Zapytaj mnie o to - En Camilla - ebook
NOWOŚĆ

Zapytaj mnie o to ebook

En Camilla

0,0

74 osoby interesują się tą książką

Opis

Szkolna miłość nie zawsze okazuje się taka prosta. Emily i Connor rozstają się, gdy on postanawia zakończyć ich związek, wmawiając sobie, że to dla dobra ukochanej. Nie zdaje sobie jednak sprawy, jak bardzo zrani ją swoją decyzją.
Po dziesięciu latach zaskakującym zrządzeniem losu ich drogi znów się krzyżują. I nagle okazuje się, że nic się między nimi nie zmieniło, jakby czas się zatrzymał.
 W powietrzu unosi się zapach wakacyjnego romansu, pełnego napięcia i emocji. Mroczna przeszłość Connora nie daje jednak o sobie zapomnieć i kiedy on przebywa w swoim rodzinnym mieście, ktoś inny obmyśla, jak się na nim zemścić i ta zemsta dotknie niewinną osobę.
Syna Connora, którego w sekrecie urodziła Emily.
W obliczu zagrożenia i w obawie o życie ich wspólnego dziecka dwoje dawnych kochanków zaczyna dostrzegać, że żadne z nich nie potrafi żyć bez drugiego. Czy jednak ich uczucie wystarczy, by zapomnieć o dawnych krzywdach? Czy Connor będzie w stanie zrezygnować z niebezpiecznego stylu życia, aby stworzyć prawdziwą rodzinę w Columbus? W miłości nie wszystko jest czarno-białe, a prawdziwe wyzwania dopiero się zaczynają.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 201

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Zapytaj mnie o to

Copyright © by Camila En

Copyright © by Motylewnosie 2026

Wydanie I

Poznań 2026

ISBN 978-83-66821-82-8

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejsze pisemnej zgody autorek oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

Redakcja: Dominika Kamyszek, opiekunkaslowa.pl

Korekta: Angelika Kuszła, poradniaredakcyjna.pl

Korekta po składzie: Sylwia Dziemińska, korektaprzykawie.pl

Konwersja do e-booka: Katarzyna Mróz-Jaskuła, wielogłoska.pl

Wydawnictwo

motyleWnosie

[email protected]

Nasze e-booki i książki kupisz na stronach:

www.motylewnosie.pl

www.sklep.motylewnosie.pl

Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Punkty orientacyjne

Cover

Prolog

Emily

To był jeden z tych dni, które zapamiętuje się do końca życia. Razem z Emmą i Sophią leżałyśmy na trybunach wokół szkolnego boiska. Delikatne promienie muskały nasze twarze. Słońce powoli zachodziło, malując niebo odcieniami pomarańczu i purpury. Lato zagościło już na dobre, dając nam radość ze zbliżających się wakacji. Egzaminy końcowe miałyśmy za sobą, a podania na studia już dawno zostały rozesłane. Moim wyborem był Uniwersytet Stanowy Missisipi z programem społecznym i behawioralnym. Byłam podekscytowana, tym bardziej że moje najlepsze przyjaciółki również wybrały tę samą uczelnię. Jedynym minusem było to, że czekała mnie rozłąka z Connorem. Byliśmy parą od początku liceum. Kochałam go całą sobą i nie wyobrażałam sobie życia bez niego, jednak postanowiliśmy pójść na różne uczelnie, oddalone od siebie, choć na tyle blisko, byśmy mogli się regularnie widywać. Pomyśleliśmy, że takie rozwiązanie wzmocni nasz związek i jeśli skończymy studia jako para, pobierzemy się i stworzymy rodzinę. Wierzyłam, że tak właśnie będzie. Bo dlaczego miałoby się nie udać?

– Idziecie na imprezę do Erica? – przerwała ciszę Sophia.

Swoje pytanie kierowała do mnie, ponieważ Emma była siostrą Erica. Nie miała jednak z tą imprezą nic wspólnego, dlatego popatrzyła na przyjaciółkę z irytacją.

– Myślę, że Connor będzie chciał zajrzeć chociaż na chwilkę – okłamałam samą siebie. Mój chłopak uwielbiał imprezy, zwłaszcza ze swoimi kumplami z drużyny, i wiedziałam, że pobyt w domu Emmy i Erica przeciągnie się do późnej nocy.

– Super. Będę miała z kim pogadać, kiedy Chris znowu postanowi zostawić mnie w kącie jak zabawkę, która mu się znudziła… – Posmutniała.

– Po chuj ty z nim jeszcze jesteś? – Emma nie przebierała w słowach.

Patrzyłyśmy na Sophię i w sumie same nie wiedziałyśmy, jaka może być odpowiedź. Odwróciła głowę w przeciwnym kierunku i milczała. Na jej twarzy malował się smutek. W naszej trójce Sophia była tą skrytą i cichą. Chociaż nie zawsze tak było. Gdy ją poznałam, wręcz promieniała radością życia. Sama nie wiem, kiedy nastąpiła w niej zmiana. A powinnam wiedzieć. W końcu byłyśmy przyjaciółkami. I chociaż wstyd było mi się przyznać przed dziewczynami, doskonale zdawałam sobie sprawę, dlaczego nie jestem zorientowana w ich życiu. Wszystko przez mojego chłopaka.

Cieszyłam się, że mam Connora. Czułam jego miłość i to, że mu na mnie zależało. Nigdy nie dał mi odczuć, że jestem niechciana lub że mu się znudziłam. Był chłopakiem idealnym, moją miłością. Pierwszą i ostatnią. Jednak przez to, że byłam w niego tak wpatrzona, nie zauważałam niczego innego. Tego, czy moje przyjaciółki mają szczęśliwe życie u boku swoich chłopaków, lub przeciwnie – czy ich życie miłosne nie wisi na włosku. Cały czas powtarzałam sobie, że przecież wszystko u nich w porządku, inaczej na pewno by mi o tym powiedziały.

– Hej! – usłyszałam nagle znajomy głos.

– Sorki, muszę lecieć – powiedziałam do przyjaciółek, w tym samym czasie machając do Connora.

– Spoko, też już spadam – odezwała się Emma. – Nie bzykajcie się tylko w moim pokoju! – rzuciła w naszym kierunku.

– Tak jest! – Zasalutowałam, po czym uściskałam przyjaciółkę. – Jedziesz do Roberta?

– Tak. Zaplanował jakiś romantyczny maraton filmowy, a przedtem mamy coś ugotować. Jego rodzice wyjechali na cały weekend.

– Super. Uważaj na siebie – dodałam. Sophia wciąż patrzyła niewidzącym wzrokiem w dal. Przytuliłam ją i wyszeptałam przy okazji do jej ucha: – Pogadamy później.

Kiwnęła głową i również się podniosła, by opuścić boisko.

Dziewczyny różniły się od siebie i za to je kochałam. Czasem iskrzyło między nami przez brak porozumienia w pewnych kwestiach, ale w końcowym rozrachunku byłyśmy dla siebie jak siostry. I to było piękne.

– Hej, mała – zamruczał Connor do mojego ucha.

– Hej.

– Odwiozę cię do domu i lecę. Matka dzwoniła, że mam natychmiast przyjechać.

– Och. Myślałam, że spędzimy popołudnie razem. – Nie musiałam udawać zasmuconej. Naprawdę liczyłam, że pojedziemy do mnie i będziemy się przytulać przy jakimś romansidle.

– Nie dziś. Nie wiem, o co jej chodzi. Ostatnio atmosfera w domu jest tak gęsta, że można ją kroić nożem – wyznał.

Czułam, że między jego rodzicami nie układa się najlepiej, lecz nie miałam pojęcia, że może być aż tak źle. Connor nie opowiadał mi o problemach domowych, chociaż ja wyznawałam mu wszystko. On jednak czuł się nieswojo, mówiąc o swoich bliskich.

– Szkoda – szepnęłam.

– Ale obiecuję ci, że podjadę po ciebie o dziewiętnastej i pojedziemy do Erica – powiedział, po czym pocałował mnie namiętnie.

Wiedziałam już, że dzisiejszej nocy Connor nie przesadzi z alkoholem, a zanim usnę, wykrzyczę jego imię, osiągając orgazm.

– Dobrze, w takim razie jedźmy już, bo muszę się przygotować. – Odsunęłam się od niego i zapięłam pas.

W zasadzie poczułam delikatną ulgę. Connor nie miał bladego pojęcia, co trzymam w swoim plecaku i co chcę zrobić zaraz po powrocie do domu. Okres spóźniał się już czwarty dzień. Nie był to jeszcze powód do paniki, zwłaszcza że nie miesiączkowałam regularnie, ale… dziś rano zwymiotowałam całe śniadanie. Poczułam, że lepiej będzie, jeśli sprawdzę i się dowiem, co się dzieje. Po prostu coś nie dawało mi spokoju.

Kiedy w milczeniu dojechaliśmy pod mój dom, czułam, że coś złego wisi w powietrzu. Nie miałam do niczego pewności, mimo to intuicja podpowiadała mi, że będę cierpieć.

– Lecę. Bądź gotowa za kilka godzin – powiedział, kiedy już wysiadłam i się nachyliłam, by dać mu buziaka.

– Będę. Do zobaczenia.

Connor odjechał, a ja na trzęsących się nogach weszłam do domu. Moi rodzice byli typowym amerykańskim małżeństwem. Mama zajmowała się domem, a tata pracował w nieruchomościach, by zapewnić godziwy byt bliskim. Nie brakowało nam niczego. Miałam kochającą się rodzinę i szczęśliwe dzieciństwo. Mimo iż byłam jedynaczką, rodzice mnie nie rozpieścili, a ja nie zachowywałam się jak rozkapryszona gówniara. Byłam im za to bardzo wdzięczna.

– Zjesz z nami? – usłyszałam wołanie z kuchni.

– Tak! Za chwilę zejdę! – odpowiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju.

Miałam swoją łazienkę, więc nie obawiałam się, że akurat ktoś będzie chciał z niej skorzystać, ale mimo wszystko zamknęłam się od środka. Z plecaka wyjęłam test ciążowy, który kupiłam przed lekcjami. Wykonałam wszystko według instrukcji i zeszłam na dół, by zjeść z rodzicami.

– Idę wieczorem na imprezę z Connorem – oznajmiłam.

Mina ojca nie należała do tych z rodzaju zadowolonych.

– Hmm… – mruknęła mama.

Oczywiście nie pytałam ich o pozwolenie. Doskonale wiedzieliśmy, że i tak wyjdę. Chciałam tylko, by mieli pewność, że będę bezpieczna. Przy Connorze zawsze byłam. Ojciec po prostu uważał, że jestem jego idealną córeczką i nikt na mnie nie zasługuje. Chociaż byłam z Connorem już od kilku lat, to tata wciąż potrzebował więcej czasu, by się do niego przekonać. Śmieszyło mnie to, a zarazem sprawiało, że cieszyłam się z tej ojcowskiej troski.

Po skończonym obiedzie wróciłam do siebie. Idąc po schodach, zaczęłam czuć walące serce. Weszłam do łazienki i oparłam się na chwilę o ścianę. Po kilku głębszych wdechach spojrzałam na umywalkę i leżący na niej test. Przełknęłam głośno ślinę. Pomyślałam o Connorze i o tym, jak bardzo się kochamy.

– Jakoś to będzie… – pocieszałam samą siebie, wpatrując się jak zahipnotyzowana w dwie różowe kreski.

Chociaż po moich policzkach popłynęły łzy, to przecież wiedziałam, że ciąże nie biorą się znikąd. Już od dłuższego czasu uprawialiśmy seks, a ten bez zabezpieczeń zdarzał nam się coraz częściej. Connor zapewniał, że „zdąży”. Jak widać, tym razem mu się nie udało. Opłukałam buzię i poszłam do pokoju – musiałam się położyć i odpocząć. Myślałam, że tylko na moment zamknęłam oczy, ale odpłynęłam. Obudził mnie dopiero dźwięk telefonu.

Connor:

Długo mam jeszcze czekać?

Ton wiadomości świadczył, że Connor nie jest w najlepszym humorze.

Ubrałam się w jeansy i T-shirt, założyłam do tego sandałki na koturnach. Nie potrzebowałam makijażu. Wiedziałam, że mój facet lubi naturalność.

– Hej! – powiedziałam radośnie, wsiadając. Chciałam go pocałować, ale się odsunął. Poczułam ukłucie w klatce piersiowej.

– Hej. Miałaś być gotowa o dziewiętnastej.

– Czy coś się stało? – Chciałam wiedzieć, jaki jest powód jego rozstrojenia.

– Nie. Wszystko jest zajebiście! – warknął i ruszył z piskiem opon.

Kiedy wykręcał na podjeździe, siła odśrodkowa rzuciła mnie na drzwi i uderzyłam w nie ramieniem. Wiedziałam, że za kilka godzin w tym miejscu wyjdzie siniak. Spojrzałam na Connora i zamarłam. Na twarzy miał czystą wściekłość. Pierwszy raz byłam przerażona, siedząc tuż obok niego. Wiedziałam, że nie opowie mi, co się wydarzyło w jego domu, a tak bardzo chciałam mu pomóc. Wziąć na siebie cząstkę jego bólu. Musiałam czekać.

Do domu Erica dojechaliśmy w zaledwie parę minut, choć był oddalony o dobrych kilka ulic. Wysiadłam sama, nie czekając, aż Connor mi otworzy, ale kiedy znalazłam się przy nim, chwycił mnie za ramię.

– Aua! To boli! – pisnęłam, a on poluzował uścisk. – Co się z tobą dzieje?

– Nic – burknął i pociągnął mnie za sobą.

Miałam ochotę stamtąd uciec, lecz było już za późno. Chłopak otworzył drzwi i oboje weszliśmy do środka. Tłum i głośna muzyka sprawiały, że zaczynało mi się kręcić w głowie. Wyrwałam rękę z uścisku Connora i wykrzyczałam mu do ucha, że idę poszukać Sophii. Nie zareagował na to w ogóle. Miałam nawet wrażenie, że delikatnie wzruszył ramionami, jakby było mu obojętne, co się ze mną stanie. Kurwa, co się dzieje?

Przeszłam przez cały dom, aż w końcu znalazłam przyjaciółkę siedzącą w ogrodzie.

– O, jesteście już – powiedziała.

Kiedy podeszłam bliżej, zauważyłam, że płacze.

– Co się stało?

– Och… Nic takiego.

– Gdzie jest Chris? – zapytałam.

– Ha! – Zaśmiała się. – Dobre pytanie. Myślę, że bzyka w kiblu Gen.

Zmroziło mnie.

– Co, kurwa? Ty tak serio?

– Przyjechaliśmy tu osobno. Napisał mi, że chce być wcześniej, by pomóc Ericowi w przygotowaniach. Pomyślałam, że i ja się na coś przydam, w końcu nie ma to jak kobieca ręka, więc również przyjechałam wcześniej. Nie wiedziałam tylko, że wszystko było zaplanowane tak, by Chris i Gen mieli przestrzeń dla siebie. Nakryłam ich całujących się w kuchni. Nawet nie zareagowali na mój widok. Wybiegłam i zostałam tutaj.

– Och, kochana… To nawet i dobrze, będziesz mogła w końcu normalnie żyć. Chris to nie materiał na faceta do końca życia.

– No tak. Nie jest panem perfekcyjnym jak Connor, ale wiesz, kocham go… – zaszlochała.

– Wiem i rozumiem. A Connor wcale nie jest perfekcyjny. Wygląda na to, że i nad nami pojawiła się burza – powiedziałam, spuszczając głowę, na co Sophia objęła mnie ramieniem. – Soph… – Mówiłam prawie bezgłośnie, a mimo to wszystko słyszała. – Jestem w ciąży – wyznałam, zrzucając jeden z przygniatających mnie kamieni.

Zapadła cisza. Nie byłam przekonana, czy przyjaciółka zrozumiała, co powiedziałam.

– Connor wie? O to się pokłóciliście? – zapytała w końcu.

– Nie, nie wie. Chciałam mu dziś powiedzieć, ale od kiedy po mnie przyjechał, zachowuje się jak dupek.

– Aha… – mruknęła. Usłyszałam coś dziwnego w jej głosie. – Pamiętasz, jak pół roku temu nie było mnie przez tydzień w szkole?

– No. Miałaś jelitówkę.

– Poroniłam.

Zamarłam. Moja przyjaciółka była w ciąży, a ja o niczym nie wiedziałam. Czy to właśnie od tego momentu Sophia się zmieniła?

– Byłam w drugim miesiącu. Wiedziałam od tygodnia. Nagle zaczęłam krwawić, a w szpitalu powiedzieli, że dziecka już we mnie nie ma. – Nie płakała. Mówiła spokojnym głosem, patrząc w dal pustym wzrokiem. – Chciałam tego dziecka. Liczyłam, że Chris w końcu mnie doceni. Zawsze powtarzał, że marzy o synu lub córce. Nieważne dla niego było to, że jest w liceum. Mówił, że stanąłby na wysokości zadania.

– To przez to tak cię traktuje? Obwinia cię?

Dopiero wtedy po jej policzku spłynęła łza. Nie musiała odpowiadać. Wiedziałam, jaka była prawda.

Potrzebowałyśmy kilku minut ciszy, by ochłonąć po nadmiarze wyznań. Zaczęłam się zastanawiać, jaka będzie reakcja Connora, kiedy mu powiem, bo kiedyś w końcu będzie musiał się o tym dowiedzieć. Czy i on uważał się za kogoś, kto wziąłby odpowiedzialność za swoje czyny i zapewnił nam bezpieczeństwo? Za kilka miesięcy miało się pojawić małe istnienie, które nie mogłoby liczyć na nikogo innego, jak tylko na swoich rodziców.

– Chodź. Napijemy się czegoś. Miejmy coś z tej imprezy – powiedziałam. – Dla mnie oczywiście bez alkoholu – dodałam z bladym uśmiechem.

Wstałyśmy i ruszyłyśmy w kierunku domu. Muzyka dudniła w głośnikach, a nad basenem bawiło się dużo osób.

Do ogrodu można było wejść przez kuchnię, dlatego właśnie tam się skierowałyśmy. Już z oddali zauważyłam Connora. Stał oparty o kuchenną wyspę, a w dłoni trzymał plastikowy kubek. Liczyłam, że nie ma w nim alkoholu, bo przecież miał mnie odwieźć do domu, a wiedział, co myślę o prowadzeniu auta chociażby po jednym piwie. Razem z nim stali Eric oraz Chris. Wszyscy znajdowali się tyłem do wejścia, miałyśmy więc z Sophią okazję przysłuchać się ich rozmowie. W tamtym momencie nie miałam jeszcze pojęcia, że słów wypowiedzianych przez Connora wolałabym nie usłyszeć nigdy w życiu.

– Najlepszym wyjściem będzie rozstanie – mówił, wpatrując się w swoje ręce. – Jutro z samego rana wyjeżdżam.

– Jak ona na to zareaguje? – zapytał Chris.

– Stary… Nie mam jaj, żeby jej o tym powiedzieć. – Przechylił kubek i wypił sporą ilość jego zawartości, a następnie odwrócił się po stojącą za nimi butelkę burbona.

Przez ułamek sekundy nasze spojrzenia się spotkały. Wpatrywałam się w niego i nie wierzyłam własnym uszom w to, co przed chwilą usłyszałam. Moje serce pękło na milion kawałków. Odwróciłam się i pobiegłam przed siebie.

– Em! Zaczekaj! – słyszałam głos Connora.

Płakałam i biegłam, ile tylko miałam sił w nogach. Niestety szybko złapała mnie zadyszka i musiałam zwolnić. Nigdy nie miałam dobrej kondycji.

– Stój! – warknął, łapiąc mnie za łokieć.

– Puszczaj mnie! – krzyknęłam i się wyrwałam, ale on złapał za moją drugą rękę i przysunął do siebie. Naparł na mnie swoim ciałem. Z jego ust wyczułam alkohol.

– Nie wiem, co usłyszałaś, ale wszystko nie jest tak, jak myślisz.

– Wiem wszystko, co powinnam wiedzieć. Usłyszałam wystarczająco – szlochałam. – Szkoda tylko, że jesteś skończonym złamasem i nie potrafiłeś mi o tym sam powiedzieć.

– Kurwa, Em, jak miałem ci to powiedzieć? – Oparł się swoim czołem o moje. – Ja już czuję się jak martwy. A od jutra będę po prostu nikim. Bez ciebie będę nikim.

– Nie mów tak! Nie zostawiaj mnie… – Patrzyłam na jego twarz, która zwykle była pełna luzu, a teraz nagle zdradzała napięcie.

– Muszę – wyznał, a po jego policzku spłynęła łza. – Moja matka odchodzi od ojca. Muszę jechać z nią, jeśli chcę iść na studia. – Jego głos drżał, jakby każde słowo było dla niego ciężarem.

– Przecież i tak mieliśmy iść na różne uczelnie. Będziemy się widywać u ciebie w Dallas lub u mnie w Starkville…

– Em, ja nie jadę do Dallas – powiedział. – Matka przeprowadza się do Seattle.

Zamarłam. Dwa i pół tysiąca mil miało dzielić mnie oraz Connora. Moją miłość i ojca dziecka, które we mnie rosło. Mój świat się zawalił. Poczułam, jak serce mi nieruchomieje, a całe szczęście, które do tej pory odczuwałam, nagle prysło jak bańka mydlana.

– Dlaczego? – zapytałam, próbując ukryć panikę w głosie.

– Matka już od dawna chciała odejść od ojca. Czekała na odpowiedni moment, czyli gdy skończę liceum. Ma dowody na to, że tata ją zdradzał, chociaż ja w to nie wierzę. Mimo wszystko papiery są już podpisane, rozwód będzie z jego winy, a matka zgarnie cały majątek. Dlatego muszę jechać z nią. Ojca nie będzie stać na opłacanie mi czesnego.

– Przecież to nie fair. Nie może tak po prostu kazać ci się spakować i wyjechać! Nie możesz mnie zostawić.

Connor spojrzał głęboko w moje oczy, a w naszych spojrzeniach zderzyły się zaprzepaszczone marzenia i nowe lęki. Czułam, jak łzy napływają mi do oczu, ale nie chciałam, aby Connor widział mnie w takim stanie.

– Wszystko już jest spakowane, a część wywieziona przez firmę przeprowadzkową. Pozostaje mi tylko wsiąść w samolot. Tak mi przykro, kochanie… – powiedział, łapiąc mnie za brodę. – Obiecuję, że będziemy do siebie pisać i dzwonić na FaceTimie. Nie przeżyję bez ciebie.

– Connor… – Mój głos łamał się przy każdej sylabie. Nie potrafiłam wypowiedzieć żadnego więcej słowa. Wtuliłam się w swojego chłopaka i chłonęłam go całą sobą.

Nie wróciliśmy na imprezę. Ponieważ Connor był pod wpływem alkoholu, postanowiliśmy, że spacer dobrze nam zrobi. Atmosfera między nami trochę się uspokoiła. Rozdzieliliśmy się, gdy dotarliśmy pod mój dom. Weszłam szybko i w biegu przywitałam się z rodzicami.

– Wszystko w porządku? – zapytała mama.

– Tak, tylko źle się poczułam. Położę się już. Jutro będzie mi lepiej – skłamałam.

Mama o nic nie dopytywała. Gestem wokół brzucha i wykrzywioną miną dałam jej do zrozumienia, że właśnie dostałam okres, więc wszystko było dla niej jasne.

Gdy weszłam do swojego pokoju i zamknęłam go na klucz, Connor siedział już na łóżku i czekał na mnie. Od razu rzuciłam się w jego ramiona.

– Tak kurewsko cię pragnę, maleńka… – wymruczał, scałowując łzy z mojej twarzy.

Zdjęliśmy z siebie ubrania i nie zważając na nic, zaczęliśmy się kochać. Namiętnie i dziko, jakby miało nie być jutra. Connor wchodził we mnie i wychodził, dodatkowo palcami dotykając mojej łechtaczki. Orgazm się zbliżał, ale ja nie chciałam jeszcze kończyć. Wysunęłam się spod niego, całując go namiętnie. Spojrzał na mnie niepewnym wzrokiem, nieświadomy tego, co chcę mu dać. Całowałam go coraz niżej. W szyję, w klatkę piersiową, w brzuch, pachwinę…

Kiedy wzięłam do ręki jego twardego penisa, nie miałam żadnych obaw, po prostu to zrobiłam. Najpierw delikatnie pocałowałam główkę, następnie poruszyłam nim w górę i w dół, a potem wzięłam go do ust. Miał na sobie mój kwaśno-gorzki smak. Nie przeszkadzało mi to. Pragnęłam dać mu to, czego nigdy wcześniej ode mnie nie dostał. Oplatałam go językiem, a dłonią wciąż poruszałam po całej jego długości. Czułam, jak całe ciało Connora się napina, a z ust wydobywały się pomruki przyjemności. Drugą wolną dłonią ścisnęłam jego pośladek, delikatnie wbiłam paznokcie i mocniej zacisnęłam palce na pulsującym kutasie. Wtedy on złapał za mój nadgarstek i wytrysnął w moich ustach. Jego sperma była słodka. Gdyby nie fakt, że było to nasze pożegnanie, pewnie w ogóle nie doszłoby do tej sytuacji, jednak myśl, że jutro już go przy mnie nie będzie, sprawiła, że bez oporu połknęłam wszystko, co miałam w ustach.

– Skarbie, to było wspaniałe… – szepnął, biorąc w dłonie moją twarz. Całował mnie delikatnie i czule, błądząc przy tym dłońmi po moich piersiach. – Czas zająć się tobą – dodał i położył mnie na materacu.

Już po chwili pieprzył mnie ustami, a ja nie miałam żadnych zahamowań. Wplotłam dłonie w jego włosy, dociskając jego głowę jeszcze mocniej do swojego krocza. Wiłam się i prężyłam, kiedy on złapał za moje pośladki. Byłam już tak podniecona i pełna pożądania, że nie miałam ochoty dłużej tego przeciągać.

– Connor! – krzyknęłam w poduszkę.

Wtedy on wsunął we mnie dwa palce i dotknął tego najważniejszego punktu. Przez moje ciało przeszły dreszcze. Szczytowałam, a moje ciało drżało pod napływem przyjemności.

– Kocham cię najmocniej na świecie – powiedział, wtulając się we mnie. – I nigdy się to nie zmieni, nawet jeśli będą nas dzieliły tysiące mil…

Znowu zrobiło mi się przykro. Nie miałam odwagi powiedzieć mu o ciąży, której sama nie byłam jeszcze pewna. Chciałam pójść do lekarza, by potwierdził wynik testu. Wiedziałam, że jeśli powiem mu teraz, a potem się okaże, że test byłby fałszywy, Connor będzie… No właśnie, jaki? Czy on w ogóle ucieszyłby się na wiadomość o dziecku?

Pocałował mnie w czoło i mocno przytulił do siebie.

– Śpij, mała – szepnął.

– Nie chcę spać. Boję się, że kiedy się obudzę, ciebie już tu nie będzie – odpowiedziałam, uwalniając tamowane dotąd łzy.

– Będę zawsze przy tobie. Jeśli ty będziesz trzymała mnie w swoim sercu – dodał i znów mnie pocałował.

Nie mogłam uwierzyć, że nasza historia mogłaby się zakończyć w tak brutalny sposób. Connor, jakby czytając w moich myślach, objął mnie, a jego dotyk był jak iskra – tylko ona mogła mnie rozpalać.

– Chciałbym, aby to wyglądało inaczej… – szepnął do mojego ucha.

W tym momencie poczułam, jak coś w moim wnętrzu pęka.

Usnęłam krótko po tym. Wyczerpana psychicznie i fizycznie nie miałam siły dalej ze sobą walczyć.

***

O wschodzie słońca obudziły mnie chłód i nudności. Złapałam za leżącą przy łóżku koszulkę Connora i pobiegłam do łazienki, by zwymiotować. Gdy wróciłam do pokoju, spostrzegłam, że w łóżku nikogo nie ma, a na moim telefonie czekała wiadomość:

Connor:

Uciekłem jak tchórz. Nie potrafiłem spojrzeć Ci w oczy i powiedzieć, że musimy się pożegnać. Tak kurewsko jestem wściekły na starych oraz na nas samych. Dlaczego muszą się rozstawać właśnie teraz? Dlaczego my mamy dopiero po osiemnaście lat? Nie potrafię sobie wyobrazić, jak będą wyglądały moje dni bez Ciebie. Jak Ty będziesz żyć z dala ode mnie? Rozdziera mnie od środka myśl, jak rzucą się na Ciebie wszystkie hieny, zabiegając o Twoją uwagę. Pamiętaj, skarbie, że kocham Cię nad życie i kiedy tylko będzie to możliwe, spotkamy się, a wtedy nie wypuszczę Cię z objęć już nigdy. C.

Chciałam do niego oddzwonić, ale miał wyłączony telefon. Spojrzałam na zegarek.

– Pewnie siedzi w samolocie – powiedziałam, pocieszając siebie.

Próbę kontaktu ponowiłam po godzinie. Później kolejnej i kolejnej. Wieczorem, kiedy kładłam się spać, a telefon dalej milczał, moje serce było rozkruszone na milion kawałków. Connor nie odezwał się do mnie nawet po tygodniu…

Miał rację. Odszedł jak tchórz.

Dni mijały, a ja zmagałam się z ciężarem, który nosiłam w sobie, a każda chwila bez Connora sprawiała, że czułam się coraz bardziej osamotniona. Nie wiedziałam, jak poradzić sobie z tą sytuacją ani jak wyjaśnić wszystkim to, co się wydarzyło. Moje życie w Columbus zmieniało się w koszmar, a wspomnienie Connora stało się zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Rozdział 1

Emily

Dziesięć lat później

Columbus w stanie Missisipi miał prawie dwadzieścia cztery tysiące mieszkańców, a mimo wszystko odnosiłam wrażenie, że każdy zna każdego. Że okolica, w której mieszkam, jest osobnym miasteczkiem. Kiedy rano zaczynałam pracę, wszyscy, których mijałam, zagadywali, pytali, jak się miewam. Pięć lat wcześniej, kiedy kończyłam studia, odziedziczyłam po rodzicach kwiaciarnię nieopodal mojego domu. Mama i tata zginęli w wypadku samochodowym, jadąc na rozdanie dyplomów. Ten dzień już na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Praca stała się dla mnie miejscem, gdzie mogłam odreagowywać emocje poprzez rozmowę z klientami.

– Dzień dobry. – W drzwiach kwiaciarni stanął Brad. Przyjechał do Columbus pół roku temu. Rozstał się z żoną i zamierzał zacząć nowe życie z dala od wielkiego miasta. Spotkaliśmy się kilka razy niezobowiązująco. Niezobowiązująco dla mnie.

– Hej! – odpowiedziałam radośnie. Obecność Brada mnie uspokajała. Dawał mi poczucie, że po każdej najgorszej chwili nadejdzie w końcu ta lepsza. A mimo wszystko podświadomie trzymałam go na dystans.

– Thomas już wyjechał? – zapytał.

– Tak. Obudził mnie już o piątej rano, mimo że zbiórka pod szkołą była o ósmej – zaśmiałam się.

– Ekscytował się chłopak, ale dobrze mu to zrobi. Zmężnieje.

– Brad, on ma dopiero dziewięć lat – zaznaczyłam.

– No i co? Zobaczysz, kiedy wróci po obozie, nie poznasz go!

Thomas był całym moim życiem. Przyszedł na świat, kiedy byłam w połowie pierwszego semestru na studia. Ze wszystkim pomogli mi rodzice. Niestety nie udało mi się pójść na wymarzony kierunek. Musiałam zostać w Columbus i rozpocząć naukę na Uniwersytecie dla Kobiet Missisipi. Gdy miałam dużo nauki, to rodzice zajmowali się Thomasem na pełen etat, tak, bym miała możliwość skończyć szkołę najlepiej, jak tylko mogłam. Niestety kiedy Thomas miał cztery latka, zostaliśmy sami. Trudno mu było bez dziadków, a mnie bez rodziców. Mimo wszystko stworzyliśmy więź, której nikt nie mógł nam odebrać.

– Mam twoją ulubioną kawę – powiedział Brad, zmieniając temat.

– Dziękuję.

– Może spotkamy się wieczorem? U mnie lub u ciebie? Skoro Thomasa nie ma…

– Kot wyjechał, myszy harcują? – zaśmiałam się.

– Coś w tym stylu… – Mężczyzna się zawstydził. Do tej pory jeszcze nie poszliśmy do łóżka. Owszem, całowaliśmy się i kilka razy dotknął moich piersi, jednak nigdy nie było okazji, aby pójść na całość.

– No nie wiem… – zaczęłam.

– Emily, dlaczego zawsze wydajesz się trochę… odległa? Jakbyś stała na brzegu, niepewna, czy chcesz wskoczyć do wody.

– Nie wiem. Może się boję, że znów się sparzę. Byłam kiedyś w tej wodzie, a nie umiem pływać. – Wzięłam głęboki oddech. Myśl o miłości do Connora i tym, co mogłabym poczuć do Brada, zaczęła wypalać we mnie dziurę. – Dobrze. Przyjadę więc do ciebie o dziewiętnastej – powiedziałam w końcu.

– Super. Przygotuję kolację, więc nie jedz nic wcześniej – poprosił.

Pocałowaliśmy się na pożegnanie i Brad wyszedł, by pójść do swojej pracy.

Musiałam przyznać, że był niczego sobie. Wiele razy się zastanawiałam, dlaczego żona od niego odeszła. Gdybym ja miała takiego męża, trzymałabym się go i nie dopuszczała do niego żadnej kobiety. A mimo to ona zdradziła go z ogrodnikiem i nie wykazała ani odrobiny skruchy.

Jak zawsze po spotkaniu z Bradem naszły mnie wewnętrzne refleksje. Pogrążona we własnych myślach wykonałam kilka zamówień na bukiety ślubne i urodzinowe oraz przyjęłam dostawę. Kiedy zadzwonił mój telefon, a na wyświetlaczu zobaczyłam imię Sophii, zdziwiłam się nieco.

– Roboty nie masz? – zaśmiałam się. Sophia pracowała jako pielęgniarka w domu starców.

– Em. Pan Willis, ojciec…

– Connora – skończyłam za nią.

– Prosił, bym do ciebie zadzwoniła i powiedziała ci, że chce się z tobą widzieć.

– Ale po co? – zapytałam retorycznie, bo skąd Sophia mogłaby to wiedzieć.

Pan Willis po odejściu swojej żony i stracie syna nie był już tym samym radosnym człowiekiem. Zaczął podupadać na zdrowiu, a ostatecznie wylądował w domu opieki.

– Nie wiem, ale od wczoraj nie jest z nim najlepiej. Podejrzewaliśmy, że już nam odejdzie…

Zamarłam. Nie miałam pojęcia, w jakim jest stanie.

– Będę za parę minut – powiedziałam i się rozłączyłam.

Zebrałam swoje rzeczy i zamknęłam kwiaciarnię.

Na miejscu byłam zaledwie po dziesięciu minutach. Szybkim krokiem weszłam do budynku i skierowałam się do recepcji. Tam już czekała na mnie przyjaciółka.

– Czy on jest chociaż świadomy? – zapytałam.

– Tak. Ma gorsze momenty, ale w tej chwili jest w pełni przytomny.

Moje serce waliło niczym galopujące stado dzikich zwierząt. Czułam, że adrenalina w moim ciele osiągnęła najwyższy poziom. Mimo wszystko wiedziałam, że tak należy zrobić. Musiałam się z nim zobaczyć.

Windą wjechałyśmy na trzecie piętro i skierowałyśmy się do pokoju na końcu korytarza. Pomieszczenie było klimatyzowane, więc nie panował w nim zaduch, za to było strasznie ciemno, jakby nie dochodziła dziesiąta rano, tylko wieczorem.

– Moje dziecko… – usłyszałam.

– Dzień dobry, panie Willis – powiedziałam niepewnie.

– Usiądź, proszę. Dziękuję, że przyszłaś. – Złapał głębszy oddech z maski tlenowej. Widok mężczyzny w takim stanie nie należał do przyjemnych.

– Nie bardzo rozumiem, dlaczego chciał się pan ze mną widzieć.

– Chciałem cię przeprosić.

– Przeprosić? – Byłam bardzo zaintrygowana.

– Tak. Gdyby nie moje rozstanie z matką Connora, zapewne nie byłoby nas dziś w tym miejscu. Bylibyśmy szczęśliwą rodziną gdzieś na wakacjach. – Posmutniał.

– To nie pana wina. Gdyby Connor chciał, to utrzymywałby ze mną… z nami kontakt – wyznałam chłodno. – To był jego wybór.

– Nie tak go wychowałem.

– Wiem.

– Za to ty jesteś wspaniałą matką – powiedział nagle, a ja się spięłam. – Thomas to świetny chłopak. Wymarzony wnuczek.

– Ale… Thomas to nie… – Zrobiło mi się przykro na myśl, że nie każdy zna prawdę.

– Emily… – powiedział chrapliwie. – Ja wiem.

– Co takiego?

– Thomas jest synem Connora.

Zakaszlałam. Zawsze tak robiłam, kiedy pojawiał się niewygodny dla mnie temat i kiedy musiałam przy kimś kłamać.

– Ależ skąd! – oburzyłam się teatralnie. – Co też pan opowiada?

– Przecież go widziałem. To jest wykapany Connor. I to imię. Thomas to po jego ukochanym dziadku. Emily, niewiele wiesz, ale poznałem Thomasa.

– Co? Kiedy?

– Od dwóch lat mnie odwiedza. Kiedyś był tu w ramach dobrych uczynków ze szkoły. Jak tylko stanął w moich drzwiach, zobaczyłem swojego syna – wyznał, a ja z trudem powstrzymywałam łzy. – Przychodził co środę i czytał mi swoje opowiadania i lektury. Mówił, jak bardzo się o niego troszczysz i że tęskni za dziadkami.

– Czy…? – Nie zdążyłam dokończyć, bo mi przerwał.

– Czy mu powiedziałem? Nie. Nie chciałem niszczyć jego dziecięcego świata. Thomas powiedział, że jego tata odszedł. Mówił z takim przekonaniem, że ojciec nie żyje… Nie miałem odwagi go na nic naprowadzać.

– Boże, o niczym mi nie powiedział – wyznałam.

– Nie bądź na niego zła. To naprawdę wspaniały chłopak i jestem bardzo wdzięczny losowi za każdą z tych śród przez ostatnie dwa lata. – Wziął kolejny oddech z maski. – Proszę, kiedy nadejdzie czas, powiedz mu, tylko delikatnie, że już mnie nie ma – dodał. Zamarłam, a on kontynuował: – Mówił mi, że jedzie na obóz letni. Obawiał się rozłąki z tobą, ale jak wspomniałem, to bardzo mądry chłopak. Sam wiedział, że to będzie dla niego dobre.

– Tak. Thomas jest bardzo dojrzały jak na swój wiek – powiedziałam. – Dobrze, przekażę mu wiadomość tak, by nie cierpiał. I pokażę mu pana grób, by mógł przychodzić w każdą środę, jeśli będzie chciał. Nie mogę tylko obiecać, że wyznam mu prawdę, że jest pana wnukiem.

– Nie oczekuję tego od ciebie – zapewnił. – Dziękuję, Emily. Nie zasłużyłaś na to wszystko.

– Pan też nie.

Uścisnęłam jego dłoń i zostałam przy nim, aż usnął. Nie rozmawialiśmy już o niczym więcej. Jego słowa dały mi naprawdę do myślenia. Jak wyglądałoby moje życie, gdyby nie rozstał się z żoną? Czy byłabym z Connorem? Czy on ucieszyłby się z tego, że jest ojcem? Niestety nie mogłam się o tym przekonać.

Po wyjściu od ojca Connora pojechałam prosto do domu. Nie miałam ochoty na kontakt z ludźmi i nakładanie na usta sztucznego uśmiechu. Chciałam się zamknąć w sypialni i płakać w poduszkę. Zamiast tego usnęłam. Przespałam cały dzień, śniąc o Connorze. Po osiemnastej dostałam od opiekunki obozu telefon, że Thomas wraz z innymi dziećmi dojechał na miejsce i za chwilę czekają ich już pierwsze przygody. Moje samopoczucie nieco się poprawiło, lecz mimo wszystko napisałam Bradowi, że nie dam rady się z nim spotkać. Miałam nadzieję, że mi to wybaczy.

Przed dziewiętnastą dostałam wiadomość od Sophii:

Sophia:

Pan Willis odszedł.

Wpatrywałam się w ekran telefonu, gdzie wciąż widniała wiadomość od przyjaciółki. Te trzy słowa zdawały się wyrwać mnie z teraźniejszości i rzucić w przeszłość. Choć minęło dziesięć lat, wspomnienie Connora – jego uśmiechu, zapachu, sposobu, w jaki patrzył na mnie naszego ostatniego wieczora – było żywe jak nigdy. Cisza w domu zaczęła mnie przytłaczać.

Chwyciłam za butelkę wina i nalałam sobie pełen kieliszek, który opróżniłam duszkiem. Spoczywaj w pokoju –pomyślałam, a po moich policzkach spłynęły łzy, zanim zdążyłam je powstrzymać.

Rozdział 2

Connor

Nocne życie Seattle było uzależnieniem. To miasto stanowiło mój narkotyk. Budziłem się, by nim żyć. Znałem tu każdy mroczny zakamarek. Na co dzień nie przesiadywałem w parku, wolałem podziemia. Nielegalne walki w magazynach, kluby nocne w opuszczonych fabrykach – to tam widywano mnie najczęściej. Ryzyko było codziennością, a adrenalina ucieczką. Nocowałem w swoim mieszkaniu, ale również zdarzało się tak, że zalany – lub co gorsza po prochach – padałem w którymś z klubów. Namiętne noce też wpisane były w moje rytuały. Do nich jednak miałem stałą partnerkę. Nie była moją miłością, taką miałem tylko jedną w życiu. Na samą myśl o Emily wrzała we mnie krew, sprawiając, że sięgałem po butelkę. Tylko wtedy, gdy wlewałem w siebie procenty, zapominałem o tym, jak zjebało się moje życie dziesięć lat temu.

Tak było i tym razem. Z głową opartą na barze w małym zadymionym lokalu próbowałem odnaleźć spokój w chaosie swoich myśli. Wspomnienia z liceum wracały falami, każde z nich ostrzejsze i bardziej bolesne niż poprzednie.

Wtedy, lata temu, zaraz po wylądowaniu sięgnąłem po telefon. Już chciałem wyłączyć tryb samolotowy, kiedy stanęła nade mną matka.

– Myślisz, że ten związek przetrwa? – zadrwiła.

– Kochamy się z Emily.

– Och, oczywiście, że się kochacie. Wasza miłość jest niewinna, ale musisz zasmakować innych dóbr. – Mówiąc o innych dobrach, moja rodzicielka miała na myśli… cóż, inne dupy. – Z twoim ojcem też byliśmy razem od liceum i zobacz, jak to się skończyło.

– No widzę, że właśnie wprowadzamy się do twojego nowego fagasa. – Puszczały mi nerwy.

– Connor, zrozum, że każdy dąży do tego, by być szczęśliwym.

– No właśnie, kurwa! – krzyknąłem na całe lotnisko i skierowałem się do wyjścia.

Słowa matki wciąż jednak brzmiały w mojej głowie. Emily nigdy nie miała nikogo poza mną. Ja zresztą też byłem oddany tylko jej. Co, jeśli po dwudziestu latach małżeństwa każde z nas powiedziałoby, że nie jest już szczęśliwe? Że nasza miłość wygasła? Miałem pierdolony mętlik w głowie, ale telefonu nie włączyłem… do dziś. Dziesięć jebanych lat tłumiłem w sobie złość, smutek i gorycz. Skończyłem studia, tak jak moja matka tego oczekiwała, ale z momentem otrzymania dyplomu podziękowałem jej za to, co ze mną zrobiła. Oczywiście jej związek nie przetrwał, ale nie wyszło jej to na złe. W ciągu kilku lat owijała sobie kolejnych facetów wokół palca, a kiedy nadchodził odpowiedni moment, rzucała ich, zgarniając sowitą sumę. Bo moja mamusia nie brała byle kogo. I tak oto bawiła się w najlepsze przez wszystkie te lata, a ja myślałem tylko o Emily. Wciąż pamiętałem ją jako osiemnastolatkę. Miała w sobie coś, co wyróżniało ją spośród innych: nieokiełznaną odwagę i błysk w oczach, który zdradzał, że nie boi się stawić czoła światu.

Nick:

Zadzwoń. Billgun Cię wzywa.

Z tego amoku wyrwał mnie dźwięk telefonu. Dostałem SMS-a od jednego z kumpli. Nie tego od wspólnej gry w nogę, ale od tego, z którym załatwia się brudne sprawy. Nicolas był mi jak brat. Wiedział o mnie wszystko to, co powinien wiedzieć, ja o nim zresztą też. Obaj byliśmy w gównie po uszy, kiedy kilka dni wcześniej wykonaliśmy zlecenie dla jednego gościa. Billgun nie był typowym mafiosem. Sam do końca nie wiedziałem, kim on jest. Na pewno był niebezpieczny i bezwzględny, a swoich ludzi trzymał krótko. Na szczęście razem z Nicolasem się do nich nie zaliczaliśmy, to była jednorazowa akcja, tylko takich się trzymaliśmy. Obaj nie lubiliśmy przynależeć do żadnej z grup ani podporządkowywać się komukolwiek. Wykonaliśmy brudne zadanie, braliśmy zapłatę i dla nas było po sprawie. Niestety sytuacja nie wyglądała tak jasno dla Billguna. Typ wręcz wpadł w zachwyt nad naszą robotą i ubzdurał sobie, że będziemy dla niego tańczyć jak inne jego marionetki. Prawda była taka, że ludzie się go bali, a my mieliśmy wyjebane na to, czy nas zabije, czy nie. Nie miałem po co dalej żyć. Jedyne, co było dla mnie ważne, to zarabianie szybkiej i dużej kasy. Dzięki temu mogłem opłacać pobyt ojca w domu opieki. Robiłem to jednak anonimowo. Kiedy tylko się dowiedziałem, że tata nie jest już w stanie sam mieszkać, załatwiłem mu miejsce, gdzie ktoś mógłby się nim zaopiekować. Oczywiście kolejny raz okazałem się tchórzem, ponieważ ani razu go nie odwiedziłem, nie wysłałem mu życzeń na urodziny ani na Gwiazdkę. Zostawiłem za sobą życie w Columbus, przed sobą miałem tylko Seattle.

Wygasiłem ekran telefonu i wsunąłem go do kieszeni swojej skórzanej kurtki. Założyłem kask i odpaliłem silnik zaparkowanej Yamahy. Kupiłem ten motocykl za pierwsze zarobione pieniądze. Pamiętam, że zwariowałem, kiedy zobaczyłem taką ilość gotówki. Nie mogłem jej wpłacić do banku ani zakopać w ogrodzie, zainwestowałem więc w Strykera. Od tamtej pory się nie rozstawaliśmy.

Wiedziałem, gdzie znajdę Billguna – uwielbiał przesiadywać w jednym ze swoich klubów ze striptizem. Oczywiście lokal z tancerkami był przykrywką dla nielegalnego burdelu. Koleś był na tyle popierdolony, że werbował już nastolatki. Kiedy patrzyłem na niektóre z nich, widziałem młode, niewinne dziewczyny, które miały przed sobą całe życie. Czasem po prostu Emily i jej przyjaciółki. Chryste, widok ich w takim miejscu przyprawiał mnie o gęsią skórkę. Wierzyłem, że Em stała się piękną kobietą. Nie byłem na tyle odważnym ani masochistycznym pojebem, by ją stalkować, ale w swojej wyobraźni widziałem ją jako czyjąś żonę, matkę. Kurwa, to tak bardzo bolało…

– Cooonnooor… – usłyszałem charakterystyczne przeciąganie swojego imienia. – Jak miło, że mnie odwiedziłeś.

– Czego chcesz? – Mój problem polegał na tym, że nie bałem się nikogo ani niczego. Nikt inny nie odważyłby się w taki sposób odezwać do Billguna. Ja nie miałem z tym problemu.

– Och, myślałem, że może ty i twój przyjaciel zmieniliście zdanie i chcecie na stałe dla mnie pracować.

– Wiesz, Billgun, ja nigdy nie zmieniam zdania. Jeśli już coś postanowię, to się tego trzymam – wycedziłem przez zęby.

– Rozumiem. Facet z zasadami. Szanuję to. Ale… zasady są po to, żeby je łamać, prawda?

Noż kurwa, jak koleś mnie wpieniał.

– Nooo, jeśli ty tak postępujesz, to nic dziwnego, że Morandi miał cię dość – powiedziałem i obserwowałem, jak twarz mojego rozmówcy przybiera kolor purpury.

Morandi był niegdyś prawą ręką Billguna. Niestety kasa i chęć władzy podzieliła tych dwóch, sprawiając, że przyjaźń skończyła się krwawą masakrą. To właśnie na Morandiego dostałem zlecenie za cały milion dolarów. Tyle była warta przyjaźń dla Billguna. Byłem przekonany, że swoich ludzi, zwłaszcza tych niewygodnych, też się pozbywa. Gdybym przyjął jego ofertę, z pewnością kiedyś bym skończył jako czyjeś zlecenie.

– Nie mamy wobec ciebie żadnych zobowiązań – kontynuowałem niewzruszony. – Wykonaliśmy z Nicolasem swoją pracę, a ty nam zapłaciłeś. Każdy idzie w swoją stronę. Nie jesteśmy na sprzedaż ani do przejęcia. Mam nadzieję, że zapamiętasz to w końcu – powiedziałem i odwróciłem się na pięcie. Poczułem satysfakcję z tego, jaki byłem. Nieugięty.

Zanim wsiadłem na motocykl, mój telefon zaczął dzwonić. Pomyślałem, że to Nicolas chce się dowiedzieć, jak poszła rozmowa.

– Halo? – Mój mocny głos często odstraszał dzwoniących.

– Yyy… Dobry wieczór, panie Harrison. Dzwonię z ośrodka opieki.

Zamarłem.

– W czym mogę pomóc? Czy ostatni przelew nie doszedł? – Do wpłat posługiwałem się panieńskim nazwiskiem matki.

– Nie, nie. Wszystko jest uregulowane. Ja… Przykro mi to mówić, ale pan Willis zmarł dziś wieczorem.

O mało nie upadłem razem z Strykerem.

Kurwa, mój ojciec nie żyje…

– Oczywiście kwota, którą pan wysłał, wystarczy na wszystkie potrzebne rzeczy związane z pogrzebem. Uznałam tylko, że musi pan o tym wiedzieć – mówiła spokojnie.

– Dziękuję za poinformowanie mnie. – Odchrząknąłem. – Muszę już kończyć. Spokojnej nocy – dodałem i się rozłączyłem.

Kobieta zapewne była w szoku, ale z pewnością nie większym niż ja. Pomyślałem, że powinienem powiedzieć o tym matce, jednak ta myśl szybko zniknęła. Nie zasłużyła na to, by wiedzieć. Do tej pory jej nie interesowało, co się z nim dzieje.

Za to ja miałem jedną myśl: Tym razem zachowam się jak prawdziwy syn.

Odpaliłem silnik i ruszyłem w stronę rodzinnego miasta. Zdecydowanie o dziesięć lat za późno.

Rozdział 3

Emily

Obudziłam się wcześniej niż zwykle. Wiadomość o śmierci ojca Connora była dla mnie wstrząsająca. Siedząc w przy kuchennym stole, obserwowałam, jak poranne słońce leniwie wlewało się przez okna, a na całym parterze unosił się przyjemny zapach kwiatów, które przyniosłam poprzedniego dnia.

Tego poranka wszystko było inne niż zazwyczaj. Czułam to w powietrzu, jakby świat zwolnił, zanim przyniesie mi coś ważnego. Nie potrafiłam na niczym się skupić. Nie rozumiałam, jak to możliwe, że Thomas trafił na pana Willisa, a ten zobaczył w nim swojego wnuka. Czułam wyrzuty sumienia, że nie powiedziałam mu o nim od samego początku. Zasługiwał na to, by spędzać z nim czas. Pomijając wszystko, co się wydarzyło między nami, tata Connora był dobrym człowiekiem. Zawsze ciepło i mile go wspominałam. Za każdym razem, gdy byłam u nich w domu, czułam troskę i czułość, z jaką pan Willis zwracał się do swojego syna. Często wyobrażałam sobie Connora jako ojca. Czy byłby taki sam? Miałam nadzieję, że wyniósł z domu dobre wartości. Jak się później przekonałam, okazał się totalnym dupkiem i palantem. Ale nigdy bym nie powiedziała, że pan Willis mógłby zdradzić swoją żonę i poświęcić rodzinę. Prędzej to ona była kobietą skłonną do takich ekscesów. Ponieważ tak bardzo brakowało mi Connora, odcięłam się całkowicie i omijałam jego dom szerokim łukiem. Pomimo upływu tych dziesięciu lat wszystko, co mi go przypominało, sprawiało ból nie do opisania.

– Halo? – odezwałam się do telefonu, który wyrwał mnie z rozmyślań.

– Cześć! – przywitała się Emma radosnym głosem. – Będziesz w pracy?

– Tak, będę, już się zbieram i wychodzę z domu – odpowiedziałam, chociaż byłam jeszcze w piżamie.

– Super. Zrobisz mi bukiet? Zapomniałam o urodzinach mamy Roberta. Jedziemy dziś do niej i wypadałoby coś mieć.

Emma i Robert, miłość (nie)idealna… Kochali się i nienawidzili jednocześnie, ale zaraz po studiach Robert się oświadczył, a Emma przyjęła jego propozycję. Mieli już trójkę dzieci i dom na kredyt. Po prostu życie, o jakim moja przyjaciółka zawsze marzyła.

– Jasne. Taki jak zawsze? – Emma za każdym razem zamawiała u mnie bukiety na różne okazje. Zdążyłam się już nauczyć, kto jakie kwiaty lubi.

– Tak! Życie mi ratujesz! – krzyknęła, cmoknęła w słuchawkę i się rozłączyła. To oznaczało, że mam dwie godziny, by przygotować się na jej wizytę w kwiaciarni.

Do pracy nie miałam daleko, zaledwie kilka ulic, a półgodzinny spacer zawsze dodawał mi energii.

Tego ranka nie mogłam się zebrać. Co chwila o czymś mi się przypomniało. Kawę wypiłam w biegu, na przemian nakładając makijaż i się ubierając. Nic do siebie nie pasowało. Postanowiłam więc, że włożę zwiewny kombinezon i sandały na delikatnych obcasach, a długie do ramion włosy upnę w wysoki koński ogon. Na samym końcu pomyślałam, że delikatne kreski eyelinerem nie będą głupim pomysłem. Kiedy już gotowa wychodziłam z domu, w mojej torebce znowu rozległ się dźwięk. Zajęta poszukiwaniem telefonu, nie zwróciłam uwagi, kiedy weszłam na ulicę. Usłyszałam pisk opon i ryk motocykla. Zamarłam. Tuż przede mną zatrzymała się wielka maszyna, a jej kierowca jedną nogą stał na jezdni. Pochylony nad kierownicą ciężko dyszał. Zapewne się bał, że nie zdąży wyhamować i zrobi mi krzywdę.

– Najmocniej przepraszam – powiedziałam.

Mężczyzna nic nie odpowiedział ani nie zareagował. Ubrany cały na czarno z kolorystycznie dobranym kaskiem przyglądał mi się z uwagą w milczeniu. Było mi głupio. Przeprosiłam raz jeszcze i uśmiechnęłam się lekko. W końcu nic się nie stało i sądziłam, że nie będzie chciał wzywać policji.

Wreszcie się wyprostował, chwycił kierownicę i spojrzał na mnie wymownie.

Co? Też mam wsiąść?

A może chciał jednak dać mi lekcję o tym, że nie można korzystać z telefonu, wchodząc na jezdnię?

– Przepraszam. – Wskazałam na telefon. – Śpieszę się. Jeszcze raz przepraszam. – Ruszyłam w stronę kwiaciarni i odebrałam połączenie od Thomasa. – Halo, słodziaku! Jak się masz? –zapytałam radośnie.

Kiedy tylko odeszłam, mężczyzna z ogromnym pędem wyprzedził mnie i pojechał w stronę centrum. Nie miałam pojęcia, kim mógł być. W naszym miasteczku nie było nikogo z taką maszyną. Być może to jakiś turysta. Często przejezdni zahaczali o Columbus. Być może był to jeden z nich. Thomas towarzyszył mi całą drogę do pracy, opowiadając o swojej pierwszej nocy na obozie. Byłam z niego dumna, ale również pełna obaw o to, jak sobie poradzi.

– Spokojnie, Em, nic mi nie będzie – powiedział, a moje serce coś zakłuło.

Thomas wiedział, że jestem jego matką, ale nigdy nie powiedział do mnie „mamo”. Zawsze byłam Emily lub Em. Kiedyś mu mówiłam, że to dla mnie bardzo ważne, żeby zwracał się do mnie, jak na dziecko przystało, on natomiast powiedział, że tego nie czuje i tak jest mu wygodniej. Wiedziałam, że mnie kocha, nie naciskałam. W końcu to moi rodzice odegrali dla niego największą rolę. Przez pierwsze lata życia byłam dla niego bardziej jak starsza siostra.

– Wiem. Jestem jednak…

– …przemartwiona – dokończył za mnie, a ja wybuchnęłam śmiechem.

– Nowe słowo, zapiszę. Kończę już, chłopaku. Baw się dobrze i odzywaj, jak tylko będziesz chciał – pożegnałam się, wchodząc do kwiaciarni.

Przywitał mnie piękny zapach kwiatów. Najpiękniejszy dawały lilie, które tak uwielbiałam. To je postanowiłam położyć na grobie pana Willisa podczas pogrzebu, który miał się odbyć następnego dnia. Aby nie myśleć już o tym, co złe i przemijające, zabrałam się do pracy i do bukietu dla przyjaciółki.

Gdy skończyłam, nie minęło pięć minut, a do środka wpadła Emma.

– Hejunia!

– Cześć. Jak się masz? – Przywitałam się z przyjaciółką uściskiem i pocałunkiem w policzek. Odkąd zamieszkała na obrzeżach miasta, nieczęsto miałyśmy czas na spotkania.

– Potrzebuję chwili dla siebie. Robert cały czas pracuje w gabinecie, a ja zajmuję się domem i dziećmi. Czuję, że coś za chwilę we mnie pęknie – wyznała.

– Och… Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. Sophia też z chęcią by dołączyła – powiedziałam, choć wiedziałam, że poruszam śliski temat. Zaraz po zakończeniu szkoły Emma i Sophia przestały ze sobą rozmawiać. Ich drogi kompletnie się rozeszły i tylko dzięki mnie miałyśmy jeszcze szansę spotykać się w trójkę.

– Pomyślę… – zaczęła, ale nagle zadzwonił telefon stacjonarny.

– Kwiaciarnia Emi, słucham? – Po drugiej stronie panowała cisza. – Halo? – dodałam i usłyszałam, jak ktoś bierze głęboki wdech.

– Chciałbym zamówić wiązankę na pogrzeb.

– Oczywiście, jakieś konkretne kwiaty, wielkość, kolorystyka?

– Nie, zdaję się na panią.

– Oczywiście, chce pan ją sam odebrać czy mamy dostarczyć do domu pogrzebowego? – zapytałam entuzjastycznie, lecz znowu zaległa cisza. – Halo? Jest tam pan?

– Yyy… Tak. Proszę ją przekazać.

– Dobrze, a czy na wstędze ma być jakiś napis?

– Tak.

Po moich plecach przeszły ciarki. Jedno krótko wypowiedziane słowo przyniosło mi tyle myśli. Mężczyzna miał twardy, poważny głos, lecz był on do kogoś podobny. Mój umysł szybko zaczął podsyłać mi obrazy różnych osób. Wyobrażając go sobie, pomyślałam, że mógłby również należeć do kogoś niebezpiecznego.

– „Żegnaj i do zobaczenia”. Z podpisem „C”.

„C”? Connor? Czy to mógłby być on? W gardle poczułam rosnącą gulę.

Chociaż minęły lata, a nasze drogi się rozeszły nagle i brutalnie, jego wspomnienie nadal było żywe. Zwłaszcza w tym trudnym dla mnie czasie.

– Hmm… Dobrze. A jeszcze gdybym mogła zapytać, dla kogo ma być wiązanka? – chciałam się upewnić.

– Dla Theodora Willisa – powiedział i się rozłączył. W tym samym czasie kasa w mojej kwiaciarni potwierdziła otrzymanie elektronicznej zapłaty. Kwota była zdecydowanie za duża, a nadawca ukryty.

Przez dłuższą chwilę stałam nieruchomo, trzymając słuchawkę w dłoni. Coś w moim wnętrzu mówiło mi, że to był Connor. Ale dlaczego nie powiedział, że to on?

– Em, wszystko w porządku? – Emma patrzyła na mnie jak na wariatkę.

– Nie wiem. Wydaje mi się, że dzwonił Connor.

Zamarła.

– Że co?! Ale jak to?

Opowiedziałam jej o rozmowie telefonicznej, bo sama nie mogłam w to uwierzyć. Jeśli to był on, czy wiedział, że rozmawia ze mną? Czy dlatego nie mógł znaleźć odpowiednich słów?

– Kurwa! Ale akcja! – W słowach Emmy wybrzmiewał entuzjazm. – Myślisz, że przyjechał na pogrzeb ojca? – zapytała, a ja zbladłam.

– Nie wiem. Nie, raczej nie. Ale… – Przypomniał mi się tajemniczy motocyklista. – Nie, to na pewno niemożliwe. Powiedział, że kwiaty mam przekazać do domu pogrzebowego. Nie odbierze ich sam ani nie położy na grobie… Czyli go tu nie ma.

Posmutniałam, ale czy byłabym gotowa na spotkanie z nim? Minęło tak wiele czasu, a ja wciąż miałam w sobie żal i rozpacz. Co gorsza, wciąż go kochałam. Sprawy nie ułatwiał Thomas, który naprawdę był do niego podobny.

– Podziwiam cię – przyznała Emma, gdy się ze mną żegnała. – Będę jutro na pogrzebie – dodała, a ja wiedziałam, że przyjdzie tam tylko ze względu na mnie.

– Dziękuję – odpowiedziałam i przytuliłam się do niej mocno. Byłam wdzięczna, że mam ją przy sobie w tej chwili.

Przez resztę dnia myślałam o tajemniczym telefonie. Głos mężczyzny nie brzmiał jak ten, który zapamiętałam z czasów liceum. Miał jednak w sobie coś charakterystycznego. Sposób, w jaki wymawiał słowa… Z tego wszystkiego zaczęło mi się kręcić w głowie.

Moje myśli wracały do wspólnych chwil, ciepłych wieczorów spędzanych na wzgórzu za miastem, gdzie wymienialiśmy nasze sekrety i marzenia. A także do nocy, w której zakończył się nasz związek. Zastanawiałam się, czy mógł przyjechać do Columbus, by pożegnać się z ojcem, a także czy chciał zobaczyć się ze mną, czy szybko wrócić do swojego życia…

Wtedy pomyślałam też o Bradzie i poczułam ogromny smutek. Zależało mi na nim. Bardzo go lubiłam. Może jeszcze to nie było zakochanie ani tym bardziej miłość, ale z pewnością było mi przy nim dobrze, a przede wszystkim wygodnie i bezpiecznie. Gdyby Connor pojawił się teraz w moim życiu, tak naprawdę byłby dla mnie obcym mężczyzną. Od naszego rozstania minęło dziesięć lat, ja byłam inna niż w liceum. On z pewnością też się zmienił, a to właśnie tego dawnego Connora kochałam najbardziej. Szkoda tylko, że on już nie istniał.