Collide. The Truth Between Us - Hope S. Ward - ebook + audiobook

Collide. The Truth Between Us ebook

Hope S. Ward

0,0
48,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

HAILEY SCOTT próbuje poskładać swoje życie po stracie, która pozostawiła w jej sercu pustkę. Każdy kolejny dzień to walka między rozdzierającymi serce wspomnieniami a pragnieniem, by w końcu ruszyć dalej. Problem w tym, że w jej życiu nadal obecny jest biorący udział w nielegalnych wyścigach RAIDEN GRAVES, który miał być dla niej tylko chwilową odskocznią. Tyle że od niego nie da się uciec.

Ich relacja staje się coraz bardziej chaotyczna, toksyczna i pełna sprzeczności. Przyciąga ich do siebie siła, której nie potrafią i nie chcą kontrolować, choć oboje wiedzą, że ten romans może się skończyć katastrofą. Noce pełne emocji, pożądania i niedopowiedzeń należą tylko do nich – i z każdą chwilą stają się coraz bardziej niebezpieczne. Kiedy przeszłość ponownie daje o sobie znać, a wokół zaczynają mnożyć się sekrety, Hailey i Raiden muszą zmierzyć się z prawdą, na którą żadne z nich nie jest gotowe… Bo nie wszystkie tajemnice powinny ujrzeć światło dzienne, a niektóre uczucia niszczą bardziej niż najboleśniejsze wspomnienia.

Hailey i Raiden będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie, czy są dla siebie nawzajem ratunkiem… czy może największym przekleństwem.

___________________________________________________________________________

Hope S. Ward to pseudonim autorki mieszkającej w Poznaniu, która zadebiutowała w 2022 roku. Hope kocha nocne przejażdżki samochodem, kawę, podróże oraz koreańską kuchnię i popkulturę, zwłaszcza muzykę. Jednak najwięcej radości daje jej pisanie historii, które są emocjonalnymi rollercoasterami, i budowanie relacji z czytelnikami. Choć ostrzega: nie oszczędza ani czytelników, ani bohaterów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 616

Data ważności licencji: 8/5/2031

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by Hope S. Ward

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Otwarte 2026

Opieka wydawnicza: Julita Gębska

Redakcja tekstu: Agnieszka Bogucka

Adaptacja makiety na potrzeby wydania: Agnieszka Gontarz

Adiustacja i korekta: d2d.pl

Promocja i marketing: Anna Tarnowska

Projekt okładki: Magda Gardeła

ISBN 978-83-8399-590-8

www.uniesienia.pl

Dystrybucja: SIW Znak. Zapraszamy na www.znak.com.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

Dla tych, którzy poznali swoją wielką miłość w złym czasie…

i dla których dobry czas nigdy nie nadszedł.

„Kostucha już na mnie ostrzy swoją kosę. Jeżeli przyjdzie po mnie chociażby tej nocy, bez oporu poddam się jej woli. Przecież życie to nieustanne czekanie, a jedyne, na czym można polegać, to śmierć”.

Bram Stoker, Drakula, tłum. Grzegorz Kula

Ostrzeżenie

Drogi Czytelniku, w trosce o Twój komfort pragnę już na wstępie poinformować o kilku istotnych kwestiach związanych z treścią tej książki.

Przede wszystkim Collide. The Truth Between Us jest kontynuacją wydarzeń z książki Collide. We Are All Liars. Znajomość poprzedniego tomu jest konieczna do rozpoczęcia tej książki.

Co więcej, ten tom – podobnie jak poprzedni – zawiera szczegółowe opisy scen erotycznych i wulgarny język, a także porusza tematy, które mogą być trudne lub niekomfortowe dla niektórych odbiorców. W fabule pojawiają się wątki związane z żałobą i śmiercią, a także depresją, myślami samobójczymi oraz innymi problemami natury psychicznej. Niektóre wydarzenia czy sposób przedstawienia relacji między bohaterami mogą budzić kontrowersje. Ich więź jest skomplikowana i niejednoznaczna – nie należy traktować jej jako wzorca zdrowego związku. Jako autorka nie pochwalam wszystkich decyzji podejmowanych przez bohaterów ani ich zachowań.

Jeśli masz obawy, że którykolwiek z tych tematów może wpłynąć negatywnie na Twoje samopoczucie, proszę, rozważ, czy ta lektura jest dla Ciebie odpowiednia. Pamiętaj, że Twój komfort jest najważniejszy.

Miej również na uwadze, że wszystko, co znajdziesz w serii Collide, jest fikcją. Choć książka porusza trudne tematy, to jej bohaterowie, relacje między nimi oraz przedstawione tu wydarzenia są tylko wytworami wyobraźni.

Jeśli zmagasz się z traumą, depresją lub innymi problemami, nie wahaj się prosić o pomoc.

Jeżeli potrzebujesz wsparcia, skontaktuj się z odpowiednimi instytucjami:

116 123 – telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym

800 70 22 22 – Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym

800 108 108 – telefon wsparcia dla osób w żałobie i po stracie

Playlista

1. Cleffy – Meet You at the Graveyard

2. my!lane – Stereo Love

3. sombr – back to friends

4. HIM – Join Me in Death

5. Twenty One Pilots – Doubt

6. YUNGBLUD – Memories ft. WILLOW

7. Billie Eilish – WILDFLOWER

8. Kings of Leon – Sex on Fire

9. Metallica – One

10. The Neighbourhood – Flawless

11. NF – Thing Called Love

12. The Cranberries – Zombie

13. Massive Attack – Angel

14. G-Eazy – Still Be Friends ft. Tory Lanez, Tyga

15. KREAM x Camden Cox – Weightless

16. Bad Omens – Just Pretend

17. Dutch Melrose – RUNRUNRUN

18. Isabel LaRosa – Muse

19. Chase Atlantic – Friends

20. Sickick – Infected

21. Josh Lambert – BLOODLINES

22. Mickey Valen, Joey Myron – Chills (Dark Version)

23. Amber Run – I Found

24. Lana Del Rey – Dark Paradise

Rozdział 1

Hailey

Mroźny podmuch wiatru zerwał mi z głowy kaptur i rozwiał moje rozpuszczone długie włosy. Potarłam zmarznięte dłonie, a spomiędzy moich warg wydostały się kłęby pary, które po chwili rozmyły się w powietrzu. Kilka płatków śniegu opadło na marmurową płytę, ale tym razem ich nie zgarnęłam.

– Przepraszam, że tak długo mnie tu nie było – wyszeptałam, wpatrzona w wygrawerowane imię i nazwisko, jakby osoba pochowana dwa metry pod ziemią mogła mi w jakiś magiczny sposób odpowiedzieć albo chociaż mnie wysłuchać. – Ale nie zapomniałam o tobie, wiesz? – Smutno się uśmiechnęłam. – Po prostu próbuję ruszyć dalej – wymamrotałam. – Chyba po raz pierwszy się do tego przyznałam nawet sama przed sobą. I pomyśleć, że dzieje się to przez najbardziej irytującego typa, jakiego kiedykolwiek poznałam… Jestem ciekawa, czy byś go polubiła. – Zamilkłam na chwilę, bo zastanawiałam się, co by powiedziała moja bliźniaczka, gdyby żyła. – Ava go lubi – dopowiedziałam szybko, jakby to mogło wpłynąć na opinię o Raidenie kogoś, kogo od trzech lat już nie ma.

Spojrzałam na datę śmierci wygrawerowaną na płycie.

„Szósty kwietnia dwa tysiące dwudziestego drugiego” – przeczytałam w myślach, a moje serce niebezpiecznie przyspieszyło.

Chłodny podmuch wiatru ponownie przeszył mnie na wskroś, co zmusiło mnie do ciaśniejszego otulenia się kurtką. Cmentarna cisza była niemal namacalna, przerywana jedynie cichym szumem żyjącego w oddali miasta i moim nierównym oddechem.

– Wiesz, Lily… – zaczęłam ponownie, przesuwając palcami po krawędzi nagrobka. Kamień był zimny i gładki, ale pod opuszkami czułam znajome wgłębienia liter. – Czasami boję się, że zaczynam zapominać… – Przerwałam na kilka sekund, a potem dodałam szeptem: – Że zapominam twój głos i śmiech. Podobno najtrudniejsze do zachowania w pamięci są właśnie dźwięki i chyba jest w tym sporo racji.

Słowa zabrzmiały boleśnie szczerze, jakby dopiero wypowiedzenie ich na głos uświadomiło mi, jak bardzo się tego obawiałam. Zamknęłam oczy i zmusiłam się do przypomnienia sobie, jak brzmiał jej śmiech, w jaki sposób wymawiała moje imię, jak kłóciłyśmy się o głupoty, których znaczenie dawno się zatarło.

Zacisnęłam powieki.

Te wszystkie wspomnienia wciąż we mnie były, ale… teraz przypominały stare zdjęcia, które z biegiem czasu wyblakły.

– Nie powinnam zapominać, prawda? – szepnęłam i przygryz­łam dolną wargę. – Może dlatego tak długo tu nie przychodziłam… Nie dlatego, że chciałam zapomnieć, tylko po prostu bałam się, że to mnie zatrzyma. Że jeśli będę tu wracać, nie pozwolę sobie pójść naprzód, a naprawdę tego chcę. I chyba przez to czuję się winna.

Śnieg zaskrzypiał cicho pod butami, gdy zrobiłam krok w tył.

– Ale obiecuję, że o tobie nie zapomnę – dodałam, jakby na przekór swoim myślom. – Nigdy.

Jeszcze przez chwilę wpatrywałam się w grawer na płycie nagrobnej, aż w końcu odwróciłam się i ruszyłam w stronę wyjścia z cmentarza. Wtedy – zupełnie niespodziewanie – poczułam coś ciepłego. Cichy przebłysk wspomnienia, jak gdyby Lily była tuż obok i z rozbawieniem przewróciła oczami.

Jesteś beznadziejna, wiesz?

Parsknęłam cicho i pociągnęłam nosem.

– Kocham cię, Lily – wyszeptałam, a potem odeszłam.

*

Droga powrotna była długa, ale nie przeszkadzało mi to. Mroźne powietrze uspokajało myśli, a rytmiczny stukot butów o chodnik działał niemal kojąco i wyciszająco.

Gdy w końcu dotarłam do domu, poruszałam się niczym złodziej. Cicho przekręciłam klucz w zamku, wślizgnęłam się do środka i ostrożnie zamknęłam za sobą drzwi. Ostatnie, czego teraz chciałam, to wpaść na rodziców.

Zdjęłam buty i kurtkę, a potem przeszłam na palcach przez salon i korytarz. Kiedy już miałam wejść do swojego pokoju, zawahałam się. Spojrzałam na drzwi obok i po chwili namysłu delikatnie w nie zastukałam.

Cisza.

Zmarszczyłam brwi i ostrożnie nacisnęłam klamkę. Pokój Avy był pusty.

Westchnęłam cicho. Nie powinnam być zdziwiona – pewnie umówiła się z Ronanem. A może nawet ze wszystkimi chłopakami, tylko po prostu nikt nie dał mi znać. W końcu nie byłam częścią ich ekipy. Jasne, lubiłam ich – chyba z wzajemnością. Czasami się spotykaliśmy i zapraszali mnie, gdy szli na imprezę, ale to nie to samo. Nawet Lexi nie była z nimi tak blisko, a przecież znali się z nią o wiele dłużej niż ze mną.

Weszłam do siebie i niemal od razu powitało mnie przeciągłe miauknięcie.

– Nero… – westchnęłam, gdy czarny kot pojawił się przy moich nogach i zaczął się o nie ocierać.

Pochyliłam się na kilka sekund, żeby pogłaskać go po lśniącej sierści, a potem zgarnęłam kosmetyki do demakijażu i już bez zbędnego rozglądania się po pokoju ruszyłam do łazienki. Stanęłam przy umywalce, spojrzałam w lustro i zmyłam resztki makijażu, ale nie zobaczyłam nic poza zmęczoną twarzą, której wyraz zmienił się tylko na chwilę, gdy rozmyślałam o tym, co się wydarzyło w ciągu dnia. A potem pomyślałam o Raidenie…

Szybko wyrzuciłam go z głowy i wyjęłam telefon z kieszeni. Wybrałam playlistę i przesuwałam palcem po ekranie, aż zatrzymałam się na jednym utworze. Kiedy pierwsze dźwięki Sex on Fire zaczęły wypełniać łazienkę, poczułam, jak napięcie w moich ramionach odpuszcza.

Po chwili zrzuciłam z siebie ubrania i weszłam pod prysznic. Zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech, gdy po mojej skórze spłynął niemal parzący strumień. Odczekałam chwilę, by przyzwyczaić się do chwilowego dyskomfortu, aż w końcu poczułam się lepiej.

Gdy wróciłam do pokoju, włożyłam koszulkę i dres. Czułam, że czeka mnie kolejna bezsenna noc. Zresztą jak każda, gdy nie było obok mnie Raidena.

Nero wskoczył na łóżko i jak zwykle domagał się pieszczot. Bezwiednie położyłam dłoń na jego grzbiecie, ale nie skupiałam się na tym, co robiłam. Myślałam o Raidenie, o naszej… relacji. No i oczywiście o tym, dlaczego ten chłopak mimo popieprzonego początku naszej znajomości działał na mnie w taki sposób. Dlaczego chciałam spędzać z nim czas i dlaczego sprawiało mi to większą przyjemność, niż powinno? I nie chodziło tylko o seks, choć ten był naprawdę… dobry. Chodziło o te pozostałe zwyczajne chwile, kiedy milczeliśmy, kiedy leżeliśmy w łóżku, a on czytał mi fragment książki, kiedy oglądaliśmy razem film – choć to wszystko nie zdarzało się często, miało znaczenie. Sprawiało, że czułam wewnętrzny spokój. A może to nie te chwile, tylko Raiden tak na mnie działał?

Oblizałam usta i sięgnęłam po telefon. Z zawahaniem weszłam na profil Avy w mediach społecznościowych. Przejrzałam kilka jej zdjęć i otworzyłam konto Xandera. Xan zamieszczał głównie fotki z imprez; na kilku z nich był też Raiden. Przygryzłam dolną wargę, powiększając tę, która musiała zostać zrobiona na imprezie halloweenowej w kaplicy. Twarz Raidena była pokryta farbkami, a jego makijaż przypominał ten Tate’a z American Horror Story.

Przymknęłam powieki i odchyliłam głowę do tyłu, ale nie zamknęłam aplikacji. Dobrze pamiętałam to, co wydarzyło się później na tej imprezie, ale teraz zaczęłam się zastanawiać, co było punktem zapalnym w naszej znajomości. Czy to był właśnie tamten wieczór i to, jak Raiden przyciskał mnie do spękanego muru? Czy to wszystko zaczęło się już wcześniej?

Głośno westchnęłam i sprawdziłam osoby oznaczone na zdjęciach. Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam profil Raidena. Zmarszczyłam brwi i z głośno bijącym sercem weszłam na jego konto. Nie znalazłam tam zbyt wielu fotek, choć obserwujących miał zaskakująco dużo, jak jakiś cholerny influencer. On sam natomiast nie obserwował nikogo. Dosłownie nikogo.

Cóż, można się było tego po nim spodziewać.

Obejrzałam kilka zdjęć, pilnując się, żeby przypadkiem któregoś nie polubić, aż w końcu natrafiłam na takie sprzed kilku lat. Raiden trzymał głowę na kolanach jakiejś dziewczyny, a ona zatapiała palce w jego włosach. Poczułam nieprzyjemny ucisk w żołądku.

Czy to była Abby?

Przez chwilę wpatrywałam się w zdjęcie, ale gdy tylko otrząsnęłam się z chwilowego zawieszenia, potrząsnęłam głową i szybko zamknęłam aplikację.

Rozejrzałam się po pokoju, żeby znaleźć sobie jakieś zajęcie, ale kompletnie nic nie przychodziło mi do głowy. Zrezygnowana sięgnęłam po laptopa i usiadłam na łóżku. Uruchomiłam Netflix, ale po kilku minutach przeglądania odniosłam wrażenie, że wszystko już widziałam. Bez przekonania kliknęłam w kolejny tytuł, ale chwilę później z rezygnacją zamknęłam klapę komputera i poczułam narastającą frustrację.

Spojrzałam na swoje łóżko i zatrzymałam wzrok na telefonie. Smartfon leżał obok, jakby drwił ze mnie, z mojej „silnej” woli, którą starałam się zachować. Miałam dość tego wszystkiego. Pod wpływem impulsu sięgnęłam po komórkę. Odblokowałam ją i się zawahałam, wstrzymując oddech. Nie powinnam tego robić. Przecież nie mogliśmy – a przede wszystkim nie powinniśmy – spędzać razem tyle czasu. Ja nie powinnam. Nie mogłam przyzwyczaić się do tego, że był, gdy tego potrzebowałam. Mimo to bezwiednie zaczęłam stukać w ekran. Zanim zdążyłam się opamiętać, wybrałam jego kontakt, ale przed napisaniem wiadomości szybko zmieniłam nazwę kontaktu z „Chodzący red flag aka psychol” na coś zwyczajnego, a zarazem… wyjątkowego – jego imię.

Ja

Jesteś u siebie?

Wysłałam, ale po chwili spędzonej w napięciu natychmiast dopisałam:

Ja

Mogę przyjechać?

Starałam się nie myśleć o tym, co mogło z tego wyniknąć, ale moje palce cały czas były blisko telefonu. Wahałam się, czy nie usunąć tych wiadomości i nie udawać, że się pomyliłam, ale zanim zdążyłam coś zrobić, dostałam odpowiedź:

Raiden

Dopiero wróciłem i zaraz idę pod prysznic.

Przełknęłam ślinę, bo nie odpowiedział na moje drugie pytanie. Nie zdążyłam jednak wyciągnąć żadnych wniosków, bo przyszedł kolejny esemes:

Raiden

Drzwi będą otwarte.

Powinnam się ucieszyć, bo przecież właśnie tego chciałam, a jednak poczułam niepewność i zdenerwowanie. Mimo to zamówiłam w aplikacji taksówkę, nie przejmując się tym, jak wyglądam. Miałam na sobie dres, a na twarzy ani grama makijażu, ale Raiden już widział mnie w takim wydaniu. Skoro wtedy nie uciekł z krzykiem, teraz tym bardziej nie miało to znaczenia.

Siedziałam na łóżku, wpatrując się w telefon i czekając na powiadomienie, że kierowca niedługo będzie. Czułam, jak serce dudni mi w klatce piersiowej. Stres, który odczuwałam, nie był podobny do niczego, co kiedykolwiek przeżyłam.

Cholera, co jest grane?

Nagle ekran telefonu się zaświecił, a aparat zawibrował w mojej dłoni.

„Twój kierowca Amir zbliża się do ciebie”.

Wyszłam z pokoju, po cichu dotarłam na korytarz i szybko włożyłam buty, a potem kurtkę. Ostatni raz spojrzałam na wnętrze domu, po czym opuściłam go i zamknęłam drzwi na klucz.

Kiedy się obróciłam, przy krawężniku zatrzymał się samochód. Ignorując napięcie w chyba każdym możliwym mięśniu w ciele, ruszyłam przed siebie. Gdy znalazłam się w taksówce, to uczucie wcale nie minęło.

Po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce, podziękowałam kierowcy i wysiadłam. Samochód odjechał i zostawił mnie samą na opustoszałej ulicy przed tonącą w ciemnościach kamienicą. Wzięłam głęboki wdech i ruszyłam przed siebie, prosto do uchylonych drewnianych drzwi.

Weszłam i powoli zaczęłam się wspinać po schodach. Zatrzymałam się dopiero przed mieszkaniem Raidena. Czułam, jak moje serce bije coraz szybciej. Nacisnęłam klamkę. Od razu uderzyły mnie panujące wewnątrz ciepło i półmrok – zapalone były tylko dwa małe kinkiety.

Po cichu zamknęłam drzwi na zamek, a potem ściągnęłam buty i kurtkę.

– Raiden? – odezwałam się w końcu.

– Jesteś już. – Jego głos dotarł do mnie zza moich pleców, a gdy się obróciłam, zobaczyłam, że stoi w samym ręczniku, owiniętym wokół bioder, a po skórze spływają mu pojedyncze krop­le wody.

Z trudem przełknęłam ślinę, starając się zignorować ciepło rozlewające się w moim ciele.

– Jesteś pewien, że ci nie przeszkadzam? – zapytałam pół­głosem, starając się nie spuszczać wzroku z jego twarzy, choć nie było to najłatwiejsze.

„Hailey, myśl o tym, że tak w sumie to nadal go nie lubisz. Jest przystojny, ma fajne ciało i seks z nim jest… Och, w cholerę z tym wszystkim” – jęknęłam w myślach.

– Wszystko okej? – Zmarszczył brwi, przyglądając mi się uważnie.

– Tak, tak. A dlaczego pytasz?

– Bo mówiłem do ciebie i odpłynęłaś – wyjaśnił, patrząc na mnie z politowaniem.

– Sorka, jestem trochę zmęczona – odparłam, choć to nie była do końca prawda.

A może jednak? Może moje niewyspanie podsuwało mi takie, a nie inne myśli na temat Raidena? Może to wina wyłącznie moich problemów ze snem?

– Mówiłem, że nie miałem żadnych planów – powtórzył to, czego niedosłyszałam. – Po pracy wpadłem z Madokiem do Xandera, ale kiedy napisałaś, to byłem już w domu, więc w niczym mi nie przeszkodziłaś.

Pokiwałam głową, bezwiednie przesuwając wzrokiem po ramionach Raidena i nieco niżej, po kilku tatuażach, które zdobiły jego skórę. Przełknęłam głośno ślinę.

– Będziesz tak cały czas na mnie patrzeć? – zagadnął z lekkim rozbawieniem.

– Jak? – zapytałam zaskoczona.

– Hailey – wypowiedział moje imię półgłosem i podszedł na tyle blisko, że mógł teraz bez problemu zgarnąć mi z twarzy pasemko włosów i wsunąć je za ucho. Dotarła do mnie woń żelu pod prysznic i ten zapach, w połączeniu z jego półnagim ciałem, sprawił, że poczułam między udami jeszcze większe napięcie. – Pieprzysz mnie wzrokiem – wyszeptał, patrząc mi prosto w oczy.

– To może byś się ubrał? – zapytałam równie cicho i przenios­łam wzrok na jego usta, ale szybko się ogarnęłam. – Chyba że każdego gościa witasz jedynie w ręczniku – dodałam nieco zaczepnie.

Zrobiłam krok do tyłu, bo potrzebowałam dystansu.

– Pewnie. – Kącik jego ust drgnął. – Wiesz, jaka to oszczędność czasu, gdy nie musisz ściągać z siebie mnóstwa ubrań? – rzucił przez ramię, kierując się do sypialni.

Wiedziałam, że żartował, ale te słowa i tak mnie zirytowały.

Teoretycznie mógł dalej sypiać z innymi. Nie byliśmy razem. Nie mieliśmy się na wyłączność. Ostatnim razem powiedział, że z nikim poza mną się nie pieprzył, ale to przecież nie znaczyło, że tak będzie przez cały czas trwania naszej… znajomości.

Zdjęłam bluzę i po cichu ruszyłam za Raidenem. Przekroczyłam próg i momentalnie się zatrzymałam. Stał odwrócony plecami, w szarych dresowych spodniach, wciąż bez koszulki. Mięśnie ramion napięły się, gdy poprawił włosy, a moje serce po raz kolejny w jego obecności przyspieszyło.

– Może coś obejrzymy? Chyba że wolisz iść spać – zaproponował jakby od niechcenia.

– Możemy – odpowiedziałam szybciej, niż zamierzałam. Gdy wychwyciłam jego rozbawione spojrzenie, dodałam: – Możemy coś obejrzeć.

– Okej, to chodź – odparł, zgarniając po drodze koszulkę z oparcia krzesła. – Ja zrobię popcorn, a ty przynieś nam coś do picia.

Ruszył do kuchni, a ja skinęłam głową, choć i tak tego nie widział, bo był odwrócony do mnie plecami. Otworzyłam lodówkę, przesunęłam wzrokiem po półkach i sięgnęłam po butelkę Coli. Postawiłam ją na stoliku, a potem wróciłam jeszcze po szklanki. W tym czasie Raiden wrzucił paczkę kukurydzy do mikrofali i już po chwili w mieszkaniu unosił się zapach popcornu.

– Masz jeszcze na coś ochotę? – spytał, przesypując go do miski.

– Nie. Bardziej się zastanawiam, co będziemy oglądać – odparłam, odrywając od niego wzrok.

Usiadłam na kanapie i podciągnęłam nogi. Chwilę później Raiden do mnie dołączył i postawił między nami miskę.

– Zaproponowałbym horror, ale pewnie nie dotrwasz do końca – rzucił złośliwie, nawiązując do wieczoru, gdy oglądaliśmy film grozy wszyscy razem w piwnicy u Xandera.

– Ej! – Szturchnęłam go łokciem. – To, że zasnęłam w połowie, nie znaczy, że mi się nie podobało.

– Jasne, jasne. – Zaśmiał się, włączając telewizor. Po chwili zaczął przewijać listę tytułów. – Wybieraj, bo inaczej ja to zrobię, a wtedy nie będziesz miała prawa marudzić.

Przewróciłam oczami i skupiłam się na ekranie. Po kilku propozycjach zdecydowaliśmy się na thriller.

Siedzieliśmy blisko siebie i co jakiś czas sięgaliśmy do miski, a na ekranie rozgrywała się akcja, która w innej sytuacji pewnie by mnie wciągnęła. Teraz jednak większą frajdę sprawiało mi komentowanie wszystkiego na głos, co – delikatnie mówiąc – doprowadzało Raidena do szału.

– Serio? – wtrąciłam, gdy bohaterka po raz trzeci wbiegła w ciemny korytarz. – Przecież wiadomo, że tam ktoś na nią czeka – wymamrotałam z pełnymi ustami, bo nie zdążyłam jeszcze przełknąć popcornu.

– Jakby ludzie w filmach mieli chociaż odrobinę rozumu, to wszystko kończyłoby się po pięciu minutach – odparł, wyraźnie znużony moimi uwagami.

– Ale…

– Zamilcz – rzucił, zasłaniając mi dłonią usta. – Jeśli jeszcze raz się odezwiesz, to przysięgam, że nigdy więcej nie obejrzymy razem żadnego filmu.

Próbowałam powiedzieć coś na swoją obronę, ale Raiden nadal trzymał dłoń na moich ustach. Zabrał ją dopiero wtedy, gdy zrezygnowana skinęłam głową.

Resztę filmu z trudem przemilczałam, a kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, Raiden sięgnął po pustą miskę i odstawił ją na stolik.

– Widzisz? Da się oglądać w ciszy – rzucił z powagą, ale kącik jego ust lekko drgnął.

– Cisza to duże słowo – mruknęłam, marszcząc nos. – I tak wiem, że w duchu zgadzałeś się ze wszystkim, co mówiłam.

– Jasne – prychnął. – Właśnie dlatego cię uciszyłem.

Zaśmiałam się, lekko i szczerze, a on tylko pokręcił głową, wyłączając telewizor, jakby to wszystko, co się między nami działo, było zupełnie normalne.

Po chwili ruszyliśmy do jego sypialni. Raiden wszedł pierwszy, a ja tuż za nim, zamiast jednak położyć się do łóżka, obserwowałam w milczeniu, jak podchodzi do szafki, podłącza telefon do ładowania, a potem reguluje natężenia światła. Sypialnia zanurzyła się w niemal całkowitej ciemności, jedynie spod mlecznego klosza docierał ciepły i delikatny blask. Nagle atmosfera się zmieniła. Zupełnie jakbyśmy zostawili tę lekkość i beztroskę w salonie.

Serce zabiło mi mocniej, gdy Raiden przeciągnął przez głowę koszulkę i odrzucił ją na bok. Bez słowa usiadł na łóżku, oparty plecami o tapicerowany czarny zagłówek, a srebrny łańcuszek z krzyżykiem na jego klatce piersiowej wydał mi się nagle niesamowicie interesujący.

W milczeniu zmierzył mnie wzrokiem w taki sposób, że na chwilę przestałam oddychać. Skóra natychmiast zaczęła mnie palić, a ciało – drżeć, choć jeszcze nawet mnie nie dotknął. Przygryzłam wargę, bo nie wiedziałam, co robić dalej.

– Chodź do mnie – wychrypiał niskim głosem.

Wszystko we mnie zamarło, a mimo to moje nogi posłusznie ruszyły w jego stronę. Podeszłam do łóżka i kiedy już chciałam usiąść obok na materacu, Raiden wciągnął mnie na siebie. Teraz siedziałam na nim okrakiem, a on ułożył swoje dłonie na moich biodrach i wbił mi opuszki palców w pośladki.

– Czy teraz chcesz iść spać? – wyszeptał, leniwie i zaskakująco delikatnie przesuwając dłońmi po mojej talii.

Pokręciłam głową, nie spuszczając z niego wzroku.

– Kurwa – wymamrotał, a potem wziął głęboki oddech, odchylając do tyłu głowę i przymykając powieki.

Na chwilę ogarnęła mnie niepewność, ale wtedy poczułam coś, czego jeszcze przed chwilą nie było… Miał erekcję. Był tak samo podniecony jak ja. Chciał mnie tak samo, jak ja jego.

Oblizałam usta i delikatnie przygryzłam dolną wargę, kładąc mu dłonie na ramionach. Zanim otworzył oczy i na mnie spojrzał, poruszyłam biodrami, ocierając się pośladkami o jego sztywnego penisa. Raiden z sykiem zassał powietrze i przełknął ślinę. Powtórzyłam ruch i prowokacyjnie spojrzałam mu w oczy. Zanim zdążyłam pomyśleć, żeby zrobić to jeszcze raz, położył rękę na moim karku, wsunął palce w rozpuszczone włosy i przyciągnął moją twarz do swojej. Pocałował mnie gwałtownie, brutalnie. Czułam, jakby przekazywał mi całą frustrację, z jaką się zmagał. Desperację, która przepełniała jego żyły. I pragnienie, z którym chyba oboje przegrywaliśmy.

– Ja pierdolę – wyszeptał mi w rozchylone usta, delikatnie je muskając. – Uwielbiam cię całować – wyznał i pogłębił przerwany pocałunek.

Rozdział 2

Raiden

Można kogoś pożądać i lubić. Można kogoś kochać albo nienawidzić. Czasami tego chcemy, czasami potrzebujemy, a czasami nie mamy wyboru. Bywają też relacje, w których trudno określić, co tak naprawdę nami kieruje. Potrzeba czy chęć? Uczucia czy pociąg fizyczny? Nienawiść czy miłość? A może wszystko naraz?

Bywa też, że tego nie wiemy, dopóki nie jest za późno. Dopóki nie utkniemy w emocjach, które nas przytłaczają, nie pozwalają nam oddychać, a jednocześnie nas uzależniają. Dopóki nie zaczniemy gubić się w swoich myślach, analizować każde spojrzenie, każdy gest, każde słowo, jakby miały ukryte znaczenie. Dopóki nie poczujemy, że pragniemy kogoś wbrew sobie, wbrew rozsądkowi, wbrew temu, co powinniśmy czuć. Bo czasami to, co najbardziej nas przyciąga, jest tym, co powinno nas odpychać. A to, co powinno być proste, staje się najbardziej skomplikowane.

Otworzyłem oczy i od razu zobaczyłem twarz Hailey. Spała spokojnie, częściowo przytulona do mojego boku, a częściowo do kołdry, którą ukradła mi jakąś godzinę temu. Odruchowo wyciągnąłem do niej dłoń i chciałem odgarnąć kilka pasemek włosów, które opadły na jej twarz. Powstrzymałem się w ostatniej chwili. Powinna się wyspać.

Ja natomiast miałem teraz czas, żeby wrócić myślami do tego, co działo się kilka godzin temu.

– Ja pierdolę – wyszeptałem w jej rozchylone usta. – Uwielbiam cię całować – wyznałem i pogłębiłem pocałunek, który na chwilę przerwałem.

Nigdy wcześniej całowanie nie sprawiało mi takiej przyjemności. Jakby ta prosta czynność sama w sobie była najlepszą grą wstępną, w jakiej kiedykolwiek brałem udział.

Hailey zarzuciła mi ręce na kark i sunęła palcami po skórze, a od czasu do czasu wplatała je we włosy. Jęknęła, gdy kolejny raz otarła się o wybrzuszenie w moich spodniach. Od tego dźwięku przeszedł mnie dreszcz. Byłem wdzięczny, że siedzę, bo gdybym stał, pewnie zwaliłoby mnie to z nóg.

Powoli wsunąłem dłonie pod jej koszulkę i dopiero gdy dotknąłem jej ciepłej, miękkiej skóry, zorientowałem się, że nie ma na sobie stanika.

Ja pieprzę, ona mnie wykończy.

Zacisnąłem jedną dłoń na jej piersi, drugą na biodrze, by nadać rytm jej ruchom. Ostatni raz zabawiałem się w taki sposób w liceum, gdy miałem szesnaście lat, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie – kurewsko mnie to podniecało.

Odchyliła głowę do tyłu, odsłaniając przede mną szyję, którą od razu zacząłem pieścić ustami. Smakowała słodko, jak pieprzona fantazja, jak najczystsza forma pożądania, jak coś, co nigdy nie powinno mi się znudzić.

Wsunąłem palce w jej włosy i lekko za nie pociągnąłem, co sprawiło, że cicho westchnęła.

– Potrzebuję cię – wyszeptałem.

Czułem, jak każdy centymetr jej ciała drży w odpowiedzi na mój dotyk.

Poruszała biodrami w równym tempie, niemal leniwie, czym doprowadzała mnie do szaleństwa. Każde kolejne zetknięcie naszych ciał sprawiało, że byłem coraz bliżej granicy, którą sam sobie narzuciłem. Miało być powoli. Miało być stopniowo. Ale przy niej, kurwa, było to prawie niemożliwe.

Jednym ruchem przewróciłem ją na plecy i teraz to ja byłem na górze. Chwyciłem za te przeklęte dresowe spodnie i powoli je z niej zsunąłem. Po chwili to samo zrobiłem z błękitnymi koronkowymi majtkami. Hailey została tylko w luźnej koszulce, a wyglądała przy tym jak spełnienie mokrych snów każdego faceta.

Zbliżyłem się do jej twarzy, podtrzymując ciężar ciała na rękach, a potem – nawet na chwilę nie odrywając wzroku od jej oczu – pocałowałem ją. Przymknąłem powieki i pogłębiłem pieszczotę, którą przedłużałem do granic możliwości. Nigdy jej tego nie powiem, ale cały przeklęty dzień marzyłem tylko o tym.

Zjechałem ustami w dół. Muskałem wargami jej szyję, obojczyki, aż dotarłem do skrawka materiału, który wciąż miała na sobie. Ta koszulka nagle stała się moim największym wrogiem. Zacisnąłem palce na jej brzegach, a Hailey uniosła ręce, pozwalając mi się jej pozbyć. Kiedy w końcu ubranie wylądowało na podłodze, miałem przed sobą widok, który odebrał mi rozsądek.

Hailey leżała przede mną zupełnie naga, z rozszerzonymi źrenicami, zarumienionymi policzkami i lekko rozchylonymi ustami, które wręcz błagały o więcej.

Ja pierdolę.

Przesunąłem dłonią po jej udzie, coraz wyżej, aż w końcu poczułem, jak bardzo była gotowa.

Zadrżała, gdy musnąłem ją palcami, a ja uśmiechnąłem się pod nosem.

– Kurwa, Hailey… – wyszeptałem i zacząłem powoli pieścić ją palcami, obserwując każdy jej ruch i każde drgnienie, słuchając każdego cichego jęku, który wydobywał się z jej ust.

W tym momencie była moja. Teraz należała do mnie i wiedziałem, że jedynie pod osłoną nocy, gdy na niebo wstępował księżyc, mogłem mieć ją całą. Bo noce należały do nas. Tylko wtedy mogliśmy udawać, że jesteśmy kimś innym.

Hailey zacisnęła mi palce na ramionach. Jej biodra same szukały mojego dotyku, poruszając się w rytmie, który doprowadzał mnie do szału. Czułem, jak zaciska się wokół mnie, jak jejciało reaguje na każdy ruch mojej dłoni. Przygryzła wargę, jej powieki drżały, jakby była na granicy utraty kontroli. I to właśnie chciałem zobaczyć. Ją – rozpadającą się, całkowicie oddaną temu, co jej dawałem.

Przyspieszyłem, kciukiem drażniąc najbardziej wrażliwe miejsce, a ona chwyciła mnie za kark i przyciągnęła do siebie. Nasze usta znów się odnalazły, ale ten pocałunek był inny: desperac­ki, łapczywy, przesiąknięty czystym pożądaniem i potrzebą.

– Chcę cię – wydyszała w moje wargi, wbijając mi paznokcie w plecy.

Ja też jej chciałem. Bardziej niż czegokolwiek.

Oderwałem się od niej na chwilę, żeby zrzucić z siebie spodnie i bokserki, a potem wróciłem i ułożyłem się między jej nogami. Sięgnąłem do szuflady i wyjąłem z niej szeleszczące granatowe opakowanie.

Pochyliłem się nad nią i musnąłem ustami jej ucho.

– Powiedz mi, czego chcesz – mruknąłem.

Otworzyła oczy. Jej oddech był nieregularny, a spojrzenie – kompletnie zamglone pożądaniem.

– Ciebie – wyszeptała. – Potrzebuję ciebie…

Te słowa sprawiły, że straciłem resztki samokontroli. Nie było już odwrotu.

Przycisnąłem usta do jej szyi i złożyłem na niej gorące pocałunki. Była gotowa, a ja… czułem się jak na pieprzonym haju.

Gdy w końcu w nią wszedłem, oboje wypuściliśmy z ust urwany oddech pełen ulgi. Hailey zacisnęła palce na moich ramionach, a jej biodra uniosły się, jakby instynktownie chciała poczuć mnie jeszcze bardziej.

– Mocniej – szepnęła, a ja myślałem, że eksploduję.

Z każdą sekundą, z każdym jej jękiem, z każdym westchnieniem przyspieszaliśmy, poruszaliśmy się w coraz bardziej desperackim rytmie.

Moje imię wymknęło się błagalnie spomiędzy jej ust, a ja nie potrafiłem już dłużej myśleć. Całkowicie się w niej zatraciłem.

Otworzyłem oczy, gdy Hailey niespokojnie się poruszyła. Wyciągnąłem rękę i sięgnąłem po komórkę, która leżała na stoliku nocnym. Dochodziła dziewiąta – za pół godziny powinienem być w pracy. Szef mnie zabije, jeśli się spóźnię, ale naprawdę nie chciałem jej budzić.

Ciężko westchnąłem i wróciłem spojrzeniem do Hailey. Obejmowałem ją ramieniem, a ona przytuliła się do mnie. Musiałem wstać, dlatego bardzo ostrożnie wysunąłem się spod niej, a potem usiadłem na brzegu łóżka. Postawiłem stopy na podłodze, przeczesałem palcami już i tak rozczochrane włosy, a potem poruszyłem karkiem, żeby go nieco rozluźnić. Już miałem wstać, gdy zatrzymałem wzrok na stoliku nocnym, a dokładniej na książce… Tyle wystarczyło, żeby do głowy wdarło mi się kolejne wspomnienie.

– Przeczytasz mi coś? – zapytała sennym głosem, układając się na boku, twarzą w moją stronę.

Skinąłem głową, nawet nie zastanawiając się nad odpowiedzią.

Wstałem i podszedłem do niewielkiego czarnego regału, na którym stało kilka książek, ale zdecydowaną większość stanowiły klasyki. I wcale nie byłem jakimś ich miłośnikiem – po prostu kiedyś należały do mojej matki.

Przesunąłem wzrokiem po grzbietach, odczytując w myślach ich tytuły. Przygryzłem kolczyk w wardze i zerknąłem przez ramię na Hailey.

– Dracula został w moim wozie – powiedziałem, bo zazwyczaj właśnie to jej czytałem, co w sumie było dziwnym wyborem jak dla kogoś miewającego problemy ze snem. – Mam Frankensteina, Portret Doriana Gra…

– Może być Portret – wymamrotała, wtulając głowę w poduszkę.

Skinąłem głową i wróciłem z książką do łóżka. Otworzyłem ją na pierwszym rozdziale, a ze środka wysunęła się zakładka. Hailey podniosła się na łokciu i przerzuciła kartki.

– Możesz zacząć od miejsca, w którym skończyłeś – wyszeptała i ponownie wtuliła się w poduszkę.

Sięgnąłem po tę książkę kilka miesięcy temu, ale przerwałem lekturę w trakcie jedenastego rozdziału i już więcej do niej nie wróciłem. Nie dlatego, że była kiepska. Po prostu nie było to dla mnie dość ważne.

Spuściłem wzrok na tekst, odchrząknąłem i cichym, niskim głosem zacząłem czytać:

– „Jesteśmy karani za naszą wstrzemięźliwość. Każde dążenie, które staramy się unicestwić, trawi naszego ducha i zatruwa nas. Najpierw grzeszy ciało i zadowala się swym grzechem, bowiem czyn jest pewnego rodzaju oczyszczeniem. Pozostaje tylko wspomnienie rozkoszy lub rozpustny żal. Jedynym sposobem zwalczenia pokusy jest poddanie się jej” *.

Czytając fragment, na który wypadło, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że były to słowa skierowane bezpośrednio do nas. Coś, co pasowało do mnie i do Hailey. Coś, co idealnie opisywało to, z czym staraliśmy się walczyć, ale czemu ulegliśmy. I może powinniśmy poddać się temu wcześniej?

*

Po drodze na szkolny basen zgarnąłem Hailey. Ava pojechała już wcześniej z Ronanem, bo mieli pomóc Xanderowi coś ogarnąć, więc byliśmy w aucie sami. Z głośników cicho leciała playlista z serialu Euphoria, bo Hailey się na nią uparła, a ja próbowałem się przebić przez zakorkowane miasto.

Zabrzęczał telefon. Hailey wyciągnęła go z kieszeni i nagle zmarszczyła czoło, wpatrzona w ekran.

– Wszystko okej? – zapytałem, bo zauważyłem nagłą zmianę w wyrazie jej twarzy.

– Tak – odpowiedziała cicho i wstrzymała oddech. – Ryan napisał, że policja była przed chwilą w barze i pytała, czy ktoś coś widział albo słyszał. Podobno przecznicę dalej pobili i dźgnęli nożem jakiegoś chłopaka.

Zmarszczyłem brwi.

– Dzisiaj?

– Nie… Kilka dni temu – odparła, chowając telefon do kieszeni. – Mają niezłe tempo. Kolesia zaatakowali kilka dni temu, a policja dopiero teraz szuka świadków? I jeszcze w sylwestra… – Pokręciła głową. – Coraz gorzej się tam robi.

– Co masz na myśli?

Westchnęła głośno i przeciągle.

– Ostatnio ktoś grzebał przy zamku w tylnych drzwiach do Nocturne, no i pojawiło się graffiti na ścianie. Mike chciał nam za to urwać głowy, jakby to była nasza robota… Twierdził, że powinniśmy zauważyć podejrzaną osobę kręcącą się w pobliżu. Nie wiem, jak niby mieliśmy to zrobić, skoro stoimy za barem, ale nieważne. W każdym razie ostatnio dużo się dzieje w tamtej okolicy. Głównie to jakieś akty wandalizmu, ale teraz ta akcja… Chyba kupię sobie paralizator albo gaz pieprzowy.

Powiedziała to lekkim tonem, jakby chciała, żebym potraktował to jako drobnostkę, ale jej się nie udało – nie podobało mi się to, co usłyszałem. Chciałem, żeby była bezpieczna.

Nim zdążyłem zebrać myśli, Hailey ponownie się odezwała.

– Zagrajmy w coś – zaproponowała nagle, wiercąc się na fotelu.

– Znowu? – Wystukiwałem palcem o kierownicę rytm ­piosenki.

Wzruszyła ramionami.

– Nudzi mi się.

– Jesteś dzisiaj jakaś pobudzona – zauważyłem, zerkając na nią.

– Ja zaczynam. – Zignorowała moją uwagę, całkowicie niezrażona moim brakiem entuzjazmu. – Plaża.

– Co: plaża? – zapytałem zirytowany, bo nie miałem pojęcia, o co jej chodzi.

– Boże, gramy w skojarzenia – westchnęła.

Wywróciłem oczami, ale nie protestowałem, bo nie miałem siły z nią dyskutować.

– Woda – rzuciłem od niechcenia.

– Zimno.

– Śnieg.

– Łóżko.

– Jakim cudem śnieg kojarzy ci się z łóżkiem? – parsknąłem, naciskając mocniej pedał gazu, żeby zdążyć przejechać przez skrzyżowanie, zanim zmieni się światło.

– Takim, że wtedy siedzę w łóżku i nie wychodzę na dwór – odpowiedziała z powagą. – Dalej, twoja kolej.

– Seks.

– Serio?

Spojrzała na mnie z politowaniem, a mnie drgnął kącik ust, gdy zauważyłem jej minę.

– To prawie synonim tego słowa – zauważyłem.

Pokręciła głową, ale uśmiechnęła się pod nosem. Chwilę jechaliśmy w ciszy, mijając kolejne światła. Śnieg zalegał na poboczach, błoto pośniegowe chlupotało pod oponami, a nocne miasto mieniło się ciepłym blaskiem latarni. W oddali było widać gmach szkoły, a za nim basen, gdzie już zapewne zaczynała się impreza.

– Ciekawe, ile potrwa, zanim ktoś coś rozwali – odezwałem się, parkując przy bocznym wejściu.

– Jeśli Xander coś sobie ubzdura, to pozamiatane. Pytanie, czy jego ojciec nic nie podejrzewa. – Hailey wysiadła z auta i poprawiła płaszcz.

– Zobaczymy – mruknąłem, zamykając drzwi, i podążyłem za nią w stronę wejścia.

Z daleka dobiegały już pierwsze dźwięki muzyki, a w powietrzu czuć było chlor i alkohol. Weszliśmy do środka, ciepło, kontrastujące z mroźnym powietrzem na zewnątrz, uderzyło mnie w twarz. Przez szklane drzwi widziałem taflę basenu podświetloną neonowymi lampami, a wokół niego grupki ludzi śmiejące się i popijające drinki z plastikowych kubków. W kącie Xander gestykulował energicznie, prawdopodobnie tłumacząc coś Ronanowi.

– To oficjalnie najlepszy pomysł Xandera – stwierdziła Hailey, zdejmując płaszcz. – Albo najgorszy. Zależy, jak się skończy.

– Oby nie skończył się w areszcie – dodałem, rozglądając się za resztą ekipy.

Skinąłem głową kilku witającym mnie osobom, które naj­wyraźniej mnie znały, choć mi ich twarze nic nie mówiły. Chwyciłem Hailey za rękę i pociągnąłem ją w kierunku szatni.

Weszliśmy do pomieszczenia, gdzie kilka dziewczyn chichotało przy lustrze. Zignorowałem je i zacząłem się przebierać. Hailey zrobiła to samo. Zdjęła bluzę, potem spodnie i została w dwuczęściowym czarnym stroju kąpielowym. Majtki były związane po bokach jedynie cienkimi sznurkami.

Patrzyłem na jej ciało i nie wiedziałem, czy bardziej żałowałem tego, że musieliśmy stąd wyjść i banda napalonych gości również będzie się na nią gapić, czy tego, że nie potrafiłem zignorować jej widoku. Zresztą, nie tylko ja miałem problem z ignorowaniem jej wyglądu w tym przeklętym stroju kąpielowym. Mój kutas również to zauważył i naprawdę starałem się pokierować swoje myśli na coś mało seksownego, żeby nie wyjść ze wzwodem na basen pełen ludzi.

Hailey zerknęła na mnie z lekko uniesioną brwią, jakby doskonale wiedziała, co się dzieje w mojej głowie. Uśmiechnęła się delikatnie, ale nic nie powiedziała. Po prostu odgarnęła włosy na bok i mocniej zawiązała jeden ze sznureczków na biodrze.

– Idziemy? – rzuciła, obracając się w stronę drzwi.

– Tak. – Odchrząknąłem i wciągnąłem powietrze, ruszając tuż za nią.

Gdy wyszliśmy z szatni, impreza zdążyła już nabrać tempa. Ludzie wskakiwali do wody, śmiech odbijał się echem od ścian, a Xander stał na skraju trampoliny, trzymając butelkę.

– Kurwa, Xander, tylko z tym nie skacz! – krzyknął Ronan, ale ten jedynie się roześmiał i uniósł szkło w geście triumfu.

– To będzie długa noc – mruknąłem pod nosem, zerkając na Hailey, która z niepokojem obserwowała wyczyny Xandera i na razie nieudolną próbę zapanowania nad nim podjętą przez Ronana i Avę.

Skierowałem się do prowizorycznego baru, który ktoś naprędce zorganizował przy plastikowym stoliku.

Hailey podążyła za mną, a ja sięgnąłem po dwa drinki. Jeden podałem jej, drugi wziąłem dla siebie. Alkohol był mocniejszy, niż się spodziewałem, ale może właśnie tego było mi trzeba.

Spojrzałem ponownie na Xandera, który ostatecznie zdecydował się na skok – na szczęście bez butelki.

– Przynajmniej nie rozbił sobie głowy – skomentowała Hailey, wpatrzona w taflę wody, z której wyłonił się Xander.

– Jeszcze – zauważyłem i upiłem kolejny łyk.

*

Impreza trwała od kilku godzin. Zrobiło się trochę tłoczno, choć według początkowych ustaleń miała być tylko nasza ekipa plus kilku bliższych znajomych. Wyszło jak zawsze, gdy do organizacji czegoś zabierał się Xander.

Wziąłem butelkę piwa z lodówki turystycznej, podważyłem kapsel pierścieniem na palcu i upiłem spory łyk. Oparłem się ramieniem o kolumnę i przesunąłem wzrokiem po ludziach zgromadzonych wokół basenu – dwie grupki chłopaków zerkały co jakiś czas na dziewczyny tańczące w skąpych strojach kąpielowych, kilka osób podpierających ścianę piło albo gadało o jakichś głupotach, a niektórzy siedzieli w wodzie i rzucali kolorowymi dmuchanymi piłkami lub obściskiwali się w narożnikach basenu.

Nic ciekawego. Nic, czego wielokrotnie już bym nie widział.

– Zamulasz, stary – rzucił Madoc, który nagle znalazł się obok mnie.

– A co mam, kurwa, robić?

– No nie wiem, pogadać z ludźmi i się z nimi socjalizować? – usłyszałem w jego głosie drwinę, bo dobrze mnie znał. – Albo przynajmniej przestać ich mordować wzrokiem. – Zaśmiał się i poklepał mnie w ramię.

– Chyba spasuję – powiedziałem.

– Dobra, a gdzie Hailey? – Rozejrzał się na boki.

– Poszła z Avą po coś do samochodu.

– I dlatego zachowujesz się jak obrażony dzieciak? – spytał z niedowierzaniem.

Spojrzałem na niego chłodno, bo zaczynał mnie irytować swoim pieprzeniem.

– Nie zachowuję się jak obrażony dzieciak – odwarknąłem. – Po prostu to całe gówno – skinąłem głową na wygłupiających się ludzi – mnie nie bawi.

Madoc popatrzył na mnie z politowaniem, pogadaliśmy jeszcze chwilę, a potem poszedł do wołających go znajomych. Zanim zdążyłem się ruszyć, podeszła do mnie dziewczyna. Nie rozpoznałem jej, ale jej uśmiech sugerował, że ona mnie tak.

– Hej – rzuciła, przechylając głowę i przygryzając lekko wargę.

Spojrzałem na nią bez większego zainteresowania.

– Znamy się? – zapytałem obojętnym tonem.

Zaśmiała się sztucznie.

– Powinnam się obrazić, że mnie nie pamiętasz – powiedziała, bez skrępowania taksując mnie wzrokiem.

Gdybym zmagał się z erekcją, którą wcześniej niemal wywołała u mnie Hailey, to ta dziewczyna z całą pewnością szybko pomogłaby mi pozbyć się problemu, bo jej desperacja nie była seksowna. Jakiekolwiek podniecenie natychmiast by przy niej wyparowało, nie miałem co do tego wątpliwości. Zresztą ona cała była dla mnie kompletnie… Kurwa, nie, problem nie leżał w tym, że była nieatrakcyjna. Musiałbym być ślepy, żeby nie zauważyć, jak spoglądają na nią inni faceci na tej imprezie. Pewnie jeszcze kilka miesięcy temu mnie również by się spodobała. Bardziej chodziło o to, że teraz w żadnym stopniu mnie nie pociągała.

– Może mogłabym ci odświeżyć pamięć? – zapytała kokieteryjnie, kładąc dłoń na moim ramieniu, i przesunęła paznokciem po tatuażu.

Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo coś innego przykuło moją uwagę bardziej niż dziewczyna podsuwająca mi cycki pod nos.

Hailey wróciła do środka i rozmawiała z Avą i Ronanem.

Natychmiast odtrąciłem dłoń nieznajomej i ignorując jej oburzenie, ruszyłem w kierunku młodszej Scott. Zanim jednak zdążyłem się zbliżyć, Xander podbiegł do niej, przerzucił ją sobie przez ramię i ruszył prosto do wody.

– Xander, nie! – zapiszczała z rozbawieniem i uderzyła go w plecy.

Ten idiota tylko roześmiał się głośniej, przesuwając dłoń z jej uda na pośladek, a po chwili wskoczył do basenu, trzymając Hai­ley w objęciach.

Przystanąłem w miejscu i zacisnąłem zęby. Irytacja w kilka sekund przerodziła się w gniew. Miałem ochotę podejść do Xandera i delikatnie mówiąc, solidnie mu wpierdolić. I nie chodziło o to, że wskoczył z nią do wody, kiedy ja chciałem do niej podejść. Chodziło o to, że położył rękę na jej tyłku.

Nie zastanawiając się długo, wszedłem do basenu i podpłynąłem do miejsca, gdzie Hailey i Xander właśnie wynurzyli się na powierzchnię. Posłałem Xanderowi mordercze spojrzenie, ale był na tyle wstawiony, że nawet tego nie zauważył. Śmiejąc się, roztrzepywał mokre włosy i ochlapywał wszystkich wokół wodą.

Hailey odgarnęła wilgotne kosmyki z twarzy, a ja podpłynąłem bliżej. Gdy uniosła na mnie wzrok, po prostu rzuciłem:

– Chodź.

Nie dałem jej czasu na reakcję, tylko ją objąłem i ignorując otaczających nas ludzi, podpłynąłem pod ścianę basenu. Oparłem ją plecami o chłodne kafelki, a dłonie ułożyłem po bokach, czym skutecznie uniemożliwiłem jej jakąkolwiek ucieczkę.

– Doprowadzasz mnie do jebanego szaleństwa – powiedziałem, zbliżając do niej twarz.

– Przecież nic nie robię – odparła, ale w jej głosie zabrzmiała nuta rozbawienia. Bezwiednie zarzuciła mi ręce na kark, a jej palce lekko wplotły się w moje włosy. – Nawet nie podeszłam, kiedy flirtowałeś z tą blondyną w jaskraworóżowym stroju.

Skrzywiłem się.

– Z jaką blondyną?

Nie miałem pojęcia, o kim mówiła, bo z nikim nie flirtowałem.

Hailey rozejrzała się dookoła, aż w końcu w jej oczach coś błysnęło. Mało dyskretnie wskazała ręką w stronę drugiego końca basenu. Podążyłem spojrzeniem za jej gestem i zauważyłem dziewczynę, która kilka minut temu próbowała „odświeżyć mi pamięć”.

Przewróciłem oczami i spojrzałem z powrotem na Hailey. Przysunąłem się do niej jeszcze bliżej – tak blisko, że czułem ciepło jej ciała przez cienki materiał mokrego stroju. Jedną dłoń ułożyłem na jej talii, a drugą powoli przesunąłem wzdłuż jej uda.

– Nie flirtowałem z nią – oznajmiłem spokojnym, niskim głosem. – Była tak cholernie nieinteresująca, że nawet nie zwróciłem uwagi na to, jak wyglądała.

Palcami delikatnie dotykałem jej skóry, sunąc dłonią po wewnętrznej stronie uda. Czułem, jak całe jej ciało się spina, a oddech na chwilę urywa.

Hailey przełknęła ślinę, mocniej zacisnęła palce na moim karku. Oddychała szybciej, ale nie odwróciła wzroku. Miała lekko rozchylone usta, zupełnie jakby chciała coś powiedzieć, ale zamiast tego tylko oblizała wargi, a we mnie coś mocno się zacisnęło.

– Kurwa, Hailey – wyszeptałem i pochyliłem głowę jeszcze bardziej.

Nasze usta były teraz tak blisko, że wystarczyłby najdrobniejszy ruch, żeby się zetknęły. Czułem, jak jej oddech muska moją skórę. Jak napięcie między nami niebezpiecznie szybko rośnie.

– Raiden… – wyszeptała prawie błagalnie.

Nie miałem pojęcia, czy prosiła mnie, żebym się odsunął, czy żebym przestał się powstrzymywać.

I nie byłem pewien, czy jeszcze miałem siłę to analizować.

* Oscar Wilde, Portret Doriana Graya, tłum. Kazimierz Czachowski, Kraków–Warszawa 1928, s. 28.

Rozdział 3

Raiden

Patrzyłem jej w oczy, powoli przesuwając dłonią w górę po wewnętrznej stronie jej uda. Nie byliśmy sami – otaczające nas krzyki, śmiechy i głośne rozmowy przy akompaniamencie tanecznej muzyki nie dawały nam nawet złudnego poczucia intymności – ale to nie stało mi na drodze. Chciałem jej dotknąć. Chciałem ją poczuć tak samo jak trzy dni temu w moim łóżku.

– Raiden – wyszeptała.

– Mhm?

Dotarłem ręką do jej majtek. Poruszająca się tafla wody utrudniała dostrzeżenie tego, co działo się pod nią, choć pewnie łatwo było się tego domyślić.

– Zauważyłeś, że nie jesteśmy tu sami? – zapytała, mocniej zaciskając mi palce na szyi.

– Serio? – zakpiłem, dotykając jej najwrażliwszego miejsca.

Zadrżała. Zamiast mnie odepchnąć, odchyliła głowę i dopuściła mnie jeszcze bliżej.

– Proszę… – wyszeptała, a jej biodra ledwo zauważalnie ­drgnęły.

Uśmiechnąłem się, bo czułem, jak całkowicie oddaje się chwili. Woda falowała wokół nas, dookoła rozchodził się szum rozmów i śmiechów, a dla mnie liczyły się tylko jej przyspieszony oddech i rozchylone usta. Teraz liczyła się tylko ona.

– Tak? – zamruczałem, nie cofając dłoni.

Zacisnęła powieki, kiedy przesunąłem palcami niżej.

– Ktoś nas zobaczy – wychrypiała bez przekonania.

– W takim razie musisz być bardzo, bardzo cicho – odparłem, wsuwając palce głębiej, i musnąłem ustami jej szyję.

Zagryzła dolną wargę, by stłumić jęk.

Wszystko inne przestało mieć znaczenie. Istotny był tylko fakt, że w tej chwili należała wyłącznie do mnie.

Czułem jej gorący oddech na skórze, gdy opierała czoło o moją brodę, ledwo zachowując nad sobą kontrolę. Jej biodra poruszały się w rytm moich ruchów.

– Kurwa, Hailey… – warknąłem, przyciskając ją mocniej do ściany basenu.

Przyspieszyłem, wiedząc, że długo nie wytrzyma.

– Raiden – wydyszała błagalnie, odchylając głowę.

Była cholernie blisko.

Przygryzłem płatek jej ucha.

– Musisz być cicho – mruknąłem, przesuwając ustami wzdłuż jej szczęki. – I nie możesz się poruszać, bo wszyscy się dowiedzą, co tutaj robimy.

Zadrżała i wbiła mi paznokcie w plecy.

– Jesteś dupkiem – wymamrotała.

Zaśmiałem się cicho, ale nie zwolniłem.

– Może i jestem, ale to właśnie dzięki mnie zaraz dojdziesz.

Zamknęła oczy i napięła się gwałtowanie. Właśnie o to mi chodziło.

Przytrzymałem ją w talii, gdy dochodziła, wtulając twarz w moją szyję. Nie wiedziałem, co było bardziej satysfakcjonujące – to, jak rozpadała się w moich ramionach, czy świadomość, że zrobiłem to tu i teraz, przy wszystkich, i nikt się nie zorientował, bo każdy wydawał się zbyt zajęty sobą. I miałem nadzieję, że to nie było tylko wrażenie.

Kiedy jej oddech się uspokoił, odsunąłem się od niej, ale nie na tyle, żeby pozwolić jej uciec.

– Hailey… – Uniosłem jej podbródek i zmusiłem ją, żeby spojrzała mi w oczy. – Jeszcze nie skończyłem.

Oddychała ciężko, próbując dojść do siebie, ale nie zamierzałem jej na to pozwolić. Zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, nachyliłem się i delikatnie przygryzłem jej dolną wargę, a potem wpiłem się w jej usta. W tym pocałunku nie było nic łagodnego. Był zachłanny i zaborczy.

Jęknęła cicho, a jej palce znów zacisnęły się na moich ramionach, niezbyt długo pozostały jednak w tym miejscu. Po chwili przesunęła dłoń w dół, muskając mokrymi opuszkami moje żebra, a potem brzuch, aż w końcu zawędrowała trochę niżej…

– Może powinnam się odwdzięczyć – wyszeptała tuż przy moich ustach.

– Nie tu – warknąłem, łapiąc ją za nadgarstek, zanim posunęłaby się za daleko.

Jej oczy zabłysły, jakby przyjęła wyzwanie.

– Boisz się, że ktoś zobaczy? – zakpiła z udawaną niewinnością.

– Nie. – Uniosłem kącik ust w bezczelnym uśmiechu. – Bardziej myślę o tym, że jeśli mnie dotkniesz, to przelecę cię tu, przy wszystkich.

Niestety, zanim odpowiedziała, za naszymi plecami rozległ się nagły okrzyk, a chwilę później ktoś wpadł do basenu z głośnym pluskiem. Oboje drgnęliśmy i spojrzeliśmy w stronę źródła hałasu. Kilka osób się śmiało, a w centrum zainteresowania był oczywiście organizator imprezy.

– Pieprzony Xander – mruknąłem pod nosem, gdy dostrzeg­łem mojego przyjaciela, który najwyraźniej świetnie się bawił.

Hailey parsknęła śmiechem, choć policzki wciąż miała lekko zarumienione.

– Chyba ktoś czuwa nad twoją samokontrolą – rzuciła z rozbawieniem.

Skrzywiłem się i odsunąłem na tyle, żeby mogła wyjść z basenu.

– Jeszcze nie skończyliśmy – ostrzegłem, a potem podciągnąłem się na rękach i wyskoczyłem z wody.

Hailey już nic nie odpowiedziała, tylko przyglądała mi się wyzywająco. Zanim zdążyłem ponownie przyciągnąć ją do siebie, złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę Avy i Ronana.

– Chodź, zanim Xander narobi jeszcze większego syfu – powiedziała. – Jestem ciekawa, jak on chce to wszystko posprzątać, żeby nikt nic nie zauważył.

Westchnąłem, przesuwając dłonią po karku.

– Pewnie jutro, gdy już się obudzi na gigantycznym kacu, będzie nas wszystkich nękać telefonami, bo dupa mu się zapali – mruknąłem, obserwując Xandera, który zwijał się ze śmiechu.

Ava patrzyła na niego, kręcąc głową, a Ronan spokojnie pił piwo, bo najwyraźniej nie zamierzał się w to wtrącać.

Hailey puściła moją rękę i podeszła do swojej siostry. Ava od razu zmierzyła ją wzrokiem i uśmiechnęła się pod nosem.

– A was co tak zmęczyło? – parsknęła, spoglądając na mnie z politowaniem.

No cóż, chyba ktoś jednak nas widział albo się domyślił, że nie rozmawialiśmy o noworocznych postanowieniach.

– Eee, co? – Hailey chyba postanowiła udawać, że nie wie, o co jej chodzi. Zamiast odpowiedzieć, zaczęła rozglądać się na boki.

Oparłem się plecami o poręcz przy basenie, skrzyżowałem ramiona na klatce piersiowej i spojrzałem na Xandera, który się do nas zbliżał. Gdy tylko podszedł, objął Hailey w talii i wybełkotał jej coś na ucho.

– Może zabierzesz, kurwa, te łapy? – rzuciłem sucho.

Ale on tylko spojrzał na mnie z głupim uśmiechem.

– Weź, stary, wyluzuj! – Roześmiał się i zabrał Avie plastikowy kubeczek z jakimś napojem. – Ta czarownica jest dla mnie jak siostra.

– Od kiedy siostrę maca się po tyłku? – Zmrużyłem oczy.

– Przecież rączki mam tutaj. – Uniósł szybko dłonie i pomachał nimi w powietrzu, jakby był przedszkolakiem.

– Idioto, nie teraz – odpowiedziałem, bo straciłem do niego cierpliwość. – Kiedy wskoczyłeś z nią do basenu.

– Dobra, Raiden – wtrąciła się Ava. – Wdech i wydech. – Zademonstrowała mi ćwiczenia oddechowe. – Dalej, powtarzaj za mną.

Patrzyłem na nią jak na jakiś rzadki przypadek kliniczny.

– Jaja sobie robisz? – zapytałem po chwili.

– Niszczyciel zabawy – wymamrotał Xander, a gdy na niego spojrzałem, szybko dodał: – I wcale nie chciałem macać Hailey. Tylko się wygłupiałem.

Zacisnąłem szczękę.

– No jasne. Było bardzo śmiesznie – zadrwiłem.

Hailey położyła mi dłoń na przedramieniu, jakby chciała mnie uspokoić.

– Daj spokój. Nic się nie stało – powiedziała cicho.

Westchnąłem przeciągle, ale odpuściłem. Jeżeli jej to nie przeszkadzało, mnie również nie powinno. To, że skręcało mnie z zazdrości, to tylko nieistotny detal, z którym chyba musiałem sobie jakoś poradzić.

– Mam nadzieję, że masz plan na ogarnięcie tego syfu – zwróciłem się do Xandera, zmieniając temat, i wskazałem głową cały ten bałagan.

– Plan jest prosty, stary. – Uniósł butelkę piwa i uśmiechnął się głupio. – Tym problemem zajmie się Xander z przyszłości.

– Tamten Xander będzie miał przerąbane – rzuciła Ava, kręcąc głową z rozbawieniem.

Ronan w końcu oderwał się od swojego piwa i spojrzał na mnie spod uniesionych brwi.

– Dobrze się czujesz?

– A dlaczego miałoby być inaczej? – zapytałem z grymasem.

– Bo wyglądasz, jakbyś miał komuś przywalić.

– Czyżby ktoś ci działał na nerwy? – wtrąciła Ava, posyłając mi wymowne spojrzenie.

– Teraz to już wszyscy mnie wkurwiacie – odpowiedziałem, przesuwając dłonią po karku.

Hailey, która stała obok Avy, przyglądała mi się uważnie, ale milczała.

Westchnąłem ciężko, bo naprawdę nie miałem ochoty się z nimi kłócić ani tym bardziej im się zwierzać.

– Zaraz wracam – rzuciłem, odpychając się od barierek, i od razu skierowałem się w stronę szatni.

Potrzebowałem na chwilę odciąć się od tego całego chaosu. Po drodze minąłem znajome twarze, ale nikomu nie poświęciłem większej uwagi. Wszedłem do łazienki i przemyłem twarz zimną wodą, po czym oparłem się rękami o umywalkę i spojrzałem w swoje odbicie w lustrze. Przetarłem twarz dłonią i odetchnąłem głęboko. Nawet nie byłem pijany, a czułem, że całe towarzystwo zaczynało działać mi na nerwy bardziej, niż powinno.

Gdy wyszedłem z łazienki, usłyszałem głośne odliczanie.

– Dziesięć! Dziewięć! Osiem!

No tak, kurwa, już północ.

Przyspieszyłem kroku, idąc w stronę basenu.

– Cztery! Trzy! Dwa! Jeden!

– SZCZĘŚLIWEGONOWEGOROKU!

Wykrzykiwane życzenia i śmiechy wypełniły całą przestrzeń. Na zewnątrz rozległy się pierwsze wystrzały fajerwerków, a w środku wystrzelono konfetti. Ktoś otworzył szampana i chlapał na wszystkich dookoła. Ale ja nie patrzyłem na to wszystko.

Mój wzrok przykuło coś zupełnie innego.

Jakiś typ przyciągnął Hailey do siebie i pocałował.

Znieruchomiałem.

Kurwa.

Nie czekałem, żeby zobaczyć, czy go odepchnie, czy się zaśmieje, czy nie zrobi kompletnie nic. Miałem to gdzieś. Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę szatni. Nie zatrzymałem się nawet na sekundę. Wszedłem do środka, wyciągnąłem z torby ubrania i zacząłem je wkładać. Każdy mój ruch był szybki, mechaniczny. Koszulka, jeansy, buty. Klucze do auta w kieszeni, fajki w dłoni.

Mogłem iść – i musiałem zrobić to jak najszybciej.

Kiedy tylko znalazłem się na zewnątrz, odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się nim głęboko. Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz, ale właśnie tego potrzebowałem.

Cudownie. Po prostu przezajefantastycznie.

Zaciągnąłem się ponownie i oparłem się plecami o ścianę, wbijając wzrok w nocne niebo rozświetlone od sylwestrowych fajerwerków.

Nowy rok, kurwa. Świetny początek.

Im dłużej stałem na dworze, oparty plecami o mur na tyłach pływalni i całego kompleksu sportowego należącego do szkoły, tym bardziej zastanawiałem się, dlaczego aż tak mnie to wkurwiło.

Nie obchodziło mnie, z kim jeszcze pieprzyła się Lexi, kiedy ze mną sypiała. Nie obchodziło mnie, co kiedyś robiła Ava. Nie interesowało mnie, czy dziewczyny, z którymi łączył mnie jedno­razowy seks, miały chłopaków, spotykały się z innymi czy były amiszkami.

Więc dlaczego teraz czułem to kurewskie napięcie w ciele?

Dym wypełnił mi płuca, ale to ani trochę nie pomagało. Sięgnąłem do kieszeni po telefon. Gdy nacisnąłem przycisk, ekran się jednak nie rozświetlił.

Rozładowany. Wspaniale.

Westchnąłem i ruszyłem do auta. Wsiadłem do środka, odpaliłem silnik, podłączyłem telefon do ładowarki i odchyliłem głowę na zagłówek. Chciałem chwilę posiedzieć, ochłonąć, choć równie dobrze mogłem po prostu odjechać.

Przymknąłem powieki. I wtedy usłyszałem syreny. Od razu się spiąłem.

Pod szkołę podjechały samochody policyjne, ich niebiesko-czerwone światła odbijały się od szyb mojego auta.

Kurwa.

Wbiłem wzrok w radiowozy. Dwóch gliniarzy wysiadło z pierwszego, trzeci został w aucie i mówił coś do krótko­falówki. Po chwili otworzyły się kolejne drzwi i wyszło jeszcze dwóch. Nie musiałem się zastanawiać, co tu robią. Ktoś najwyraźniej zadzwonił po gliny.

Już po chwili z wnętrza budynku rozległy się podniesione głosy. Ludzie wpadli w panikę. Ktoś wybiegł przez główne wejście, ale szybko zawrócił, kiedy zobaczył policję.

– Nie tam! – rozległ się jakiś spanikowany krzyk, ale nie widziałem czyj.

Kilka osób pobiegło w drugą stronę, najpewniej w poszukiwaniu jakiegoś innego wyjścia. W głównej hali basenu nagle zgasły światła.

Jeden z policjantów złapał za radio i coś powiedział, a drugi skierował latarkę na boczne wejście.

Nie czekałem dłużej. Odpaliłem silnik i bez świateł powoli ruszyłem na tyły parkingu, tak by pozostać poza zasięgiem wzroku funkcjonariuszy. Przycisnąłem gaz dopiero wtedy, gdy znalazłem się dostatecznie daleko, żeby nie zwrócić na siebie uwagi policji.

Po kilku minutach telefon wreszcie się włączył. Od razu zaczął wibrować od wiadomości i nieodebranych połączeń. Z Ronanem, Madokiem, Xanderem i Avą szybko się zdzwoniliśmy. Po chwili udało nam się spotkać na tyłach kompleksu sportowego, z dala od kręcących się po szkole gliniarzy. Byli wszyscy.

Wszyscy oprócz Hailey.

– Gdzie jest Hailey? – rzuciłem ostro, rozglądając się po reszcie.

Nikt nie odpowiedział od razu. Ronan i Ava wymienili spojrzenia, Madoc zacisnął usta, a Xander tylko przejechał dłonią po twarzy.

– Kurwa, gdzie ona jest?! – warknąłem, bo czułem, jak napięcie w moim ciele sięga zenitu.

– Nie zdążyła zwiać – odezwał się w końcu Ronan. – Kilka innych osób też tam zostało.

Zanim się zastanowiłem, zrobiłem krok do przodu i popchnąłem Xandera.

– To ty zorganizowałeś to gówno! Powinieneś jej pilnować! – krzyknąłem, bo kompletnie straciłem nad sobą panowanie.

Xander cofnął się o krok, ale po chwili szybko się wyprostował.

– Przecież nie zrobiłem tego celowo! – odburknął, patrząc na mnie spode łba. – Uspokój się. Pewnie tylko ją spiszą i wypuszczą.

– Uspokój się? – powtórzyłem z kpiną, gotowy znowu go popchnąć.

– My też się martwimy, ale raczej potraktują to jak wykroczenie – wtrącił Madoc, zanim zdążyłem ponownie rzucić się na Xandera.

– Od kiedy znasz się na prawie? – zadrwiłem.

– Nie była chyba karana, co? – Madoc zerknął na Avę.

Ava pokręciła głową, ale była blada jak ściana i miała zaciśnięte usta.

– No właśnie – dodał.

Prychnąłem pod nosem.

– Ale szkoła, kretynie, to mienie publiczne – syknąłem. – Już sam ten fakt może klasyfikować zarzut jako przestępstwo. A do tego… – Urwałem, bo nagle przypomniały mi się świeże graffiti na szafkach w szatni. Zacisnąłem szczękę. – Jacyś twoi kumple porysowali szafki i wolę nie wiedzieć, co jeszcze odpierdolili.

Xander zacisnął pięści.

– To nie ja…

– Nie pierdol, Xander – przerwałem mu. – Jeśli szkoła wyceni zniszczenia na wystarczająco dużą kwotę, to już nie będzie żadne pierdolone wykroczenie, tylko przestępstwo.

Zapadła cisza. Nikt nie miał nic do dodania. Napięcie dało się wyraźnie odczuć, a mnie z każdą sekundą coraz bardziej nosiło.

Hailey nadal była tam. W środku. Z glinami.

Dwie godziny później…

Czekanie było najgorsze.

Siedziałem na masce auta i co jakiś czas odpalałem kolejnego papierosa, choć nic to nie dawało. Ava chodziła tam i z powrotem i co chwilę sprawdzała telefon. Jej twarz była blada, a ręce się trzęsły. Ronan i Madoc gadali z kimś przez telefon i próbowali się dowiedzieć, dokąd ją zabrali. Xander siedział na krawężniku i milczał.

– No i co? – odezwałem się w końcu i zaciągnąłem się dymem.

Ronan odsunął telefon od ucha.

– Mam adres komisariatu – powiedział i podał nam lokalizację.

Ava od razu podbiegła bliżej.

– Musimy tam jechać – stwierdziła nerwowo. – Skontaktuję się z rodzicami i może oni… oni coś wymyślą. Zadzwonią do jakiegoś prawnika, zrobią coś…

Nikt się nie odezwał.

Spojrzałem na nią.

– Myślisz, że twój ojciec będzie chciał ją stamtąd wyciągnąć? – zapytałem cicho.

Ava zamarła.

Nie byłem pewien, ile wiedziała reszta, ale ja i Ava zdawaliśmy sobie sprawę, jaki jest ich stary i jaki ma stosunek do Hailey.

– Ja pieprzę – zaklęła pod nosem i odwróciła wzrok.

Zacisnąłem zęby, wyrzuciłem niedopałek i starłem go butem.

Nie mieliśmy czasu ani zbyt wielu możliwości.

Sięgnąłem po telefon.

– Co robisz? – spytał Madoc, unosząc brew.

Nie odpowiedziałem. Wiedziałem, że będzie mnie to kosztować więcej, niż pewnie będę gotów zapłacić, ale nie miałem innego wyjścia.

Zacisnąłem palce na telefonie i wybrałem kontakt do człowieka, którego z całego serca nienawidziłem.

Jeden sygnał.

Drugi.

Trzeci.

Już miałem się rozłączyć, gdy w słuchawce rozległ się jego głos.

– Raiden? – Brzmiał na zdziwionego. Albo rozbawionego. Z nim nigdy nic nie wiadomo.

– Potrzebuję przysługi.

Postanowiłem od razu przejść do sedna i zaoszczędzić nam bezsensownej wymiany zdań.

Cisza.

– Potrzebujesz czegoś i nagle przypomniałeś sobie, że masz ojca? – Jego ton był chłodny, ale wyczułem w nim nutę satysfakcji.

Przymknąłem powieki.

– Możesz mi pomóc czy nie? – warknąłem.

– Zależy – odparł spokojnie. – Co przeskrobałeś?

Zacisnąłem szczękę.

– Nie ja. Ktoś inny.

– Kto? – zapytał mechanicznie.

– Ktoś.

– Ktoś ważny? – Wyraźnie się zainteresował.

– Dziewczyna.

Cisza.

– Dziewczyna – powtórzył przeciągle, z lekkim rozbawieniem.

– Możesz się tym zająć czy nie? – Nie miałem ochoty na jego pieprzone gierki.

Przez chwilę nic nie mówił.

– A dlaczego miałbym to zrobić?

Zacisnąłem pięść.

Wiedziałem, że nie zrobi nic za darmo.

– Czego chcesz?

W słuchawce rozległo się ciche westchnienie, a potem padło jedno słowo:

– Przyjdziesz.

Zamrugałem.

– Co?

– Na ślub – dodał powoli. – I na wesele.

Coś we mnie pękło. W głowie mi zahuczało.

Jego ślub.

Z nią.

Mocniej zacisnąłem palce na telefonie.

– Zajmiesz się tym? – wycedziłem przez zęby.

– Przyjdziesz?

Nie odpowiedziałem od razu. Czułem, że wszystko się we mnie gotuje.

– Tak.

– Mądra decyzja. Jak poważne kłopoty może mieć ta dziewczyna? Zgarnęła ją już policja? Jest nakaz aresztowania? Co się stało? – zapytał rzeczowo.

– Włamaliśmy się na szkolny basen i zrobiliśmy imprezę – odpowiedziałem na jednym wydechu i żeby nie dać mu czasu na rzucanie głupich komentarzy, szybko dodałem: – Wszystko zależy od kwoty, na jaką wycenią szkody. Na razie jest na komisariacie, ale mogą podpiąć jej przestępstwo, a nie tylko wykroczenie – przedstawiłem swoje podejrzenia.

Dorastanie w domu, w którym kodeks karny leżał na stole w niemal każdym pokoju, na coś się przydało. Byłoby pomocne również w ukończeniu studiów prawniczych, ale jakoś straciłem motywację do nauki, gdy przyłapałem ojca z moją dziewczyną.

– Wyślij mi esemesem dane tej dziewczyny i informację, na którym komisariacie przebywa. Dam znać, kiedy będzie po wszystkim.

Połączenie zostało przerwane.

Opuściłem powoli rękę, wbijając wzrok w asfalt.

– Załatwione – rzuciłem, gdy wróciłem do reszty towarzystwa.

Ava spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.

– Ojciec? – wyszeptała.

Nie odpowiedziałem.

Nie chciałem o tym mówić. Nie teraz.

Nie, kiedy miałem ochotę rozwalić coś gołymi rękami.

Dalsza część w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Spis treści

Ostrzeżenie

Playlista

Rozdział 1. Hailey

Rozdział 2. Raiden

Rozdział 3. Raiden

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Dedykacja

Epigraf

Ostrzeżenie

Meritum publikacji