Two Million Ways - Joanna Chwistek - ebook
NOWOŚĆ

Two Million Ways ebook

Joanna Chwistek

4,8

723 osoby interesują się tą książką

Opis

Elektryzująca historia z motywem enemies to lovers! 

Mieszkająca w Londynie dwudziestodwuletnia Tasmin Prescott postanawia po śmierci matki wyjechać do Los Angeles, gdzie mieszkają jej bracia. To jedyna prawdziwa rodzina dziewczyny, bo kiedy się urodziła, ojciec odesłał ją i matkę na Stary Kontynent i przestał się nimi interesować.

Tasmin wiąże ogromne nadzieje z nowym startem, ale kompletnie nie spodziewa się tego, że te wyobrażenia tak bardzo będą odbiegać od rzeczywistości.

Jej bracia, Dean oraz Lev, wpadają w poważne kłopoty. Ktoś nieustannie okrada Adriana Blackwooda, mężczyznę trzymającego w garści całe Zachodnie Wybrzeże Stanów Zjednoczonych, i próbuje w to wrobić Prescottów.

 Pewnego dnia Tasmin postanawia im pomóc i ucieka z podrzuconymi pieniędzmi… i wpada wprost w ręce Blackwooda.

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.

Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 398

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,8 (12 ocen)
9
3
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Jolanta0505

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna książka ❤️ autorka jak zwykle nie zawiodła ❤️❤️❤️
00
mikkaa28

Nie oderwiesz się od lektury

Niesamowita historia!! 🩷🩷
00
julkaoksiazkach

Nie oderwiesz się od lektury

polecam! świetna książka’
00



Copyright © for the text by Joanna Chwistek

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Alicja Chybińska

Korekta: Karina Przybylik, Aleksandra Płotka, Emilia Ziarnik

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

ISBN 978-83-8470-038-9 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

PROLOG

Adrian

Nie potrafiłem oderwać wzroku od ekranu monitora, a paląca wściekłość rozchodziła się falami po całym ciele. Jednocześnie czułem respekt do osoby siedzącej za kierownicą czerwonego wozu, który lata świetności miał już dawno za sobą, ale to nie przeszkadzało w tym, aby wyprowadzić w pole przeciwników poruszających się nowiusieńkimi sportowymi furami.

– Kim on jest? – wycedziłem, wpatrując się w kolejne ujęcie przedstawiające obrót auta o sto osiemdziesiąt stopni, a następnie wjazd w wąską uliczkę.

– Próbujemy to ustalić – mruknął Miles.

Odnosiłem wrażenie, że dzisiejsza kradzież to nie czysty przypadek. Od jakiegoś czasu uważnie obserwowałem otoczenie, podejrzewając, że ktoś próbuje wciągnąć nas w swoją grę, a jej zasad nie znał nikt z wyjątkiem samego zainteresowanego. Musiałem bardzo dokładnie przemyśleć kolejne ruchy, aby stać się zwycięzcą w następnej rozgrywce.

– Masz jakieś podejrzenia? – zwróciłem się ponownie do brata. Wyglądał na zamyślonego.

Doceniałem go jako stratega o trzeźwym umyśle niedającego się ponosić emocjom. Zupełnie jak ja. Różnica między nami polegała jednak na tym, że ja byłem zimnokrwistym skurwielem, a Miles posiadał coś tak niedorzecznego jak sumienie, które bardzo często utrudniało nam prowadzenie interesów. Zdążyłem mimo wszystko do tego przywyknąć, nawet nie próbowałem się łudzić, że młodszy Blackwood się zmieni.

– Mam kilka tropów – przyznał, pochylając się nad swoim laptopem, który trzymał od dłuższej chwili na kolanach.

Natomiast na ekranie mojego monitora pościg trwał w najlepsze.

– Mów – ponagliłem.

Po kilku sekundach skupił na mnie całą uwagę.

– Czerwone auto należy do Prescotta.

Uniosłem brew w zdziwieniu.

– Jesteś pewien?

– W stu procentach.

Wiedziałem, że dwaj bracia, Lev i Dean, pracowali dla Kyrona Cravena, faceta, który znaczył w Los Angeles naprawdę niewiele, więc tym bardziej się zdziwiłem, że próbował zrobić sobie ze mnie wroga.

W głowie powoli rodził się już plan odwetu i zamierzałem w najbliższym czasie wcielić go w życie.

Jeden z moich ludzi został zaatakowany, kiedy jechał w umówione miejsce z walizką pieniędzy. Straciłem forsę oraz żołnierza i nie planowałem bagatelizować tego faktu.

– Craven ma świetnego kierowcę – zauważył Miles.

Fakt, wymknięcie się mojej eskorcie składającej się z czterech wozów uważałem za nie lada wyczyn.

– Wkrótce go straci. – Moje spojrzenie zapewne powiedziało mu więcej niż tysiąc słów.

Strata forsy nie zabolała w najmniejszym stopniu, ale życie ludzkie ceniłem wysoko, szczególnie jeśli chodziło o moich podwładnych.

– Co proponujesz?

Zauważyłem, że brat nerwowo spojrzał na zegarek na przegubie jego lewej ręki. Doskonale wiedziałem, dokąd się śpieszył.

Jakiś czas temu zawarliśmy sojusz z Mattem Marlowe’em i przypieczętowaliśmy go ślubem jego córki z moim bratem. Uczuć w tym kontrakcie nikt z nas się nie spodziewał, ale wyszło inaczej.

Drobna blondynka zdobyła serce Milesa, a on od tamtego czasu zachowywał się jak obłąkany.

Z jednej strony cieszyłem się jego szczęściem, z drugiej zastanawiałem, jak długo ono potrwa. W tym świecie pełnym złych intencji, krwi, kłamstw i obłudy nic czystego i dobrego nie miało prawa przetrwać. Obawiałem się, że ich uczucie także.

– Zastawimy pułapkę – oświadczyłem, rozpierając się wygodnie w fotelu. W głowie już klarował mi się plan, który zamierzałem wcielić w życie już wkrótce. – Drań wpadnie w moje ręce, a wtedy nie będzie już dla niego ratunku.

– W takim razie słucham, jak to wszystko widzisz.

ROZDZIAŁ 1

Adrian

Sprawa wydawała się o wiele bardziej złożona, niż początkowo myślałem, a zrozumiałem to dopiero po tym, jak złapaliśmy dupków odpowiedzialnych za kolejną kradzież. Kiedy ściągnąłem kominiarki z twarzy dwóch kolesi, okazało się, że Miles się nie mylił.

Miałem przed sobą związanych złodziei we własnej osobie. Myślałem, że mój brat uległ chwilowemu zaćmieniu umysłu, w końcu nie sądziłem, aby Craven próbował wchodzić ze mną na wojenną ścieżkę, ale jednak to zrobił. Dean i Lev Prescott nadal wydawali się zaskoczeni faktem, że zostali schwytani.

Dla takich gości zarezerwowaliśmy szczególne miejsce. Lochy z grubymi murami nadawały się do tego idealnie. Nikt nie podejrzewał, że w ceglanym budynku mieszczącym szwalnię ktoś mógłby torturować i przesłuchiwać ludzi.

– Kto był z wami? – zapytałem na pozór spokojnym tonem, wyczuwając w nich obu większą nerwowość niż chwilę wcześniej.

Rozbiliśmy dwa swoje auta, aby ich ująć, lecz nie żałowałem na to środków. Złapanie ich stało się moim priorytetem, chociaż trwało nieco dłużej niż zakładane dwa tygodnie.

Na monitoringu zauważyliśmy, że w czarnym BMW siedziała jeszcze trzecia osoba, ale udało jej się zwiać. Widziałem coś znajomego w precyzyjnym prowadzeniu wozu, więc zakładałem, że to ten sam koleś, który uciekł nam ostatnio. To, co pokazali dzisiaj Lev i Dean, bardzo odbiegało od tego, co zademonstrował ostatnio kierowca czerwonej fury.

Obaj zostali związani i przypięci do metalowych uchwytów w ścianie. Kazałem je zamontować właśnie na takie okazje. Ze skrępowanymi z tyłu dłońmi mieli naprawdę bardzo małe możliwości, aby zmienić pozycję.

– Zazwyczaj nie powtarzam się dwa razy, ale dla was zrobię wyjątek – odezwałem się ponownie, podchodząc bliżej. Ciemnym materiałem przecierałem lufę pistoletu. – Kim jest ta trzecia osoba?

– Powinniście wiedzieć, że i tak wydusi z was te informacje – rzucił na pozór obojętnym tonem David. – Daremny wasz opór, a palce i fiuty mogą się wam jeszcze przydać.

W tej sytuacji przyjaciel przejął rolę dobrego policjanta i doradcy. Chociaż i tak planowałem pozbawić braci Prescott życia, to wolałem jednak zdobyć potrzebne informacje nieunurzany w ich krwi.

– Próbowałem ci wyjaśnić… – zaczął starszy z nich, Dean, ale szybko mu przerwałem.

– Nie chcę twoich wyjaśnień. Zadałem proste pytanie. Kim jest ten trzeci, do diabła?

Nieznacznie podniosłem głos, aby dać im do zrozumienia, że zaczynałem się niecierpliwić.

David spojrzał na mnie, marszcząc ciemne brwi. Praca z Milesem wydawała mi się o wiele przyjemniejsza, on nie wtrącał się w przesłuchania ani tortury, najczęściej nawet się im nie przyglądał, podczas gdy Temple nieustannie wściubiał nos.

Teraz wzrokiem przekazywał mi, że powinienem wysłuchać tego, co ci dwaj mieli do powiedzenia, i musiałem przyznać, że zacząłem rozważać tę kwestię.

– To bardziej złożone – wtrącił Lev.

Obaj wyglądali na przerażonych, nie miałem jednak żadnych wątpliwości, że pozostaną lojalni swojemu pracodawcy.

– Powinieneś o czymś wiedzieć, Blackwood, pożałujesz, jeśli nas zabijesz.

A to ciekawe…

Spojrzałem na złotego Rolexa, a następnie na tamtą dwójkę.

– Macie trzy minuty. Czas start.

Poświęciłem im już wystarczająco wiele czasu i energii.

– Ktoś chce nas wrobić – wykrztusił Dean, a Lev natychmiast mu przytaknął. – Nas i Cravena. Dobrze wiesz, że taka płotka jak on w życiu nie rzuciłaby się na rekina.

– Zaczęło się od tego, że parę miesięcy temu ktoś podrzucił na nasze terytorium ciało twojego człowieka – odezwał się młodszy z braci.

– Nie przypominam sobie takiej sytuacji – mruknął w zamyśleniu David.

– Nie możesz sobie tego przypomnieć, bo natychmiast zareagowaliśmy! Pozbyliśmy się trupa, wywieźliśmy go na obrzeża miasta. I tak naprawdę wtedy wszystko się zaczęło.

Kojarzyłem już fakty. Mojego żołnierza zabił strzał w tył głowy, do dzisiaj poszukiwaliśmy sprawcy.

– Później zrobiło się jedynie gorzej – zabrał głos Lev. – Podrzucano nam towar, kolejne trupy, a kiedy to nie przyniosło zamierzonego efektu, ktoś zaczął atakować twoich kurierów, stwarzając pozory, że to my!

– Może w takim razie wytłumaczysz mi ostatnią akcję? – Coś nie dawało mi spokoju już od samego początku, teraz jednak już wiedziałem, że tocząca się gra nie posiadała jasnych reguł. – Czerwony wóz z moją kasą w środku – przypomniałem.

– Podrzucili nam torbę i uciekli, a Tas… a jeden z nas szybko przełożył ją do auta i ruszył w pościg – wytłumaczył Dean. – Wtedy nadjechali wasi ludzie i wyciągnęli błędne wnioski. Uważam, że nie mieliśmy szansy się z tego wytłumaczyć.

I słusznie. To nadal brzmiało irracjonalnie i idiotycznie.

– A dzisiejsza akcja? – zainteresowałem się, wkładając broń za pasek spodni.

– To wał! – wykrzyknął Lev. – Jak wszystkie pozostałe! Zostaliśmy wrobieni i jasne, możesz nas zabić, ale wtedy zrealizujesz czyjś plan, nawet nie wiedząc, jaki ten ktoś miał w tym cel. Z jakiegoś powodu jakiś drań chce, abyś uwierzył, że to my.

Wzrok Davida powiedział mi, że nie wyklucza żadnej wersji wydarzeń.

– W takim razie gdzie moja forsa?

– Craven ją ma i jest gotów wszystko oddać – zapewnił szybko jeden z Prescottów. – Odda to, co podrzucono nam do tej pory – zapewnił uroczyście.

Równie dobrze ta zgraja mogła to sobie wymyślić, aby w razie niepowodzenia ocalić skórę.

Niespodziewanie usłyszałem, jak metalowe drzwi otwarły się z cichym chrzęstem. W lochu pojawił się ktoś, kto zapewne posiadał kod do pomieszczenia.

Rozległy się kroki na betonowej nawierzchni i wiedziałem już, że lada chwila powitam nie jedną, a trzy osoby.

Jako pierwszy moim oczom ukazał się Miles. Miał podbite oko i widoczne zadrapania na policzkach. Kiedy zaraz za nim pojawił się Toy, drgnąłem zaskoczony. Mężczyzna trzymał za ramię drobnej budowy osobę noszącą ciemne spodnie oraz obszerną bluzę z kapturem w tym samym kolorze, a na twarzy kominiarkę.

– Dorwaliśmy go – sapnął Miles. – To ten koleś z czerwonego wozu.

– Cudownie. – Autentyczny zachwyt w moim głosie zakłóciły krzyki tej dwójki przywiązanej do uchwytu w ścianie.

– Nie, nie, nie! – wrzeszczał Dean. – Nie możecie tego zrobić!

– Dorwałeś nas, Blackwood! – zawtórował Lev. – Dorwałeś nas, słyszysz? Niepotrzebna ci trzecia osoba!

Ich panika poważnie mnie zainteresowała, a właściwie bardziej zaintrygował fakt, kogo miałem przed sobą.

Ruszyłem powolnym krokiem w stronę brata i Toya, a nieznajomy śledził każdy mój krok intensywnie zielonymi oczami.

– Ile masz lat, kolego, co? – mruknąłem, stając przed smarkaczem.

Po budowie ciała wnioskowałem, że nie mógł skończyć więcej niż szesnaście lat.

– Nie twój interes.

Tkanina zniekształciła dźwięk, ale bez trudu zrozumiałem zadziorną odpowiedź. Bez zastanowienia sięgnąłem dłonią w stronę naszego gościa, a następnie zdarłem czarną kominiarkę. Doznałem niemałego szoku.

Jasnobrązowe włosy rozsypały się na wszystkie strony, a moim oczom ukazała się twarz w kształcie serca, z pewnością nienależącą do młodego mężczyzny, lecz do kobiety…

– Co jest, do cholery? – mruknął Miles, zapewne nie spodziewając się takiego obrotu wydarzeń.

– Wiedziałeś o tym? – Spojrzałem mu w oczy, kompletnie ignorując okrzyki uwięzionych. Bracia błagali, żądali i przekonywali mnie, abym wypuścił dziewczynę.

– Nie miałem pojęcia – zapewnił szybko, przyglądając się naszemu więźniowi. – Te ubrania… Po prostu wyciągnęliśmy ją z rozwalonego auta.

Zmarszczyłem brwi.

– Z jakiego rozwalonego auta?

– Wy złapaliście tę dwójkę – Toy skinął na braci Prescott – a my ruszyliśmy za… eeee… za nią, no i ustawiliśmy barykadę, przez którą się nie przedostała.

Na moje oko nieznajoma miała około dwudziestu lat.

– Ty prowadziłaś wóz? – upewniłem się.

Patrzyła mi prosto w oczy, odważnie, bez cienia skrępowania, chociaż widziałem wyraźnie, że się bała i zerkała w stronę jeńców.

– Tak – przyznała, chociaż mężczyźni wydzierali się, aby nie pisnęła nawet słowa.

Wiedziałem już, że łączyło ich coś na tyle silnego, że wskoczyliby za sobą w ogień…

– Jesteście rodzeństwem – bardziej stwierdziłem, niż spytałem, ale nie doczekałem się odpowiedzi. To i tak niczego nie zmieniało.

– Kilka tygodni temu uciekałaś z naszą forsą czerwonym sportowym wozem? – dociekał David stojący tuż za moimi plecami.

– Nie odzywaj się, Tasmin!

– Nic nie mów!

A więc Tasmin…

– Ona cię tak urządziła? – zapytałem brata, na co jakby automatycznie dotknął opuszkami palców rozorany policzek.

– Niestety – burknął.

Robiło się coraz ciekawiej.

Panna przede mną miała piękną i niepospolitą twarz oraz intensywną barwę oczu, przypominającą deszczowy las chwilę po mocnej ulewie, do tego mały nos, pełne usta i wystające kości policzkowe. Lekko skośne oczy dodawały jej eterycznej mocy, sprawiały, że nie potrafiłem oderwać od niej spojrzenia w obawie przed tym, że nie była ziemską istotą i w każdej chwili mogła zniknąć.

– Gdzie nauczyłaś się tak prowadzić? – zagadnąłem, ciekawy jej umiejętności, chociaż nadal brałem pod uwagę, że to nie ona siedziała za kółkiem. Mogła być jedynie zmyłką.

– Trenowałam.

David parsknął śmiechem.

– Gdzie? Na ulicach Los Angeles?

– Nie, najpierw na torach kartingowych, a później gdzie się dało – poinformowała spokojnym, pewnym siebie tonem.

– Załatwmy to między sobą – skamlał Lev. – Wypuść ją, Blackwood, słyszysz?

Nie miałem takiego zamiaru…

Ręce dziewczyny zostały skrępowane za jej plecami i na razie nie planowałem jej uwalniać.

– Co się wydarzyło? – dociekałem, ciekawy jej wersji wydarzeń.

Jeśli to naprawdę ona uciekała z moją forsą, to musiałem przyznać, że stanowiła cenny nabytek.

– Zapewne moi bracia powiedzieli ci o wszystkim.

Miała melodyjny głos, pociągającą barwę przywodzącą na myśl piasek, ciepłą wodę, wakacje…

Musiałem się otrząsnąć.

– Chcę usłyszeć twoją wersję.

– Ktoś próbuje zrobić z nas twoich wrogów – odezwała się, z napięciem patrząc mi w oczy.

Doskonale wiedziała, że w tej chwili ważyły się losy jej rodziny. I jej samej.

– Podrzucają nam zwłoki, kradziony towar, kasę – wyliczała.

– Dlaczego nikt z was się nie pofatygował, aby mi o tym powiedzieć?

Tasmin parsknęła śmiechem. Widziałem, że próbowała nad sobą panować, lecz przez ułamki sekund pogarda w jej oczach wydawała się niemal namacalna.

– Miałam się zatrzymać, pomachać rzęsami i wyznać, że to nie ja, chociaż forsa znajdowała się w moim aucie? Serio? Twoi ludzie zabiliby mnie, zanim powiedziałabym słowo.

– Jakoś nie widzę, abyś leżała martwa – słusznie zauważył Toy, najwidoczniej urażony jej podejrzeniami.

– Wtedy nie miałam pojęcia, czego się po was spodziewać – zauważyła.

– Zostałaś ranna? – zapytałem, wiedząc, że na ciemnych ubraniach nie zauważyłbym śladów krwi.

– Na razie nie czuję bólu.

Co powinienem teraz zrobić? Nie miałem pojęcia, czy im wierzyć, czy wysłać do diabła. Nie posiadali dowodów na poparcie swojej teorii, a mój monitoring za każdym razem przedstawiał uciekającą dziewczynę, której umiejętności naprawdę podziwiałem, i nikogo więcej, żadnych innych podejrzanych.

– Macie coś, co moglibyście przedstawić jako dowody? – zapytał David. – Chociaż jedno ujęcie, że coś wam podrzucają, albo cokolwiek innego.

– Nic nie mamy – odparła, zadzierając podbródek.

Sprytnie…

– Oni doskonale wiedzą, co robią – wtrącił Lev. – Mają przemyślany każdy ruch.

– Macie wrogów? – zagadnął David, zerkając to na dziewczynę, to na uwięzionych facetów.

– Kto ich nie ma? – odparował starszy Prescott. – Wiem, do czego zmierzasz, ale dlaczego zakładasz, że to nasi wrogowie, nie twoi? Może chcą uśpić twoją czujność, zaangażować cię w problem z nami i uderzyć z innej strony.

Rozważałem praktycznie każdą z tych możliwości, ale on nie musiał o tym wiedzieć.

– Niczego nie zakładamy – wtrąciłem, chcąc zakomunikować, że wcale nie przekonali mnie do swojej wersji wydarzeń. – A już na pewno nie waszej niewinności. Toy – zwróciłem się do dryblasa, który nadal trzymał ramię Tasmin w uścisku. – Zabierzesz pannę Prescott do drugiej komnaty, tam poczeka na naszą decyzję.

– Chcę zostać tutaj – zaprotestowała, próbując się wyrwać.

– To, czego ty chcesz, ptaszyno, jest najmniej istotne. Poczekacie do rana na decyzję.

– Tasmin powinna zostać z nami – zaoponował Dean, czemu absolutnie się nie dziwiłem.

Gdybym znajdował się na jego miejscu, z pewnością przegryzłbym sznur, próbując ratować siostrę.

– Nie skontaktujecie się ze sobą do rana – postanowiłem, kiwając głową na Toya, na co ten natychmiast zabrał dziewczynę. – A rano ustalimy, co z wami zrobić.

– Z nami rób co chcesz, ale wypuść naszą siostrę. – W głosie i wzroku Lva zarejestrowałem błaganie.

Chłopak doskonale wiedział, w co się wpakowali, więc próbował ją ratować.

Dzisiejszą noc panna Prescott spędzi w celi obok, na drewnianej i wąskiej pryczy, gdzie do jej dyspozycji zostanie przekazany jeden koc. Nikogo tutaj nie traktowałem wyjątkowo, chociaż może powinienem…

Odwróciłem się na pięcie, a następnie opuściłem pomieszczenie, nie tracąc już więcej czasu na bezowocne dyskusje. Ta sytuacja wymagała narady i zamierzałem zwołać ją jeszcze tej nocy.

ROZDZIAŁ 2

Adrian

Obejrzałem zapisy z monitoringu już kilkanaście razy i jedno stwierdziłem z całą pewnością. Tasmin Prescott była niesamowita. To, co ta dziewczyna wyrabiała za kółkiem, zasługiwało na owacje na stojąco. Doskonale rozumiałem, dlaczego pracowała z braćmi dla Cravena.

– Trzeba pozbyć się kłopotu – zawyrokował Matt Marlowe, teść mojego brata.

Kilka chwil temu próbował odpalić w moim gabinecie cygaro, ale mu na to nie pozwoliłem. Ten smród przyprawiał mnie o ból głowy, więc stary musiał pocieszyć się szklanką szkockiej, a na dymka wyjść na zewnątrz.

Kiedy wymówił słowo „kłopot”, od razu przed oczami stanęła mi drobna dziewczyna o niesamowitym spojrzeniu.

– Nie mamy pewności co do ich winy – zauważył David.

– A jakie to ma znaczenie? – prychnął starzec. – Zostali złapani z forsą, na gorącym uczynku. Wierzysz we wróżki, Temple?

Wiara nie miała tu nic do rzeczy, zwyczajnie coś w tej historii mocno mi nie pasowało.

Ten zgorzkniały idiota chciał wszystko załatwić siłą, nie brał jednak pod uwagę jednego istotnego faktu. Śmierć tamtej trójki nie da nam odpowiedzi na żadne pytania, a tych rodziło się coraz więcej.

– Wierzę w garbate aniołki – odparował David. – Co absolutnie nie zmienia faktu, że jeśli nie kłamią, to pozbycie się ich znacznie utrudni dojście do prawdy.

Miles posłał mi błagalne spojrzenie, które zignorowałem, bo przyjaciel miał absolutną rację. Rozumiałem rozterki brata, tkwiącego w tej chwili między młotem a kowadłem.

Powinien działać w zgodzie z własnym sumieniem, co niejednokrotnie mu mówiłem. Osiem lat temu Matt Marlowe stracił w zamachu bombowym jedynego syna oraz żonę. Wydawać się mogło, że te wydarzenia zmienią jego życie, lecz nic bardziej mylnego. Pozostał bezdusznym tyranem, za każdym razem wybierał rozlew krwi zamiast negocjacji. Swoją jedyną córkę Inez traktował jak kartę przetargową i spieniężył ją tam, gdzie opłacało mu się najbardziej. Teraz dziewczyna należała do naszej rodziny, o czym skurwiel przekonał się dobitnie, gdy podniósł na nią rękę w mojej obecności. Dopadłem go w trzech susach i wytłumaczyłem, co stanie się następnym razem, kiedy spróbuje podobnego numeru.

– Ta zgraja z Cravenem na czele nic nie znaczy – prychnął poirytowany Matt. – Nie powinniśmy zawracać sobie nimi głowy. Szkoda zachodu.

– A wziąłeś pod uwagę fakt, że to może być częścią większej intrygi? – zagadnąłem, siląc się na spokój. – Wszyscy tutaj mamy wiele do stracenia, nie uważasz? – Sprawdziłem tamtą dwójkę, jeśli chodziło o podsłuchy, z samego rana to samo zamierzałem zrobić z tą małą. – Dlaczego nie wiedzieliśmy o istnieniu Tasmin Prescott? – zwróciłem się do brata.

Miles doskonale wiedział, że zawalił. Każdy z nas miał określone zadania, z których należało się wywiązać.

Nawet jeśli zdawalibyśmy sobie sprawę z istnienia dziewczyny, zapewne i tak nikt nie podejrzewałby, że to ona siedziała za kierownicą.

Cóż, pozory mylą, prawda?

– Kiedy w rodzinie Prescott pojawiła się dziewczynka, ojciec odesłał ją razem z matką do Europy – oznajmił Miles, najwidoczniej odrobił lekcje. – Wprawdzie odwiedzał ich kilka razy w roku razem z synami, nigdy jednak nie zabrał jej do Stanów.

– Dlaczego dziewczyna nagle pojawiła się w Los Angeles? – wtrącił Temple, patrząc z niesmakiem na grzebiącego wykałaczką w zębach Matta.

– Jej matka zmarła rok temu, a ona postanowiła wrócić do kraju, gdzie miała rodzinę.

Sin Prescott, ojciec całej trójki, zginął pięć lat temu w strzelaninie na przedmieściach miasta.

– Gdzie nauczyła się tak prowadzić? – dociekałem, chcąc się dowiedzieć, w jaki sposób zdobyła takie umiejętności.

– Na torach kartingowych. To wielokrotna mistrzyni w swoich kategoriach.

A więc nie kłamała…

– Okradali nas i wymyślili alibi mieszające wam w głowach – burknął Marlowe.

Mogłem się założyć, że zgłosi się na ochotnika, aby własnoręcznie pozbyć się rodzeństwa.

– Koniec na dziś – postanowiłem, wstając z miejsca i dając tym samym do zrozumienia, że powinni się wynosić.

Miles pierwszy pojął aluzję, a zaraz za nim tyłek podniósł Matt. Starzec burczał coś pod nosem, najwidoczniej niezbyt zadowolony z przebiegu spotkania.

David jednak nie pozwolił się tak łatwo zbyć. Posłał mi pytające spojrzenie, kiedy tylko zostaliśmy sami.

– Co zamierzasz?

Już od kilku godzin w mojej głowie rodził się plan, który pragnąłem wcielić w życie jutro z samego rana.

– Zamierzam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.

ROZDZIAŁ 3

Tasmin

Rozwiązano mi ręce, dzięki czemu zyskałam choć trochę swobody. W ciasnym i ciemnym wnętrzu panował przenikliwy chłód, ale facet imieniem Toy przyniósł mi dwa koce, dzięki czemu jakoś uchroniłam się przed zimnem.

Mała kozetka pozostawiała wiele do życzenia, brak wygody okazał się jednak moim najmniejszym problemem. Schwytano nas i zapowiadało się na to, że cała nasza trójka zostanie zabita. Nie łudziłam się, że wydarzy się cud. Nawet własne słowa wydawały mi się absurdalne i wiedziałam, że Blackwood nie uwierzy w żadne z nich.

Zdziwiłam się, kiedy do mojej celi przyniesiono posiłek oraz butelkę wody. Burger pachniał obłędnie, więc pochłonęłam go w ekspresowym tempie. Nawet strach nie podziałał otępiająco na wilczy apetyt…

Przez resztę nocy analizowałam zaistniałą sytuację oraz kilka poprzednich i musiałam przyznać sama przed sobą, jak kiepsko to wszystko wyglądało.

Istniał jednak dla nas cień nadziei. Adrian Blackwood wyglądał na człowieka rozumnego. Zauważyłam, że nie robił niczego pochopnie i słuchał uważnie, co się do niego mówiło, wnikliwie obserwował mimikę rozmówcy, każdy gest. Musiał więc dostrzec, że ani ja, ani moi bracia nie kłamaliśmy.

Po nagłej śmierci mamy wróciłam do kraju, do braci, nie umiejąc już dłużej znieść życia z daleka od rodziny. Nie przypuszczałam jednak, że zostanę wciągnięta w wir wydarzeń, na które nie miałam żadnego wpływu.

Próbowałam pomóc rodzeństwu, robiłam, co mogłam, aby oczyścić ich dobre imię, ale jak widać, nikomu z nas się to nie udało.

Już dawno temu dowiedziałam się, jakie życie prowadził ojciec i z jakiego powodu razem z matką zostałam odesłana do Europy. Nie zamierzałam nikogo oceniać, to nie leżało w mojej gestii.

Czekałam na to, co się wydarzy, towarzyszyła mi mieszanina przeróżnych emocji, od strachu poprzez zniecierpliwienie.

Kiedy w końcu drzwi mojego więzienia stanęły otworem, poczułam, jak niewidzialna obręcz zaciska mi się na szyi. Wiedziałam, że nadeszła chwila prawdy.

W progu stanął Blackwood we własnej osobie. Omiótł pomieszczenie spojrzeniem, a następnie skupił się na mnie. Beznamiętny wyraz twarzy wydawał się wręcz upiorny.

– Odpoczęłaś, Tasmin? – zagadnął, siląc się na uprzejmość, a następnie wszedł do środka.

Miał na sobie szare spodnie garniturowe oraz białą idealnie wyprasowaną koszulę. Przepaść między nami wydawała się aż nadto widoczna.

– Tak, dziękuję. Możemy skończyć z tymi uprzejmościami i przejść do rzeczy?

Coś mrocznego zamigotało mu w spojrzeniu. Z trzaskiem zamknął za sobą ciężkie metalowe drzwi.

– Rozbieraj się.

Kompletnie mnie zamurowało.

– Słucham?

Skrzywił się z niesmakiem.

– Chyba nie sądzisz, że… – Odrzucił głowę, a następnie się roześmiał. – Nie, ptaszyno, nie interesujesz mnie w ten sposób. Po prostu chcę sprawdzić, czy nie masz podsłuchu.

– Nie mam – zapewniłam, choć i tak wątpiłam w to, że uwierzy mi na słowo.

– Rozbieraj się – powtórzył, tym razem o wiele ostrzejszym tonem. – No chyba że chcesz, abym poprosił o przytrzymanie cię jednego z moich ludzi.

Powoli wstałam z pryczy, rozumiejąc, że nie uniknę tego losu. W tym świetle i tak nie zobaczy niczego dokładnie, a już na pewno nie moich obrażeń, które za kilka dni przybiorą paskudne odcienie fioletu i zieleni.

Najpierw ściągnęłam przez głowę obszerną bluzę i ułożyłam ją na łóżku. Spojrzałam na swojego oprawcę. Machnął sugestywnie dłonią, nakazując mi pośpiech.

Moja biała bokserka podzieliła los bluzy, ale temu potworowi jeszcze było mało.

– Spodnie – zażądał nieznoszącym sprzeciwu tonem.

Ponownie wykonałam polecenie, chociaż w zwolnionym tempie, czego on nie skomentował.

Po chwili stałam przed nim w samej bieliźnie. Włosy opadły mi na twarz, skrywając rumieniec wstydu pojawiający się na policzkach.

Gdyby od tego człowieka nie zależało życie naszej trójki, nie byłabym taka miła i ugodowa…

– Odwróć się – polecił.

Ponownie zrobiłam dokładnie to, co mi kazał.

– Istnieje jakiś szczególny powód, dla którego ukrywasz takie ciało pod tymi wielkimi łachami?

Zacisnęłam mocniej pięści, ponownie stając z nim twarzą w twarz.

– Twoim zdaniem powinnam uciekać z torbą po brzegi wypchaną pieniędzmi w wieczorowej sukni? – odcięłam się, nie umiejąc dłużej zachować zimnej krwi.

– Ubierz się – polecił po kilku przeciągających się w nieskończoność sekundach.

Nie musiał powtarzać. W mgnieniu oka włożyłam ciuchy, a następnie spojrzałam na niego, czekając na to, co nastąpi.

– Co dalej? – zapytałam.

– To zależy od ciebie.

– Słucham? – W moim sercu zatliła się nadzieja.

To zależy od ciebie…

Czyli sprawa nie była tak do końca przegrana.

– Mój dziadek mawiał, że z każdej sytuacji istnieją dwa miliony wyjść – odezwał się, podchodząc do kozetki, przy której stałam. – Niestety, tobie zostawię w tej chwili tylko dwa.

– Jakie jest pierwsze wyjście?

Nie potrafiłam ukrywać własnych intencji. Zależało mi na życiu braci i swoim także.

– Zabijam całą waszą trójkę.

Przełknęłam głośno ślinę.

– A drugie?

Drań uśmiechnął się tak, że zmiękły mi kolana. Ten arogancki szarlatan o godnej pozazdroszczenia aparycji doskonale wiedział, jak wykorzystywać swoje atuty.

– Ratujesz braci i zostajesz ze mną – zakomunikował, wkładając dłonie do kieszeni spodni garniturowych.

– Co? – wydusiłam, kompletnie się tego nie spodziewając.

– Nie mam absolutnie żadnego powodu, aby wam zaufać.

– Nie masz też powodu, aby tego nie zrobić – wytknęłam, próbując ratować sytuację.

– Zdaje się, że jest pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, prawda? – rzucił swobodnie, przechadzając się leniwym krokiem po pomieszczeniu. – Uważam, że każdy zasługuje na możliwość, by się bronić, lecz czasami nie może jej dostać. Ja mogę wam ją dać i wstrzymać wyrok, który już na was wydano.

Wyrok?

– W jaki sposób?

– Zostaniesz moją gwarancją, Tasmin. – Spojrzał mi w oczy z kpiącym uśmieszkiem. – A twoi bracia dostaną dwa miesiące na udowodnienie waszej niewinności. To chyba sprawiedliwy układ, prawda?

Zaskoczyły mnie jego słowa. Nie spodziewałam się, że dostaniemy jakąkolwiek szansę, natomiast ta oferta wydawała się naprawdę hojna…

– Muszę im pomóc – zaoponowałam, bo jedynie ta jedna kwestia nie do końca mi się podobała. – Muszę…

– Nic nie musisz – przerwał mi ostro. – Zostaniesz tutaj, by zagwarantować, że kolejny raz nikt nie wyciągnie łap po moją własność, a przynajmniej powstrzyma to Cravena. Po drugie Lev i Dean poruszą niebo i ziemię, aby odnaleźć winowajcę i odzyskać ciebie.

– Będę im potrzebna i…

– Mnie przydasz się bardziej.

– Słucham?

Adrian przewrócił oczami, wzdychając ze zniecierpliwieniem.

– Od kilku minut powtarzasz w kółko „co?” i „słucham?”. Masz problemy laryngologiczne, ptaszyno?

– Nie – bąknęłam. – Do czego niby ci się przydam?

– Zostaniesz moim kierowcą – oznajmił ku mojemu kompletnemu zdziwieniu. – Potrzebuję kogoś z takimi umiejętnościami.

Oczami wyobraźni widziałam już siebie za kratkami po tym, jak złapano by mnie z torbą wypełnioną narkotykami.

– Nie zamierzam ryzykować i przewozić waszego koksu.

Ponownie się roześmiał, tym razem bardziej… złowrogo.

– Źle mnie zrozumiałaś, dziewczyno. Masz wozić mnie, nie koks. Zostaniesz moim szoferem.

Poczułam się tym wszystkim totalnie zaskoczona.

– Musisz przyznać, że to dla was ogromna szansa – kontynuował. – Twoi bracia dostaną szansę złapać winowajcę i udowodnić, że to nie oni stali za tymi zamachami.

– Oszaleją na wieść, że nie mogę z nimi wrócić.

– Więc wszyscy zginiecie, wasz wybór. – Wzruszył niedbale ramionami. – Pójdziemy teraz do nich, aby przedstawić plan. Powinienem wiedzieć, czy czekają mnie trzy pogrzeby, czy jedna przeprowadzka.

Odnosiłam wrażenie, że śnię koszmar, z którego z całych sił pragnęłam się obudzić.

***

Miny moich braci wyrażały więcej niż tysiąc słów. Absolutnie nie cieszyli się z tej szansy zaoferowanej przez Adriana.

– Ona tu nie zostanie – zaoponował natychmiast Dean, kiedy tylko wtajemniczyłam ich w najnowsze rewelacje.

– Oczywiście, że nie, bo mój szofer zamieszka dokładnie tam, gdzie ja – zaoponował mężczyzna.

Wszystko to brzmiało tragicznie, lecz nasz wybór mógł być tylko jeden.

– To nie wchodzi w grę – zawtórował Lev.

– W takim razie wszyscy zginiecie – odparł niedbale Blackwood. – Żeby nie marnować mojego cennego czasu, zajmiemy się tym niezwłocznie.

Kątem oka zauważyłam, jak odchylił połę marynarki i odsłonił rękojeść broni.

– Nie, zaczekaj! – powstrzymałam go, podchodząc do skrępowanych braci. – To nasza szansa, nie rozumiecie tego?

Widziałam wahanie malujące się na ich twarzach, ale to był jedyny słuszny wybór, jedyna opcja, aby ocalić życie.

– Tasmin, nie zostawimy cię z nim – warknął Dean, patrząc z nieskrywaną nienawiścią w stronę Adriana.

– Więc zostanę zabita – skwitowałam cierpko. – I wy także. To naprawdę do ciebie nie dociera?

– Posłuchaj…

– Nie, to ty posłuchaj – przerwałam ostro starszemu bratu. – Mamy okazję dowieść swojej niewinności i ocalić życie. Ja będę go wozić, wy dołożycie wszelkich starań, aby znaleźć spiskowca. Nie ma innej drogi, dociera to do was?

Po ich minach widziałam, że w końcu połączyli kropki, zrozumieli, nadal jednak nie wyglądali na zachwyconych. I mnie też takie rozwiązanie nie satysfakcjonowało, ale potrafiłam docenić otrzymaną od losu szansę. Chciałam żyć i oni zapewne także.

– Gdzie tkwi haczyk? – zapytał Lev. – Możemy kontaktować się z Tasmin?

– Nie – oznajmił Blackwood. – A każda próba ucieczki, knucia, złamania tego paktu sprowadzi na waszą głowę śmierć – uprzedził. – Zresztą dla waszego dobra inni powinni myśleć, że dopadłem tę małą, a na was nadal poluję.

Cóż, to brzmiało logicznie. Ktoś, kto próbował nas wmanewrować w tę wojnę, powinien sądzić, że dopiął celu.

Adrian ostentacyjnie zerknął na złotego Rolexa znajdującego się na jego przegubie.

– Macie minutę na podjęcie decyzji – poinformował.

– Nie pozostawiasz nam wyjścia – burknął Lev.

– Zawsze istnieje jakieś wyjście – sarknął Dean. – Zrobimy wszystko, ale Tasmin musi wracać z nami.

– Czterdzieści sekund – rzucił Blackwood. – I ta opcja nie wchodzi w grę.

– Do diabła, co mamy robić? – Frustracja w jego głosie dopadła także i mnie.

– Ja zostaję, wy szukacie – zakomunikowałam. – Nic mi się nie stanie, potrafię prowadzić każdy wóz.

– Jeśli on położy na tobie łapska, to…

– Chłopczyce nie są w moim guście. Trzydzieści jeden.

Jeśli ten antychryst postrzegał wszystko poprzez pryzmat aparycji, to tkwił w grubym błędzie. Nie szata zdobi człowieka. Zresztą miałam gdzieś to, co o mnie myślał. Liczyło się tylko to, abyśmy znaleźli winowajcę i bym mogła wracać do domu.

– Mieliśmy trzymać ją z daleka od tego wszystkiego!

– Ty miałeś jej pilnować i co?

– Piętnaście…

– Wiesz, że jak się na coś uprze, to koniec!

– Uspokójcie się obaj! – krzyknęłam, sfrustrowana. – To nie czas ani miejsce, by obrzucać się winą! Ja już podjęłam decyzję! Nie zamierzam ginąć – zakomunikowałam.

– Dziesięć. Czekam na potwierdzenie – mruknął Blackwood. – Wchodzicie w to?

– Nie są idiotami – prychnęłam, powoli kręcąc głową. – Chyba…

– Cztery, trzy…

– Dobra! – krzyknął Dean. – Wchodzimy w to, znajdziemy tego gnojka, ale jeśli choć włos spadnie naszej siostrze z głowy, to będzie po tobie, Blackwood, rozumiesz?

Wyglądało na to, że nic nie robił sobie z tej groźby. Mogłabym przysiąc, że nawet go rozbawiła.

– W takim razie pożegnaj się z braćmi, ptaszyno – polecił. – Zaraz przyjdzie tu mój człowiek, aby was uwolnić – zwrócił się do nich. – I przestrzegam przed jakimikolwiek numerami. Za wszystkie z nawiązką zapłaci Tasmin.

Cóż, zapowiadały się wystrzałowe dwa miesiące.

ROZDZIAŁ 4

Tasmin

Nie wiedziałam, czego powinnam się spodziewać, a ta niepewność potęgowała mój strach. Kiedy poruszaliśmy się ulicami Los Angeles, w milczeniu spoglądałam na krajobraz za oknem. W głowie pojawiło mi się wiele pytań, lecz na żadne nie znajdowałam odpowiedzi. Nie pozostało mi nic innego, jak wykonywać polecenia i wierzyć, że bracia zdołają rozwikłać tę zagadkę.

Gdybym mogła im pomóc, mielibyśmy o wiele większe szanse, Adrian jednak postawił na swoim. Czułam, że mógłby szantażować moich braci, używając w tym celu mnie.

Myślałam, że wracając do Stanów, zaczynam od nowa, że wreszcie wszystko się ułoży, ale nic bardziej mylnego. Najwidoczniej moje życie zostało z góry skazane na porażkę.

Miałam nadzieję, że zła passa zostanie przerwana, a Lev i Dean wpadną na trop człowieka, który próbował nas wrobić.

Moi bracia pracowali dla Kyrona Cravena, więc najprawdopodobniej chodziło o niego, lecz wszyscy oberwaliśmy rykoszetem. Ten półświatek rządził się swoimi prawami. Często ludzie ponosili odpowiedzialność za coś, o czym nawet nie mieli pojęcia…

Blackwood przez całą drogę ignorował moją obecność, trzymając w dłoni smartfon.

Zastanawiałam się, jak zamierzał mnie traktować, czy zostanę zamknięta w podobnym do poprzedniego miejscu, czy z wyjątkiem wypełniania obowiązków pozwoli mi też na cokolwiek innego, chociażby spacer. Nie wyobrażałam sobie funkcjonowania w zamknięciu.

Spodziewałam się, że facet z jego kasą i pozycją zamieszkuje najlepszą dzielnicę Los Angeles, i wcale się nie myliłam. Za ceglanym murem znajdowało się prawdziwe dzieło współczesnej architektury, luksusowa posiadłość z lądowiskiem dla helikoptera, kortem tenisowym i czterema basenami, przerastająca moje najśmielsze oczekiwania.

Proste bryły z ogromnymi przeszkleniami, asymetryczne kształty, mnóstwo światła i przestrzeni, a to wszystko na sporym wzniesieniu zapewniającym widok na ocean.

– Więc tym razem nie loch? – zagadnęłam, rozglądając się zaraz po wyjściu z auta.

– Musisz być w formie, więc trudne warunki odpadają – odparł, stając obok i wkładając telefon do kieszeni spodni. – Pozwól za mną, pokażę ci twoje lokum.

Nie miałam żadnych oczekiwań ani życzeń z wyjątkiem dostępu do bieżącej wody, ale wydawało mi się, że w takim miejscu raczej nie będzie z tym problemu.

Szłam za Adrianem po idealnie zielonym trawniku, wśród wyjątkowo pięknych i zadbanych krzewów, drzew i innych roślin. Podejrzewałam, że samo utrzymanie ogrodu w takim stanie musiało kosztować krocie.

Już z oddali zauważyłam biały domek z dwuspadowym dachem. W niewielkich oknach stały donice z kolorowymi kwiatami. To miejsce wydawało mi się całkiem przyjemne, tym bardziej że znajdowało się z daleka od głównego budynku i podjazdu oraz miało niesamowity widok.

– Od dzisiaj mieszkasz tutaj – poinformował Blackwood, kiedy stanęliśmy na werandzie przed wejściem. – W środku masz wszystko, co trzeba. Telefon znajdujący się wewnątrz obsługuje jedynie połączenia przychodzące.

Cóż, rozsądnie.

– Mhm.

– Masz być do mojej dyspozycji o każdej porze dnia i nocy. Kiedy zadzwonię, powinnaś znaleźć się na podjeździe tak szybko, jak to możliwe.

– Okej – mruknęłam, nie mogąc się doczekać, aż znajdę się w środku sama.

Niezwłocznie potrzebowałam prysznica.

– Dla pewności wspomnę, że każda próba ucieczki, knucia i innego gówna, które być może dla mnie szykujesz, skończy się śmiercią twoich braci. I twoją – dodał po chwili, chociaż doskonale o tym pamiętałam.

– Poinformujesz mnie o jakichkolwiek postępach w śledztwie, jeśli Dean lub Lev dadzą ci znać?

– To zależy od twojego zachowania, Tasmin – rzucił, a następnie odwrócił się na pięcie i podążył w stronę rezydencji.

Spoglądałam za odchodzącym facetem, niezdolna uwierzyć, że to bagno stało się moim udziałem i przez najbliższe tygodnie zostanę kierowcą tego antychrysta. Musiałam się skupić na zadaniu, ale jednocześnie uważnie obserwować otoczenie, bo być może dupek, który próbował nas wrobić, znajdował się wśród ludzi Blackwooda. Niczego nie powinniśmy wykluczać, więc planowałam mieć się na baczności.

Z każdym krokiem postawionym w swoim nowym lokum czułam coraz większy zachwyt. Metraż może wydawał się niewielki, ale znajdowało się tu dosłownie wszystko, czego potrzebowałam. Na parterze mieścił się salon z aneksem kuchennym oraz jadalnia i toaleta, na piętrze zaś odkryłam przestronną sypialnię z wielkim łóżkiem i przylegającą do niej łazienką, a także niewielką garderobą.

Na serio, nie spodziewałam się takich warunków. Żałowałam, że nie mogłam wysłać zdjęcia braciom, bo zapewne martwili się o mnie i nie przypuszczał, że zostanę umieszczona w takim miejscu.

Lodówkę zaopatrzono w jedzenie, w szufladach znalazłam przyprawy i wszystkie niezbędne rzeczy, aby coś samodzielnie ugotować. W łazience odkryłam sporo akcesoriów do kąpieli i pielęgnacji, a na jednym z wieszaków biały szlafrok. Postanowiłam go założyć zaraz po prysznicu. Ten antychryst chyba przewidział, że będę potrzebować ubrań…

Chłodna woda nie zmyła trosk, ale przyniosła odprężenie dla spiętych mięśni, czego naprawdę bardzo potrzebowałam. Z racji tego, że tej nocy niewiele spałam, niemal natychmiast ułożyłam się w chłodnej pościeli i pozwoliłam sobie na odpoczynek. Kompletnie nie sądziłam, że zasnę w tej samej chwili, w której moja głowa dotknie poduszki.

ROZDZIAŁ 5

Tasmin

– Halo, jest tu kto?

W tej samej chwili usiadłam gwałtownie na materacu, zastanawiając się, czy to tylko sen, czy faktycznie słyszałam wołanie.

– Skarbie, ja wejdę pierwszy, dobrze?

Czyli jednak…

Pośpiesznie poprawiłam szlafrok, upewniając się, czy aby na pewno zakrywa dobrze moje ciało, a następnie zwlekłam się z łóżka. Kiedy stanęłam na szczycie schodów, okazało się, że na dole znajdował się ten sam człowiek, który przywiózł mnie do lochów, a za nim stała drobna blondynka.

– Daj spokój, Miles. Nic mi nie grozi.

Cóż, miała rację. Oprócz umiejętności prowadzenia auta nawet pod presją nie potrafiłam się bić ani bronić. Miałam dwie lewe ręce, jeśli chodziło o te sprawy.

– Proszę cię, Inez, nie…

– Cześć – odezwałam się, aby ujawnić swoją obecność.

Kobieta ściskała w dłoni rączkę ogromnej torby papierowej, a towarzyszący jej mężczyzna trzymał drugą.

– Wybacz tę pobudkę, ale uznałam, że możesz potrzebować ubrań – odezwała się, posyłając mi lekki uśmiech. – Nazywam się Inez i jestem żoną tego faceta.

– Miałam wczoraj nieprzyjemność go poznać – burknęłam, schodząc po stopniach. – Dziękuję, że o mnie pomyślałaś. Nie mam ochoty wkładać brudnych ciuchów.

– Adrian powiedział, że mam podobny wzrost i wagę, więc wybrałam dla ciebie kilka rzeczy. Masz na imię Tasmin, prawda?

Skinęłam powoli głową, zerkając na mężczyznę obrzucającego mnie podejrzliwym spojrzeniem. Kiedy tylko się przesuwałam, on automatycznie zasłaniał wielkim cielskiem swoją żonę. Słodkie, ale zupełnie niepotrzebne.

– Nic nie zrobię – zwróciłam się do olbrzyma, aby rozwiać wszelkie wątpliwości. – Dobrze wiesz, w jakim położeniu się znajduję i co grozi mnie oraz braciom. Naprawdę sądzisz, że zaatakuję twoją kobietę?

– Ja sądzę, że nie byłabyś aż tak głupia – odpowiedziała, chociaż to nie do niej skierowałam pytanie.

– Skarbie…

– Nic mi się nie stanie. – Pogłaskała uspokajająco swojego wielkoluda po ramieniu. – Odpuść, dobrze? Za kwadrans do ciebie dołączę.

Spojrzenie przybysza skupiło się na mnie i natychmiast dostrzegłam w nim groźbę.

– Zniszczę cię, jeśli choć włos spadnie jej z głowy – warknął, odstawiając na podłogę papierową torbę.

– Rozumiem, zamierzam ją chronić za cenę własnego życia. Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje?

Burknął pod nosem coś, czego nie zrozumiałam, a następnie wyszedł z domku, zostawiając nas same.

Przez dłuższą chwilę po prostu się w siebie wpatrywałyśmy. Dziewczyna była naprawdę śliczna z tymi jasnymi włosami i przenikliwie niebieskimi oczami.

– Miles to brat Adriana – wyjaśniła. – Postanowiłam tu przyjść, kiedy tylko się o tobie dowiedziałam.

– I nie bałaś się? – zagadnęłam bez cienia sarkazmu.

– Początkowo tak, ale kiedy cię zobaczyłam, zrozumiałam, że jestem bezpieczna – wyznała, uśmiechając się lekko. – Napijemy się kawy?

– Jasne – odparłam, ruszając w stronę ekspresu, a dziewczyna podreptała za mną. – Z tym że nie wiem, jak włączyć to ustrojstwo.

– Ja się tym zajmę – zaoferowała, dosłownie przeciskając się między mną a białą szafką. – Usiądź przy stole, zapewne miałaś ciężką noc, a my cię obudziliśmy.

– To nic – zapewniłam. – Dzięki za ubrania, bardzo ich potrzebuję.

Po chwili Inez postawiła na stole parujący kubek, a jego zawartość pobudziła moje zmysły. Już pierwszy łyk postawił mnie na nogi i otrzeźwił.

– Nie ma sprawy. Wygląda na to, że przez jakiś czas będziemy sąsiadkami. – Uśmiechnęła się w taki sposób, że poczułam wspinające się po plecach dreszcze.

Po kilku minutach tej znajomości już mogłam stwierdzić, że naprawdę ją polubiłam, chociaż nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się zapałać do kogoś sympatią tak szybko.

– Mieszkasz tu? – zagadnęłam zaciekawiona.

– Za płotem. – Zaśmiała się cicho. – Rezydencja obok należy do mnie i Milesa.

– Chcieliście mieszkać tak blisko tego świra czy was do tego zmusił?

Parsknęła śmiechem i z trudem przełknęła łyk kawy, który wzięła dosłownie sekundę wcześniej.

– Mój mąż mieszkał tu wcześniej, a to miejsce bardzo mi się podoba, w dodatku znajduje się z dala od mojego ojca, więc wszystko idealnie.

– Kolejny nadopiekuńczy tatusiek?

Powoli pokręciła głową.

– Niestety nie, choć chciałabym – wyznała. – Ślub z Blackwoodem to najlepsze, co mi się przydarzyło. Można powiedzieć, że odżyłam, złapałam wiatr w żagle i takie tam.

– Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło – zauważyłam.

– Nasze środowisko nie sprzyja zawieraniu nowych znajomości, a nawet utrzymywaniu starych, więc się ucieszyłam, kiedy dowiedziałam się o tobie.

– Jeśli moi bracia rozwikłają tę zagadkę, nie zagrzeję tu miejsca – uprzedziłam lojalnie.

– Tak, wiem. – Kobieta westchnęła zrezygnowana. – Ale może cieszmy się chwilą, co?

– Jestem tu więźniem – przypomniałam. – Mam pracować dla twojego szwagra, być jego szoferką.

– Nie martw się, coś wymyślimy. Przekonamy tego gburka, że życie nie składa się z samych obowiązków, prawda?