Zbyt znajomy - Agatha Corlaz - ebook
NOWOŚĆ

Zbyt znajomy ebook

Agatha Corlaz

4,6

226 osób interesuje się tą książką

Opis

Sytuacja na kampusie Primeton University staje się coraz bardziej skomplikowana. Nie tylko za sprawą wydarzeń z przeszłości, ale także nowych okoliczności, które wystawiają zaufanie Summer i Nixona na próbę. Nixon postanawia zawalczyć o Summer, jednak wciąż wikła się we własne kłamstwa. Narasta w nim gniew, a emocje, które dotąd tłumił głęboko w sobie, zaczynają wymykać się spod kontroli.

Summer jest jego słabością, uczuciem, od którego nie potrafi uciec, a jednocześnie osobą, której coraz bardziej boi się stracić. Ona natomiast nie jest pewna, czy w jego życiu jest dla niej miejsce. Za każdym razem, gdy Nixon zamyka się w sobie, dystans między nimi rośnie, a niedopowiedzeń przybywa. W tej pustce zaczyna kiełkować inne uczucie, którego Summer nigdy się nie spodziewała.

Oboje będą musieli zdecydować, ile są gotowi poświęcić, by zatrzymać przy sobie osobę, z którą momentami czują się najszczęśliwsi. Jak wiele jeszcze mogą znieść, kiedy uczucie, którego tak bardzo pragnęli, zaczyna wypalać ich od środka? Czy zagrożeniem okaże się ktoś, kto stanie między nimi, czy słowa, które od dawna pozostają niewypowiedziane?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 250

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (14 ocen)
11
1
1
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Abodych

Z braku laku…

Dawno żaden drugi tom jakiejś książki tak mnie nie zawiódł. Ta część była w 90% dosłownie o niczym. W kółko tylko, że Summer należy do Nixona kiedy ona w kółko mu wpaja, że rozmowa jest najważniejsza i przydałaby mu się terapia. Sama oczekuje od niego dialogu a jak wydarzyła się sytuacja, która ją zaskoczyła to nie chciała z nim gadać tylko się zmyła. Ważniejsze wątki były traktowane pobieżnie w dwóch zdaniach (sytuacja z Noah czy byłym chłopakiem Summer) a ważniejszym były opisy zbliżeń między Summer i Nixonem oraz zawiłe opisy turnieju czy ubieranie choinki w piżamach VS. Dosłownie końcówka książki wniosła trochę życia w tę historię. Pierwszy tom milion razy lepszy.
10
czarujaca

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna historia. Potrzebuje więcej!
10
mater0pocztaonetpl

Nie oderwiesz się od lektury

Jeju chcę więcej
10
Hoga78

Nie oderwiesz się od lektury

Rewelacja
10
Bozena_1952

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna ...czy to już koniec tej historii ?
00



Rozdział 1

Nixon

Czasami najgorsze decyzje nie przychodzą z krzykiem ani chaosem. Nie są impulsywne czy gwałtowne. Pojawiają się cicho, podsuwając się pod skórę jak myśl, której nie da się już wyrzucić.

To był moment mojej słabości, bo siedząc na tej pieprzonej ławce między akademikami, nie potrafiłem odejść. Ciągle miałem w głowie te spojrzenia, których nie dało się zapomnieć. Słowa, które wracały nocą, odbijając się echem w moich myślach. Uczucia, które pojawiały się w najmniej odpowiednim momencie i zostawały dłużej, niż powinny.

Zasady przestały mieć znaczenie, moje ruchy nie były już przemyślane, a kontrola nad sytuacją zaczęła wymykać mi się z rąk. I pomimo tego wszystkiego postanowiłem zostać.

To nawet nie było rozsądne. Nie dawało jakiejkolwiek gwarancji szczęścia czy choćby namiastki spokoju. Wręcz przeciwnie, wszystko wskazywało na to, że ten wybór skończy się dokładnie tak, jak zakładałem.

Prychnąłem cicho pod nosem. Wiedziałem, dokąd to prowadziło. Każda dobra rzecz w moim życiu miała jeden, przewidywalny koniec – rozpierdol.

Zacisnąłem szczękę tak mocno, że aż zabolały mnie skronie. Wpatrywałem się w ziemię, jakbym mógł w niej znaleźć odpowiedź czy jedno cholerne rozwiązanie, które nie niosłoby za sobą katastrofy. Przejechałem dłonią po karku, czując narastające napięcie. Miałem pełną świadomość tego, co się stanie. To nie była kwestia „czy”, tylko „w którym momencie” prawda w końcu wypłynie na powierzchnię. A wtedy…

Zamknąłem oczy i przez ułamek sekundy zobaczyłem to wyraźnie – jej spojrzenie. Nie takie jak teraz. Nie miękkie, nie uparte, nie pełne tej cholernej iskry. Tylko… zimne, wypełnione obrzydzeniem.

Wycofałem się z tej wizji, jakby ktoś naprawdę mnie uderzył. Nie, nie chciałem tego zobaczyć. To był powód, dla którego powinienem odejść. Bezpieczny i przewidywalny. Taki, który nie zostawia po sobie nic poza pustką, do której byłem przyzwyczajony.

A jednak… nadal nie potrafiłem. Byłem za słaby, żeby odejść. Ta myśl trafiła mnie mocniej niż cokolwiek wcześniej. Zacisnąłem dłonie w pięści, opierając łokcie o kolana. Siedziałem na tej ławce i rozkładałem się na kawałki przez jedną dziewczynę.

Żałosne. Wypuściłem powoli powietrze z płuc.

Zostaję. Jeszcze nie kończę tej gry… albo tego, czymkolwiek to już było. Skoro i tak miało się to kiedyś rozpaść… mogłem przynajmniej wykorzystać czas, który miałem jeszcze do dyspozycji. Być z nią, czuć to wszystko jeszcze trochę dłużej, nawet jeśli na końcu miało mnie to zniszczyć.

Podniosłem wzrok, wbijając go teraz w przestrzeń przed sobą. Kącik moich ust drgnął w gorzkim uśmiechu. Prawda była taka, że chyba podświadomie właśnie tego chciałem. Zniszczenia. Takiego, które coś znaczyło, bo tylko z nią w końcu coś miało sens.

Niektóre historie po prostu nie kończą się dobrze i ta też była skazana na porażkę. A do tego czasu… wezmę wszystko, czego nigdy do tej pory nie miałem. Wszystko, czego pragnąłem. Spełnię każdą chorą fantazję o tych wpatrzonych we mnie, ciepłych zielonych oczach i będę sobie wyobrażał, że to się nigdy nie zmieni. Tak, żebym w myślach mógł ten moment odtwarzać w nieskończoność, aż nadejdzie kres.

Summer

Byłam w emocjonalnej rozsypce, a w mojej głowie panował kompletny chaos. Nawet nie chodziło tylko o to, co zrobił, chodziło o sposób. O to, jak łatwo było mu przekroczyć granicę, jakby… w ogóle jej nie było.

Zmyłam resztki rozmazanego makijażu i ubrana w ciepłą piżamę położyłam się do łóżka. Starałam się przestać myśleć o tym, co się wydarzyło, ale moje łzy nieustannie wsiąkały w materiał poduszki. Jego zachowania były irracjonalne… Raz mówił, że mu na mnie zależy, żeby zaraz zabawiać się w najlepsze z kimś innym. Może faktycznie byłam tylko gówniarą, którą szybko się znudził, a łudziłam się, że to coś więcej…

Nie wiedziałam, ile czasu upłynęło, może kilkanaście minut, a może godzina, ale moje rozmyślania przerwał dźwięk otwieranego zamka w drzwiach, na co się wzdrygnęłam. Sylwetkę Nixona poznałabym w totalnej ciemności, więc częściowy mrok nie stanowił dla mnie problemu. Ułożyłam z powrotem głowę na poduszce i zamknęłam oczy.

– Wyjdź, bo chcę iść dalej spać – oznajmiłam cicho, starając się, by głos mi się nie załamał.

Nie odpowiedział. Zamiast tego poczułam, jak materac obok mnie się ugina, po czym silna dłoń objęła mnie w pasie.

– Nixon, zostaw mnie… – Próbowałam się odsunąć.

– Przepraszam, kochanie. Za wszystko przepraszam – szepnął, tuląc mnie do siebie. Moje łzy się wzmagały, bo nie chciałam tego tak dalej ciągnąć. Rozrywał mnie emocjonalnie na strzępy, ale w takich momentach jak ten byłam bliska, by brnąć w to dalej…

– Nie płacz, proszę. Nie chciałem cię zranić, przysięgam. Miałem okropny dzień, w dodatku jestem zazdrosny. Cholernie zazdrosny, a nigdy się tak nie czułem i to mnie dezorientuje. Myślałem, że jak zobaczysz, jak to jest, gdy ktoś stoi na przeszkodzie, to zrozumiesz, dlaczego nie chcę, żebyś po tamtej sytuacji widywała się z Noahem. To był błąd, teraz to wiem. To znaczy, nadal nie chcę, żebyś się z nim widywała, ale te sytuacje w klubie były zbędne…

– Więc ty możesz być zdezorientowany, a ja nie? – odparłam, powstrzymując łzy. – Nie rozmawiasz ze mną, Nixon. Nie mówisz, dlaczego miałeś ciężki dzień. Po prostu się odcinasz, kiedy jest ci wygodnie, i pod wpływem jakiegoś durnego impulsu robisz takie rzeczy, że nie potrafię tego zrozumieć… Wiesz, jak się czułam, kiedy tak swobodnie ocierały się o ciebie inne dziewczyny, a ty jakby nigdy nic w to brnąłeś? To było obrzydliwe…

– One mnie nie interesują i to nic nie znaczyło. Chciałem ci zrobić na złość, nie miałem pojęcia, że przez to poczujesz się źle. Prawie zawsze zachowujesz się, jakbyś miała na mnie wyjebane. A ja pragnę tylko ciebie, Summer, tak bardzo, że czasami sam tego nie rozumiem. Wiem, że jestem dla ciebie cholernie nieodpowiedni, ale będę się starał, tylko mi na to pozwól… To się więcej nie powtórzy, obiecuję.

– Nixon, powinieneś skorzystać z jakiejś pomocy. Z jakiegoś powodu nie kontrolujesz swoich emocji, co zawsze kończy się tym, że wszystko odbierasz negatywnie… Każdą wewnętrzną wątpliwość bierzesz za pewnik, a później nagle wybuchasz… Co będzie za tydzień? Stwierdzisz, że się z kimś przespałeś, bo byłeś na mnie zły o coś, o czym mi nawet nie powiedziałeś?

– Nie, nie interesuje mnie nikt inny. To się nie powtórzy. Niektórych tematów, szczególnie tych rodzinnych, nie chcę poruszać, ale możemy rozmawiać o wszystkim, co dotyczy nas…

Jego ciepły oddech pieścił moją szyję, co zawsze lubiłam. Starałam się odciąć od tego uczucia. Na dobrą sprawę ponownie oferował mi, żebym częściowo zagościła w jego życiu, skoro nie chciał rozmawiać o swojej rodzinie… I znowu zaczęła we mnie kiełkować złudna nadzieja, że to może tylko przejściowe i w końcu się przede mną otworzy, ale równie dobrze mogłoby to nigdy nie nastąpić.

– Nie umiem sobie tego wyobrazić – przyznałam. – Nie po dzisiejszej sytuacji.

– Po prostu ode mnie nie uciekaj, nie proszę o nic więcej. Mogę cię błagać na kolanach, na środku dziedzińca, ale daj mi szansę, malutka…

– Muszę to przemyśleć… Sporo się wydarzyło i chcę to poukładać w głowie.

– W porządku – wyszeptał. – Śpij, wyjdę, kiedy zaśniesz – zapewnił, a ja nie potrafiłam zwalczyć w sobie potrzeby wtulenia się w jego ciepłe i bezpieczne ramiona.

Odwróciłam się do niego i ułożyłam głowę na jego ramieniu, wdychając zapach spokojnego oceanu. Nixon przytulił mnie do siebie i pocałował moje włosy, po czym ułożył na nich brodę. Płakałam dalej i słyszałam rytm bicia jego serca, ale tym razem był spokojny…

Niedzielny poranek miałam zacząć od joggingu z Tomem, ale gdy otworzyłam drzwi, wypadła z nich kolejna czerwona róża. Nixon musiał wetknąć ją w drzwi, więc podniosłam ją z korytarza i dołożyłam do poprzedniej na biurku. Jeśli będzie dawał mi jedną za każdym razem, kiedy zawini, to w ciągu miesiąca uzbieram ich z dwa tuziny…

Bieganie z Tomem bardziej przypominało trucht, co mi pasowało, i co jakiś czas robiliśmy przerwy w parku. Pogadaliśmy trochę o wczorajszej sytuacji, choć wyraźnie zaznaczał, że moje relacje z Nixonem nie wpływają na relacje z kimkolwiek innym z naszej ekipy. Nie chciałam jakichś podziałów w naszej paczce, więc oznajmiłam, że wyjaśnię to z Harlandem, nawet jeśli nie byłam co do tego przekonana. Lewis twierdził, że Nixon pierwszy raz się w kogoś tak wkręcił, więc ekspertem w związkach nie był, ale Tom patrzył na to optymistycznie. Ja nie pałałam aż takim entuzjazmem.

Po powrocie do pokoju czekał już na mnie SMS od Nixona z pytaniem, czy zjemy razem obiad, przy czym zaznaczył, że chciałby dokończyć wczorajszą rozmowę, i użył słowa „proszę”. Zgodziłam się. Planowałam po prostu oczyścić atmosferę przed spotkaniami w Resto i ostatnimi konkurencjami. Koniec końców zajmowaliśmy drugą pozycję.

Byliśmy umówieni o trzeciej na dziedzińcu, ale ku mojemu zdziwieniu nie poszliśmy do jednej z kilku restauracji na terenie kampusu. Zamiast tego Nixon otworzył mi drzwi do swojego Mustanga i po kilkunastu minutach dość milczącej podróży dotarliśmy do jakiejś orientalnej restauracji.

Nasz stolik na ogromnym tarasie był usytuowany przy samej balustradzie z widokiem na rozległy japoński ogród, który wprost zachwycał. Pełno tam było roślinności charakterystycznej dla Kraju Kwitnącej Wiśni. Wśród niecodziennych okazów roślin i drzew można było się przechadzać klimatycznymi kamienistymi ścieżkami i pomostami usytuowanymi nad wodnymi oczkami. Zdecydowanie chciałam tam pójść i przyjrzeć się wszystkiemu z bliska.

– Azjatycka kuchnia – stwierdziłam, kiedy przeglądałam kartę dań. Tydzień temu mówiłam, że mam ochotę na coś orientalnego i ślinka mi ciekła na myśl o dobrze przyrządzonym makaronie pad thai. Sam twierdził jednak, że za taką kuchnią nie przepada. – Czy ty przypadkiem nie mówiłeś, że to wszystko smakuje jak sos sojowy?

– Na szczęście mają też sushi. – Posłał mi niewielki uśmiech i wyglądał przy tym cholernie czarująco. Miał na sobie czarny cienki sweter i chinosy, w czym jego wypracowana sylwetka jak zwykle prezentowała się doskonale. Zresztą Nixon z tym swoim wyglądem elitarnego łobuza prezentowałby się przystojnie nawet w kimonie.

Kiedy kelner przyjął zamówienie, chłopak nie odrywał ode mnie wzroku, na co zrobiłam niepewną minę.

– Co? – zapytałam.

– Nic. Myślę, czy nadal jesteś na mnie zła.

– Nie o złość chodzi, bardziej o to, czy twoje nastawienie się zmieniło.

– Nastawienie względem czego?

– Naszej relacji. Jakiejkolwiek. Nie możesz mi zabraniać z kimś się widywać albo odgrywać się na mnie, bo jesteś o coś zły. Nieważne, czy jesteśmy przyjaciółmi, czy kimś więcej… Przywykłeś do tego, że wszystkim zarządzasz, ale ja nie jestem twoją własnością, Nix.

– Summer, już tak mam, że wszystko lubię mieć pod kontrolą. Nie mam zamiaru cię ograniczać, nie całkiem, ale nie będę też bezczynnie patrzył, gdy ktoś próbuje się do ciebie dobierać.

– Nikt nie próbuje…

– Tutaj nie, bo by dostał wpierdol. A poza kampusem? Nie mam złudzeń, chociażby na przykład Cage.

– Nie wiem, co ci naopowiadał Jordan, ale w sumie zamieniłam z Noahem kilka zdań.

– Wystarczy, że potwierdził fakt, że ten nudny krawaciarz nie patrzy na ciebie wyłącznie po koleżeńsku. Nie czepiam się o Jordana, Toma, nawet Alana.

– To nie czepiaj się też o Noaha, bo nie ma między nami nic poza długoletnią przyjaźnią. W dodatku od kilku miesięcy ma dziewczynę – oznajmiłam stanowczo. Naprawdę nie planowałam żadnego romansu z Noahem, a tym bardziej jakiegoś związku na odległość. – Zresztą mogłeś jechać ze mną – dodałam wymownie.

– Nie mogłem. Dobra, co jeszcze muszę zrobić, żebyśmy wrócili do tego, co było?

– Bierzesz w ogóle pod uwagę, że do tego nie wrócimy?

– Nie, zawsze byłem ambitny – odpowiedział, na co przewróciłam oczami, ale jego uśmiech był trochę zaraźliwy.

– A co właściwie było między nami? – zapytałam, na co ściągnął brwi.

– Coś, do czego chcę wrócić. Nie wiem, jak to nazwać, Summer. Możemy być, czymkolwiek zechcesz, ale na wyłączność.

– Na wyłączność. Czyli przy następnej okazji może jakimś cudem nikt nie będzie ocierał się o twoje spodnie? – zakpiłam.

– Z całą pewnością nie – stwierdził twardo, na co uniosłam brwi.

– Dlaczego miałabym w to uwierzyć?

– Po pierwsze, nie jestem w taki sposób zainteresowany nikim innym, na dobrą sprawę nigdy nie byłem. A po drugie, nie rzucam słów na wiatr. Zawsze dotrzymuję składanych obietnic.

Chryste, nie wiem, jak doszło do tego, że stawiałam warunki niepokonanemu Nixonowi Harlandowi, ale naprawdę brzmiał szczerze…

– Nix, nie chcę się pakować w żaden związek i za tydzień znowu się rozczarować. Po prostu sprawdźmy, dokąd ta relacja nas zaprowadzi, ale na razie nie usłyszysz ode mnie żadnej deklaracji. Naprawdę uważam, że powinieneś z kimś skonsultować swoje zachowanie… Dla siebie samego warto przepracować niektóre rzeczy.

Bardzo często nie wiedziałam, co nim kierowało. Selena mogła mieć rację, że coś w nim siedziało, a on uważał, że świetnie radzi sobie sam, jak zawsze.

– Potrzebuję usłyszeć tylko jedno zapewnienie – oznajmił łagodnie, choć widziałam, jak jego palce mocno zaciskały się na krawędzi stołu – że w tym czasie nie będzie między nami nikogo innego.

Położyłam swoją dłoń na jego i po chwili zwolnił uścisk, splatając nasze palce.

– Nie będzie – zapewniłam, skoro tego właśnie potrzebował. Przynajmniej o tym poinformował i nie musiałam się jak zwykle domyślać, co mu chodziło po głowie.

– I gdybyś miał jakieś wątpliwości, to najpierw mnie o to zapytasz? – upewniłam się, na co przytaknął.

– I bierzesz pod uwagę, że nie chcę się z niczym spieszyć?

– Tak. Akceptuję też wszystkie inne twoje wady, łącznie z tym, że fałszujesz podczas śpiewania i nie związujesz włosów do spania, które później wchodzą mi do buzi.

– Nixon!

– Żartowałem, nie będziemy się spieszyć – potwierdził, na co posłałam mu uśmiech i puściłam jego dłoń, gdy kelner stawiał przed nami dania.

– Wiesz, że David niczym nie zawinił… – zagadnęłam. – Nie chcę, żeby ucierpiał na tej sytuacji.

– Trochę oberwał, szybko się zagoi. Resztę odpuszczę tylko dlatego, że robiłabyś z tego problem…

– Chyba nie mówisz poważnie! – warknęłam i od tego momentu zaczął się mój wywód na temat jego nieokrzesanych zachowań oraz irracjonalnego argumentowania ich, co trwało dobre pół godziny. Później każda mijająca chwila była już przyjemniejsza.

Jedzenie było przepyszne, a lekkie rozmowy z Nixonem jak zawsze wciągały mnie tak, że traciłam poczucie czasu. W niezobowiązującej, na pozór nieistotnej rozmowie wyróżniał się wszechstronną wiedzą i czasami miałam wrażenie, jakby był chodzącą Wikipedią. Lubiłam, gdy był taki zrelaksowany, i kiedy tylko zaproponował, że możemy się przejść po ogrodzie, od razu byłam gotowa do wyjścia, bo od początku chciałam zobaczyć to niesamowite miejsce. Ciekawe, czy w Bloomington było więcej takich niecodziennych atrakcji…

Spacerowaliśmy ścieżkami, zatrzymując się na drewnianym pomoście z ośmiokątną altaną, z której można było podziwiać lilie wodne. Stanęliśmy przy barierce, a nasze odbicie idealnie się prezentowało w tafli wody. Fikuśne kształty drzewek bonsai rosnących na wyspie otoczonej wodą przyciągały uwagę. Nixon objął mnie, stając za mną, więc swobodnie oparłam się o jego ciało.

– Wracamy? – zapytałam, bo słońce zaczęło już zachodzić.

– Muszę ci coś dać i możemy jechać – stwierdził, czym mnie trochę zdziwił, ale moje osłupienie przebiło skalę dopiero, kiedy wyciągnął niewielkie pudełeczko z logiem znanego jubilerskiego sklepu.

– Nie musisz mi kupować prezentów – powiedziałam, zanim je otworzył.

– To prezent dla nas, nie tylko dla ciebie. Nie panikuj, nie jest zaręczynowy czy coś w tym stylu. Po prostu chcę, żeby to ci przypominało, że jesteś moja. Nie w takim sensie materialnym. Pamiętaj, że dopóki go nosisz, dajesz mi nadzieję, że mam o co walczyć. A mnie, że mam dla kogo to robić. To ma ci przypominać, Summer, że chcę tylko ciebie, a mnie, że znalazłem już to, czego szukałem, i nie mogę tego stracić. Zawsze będę o nas walczył, bo tylko wtedy czuję, że wszystko ma sens. Ty nadajesz sens mojemu światu.

W pudełeczku widniały jakby dwie złote obrączki. Jedna – mniejsza i cieńsza, wysadzana na całej długości diamentami. Druga – szersza, z czarnym wolframem pośrodku.

– Są piękne, Nixon, ale nie musisz mnie obrączkować, żebym o tym pamiętała.

Zignorował moje słowa i wsunął pierścionek na serdeczny palec mojej dłoni – musiałam przyznać, że pasował idealnie.

– Chryste, mam nadzieję, że nikt mi nie utnie palca, żeby później sprzedać te diamenty – westchnęłam, bo naprawdę musiał dużo kosztować. Wiedziałam, że Nixon był najbardziej zamożny z całej naszej paczki, ale nie miałam zamiaru czerpać z tego korzyści.

– Twoje palce też są ze mną bezpieczne – zażartował i chciał wziąć drugi krążek, ale powstrzymałam go dłonią.

– Ja to zrobię – oznajmiłam. – Chcę, żeby ci przypominał o tym, że mi na tobie zależy. Za każdym razem, kiedy na niego spojrzysz, postaraj się postawić w mojej sytuacji, nim coś zrobisz. Dopóki ty go będziesz nosił, będę miała świadomość, że nie liczy się dla ciebie nikt inny.

Wsunęłam mu okrąg na serdeczny palec, na co przyciągnął mnie do siebie i złączył nasze usta, ale nie był to kolejny namiętny pocałunek. Był pełen czułości i zmysłowości, a zarazem niósł pewnego rodzaju nadzieję, że zrobiliśmy kolejny krok do przodu. To było jak przypieczętowanie między nami niepisanej umowy oddania i, co dziwniejsze, dokładnie tego chciałam.

– Naprawdę nie musiałeś kupować tak drogich rzeczy… Już te róże mnie urzekły – powiedziałam z uśmiechem przy jego ustach.

– Jakie róże? – zapytał, odsuwając się nieznacznie, by na mnie spojrzeć.

– Te, które zostawiłeś. Jedną wczoraj na biurku i dziś kolejną w drzwiach.

– Summer, nie zostawiałem żadnych róż. Gdyby tak było, dałbym ci je osobiście…

– Co? Więc kto mi je zostawił… – urwałam w pół zdania, bo nagle poczułam jakiś dziwny niepokój.

Miałam nadzieję, że to była jakaś zwykła życzliwość, a nie prezenty wysyłane przez Grega. Podobno był na terapii, która przyniosła rezultaty, ale naprawdę przeszło mi przez myśl, że mój dawny stalker powrócił.

Rozdział 2

Summer

W poniedziałkowe popołudnie wszystkie treningi zostały przełożone na późniejsze godziny ze względu na kolejną konkurencję w zawodach. Jutro i pojutrze kolejne, w piątek miało odbyć się oficjalne podsumowanie i wręczenie nagród, a później zarząd studencki, podobno jak co roku, organizował wieczór filmowy.

Dzisiejsze zmagania łączyły ze sobą sprawność fizyczną oraz intelektualną i zapowiadało się ciekawie. Zaczynaliśmy w parku, pozostało już tylko pięćdziesiąt par, więc nie było jakiegoś wielkiego tłumu, ale nie mogłam nigdzie wypatrzeć Nixona.

Pogoda się pogarszała, bo prócz chłodu zaczęło lekko kropić, choć początek jesieni i tak był dość łaskawy. Zaraz zaczną się te dni, w których będzie szaro i mokro, a zmrok zacznie zapadać szybciej. Stanęłam obok Toma i Kevina, kiedy pomachali do mnie z oddali.

– Gdzie reszta? – zapytałam.

– Zaraz będą, omawiali jakieś sprawy prawne w Prime Club. Jordan mówił, że w razie czego opóźni start, ale powinni zdążyć – odpowiedział Tom.

– Co to za tajne sprawy?

– Też się zastanawiam, Nixon nas nie wtajemniczył – stwierdził Kevin.

– O, teraz tym bardziej chcę wiedzieć – rzuciłam, zastanawiając się, czy coś się wydarzyło.

Obróciłam głowę w tył, kiedy poczułam ciepły materiał na swoich ramionach. Byłam wyłącznie w legginsach i cienkim T-shircie, więc faktycznie czułam zimno, a do tego zaczynałam moknąć.

– Załóż – oznajmił Jordan, na co włożyłam ręce w rękawy jego czarnej softshellowej kurtki. Sięgała mi prawie do połowy uda, ale ta podszewka w środku była taka przyjemna i ciepła…

– Dzięki – odpowiedziałam z uśmiechem, kiedy zapiął mi błyskawiczny zamek. Tom i Kevin też byli w samych koszulach.

– Czy tylko ja sprawdzałem pogodę? – westchnął, wciskając dłonie do kieszeni czarnych jeansów. Miał na sobie oversize’ową koszulkę w jasnoniebieskim kolorze z białym firmowym logiem pośrodku. Niby nic szczególnego, ale leżała na nim świetnie i jak zwykle przyciągał spojrzenia.

– Tak, tylko ty jesteś taki wszystkowiedzący – przyznałam. – A skoro już o tym mowa, to zdradź nam nowy sekret.

– Który? – Ściągnął brwi, na co pokręciłam głową.

– Jezu, ile ty ich musisz znać?

– Nie wiem o wszystkim, ale w większości spraw się orientuję. Więc o czym mówiłaś?

– Co to za nowe sprawy prawne, że Nixona, Chrisa i Seleny jeszcze nie ma?

– Nic szczególnego, Nixon chce podpiąć się do kamer miejskich przy uczelni, więc załatwiają umowę. Będzie miał szybki dostęp bez zakładania nowych urządzeń.

– Uczelnia przecież jest monitorowana, prawda?

– Jest, ale okolice już nie, a najwidoczniej do czegoś to było potrzebne.

– Dobra, to dorzuć jeszcze jakieś informacje o konkurencji – zagadnął Tom, na co Jordan przygryzł wargę i uniósł brwi, patrząc na niego z mieszanką niedowierzania i rozbawienia.

– Powiem tylko tyle, że masz duże szanse ukończyć ją pierwszy – rzucił tajemniczo, na co posłałam mu zdziwione spojrzenie.

– Nie, Jordan… Nie mów, że będzie tam matma.

– Nie powiedziałem tego – zaprzeczył. – Bo nie mogę, ale to konkurencja w parze, więc się nie stresuj.

– Idą – stwierdził Tom, a Miles zerknął na elektroniczny zegarek na swoim przegubie.

– W samą porę, zaraz zaczynamy – oznajmił i ruszył do miejsca, z którego mieliśmy startować, żeby dopilnować rozpoczęcia. Chwilę później dołączyli do nas Nixon, Chris i Selena.

– Czyje to? – zapytał od razu, kiedy cmoknął moje usta na powitanie.

– Jordana.

– Dałbym ci swoją bluzę – zaznaczył, bo całą trójką przyszli ubrani. Logiczne, skoro wyszli dopiero, kiedy już zaczęło kropić…

– Nie było cię, zresztą na konkurencji i tak będę tylko w stroju, żeby nic mnie nie ograniczało – stwierdziłam. – Co tak długo?

– Załatwiałem jedną umowę, nic szczególnego.

Super. Czyli nadal nie miał mi zamiaru o niczym mówić?

– Jaką?

– Mam teraz dostęp do kamer w obrębie uczelni. Należą do miasta, obraz jest bardzo dobrej jakości. Mogę bardziej kontrolować w większym obszarze, kto wchodzi na nasz teren i kto z niego wychodzi.

A jednak wyjaśnił, więc to może moje myśli były zbyt pochopne.

– Okej, wiesz, że w tym zadaniu będzie coś związanego z matematyką? – zapytałam z pochmurną miną.

– O, Jordan się wygadał?

– Mniej więcej.

– Wiem, ale polega to na tym, że najpierw znajdujemy kartki z naszym kolorem, o którym zaraz się dowiemy, a później musimy ułożyć z tego poprawne matematyczne równanie. Rozdzielimy się, szukaj znaczników na drzewach, gałęziach, ściółce, ścieżce… Mogą być gdziekolwiek.

– Ile mamy ich znaleźć?

– Nie wiadomo, ale każda drużyna tyle samo.

– Dobra, to zanim zaczniemy, oddam kurtkę Milesowi – stwierdziłam, na co przytaknął, a gdy ruszyłam, dołączył do pozostałych członków naszej ekipy.

Weszłam na kilka połączonych ze sobą drewnianych palet, służących teraz za niewielki podest. Jordan miał akurat w dłoni podkładkę, do której były podpięte kartki z informacjami o konkurencjach.

– Potrzymać ci to? – zapytałam jak niewiniątko.

– Nie trzeba – odpowiedział z krótkim śmiechem. Lubiłam jego uśmiech. – Co chcesz wiedzieć, Summer? Sama nie będziesz musiała rozwiązywać żadnych trudnych matematycznych zadań.

– Przyszłam oddać ci kurtkę, skoro zaczynamy.

– Zostań w niej – stwierdził, ściągając brwi. – Przynajmniej nie porysujesz się o gałęzie.

– O gałęzie mówisz? – zapytałam zagadkowo.

– To był tylko przykład.

– A jak kurtka się zniszczy? – To był pieprzony Givenchy i pewnie kosztowała fortunę, więc wolałam narażać własną skórę.

– To nadal tylko kurtka – odparł, wzruszając ramionami.

– Ile razy mogę zahaczyć o te gałęzie? – zapytałam z niepowstrzymanym uśmiechem.

– Jakieś szesnaście – odpowiedział, odwzajemniając rozbawienie.

– Będę uważać te szesnaście razy. – Ściągnęłam z siebie czarne okrycie i podałam mu je. – Masz na dziś jakiś ulubiony kolor? – zaryzykowałam następne pytanie.

– Kolor twojej sukienki z balu jest moim ulubionym.

– Uwielbiam cię – stwierdziłam zadowolona.

– W porządku? – zapytał neutralnie, choć wiedziałam, do czego nawiązywał.

– Tak, a u ciebie?

– Też.

– Świetnie, to do później.

– Do później – odpowiedział, po czym wróciłam do pozostałych.

– Z czego się śmialiście? – zapytał Tom, wskazując na Jordana nadal stojącego na podeście.

– Chciałam wyciągnąć informacje o zadaniu. – Machnęłam ręką.

– Nie wygada, chociaż też jestem ciekaw – stwierdził Chris.

– Wiesz, jaki mamy kolor? – zapytała go Selena. – Widziałam jedną żółtą kartkę niedaleko.

– Nie mam pojęcia, ale pewnie zaraz się dowiemy – odparł i podeszliśmy bliżej, kiedy Miles oznajmił, że zawodnicy muszą się zebrać w określonym miejscu.

Zaczęłam się rozglądać za kartkami z czarnym oznaczeniem i miałam dwie na oku… Staliśmy wokół podestu, kiedy Nixon ściągnął swoją bluzę i założył mi ją przez głowę, po czym objął mnie w pasie, tak że mogłam się o niego oprzeć plecami.

– Ciepło? – zapytał, całując moje wrażliwe miejsce za uchem.

– Mhm, jak tak dalej pójdzie, to będzie gorąco… – W odpowiedzi posłał mi uśmiech.

– Idziemy po zawodach do mnie?

– Muszę skończyć naukę na jutrzejszą wejściówkę.

– Też mam trochę pracy. Pouczysz się, później cię przepytam, zjemy coś…

– Wezmę prysznic, zabiorę rzeczy i przyjdę – zapewniłam. Lubiłam z nim spędzać czas, a taką zwyczajną propozycją po części udowadniał to, że nie zależy mu wyłącznie na jednym…

Po chwili Miles wyczytał nasze kolory. Ja i Nixon mieliśmy czarny, a Selena i Chris żółty, więc im też się poszczęściło. Kiedy wybrzmiał dźwięk startu, wszyscy zawodnicy się rozbiegli, a park był pełen kolorowych kartek, choć niektóre w trudno dostępnych miejscach.

Kiedy mieliśmy już piętnaście liczb i znaków, Nixon zaczął układać równanie, a ja wyruszyłam na poszukiwanie ostatniego. Okazało się, że był na drzewie, w miejscu, do którego nie dosięgałam, ale na szczęście Tom uniósł mnie w górę, żebym mogła zabrać kartkę. Sam już skończył, a dzięki jego pomocnej dłoni my mieliśmy trzecią lokatę.

Wróciłam do pokoju, żeby ogarnąć się przed wyjściem do Nixona, a w drzwiach czekała na mnie następna czerwona róża…

Spędziliśmy dobrze czas – Nixon pracował na laptopie, a ja się uczyłam. Po kolacji mnie przepytał i rozmawialiśmy o głupotach, oglądając w międzyczasie jakiś teleturniej. Lubiłam leżeć przytulona do jego ciepłego ciała, tym bardziej kiedy ktoś zostawiał mi te kwiaty. Z Nixonem czułam się po prostu bezpiecznie, pomimo narastającego niepokoju.

Każdego kolejnego dnia znajdowałam różę w drzwiach. Po przedostatniej konkurencji w środę, która poszła nam świetnie, Nixon i tak był spięty, bo sprawdzał już wszystkie kamery na terenie budynku, ale nikogo nie zauważył. Przynajmniej dowiedziałam się, do czego była mu potrzebna ostatnia umowa. Tak więc najbliższy teren wokół budynku również kontrolował, ale nikt nie wchodził na kampus w tych konkretnych przedziałach czasowych.

Powoli zaczynałam myśleć, że to jakiś były kochanek Erin, który nie wiedział, że zmieniła lokum, ale Nix uważał, że wtedy ten ktoś by się z tym nie krył. Twierdził, że osoba, która zostawiała kwiaty, musiała dokładnie wiedzieć, gdzie rozmieszczone były kamery, skoro potrafiła ich unikać. Jakby tego było mało, zamówił kolejne urządzenia i zaczął podejrzewać wszystkich mężczyzn, którzy tylko na mnie spojrzeli.

Przed ostatnią konkurencją zajmowaliśmy pierwsze miejsce w tabeli, ale mieliśmy tylko o jeden punkt więcej niż Chris i Selena. Na trzecim miejscu plasowali się Tom i Maya, tracąc do nas pięć punktów, a na czwartym i piątym ex aequo David i Harper oraz Daniel i Patricia, tracąc względem nas siedem punktów.

Scott po wybuchu Nixona na szczęście nie miał mi za złe tego pocałunku i śmiał się, że było warto, bo teraz nie może odpędzić się od zalotnic. Wiele dziewczyn zinterpretowało to, jakbym zrezygnowała z Nixona na rzecz Scotta, co tylko wzbudziło zainteresowanie nim. Inne miały mnie za idiotkę, że nie wykorzystałam sytuacji z Harlandem, i było to nawet zabawne, zważywszy na to, że byliśmy bliżej niż kiedykolwiek.

– Gotowa? – zapytał Nixon przed ostatnią konkurencją, w której zostało już tylko dwadzieścia pięć par.

– Tak. Skończymy te zawody, nieważne z jakim wynikiem, i w końcu się wyluzujemy, hmm? – zapytałam, bo w ostatnich dniach był o wiele bardziej zaabsorbowany tą sytuacją z różami niż ja.

– Byleby przed Chrisem – zaśmiał się, obejmując mnie w talii. – Wolę mieć te sto czterdzieści metrów kwadratowych tylko dla nas.

– To dziesięć razy więcej niż mój obecny pokój.

– Dwa razy więcej niż mój i lepsza lokalizacja. – Pocałował moje usta nieco przeciągle, tak jak lubiłam.

– Ale jak nie wygramy, to nie wpadniesz w jakąś furię? – upewniłam się.

– Najwyżej znowu wyżyję się na Scotcie, należy mu się.

– Nixon!

Rząd białych zębów zabłysnął przede mną, kiedy posłał mi ten swój uśmiech, który naprawdę zapierał dech. Chryste, naprawdę był cholernie przystojny i tylko mój.

– Jestem spokojny, dopóki mam ciebie – oznajmił, mocniej mnie do siebie przytulając. Wtuliłam twarz w jego szyję, wdychając ulubiony zapach morskich fal.

– Tylko jej nie uduś – zażartował Tom, więc odwróciłam się w kierunku, z którego dobiegał głos.

– Ciebie mogę udusić – odburknął Nixon.

Razem z Lewisem dołączyli do nas: Selena z Chrisem, Kevin, Alan i Jordan ze swoją dziewczyną, która przyjechała dziś rano. Jeszcze jej nie poznałam, ale wyglądała sympatycznie i była naprawdę ładna. Wyższa ode mnie i Sel, szczupła i miała proste, intensywnie czarne włosy zebrane w kucyk. Na jej twarzy widniał niewielki uśmiech i nie miała praktycznie żadnej skazy. Brązowe oczy, ładny nieduży nos, bardzo symetryczne rysy. Pasowali do siebie.

– Nixona już poznałaś. A to Summer – przedstawił mnie Jordan. Wyciągnęłam rękę, którą dziewczyna od razu uścisnęła.

– Cześć, miło cię w końcu poznać.

– Wzajemnie – odpowiedziała grzecznościowo, na co Alan się zaśmiał.

– Od tego „wzajemnie” to już ci się pewnie rzygać chce. Weźcie, wyluzujcie, Summer i Selena nie są takie grzeczne, więc ty też nie musisz.

– Niektórzy są po prostu kulturalni i szczerzy w jednym – westchnęła Selena.

– Ja sobie wypraszam. Jestem grzeczna – stwierdziłam.

– Tak, jak śpisz – dodał Nixon, za co walnęłam go łokciem w bok, ale nawet nie drgnął. Jego ręka nadal swobodnie spoczywała na moich ramionach.

– Przebiłaś mu opony w nowym Mustangu – przypomniał Tom.

– Nic mi o tym nie wiadomo, w dodatku nie ma na to świadków. Sel, powiedz im.

– Dokładnie, to zwykłe pomówienia – dodała rozbawiona dziewczyna.

– Mówiłem, to wariatki. Gorące wariatki, a do takich zawsze najbardziej ciągnie – zaśmiał się Sanders i odsunął na bezpieczną odległość, żeby nie dostać od Chrisa.

– Jeszcze słowo, a będziesz grzał ławę – stwierdził Nixon.

– Scott by mi tego nie zrobił, chociażby po to, żeby zrobić ci na złość.

– Scott ma gówno do gadania i chuj mnie obchodzi, że jest zazdrosnym frajerem.

Oczywiście wszyscy wokół to słyszeli, więc rzuciłam Nixonowi ostrzegawcze spojrzenie.

– Dobra, wyluzuj, Nixon, żartowałem – rzucił luźno Alan. – To znaczy nie z tym, że jesteście gorące – dodał szeptem, a my wybuchnęłyśmy śmiechem. Pomachał nam na pożegnanie i odszedł w poszukiwaniu swojej konkursowej partnerki.

– Dusza towarzystwa – stwierdziła Emily.

– Zostanie z niego tylko dusza, jak tak dalej pójdzie – stwierdził Chris, obejmując swoją dziewczynę.

– Chodzi o to, że biedny Alan rok temu wkręcił się w Selenę, z którą jest Chris, a w tym roku w Summer, która kręci z Nixonem, więc obaj mają z nim spinę, ale tylko w tym temacie. To dość dziwne, ale idzie się przyzwyczaić – wyjaśnił jej Jordan.

– A dodatkowo Alan uwielbia ich tym wkurwiać. To jedyny czuły punkt Chrisa, bo akurat Nixona można wkurwić wszystkim – dodał Tom.

– Ty właśnie mnie wkurwiasz – oznajmił Nix.

– Biegamy jutro razem, Summer? – zapytał Tom.

– O ósmej – przytaknęłam.

– A teraz spójrz, Emily, na tę zaciśniętą szczękę, to cały Nixon. Już jest wkurwiony.

Odwróciłam się do Nixa, dając mu całusa w napięty policzek.

– Wcale nie i wygląda przystojnie jak zawsze. Nawet jak jest wkurwiony – dodałam szeptem do Toma, mrugając do niego.

Nixon tylko westchnął i ułożył podbródek na moim ramieniu, a drapanie jego krótkiego zarostu zawsze przywoływało u mnie przyjemne wspomnienia.

– A właśnie. Wniesiecie nam kanapę na halę? Tę małą podwójną z pomieszczenia obok. Zaklepujemy ją – stwierdziła Sel.

Na wieczorze filmowym prócz wielkiego ekranu i dobrego nagłośnienia były ustawione wysokie materace, ale studenci mogli wcześniej przynieść sobie krzesła, przenośne kanapy, leżaki, cokolwiek. Maraton trwał do trzeciej w nocy, więc stwierdziłyśmy z Sel, że najwygodniejsza będzie kanapa.

– Nam, czyli komu? – zapytał Chris.

– Mnie i Summer.

– Masz zamiar siedzieć gdzie indziej niż ja? – zdziwił się.

– Przypomnę ci, że w tamtym roku siedziałeś sobie z Nixonem i Jordanem…

– Bo nie byliśmy razem i akurat tamtego dnia mnie olewałaś – oznajmił.

– Dobra, nie chce mi się tego słuchać. Wniesiemy wam tę kanapę. To znaczy ktoś tam wniesie – obiecał Nixon, a Chris rzucił mu spojrzenie pełne niezrozumienia.

– A my niby gdzie będziemy siedzieć?

– Mam na siłowni takie dwa zajebiste taborety, Henderson. Nadadzą się idealnie.

– Pojebało cię, nie chcę żadnego taboretu.

– Twoja strata, ja go biorę – oznajmił Nixon.

– Dobra, to ja zabieram tę nadmuchiwaną leżankę z rekreacyjnego – stwierdził Jordan.

– Mnie nie będzie – wtrącił Tom jak zwykle.

– A gdzie będziesz? – zapytałam.

– Jestem umówiony na mieście.

– Jutro mi opowiesz?

– Pewnie tak. – Wzruszył ramionami, po czym Miles zarządził, że musimy zaczynać. Na ten czas Kevin miał zaopiekować się Emily, która też chciała obejrzeć wyścig. Na miejscu były obecne władze uczelni i ogrom studentów, którzy chcieli na własne oczy zobaczyć, kto przejdzie do historii jako tegoroczny zwycięzca zawodów o Puchar Primeton.

Konkurencja polegała na tym, że pierwsza osoba musiała w jak najkrótszym czasie dobiec z linii startu do wyznaczonego miejsca, rozwiązać prawidłowo jakieś zagadki, które miały utworzyć szyfr, zapamiętać te cyfry i podać je drugiej osobie, która musiała pobiec w przeciwnym kierunku do sejfów. Punkty miało otrzymać dziesięć pierwszych par, z czego pierwsza dziesięć, druga dziewięć, trzecia osiem i tak dalej. Przynajmniej tak mi to wczoraj tłumaczył Nixon.

Kiedy w końcu ruszyli, adrenalina buzowała w moim ciele. Nixon dobiegł pierwszy do swojego stanowiska, ale wszystko działo się bardzo szybko. Z daleka widziałam, że wziął coś w dłoń, chyba długopis, i zaczął notować. Przed nim była rozłożona plansza z zagadkami do szyfru, z której wcześniej ściągnął zakrywający materiał. Nie miałam pojęcia, o jakim charakterze były to łamigłówki, ale cieszyłam się, że to Nixon je rozwiązywał, a nie ja.

Po kilku minutach Tom jako pierwszy ruszył do swojej pary i wiedziałam, że ten skurczybyk był cholernie inteligentny, mimo że się z tym nie obnosił. Nixon ruszył jako drugi, praktycznie sekundę przed Chrisem, więc cała się spięłam, wiedząc, że zaraz nadejdzie moja kolej.

– Mała, kod jest długi, musisz sobie z czymś skojarzyć cyfry i litery, żeby zapamiętać kolejność – zaczął od razu, gdy wbiegł, a jego głos był lekko zdyszany.

– Okej, mów – pospieszyłam.

– Dwa, jeden, S, zero, dwa.

– Twój wiek, Selena, dzień urodzin mamy. Dalej.

– P, H, siedem, dziewięć, X.

– Primeton, Harland, szczęśliwa liczba, twoje piegi i koniec, czyli X.

– Powtórz kod.

– Nie mam czasu – odpowiedziałam i zaczęłam biec, by dogonić Sel, która właśnie wyruszyła. Maya zdążyła już otworzyć skrytkę, kiedy dotarłyśmy do swoich sejfów. Zaczęłam szybko wpisywać kod: 21S02PH79X. Drzwiczki odskoczyły praktycznie równocześnie, moje i Seleny, więc nie miałam pewności, która z nas była pierwsza. Posłałyśmy sobie zadowolone uśmiechy i pozostało tylko czekać na końcowe wyniki.

Wróciłam do Nixona, który złączył nasze wargi, kiedy tylko znalazłam się w jego zasięgu. Był to krótki, ale namiętny pocałunek, od którego zrobiło mi się jeszcze cieplej.

– Chyba wygraliśmy – stwierdził.

– Nie wiem, bo nie jestem pewna, która z nas pierwsza otworzyła sejf.

– W najgorszym wypadku będzie remis, ale to nadal pierwsze miejsce. Gorzej pod tym względem, że znowu musiałbym przerabiać apartament na dwa osobne mieszkania.

– Nie musisz, możecie podzielić się przestrzenią. Będziesz miał fajnego współlokatora.

– Optymistka. Wtedy będę miał współlokatorów, bo Selena większość czasu przesiaduje u Chrisa. W dodatku do mnie nikt nie przychodzi bez zapowiedzi, a do niego ciągle ktoś wpada.

– Ja będę do ciebie wpadać bez zapowiedzi, więc się przyzwyczajaj.

– Ty akurat możesz – odpowiedział zachęcająco. – Czekam, aż zaczniesz.

– Jak poszło? – zapytał Tom, kiedy dołączył do nas razem z Kevinem i Emily.

– Chyba dobrze. Praktycznie na równi z Sel, więc zdecydują sekundy. Przykro mi, że twoje pierwsze miejsce w tej konkurencji niewiele zmienia.

– Będę miał stabilną trzecią pozycję albo drugą, więc w sumie jestem zadowolony.

– To dobrze. A właśnie, Emily, w każdą sobotę chodzimy z Sel do miasta na obiad i zakupy. Wybierzesz się z nami?

– Porozmawiam jeszcze z Jordanem, czy nie ma jakichś planów.

– Okej – przytaknęłam. Miles wywiązał się śpiewająco ze swojej przysługi, więc ja też zamierzałam.

– Kto będzie ogłaszał wyniki? – zapytał Kevin.

– Dziekan. Oficjalne uhonorowanie, następnie przekazanie pucharu, a później możemy zawijać się na maraton filmowy – oznajmił Nixon i po dziesięciu minutach wszyscy zebrali się pod sceną, na którą wkroczył właśnie John Bancroft.

– Serdecznie witam na oficjalnym zakończeniu zawodów o Puchar Primeton. – Wskazał na duży złoty puchar stojący na podwyższeniu, z logiem uczelni u kwadratowego podnóża, na co ludzie zaczęli bić brawo.

– Te zawody z pewnością przejdą do historii i wszyscy zapamiętamy te wydarzenia. Były to niezwykłe zmagania, które sam śledziłem z zapartym tchem. Pierwsze w parach, pierwsze z rozszerzonymi konkurencjami, pierwsze wzbudzające aż takie zainteresowanie. A ojcem tego sukcesu jest nikt inny jak Jordan Miles, który zapisze się w historii jako wspaniały innowator i niedościgniony organizator akademickich zmagań.

Wybrzmiały kolejne oklaski, a na scenę wszedł Jordan, który po pamiątkowym zdjęciu zgarnął dyplom w specjalnej oprawie i czek na trzydzieści tysięcy dolarów. Nieźle…

Kiedy w końcu nadszedł czas na ogłoszenie wyników, zapanowała cisza, a ja mocniej ścisnęłam dłoń Nixona, która była spleciona z moją.

– Kolejna niespotykana kwestia, gdyż pierwszy raz w historii zawodów… mamy remis! Przy tak dużej konkurencji i wysokim poziomie sprawności zawodników, zarówno fizycznej, jak i intelektualnej, dwie pary zdobyły w zmaganiach identyczną liczbę punktów. Zwycięzcami tegorocznych zawodów o Puchar Primeton zostają… Nixon Harland i Summer Laurent oraz Christopher Henderson i Selena Banks!

Wokół słyszałam tylko wiwatujący tłum, kiedy wraz z Nixonem wchodziłam na scenę. Selena przytuliła mnie na środku i w sumie to się cieszyłam, że nie byłam tam sama. Mieliśmy świetną ekipę, z którą mogłabym podjąć niejedno takie wyzwanie. Z nimi każde zwycięstwo było możliwe.

Wieczorem wkroczyłyśmy na halę sportową pełną ludzi i od razu na tyłach zlokalizowałyśmy naszą kanapę, idealnie usytuowaną naprzeciw wysoko zawieszonego, ogromnego ekranu od projektora. Byłyśmy ubrane wyłącznie w krótkie spodenki i koszulki, a do tego każda z nas miała ciepły koc i duży bidon z rurką. Nie było w nim jednak wody, a wino truskawkowe zmieszane z wodą, owocami i kostkami lodu. Smakowało przepysznie i orzeźwiająco.

Kiedy tylko zajęłyśmy miejsca i wygodnie się ułożyłyśmy, po obu stronach sofy Nixon i Chris postawili swoje taborety. Zwyczajne kwadratowe, drewniane siedziska na metalowych nóżkach.

– Plecy was będą bolały – stwierdziłam.

– Serio, nie musicie tutaj siedzieć jak wartownicy, damy sobie radę – oznajmiła Sel.

– Spoko. Tom prosił, żebyście na chwilę wyszły przed halę. Ma do was jakąś sprawę – rzucił Nix, na co zdziwione tylko kiwnęłyśmy głowami i ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Nie wiedziałam, o co mogło chodzić, ale Lewis nigdy bez powodu nie poprosiłby o nagłe spotkanie.

Redakcja: Barbara WronaKorekta: Elżbieta RożkiewiczProjekt okładki: Tomasz BiernatSkład: Tomasz Biernat

Copyright by Agatha Corlaz 2026Copyright for the Polish Edition by Wydawnictwo Nocą,Warszawa 2026

Druk i oprawa:Drukarnia Sowa

ISBN: 978-83-68657-83-8

WYDAWNICTWO NOCĄul. Filipiny Płaskowickiej 46/8902-778 WarszawaNIP: 9512496374www.wydawnictwonoca.ple-mail: [email protected]

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2