Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
305 osób interesuje się tą książką
Mafijna opowieść!
Selena nie miała wyboru. Aranżowane małżeństwo miało być ratunkiem dla jej rodziny, ale szybko okazuje się wejściem do świata, z którego nie da się tak po prostu wyjść. Dziewczyna staje się pionkiem w grze. Porwanie, zamknięcie i mężczyzna, którego spojrzenie burzy wszystko.Alessandro jest cieniem stojącym po stronie wroga. Człowiekiem, który nie powinien pamiętać jej imienia, a jednak coś w niej budzi w nim echo przeszłości. Czy ta dwójka ma szansę się zbliżyć?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 112
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
© Black Joanna, 2026
Mafijna opowieść!
Selena nie miała wyboru. Aranżowane małżeństwo miało być ratunkiem dla jej rodziny, ale szybko okazuje się wejściem do świata, z którego nie da się tak po prostu wyjść. Dziewczyna staje się pionkiem w grze. Porwanie, zamknięcie i mężczyzna, którego spojrzenie burzy wszystko.
Alessandro jest cieniem stojącym po stronie wroga. Człowiekiem, który nie powinien pamiętać jej imienia, a jednak coś w niej budzi w nim echo przeszłości.
Wszystko zaczęło się od długu, jak zwykle. Długi mają to do siebie, że nigdy nie znikają. One rosną, gniją i w końcu zaczynają śmierdzieć na tyle, że ktoś musi je posprzątać. Tym kimś byłem ja. Zawsze odwalałem czarną robotę, bo do tego zostałem przystosowany. To dawało mi satysfakcję, pieniądze, siłę napędową w życiu i zagłuszało wszystkie inne emocje.
Nevio, mój boss, nie był człowiekiem cierpliwym. Kiedy powiedział mi, że jego „przyjaciel” od miesięcy unika spłaty długu, wiedziałem, co to dla mnie oznacza. Miałem wysłać temu skurwielowi wiadomość. Jasną. Ostateczną. Nie spodziewałem się jednak, że wiadomością będzie jego żona Selena. Zazwyczaj działaliśmy innymi metodami, wystarczyło zabicie któregoś z ludzi dłużnika, żeby odzyskać swoją należność, ale tym razem Nevio chciał to zrobić inaczej. Najwidoczniej miał w tym jakiś cel.
Selena była raczej łatwym łupem, aranżowane małżeństwo, w którym tkwiła, by uratować brata, musiało sprowadzić ją do pionu. Nawet jeśli kiedyś była charakterna, w takiej rodzinie nauczyła się być posłuszna. Jej mąż, choć zaciągał długi wszędzie, gdzie się dało, był typowym skurwysynem, który chciałby, żeby wszyscy zachowywali się pod jego dyktando. Zapomniał jednak, że z Nevio nigdy nie było możliwości negocjacji, jeśli w grę wchodziła jego własność.
Wyszedłem z samochodu i spojrzałem w okno na pierwszym piętrze. Sypialnia Seleny i Pablo. Ciemno. Zegar wskazywał dwudziestą trzecią piętnaście. O tej porze ta mała musiała już spać, a on zabawiał się w kasynie, pilnowany przez Axela, trwoniąc następne pieniądze, w nadziei, że się odkuje. Ta nadzieja nigdy nie następowała, powiększał jedynie swoje długi.
Zarzuciłem kaptur na głowę. Jesień w Anglii bywała okropna, nie miała w sobie nic z włoskiego ciepła, które pamiętałem sprzed lat, kiedy jeszcze ja i Nevio obracaliśmy się na Sycylii. Chłód przenikał na wskroś. Zacisnąłem pięści, wciągnąłem na twarz czarną maskę i ruszyłem, złamanie alarmu zajęło mi kilka minut, wcześniejszy rekonesans przez Axela sprawił, że doskonale wiedziałem, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Kilka kroków dalej i byłem już przy drzwiach, ustąpiły bez żadnego wysiłku. Zamek był kiepskim żartem, a ja nie miałem za grosz poczucia humoru.
Wszedłem do środka jak do siebie. Schody skrzypnęły, kiedy ruszyłem na górę. Nie spieszyłem się. Pośpiech był tylko dla amatorów i dla tych, którzy się boją. Ja nie byłem ani jednym, ani drugim, doskonale wiedziałem, co powinienem zrobić. Przeszedłem przez krótki korytarz. Na białych ścianach wisiały zdjęcia Seleny, wszędzie udawane uśmiechy, sztuczne objęcia z mężem, głupie kłamstwa ukryte w ramkach. Szczęście, które było tylko na pokaz, on piętnaście lat starszy, ona wciąż wyglądała, jakby dopiero co skończyła osiemnaście. Jak tatuś i córeczka, mruknąłem do siebie. Na jednym ze zdjęć była w sukni ślubnej, długi welon aż do samej ziemi i koronka nie pasowały do niej, miałem nawet myśl, że sprawiała w tym wszystkim wrażenie udręczonej.
Wzruszyłem ramionami i poszedłem dalej, drzwi do sypialni były uchylone. Pchnąłem je lekko. Blade światło lampki nocnej rzucało cień na ścianę. Selena spała odwrócona bokiem do okna, przykryta tylko do pasa. Biały materiał koszulki kontrastował z ciemną pościelą. Jej klatka unosiła się miarowo, a w pokoju czuć było specyficzny zapach. Zerknąłem na prawo, na nocnym stoliku stał bukiet. Lilie… Prezent od Pablo? Najpewniej. Zamknąłem drzwi i przekręciłem klucz. Kliknięcie było ciche, ale wystarczyło, by ta dziewczyna otworzyła oczy. Spała jak zając. No tak, przy tym skurwysynie wciąż trzeba było uważać, nic dziwnego, że czuwała. Ale zanim zdążyła krzyknąć, byłem już przy niej. Moja dłoń wylądowała na jej ustach, drugą złapałem dziewczynę za bark i przygniotłem do materaca. Zero możliwości reakcji.
— Ani słowa, suko — syknąłem przy jej uchu.
Szarpnęła się instynktownie, ale to było bardziej jak odruch niż realna próba ucieczki. Była za słaba. Albo zbyt przerażona. Dobrze. Bardzo dobrze.
— Posłuchaj mnie uważnie — powiedziałem, zaciskając palce mocniej, kiedy znów spróbowała się wyrwać. — Twój kochany mąż narobił nam długów. A ja przyszedłem po zabezpieczenie tej transakcji. Nie stawiaj się, bo będę musiał być niemiły, a szkoda wypatroszyć takiego zajączka.
— C-co? — wyrwało się z jej ust, gdy na moment zwolniłem uścisk. Chyba wciąż myślała, że śni, a ja byłem tylko postacią z koszmaru. To byłoby dla niej zdecydowanie lepsze, gdybym zniknął wraz z nadejściem poranka. — Kim jesteś? I co robisz w mojej sypialni?
Szarpnęła się lekko, ale kiedy zsunąłem ją z łóżka jednym ruchem i uderzyła kolanami o podłogę, szybko zorientowała się, by nie zadawać zbędnych pytań. Zanim zdążyła złapać oddech, miałem już plastikową opaskę na jej nadgarstkach. Zaciśnięcie. Krótki, zduszony jęk.
— Zostaw mnie, dupku! — Zdanie klucz padło jak zwykle. Ale nie takie zwyczajne, pełne błagania, jak u innych ofiar, raczej zuchwałe. Byłem wściekły. Już po pierwszym uderzeniu miała błagać, płaszczyć się przede mną, płakać, robić to, co napędzałoby mój instynkt, a ona mimo tego, co mi się wcześniej wydawało, nie miała w sobie strachu. Albo dobrze się maskowała.
— Spokojnie, zajączku — mruknąłem. — Nie zabiję cię. Jeszcze.
Złapałem ją za ramię i postawiłem na nogi. Chwiała się, ale trzymałem ją w pionie bez wysiłku. Nasze oczy na moment się spotkały i wtedy zobaczyłem w nich błysk. Złości? A może jednak to był strach? Jej tęczówki były ciemne, a kaskada brązowych włosów sprawiała, że ta mała wyglądała jak z magazynu dla dużych dzieciaków.
— Selena… — powtórzyłem ciszej, smakując jej imię, jakby miało jakieś znaczenie. Może kiedyś miało. Teraz była tylko ozdobą tego domu i własnością Pablo. — Ładne, pasuje do ciebie. Brzmi jak pseudonim dla prostytutki.
— Skąd… znasz moje imię? Czego chcesz? — spytała, tym razem ostrożniej. Myślała. Szukała wyjścia. Może chciała mnie zagadać?
— Raczej nie przyszedłem tu przypadkiem, więc wiem o tobie więcej niż myślisz. Schodzimy.
Odwróciłem ją, prowadząc w stronę drzwi. Opierała się tylko przez ułamek sekundy, instynkt, nie decyzja. Szybko zrozumiała, że to nie ma sensu, ale to rozwścieczyło mnie jeszcze bardziej. Zacisnąłem pięści, liczyłem na strach, łzy, a ona po prostu skupiła się na zadawaniu pytań.
— Jeśli nie zamierzasz mnie zabić… — zaczęła, łapiąc oddech. — To czego chcesz? Po co tu przyszedłeś? To jakiś głupi żart Pablo?
Zatrzymałem się. Tuż przy framudze. Cisza w domu była niemal nienaturalna, żadnych dźwięków ulicy, żadnego życia za ścianą. Jakby cały świat zrobił krok w tył i zostawił nas samych. Była zdana tylko na mnie.
— Nie bawię się w żarty. Mój szef też nie lubi jak się mu robi kawały.
— To czego chcesz? Nie mam pieniędzy!
Pochyliłem się lekko w jej stronę.
— Przyszedłem po ciebie, przydasz się.
Zesztywniała.
— Ale nie tak, jak myślisz — dodałem po chwili. Naprawdę pomyślała, że porywam ją, bo jakkolwiek mnie zainteresowała? Co za bzdura. — Jesteś po prostu nam potrzebna.
— Do czego?
Uśmiechnąłem się cynicznie pod nosem, choć nie mogła tego zobaczyć. Wsunąłem jej ręce we włosy i szarpnąłem za nie mocno, aż pisnęła.
— To jest właśnie ta część — powiedziałem, otwierając drzwi — która jest najlepsza. I przede wszystkim nie dla twoich uszu. Nie zadawaj tylu pytań, bo zostaniesz bez języka, zanim dojedziemy na miejsce.
Popchnąłem ją stanowczo do przodu. Niemal zleciała ze schodów, ale w porę złapała się poręczy. Na jednym z ramion dostrzegłem świeży siniak, był sporych rozmiarów. Zmrużyłem oczy i zgasiłem światło, coś w tym widoku drażniło mnie.
Korytarz bez światła był ciemny. Zbyt ciemny jak na zwykłą noc. Nagle poczułem opór. Zignorowałem to. Prośby nic tu nie zmieniały, nigdy nie zmieniały. Zaciągnąłem ją do drzwi. Szarpnęła się jeszcze raz, bardziej z wściekłości niż nadziei. Przycisnąłem ją do ściany, miałem serdecznie dość tych cyrków. Przez moment oddychaliśmy tym samym powietrzem. Obróciła głowę w bok, zaciągnąłem się jej zapachem, był mdły, coś rozmydlonego, ale i słodkiego. Przejechałem językiem po szyi aż do uszu. Maska dawała mi przewagę. Skubnąłem lekko małżowinę, uwielbiałem czuć jak wszystkie drżały ze strachu, że zaraz coś zrobię.
— Twój stary mąż dostanie wiadomość — powiedziałem zimno. — I uwierz mi… będzie słuchał. Miałem dostarczyć cię żywą. Tylko tyle… — Przycisnąłem ją jeszcze mocniej do siebie. — Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żebym przed przejażdżką złamał ci te palce, które próbujesz wbić mi tak usilnie w ramię. Nie dotykaj mnie więcej.
Zamarła. Ale kiedy ruszyliśmy dalej, znów zaczęła stawiać opór.
— Nie możesz! Zostaw mnie! Jak Pablo się dowie, urwie wam…
Nie dałem jej dokończyć, przesunąłem lufą pistoletu od jej obojczyka aż po skroń, aż wreszcie zamilkła. Zsunąłem kaptur niżej na twarz, otworzyłem drzwi i pociągnąłem ją za sobą w ciemność przedpokoju. Na dole narzuciłem jej płaszcz, bardziej dla pozorów niż z troski. Lepiej, żeby wyglądała jak pijana żonka wracająca z imprezy, niż jak towar, który miałem przewieźć. Otworzyłem drzwi wejściowe i wyprowadziłem ją na zimne, nocne powietrze. Samochód stał tam, gdzie go zostawiłem, więc wepchnąłem ją do środka.
— Wygodnie się rozgość — rzuciłem, zamykając drzwi z głuchym trzaskiem. — Trochę ze mną pozbędziesz.
Obszedłem auto i wsiadłem za kierownicę. Spojrzałem na nią przez lusterko. Złamana jeszcze nie była. Ale to tylko kwestia czasu zanim przestanie mówić o tym, że uratuje ją mąż. Wcisnąłem gaz.
— Pablo właśnie stracił coś więcej niż pieniądze, wkurwi się jak zda sobie sprawę, że żonka na niego nie czeka ze śniadaniem? Jak myślisz?
— Pozabija was — wycedziła przez zęby.
— Już sram w gacie przed tym emerytem. — Dodałem gazu i przesunąłem maskę mocniej na twarz. Selena zadrżała. Niewielki ruch, ledwie zauważalny, ale i tak go dostrzegłem. Jej ramiona napięły się, jakby nagle zrobiło się zimniej.
A może po prostu dotarło do niej, że została kartą przetargową. I tylko od lojalności jej męża zależało, czy będzie w stanie przeżyć kolejne dni. Nevio nie dał jej zbyt wiele czasu, zebranie kilkuset tysięcy dolarów w dwie noce, kiedy nie ma się zaplecza finansowego, będzie stanowiło problem. Byłem ciekaw, jaki miał dokładnie plan na tę małą i czy jej mąż okaże się wyrachowanym dupkiem. Po wielkim skandalu, że wolał facetów, Selena była idealną przykrywką dla niego. Sama wpadła w jego ręce, prosząc o łaskę brata. A teraz to ona była na nią zdana… Ciekawy obrót sprawy.
Kiedy wychodziliśmy z domu, próbowałam jeszcze krzyczeć, ale w samochodzie dźwięk był już zagłuszony, ciemne szyby i głośna muzyka sprawiały, że byłam tu po prostu niewidzialna. Czy Pablo wróci na noc do domu? Jak szybko zareaguje? Ostatnio wciąż zdarzało mu się nocować poza domem, wracał nad ranem, czuć było od niego whisky i zapach innych kobiet. Wiedziałam, że nie jest mi wierny, do łóżka poszliśmy tylko w noc poślubną i parę razy po, tak naprawdę interesowało go tylko przypieczętowanie małżeństwa, a później zakrywanie się mną przed innymi. Ale to na moje szczęście. Nie potrafiłam się przemóc do czułości. A teraz było jeszcze gorzej. Uczucie bycia zdradzanym było trudne, ale jednocześnie miałam spokój od jego brudnych łap. Nie obchodziło mnie od kogo wracał, jedynym celem tego małżeństwa było życie mojego brata. A ta transakcja sprawiła, że nie trafił do worka, tylko udało mu się wyjechać poza Anglię.
Pablo nie był dobrym mężem. Ani ja nie byłam dla niego dobrą żoną. Dlatego czasem wyładowywał złość, bijąc gdzie popadnie. Kompletnie do siebie nie pasowaliśmy, było w nim coś, co mnie odpychało, nie tylko wiek, ale i sposób bycia. Arogancki, wywyższający się i po prostu bezczelny, ale nie w ten czarujący sposób, tylko w zupełnie odrażający. Ale teraz… kiedy ten facet wtargnął do mojej sypialni, nie miałam wyboru jak myśleć o tym, by Pablo wrócił na czas i jakoś zdobył pieniądze. To była moja jedyna nadzieja. Poświęciłam cztery lata życia, by uratować najbliższą osobę, to nie mogło pójść na marne. Nie mógł wszystkiego zaprzepaścić!
Pablo wychodził z różnych sytuacji cało, ale czy zależało mu na mnie jakkolwiek? Ożenił się ze mną, bo wydawałam się młoda i uległa jednocześnie, ale to nie sprawiało, że chodziliśmy do łóżka cały czas. I tak naprawdę nigdy go nie pokochałam. Nie mogłam jednak przestać o tym myśleć. Mięśnie miałam napięte do granic możliwości, przez okno próbowałam dojrzeć dokąd jedziemy, analizowałam drogę i szansę na ucieczkę. Ale było zbyt ciemno, a kiedy wyjechaliśmy z miasta, wiedziałam, że to nie będzie takie proste. Spojrzałam w lusterko. Facet wciąż miał na sobie kaptur i tę maskę, widziałam więc tylko zarys jego szczęki i oczy. Jest wysoki… szukałam szczegółów, ale nie potrafiłam dostrzec niczego przez ciemną bluzę. Nagle moje oczy sfokusowały się na kierownicy, kiedy ściągnął ciemne rękawiczki bez palców. Na kostkach miał tatuaże, rzymskie cyfry, które układały się w jakąś datę. To był ważny znak. Wszystko, co charakterystyczne mogło mi pomóc. W myślach wciąż obracałam jednak jego słowa, że jeśli Pablo nie pojawi się na czas, przypłacę to życiem. Cholera… Zrobiło mi się niedobrze od tych myśli. Nie mogłam poddać się panice, musiałam zrobić coś, by się uspokoić. Instynktownie znów sięgnęłam do klamki, prędkość samochodu była zabójcza, ale umysł podpowiadał głupie rozwiązania. Lepsze to niż podróż na rzeź. Przecież nie mogłam jechać jak głupia owieczka, Pablo skutecznie przyzwyczaił mnie do obrony, a dopóki grał, nie mogli mnie tknąć. A przynajmniej tak sobie wmawiałam.
— Masz mnie za debila? — syknął ten facet, zerkając w lusterko.
— Nie.
— To zabierz rękę z klamki, bo naprawdę ci ją złamie, a szefowi powiem, że to sprawka twojego kochanego męża.
Cofnęłam dłoń.
— Nie uda ci się. Pablo spłaci wszystko, a ty z kolei zapłacisz za to, że mnie tknąłeś. Jeśli spadnie mi choć jeden włos…
— Stul pysk. Okej? — wypalił bez ogródek. — Nie chcę słuchać tych bredni. Szef zdecyduje. Tylko jego zdanie się teraz liczy, a Pablo jest wyłącznie pionkiem w tej grze.
Zamilkłam. Byłam przepełniona złością, zdezorientowana, przestraszona, ale i zmotywowana. Musiałam kombinować, by przeżyć.
— Co zamierzasz ze mną zrobić? Zawsze porywasz półnagie kobiety? — Okryłam się szczelniej płaszczem. Mimo ciepła w samochodzie nadal drżałam. Ten idiota wyciągnął mnie prosto z wygodnego łóżka i wybudził ze snu. Adidasy i koszulka nocna nie były najlepszym outfitem na jakąkolwiek podróż.
— Wszystko to co lubię. A najbardziej lubię ciszę. Ach i zabijanie.
Na dźwięk ostatniego słowa aż mnie zemdliło. To musiał być jakiś chory żart, ale im dłużej jechaliśmy, tym bardziej zdawałam sobie sprawę, że to nie kawał. Musiałam myśleć tylko o jednym. O ucieczce. A jeśli nie, to o ratunku z miejsca, do którego jechaliśmy.
— Jak myślisz, będę miał okazję wbić ci kulkę za dwa dni?
