w Texasie – powiedziałem.
– Nic nie straciłeś – odrzekła – Nie mogłam nigdzie dostać pracy, więc zdecydowałam ukraść coś w sklepie i tym sposobem zmusić policję, żeby się mną zajęli.
– Dobry pomysł – odrzekłem.
– To był świetny pomysł – stwierdziła – tylko że nie wypalił. Owszem, aresztowali mnie, ale detektywi mi współczuli i puścili wolno. Żeby nie umrzeć z głodu, wprowadziłam się do Syryjczyka, który miał budkę z hot dogami za rogiem, koło ratusza. Cały czas żuł tytoń… Byłeś kiedyś w łóżku z facetem, który żuje tytoń?
– Chyba nie – odpowiedziałem.
– Myślę, że może nawet bym to zniosła – powiedziała – ale kiedy zaczął chcieć mnie „robić” między klientami, na kuchennym stole, poddałam się. Kilka nocy później zażyłam truciznę.
– Jezu – wykrzyknąłem w duchu.
– Wzięłam za mało – stwierdziła. – Tylko się rozchorowałam. Fuj, do dziś czuję smak tego świństwa. W szpitalu spędziłam tydzień. Właśnie tam wpadłam na pomysł, żeby przyjechać do Hollywood.
– Naprawdę? – zapytałem.
– Z czasopism filmowych – odpowiedziała. – Po wypisie zaczęłam jeździć autostopem. Czyż to nie żart?
– Dobry żart – powiedziałem, próbując się uśmiechnąć. – Nie masz rodziców?
– Już nie – potwierdziła. – Ojciec zginął na wojnie we Francji. Chciałabym sama zginąć w wojnie.
– Czemu nie rzucisz kina? – zapytałem.
– A czemu miałabym? – odpowiedziała. – Mogę zostać gwiazdą z dnia na dzień. Spójrz na Hepburn, Margaret Sullavan, Josephine Hutchinson… Ale powiem ci, co bym zrobiła, gdybym miała odwagę: wyskoczyłabym z okna albo rzuciła się pod tramwaj, czy coś takiego.
– Wiem, co czujesz – powiedziałem. – Dokładnie wiem, co czujesz.
– Dziwi mnie jedno – oznajmiła – wszyscy tak bardzo przejmują się życiem, a tak mało umieraniem. Dlaczego ci wielcy naukowcy zawsze kręcą się wokół przedłużania życia zamiast znaleźć jakiś miły sposób na zakończenie go? Wielu ludzi na świecie tak jak ja, musi przechodzić piekło – chcą umrzeć, ale nie mają odwagi.
– Wiem, co masz na myśli – powiedziałem – dokładnie wiem, o co ci chodzi.
Przez chwilę oboje milczeliśmy.
– Moja znajoma próbowała namówić mnie do udziału w maratonie tanecznym na plaży – rzekła – darmowe żarcie i darmowe spanie tak długo jak tańczysz, a jeśli wygrasz – tysiąc dolarów.
– Darmowe żarcie brzmi dobrze – powiedziałem.
– Nic wielkiego -stwierdziła – wielu producentów i reżyserów chodzi na te taneczne maratony. Zawsze jest szansa, że mogą cię wybrać i dać ci rolę w jakimś filmie… Co o tym myślisz?
– Ja?... Cóż, nie tańczę zbyt dobrze..
– Nie musisz. To co musisz zrobić, to po prostu się ruszać.
– Chyba nie powinienem próbować – powiedziałem – byłem bardzo chory. Właśnie przeszedłem ciężką grypę. Prawie umarłem. Byłem tak słaby, że musiałem czołgać się na czworakach do toalety. Myślę, że nie będę próbował – wypowiedziałem kręcąc głową.
– Kiedy to miało miejsce?
– Tydzień temu – powiedziałem.
– Ale teraz już wszystko w porządku? – zapytała.
– Nie sądzę – lepiej nie będę próbował. Istnieje ryzyko nawrotu.
– Zajmę się tym – powiedziała.
– ... Może za tydzień – zaproponowałem.
– Wtedy będzie już za późno. Jesteś wystarczająco silny teraz – dodała….
Dalsza część w wersji pełnej
Tę oraz wiele innych książek dostępnych w formie audio i ebooka znajdziesz na www.audiobooki.love
okładka
karta tytułowa
karta redakcyjna
spis treści
rozdział pierwszy
rozdział drugi
rozdział trzeci
wydawca poleca
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
