Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ariana czeka, aż jej narzeczony wróci z zagranicy, by mogli wziąć ślub. W międzyczasie mieszka pod jednym dachem z nieznośnym, przystojnym studentem dziennikarstwa i ukrywa to przed swoimi bliskimi. Zapomniała jednak, że od nienawiści do miłości jest tylko jeden krok. Historia powstała na wattpadzie na koncie Missudi. Jest to odświeżona wersja powieści "Ulica Przyjazna 8" - na prośbę części czytelników. W związku z tym mogą się pojawiać niedoróbki, ale po zauważeniu są szybko poprawione.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 382
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
8 Friend Street
Florence Robin
Redakcja i korekta: Kamila Śliwińska
Projekt okładki: F. Robin
Grafika na okładce: pixabay, canva
Okraszona humorem powieść obyczajowa przeplatana wątkiem miłosnym. Ariana czeka, aż jej narzeczony wróci z zagranicy, by mogli wziąć ślub. W międzyczasie mieszka pod jednym dachem z nieznośnym, przystojnym studentem dziennikarstwa i ukrywa to przed swoimi bliskimi. Zapomniała jednak, że od nienawiści do miłości jest tylko jeden krok.
Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do zdarzeń i osób jest przypadkowe.
© Florence Robin, 2025
Szanowna Pani Ross,
dziękujemy za zainteresowanie naszą kancelarią. Niestety, obecnie nie mamy wolnych miejsc dla praktykantów. Życzymy powodzenia w dalszych poszukiwaniach.
Z serdecznymi pozdrowieniami
Martha Lewis
Sekretariat Kancelarii Notarialnej Marcus Smith
Szanowny Panie Evans,
z żalem informuję, że obecnie nie kwalifikuje się Pan na stanowisko korektora, dziennikarza, sekretarza ani zastępcę redaktora naczelnego naszego czasopisma. Radzę również na przyszłość, aby nie zaczynał Pan listu motywacyjnego od słów: „Odpiszcie mi w końcu, leniwe gnojki!".
Carina Hall
Zastępca redaktora naczelnego tygodnika „In Fact"
Mijał luty. Ariana gnała zaśnieżoną ścieżką, gorączkowo szukając w jednokomorowej torbie karty płatniczej, którą musiała zapłacić za przejazd tramwajem. Mijając slalomem przechodniów, których dostrzegała ledwie kątem oka, coraz niżej schylała głowę, aby wypatrzyć zgubę. Ilekroć ta mignęła gdzieś na dnie, zaraz znikała pod resztą podskakujących szpargałów.
Ariana nie chciała przerywać biegu, odpuściła więc sobie chwilowo poszukiwania i zarzuciła torbę na ramię, przez co boleśnie przycisnęła sobie rozpuszczone włosy. Jednocześnie poczuła, że wełniana czapka zsuwa się jej na oczy. Nim zdążyła coś z tym zrobić, zderzyła się z czymś gwałtownie i z impetem grzmotnęła plecami o chodnik.
– Czy ty jesteś ślepa? – dobiegł ją zaraz rozdrażniony męski głos.
Oszołomiona, najpierw nie zareagowała, a potem poprawiła czapkę i odgarnęła pasmo włosów z twarzy. Zobaczyła nad sobą wysokiego bruneta z groźnie zmarszczonymi brwiami.
– Zniszczyłaś mi kwiaty. – Wskazał gniewnym gestem tulipany leżące w śniegu.
– Mógł pan uważać.
– Kpisz sobie? Biegłaś po tamtej stronie chodnika i to ty na mnie wpadłaś. Oddawaj mi trzydzieści dolców.
– Mógł pan uważać – powtórzyła z naciskiem, zniesmaczona jego manierami.
Zawsze ją irytowało, gdy ktoś obcy zwracał się do niej na ty, a obrażanie od samego początku i arogancja tylko pogarszały sytuację. Z takimi osobami ani myślała dyskutować, nie mówiąc o rekompensowaniu czegokolwiek.
Wstała, strząsnęła z siebie śnieg i zaczęła pospiesznie zbierać to, co wysypało się z torby. Na pobliski przystanek wjeżdżał właśnie tramwaj, który miał ją zawieźć do centrum Hudertown.
– Wybieraj – warknął mężczyzna. – Mam dzwonić na policję czy oddasz za kwiaty?
– Nie jesteśmy na ty!
– Typowa baba. Mówisz o jednym, ta pieprzy o drugim.
Arianę zapiekły policzki.
– Pan jest bezczelny!
– Walczę o swoje, blondi.
– Powodzenia – fuknęła z wyższością, po czym ruszyła w stronę tramwaju.
Tamten jednak wyszarpnął jej torbę z ręki i bezceremonialnie zaczął ją przetrząsać, mamrocząc nieprzyjaźnie pod nosem. Ariana doskoczyła do niego, żeby odzyskać swoją własność, przez co wywiązała się nerwowa szarpanina. Przechodzący obok ludzie udawali, że nic nie widzą.
– Oddawaj moją torebkę, bucu! – Szlag trafił ogładę Ariany.
– A ty mi kasę za kwiaty!
– Zapomnij! Pewnie jesteś wyłudzaczem i specjalnie stanąłeś mi na drodze! – wykrzyknęła odkrywczo.
– To ty mnie staranowałaś, ślepa krowo!
Prychnęła i zaparła się mocniej nogami, z całej siły ciągnąc torebkę. Wtedy on niespodziewanie ją puścił, uniósł za to triumfalnie stary rachunek za telefon komórkowy Ariany. Ona zachwiała się niebezpiecznie, zamachała rozpaczliwie rękami, upuszczając torebkę na ziemię, a potem wyrwała mężczyźnie papier z dłoni i pognała przed siebie ile sił w nogach.
Do tramwaju wślizgnęła się tuż przed tym, jak zasunęły się drzwi. Ciężko dysząc, opadła na najbliższe siedzenie i wyjrzała przez okno. Awanturnik zniknął. W parku zostały po nim tylko kwiaty, wdeptywane przez spacerowiczów w śnieg. Przez chwilę zrobiło jej się żal, że nie trafią do rąk jego wybranki.
Tramwaj szarpnął. Ariana spojrzała na elektroniczny zegar obok kabiny motorniczego. Zostało dwadzieścia minut do rozpoczęcia testu praktykanckiego w Kancelarii Prawniczej Foster & Zachmann. Ariana powoli kończyła ostatni rok studiów prawniczych i chciała budować swoje CV pod przyszły zawód.
Uspokojona, usiadła wygodniej, rozpięła płaszcz pod szyją i strzepnęła resztki białych płatków z eleganckich spodni. Przesunęła wzrokiem po innych pasażerach i zatrzymała wzrok na kobiecie, która szukała czegoś w torebce. Arianę ogarnął dziwny niepokój, a kiedy zobaczyła kontrolera biletów, uświadomiła sobie z trwogą, że choć rachunek odzyskała, to... reszta jej rzeczy została w rękach parkowego przyjemniaczka.
~
Para dużych notatników, cztery terminarze, dwa notesy zapisane adresami i numerami telefonów, kilka bransoletek, pierścionków i łańcuszków, lakier do paznokci, garść breloczków przypiętych do jednego kompletu kluczy, antyperspirant, tabletki przeciwbólowe, karty płatnicze oraz niezliczona ilość ulotek reklamowych – to wszystko ukazało się oczom Carsona, gdy wysypał zawartość torby na stół.
– Baby – westchnął z politowaniem, a potem złapał za notesy i zaczął je wertować w poszukiwaniu adresu lub numeru ich właścicielki.
Z kuchni wrócił jego najlepszy kumpel, Rafael, niosąc w ręce pajdę chleba, posmarowaną grubą warstwą pasztetu.
– Co tam znalazłeś? – zapytał wesoło i ugryzł wielki kęs.
Choć miał kilkanaście kilogramów nadwagi, nigdy nie odmawiał sobie dobrego jedzenia. Zwłaszcza cudzego. Carson zmierzył kumpla krytycznym spojrzeniem i spytał z przekąsem:
– Zostawiłeś kuchnię taką, jaką zastałeś?
– O co ci chodzi? – Rafael podniósł brwi w zdziwieniu.
– O to, że wysprzątałem mojej mamie cały dom, a teraz pewnie jakiś upaćkany nóż leży w zlewie.
– Spadaj, co? Mogłem iść na lunch, a przyszedłem, żeby oddać ci ładowarkę, którą sam u mnie zostawiłeś – wytknął zbulwersowany Rafael i usiadł ciężko na kanapie.
– Pamiętałem o niej. Odebrałbym ją w weekend.
– Jezu, zaraz wyliżę całą kuchnię, jeśli aż tak cię to boli.
– Dobra. – Carson machnął ręką.
Zrobiło mu się głupio, że naskoczył na najlepszego kumpla, który wiele razy, i to bez kręcenia nosem, ratował go z opałów, a do tego często zapewniał mu wikt i opierunek. Popatrzył niego przepraszająco i wyjaśnił powód swojego zdenerwowania:
– Moja matka jest strasznie niezadowolona, że wróciłem na stałe do Hudertown, by studiować tu dziennikarstwo.
– Myślę, że bardziej ubodło ją to, że przez kilka miesięcy ukrywałeś, że znowu zmieniłeś studia, że zerwałeś z Anne po tym jak odkryłeś, że jest mężatką, oraz że nocowałeś u mnie zamiast od razu wrócić do domu. – wypunktował Rafael. – Ale przejdzie jej.
– Wątpię. Traktuje mnie jak powietrze.
Rafael ugryzł kęs pajdy i popatrzył w zamyśleniu na kumpla. Wyraźnie szukał pocieszenia, ale nic mu nie przychodziło do głowy.
– Namierzyłeś tę laskę z parku? – zapytał z błyskiem w oku.
Carson pokręcił głową.
– W notesach nie ma żadnego wpisu w rodzaju „mój numer" czy „mój adres".
Przeszło mu przez myśl, żeby zadzwonić do kogoś z listy kontaktów i zapytać, gdzie mieszka blondynka ze wzrokiem tęskniącym za rozumem. Już chciał podzielić się tym pomysłem z kumplem, gdy ten zawyrokował:
– Pewnie widziałeś coś na rachunku i ze złości wyparłeś to z pamięci.
– Nic nie wyparłem.
– Oglądałem wczoraj filmik o hipnozie. Może jednak spróbujemy...
– Nie – uciął stanowczo Carson.
Popatrzył pobieżnie na ulotkę reklamową lokalnego parabanku. „Weź pożyczkę w Goldbanc i wygraj nowy dom!" – krzyczały drukowane litery. Zebrał wszystkie świstki i wrzucił je z powrotem do torebki.
Tymczasem Rafael zrobił zawiedzioną minę, przeczesał dłonią modnie przystrzyżone włosy, a potem sięgnął po jeden z notesów. Ledwo zerknął na pierwszą zapisaną stronę i grzmotnął nim o stół. Wskazał palcem dół kartki. Carson podążył za nim wzrokiem i wzruszył ramionami, ponieważ nie zauważył tam niczego znaczącego.
– Podpisane „mama" – uświadomił mu kumpel. – Udaj kuriera, może sypnie adresem.
Carson przez chwilę pomyślał, a potem uśmiechnął się cwaniacko.
– Mam lepszy pomysł. – Sięgnął po komórkę, żeby wstukać numer.
Ustawił tryb głośnomówiący i położył telefon na stole. W salonie rozbrzmiał refren pieśni kościelnej, sygnalizujący oczekiwanie na połączenie. Kumple spojrzeli na siebie wymownie, z trudem hamując śmiech.
– Słucham? – rozległ się piskliwy kobiecy głos.
– Dzień dobry. Pani córka przypadkiem zostawiła u mnie swój notes – zaczął Carson. – Znalazłem w nim pani numer. Czy mogę wiedzieć, gdzie mam odnieść zgubę?
– Która córka? Jaki notes?
– Wie pani co, nie znam imienia tej słodkiej blondyneczki. Kiedy jej płacę i idziemy do łóżka, używam jej pseudonimu.
Rafael zakrył usta dłonią, a potem uciekł na koniec salonu, nie mogąc dłużej powstrzymywać głośnego śmiechu.
– Co pan wygaduje? – burknęła opryskliwie kobieta. – To pomyłka!
– Proszę nie udawać. Mówiła mi, że pani pozwala jej zarabiać w taki sposób na studia.
W słuchawce rozległ się świst wciąganego powietrza. Rafael wrócił szybko do stołu i obaj przyjaciele pochylili się nad telefonem, czekając w napięciu na odpowiedź.
– Mówi pan o Arianie? – zapytała w końcu kobieta słabym głosem, a Carson uniósł triumfalnie ręce. – To jakieś bzdury!
– Da mi pani jej adres czy nie? – naciskał, szczerząc szeroko zęby. – Może zdążę oddać notes, zanim przyjmie następnego klienta.
W głośniku coś trzasnęło, po czym zabrzmiał sygnał przerwania połączenia. Kumple wybuchnęli niepohamowanym śmiechem. Trochę trwało, zanim Carson postarał się już nie śmiać, a Rafael uspokoił się na tyle, żeby zapytać:
– No i co teraz?
– Niech weźmie mój numer od swojej mamusi i się ze mną skontaktuje.
– A jeśli Ariana to nie nasza dziewczyna? Może właśnie narobiłeś kłopotów jej siostrze?
Carson wzruszył ramionami. Uważał, że numer dotrze do Ariany w ten czy inny sposób. Zadowolony rozparł się na kanapie i założył ręce za kark. W tym momencie rozdzwoniła się komórka. Kumple spojrzeli na siebie, zaskoczeni tak szybkim odzewem, i razem do niej doskoczyli. Okazało się jednak, że to Aaron, kuzyn Carsona, chciał przekazać wiadomość, na którą od dawna czekali.
~
