Broken - Aria Rogers - ebook

Broken ebook

Aria Rogers

3,6

Opis

Zostawiłam Michaela, na pożegnanie mówiąc tyle bolesnych słów. Miał być pewien, że jestem z nim tylko dla zabawy, że nic dla mnie nie znaczył. Miał być pewien, że jestem pazerną suką, dla której liczą się tylko pieniądze. I właśnie tak myślał, gdy spotkaliśmy się siedem lat później.
On należał do najbogatszych ludzi na świecie. Ja pracowałam na trzy etaty, opiekując się schorowanym ojcem i umierającym bratem.
Michael pragnie zemsty. To już nie jest tamten słodki, troskliwy chłopak. Stał się potworem, który potrafił brutalnie kopnąć mnie w twarz, który oddał mnie swoim ludziom do zabawy. Pragnie mojej śmierci. Jak mogę się przed nim bronić?
Mogę jedynie umrzeć…

Dystrybucja ebooka: Wydawnictwo Motylewnosie

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 46

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,6 (50 ocen)
21
8
9
4
8
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
kocykowa

Nie polecam

Nie da się tego czytać.
10
Sikora294

Nie oderwiesz się od lektury

Co to było???!!! Koniec mnie znokautował 😪😪😪
00
bata777

Całkiem niezła

Nie spodziewajcie się dobrego zakończenia
00
Madzik083

Nie oderwiesz się od lektury

stanowczo za krótka....ale i tak polecam
00

Popularność




Ilustracja 1: Nie dla ślepych

Aria Rogers

Copyright © Aria Rogers

Wydanie I

Poznań 2025

Ebook ISBN 978-83-66821-70-5

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejsze pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

Korekta i redakcja: Julka Mizera

Dystrybucja ebooka:

Wydawnictwo Motylewnosie

www.sklep.motylewnosie.pl

Caroline

Patrzę na leżące przede mną zdjęcia i czuję, jak chłód powoli rozprzestrzenia się po całym moim ciele. Zaraz za nim zjawia się strach, prawdziwe przerażenie.

– Jest jeszcze film – mówi Vivian, kładąc przede mną tablet. Potem puka w niego długim, krwiście czerwonym paznokciem. – Wszystko widać bardzo dokładnie. Nie dosyć, że ją potrącił, to jeszcze uciekł z miejsca wypadku. Gdyby to była zwyczajna dziewczyna, skończyłoby się na kilku latach, ale jej ojciec to sędzia. Twój zapijaczony tatuś zgnije za kratkami.

– Wiem – szepczę i pochylam głowę. Łzy ciekną po mojej bladej twarzy, palce zaciskam w pięści.

Trzy lata temu zmarła moja matka. Ojciec, nie mogąc się z tym pogodzić, przytłoczony opieką nad dwójką nieletnich, zaczął pić. Ani się nie obejrzał i wpadł w szpony nałogu. Tydzień temu obiecał nam, że zacznie z tym walczyć, ale jak widać, przegrał już na samym początku. Pijany, potrącił dziewczynę, co prawda przechodzącą w niedozwolonym miejscu, ale to nie zmieniło faktu, że zdolny prawnik załatwi mu nawet dożywocie. A ten jeszcze jest ojcem ofiary, która w szpitalu walczy o życie, a rokowania są bardzo złe.

– Po co mi to pokazujesz? – pytam.

– Chcę cię zaproponować układ. – Zadowolona Vivien sięga po szklankę z lemoniadą. – Bardzo korzystny układ.

Jestem pewna, że wypadek nie jest do końca wypadkiem. Wszystko starannie zaplanowała. Film jest zbyt dobrze nagrany, zdjęcia nie wyglądają na zrobione od niechcenia.

– Jaki układ?

– Bardzo prosty. Zerwiesz z Michaelem, sprawisz, że cię znienawidzi, że uwierzy w twoją niewierność. W zamian za to ja zniszczę dowody, które mam.

– Mogę ci wierzyć?

– Musisz, nie masz innego wyjścia. – Vivian śmieje się perliście. – Nowy Jork jest za mały na nas dwie. Dostaniesz pewną sumę pieniędzy, zabierzesz ojca oraz brata i wyjedziecie. Na długo, a najlepiej na zawsze.

– Na zawsze? – Mój głos drży, ręce dygoczą. Mam zostawić Michaela? Mam sprawić, by uwierzył w moją zdradę? Tylko że jeśli tego nie zrobię, tata trafi do więzienia i to będzie koniec, bo nie przeżyje czegoś takiego. I jeszcze Ian oraz oskarżenia o handel prochami…

– Twojego brata uniewinnią. Mały bonus do naszej umowy. – Vivian jakby czyta w moich myślach. Może Ian i jego wpadka, to też jest część jej planu?

– Jak mam to zrobić?

– Powiedzmy, że Michael wpadnie do ciebie z niezapowiedzianą wizytą. Zastanie swoją ukochaną Caroline w łóżku z innym chłopakiem. Resztę zostawiam twojej inwencji twórczej.

Milczę. Zresztą żadne słowa nie opisują tego, co czuję, rozdarta pomiędzy miłością do ukochanego a własnej rodziny. Muszę wybrać, nie mam innego wyjścia. Nie ma sensu prosić o czas do namysłu, zresztą Vivian nie wygląda na skłonną do ugody.

– Ile mam czasu? – pytam w końcu.

– Siedem dni.

– Zerwę z Michaelem, ale nie wiem…

– Czy uwierzy? – Vivian znów zaczyna się śmiać. – Caroline, postaraj się. Od twoich zdolności aktorskich zależy ich przyszłość.

Mam szesnaście lat, Michael dwadzieścia. Spotkamy się od pół roku, od chwili, gdy oboje wymknęliśmy się na chwilę z domów, w których królował alkohol i wieczne awantury. Najpierw była rozmowa, potem zauroczenie, a na samym końcu bardzo szybko pojawiła się miłość. Moje pierwsze, prawdziwe uczucie. Jeszcze ze sobą nie spaliśmy, chociaż coraz trudniej jest nam zachować wstrzemięźliwość. Michael pracuje na trzech dorywczych etatach, bo chce zarobić na wakacje, na których będziemy po raz pierwszy się kochać.

Teraz mam mu wmówić, że sypiam z innym chłopakiem?

Skrzywdzę go. Skrzywdzę tak bardzo, że pewnie nigdy mi nie wybaczy. Skrzywdzę, bo każda bliska mu osoba, dotąd go zdradzała i porzucała. Tysiące razy zapewniałam go, że tego nie zrobię. Będę z nim do końca świata a może i dłużej.

– Dotrzymasz słowa? – pytam Vivian.

– Zależy mi tylko na tym, żebyś go zostawiła. – Z obojętnością przygląda się swoim długim, wypielęgnowanym paznokciom. – Chcę Michaela, a ja zawsze dostaję to, czego chcę.

Bogata, egoistyczna suka, to jest najłagodniejsze słowa, którymi mogę opisać Vivian. Ale w szkole jest nieformalną królową, baśniową księżniczką i tylko Michael ośmielił się jej odmówić. Dlatego zastawiła pułapkę, a ja nie mam najmniejszych szans na wygraną.

– A jeśli go nie dostaniesz? Jeśli nasze zerwanie w niczym nie pomoże? – szepczę.

– To już nie twoja sprawa. Ty masz tylko zniknąć z jego świata, zrozumiałaś?

Rozumiem. Przełykam łzy i wstaję. Sięgam po kopertę, którą przygotowała dla mnie Vivian. Nic więcej nie mówię, tylko wychodzę. Mam do wykonania zadanie przekraczające moje siły, ale nie mogę się poddać. Może kiedyś Michael zrozumie, może kiedyś mi wybaczy. Teraz muszę sprawić, aby mnie znienawidził.

Michael

Kobieta, która właśnie przyklęknęła, aby zebrać potłuczone szkło, to Caroline.

Koszmar z przeszłości, który czasami powraca w snach. Osoba, która najbardziej mnie zawiodła i którą nienawidzę tak samo mocno, jak tamtego dnia, gdy zastałem ją w łóżku z obcym mężczyzną.

Niewiele się zmieniła. Wciąż jest piękna, chociaż znacznie szczuplejsza. Te same złociste włosy, te same lazurowe oczy, te same wyraziste usta, które całowałem z taką pasją. Ubrana w schludny strój kelnerki, z pochyloną głową, w milczeniu sprząta teraz resztki zbitego kieliszka i ścierała rozlanego szampana.

Czyli zamiana jej się nie opłaciła.

W głowie powróciły tamte słowa, pełne pogardy i obrzydzenia:

– On ma znacznie więcej, niż możesz mi dać ty, Michaelu. Jesteś nędzarzem, a ja potrzebuję doświadczonego mężczyzny z grubym portfelem i grubym… – tutaj robi dwuznaczną pauzę. – Sam rozumiesz powód zerwania.

To nie rozstanie bolało najbardziej, a właśnie te wszystkie słowa, które wtedy padły. To widok półnagiej Caroline w objęciach jakiegoś nieznanego mi oblecha, pogarda w jej oczach, fakt, że i ona mnie okłamała i zostawiła. To właśnie nawet dziś sprawiało, że cierpię.

Powiedziała, że jestem tylko zabawką.

Powiedziała, że już się mną znudziła.

Powiedziała, że mój widok napełnia ją odrazą.

Zupełnie tak samo, jak teraz jej widok napełnia mnie. Dziwka, która leci jedynie na kasę, która pewnie ma dziesiątki kochanków, a wabi ich niewinnym spojrzeniem i słodkimi słówkami. W sumie to powinienem się cieszyć, że wtedy byłem biednym studentem, bez rodziny, który pracował na trzy etaty i nie dojadał, żeby zapłacić czesne.

Stoję tuż nad nią, wkładam ręce do kieszeni. Tylko po to, aby nikt nie zauważył, że zaciskam je w pięści.

Unosi głowę i od razu mnie poznaje. Blednie, jej oczy się powiększają, a usta drżą. Wygląda, jakby miała się rozpłakać, ale ja już wiem, że to tylko gra. Cholera, powinna zostać aktorką. Może nawet zasłuży na Oscara, grając brudne, puszczalskie dziwki o niewinnym wyglądzie.

– Prze… przepraszam, muszę wytrzeć podłogę. – Na blade policzki wypływa powoli szkarłatny rumieniec. Poznaje mnie, chociaż minęło siedem lat, a ja nie jestem już nędzarzem, a jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Plasuję się dokładnie na czterdziestym trzecim miejscu, a wszystko zawdzięczam własnej, ciężkiej pracy. Napędza mnie tamta pogarda, jaką mi okazała, napędza moje pragnienie zemsty. Co prawda nie starłem się odnaleźć Caroline, ale widać los zadecydował za mnie.

– Wytrzeć? – mrużę oczy, a potem szeroko się uśmiecham. Kiwam na szefa obsługi, który czai się w cieniu i wskazuję na pochyloną kobietę.

– Ma wylizać podłogę do czysta własnym językiem. Inaczej wypierdol bez litości i nie wypłać ani grosza.

Słynę z tego, że jestem bezlitosny, często okrutny, więc Pierre nawet się nie dziwi. To jest moje przyjęcie, organizowane dwa razy do roku, impreza przepychu, luksusu, na której każdy chce się znaleźć. Drukowano sto zaproszeń, a ja typowałem wybrańców. Tych, z którymi warto współpracować, aby utrzymać się na szczycie. Polityków, naukowców, gangsterów, celebrytów, aktorów czy artystów.

– To jest szmata i jak szmatę macie ją traktować – cedzę z pogardą, a wtedy Caroline kuli się jeszcze bardziej. Nędzna wywłoka, nawet nie ma odwagi spojrzeć mi w twarz. Kilka osób odwraca się w naszą stronę i zaczyna szeptać, ale nie dostrzegam w nich współczucia, lecz rozbawienie.

Chwytam z tacy pełen kieliszek szampana i powoli, wręcz celebrując tę czynność, wylewam jego zawartość na podłogę.

– Liż! – rozkazuję. – Liż, albo się wynoś. I pamiętaj, nie znajdziesz zatrudnienia w całym kraju, chyba że w burdelu. Chociaż tam pewnie zrobiłabyś karierę – dodaję szyderczo.

Odsuwam się i siadam w fotelu, zakładając nogę na nogę. Czuję ogromną satysfakcję, bo w końcu nadeszła chwila zemsty. Teraz już nie odpuszczę. Zniszczę ją, zniszczę całkowicie, żeby do końca swojego nędznego życia żałowała tamtych słów i tego, że mnie zdradziła.

Caroline w końcu podnosi głowę. Oczy ma ogromne, pełne łez, ale to wkurwia mnie jeszcze bardziej. Szczerze mówiąc, mam ochotę kopnąć ją w twarz, uderzyć z całej siły, wsłuchać się w rozdzierający skowyt bólu. Jestem jednak pewien, że upokorzenie zaboli o wiele bardziej.

– Liż! – powtarzam, podsuwając pod jej twarz czubek mojego buta, na którym osiadło kilka kropli szampana. Niespodziewany dar od losu, który wykorzystam.

Nie protestuje, nie gniewa się. Robi dokładnie to, co karzę. Czubkiem języka zlizuje wilgoć z moich eleganckich butów, które kosztują zapewne więcej, niż ona zdoła zarobić w ciągu całego życia.

– Do sucha – rozkazuję, a potem zaczynam się śmiać. Ludzie wokół mnie również, chociaż nie wiem, czy z rozbawienia, czy z chęci przypodobania się mnie. Caroline liże, skulona, upokorzona i w końcu postanawiam, że zasługuje na nagrodę.

Kopniak jest lekki. Odrzuca ją do tyłu, z nosa bucha jej krew, lecz nawet wtedy nie wydaje z siebie ani jednego dźwięku. Nieporadnie próbuje zatamować krwotok, ale nic nie mówi, nawet nie patrzy w moją stronę.

– Posprzątajcie po tej szmacie – mówię z obojętnością, a później obejmuję Sophie, długonogą piękność, która poluje na moje zainteresowanie już od kilku spotkań. Teraz ma okazję, aby je zdobyć, bo chcę, aby Caroline zobaczyła mnie z inną kobietą. Chociaż czy powinno mi zależeć? Raczej nie.

Patrzę, jak dwóch ochroniarzy wynosi ją z przyjęcia, patrzę na ślady krwi na jasnym marmurze, ale wcale nie czuję satysfakcji.

Jedynie ból, taki sam ból, jak wtedy, siedem lat temu.

Ilustracja 2: www.motylewnosie.pl