Celny Strzał - Siwa Marta - ebook
NOWOŚĆ

Celny Strzał ebook

Siwa Marta

0,0

19 osób interesuje się tą książką

Opis

Ukochany narzeczony, seryjny morderca i pyskata panna – romans z dreszczykiem.

Magdalena Grabowska to zaradna, pyskata młoda kobieta. W ostatni wieczór przed uroczystym otwarciem wymarzonej własnej restauracji do jej auta wsiada zamaskowany mężczyzna z bronią w ręku. Zmusza Megi, by pomogła mu zbiec przed groźnymi gangsterami, tym samym jednak wciąga ją w swój niebezpieczny świat. Od tego dnia w życiu kobiety zmienia się wszystko, zwłaszcza że zaczynają się nią interesować inni niebezpieczni ludzie.

Niepokojące podarunki, pościgi, kwiaty i zaległe porachunki oraz zapach, który obezwładnia jej zmysły. Czy Megi ulegnie namiętności i porzuci dotychczasowe życie dla zamaskowanego nieznajomego? Kto okaże się jej prześladowcą?

Gorąca namiętność, pożądanie, adrenalina – świat jak filmów – i pozory, które mylą.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 251

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Okładka Celny strzał Marta Siwa

 

 

Copyright © by W. L. Białe Pióro &Marta Siwa

Warszawa 2026

Projekt okładki – zdjęcia i grafika: Agnieszka Kazała

Redakcja: Agnieszka Kazała

Korekta: Daria Siwek

Skład i łamanie: WLBP

Wydawnictwo Literackie Białe Pióro

www.wydawnictwobialepioro.pl

Wydanie: II, Warszawa 2026

ISBN: 978-83-66945-36-4

 

 

Rozdział 1

 

– Tak, właśnie to uwielbiam! Adrenalina, emocje i niepewność, czy wszystko potoczy się tak, jak sobie to zaplanowałam. Tęskniłam za tym i nareszcie powróciło to do mnie niczym bumerang. – Pomyślała Megi, prowadząc swoje auto uliczkami miasta.

Megi – tak zwracał się do niej ukochany i tak o sobie myślała, a z czasem przejęli to i znajomi. Do tej pory jej życie było jedną, wielką rutyną. Nie działo się w nim nic, dosłownie nic, co sprawiałoby jej radość. Choć wydawać by się mogło, że posiada wszystko, czego może chcieć kobieta w jej wieku: wspólne mieszkanie z cudownym narzeczonym, pieniądze i niezliczoną ilość wolnego czasu, który można przeznaczyć wyłącznie na siebie. Jednak tak naprawdę odczuwała wieczną pustkę. Od kiedy zamieszkała z Wiktorem nie musiała pracować zawodowo i tego nie robiła. Zresztą takie też były oczekiwania jej partnera. Stała się kobietą, która zajmuje się domem i jest równie atrakcyjną drugą połówką w związku, w którym pozostawała. Wykonywała, więc codziennie te same czynności: robiła zakupy, których tak naprawdę nie potrzebowała, czy też realizowała się kulinarnie, choć w efekcie końcowym narzeczony zazwyczaj spóźniał się na przygotowaną przez nią wytworną kolację. Ciągłe sprzątanie wypucowanego domu stało się dla niej wyłącznie jednym z punktów do odhaczenia w harmonogramie dnia. Krótka wymiana zdań z listonoszem w południe i złudne nadzieje, że tym razem otrzyma od niego niezwykłą korespondencję, która zmieni cokolwiek w jej monotonnym życiu, a która tak naprawdę nigdy nie dotarła pod jej adres. I ten niezmienny widok za oknem z ich kuchni, gdy sąsiedzi wracają z pracy o tej samej porze dnia, kiedy ona wyciąga pieczeń z piekarnika lub dekoruje obiad na talerzu świeżymi warzywami, był tak oczywisty, że czasem patrzyła przez szybę, doszukując się wręcz najmniejszej zmiany, która pobudziłaby zakopany pod stertą nudów umysł. Mogłaby nawet wymienić milion niezliczonych drobiazgów, które zaczęła zauważać, analizując swoje rutynowe życie.

To wszystko męczyło Magdę na tyle, że zaczęła dusić się swoim własnym towarzystwem, żyjąc w schemacie, powtarzanym każdego dnia.

Wtedy pomogła jej Olka – pełna werwy, pozytywnie zakręcona i pełna chęci do działania, przekornie nazywana przez Magdę: Alex – wielkoświatową ksywą od właściwego Aleksandra. Dodawała ona Magdzie siły i stała się motorkiem napędzającym do zrobienia czegoś, o czym marzyła od zawsze. Zdecydowała się otworzyć własną restaurację w centrum swojego miasta. Oczywiście przekonanie do tej decyzji Wiktora było nie lada wyzwaniem, ale w końcu udało się. Tysiące argumentów, które mu przedstawiła i niezliczona liczna godzin zapewniania, że to jest właśnie to, co chce w życiu robić, zakończyło się powodzeniem. Wzięła się za tworzenie biznes planu i realizowanie każdego z wytyczonych sobie skrupulatnie zadań.

– To dzieje się naprawdę – przekonywała samą siebie. – Jutro wielki dzień, mój czas i moja chwila. Restauracja Galeria Smakówjutro o godzinie szesnastej zostanie oficjalnie otwarta. – Nawet teraz, gdy wypowiadała te słowa szeptem, były one dla niej niczym sen, który po otwarciu oczy znika bezpowrotnie. Mimo wewnętrznego niedowierzania, Megi miała na rękach ciarki świadczące o podnieceniu, jakie wywołuje u niej myśl, że upragnione marzenie właśnie staje się rzeczywistością. Oczywiście była pełna obaw, że ten biznes może się nie udać, ale przecież, kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Zresztą, tak długo siedziała we własnym mieszkaniu, zajmując się sprawami mało istotnymi, że chyba była w stanie zrobić wszystko, by próżnia i bezcelowość jej życia sprzed kilku tygodni nie powróciła na pierwszy plan jej osobistego scenariusza.

– Starczy tych rozmyślań, Megi, starczy! – Machnęła kilkakrotnie ręką przed swoją twarzą, gdy zaparkowała auto niedaleko restauracji. – Nie ma czasu na głupoty! Musisz dać z siebie wszystko!

Adrenalina i stres buzowały w jej żyłach, przypominając o odpowiedzialności, jaka teraz na niej spoczywała. Wysiadła w pośpiechu z samochodu i zamaszystym ruchem zatrząsnęła za sobą drzwi. Pędziła niczym wicher do wynajmowanego lokalu, czując, jak tętno pulsuje w jej skroniach. Gdy tylko otworzyła drzwi i znalazła się w środku miejsca, które udało się jej stworzyć razem z Olką przez minione tygodnie, wtedy to poczuła. Nie przeszedł jej wyłącznie dreszcz emocji spowodowany jutrzejszym wydarzeniem. To było coś więcej – satysfakcja i pewność, że praca, którą wykonała, nie poszła na marne. Efekt był właśnie taki, jakiego oczekiwała. Miejsce to nie stanowiło ekskluzywnej restauracji z pięcioma gwiazdkami, jaką można zobaczyć w katalogu. Przeważał tu wystrój drewniany dopełniony zielenią znajdujących się w środku licznych kwiatów. Brązowe skórzane kanapy przy każdym stoliku nadawały wnętrzu luksusowy, ale i ekstrawagancki, jak na lokalne restauracje, wystrój. Ruszyła głównym przejściem przez środek sali i dotarła do baru, za którym Aleksandra polerowała szkło.

– Jest nasza szefowa! Jak samopoczucie przed jutrem?

– Jestem tak zestresowana, że nie wiem, jak przeżyję to otwarcie! – Podeszła do drobnej kobiety z warkoczykami na głowie, a ona objęła ją swym ramieniem.

– Megi, spokojnie, dasz rade! Rozejrzyj się dookoła. – Olka wyciągnęła przed siebie rękę, wskazując wnętrze lokalu. – Przypomnij sobie, jak wyglądało to miejsce, gdy byłyśmy tu za pierwszym razem i zobacz, jak wygląda teraz. Myślę, że to najlepszy dowód na to, aby przekonać cię, że poradzisz sobie ze wszystkim! Z niczego zrobiłaś coś, naprawdę, coś ekstra.

– Razem zrobiłyśmy! Dobrze wiesz, że bez ciebie nie byłoby mnie tutaj.

– Przestań, bo zaraz zażądam podwyżki, mimo że jeszcze nie zarobiłaś ani grosza!

– Ile tylko sobie życzysz! – Obie głośno się roześmiały, próbując zagłuszyć tremę.

– Chodź, pomożesz mi ze szkłem, zamówiłaś tyle towaru, że nie wiem, czy nasze szafki to pomieszczą. – Ola wskazała wzrokiem kartony, które stały za barem.

– Będą musiały! Dobra – Megi schyliła się i wzięła jedno z pudeł – pójdę z tym na zaplecze. – Po drodze weszła do kuchni, by zerknąć, jak tam wyglądają ostatnie przygotowania przed otwarciem.

– Dzień dobry, Madziu!

– Dzień dobry, pani Krysiu, jak tam nasz serwis?

– Myślę, że do wieczora wszystko będzie gotowe. Przynajmniej taki jest plan.

– To świetnie! Ja ruszam z tym kartonem, musimy z Alex uporać się z przygotowaniem całego baru. Jutro nie będzie już na to czasu, dziś więc pewnie zostaniemy tu do późna.

– Jeśli trzeba w czymś pomóc na sali, to chętnie zostanę dużej.

– Nie trzeba, pani i tak pracuje w tej kuchni za trzy osoby. Zresztą, musi pani wypocząć, by mieć siłę na jutro, więc gdy tylko zakończy pani wszystkie swoje kuchenne przygotowania z wielką przyjemnością odprawię panią do domu.

– Madziu, przecież wiesz, że ja zawsze chętnie pomogę.

– Tak, wiem, a czy pani już przyzwyczaiła się do tego, że ja jestem bardzo uparta? – Zdążyła wypowiedzieć to zdanie i zniknęła za drzwiami pomieszczenia, gdzie stała wyparzarka.

Pani Krysia była bardzo uprzejmą kobietą w średnim wieku, nigdy nie robiła żadnego problemu, zawsze szukała kompromisu w każdej sytuacji i to z uśmiechem przyklejonym do twarzy. Zdecydowanie pozostawała nadzieją szefowej na gorsze dni, wnosząc w to miejsce pozytywną energię, którą rozsiewała wokół siebie. Dziś było podobnie, choć wewnątrz Magdy buzowały emocje, to ta kobieta jednym słowem wprowadzała spokój w jej osobę. Ton jej głosu był ostoją chyba dla wszystkich pracowników.

Za wielkim oknem restauracji rynek miasta zaczynał otulać się szarym półmrokiem sygnalizującym nadejście późnej pory. Zbliżał się więc koniec pracy.

– Wiktor będzie jutro na otwarciu? – zaczęła ostrożnie Olka.

– Mam taką nadzieję, że chociaż jutro się nie spóźni i będzie tutaj razem z nami.

– Jak ty wytrzymujesz bez niego? Gdyby mój Sławcio poświęcał mi tyle czasu, co tobie twój Wiktor, to chyba już dawno odprawiłabym go z kwitkiem.

– Wiesz, że ma taką pracę.

– Tak wiem. Jest tak pochłonięty tymi swoimi szkoleniami, że nie ma nawet czasu na życie prywatne.

– Wiem, kochanie, że nie przepadasz za moim narzeczonym, ale wierz mi, to naprawdę dobry człowiek.

– Może i dobry, ale o mały włos nie zrobiłby z ciebie kury domowej! Na szczęście masz mnie! Swoją najlepszą przyjaciółkę, która trzyma rękę na pulsie. – Ola posłała jej głupi uśmieszek.

– Dobrze wiesz, że nie dałabym sobie zrobić krzywdy. Jestem pyskatą gówniarą, tak samo jak ty.

–Tylko że ja dostrzegam pewne rzeczy, których ty nie widzisz albo nie chcesz zobaczyć.

– Naprawdę, nie wiem, o czym mówisz…

– Och, Megi, myślę, że doskonale wiesz, tylko sama boisz się do tego przyznać.

– Wiktor to wspaniały mężczyzna, a to, że ostatnio mamy mniej czasu dla siebie, to po prostu tak się zdarza. Zresztą sama nie jestem bez winy. Każdą wolną minutę spędzałyśmy w tym miejscu, aby móc jutro otworzyć ten lokal.

– Musisz go naprawdę bardzo kochać, skoro aż tak go tłumaczysz. – Magda pozostawiła to stwierdzenie bez odpowiedzi. Olka miała trochę racji. Ostatnimi czasy widywali się z Wiktorem coraz rzadziej. Przestali jeść wspólnie kolacje, zabrakło rozmów o wspólnych planach i pracy. Jednak nie była to wyłącznie wina wiecznej nieobecności w domu Wiktora. Przez minione sześć tygodni Megi nie robiła nic innego tylko pracowała właśnie tutaj. Wiktor nie robił jej z tego powodu problemów, przecież zgodził się na jej własny biznes. Nie mogła więc mieć teraz pretensji, że pracuje równie intensywnie jak ona. To nie byłoby w porządku.

– Jesteś już dużą dziewczynką. Wiesz sama, co jest dla ciebie dobre, a co nie.

– A ty uważasz, że Wiktor to samo zło?

– Megi… on w ogóle do ciebie nie pasujecie… to typ…

– Alex, zakończmy ten temat, naprawdę nie mam teraz ochoty na takie rozmowy! I daruj sobie te swoje prognozowanie czyjegoś życia. Zajmijmy się pracą, już zapada noc, a nam zejdzie tutaj na pewno jeszcze z godzinę.

– Okej… – Olka uniosła ręce w geście obrony.

Naprawdę Megi nie miała siły na takie dyskusje. Wiktor nie by ideałem, miał wady jak każdy człowiek, ale z pewnością był porządnym mężczyzną. Przynajmniej takie miała o nim zdanie. W przeciwnym razie, nie byliby parą od dwóch lat, a od ponad czterech miesięcy narzeczonymi. Nie miała ochoty na sprzeczki z Olą z powody ich odmiennego zdania na temat Wiktora. Ale czy to pierwszy raz, kiedy się z czymś nie zgadzały?

Poznały się na studiach, gdy Olka doszła do grupy Magdy po licencjacie. Ich drogi zaczęły się krzyżować na tyle często, że w letnim semestrze czwartego roku studiów mieszkały już razem. Przypadły sobie do gustu już na pierwszych zajęciach. Już wtedy wiedziały, że nić porozumienia, która wytworzyła się między nimi, jest na tyle gruba, że rozerwanie jej wydawało się czymś całkowicie niewykonalnym. Spędzały ze sobą każdą chwilę. Na uczelni, na stancji i oczywiście na imprezach, bo te stały się nierozłączną częścią ich wspólnego życia. Dwie szalone dziewczyny, które chciały zwiedzić cały świat i wyjść na przeciw wszystkim niemożliwym i na pozór nieosiągalnym sprawom, aby tylko udowodnić światu, że jeśli się chce, to można. Dwie kobiety, które sprzeczały się dosłownie o wszystko i właśnie dzięki temu kochały się jeszcze bardziej. Aleksandra od początku nie była fanką Wiktora, uważała, że jest zbyt poważny dla takiej wariatki jak Megi. Ale podobno przeciwieństwa się przyciągają i być może właśnie to spowodowało, że Magda zakochała się w tym mężczyźnie i straciła dla niego głowę.

 

Gdy Megi przekręciła zamek w drzwiach wyjściowych zaplecza swojego lokalu, było już całkiem ciemno. Panowała niespotykana cisza jak na piątkowy późny wieczór. Pożegnały się z przyjaciółką, życząc sobie nawzajem udanego wypoczynku przed otwarciem restauracji w dniu następnym. Jak na kwietniową noc było ciepło i przyjemnie, zarzuciła więc tylko na szyję satynowy szalik, zarzuciła torebkę na ramię i ruszyła na parking znajdujący się z drugiej strony budynku. Po drodze wyrzuciła jeszcze worek ze śmieciami do kontenera stojącego na podwórzu. Marzyła już tylko o tym, by znaleźć się pod prysznicem, a chwilę później zanurzyć się w swojej pościeli, serwując nogom ukojenie i wypoczynek.

Wiedziała, że mieszkanie jest puste, ponieważ Wiktor był w delegacji i miał wrócić dopiero następnego dnia. Wstyd jej było przyznać się nawet przed sobą, ale perspektywa całego łóżka dla siebie akurat dzisiaj wydawała się niesłychanie atrakcyjna. Gdy tylko dotarła do auta, wrzuciła swoje rzeczy na tylne siedzenie i energicznie zatrzasnęła za sobą drzwi. Odpaliła silnik i ruszyła z parkingu. Nie pragnęła w tej chwili niczego więcej, tylko odpoczynku, bo skutki napięcia i stresu odczuwała w każdym kawałku ciała. Dojechała do pierwszych świateł, które znajdowały się dwie ulice od restauracji.

Dziwne – pomyślała – zwykle o tej porze sygnalizacja jest wyłączona, a tu proszę, jeszcze postój na czerwonym! – Na szczęście jej małą irytację przyćmiło zmęczenie. Oparła się na kierownicy i westchnęła zrezygnowana. Na dźwięk otwierających się drzwi jej auta ponownie uniosła głowę.

– Jedź! Słyszysz?! Jedź, bo odstrzelę ci głowę! – Człowiek, który wtargnął do jej samochodu miał kominiarkę zasłaniającą niemal całą twarz i pistolet w ręku, który w jednej sekundzie spoczął na karku Megi. Przez niewielkie otwory w masce widziała jego zimne spojrzenie i zaciśnięte usta.

– Kim ty jesteś? Czego chcesz ode mnie? Co tu się, do cholery, dzieje? – Mimo zmęczenia, szybko oprzytomniała. Czego jak czego, ale tego się nie spodziewała! Zamaskowany mężczyzna ze spluwą w jej aucie wrzeszczał na nią, jak na nieposłuszne dziecko.

– Jedź, powiedziałem, słyszysz!

– Jest czerwone światło! – wyjaśniła bardziej podniesionym tonem.

– Gazu!!! Bo zaraz oboje zginiemy!

– Co takiego? – Nie czekając już na odpowiedź, wcisnęła pedał gazu, a bmw ruszyło z miejsca, wydając z siebie niski warkot. – Co tu się, u licha, dzieje? Kim ty jesteś i czego chcesz? – Teraz miała już bardziej przerażony głos. Lekko odwróciła głowę w kierunku pasażera. Z pewnością był to mężczyzna, jego budowa ewidentnie wskazywała na to, że ma do czynienia z wielkim gorylem.

– Patrz przed siebie! Nie odwracaj twarzy w moją stronę i, na Boga, wdepnij mocniej w ten gaz, chcę mieć pewność, że nikt za nami nie jedzie.

– Ktoś cię ściga? – Teraz była już przerażona, czuła tylko lufę pistoletu na swoim prawym barku.

– Nie zadawaj tyle pytań, tylko jedź! Twoja furka na pewno więcej wyciska. – Mężczyzna cały czas nerwowo odwracał głowę, spoglądając, czy nie jedzie za nimi żadne auto.

– Dobrze. – Dodała nieco gazu i, zapatrzona wyłącznie przed siebie, prowadziła rozmowę dalej, próbując zagłuszyć tym razem strach. – Gdzie mam jechać?

– Wyjedź z miasta. Tylko beż żadnych numerów! Musimy odjechać kilka kilometrów, żebym miał pewność, że jesteśmy bezpieczni.

– Bezpieczni? Chyba sobie kpisz! Człowieku, przecież trzymasz mi spluwę przy głowie! Nie ważne, ile kilometrów odjadę, ja i tak nie będę bezpieczna! – Nastała chwila ciszy, a zaraz po niej, on wycedził przez zęby:

– Proszę, proszę… trafiła mi się ostra sztuka! Jeśli będziesz grzeczna, to nic złego ci się nie stanie, obiecuję.

– Możesz sobie wsadzić te swoje obetniecie, wiesz gdzie?! Twoje słowa nie są dla mnie żadną gwarancją. – No cóż, była pyskata i to od zawsze. Mimo przerażenia, najzwyczajniej w świecie nie kontrolowała swoich słów. A już na pewno nie zamierzała mówić językiem wysokiej kultury i szacunku do kogoś, kto właśnie uprowadził ją i jej auto. Znowu zapadła chwila ciszy. Megi mknęła uliczkami miasta niczym kierowca formuły jeden. Co chwilę zerkała w środkowe lusterko i nie widziałam świateł choćby jednego samochodu, który mógłby podążać za nimi. Wtedy poczuła jego zapach. Mocny i intensywny. Zdecydowanie najbardziej męski zapach, który rozszerzał jej nozdrza, gdy tylko zaciągała się jego wonią. Pachniał cudownie, nieziemsko, w jej wyobrażeniach jak nadziany mężczyzna z klasą, którego ten gość w ogóle nie przypominał.

– Boisz się? – Teraz nieco rzadziej oglądał się za siebie i lekko zbliżył w jej kierunku.

– Oczywiście, że nie! – blefowała. Tak naprawdę drżała jak osika, ale nie chciała zdradzać swojego strachu. – Zabijesz mnie? – zapytała donośnym głosem.

– Cały czas zastanawiam się, co z Tobą zrobić. – Popatrzył na nią badawczo. Czuła, że płonie pod jego gorącym spojrzeniem przemierzającym każdy milimetr jej ciała. – Jesteś bardzo piękna. – Obserwował jej sylwetkę, a to zdanie tylko ją w tym upewniło. Odwrócił głowę. – Chyba im uciekliśmy. – I znowu wbił w nią swoje spojrzenie. Mimo że nie odwróciła się w jego stronę, wiedziała, że nie spuszcza z niej oka. – Nie dość, że jesteś śliczna, to niezły z ciebie kierowca. – Nie skomentowała tego, postanowiła milczeć i skupić się na drodze. Nie chciała go prowokować do dalszej dyskusji, choć ledwo udawało jej się utrzymać język za zębami. Wtedy on również zamilkł, chyba sam nie spodziewał się, że jego ofiarą będzie taka zołza. Gdy wyjechali z miasta podążała długą drogą w ciemnym lesie, nie widząc już nawet postury siedzącego obok mężczyzny. Bała się spojrzeć w jego stronę, lecz ciekawość nie pozostawiła jej wyboru. Delikatnymi ruchami zerkała w jego kierunku. – Jak masz na imię? – zapytał w końcu, widząc jej zachowanie.

– Jak dla ciebie, to pani! I tyle powinno ci wystarczyć!

– Naprawdę, podobasz mi się! – Roześmiał się. – Chyba faktycznie się nie boisz, skoro pozwalasz sobie na tak śmiałe słowa?

– Jeśli mam zginąć, to nie zamierzam w ostatnich chwilach swego życia nadskakiwać człowiekowi, który zaraz dokona na mnie egzekucji. – Po tych słowach mężczyzna zbliżył się do Megi i szepnął jej do ucha kilka słów, cedząc sylabę za sylabą:

– Posłuchaj, piękna, zabiłbym cię z wielką rozkoszą… – Po tych słowach zadrżała. Zaczęła się modlić, żeby ten okrutny facet nie chciał jej zgwałcić, żeby tylko oddał jeden celny strzał ze swojego pistoletu prosto w jej serce, aby mogła umrzeć bez cierpienia.

– Proszę! – krzyknęła do niego i gwałtownie zjechała z drogi w przydrożną ścieżkę prowadzącą w głąb lasu, którą dostrzegła w ostatniej chwili.

– Co ty robisz, kobieto? Uspokój się! – Z pewnością nie spodziewał się takiego przebiegu zdarzeń.

– No strzelaj, proszę! – Magda zgasiła auto i uniosła ręce w geście rezygnacji. – Jeśli masz mnie zabić, to zrób to teraz!

– Dobrze! – Po tych słowach zapadła długa cisza. Siedziała nieruchomo, wciągając mocno powietrze przez nos i wydając kilka głośnych wydechów przez usta. Zacisnęła ponownie ręce na kierownicy, a lęk i strach tryumfował teraz w jej głowie. Straciła zdolność logicznego myślenia i zamiast negocjować z tym potworem, by ją wypuścił, to sama zagrzewała go do oddania strzału. Chyba całkowicie postradała zmysły. – Megi, co ty robisz, do licha! – Karciła sama siebie w myślach. Nagle mężczyzna włożył rękę do kieszeni i wyjął telefon. Wcisnął kilka guzików i przyłożył słuchawkę do ucha.

– Zgubiliśmy ich? Cudownie, jestem na trasie w kierunku na Olsztyn. Na około szesnastym kilometrze zjechaliśmy w las. Białe bmw. Stoi na poboczu po prawej stronie drogi. Włączam lokalizację, przyjedźcie po mnie. – Po tych słowach rozłączył się i włożył telefon tam, skąd wcześniej go wyjął. – Wyjdź z auta! Tylko bez żadnych niespodzianek, piękna! – Cały czas mierząc do niej ze swojej spluwy, sam wysiadł z samochodu. Gdy stanął przed nią, mogła mu się lepiej przyjrzeć. Teraz już z pewnością przypominał goryla, był wysoki i dobrze zbudowany. Ubrany na czarno, jak typowy seryjny morderca w jej wyobrażeniu. – Ręce za siebie! – Tym razem mówił tonem nieznoszącym sprzeciwu. Posłusznie wykonała jego polecenie. Bo cóż miała zrobić innego? Rzucić się w ucieczkę? Przecież nawet nie miała, dokąd biec. Do lasu? Chyba oszalałaby jeszcze bardziej z przerażenia. Zresztą ten człowiek z pewnością by ją dogonił i być może nie byłby dla mnie już tak łaskawy jak do tej pory. W końcu przecież jeszcze żyła.

– Teraz mnie zwiążesz i zgwałcisz? – wysnuła wniosek już nie tak ostrym głosem.

– Hej, piękna, czy to jest propozycja? – zapytał, a wydźwięk jego stanowczych słów przybrał uwodzicielski ton. Rozzłościł tym ją jeszcze bardziej.

– Chyba w twoich snach! – Nawet nie wiedziała, skąd i kiedy wyciągnął kawałek sznura. Stanął za nią i związał jej ręce z tyłu ciała na wysokości bioder. Spanikowała. – Mam cudowne życie, rodzinę, przyjaciół i właśnie spełniałam swoje marzenie! Jutro miałam otworzyć własną restaurację, z którą wiązałam wielkie nadzieje na przyszłość! A ty teraz odbierasz mi to wszystko, tylko dlatego, że wsiadłeś akurat do mojego pieprzonego samochodu! – Coś w niej pękło, cała sytuacja skłoniła ją do potoku tych słów.

– Otwierasz własną restaurację? – zapytał zaintrygowany. – Jak się nazywa?

– Czarna dupa! – odpowiedziała krótko.

– Bardzo oryginalna nazwa. – Nie widziała twarzy tego zwyrodnialca, ale z pewnością jej odpowiedz wywołała uśmiech na jego ustach, oceniając po tonie głosu. – Widzę, że raczej się nie dogadamy.

Przełknęła tylko ślinę. A może gdyby nie podsunęła mu pomysłu z gwałtem, to by ją tylko zabił?

Ach, Megi, ty i twój cięty język! – pomyślała. – Zrób to szybko! Nie chcę długo cierpieć – nakazała.

– Dobrze. – Chwycił za jej związane dłonie i mocnym ruchem ręki popchnął w kierunku najbliższego drzewa. – Mimo że nie lubię, gdy ktoś mi mówi, co mam robić, to tym razem niech będzie tak, jak sobie życzysz. – Oparł dziewczynę o drzewo z taką siłą, że czuła jak kora wrzyna jej się w policzek. Zbliżył się, cały czas trzymając jedną ręką za jej spętane dłonie. Drugą gładził ją po tali i zbliżał się w kierunku bioder. Był tak blisko, że zadrżała, przymrużyła tylko oczy i wiedziała, że właśnie nadszedł jej koniec. Położył swoją brodę na jej ramieniu. Jego zapach był teraz na tyle intensywny, że Megi zakręciło się w głowie. – Posłuchaj, piękna, wiem, że masz mnie za zabójcę, porywacza, drania i Bóg jeden wie, za kogo jeszcze. I poniekąd się nie mylisz. Jednak nie masz nawet pojęcia, jak bardzo mnie zaintrygowałaś. Nie zważając na to, kim ja jestem i kim jesteś ty, to uratowałaś mi dzisiejszego wieczoru tyłek. A skoro mam wobec ciebie taki dług wdzięczności, to czy mógłbym cię wykorzystać, a później zabić?

– Tacy ludzie jak ty nie mają żadnych skrupułów, więc nie rozumiem, skąd te pytania? – W jej głowie pojawiła się nadzieja. Choć nie wiedziała, co się zaraz wydarzy i do czego posunie się ten człowiek. Czy ją skrzywdzi i porzuci w tym lesie?

– Nie znasz mnie, nie wiesz kim jestem. A ja bardzo nie lubię, gdy ktoś ocenia mnie z góry.

– A jak mam cię niby oceniać? Człowieku, porwałeś mnie i mierzyłeś do mnie przez ostatnie kilkadziesiąt minut ze swojego pistoletu!

– Owszem, zrobiłem to, bo nie miałem innego wyjścia. Zresztą nie zamierzam ci się z tego tłumaczyć. Gdy tu jechaliśmy, obiecałem ci, że jeśli będziesz grzeczna, to nic ci się nie stanie, pamiętasz? Jak więc myślisz, byłaś grzeczna czy nie?

– Oczywiście, że byłam, nawet nie wiesz, jaką potrafię być suką! Więc teraz mnie wypuścisz, prawda? – Nie słysząc odpowiedzi, zmieniła taktykę, a jej głos brzmiał jak pisk małego niewinnego kundelka: – Proszę, błagam, wypuść mnie! Obiecuję, że nikomu nic nie powiem o tym, co się dzisiaj wydarzyło. Przecież nie widziałam nawet twojej twarzy, nie mam pojęcia, kim jesteś.

– Masz rację – dynamicznym ruchem obrócił ją teraz twarzą do siebie. – Ale pamiętaj, że ja widziałem twoją twarz. – Uścisk jego dłoni na jej brodzie nie był bolesny, bardziej silny, lecz zarazem wyważony. Nie robił jej krzywdy, raczej pokazywał swoją przewagę nad nią. Był tak blisko, że bała się wykonać najmniejszy ruch, aby nie dotknąć swoją twarzą jego kominiarki. Jego oczy przeszywały jej spojrzenie. I ten zapach, zmysłowy i taki niespotykany. Nieświadomie zaciągnęła się nim tak mocno, że chyba sam to zauważył. – Naprawdę jesteś piękna. Byłaby wielka szkoda, gdyby coś ci się stało…

– Przestań ze mną pogrywać! – wytoczyła groźnie ostrzeżenie i ponownie stała się zołzą.

– Bo co, zrobisz mi coś? – podpuszczał ją.

– Przysięgam, że jeśli wyjdę z tego cała, to znajdę cię i skopie ci tyłek!

– To brzmi bardzo obiecująco – zauważył.

– Ty psycholu! – poniosło ją. – Puszczaj mnie!

– Hej, piękna, uważaj na słowa! Chociaż… nie wiem, kto z naszej dwójki jest większym psycholem, ja czy ty? Raz mnie prosisz, żebym cię uwolnił, a za chwilę każesz mi do siebie strzelać. Sam już nie wiem, czego ode mnie chcesz. – W tym momencie na pobocze obok zajechało inne auto. Nikt z niego nie wysiadł, a światła samochodu zgasły. Mężczyzna lekko odwrócił głowę, po czym ponownie jego wzrok wbił się w oczy Megi.

– Chcę żebyś mnie wypuścił! I nie mów do mnie piękna! – rzuciła.

– Nie podałaś mi swojego imienia, więc jak mam się do ciebie zwracać?

– Mam na imię Magda, ty draniu!

– Magda – powtórzył przez zęby. – Bardzo ładne imię. A więc, Madziu, wiedz, że nie zamierzam zrobić ci krzywdy. Nie zabiję cię… dzisiaj. Ani cię nie zgwałcę, na co chyba jednak liczyłaś. – Wzruszył ramionami i przechylił głowę lekko na bok.

– Jak śmiesz, ty….

– Chciałbym, abyś to doceniła! – podkreślił już ostrzej. – Wierz mi, w moim przypadku taki gest to rzadkość. – W tym momencie położył na jej ustach swój kciuk i gładził nim jej wargi. – Jestem ci wdzięczny za pomoc w ucieczce. Myślę sobie, że gdybyśmy poznali się w innych okolicznościach, mogłabyś mnie nieco bardziej polubić.

– Nie sądzę!

– A ja wręcz przeciwnie. Jestem przekonany, że właśnie by tak było. – Drugą ręką chwycił swoją kominiarkę i uniósł ją lekko odsłaniając usta. Przysunął się do niej jeszcze bardziej. – Nasz czas się kończy. Mam nadzieję, że nie zapamiętasz mnie tylko jako zimnego drania, ale pozostanę w twojej głowie też jako człowiek, który dał ci szansę. – Uważnie obserwował jej twarz, która reagowała na każde jego słowo. – Wiesz, piękna – mówił jeszcze ciszej. – Cieszę się, że wsiadłem akurat do twojego, pieprzonego samochodu. – Po tych słowach mocno i gwałtownie przywarł do jej ust swoimi, składając na nich namiętny i pełen pożądania pocałunek. Zamarła. Mimo że ten człowiek od ich pierwszych wspólnych chwil działał jej na nerwy i zarazem budził w niej lęk, to… nie wiadomo dlaczego, lekko rozchyliła swoje usta, dając mu tym samym przyzwolenie na ten ruch. Chyba bała się mu sprzeciwiać. Gdzieś z tyłu głowy cały czas miała obraz spluwy, która teraz znajdowała się za paskiem jego spodni. Był zachłanny i lekko natarczywy, jakby czekał na tę chwilę od początku ich spotkania. Gdy zaczęła już całkowicie tonąć w namiętnościach, jakie jej ofiarował, w jednej chwili oderwał się od niej, łapiąc głęboko powietrze w płuca. Otworzyła oczy i widziałam jak ponownie wbija w nią swoje spojrzenie. Po sekundach ciszy, która zawisła gdzieś między nimi, uwolnił swój uścisk z jej twarzy. Wyjął z kieszeni otwierany scyzoryk, przeciął nim sznur i po raz ostatni spojrzał na Megi. – Do zobaczenia, piękna. – Jednym ruchem ręki zdjął z jej szyi satynowy szalik i owinął go wokół swojej dłoni.

– Ty…

Nie czekał aż dokończy, szybkim krokiem ruszył w kierunku samochodu, który został uruchomiony, gdy tylko się od niej oddalił. Nie odwrócił się nawet na chwilę, jakby wiedział, że jego pocałunek wprawił ją w całkowite osłupienie. Stała tam i patrzyła, jak wsiada do auta.

 

– Bagnet, zapisz numery rejestracyjne tej beemki. Kobieta, która ze mną tutaj przyjechała, ma na imię Magda i podobno otwiera nową restauracje w mieście. Chcę jutro z samego rana wiedzieć wszystko na jej temat.

– Jasne szefie.

 

Rozdział 2

 

Megi zamknęła za sobą drzwi od mieszkania, dopiero teraz poczuła się bezpiecznie. Nie dowierzała w to, co ją dzisiaj spotkało. To historia prosto z filmu czy z książki, a jednak miała swoje miejsce w rzeczywistym świecie. Zawsze myślała, że takie rzeczy nie dzieją się naprawdę. To znaczy słyszała niejednokrotnie w mediach lub czytała w prasie o różnych porwaniach czy złodziejach, bandytach, a nawet mafiach, ale dopiero teraz, gdy doświadczyła takiej sytuacji na własnej skórze, dotarło do niej, że świat, w którym żyje, jest zupełnie nieprzewidywalny. Wstajesz rano i, mimo własnych planów, nie wiesz, jak może zakończyć się dla ciebie dzień.

Spojrzała na wiszący na ścianie salonu zegar i zauważyła, że dochodzi północ. Zaczęła się zastanawiać, kiedy minął ten czas. Podeszła do stojącej naprzeciwko drzwi wejściowych kanapy, zdjęła buty i usiadła ciężko, czując, jak mocno jeszcze wali jej serce.

Może powinnam zadzwonić na policję? – pomyślała. – A może byłoby lepiej, gdybym zapomniała o całej sytuacji? Przecież ten drań wyraźnie powiedział, że zapamiętał moją twarz. – Niby był niebezpieczny… ale nie wyglądał jej na typowego zakapiora, który zabija każdego, kto stanie mu na drodze. Widziała mnóstwo takich ludzi w filmach kryminalnych, ale on wydawał się inny. Przecież mógł ją faktycznie zgwałcić i zabić albo zabrać kluczyki od auta, aby mieć pewność, że nie wróci do niego tak szybko po telefon i nie zadzwoni na policję, żeby spokojnie mógł odjechać na tyle daleko, by nikt go nie znalazł. Cała ta sytuacja była dla niej co najmniej niezrozumiała. Czując ogromny ból głowy, ruszyła do łazienki. Zdjęła z siebie wszystkie rzeczy i stanęła pod prysznicem. Wtedy napięcie z całego dnia zeszło. Strumienie wody zalewały jej twarz i nagie ciało, a ona rozpłakała się jak małe dziecko. Nie wiedziała dlaczego. Przecież nic jej się nie stało, ale emocje wzięły górę. – Nich go szlag! Że też wybrał akurat moje auto! – zaklęła pod nosem. – A na sam koniec jeszcze bezczelnie mnie pocałował! Co za tupet! Człowiek, który wchodzi ze swoimi buciorami w czyjeś życie, nie zważając na to, czy ta osoba w ogóle daje mu na to przyzwolenie. Gdybym nie miała związanych rąk to z pewnością wymierzyłabym mu policzek tak mocny, że zapamiętałby mnie do końca swojego życia – przekonywała siebie samą. W końcu położyła się do łóżka i chwyciła swój telefon. Dochodziła pierwsza w nocy. Pomyślała, że może powinna zadzwonić do Wiktora? Pewnie teraz spał w hotelu i z pewnością nie miał pojęcia, co ją dziś spotkało. – A może w ogóle nie powinna mu nic mówić? Może nie powinnam mówić o dzisiejszej sytuacji komukolwiek, nawet Alex. Przecież ten drań to bandzior, zabójca i porywacz, i nie wiadomo, kto jeszcze. Może, jeśli zgłoszę tę sprawę na policję, to zagwarantuję sobie tym wyłącznie problemy? – Miała wrażenie, że od tych wszystkich myśli zaraz eksploduje jej głowa. Wtuliła twarz w poduszkę, chciała już zasnąć.

 

Inteligentna, intrygująca, trochę zwariowana i niesłychanie piękna. Kobieta, jakiej nigdy wcześniej nie spotkałem – pomyślał Kolba. – I na dodatek pyskata. – Wsiadając do tej beemki nie sądził, że spotka w niej taką piękność. Chociaż z drugiej strony, nie każda kobieta jeździ właśnie takim autem. – Wybór furki na pewno nie był przypadkowy, biorąc pod uwagę charakterek kierowcy – myślał. Przecież wsiadł do tego samochodu, licząc na to, że właściciel takiej maszyny uratuje mu tyłek. I właśnie tak było, choć nie sądził, że kierowcą będzie kobieta. Ale przecież szukał drogi szybkiej ucieczki, a tylko ona była w pobliżu. Cały czas w myślach karcił się za to, że popełnił w swojej pracy tak wielki błąd, niedopatrzenie, za które mógł zapłacić życiem. Nigdy mu się to wcześniej nie przytrafiło. Zawsze miał wszystko przemyślane w najmniejszych szczegółach. Ale dzisiaj jego plan go zawiódł, jego przeczucie nie dało mu sygnału ostrzegawczego, więc musiał uciekać. Miał wielkie szczęście, że trafił akurat na nią. Był pod wrażeniem, jak świetnie radziła sobie za kółkiem. Choć nie wyglądała na rajdowca, a swoją szczupłą sylwetką przypominała raczej modelkę. Gdyby nie jej średni wzrost z pewnością stwierdziłbym, że właśnie się tym zajmuje. Smukłe ciało i śliczna buzia. Długie, zaplecione w luźny warkocz blond włosy i te cudowne oczy: duże, niebieskie i zapadające w pamięci z pewnością niejednego mężczyzny. Ciężko było mu oderwać od niej swój wzrok. Miała takie magnetyczne spojrzenie, że patrząc na nią wydawało mu się, że nie zdoła się od niej uwolnić. – Żałuję, że mieliśmy dla siebie tak mało czasu i że poznaliśmy się właśnie w takich okolicznościach – westchnął. Miała go za mordercę, porywacza i bandziora. Choć nie ulegało wątpliwości, że jednym z tych właśnie był. Przekręcił się z lewego na prawy bok, spoglądając na swoją dłoń. Potarł kciukiem o pozostałe palce na wspomnienie dotyku jej ust. Miała aksamitną skórę, która sprawiła, że nie był w stanie myśleć teraz o czymkolwiek innym. – Czy powinienem zostawić cię w spokoju? Czy raczej liczysz na kolejne spotkanie ze mną? Co byś powiedziała, gdyby nasze drogi ponownie się skrzyżowały? – Sam nie wiedział, co myśleć. Jednego był pewien, nie mógł pozwolić sobie na to, by bezpowrotnie zniknęła z jego życia. Za bardzo go ciekawiła i zbyt mocno jej pożądał. Nie był psycholem, który upatrzył sobie właśnie nową ofiarę. Był mężczyzną zaintrygowanym tą konkretną kobietą. Uświadomił sobie, że jest całkowicie pod jej urokiem. Zacisnął powieki, próbując zasnąć z nadzieją, że dzisiejszej nocy ponownie spotka ją we śnie i po raz kolejny zatraci się w jej oczach.

 

Dźwięk telefonu wyrwał Magdę ze snu. Podniosła głowę i zaczęła rozglądać się w poszukiwaniu komórki. Gdy dostrzegła ją obok poduszki, chwyciła w rękę i odebrała połączenie.

– Córcia? Nie mów mi, że jeszcze śpisz?!

– Ma-ma? – Czuła tylko potworny ból głowy.

– No mama, mama! Dziecko, czy wiesz, która już jest godzina? Przecież dziś otwierasz swoją restauracje powinnaś już dawno być w pracy!

– Tak wiem… a… która godzina? – spytała zupełnie rozbita.

– Dziesiąta! Madziu, ludzie o tej godzinie, już dawno zarabiają pieniążki, a ty leżysz w łóżku? Jesteś chora czy coś się stało?