Zanim nauczono mnie zapominać - Joanna Lisowska - ebook

Zanim nauczono mnie zapominać ebook

Joanna Lisowska

4,9

Opis

Lena nie wierzy w wielkie gesty ani w walentynkową miłość. Woli rysować w ciszy małego miasteczka, które ma swoją duszę. Maks patrzy na świat przez obiektyw aparatu i wie, jak to jest chcieć więcej niż pozwala przeszłość. Kiedy ich drogi się przecinają, rodzi się uczucie delikatne, ciche, ale prawdziwe - takie, które nie potrzebuje obietnic. To historia o bliskości, która pojawia się niespodziewanie. O wyborach, które podejmują inni. I o tym, że niektóre osoby zostają w nasz na zawsze - nawet jeśli znikają.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 50

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,9 (7 ocen)
6
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Werczi_bookss

Nie oderwiesz się od lektury

To jest coś! Lekkie, przyjemne idealne na zastój czytelniczy, bądź wolny wieczór 🩷❤️🔥
20
halyna_and_books

Nie oderwiesz się od lektury

,,Zanim nauczono mnie zapominać" to delikatna i bardzo emocjonalna opowieść. Jest to książka, którą czyta się błyskawicznie, a mimo to chwyta mocno za serce. Z jednej strony mamy Lenę, której świat jest spokojny i kręci się wokół szkicowania. Dziewczyna mieszka w małym miasteczku, w którym czuje się dobrze. Max zaś patrzy na rzeczywistość przez obiektyw aparatu, który pozwala mu uciec od problemów dnia codziennego. Kiedy ta dwójka spotyka się przypadkiem, zaczyna się rodzić między nimi coś subtelnego i prawdziwego. Tutaj nie ma wielkich dramatów ani wielkich zwrotów akcji, a mimo to serce mięknie. Te gesty, delikatne spojrzenia i niewinne pocałunki... ❤️ Autorka w tej krótkiej opowieści stworzyła coś niezwykłego. To jak w kilku stronach pokazała młodzieńczą miłość jest niesamowite. Ogrzewa i porusza serce. To historia o bliskości, która przychodzi niespodziewanie. O wyborach, które czasem ktoś podejmuje za nas. I o ludziach, którzy zostają w naszej pamięci na zawsze, nawet jeśli ich ...
00
AnnaK1983

Nie oderwiesz się od lektury

Współpraca recenzencka ✨RECENZJA✨ 💞Tytuł: "Zanim nauczono mnie zapominać" 💞Autorka: Joanna Lisowska 💞Wydawnictwo: ebook 💞Premiera: 10.02.2026r. "Zro­zu­mia­łem wtedy, że nie cho­dzi o mi­łość „ na niby”. To była pierw­sza osoba, przy któ­rej czu­łem, że mogę być sobą" 🩷Historia Leny i Maksa. Oboje mieszkają w małej miejscowości. Któregoś dnia spotykają się przypadkowo w czytelni. Od słowa do słowa, dowiadują się o sobie coraz więcej. Ona kocha rysować, on fotografować. Spotykają się coraz częściej, spędzają z sobą każdą wolną chwilę. Spotkanie na przystanku, nad jeziorem, wizyta w galerii.... Młodzi zakochują się w sobie. Między nimi iskrzy, są sobą zafascynowani. Mimo różnic buduje się między nimi więź. Zostaje ona brutalnie przerwana. Lena wyjeżdża. Ich kontakt urywa się. Mijają cztery lata. Czy zapomnieli o sobie? 🩷Lena to nastolatka, która kocha rysować. Jej życie jest poukładane. Ma dom, kochających rodziców. Jednak żyje w złotej klatce. Rodzice mają wielkie ambicje. Za...
00
andasrsl

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowne lekkie opowiadanie, tak do kawy :) mimo , iż to opowiadanie, można wczuć się w bohaterów, ważne by dokładnie zwracać uwagę na daty … Jest Ona, jest On i rodzice dla których szczęście dzieci się nie liczy 😭
00

Popularność




1 Zanim nauczono mnie zapomina ć Joanna Lisowska 2026 2

Dla pierwszej miłości – tej, która zmienia wszystko.

3 ROZDZIAŁ 1 Lena, 1 lutego 2022 Zimą miasto brzmiało inaczej. Jakby wszyscy bali się mówić za głośno, żeby nie spłoszyć śniegu. Lubiłam to. Dlatego właśnie dość często zaszywałam się w czytelni przy oknie, ubrana w za duży sweter po starszej siostrze, z rękawami nachodzącymi na dłonie. Szkicownik leżał na moich kolanach, a ja rysowałam czyjeś dłonie z pamięci. Włosy opadały mi na twarz, ciemne i wiecznie nie do końca ułożone. Zawsze zapominałam je spinać. Wolałam patrzeć na papier niż na swoje odbicie w szybie. Nie zauważyłam, kiedy ktoś usiadł naprzeciwko. Dopiero cień przesuwający się po kartce sprawił, że uniosłam wzrok. Był starszy ode mnie. To było pierwsze, co pomyślałam. Drugie – że wyglądał tak, jakby nie pasował do tego miejsca. Miał na sobie ciemną kurtkę, lekko przetartą na ramionach, i szalik niedbale owinięty wokół szyi. Jego włosy były brązowe, trochę za długie, jakby zapomniał o fryzjerze, a oczy… błękitne. Takie, które naprawdę patrzą. Na ramieniu wisiał mu aparat. Nie nowy, raczej taki, który wiele już widział. 4 -– Przepraszam – powiedział cicho. Zamknęłam szkicownik szybciej, niż planowałam. Zwykle ludzie mi przeszkadzali, kiedy tworzyłam. Nawet jeśli mieli dobre intencje. -– W porządku – odpowiedziałam, poprawiając rękaw swetra. Skinął głową. Przez chwilę myślałam, że zaraz wstanie. Ale jego wzrok zatrzymał się na moich dłoniach pobrudzonych grafite m. -– Rysujesz? – zapytał. -– Czasem. Nie wiedziałam, dlaczego nie powiedziałam po prostu „tak”. Może dlatego, że rysowanie było czymś bardziej intymnym niż wszystko inne. Uśmiechnął się lekko. -– Ja fotografuję. Też czasem. Uniósł aparat. Skórzany pasek był popękany, a metalowe elementy starte. -– Co fotografujesz? – zapytałam. -– Rzeczy, które wyglądają, jakby zaraz miały zniknąć. 5 Patrzył przy tym nie na mnie, tylko gdzieś obok, jakby widział tam coś, czego ja jeszcze nie zauważyłam. -– A potem? -– Potem próbuję je zatrzymać. Choć na chwilę. Za oknem śnieg zaczął sypać gęściej. Jego płatki odbijały się w szybie, rozmywając odbicia naszych twarzy. Zauważyłam wtedy, że chłopak ma delikatnie zarysowane kości policzkowe i lekki cień zarostu, jakby nie golił się od kilku dni. -– Maks – powiedział po chwili. -– Lena. Moje imię zabrzmiało zwyczajnie, kiedy je wypowiedziałam. Max tylko się uśmiechnął. -– Mogę zobaczyć? – zapytał, wskazując na szkicownik. Zawahałam się. Moje rysunki były bardziej szczere niż ja sama. Ale podałam mu go. Przeglądał kartki powoli, uważnie. Nie komentował od razu. -– Nie rysujesz tego, co widać – powiedział w końcu. – Tylko to, co zostaje. Coś ścisnęło mnie delikatnie w klatce piersiowej. Jakby zobaczył mnie wyraźniej, niż byłam na to gotowa. 6 Kiedy oddawał mi szkicownik, nasze palce zetknęły się na ułamek sekundy. Cofnęłam szybko dłoń. Poczułam ciepło, którego na ten moment nie chciałam anal izować. -– Często tu przychodzisz? -– Kiedy chcę, żeby świat był cichszy. -– Ja wtedy biorę aparat i wychodzę. Pomyślałam wtedy, że robimy dokładnie to samo, tylko różnymi narzędziami.

Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że to spotkanie będzie początkiem czegoś kruchego. Czegoś, co pojawi się bez zapowiedzi i zniknie bez pożegnania. Na razie siedziałam naprzeciwko chłopaka z aparatem. I cisza, którą zawsze się otaczałam, po raz pierwszy nie była pusta.

7 ROZDZIAŁ 2 Lena, 6 lutego 2022 Drugie spotkanie było przypadkiem. Takim prawdziwym, nieudawanym. Stałam na przystanku z rękami schowanymi w kieszeniach kurtki, z plecakiem zsuniętym na jedno ramię. Było zimno, a śnieg, który wcześniej wydawał się lekki i przyjemny, teraz topniał na chodnikach, zostawiając brudne kałuże. Nie myślałam o niczym szczególnym. O tym, że znowu zapomniałam rękawiczek. O tym, że mama będzie marudzić, że wracam za późno. -– Lena? Odwróciłam się i przez moment nie byłam pewna, czy to naprawdę on. Ale był. Ta sama kurtka, ten sam aparat, ten sam spokojny sposób patrzenia. -– Maks – powiedziałam, trochę zaskoczona. Uśmiechnął się, jakby spotkanie mnie tutaj było czymś zupełnie naturalnym. -– Też zapomniałem rękawiczek – rzucił, wskazując na swoje dłonie. 8 Parsknęłam cicho. Sama nie wiem dlaczego. Autobus nie przyjeżdżał. Minuty mijały wolno. -– Masz chwilę? – zapytał nagle. – Moglibyśmy się przejść. Zanim zamarzniemy. Zawahałam się tylko przez sekundę. Spacer był taki… łatwy. Szliśmy obok siebie. On robił zdjęcia – nie mnie, nie sobie – tylko miastu. Latarnie, ślady butów na śniegu, puste ławki. Ja co chwilę wyciągałam szkicownik, rysując fragmenty ulic, jego dłonie, kiedy poprawiał pasek aparatu. Rozmawialiśmy o niczym i o wszystkim. O tym, że świat wygląda inaczej przez obiektyw. O tym, że rysowanie uczy cierpliwości. O ciszy, którą oboje lubiliśmy bardziej niż hałas. -– Mogę? – zapytał w pewnym momencie. Nie od razu zrozumiałam. Dopiero, gdy uniósł aparat. Wzruszyłam ramionami. -– Jeśli nie każesz mi pozować. Uśmiechnął się. 9 Nie patrzył na mnie długo, jedno kliknięcie. Prawie go nie zauważyłam. -– Gotowe – powiedział, chowając aparat. To było dziwne uczucie. Jakby ktoś zabrał ze sobą fragment chwili, o której jeszcze nie wiedziałam, że będzie ważna. Pożegnaliśmy się szybko, bez obietnic o następnym spotkaniu. Bez żadnych planów. W domu zamknęłam się w pokoju szybciej niż zwykle. Rodzice byli w kuchni. Słyszałam ich głosy – rozmowa o pracy, o czymś, co miało się wydarzyć „niedługo”. Nie wsłuchiwałam się. Usiadłam na łóżku i wyciągnęłam szkicownik. Zaczęłam rysować Maksa . Powoli, uważnie. Nie od razu jego twarz – najpierw dłonie. Zawsze miałam do nich jakiś sentyment. Potrafiły pokazywać, ile ludzie musieli przeżyć, by być tam, gdzie są teraz. Potem narysowałam jego aparat. Sposób, w jaki pochylał głowę, kiedy patrzył przez obiektyw. Wróciłam do tego samego rysunku kilka razy, poprawiając linie, ścierając, zaczynając od nowa. Chciałam, żeby był idealny. Nie wiedziałam jeszcze, dlaczego. Z dołu dobiegł do mnie głos mamy. -– Lena, musimy później porozmawiać. 10 Zignorowałam go. Jeszcze przez chwilę, jeszcze tylko jedna linia.

Nie wiedziałam wtedy, że niektóre rozmowy zmieniają wszystko. Ani że ten chłopak z aparatem stanie się kimś, kogo będę rysować długo po tym, jak zniknie z mojego życia.

11 ROZDZIAŁ 3 Maks, 2 lutego 2026 Miałem wtedy dwadzieścia jeden lat i pierwszy raz w życiu poczułem, że oddycham naprawdę. Wyprowadziłem się od rodziców jako osiemnastoletni dzieciak. Nie było wielkiej kłótni, dramatycznych pożegnań ani walizek rzucanych na podłogę. Po prostu któregoś dnia spakowałem swoje rzeczy i wyszedłem. Alkohol był w naszym domu od zawsze. Wiedziałem, że jeśli zostanę, skończę dokładnie tak samo. A ja chciałem czegoś więcej. Chciałem ciszy, chciałem wyboru. Aparat był jedyną rzeczą, którą zabrałem bez wahania.