Zmęczona głowa - Kowalewski Tomasz - ebook + książka

Zmęczona głowa ebook

Kowalewski Tomasz

0,0

Opis

Jedyne, co możemy zrobić, to szukać: sensu, szczęścia czy spełnienia

Zaczyna się od wyjścia z domu. Po wielu tygodniach absolutnej samotności, bohater postanawia na nowo skonfrontować się ze światem, z ludźmi, z naturą. W nagłym przypływie sił witalnych próbuje wrócić do społeczeństwa, rozpalić iskrę inspiracji. Ale rzeczywistość, w którą z każdym kolejnym krokiem się zanurza, nie jest przyjazna ani inspirująca. Bohater rozmawia, słucha, obserwuje i analizuje, utwierdzając się w przekonaniu, że jedyne, co na niego czeka, to rozczarowanie. Jak zakończy się ta trudna wędrówka przez miasto… i w głąb siebie?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 74

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tomasz Kowalewski

Zmęczona głowa

PAMIĘCI JANA PARANDOWSKIEGO – bez którego ukończenie tej książki nie byłoby dla mnie osiągalne; którego genialne zdania zawarte w Alchemii słowa rozświetlały mi drogę w nawet najciemniejszych mrokach twórczych przestojów – tę książkę ze czcią poświęcam.

Rozdział 1

Wyszedłem z domu przez drzwi frontowe.

Pierwsze od tygodni spotkanie ze światłem słonecznym poskutkowało oślepieniem jednakim do tego, które zapewne odczuwali wypuszczeni z karceru. Cały świat okrył się kłującą w oczy białością. Potrzebowałem dobrej chwili, by znów coś zobaczyć. Ale niejeden wzrok został przytłoczony. Mózg również nie był w stanie pojąć tego, co działo się na dworze. Czy to wiosna? Gdy ostatnim razem wyszedłem z domu, panowała jeszcze zima, trzymająca pąki drzew w zamknięciu i zmuszająca pszczoły do kłębienia się wokół swej matki. Wszędzie było cicho, pustka wypełniała przestrzeń i zniechęcała do rozmów. Nikt nie chce pierwszy odezwać się w grobowcu. A teraz? Gdziekolwiek spojrzeć – ruch i przygotowania. Cała natura, podekscytowana, głosi wszem wobec, że nastał czas życia. Nie miałem pojęcia, że tak długo gniłem w środku.

Gdy o tym myślałem, lekki wiaterek bez zapowiedzi najpierw musnął mnie po twarzy, a następnie wypełnił moje zmęczone zaduchem płuca. Mało brakowało, bym się zachłysnął tym wtargnięciem. Podobnie jak oczy odzwyczajają się w zamknięciu od światła, nos i cały układ oddechowy odzwyczajają się od świeżości. Przebywanie przez dłuższy czas w jednym pomieszczeniu z resztkami jedzenia, wiecznie zakurzonymi meblami i podłogami, brudnymi ubraniami – nic tak nie uwydatnia prostego piękna czystego powietrza.

Zresztą wydaje mi się, że tylko w ten sposób jesteśmy w stanie cokolwiek docenić na tym świecie. Dopiero doświadczenie wilgoci własnego potu na prześcieradle, ciągłego posmaku nieumytych zębów i tłustych, niezadbanych włosów, swędzących na przemian z nieogarniętym i potarganym zarostem, pozwala nam prawdziwie zachwycić się takim porankiem jak ten.

Poznałem kiedyś pewnego Włocha z Capri. Wstawał codziennie rano i przechadzał się po wyspie, nie zwracając najmniejszej uwagi na jej uroki. Spotkałem go właśnie podczas jednego z jego spacerów. Sam na wyspie byłem w ramach wycieczki z pobliskiego Neapolu, pomieszkiwałem tam w trakcie dokładniejszego poznawania południa Włoch. Pewnego dnia uczestniczyłem we mszy świętej w Kościele Świętego Michała Archanioła. Po nabożeństwie zostałem jeszcze w świątyni, żeby przypatrzyć się freskom. On również tam był, ale po mszy udał się od razu do wyjścia. Jak się okazało, gdy już wyszedłem, zmierzaliśmy w tę samą stronę. Dogoniłem go przez mój szybszy chód. Nikt nie przechadza się wolniej niż Włosi z południa będący po sześćdziesiątym roku życia. Miałem jednak przed sobą jeszcze ponadczterdziestominutowy spacer, postanowiłem więc podszkolić swój włoski i zagadnąć tego człowieka, żeby szło nam się raźniej. I w trakcie właśnie tej rozmowy mężczyzna powiedział mi, że niezależnie od poziomu moich umiejętności językowych czy koloru mojej skóry zatrzymanie się, by oglądać freski w kościele, od razu wyróżnia mnie jako przyjezdnego. Oni tego nie robią – są tam co niedzielę. Nie oznacza to, oczywiście, że można by go uznać za człowieka niewdzięcznego. Najzwyczajniej w świecie przywykł do wszystkiego, co miał dookoła siebie. Uważał to za swoje. Nie znał niczego innego.

Zapewne niemałą rolę w miłości Dawida do Boga odgrywały wychowanie oraz wiara. Ale przede wszystkim Bóg przemienił Dawida z ósmego, najmłodszego syna, zwykłego parobka i pasterza, nawet niepostrzeganego przez swojego ojca jako kandydata na króla, w pogromcę Goliata, wojskowego bohatera, króla Judy, a później całego Izraela. Czy Abinadab kochał Boga tak jak Dawid?

Z kolei Neronowi nigdy pewnie nawet przez myśl nie przeszło, że jest uprzywilejowany. Od kiedy się urodził, miał wszystko zapewnione. Każde odczucie jest kwestią kontrastów. Brzmi to jak odgórnie zarządzona drwina wszechświata z narodu ludzkiego. Nie miej, by zyskać, strać, by docenić. Biegamy wiecznie w kółko, tracimy życie dla satysfakcji, a ona przychodzi, tylko jeżeli najpierw przeszorujemy o dno, uwiązani w porażki i boleści. Czasami mi się wydaje, że może to właśnie osoby z chorobą afektywną dwubiegunową jako jedyne na tym świecie cokolwiek czują. A chyba przecież o to głównie w tym wszystkim chodzi. Żeby coś poczuć. Żeby poczuć jak najwięcej.

I czując tak mocno, że wszystko czuję, stałem i myślałem nad tym, że czuję. Minuta za minutą, oddech za oddechem. Każdy podmuch wiatru, każdy promień słońca. Bąki bzyczą leniwie, pszczoły – z wigorem. Mrówka idzie za mrówką, wszystkie niosą liście i patyki. Wróbel ćwierka, serwuje mi melodię, w rytm której mam śpiewać i tańczyć.

Przez ten krótki, naiwny moment nie wiedziałem jeszcze, że zbliża się do mnie to, co jest przyczyną wszelkiej depresji i ludzkiej tragedii. Realizacja. Świadomość. Nikt świadomy nie jest szczęśliwy. Nikt szczęśliwy nie jest świadomy. Jedyne, co nam pozostaje, to przebłyski. Gdybym chociaż mógł się przygotować na to nagłe najście. Moją czujność uśpił – o ironio! – poranek. Aż nagle, wraz z zapachem wilgotnej jeszcze porannej gleby, uderzyło mnie to jak sierpowy boksera wagi ciężkiej.

Nic się nie zmieniło.

Absolutnie nic. Zachwiałem się na nogach i świat zawirował mi przed oczami. Chwilę wcześniej patrzyłem w niebo, a nagle jedyne, co widziałem, to nieostry bruk przed moim domem. Trochę nieporadnie podniosłem się na nogi i spojrzałem przed siebie. Natrafiłem wzrokiem na dziko kwitnącą forsycję obok drogi. Zawsze kochałem ten moment w roku, kiedy się pojawiała – miałem wręcz powód, by wychodzić z domu. Rok w rok. Dlaczego teraz ogarnął mnie niepokój? Wszystkie zmiany w naturze w ogóle nie są zmianami. Są częściami jednego cyklu. I co z tego, że zima zmienia się w wiosnę? Rok temu działo się dokładnie to samo. Dwa lata temu też. Tysiąc lat temu również. Absolutnie nic się nie zmienia.

Dopiero co wyszedłem z mieszkania po Bóg jeden wie ilu tygodniach żałosnego załamania. Moja rzeczywistość zdążyła się załamać i odbudować niezliczoną ilość razy. Bez przerwy traciłem i zyskiwałem tożsamość. Impulsywnie rozpoczynałem różne projekty. Zostawiałem je po dziesięciu minutach. Raz biegałem po suficie, raz nie miałem siły przenieść się na noc z podłogi na łóżko. Byłem sędzią, ławą przysięgłych i katem. Skazywałem na śmierć, ułaskawiałem i zabijałem. Wszystkich, siebie i nikogo.

A w świecie? Nic. Gleba pachnie jak zawsze. Słońce grzeje, niebo jest niebieskie. Natura jest tak subtelnie i bezwysiłkowo piękna, że ludzie muszą wymyślać sobie jakieś tandetne epitety tylko po to, żeby zaimponować sobie nawzajem. Ptaki ćwierkają. A ja mógłbym się wczoraj zabić. I tyle. Świat nie przejąłby się tym dzisiaj, a co dopiero za tysiąc lat. Jestem wszystkim tylko dla siebie.

W tym momencie powrót do domu wydał mi się najracjonalniejszą opcją. Wychodzenie ze strefy komfortu nie jest moją mocną stroną. Raczej się w niej zapadam, aż zacznie dusić mnie bezlitośnie. Po co iść dalej? Skoro proste wyjście z domu doprowadziło mnie do dziecinnego wręcz upadku na kolana, to po co iść dalej?

Zamknąłem za sobą drzwi na klucz i poszedłem na kawę.

Rozdział 2

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Zmęczona głowa

ISBN: 978-83-8423-587-4

© Tomasz Kowalewski i Wydawnictwo Novae Res 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Kinga Kosiba

KOREKTA: Paulina Górska

OKŁADKA: Oliwia Błaszczyk

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Grupa Zaczytani sp. z o.o.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek