Bob albo mężczyzna na łodzi - Peter Peter Markus - ebook
NOWOŚĆ

Bob albo mężczyzna na łodzi ebook

Peter Markus

4,2

Opis

Oto Bob albo mężczyzna na łodzi. Bob łowi ryby. O Bobie opowiada Bob – syn Boba. Syn Boba także ma syna, na którego wołają Bob. Bob – ten najstarszy - mieszka na rzece. Rzeka jest błotnista. Ale Bob widzi w rzece tak jak ryby. Bo Bob zjada rybie oczy. Żeby zobaczyć. Żeby złowić tę jedną rybę.

Bob albo mężczyzna na łodzi jest prawdziwie awangardowym tekstem, w którym - co jest odświeżające – brak najmniejszego śladu pretensjonalności lub ironii. Oto zaklęcie w najczystszej postaci, oto mit. To zaprawdę: modlitwa.” Paste Magazine

„Jednym z największych darów, jaki może nam przekazać tekst literacki jest to, że może on odświeżyć nasz język. W powieści Bob albo mężczyzna na łodzi Petera Markusa język nie tylko zostaje odświeżony, ale całkowicie przebudowany.” The Brooklyn Rail

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 116

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (5 ocen)
3
1
0
1
0
Sortuj według:
Lukasz_B12

Nie oderwiesz się od lektury

Niesamowita powieść!
00

Popularność




Peter Markus, Bob albo mężczyzna na łodzi,przełożył Piotr Siwecki
Originally published in English by Dzanc Books. All rights reserved.
Copyright © 2008, by Peter Markus Copyright © 2022, for the translation by Piotr Siwecki Copyright © 2022, for this edition by Wydawnictwo Ha!art
Redaktor prowadzący · Piotr Marecki
Redakcja · Filip Matwiejczuk
Korekta · Sylwia Knapik
Projekt okładki · Michalina Mosurek
Projekt typograficzny · Marcin Hernas
Skład i łamanie · By Mouse | www.bymouse.pl
Wydanie I
ISBN 978-83-66571-67-9
506. publikacja wydawnictwa
Wydawnictwo Ha!art ul. Konarskiego 35/8, 30-049 Kraków tel. 795 124 [email protected]
Konwersja:eLitera s.c.

SERIA PRZEKŁADÓW prowadzona przez Aleksandrę Małecką i Piotra Mareckiego

· Napitki & literatura. Antologia opowiadań holenderskich i flamandzkich, pod redakcją Barbary Kalli i Bożeny Czarneckiej, przełożyły z języka niderlandzkiego Barbara Kalla, Bożena Czarnecka i Ewa Dynarowicz

· Ambrose Bierce, Diabli dykcjonarz, przełożył Mateusz Kopacz

· Anthony Joseph, Afrykańskie korzenieUFO, przełożyła Teresa Tyszowiecka Blask!

· Robert Burton, Anatomia melancholii, wybrał i przełożył Michał Tabaczyński

· Jean Ray, Malpertuis, przełożył Jakub Polaszczyk

· Niña Weijers, Konsekwencje, przełożyła Jadwiga Jędryas

· Ishmael Reed, Mambo dżambo, przełożyła przełożyła Teresa Tyszowiecka blasK!

· Katarína Kucbelová, Czepiec, przełożyła Katarzyna Dudzic-Grabińska

· Peter Markus, Bob albo mężczyzna na łodzi, przełożył Piotr Siwecki

KOLEJNA KSIĄŻKA W SERII

· Kathy Acker, Krew i flaki w szkole średniej, przełożył Andrzej Wojtasik

· Leś Belej, Plan naprawy Ukrainy, przełożył Ziemowit Szczerek

· Daniel Majling, Ruska klasyka, przełożyła Weronika Gogola

· Iceberg Slim, Alfons. Historia mojego życia, przełożyła Teresa Tyszowiecka Blask!

· Barbora Hrínová, Jednorożce, przełożyła Olga Stawińska

· Judith Schalansky, Szyja żyrafy, przełożył Kamil Idzikowski

· Gertrude Stein, Kruche przyciski, przełożyła Teresa Tyszowiecka Blask!

· Alena Sabuchová, Szeptuchy, przełożyła Olga Stawińska

mojemu ojcu,

który, jako pierwszy, pokazał mi rzekę

mojej matce,

która opowiadała mi historie o gwiazdach

W łodzi na rzece żył mężczyzna.

Bob.

Bob łowił ryby.

Oto, co robił Bob.

Przez cały czas.

Łowił i łowił.

Czasami Bob jadł ryby. Ale najczęściej Bob sprzedawał ryby.

Oto jak żył Bob.

Łódź. Rzeka.

Ryby.

Mężczyzna.

Bob.

Spójrz na ręce Boba. Jego kłykcie to rzeki. Skóra na rękach Boba pokryta łuską. Ręce Boba wyglądają jakby były umaczane w gwiazdach.

Kiedy Bob łowi ryby, łowi rękoma.

Bob łowi rękoma.

Ten, kto łowi rękoma, przepuszcza żyłkę tylko przez ręce.

Bob nie używa wędki, żeby pomagać sobie przy łowieniu ryb.

Nocą. Bob najbardziej lubi łowić ryby nocą. Rzeka nocą jest rzeką, jaką Bob lubi najbardziej.

Rzeka nocą jest jego.

Boba.

W dzień Bob śpi.

Rzeka, kiedy słońce jest nad rzeką, to rzeka, w której Bob nie lubi łowić.

Kiedy słońce jest nad rzeką, rzeka robi się zbyt błotnista od łodzi, które nie należą do Boba.

Bob jest mężczyzną, który żyje na swojej łodzi.

Bob nie lubi opuszczać swojej łodzi.

Bob jest swoją łodzią.

Łódź Boba jest jego domem.

Łódź Boba, jak większość łodzi, ma imię.

Bob.

To jej imię.

Słowo Bob nie zostało wymalowane na łodzi Boba.

Ale, kiedy widzisz łódź Boba na rzece, nawet jeśli nie widzisz na niej Boba, możesz powiedzieć: – Spójrz, to Bob.

Łódź Boba jest łodzią zrobioną z metalu.

Łódź Boba jest starsza od Boba.

Ojciec Boba był właścicielem łodzi zanim łódź stała się łodzią Boba.

Ojciec Boba był mężczyzną, który nauczył Boba, jak łowić ryby.

Ojciec Boba też był mężczyzną, który lubił łowić.

Ale nie tak bardzo jak Bob.

Ojciec Boba, kiedy nie łowił, to pracował w hucie.

Ojciec Boba był, jak mówimy w naszym mieście, człowiekiem z żelaza.

W naszym mieście jest huta, która wytwarzała stal z kamieni, które nazywamy rudą.

Ale huta, nasza huta, już nie jest hutą, która wytwarza stal.

Huta jest ciemna i cicha i ogień nie płonie w jej wnętrzu od czasów, kiedy Bob dorósł na tyle, żeby wytwarzać stal razem z ojcem.

Huta stoi wciąż tam, gdzie zawsze stała, na brzegu rzeki. Wrak rdzewiejący w nadrzecznym błocie.

Rzeka, tak jak błoto, zawsze tu będzie.

I Bob zawsze tu będzie, na rzece. Jak długo tutaj będzie rzeka. Jak długo będą w rzece ryby, które Bob będzie mógł łowić.

Łowić. Bob będzie łowić.

Bob będzie żył.

Oto on.

Przywitaj się z nim.

Podnieś swoją prawą rękę.

Bob nie odmacha.

Bob cię nie słyszy.

Nie, nie dlatego, że Bob jest głuchy.

Po prostu dlatego, że Bob woli nie słyszeć.

Są ludzie w tym mieście, którzy mówią o Bobie, że Bob rozmawia tylko z rybami. Że Bob słucha tylko ryb.

Ja nie jestem jednym z tych ludzi.

Bob nie rozmawia z rybami.

Tak właśnie, Bob nie rozmawia z rybami.

Bob śpiewa rybom.

Posłuchaj.

Wiem, wiem, to nie to samo.

Wiem, na czym polega różnica, bo ja jestem synem Boba.

Ja też jestem Bob.

Bob nie wie, że ja jestem jego synem.

Jestem jego synem, chociaż Bob o tym nie wie.

Ja także jestem Bobem, który lubi łowić.

Opowiadając ci o Bobie, jestem bardziej ojcem Boba niż Bob jest ojcem dla mnie.

Ale, w przeciwieństwie do Boba, ja nie żyję po to, żeby łowić.

Na tym polega różnica.

Ja mam swoje życie poza rzeką.

Mam żonę, którą kocham. Mam małego syna, który nie ma na imię Bob.

Mój syn ma na imię Robert.

Mówimy na niego Bobby.

Ale przyjaciele mówią na niego Bob.

Bobby nie wie, że Bob jest moim ojcem.

Bobby nie wie, że Bob jest jego dziadkiem.

Ale Bobby wie, kim jest ten Bob na rzece.

Wszyscy w tym mieście wiedzą, kim jest ten Bob.

Bob, jak mawiamy w tym brudnym, nadrzecznym mieście, jest rzecznym szczurem.

Człowiek rzeki.

Bob jest rzeką.

Bob jest rzecznego miasta rzecznym człowiekiem.

Bob zna tę rzekę lepiej niż ty i ja wiemy, że mamy dziesięć palców u rąk.

Bob wie, gdzie w tej rzece są ryby.

Bob wie, jakie jest dno rzeki i gdzie są miejsca, w których ryby lubią być rybami.

A rzeka to błotnista rzeka.

A rzeka to nie jedna z tych rzek, których dno możesz zobaczyć. Nawet stojąc po kolana w wodzie nie zobaczysz dna.

Są w mieście ludzie, którzy wierzą, że Bob potrafi zobaczyć dno rzeki.

Ja jestem jednym z tych ludzi.

Widziałem nieraz, jak Bob przechyla się przez burtę łodzi i widziałem, jak patrzy w dół, ku błotnistemu dnu rzeki.

Wszyscy wiedzą, że dno rzeki jest tam, gdzie duża ryba lubi być rybą.

Nawet ci z naszego miasta, którzy nie łowią, wiedzą o rybach na tyle dużo, żeby znać tę prawdę o nich.

Nawet kiedy Bob nie łowi, Bob myśli o łowieniu.

Jeśli Bob nie łowi ze swojej łodzi, to Bob właśnie przygotowuje się na łodzi do łowienia.

Na takiej łodzi jak łódź Boba są rzeczy, którymi trzeba się zająć, są rzeczy, które trzeba naprawić.

Łodzie takie jak Boba czasami przeciekają.

Łódź, która przecieka może czasami stać się łodzią, która tonie.

Jest taka opowieść o Bobie, że pewnej nocy, w kwietniu, wiatr uderzył w Boba z całą siłą od południa, rzeka zamieniła się nagle w jakby duże jezioro z falami tak wysokimi, jak Bob i tamtej nocy łódź Boba przewróciła się, ale nie zatonęła jak inne łodzie.

Nie znam nikogo, kto był na rzece tamtej nocy i kto mógłby powiedzieć, że ta historia nie jest zmyślona.

To nie była taka noc, kiedy ludzie, nie tacy jak Bob, wypływają na rzekę łowić.

Rzeka tamtej nocy cała należała do Boba.

Następnego ranka widziano, jak Bob wylewa z łodzi błotnistą, rzeczną wodę. Wiadro za wiadrem.

Kilku z rzecznych ludzi pytało, czy nie potrzebuje pomocy.

Bob nawet nie podniósł wzroku.

Bob nie przestał wylewać błotnistej, rzecznej wody ze swojej łodzi.

Tamtej nocy Bob znowu łowił na swojej łodzi.

Rzeka tamtej nocy znowu była rzeką, a nie jeziorem.

Kiedy następnego ranka Bob wrócił, łódź Boba była pełna, ale nie błotnistej, rzecznej wody. Była pełna ryb z błotnistej rzeki.

Nigdy nie usłyszysz, jak Bob woła, jak to robią niektórzy rybacy: – Ryba!

Kiedy Bob łowi, jeśli jego wargi w ogóle się poruszają, to Bob szepcze do ryb.

Co mężczyzna szepcze, kiedy szepcze do ryby?

Co mężczyzna, taki jak Bob, szepcze, kiedy szepcze do ryby?

O czym Bob szepcze, kiedy porusza wargami, żeby szeptać coś rzecznej rybie?

Tylko Bob i tylko ryba znają odpowiedź.

Są wśród łowiących ryby tacy, którzy całują złowioną rybę.

Są wśród łowiących ryby tacy, którzy mówią złowionej rybie: – Chodź do tatusia.

Bob nie jest jednym z tych ludzi.

Bob to Bob.

Bob chwyta ryby, które wyłowi z rzeki i wrzuca je do swojej łodzi.

Bob chwyta ryby, które wyłowi z rzeki i Bob sprzedaje ryby, ale nie po to, żeby jeść.

Bob chwyta ryby, które wyłowi z rzeki i Bob sprzedaje ryby, które wyłowi z rzeki, żeby Bob mógł łowić dalej.

Tak, żeby mógł dalej żyć.

Łowić.

Czasami, w nocy, kiedy ryby nie chcą brać, Bob podnosi wzrok znad rzeki i szuka na niebie gwiazd.

W niektóre noce Bob sprawdza, ilu gwiazd na niebie potrafi się doliczyć.

Pewnej nocy Bob doliczył się ponad dwustu dwudziestu dwóch.

To była zła noc na połów.

To była dobra noc na liczenie gwiazd.

Najczęściej, w nocy, ryby zaczynają brać zanim Bob doliczy do dziesięciu.

W noc dobrą do łowienia, w noc złą na liczenie gwiazd, Bob może wypełnić swoją łódź większą ilością ryb niż jest gwiazd na niebie.

W takie noce łódź Boba przestaje być tylko łodzią.

To konstelacja ryb.

Na końcu rzeki, tam, gdzie rzeka ucieka i zamienia się w jezioro, tam jest latarnia morska, która oświetla łodziom drogę.

Tam, w latarni, mieszka mężczyzna, który pilnuje światła.

Właściwie to jest trzech mężczyzn, którzy razem pilnują światła w latarni.

Żaden z nich nie ma na imię Bob.

Żaden z tych mężczyzn nie mieszka w latarni, tam, na końcu rzeki, tam, dokąd rzeka ucieka i zamienia się w jezioro.

Jezioro jest duże, jest większe niż rzeka i są tam statki, które przybywają z odległych miejsc.

Z Niemiec.

Z Chin.

Z Rosji.

Z Duluth.

Nie wiem, jak te łodzie dostają się stamtąd tu.

To długa droga.

Musiałbym spojrzeć na mapę, żeby poznać szczegóły.

Nie mam w tej chwili mapy przy sobie.

Przepływają oceany.

Kanały.

Śluzy.

Jeziora.

Rzeki.

Niektóre z tych statków, frachtowców, wpływają na rzekę z jeziora, całe obładowane rudą.

Inne przypływają, załadowane zwojami stali.

Są ludzie, którzy mieszkają na tych statkach.

Tak jak Bob.

Kiedy Bob widzi, jak te statki wypływają z jeziora i płyną w górę rzeki wybagrowanymi kanałami, to wie, że musi trzymać się z dala od tych statków i robionych przez nie wielkich fal.

O łodziach takich jak łódź Boba słyszało się, że zostały przewrócone przez te wielkie fale, które robią te duże statki.

Nie znaczy to, że Bob nie łowi w kanałach przygotowanych dla statków dużych jak te.

To w tych kanałach czasami czekają wielkie ryby i to tam połowy są czasami najlepsze.

W takie noce, kiedy ryby są w kanałach, Bob wyrusza tam, żeby łowić.

Na dziobie łodzi Boba świeci się światło.

Jest zielone i czerwone.

Inne światło jest też na tyle łodzi Boba.

To inne światło jest białe.

Te światła nie są światłami, dzięki którym Bob może widzieć rzekę.

Bob wie, gdzie jest rzeka.

Bob widzi rzekę i bez tych świateł.

Te światła są po to, żeby Boba widziały statki takie jak te duże statki, które przypływają z jeziora.

Wszyscy latarnicy rozpoznają łódź Boba, kiedy wyglądają w nocy, żeby zobaczyć co tam widać na rzece.

Czasami widzi się Boba, jak wypływa na jezioro, bo wie, że tam czekają ryby.

Ale, chociaż Bob wypłynie na jezioro i łowi w jeziorze, to rzekę Bob zna najlepiej.

Bob nie jest człowiekiem jeziora.

Bob jest człowiekiem rzeki.

Ale i tak Bob zna jezioro lepiej niż ktokolwiek inny.

Bob wie o rybach wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że kiedy ryb nie ma w rzece, to są w jeziorze.

I dlatego, w niektóre noce, Bob w swojej łodzi wypływa na jezioro.

W takie noce mężczyźni z latarni zapalają światło i mówią do siebie, bo nie ma nikogo innego, do kogo mogliby mówić: – Patrz, to Bob.

Bob znany jest z tego, że czasami wypływa na jezioro i nie wraca przez kilka dni.

Po kilku dniach Bob wraca na rzekę, a jego łódź sunie mocno zanurzona w wodzie. Jego łódź jest wypełniona rybami.

Są limity połowów ryb w jeziorze.

Są ludzie na rzece, których praca polega na liczeniu, ile ryb dziennie może złapać rybak.

Czasami, w dobre dni, doliczyć się ryb na dnie łodzi Boba jest jak odgadnąć, ile gwiazd jest na nocnym niebie.

Ci ludzie, ponieważ wiedzą, kim jest Bob, ponieważ wiedzą, że Bob żyje na rzece i żyje z rzeki, ci ludzie patrzą w drugą stronę, na drugi brzeg rzeki, na drugą stronę nieba patrzą, kiedy widzą na rzece łódź Boba.

Tak jak latarnicy, ci mężczyźni z błyszczącymi odznakami na piersiach, mówią sobie wtedy: – To Bob.

Mówią: – To Bob płynie łowić ryby.

To Bob płynie, żeby rozmawiać z rybami.

Mówią: – To Bob płynie, żeby szeptać to coś, co szepcze rybom, które wyłowi z rzeki.

A ja na to mówię: – Oto płynie Bob, ale nie tylko po to, żeby łowić ryby, nie tylko po to, żeby rozmawiać z rybami, nie tylko po to, żeby szeptać do nich.

Oto Bob płynie, by śpiewać rybom, by wyśpiewać je z ciemnego dna rzeki ku powierzchni.

Kiedyś, w czasie wizyty w wielkim mieście, widziałem na ulicy człowieka, który mówił sam do siebie.

Widziałem też, w tym samym mieście, innego człowieka, który tą samą ulicą szedł i śpiewał.

Ktoś, kto mieszkał wtedy w tym mieście, powiedział mi, że obaj ci mężczyźni są świrami.

W naszym mieście także są ludzie, którzy wierzą, że Bob jest trochę świrnięty.

A ja na to mówię: – A któż z nas w tym mieście nie jest?

Większość ludzi, którym tak mówię, potakująco kiwa głowami, kiedy im to mówię.

Bob nie jest bardziej świrnięty niż ktokolwiek inny.

To proste: Bob wie, co lubi. I Bob robi to, co lubi najbardziej.

Bob idzie za głosem swojego serca.

Serce Boba jest rybą.

Czasami Bob przychodzi pieszo do miasta, taszcząc, zwisające z jego rąk, dwa wiadra wypełnione rybami.

Wargi Boba szepczą: – Ryby.

Ryby.

To wszystko, co Bob musi powiedzieć.

To takie proste.

Ryby.

Bob nie musi tego mówić ani odrobinę głośniej.

Ryby.

Ludzie z naszego miasteczka, którzy wiedzą, kim jest Bob, podbiegają do Boba, żeby kupić od Boba ryby.

W naszym mieście Bob znany jest z tego, że łowi wtedy, kiedy inne łodzie nie łowią.

Dolara za rybę.

Dwa dolary za rybę.

Pięćdziesiąt centów za rybę.

Kiedy kupujesz ryby Boba, płacisz Bobowi tyle, ile myślisz, że ryba jest warta.

Nie trwa to długo, nim Bob pozbędzie się ryb.

Kiedy wiadra Boba zwisają już puste z jego pięści, Bob odwraca się i odchodzi z powrotem do rzeki.

Z powrotem do swojej łodzi.

Czasami, kiedy Bob jest głodny, Bob marzy o tym, żeby na dnie jego wiadra została ryba, którą mógłby usmażyć sobie i zjeść.

Z powrotem na łodzi, z brzuchem pustym, jak jego wiadra, Bob wyrusza znowu na rzekę.

Złapać więcej ryb.

Kiedy