Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Cztery lata rozłąki, cztery lata tęsknoty i wspomnień, które nie pozwalały zapomnieć. Lena i Maks wciąż czują to samo. Miłość, którą przeżyli razem w młodości, przetrwała wszystko - kłamstwa, błędy, niedopowiedzenia i czas, który wydawał się ich dzielić. Teraz los daje im drugą szansę, by znów być razem, ale droga do szczęścia wcale nie będzie prosta.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 40
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Joanna Lisowska 2026
ROZDZIAŁ 1
Lena
Nie pamiętam, jak zamknęłam kawiarnie.
Wiem tylko, że klucz przekręcał się w zamku tak hałaśliwie, jakby świat chciał mi przypomnieć, że to nie był sen. Że on naprawdę tam stał. Z tym samym spojrzeniem.
Maks.
Powinnam była się przygotować na coś takiego. Przecież świat jest mały. Ludzie na siebie wpadają. Przeszłość lubi wracać. A jednak byłam przekonana, że jeśli kiedykolwiek jeszcze go zobaczę, to gdzieś przelotnie. Na drugim końcu ulicy. W tłumie. Bez słów, bez zatrzymanego oddechu.
Bez tego wszystkiego.
Kiedy nasze oczy się spotkały, poczułam, jakby ktoś brutalnie zdjął ze mnie wszystkie warstwy, które budowałam przez ostatnie lata. Te wszystkie „już mi przeszło”, „to było dawno”. Te wszystkie „nie boli”.
Bolało.
I jednocześnie nie bolało wcale, bo przez ułamek sekundy byłam znowu tamtą dziewczyną. Siedemnastoletnią, naiwną. Uśmiechającą się do niego tak, jakby był całym światem.
Mam dwadzieścia jeden lat. Powinnam być mądrzejsza. Silniejsza. Bardziej odporna.
A wystarczyło jedno spojrzenie i wszystko wróciło.
W drodze do domu szłam jak we mgle. Czułam się jakby tylko mój świat się zatrzymał. Bo właśnie coś, co próbowałam pogrzebać bardzo głęboko, wyszło na powierzchnie i łapie mnie za gardło.
On mnie odnalazł.
Nie wiem, co jest bardziej przerażające – to, że mnie szukał… czy to, że mnie znalazł.
Kiedy weszłam do mieszkania, oparłam się plecami o drzwi i powoli osunęłam się na podłogę. Oddychałam płytko, jakbym przebiegła maraton. Moje dłonie wciąż drżały.
Dlaczego teraz?
Przecież nauczyłam się żyć bez niego. Nauczyłam się zasypiać bez sprawdzania telefonu. Nauczyłam się nie wracać do tamtych wiadomości. Nauczyłam się nie analizować, gdzie popełniłam błąd.
Nauczyłam się zapominać.
A przynajmniej tak mi się wydawało.
Bo kiedy spojrzał na mnie w tej kawiarni, przypomniałam sobie wszystko. To, jak marszczył brwi, gdy się nad czymś skupiał. To, jak śmiał się, kiedy udawał, że coś go nie rusza. To, jak patrzył na mnie tak, jakby naprawdę mnie widział.
I właśnie za to go pokochałam.
Nie za wielkie gesty. Nie za obietnice. Za to spojrzenie.
A potem mnie zranił.
I to też pamiętam.
Pamiętam noce, kiedy próbowałam zrozumieć, jak ktoś, kto patrzył na mnie w taki sposób, mógł odejść tak łatwo. Pamiętam uczucie, że nie byłam wystarczająca. Że może gdybym była inna, dojrzalsza, zostałby.
Dziś wiem, że to nie było takie proste.
Ale wtedy miałam siedemnaście lat i świat kończył się na nim.
Teraz mam dwadzieścia jeden i powinnam wiedzieć lepiej.
Więc dlaczego, kiedy zapytał: „Lena, możemy porozmawiać?” , nie potrafiłam odmówić?
Mogłam. Naprawdę mogłam. Wystarczyło jedno „nie”. Jedno chłodne spojrzenie. Jedno odwrócenie na pięcie.
Zamiast tego stałam jak sparaliżowana i kiwnęłam głową.
Bo w jego głosie było coś, czego się nie spodziewałam.
Nie pewność siebie, nie lekkość. Nie ten chłopak, który kiedyś myślał, że wszystko się jakoś ułoży.
Było w nim zawahanie.
Szczerość.
Jakby naprawdę się bał, że znowu odejdę.
I to mnie zgubiło.
Leżę teraz na łóżku i wpatruję się w sufit. Mój telefon leży obok. Cisza jest nieznośna. Każde powiadomienie, nawet to z aplikacji pogodowej, sprawia, że serce podchodzi mi do gardła.
Bo wiem, że jutro się spotkamy.
Zgodziłam się.
Dlaczego?
Może chcę zamknąć ten rozdział raz na zawsze. Może potrzebuję odpowiedzi. Może chcę usłyszeć „przepraszam”.
A może prawda jest dużo prostsza.
Może nadal go kocham.
Ta myśl powinna mnie przerazić.
Zamiast tego czuję coś jeszcze – ekscytację, której nienawidzę. Motyle w brzuchu, których nie chcę. Nadzieję, której nie powinnam mieć.
Bo jeśli znowu mnie zrani?
Nie jestem już tamtą dziewczyną. Nie rozsypię się tak łatwo.
Tylko, że serce… serce nie wie, ile mam lat.
Serce pamięta dokładnie, jak to jest stać naprzeciwko niego i czuć, że świat nagle cichnie.
Dziś w kawiarni naprawdę ucichł.
Byliśmy tylko my.
I to mnie przeraża najbardziej.
Bo jeśli jedno spojrzenie potrafiło zburzyć cztery lata budowania siebie od nowa… to co zrobi jedna rozmowa?
W ciszy mojego mieszkania każdy myśl brzmi głośniej. Jutro mam się z nim zobaczyć.
Czuję strach.
Czuję złość.
Czuję tęsknotę.
I czuję coś, czego najbardziej się wstydzę.
Nadzieję.
Może nie na to, że będzie jak dawniej.
Może nie na to, że cofniemy czas.
Ale na to, że w końcu zrozumiem.
Zamykam oczy i próbuję nazwać to, co dzieje się w mojej klatce piersiowej. To nie jest już ślepa, nastoletnia miłość. To coś dojrzalszego, ostrożniejszego. Pełnego blizn.
Tylko że uczucia nie znikają dlatego, że tak postanowimy.
Można nauczyć się żyć bez kogoś.
Można nauczyć się o nim nie mówić.
Można nawet nauczyć się nie wymawiać jego imienia.
Czuję się jak dziewczyna, która właśnie zobaczyła swoją pierwszą miłość i zrozumiała, że tak naprawdę… pamiętałam mimo wszystko.
ROZDZIAŁ 2
Lena
W kawiarni najbardziej lubię moment, kiedy ktoś zostawia niedopitą kawę, bo to znaczy, że coś było ważniejsze niż jej smak.
Telefon, albo rozmowa.
Coś przerwało komuś w połowie.
Dziś ja jestem jak ta kawa.
Niby wszystko jest na swoim. Otwieram lokal jak zwykle. Włączam światła. Ustawiam krzesła. Mielę ziarna. Zapach jest ten sam co zawsze – ciepły, taki znajomy.
A jednak czuję, jakby ktoś zatrzymał mnie w połowie zdania.
Pierwsza klientka zamawia latte na owsianym. Uśmiecham się automatycznie. Pytam, czy coś jeszcze. Wydaję resztę. Nasze dłonie na sekundę stykają się przy odbieraniu kubka.
Zauważam, że moje palce są zimne.
