Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ona – pewna siebie, niezależna, z prestiżową pracą i stabilnym życiem w wielkim mieście.
On – wrażliwy, młodszy o osiem lat nauczyciel na prowincji, który marzy o wydaniu tomiku poezji.
W świecie pełnym powinności i ról narzuconych z góry, uczucie między Kaede a Satoru staje się wyzwaniem – nie tylko dla nich, lecz także dla otoczenia.
Czy da się kochać na przekór temu, co wypada?
Poruszający romans obyczajowy osadzony w sercu współczesnej Japonii – o miłości, która wymyka się schematom, i o rolach, które czasem trzeba złamać, by odnaleźć siebie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 34
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Barbara Jeziorek
Czarne znaki Kaede
Mikołów 2025
1
Klient nie zdecydował się w końcu na otwarcie rachunku walutowego, więc całe ponadgodzinne produkowanie się poszło na nic. Kaede, trzydziestoparoletnia pracownica banku, odprowadziła go wyuczonym uśmiechem do drzwi, po czym rzuciła w jego stronę gniewne spojrzenie zza matowego szkła jej boksu.
Do przerwy było jeszcze parę minut, ale gdyby teraz wszedł kolejny klient, któremu musiałaby poświęcić ponad godzinę, to mogłoby jej być ciężko zachować profesjonalizm. Poirytowana poszła na zaplecze do wspólnej kuchni, mając zasady w głębokim poważaniu.
– ...a wtedy ściągnął mi jedwabną opaskę z oczu i zorientowałam się, że jesteśmy w gorących źródłach! – zachichotała Miki.
– Naprawdę? – Stażystka z działu finansów słuchała jak zaczarowana. – Udał, że cię uprowadza, a potem przetrzymuje w ekskluzywnym ośrodku?
Kaede nie bardzo potrafiła sobie wyobrazić, jak można udawać uprowadzenie albo przetrzymywanie, ale z doświadczenia wiedziała, żeby nie wypytywać Miki o szczegóły, jeśli chciała mieć chwilę spokoju. Współczuła nieświadomej stażystce i zastanawiała się, czy jej na boku nie ostrzec, ale uznała, że wygodniej będzie mieć taką tarczę, której Miki opowiada swoje weekendowe eskapady z mężem, niż się podstawiać.
Nie przeszkadzając więc dziewczynom w ich barwnej rozmowie, wyciągnęła z lodówki mleko i zaczęła robić kawę w ekspresie.
– No, dokładnie tak! – kontynuowała Miki. – Nigdy nie widziałam tak romantycznego człowieka. Ileż on ma pomysłów, ileż delikatności...
– Ale ci zazdroszczę! – Zachichotała stażystka. – Będzie może jutro wieczorem?
– Żebyście mi go próbowały podebrać, co? – odparła Miki. – O nie, nie, nie... A tak serio, jest w delegacji. Wraca dopiero w piątek.
– Ach... szkoda.
Widząc, że temat im się chwilowo skończył, Kaede zabrała kawę, żeby czmychnąć do swojego boksu. Niestety, nie zdążyła.
– A jak tam u ciebie? – zagadnęła ją Miki. – Ten twój... nauczyciel – wypowiedziała to słowo z wyjątkowym lekceważeniem – w końcu coś wydał? Choćby własnym nakładem?
Kaede od parunastu miesięcy chodziła z młodszym od siebie o osiem lat Satoru. Był obiecującym poetą świeżo po studiach, który marzył, żeby zarabiać swoją twórczością na życie. Brutalna rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała te plany. Na razie znalazł pracę na trzy czwarte etatu jako nauczyciel języka japońskiego w podstawówce, w niewielkiej miejscowości dwadzieścia kilometrów od metropolii, w której mieszkali.
– Jest zajęty uczniami – odparła Kaede, starając się brzmieć neutralnie. – To bardzo poważna praca – zaznaczyła – i odpowiedzialna.
– I żałośnie mało płatna... – westchnęła Miki. – Wydanie własnego tomiku naprawdę by mu pomogło. Oczywiście u poważnego wydawcy.
– Nie ma na to czasu. Jest zbyt odpowiedzialny, żeby zajmować się swoim hobby.
– Ale pisze?
– Tak, tak, pisze. Oczywiście, że pisze – odparła odruchowo. Prawda jednak była taka, że od wielu miesięcy nie słyszała, żeby cokolwiek stworzył, nie mówiąc już o kaligrafii.
– To może jakąś wystawę by sobie zorganizował? Bo skoro pisze, to aż się prosi o wykaligrafowanie tych jego wierszy i pokazanie ich światu.
– Tłumaczę ci przecież, że nie ma czasu. Przyjdą ferie, to się pewnie tym zajmie.
– Czyli podczas poprzednich ferii rozumiem, że... a w sumie to nie rozumiem. Skoro ma czas w ferie, to dlaczego odkąd jesteście razem o żadnej wystawie nie słyszałam. A przecież miał już niejedną okazję.
– Jedna wystawa się odbyła! – skłamała. W końcu Miki i tak nie była tego w stanie sprawdzić. – Nawet dwie! – dodała.
– Gdzie niby? – Koleżanka uparcie drążyła dalej.
– W miejscowości, w której uczy, więc nie chciałam nikogo fatygować jazdą taki kawał – przygotowała naprędce kolejne kłamstwo. – Tam jest biblioteka i to w niej była ekspozycja przez cały tydzień. – Wymyślanie szczegółów poszło już gładko.
– Ta pierwsza czy ta druga?
– Obie.
– Hmm... Wiejska biblioteka to tak... no... średnio. A duże dostał honorarium?
– A spore, spore!
– Ale z tego, co słyszałam, to biblioteki nie płacą twórcom. Sama możliwość wystawienia swoich prac jest już zapłatą dla debiutanta.
– On już przecież nie jest debiutantem.
– To w końcu coś wydał czy nie?
– Na uczelni mu przecież wydali wiersze, więc tak.
– A, ta cieniutka broszurka, drukowana najtańszym kosztem? A jego wiersze to były zaledwie dwa, spośród kilkudziesięciu, które tam zawarli?
– Ale wydał. Wybacz, mam umówionego klienta na czternastą, muszę już iść. – Kolejne kłamstwo przyszło jej z pomocą. – Pogadamy później.
– On w ogóle cokolwiek jeszcze napisał poza tamtymi dwoma wierszami?
– No pewnie! Ma całą masę zeszytów! Ale naprawdę muszę już iść! To ważny klient!
– Jasne, jasne, idź... Powodzenia.
