Wydawca: Filia Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 377 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Zakochane Zakopane - Agnieszka Krawczyk, Krystyna Mirek, Anna H. Niemczynow

Najsłynniejszy górski kurort zimą aż kipi życiem. Roi się w nim od amatorów rozrywek i używek, można także zauważyć wytrwałych bywalców tatrzańskich szlaków. Spragnieni odmiany mieszkańcy wielkich aglomeracji, amatorzy białego szaleństwa, regularni turyści, a także debiutanci na zakopiańskich deptakach – w Zakopanem spotkacie całą plejadę barwnych postaci.

Co stanie się, gdy drogi ich wszystkich przetną się na gwarnych Krupówkach, a serca zabiją jeszcze mocniej na hasło: Zakochane Zakopane?! A wszystko przez jedną akcję promocyjną, w której wygraną był tygodniowy pobyt w Willi pod jodłami dla zakochanych...

Co z tego wyniknie? Czy miłość można wygrać w konkursie?

Zakochane Zakopane – tam zdarzyć może się wszystko!

Opinie o ebooku Zakochane Zakopane - Agnieszka Krawczyk, Krystyna Mirek, Anna H. Niemczynow

Fragment ebooka Zakochane Zakopane - Agnieszka Krawczyk, Krystyna Mirek, Anna H. Niemczynow

AGNIESZKA KRAWCZYK

Małe kłamstewka

1.

Narty wyglądały przepięknie i zostały dostarczone przesyłką kurierską do biura, gdy Majka wróciła z lanczu. Odwinęła prezentowy papier (tak, tak, były upominkiem od jej chłopaka, Krzyśka), potem rozdarła karton i zaczęła się w nie wpatrywać ponuro.

– Wspaniałe. – Pola wstała od swego biurka i podeszła obejrzeć. – Zazdroszczę ci. Ja nie zmieniałam sprzętu od pięciu lat, trudno mi nazbierać kasę. Ale te są po prostu super. Czytałam o takich. Mają powłokę ze specjalnego włókna, chyba z dodatkiem grafenu…

No jasne. Gdy Pola się rozkręciła, mogła tak bez końca. Mądralińska. Pracowały obie w biurze jako asystentki, ale Majce zawsze się wydawało, że to Pola gra tu pierwsze skrzypce. Niesprawiedliwie. Owszem, była inteligentna i dużo wiedziała o świecie, czytała te swoje czasopisma z różnych dziedzin, ale w pracy liczy się przecież coś więcej. Inny rodzaj wrażliwości – tak przynajmniej napisano w poradniku o odnoszeniu sukcesu w biznesie, który był dla Majki ostatnio jak Biblia. Nie zamierzała, tak jak koleżanka, poprzestać na posadzie asystentki, tylko pójść znacznie wyżej. Zostać zastępcą kierowniczki, a potem, kto wie, kto wie… Gdy się jest zdolnym, szybko się człowiek uczy, a w dodatku ma taką prezencję…

– Gdzie będziesz jeździła? – Pytanie Poli wyrwało ją z tych rojeń, które zresztą zupełnie odbiegły od kwestii nart i powędrowały w stronę marzeń o świetlanej przyszłości, co nawiasem mówiąc, zdarzało się Majce coraz częściej.

Skrzywiła się, bo akurat ten temat był jej nie na rękę.

– Krzysiek chce mnie zabrać po świętach na deski do Austrii – wypaliła głosem, w którym nie było śladu radości.

Koleżanka spojrzała na nią w zdumieniu. Jak to, nie cieszy się? Od przeszło dwóch miesięcy nie mówiła o niczym innym, tylko o fantastycznym facecie poznanym przez Tindera. Choć Pola zawsze uważała, że takie randki za pomocą internetowej aplikacji to nic dobrego, bo trafia się jedynie na zboczeńców i żonatych szukających przygody na jedną noc, Majce udało się wyłowić skarb. Złotą rybkę spełniającą nie trzy, a każde życzenie. Ta to miała szczęście. Po prostu niewiarygodna farciara – czego się dotknęła, wszystko jej wychodziło. Istny król Midas w spódnicy – każdą rzecz zamieniała w złoto, a właściwie w korzyść dla siebie. Trudno się zresztą było dziwić: Majka urzekała swoją świeżą urodą – wielkie oczy, długie proste włosy, zawsze starannie podwinięte na końcach, nieśmiały uśmiech ślicznie wykrojonych warg. Nie było faceta, który by nie padł przed nią na kolana, zatem nie dziwiło, że zrobił to Krzysiek, mężczyzna co prawda z czterdziestką na karku, ale za to lekarz, z ustaloną pozycją.

– Lubię starszych – wyjaśniła jej Majka, gdy Pola zagadnęła o tę, bądź co bądź, sporą różnicę wieku. – Zresztą Krzysiek nie jest żadnym starym zgredem: dba o siebie, jest wysportowany. Poza tym ma świetną pracę i perspektywy.

– No proszę. I nie przeszkadza mu, że ty jesteś tylko asystentką? – rzuciła koleżanka, właściwie bez złych intencji, mimo iż drażniło ją to ciągłe przechwalanie się nowym chłopakiem. Pan doktor, choć stary, nie miał właściwie żadnych wad. Piękny dom, samochód, idealna kariera z widokami na posadę dyrektora swojego szpitala.

Majka przygryzła wargi. W tym właśnie był problem: nie przyznała się Krzyśkowi, że jest zatrudniona na takim stanowisku. Odrobinę naciągnęła prawdę, bo przecież nie można powiedzieć, że skłamała. Już niedługo będzie tą kierowniczką, tak jak mu powiedziała, i to naprawdę było takie niewinne, nic nieznaczące kłamstewko. Można uznać, że delikatnie wyprzedziła bieg wypadków. Zresztą, jeśli się w coś bardzo wierzy, to szanse ziszczenia marzeń od razu rosną. Tak przynajmniej mówił wspomniany poradnik o biznesowych sukcesach. Trzeba sobie nieustannie wizualizować punkt docelowy i wytrwale do niego dążyć. A jakaż może być lepsza afirmacja od deklarowania, że się chce zostać kierowniczką? Właściwie, że już się nią jest?

– A gdzie do Austrii? Byłam dwa lata temu w Hintertux. Nie wiem, czy masz pojęcie, ale tam można jeździć na nartach przez cały rok. – Pola znowu się odezwała i kolejny raz wyrwała Majkę ze swoich myśli.

– Nie wiem, gdzieś w Tyrolu – odpowiedziała nieuważnie.

– Hintertux też jest w Tyloru. Może lodowiec Pitztal? To dopiero fantastyczne miejsce, istny narciarski raj. Jako ciekawostkę powiem, że znajduje się tam najwyżej położona kawiarnia w Tyrolu, wzniesiona na wysokości ponad trzech tysięcy czterystu metrów. Widoki stamtąd są bajeczne.

Oczywiście, Pola Wszystkowiedząca. Zaraz poda rozkład lotów do Innsbrucku i prognozę pogody na najbliższe dwa tygodnie. Majka była rozdrażniona, ale koleżanka jakby tego nie zauważyła, tylko dalej podziwiała narty.

– Nie sądziłam, że ty uprawiasz ten sport. Nigdy nie mówiłaś – zwróciła się nagle do Majki, mierząc ją spojrzeniem.

Ta aż się wzdrygnęła. No właśnie. To był ten problem, który powodował jej irytację, a nawet złość na Polę. Majka nie umiała jeździć na nartach. Może kiedyś w dzieciństwie coś tam próbowała, ale się zniechęciła, kiedy nie mogła utrzymać równowagi. Potem zadecydowała, że nauczy się jeździć na snowboardzie. To w końcu nowocześniejsze i stroje dużo bardziej trendy. Podobali się jej snowboardziści. Ewidentnie był to sport dla młodych, wesołych i wyluzowanych, takich, jak sama zawsze chciała być. Ale też nic z tego nie wyszło. Deska była jeszcze trudniejsza niż narty i nie zapewniała, zdaniem Majki, poczucia bezpieczeństwa. Rzuciła więc to i nie zastanawiała się więcej nad sportami zimowymi.

Niestety, Krzysiek wspomniał jej, że jest zapalonym narciarzem. To była chyba druga lub trzecia randka, więc nie chciała wypaść źle i powiedziała, że ona też, owszem, uwielbia narciarstwo. Był zachwycony i gdy zaczęli opowiadać o przygodach na stoku, ona wykorzystała historyjkę Poli o tym, jak się zgubiła podczas mgły na Pilsku.

– Zjechałam przypadkowo gdzieś w las. Karnet na pół dnia mi się kończył, a nie miałam żadnych drobnych na ewentualne wykupienie biletu na wyciąg. Na szczęście wróciłam w końcu na szlak, a potem dotarłam do stacji, gdzie była mapka. Zorientowałam się, w którym miejscu jestem, i wszystko skończyło się dobrze. Najadłam się jednak strachu, bo nie znałam tej okolicy, a w padającym śniegu trudno się było rozeznać – wiernie zrelacjonowała wspomnienie koleżanki, a Krzysiek śmiał się akceptująco.

Po co ja to wszystko gadałam? Co mnie podkusiło? – zżymała się teraz, patrząc na piękne narty. Naprawdę nie sądziła, że Krzysiek wymyśli coś takiego. Już dwa tygodnie temu zaczął coś przebąkiwać o wyjeździe. Miał być rekompensatą za to, że nie spędzą razem sylwestra, bo doktor leciał do Stanów na jakieś ważne szkolenie.

Najpierw próbowała się wykręcać kontuzją kolana. Na szczęście Pola miała kiedyś artroskopię, leżała parę dni w szpitalu i opowiadała o tym bardzo szczegółowo. Choć wówczas Majka nie chciała słuchać, bo aż skręcało ją od opisów tego, co koleżanka zobaczyła na monitorze podczas operacji (Pola była tym wręcz zafascynowana i relacjonowała przebieg zabiegu w sposób tak plastyczny, że Majka miała złudzenie współobecności), to teraz się przydało. Mogła, nie wzbudzając podejrzeń lekarza, zwalić wszystko na swoją niedyspozycję. Szkopuł był tylko taki, że Pola po tygodniu od zabiegu już chodziła normalnie, a w następnym sezonie pojechała na narty. Teraz też Krzysztof zaczął tłumaczyć Majce, że jej strach jest nieuzasadniony, skoro tak dobrze się czuje i porusza bez żadnych trudności. Zaoferował nawet spotkanie ze znajomym ortopedą, żeby rozwiać jej wątpliwości, ale zareagowała paniką. Partner wziął to za objaw lęku przed ewentualną niekorzystną diagnozą i zaczął dowodzić, że powinna go przełamać, bo straci tak wspaniałą rozrywkę, jaką są narty.

2.

Wszystko to sprawiło, że Majka chyba po raz pierwszy w życiu pożałowała swego łgarstwa, czyli jak ona to mawiała: „delikatnego upiększania faktów”. Bo Krzysiek wykupił już ten pobyt w narciarskim kurorcie. Gdy tłumaczyła, że właśnie sprzedała swój sprzęt, nie wierząc, że po operacji kolana będzie mogła dalej jeździć, on zrobił jej ten oto prezent, który stał teraz w biurze jak wyrzut sumienia.

– Szkoda, że nie wspominałaś, że jeździsz – powtórzyła tymczasem Pola, jak to ona, wracając do tematu z uporem maniaka. – Mogłyśmy się przecież kiedyś wybrać we dwie. Ja zwykle sama wyjeżdżam na narty, bo mój brat Arek, który jest instruktorem, kompletnie nie ma do mnie cierpliwości. Uważa, że po tej kontuzji zrobiłam się okropnie ostrożna i jeżdżę jak cienias… No co tak patrzysz?

– Ja wcale nie jeżdżę – przyznała Majka z rozpaczą w oczach. – Nigdy w życiu nie miałam nart na nogach.

– O, to się nauczysz. To nie jest trudne. W Austrii są również łatwe stoki, możesz się zapisać do jakiejś szkółki, wziąć instruktora. Wiesz, jak uczyliśmy z Arkiem synka naszej siostry Kaśki, to Młody już pierwszego dnia zupełnie dobrze sobie radził, a trzeciego Arek wziął go na wyciąg krzesełkowy.

No tak, siostrzeniec Poli miał osiem lat. Oczywiste jest, że w takim wieku wszystko idzie szybciej. A ona miała prawie trzydzieści i w dodatku zełgała, że jest znakomitą narciarką. No nie, patowa sytuacja. Trzeba się będzie jakoś wymigać z tej wycieczki z Krzysztofem.

W tym momencie obleciał ją strach. A jeśli Krzysiek z nią zerwie? Taki wyjazd to mógł być przełom w ich rodzącym się związku. Jak tu odmówić w chwili, gdy wszystko jeszcze się decyduje?

Wyminęła więc Polę, wciąż gapiącą się na narty jak wół na malowane wrota, i usiadła do komputera. Przecież są poradniki do wszystkiego, takie jak ten o powodzeniu w biznesie, który uwielbiała. Na pewno jest jakiś podręcznik dla opornych, jak się nauczyć jeździć. Skoro ten ośmioletni bachor to pojął, to ona nie da rady? Popatrzy sobie na zdjęcia, może puści jakiś film instruktażowy na YouTube i wszystko będzie grało. W końcu Pola nauczyła się z takich filmików robić na drutach. Choćby ten sweter, co ma na sobie, wykonała według jakiegoś tutoriala. Dobra nasza. Pokrzepiona tą myślą, znalazła błyskawicznie samouczek ze wskazówkami pod budzącym zrozumiałe nadzieje tytułem „Nauka narciarstwa w weekend” i natychmiast go zamówiła. Weekend to akurat tyle, ile zamierzała temu zagadnieniu poświęcić.

– Dziewczyny, chodźcie. – Do pokoju zajrzała Beata, ich przełożona. Majka jak zwykle spojrzała na nią z zazdrością. Właśnie stanowisko Beaty się jej marzyło. Chciała być taką kierowniczką jak ona – kompetentną, a jednocześnie zdystansowaną profesjonalistką, z którą każdy się liczy. Beata była tuż przed czterdziestką i z pewnością jej czas się już tutaj kończył. No bo jak inaczej? Jest tyle młodych, świeżych twarzy, nie będą trzymali babki przed emeryturą. Z tą emeryturą oczywiście trochę przeholowała, ale nie ulegał wątpliwości fakt, że zarząd firmy mógłby wreszcie postawić na młodych. W czym ona jest gorsza od Beaty? Też miałaby taki styl, gdyby awansowała. Pewność siebie kierowniczki wynikała przecież z przekonania, że znajduje się na właściwym miejscu. Dokładnie tak samo czułaby się Majka. Zwłaszcza jeśli stać by ją było na podobne ciuchy i regularne wizyty u kosmetyczki.

– Majka, do ciebie też mówię. Znowu odpłynęłaś myślami. Pewnie marzysz o tym swoim lekarzu. – Śmiała się tymczasem przełożona, mrugając okiem do Poli.

– Dokąd mamy iść?

– Do mojego gabinetu. Nie pamiętacie? Dzisiaj jest losowanie tego tygodniowego pobytu w Zakopanem, w którym wszyscy wzięliśmy udział. Marzę o spędzeniu sylwestra w górach i po prostu nie mogę się doczekać wyników.

– Ja to nigdy w życiu nic nie wygrałam – oświadczyła Pola ponuro. – Wysłałam zgłoszenie, ale nie wierzę, że los się do mnie uśmiechnie.

– Jeśli będziesz tak pesymistycznie nastawiona, nic ci się nie uda – ocknęła się Majka. – W moim poradniku o odnoszeniu sukcesu w biznesie wyraźnie to napisali: po pierwsze, zmiana nastawienia. Orientacja na zwycięstwo, moja droga. Negatywne myśli przyciągają klęski, a pozytywne – prezenty od życia.

– Tere-fere – rzuciła koleżanka zgnębionym głosem. – Cały czas jestem usposobiona pozytywnie i co z tego mam? Nudne, zwyczajne życie bez ozdobników.

Majka obrzuciła ją pobłażliwym wzrokiem. Pola i postawa zwycięzcy? Wolne żarty. Nawet faceta nie mogła znaleźć, nie mówiąc o wywalczeniu awansu, choć przecież uczciwie mówiąc, najbardziej na niego zasługiwała, zważywszy na jej kompetencje. No, ale nie potrafiła odpowiednio się zareklamować. I cały czas gadała o swoim bracie i siostrze. Wiadoma sprawa – nieodcięta pępowina, toksyczny związek z rodziną. Taka to nie ma szans na sukces, choćby stanęła na głowie i zaczęła klaskać uszami. Chyba że przeczyta ten podręcznik motywacyjny i radykalnie się zmieni. O tak, wtedy nie ma rzeczy niemożliwych.

– To może właśnie teraz będziesz miała szczęście? – wtrąciła tymczasem Beata. – Majka ma rację, zrobiłaś wielki krok naprzód, wysłałaś zgłoszenie. A to znaczy, że masz nadzieję na wygraną. Więcej wiary w siebie, Pola, jesteś świetną dziewczyną.

Jej rozmówczyni skrzywiła się. Wysłała to zgłoszenie na fali entuzjazmu, który zapanował w biurze, gdy ogłoszono konkurs. To była akcja promocyjna miasta Zakopane, a właściciel ich przedsiębiorstwa pochodził właśnie stamtąd. Firma prowadziła nawet remont hotelu, w którym można było wygrać pobyt, czyli Willi pod Jodłami. W pracy opowiadano cuda na kiju o tym miejscu – pięknych luksusowych pokojach, salonie spa i doskonałej kuchni. Kto by nie chciał tam pojechać, skoro nadarza się taka okazja? Zgłosił się więc prawie cały ich dział i teraz właśnie miało się odbyć losowanie. Siedem dwuosobowych pobytów na siedem dni. A gdyby tak wygrali wszyscy?

To byłby numer – pomyślała Pola. Zrobiliby sobie wyjazd integracyjny. No, ale to niemożliwe – przywołała się do porządku. Nawet chyba mniejsze prawdopodobieństwo niż uderzenie pioruna w to samo miejsce.

– Dalej, jazda – popędziła je Beata. – Zaraz podadzą wyniki. Trzymam kciuki tak mocno, że boję się, że mi hybryda na paznokciach popęka! – Roześmiała się, zakręciła w progu i już jej nie było.

3.

– Niesamowite. Po prostu trudno uwierzyć – Pola powtarzała te słowa w kółko od trzydziestu minut, to znaczy od momentu, gdy zobaczyła swoje nazwisko na liście laureatów. Jako jedyna z całego biura. Już sam fakt, że ktokolwiek z firmy wygrał, był wielkim sukcesem. Tak dużym, że właściciel, gdy się o tym dowiedział, zaproponował jej wzięcie samochodu służbowego na ten wyjazd.

– Zrobi sobie bezpłatną reklamę. – Majka wydęła wargi. – Auto z nazwą przedsiębiorstwa będzie stało pod hotelem, a na pewno media się zainteresują zwycięzcami tego konkursu. Może będziesz sławna?

– Nie o to chodzi. Ja naprawdę nigdy niczego nie wygrałam. Nawet na loterii w podstawówce, gdzie ponoć każdy zgarniał nagrodę, ja wyciągnęłam pusty los, poważnie. A tu nagle coś takiego. Wiesz, ja przez to kupno mieszkania tonę po uszy w długach i nie stać mnie na żaden wyjazd. To po prostu gwiazdka z nieba.

No tak, kawalerka, którą Pola kupiła, korzystając zresztą z finansowej pomocy brata i siostry, była jej oczkiem w głowie. Miała niecałe trzydzieści metrów, a dziewczyna cieszyła się tak, jakby stała się właścicielką pałacu w Wilanowie.

Można ją jednak zrozumieć – Majka zgodziła się łaskawie. Pierwsze własne mieszkanie to jest coś. Ona odziedziczyła swoje lokum po babci, więc nie miała takich problemów.

– Może wezmę ze sobą Arka? – dumała tymczasem koleżanka. – To jest wyjazd dla dwóch osób… Albo Kasię? Jak uważasz? Czy nie powinnam oddać tego skierowania bratu i siostrze, w ramach podziękowania, że tyle dla mnie zrobili przy kupnie mieszkania?

– Bzdury gadasz – zirytowała się Majka. – Co to w ogóle za pomysł? Arek ma jechać z Kaśką? Twoja siostra na pewno wolałaby zabrać swojego męża, a nie jechać na coś w rodzaju kolonii z bratem.

– Masz rację, to nie jest dobry pomysł. – Pola się zamyśliła.

– Powinnaś zaprosić jakiegoś faceta. Może tego Wojtka z marketingu? – podsunęła Majka, wiedząc, że koleżance podoba się przystojniak z pokoju obok.

– E, no coś ty. On ma jakąś laskę. Spotkałam ich parę dni temu w kinie, siedziałam niedaleko, widziałam, jak się całowali…

– Chodzisz sama do kina? – oburzyła się koleżanka. – Nie rób z siebie takiej ofiary. Zawsze mogłaś mi zaproponować, ja też lubię filmy.

– Nie pomyślałam. Miałam wrażenie, że wszędzie wychodzisz z Krzyśkiem…

– On ma dyżury, właściwie ciągle siedzi w szpitalu, bo robi habilitację – zaczęła Majka chełpliwie, ale potem spuściła nos na kwintę. – Czasami wydaje mi się, że on nie lubi tych samych rzeczy co ja. Nie chce chodzić na tańce, z kinem też jest różnie. Jedyne, co nas łączy, to te narty.

– Jak to narty was łączą? Przecież ty nie umiesz jeździć – zdumiała się Pola, a Majka znowu przygryzła wargi.

– Skłamałaś mu? – domyśliła się koleżanka.

– Zrozum, musiałam. Bałam się, że uzna, iż jestem nieciekawa.

– Bo nie umiesz jeździć na nartach? Daj spokój, to mu właśnie powinno się wydać interesujące. Jak taki wyczynowiec, to mógłby mieć misję: nauczyć cię jeździć – dowodziła Pola.

– Być może, ale jest już za późno. Powiedziałam mu, że świetnie jeżdżę, i teraz czeka mnie kompromitacja. Skóra mi cierpnie na myśl, że to się wyda – wyznała Majka z nieoczekiwaną szczerością. Koleżanka spojrzała na nią z uwagą.

– Ten wyjazd masz po świętach, prawda?

– Tak, w okolicach Trzech Króli, tak przynajmniej mówił, żebym wzięła urlop.

– No to jeszcze zdążysz pójść do jakiejś szkółki. Może znajdź sobie jakiś wyjazd weekendowy, bo ja wiem, do Bukowiny Tatrzańskiej albo do Białki? To są łatwe stoki, dasz radę. Mój siostrzeniec co tydzień jeździ ze szkółką z domu kultury, mogłabym zapytać, czy dorosłego też nie wezmą i nie poduczą.

Widać było, że Pola jest pełna dobrych chęci i Majka była jej wdzięczna za zainteresowanie. Właściwie po raz pierwszy inaczej spojrzała na koleżankę i dostrzegła jej niezaprzeczalne zalety. Ta dziewczyna naprawdę chciała pomóc i współczuła innym. Dobry był z niej człowiek, ale nie tego Majka potrzebowała. Nie chciała jechać z jakimiś smarkaczami, którzy śmialiby się z niej cały czas. A na samodzielny wyjazd nie miała nerwów. Czy znalazłaby kogoś do ekspresowego szkolenia? Może tylko zmarnowałaby czas, bo kompletnie nie wiedziała, jak się to odbywa. A jeśli instruktor zacząłby z niej szydzić? Przecież istniało prawdopodobieństwo, że wcale nie ma do tego talentu i zdolności, no i po prostu nie da się jej nauczyć. Nie, Majka potrzebowała bezpieczeństwa i zaufanej osoby, która znała prawdę…

Pola wciąż na nią patrzyła ze zmarszczonym czołem.

– Poczekaj… Zaraz… A może pojedziemy do tego Zakopanego razem? Ja mogłabym spróbować cię nauczyć, jeśli się nie boisz?

Majka aż otworzyła usta ze zdumienia.

– Poważnie mówisz? Przecież chciałaś zabrać brata – rzuciła.

– No, sama mówiłaś, że brata to nie bardzo. Zresztą ty jesteś w potrzebie. Choć osobiście nie podoba mi się, że tak okłamałaś Krzyśka, to mleko się już wylało i trzeba coś zaradzić.

Majka podskoczyła do niej, żeby ją uściskać.

– Pola! Życie mi ratujesz! Nawet nie masz pojęcia, jaka ci jestem wdzięczna. Możesz sobie wziąć moje narty, jeśli chcesz je wypróbować, ja coś wypożyczę, naprawdę!

– Nie. Przecież to prezent od Krzyśka. Powinnaś się uczyć na swoich. Ja mam narty, choć już trochę sfatygowane.

– Chcę ci się jakoś zrewanżować. Będę opłacała wyciągi i w ogóle wszystko. Jestem taka zobowiązana.

– No, nie deklaruj się tak. To przecież sporo kosztuje – osadziła ją Pola. – Zresztą pamiętaj, wyjazd jest gratis, a prezes pożyczy nam samochód. Jakoś to wytrzymamy finansowo, nie martw się.

– Spokojnie, ja nie mam kredytu na mieszkanie – odezwała się Majka. Była tak wdzięczna koleżance, że w tym momencie zrobiłaby dla niej każdą rzecz. Pola na pewno nauczy ją narciarstwa, a wtedy ona będzie mogła bez stresu pojechać do Austrii. Jej małe kłamstewko nigdy się nie wyda i wszyscy będą szczęśliwi. Pogratulowała sobie, że tak się to cudownie ułożyło i nawet na stojące w kącie pokoju narty spojrzała z większą łaskawością. A może podczas tego zimowego wypadu Krzysiek się jej oświadczy? Przecież wszystko było możliwe, wyraźnie o tym mówił jej motywacyjny podręcznik. Trzeba stwarzać siebie na nowo i kreować sytuacje, które mają dać nam zadowolenie. Właśnie to zamierzała zrobić – wziąć sprawy w swoje ręce i doprowadzić do pozytywnego końca.

4.

– Po co ty ją zaprosiłaś? Tę okropną kłamczuchę. – Arek był wyraźnie zły i świąteczny obiad u rodziny przerodził się w nieprzyjemną wymianę zdań. Wszyscy już wiedzieli, że Pola wygrała wyjazd i teraz mało dyskretnie zaczęli wypytywać, kto jej będzie towarzyszył.

– To moja koleżanka, lubię ją – zaczęła Pola półgębkiem. Dobrze wiedziała, że brat nie cierpi Majki. Nie znał jej co prawda osobiście, ale wystarczyło, że opowiedziała o niej kilka anegdot. Rzeczywiście, koleżance zdarzało się zmyślać lub podkolorować jakąś sprawę, głównie dlatego, żeby wywrzeć korzystniejsze wrażenie. Pola zastanawiała się, czemu to robi, skoro nie brakowało jej ani rozsądku, ani prezencji.

– Moim zdaniem ona jest nałogową łgarą. – Arek wyraźnie się nakręcał. – Nie zdziwiłbym się, gdyby kłamała na twój temat. Może psuje ci opinię u kierownictwa i dlatego nie możesz awansować?

– No teraz to już trochę przesadziłeś, braciszku. – Tym razem głos zabrała ich najstarsza siostra, Katarzyna, która była prawnikiem i zawsze rozsądzała domowe spory. – Jak możesz oskarżać tę dziewczynę bez żadnych dowodów?

– Mam dowody, że ona ciągle zmyśla. Opowiada historie niczym baron Münchhausen, ma przygody po prostu nie z tego świata. Potrzebuje się wyraźnie dowartościować…

– Wszyscy chcemy się dowartościować. – Kasia kiwnęła głową. – Nie ma w tym nic złego, to chyba dobrze, że dziewczyna jest ambitna?

– Ambitna, bo kłamie? Nie, no Kaśka, jakby ciebie w tym twoim sądzie usłyszeli, toby umarli ze śmiechu: „Panie sędzio, podejrzany nie kłamie dlatego, że winny, tylko dlatego, że jest ambitny”.

– Mówi się „wysoki sądzie”, a na sali rozpraw nie ma podejrzanych, tylko oskarżeni i świadkowie. Powinieneś to już przyswoić po tylu latach obcowania z siostrą prawniczką – prychnęła Kasia.

– Majka nie jest złą dziewczyną. Ona chyba chce się wydawać bardziej interesująca, dlatego tak zmyśla – dodała Pola. Brat obrzucił ją niechętnym spojrzeniem.

– Po prostu nie rozumiem, że obie bronicie tej kłamczuchy.

– Ona nie jest kłamczuchą.

– Tylko kim? Uprawia fantastykę naukową? Opowiada bajki? Naprawdę ci to nie przeszkadza?

– Myślę, że najbardziej przeszkadza to jej samej. Ciągle pakuje się w jakieś kłopoty – stwierdziła Pola. – Gdybyś ją poznał, nie oceniałbyś jej tak surowo. Jest miła.

Brat pokręcił głową, żeby dać jej do zrozumienia, że swojego zdania nie zmieni.

– No właśnie, uważam, że dziewczyna musi mieć jakieś kompleksy, skoro ciągle to robi – wtrąciła Kasia. – Tylko współczuć.

– Ponieważ obie tak ją usprawiedliwiacie, ja już się nie odezwę. Powiem jedno: żebyś nie pożałowała swojej dobroci, Pola. Jeszcze ci ta urocza koleżaneczka może taki numer wyciąć, że się nie pozbierasz.

– Daj jej, Arek, spokój. To jej nagroda i niech robi z nią, co chce. Bo pomyślę, że tobie jest żal, bo cię nie zaprosiła na wyjazd – rzuciła Katarzyna przekornie.

Brat zaperzył się.

– Jasne, oczywiście, zazdrość mną kieruje. Bo cóż innego? Dla twojej wiadomości powiem, że i tak nie mógłbym z nią jechać, bo mam pracę w tym czasie. Zaraz po świętach jadę szkolić juniorów.

– No to o co w ogóle chodzi? Chce jechać z koleżanką, to niech ją bierze – powiedziała Katarzyna.

– Z facetem powinna jechać – odgryzł się brat. Nie słyszałaś tej piosenki o miłości w Zakopanem? To jest właśnie idealne miejsce na romans.

– Ty chyba na głowę upadłeś – zniesmaczyła się Kaśka. – Dlaczego to Zakopane ma być miejscem na romans? Myślisz, że w Kaliszu nie można przeżyć ognistej miłości? Albo w Bytomiu? Puknij się. Każde miejsce jest dobre, tylko trzeba mieć z kim. A Pola najwyraźniej jeszcze nie trafiła…

– Dzięki, Kasia, ale potrafię się sama bronić. I powiem ci jedno, Arek: jak wszyscy faceci są tacy jak ty, to jasne, że wolę jechać z koleżanką.

– No oczywiście, dwie na jednego, to banda łysego. Nie gadam z wami. Ja się troszczę o szczęście i dobrobyt młodszej siostry, żeby jej ktoś nie skrzywdził i nie została sama jak palec, a tu taka nagonka. Poddaję się.

– I dobrze. Tyle przykrych słów powiedziałeś, że lepiej zamilknij – zaproponowała Katarzyna, mrugając do Poli.

Po obiedzie jednak starsza siostra zatrzymała młodszą.

– Chciałabym, żebyś była zadowolona z tego wyjazdu. Nagroda trafiła w najlepsze ręce.

– Też podejrzewasz Majkę o jakieś niecne rzeczy, tak mimo wszystko?

Kaśka poruszyła ramionami.

– No wiesz, do tej pory nie wydawała się twoją przyjaciółką, a teraz nagle taka więź…

– To ja ją zaprosiłam, ona wcale tego nie sugerowała.

– Dlaczego to zrobiłaś? Gdy o niej opowiadałaś, nie wyglądało, że jesteście ze sobą blisko.

– Chcę jej pomóc.

Siostra westchnęła. W tej rodzinie każdy odgrywał jakąś rolę: ona sama była domowym sędzią i prokuratorem w jednej osobie, Arek – nieznośnym dzieckiem, które każdemu mówi prosto w oczy, co sądzi, ale jest to w sumie bardzo oczyszczające, no i Pola – wierna samarytanka, gotowa pomagać każdemu, kto tego potrzebuje.

– Uważasz, że Majka mnie wykorzystuje? – Młodsza siostra patrzyła ze zmarszczonymi brwiami na swoją rozmówczynię.

– Posłuchaj, siostrzyczko, przyjaźń to taki układ, w którym jedna osoba wspiera drugą. Na zasadzie wzajemności. Zastanów się, czy ona byłaby zdolna zrobić coś takiego dla ciebie i będziesz miała odpowiedź.

– Czyli nie zakładasz w ogóle bezinteresowności? Zawsze musi być coś za coś?

– Przecież wiesz, że tak nie myślę. Prawdziwe koleżeństwo nie rodzi się z wyrachowania i starannego odmierzania wzajemnych przysług. To się dzieje spontanicznie, gdy raz jedna, raz druga osoba potrzebuje wsparcia.

– Ojej, tyle gadania z powodu zwykłego wyjazdu w góry. – Pola przewróciła oczami.

– Po prostu martwię się o ciebie – wyjaśniła Katarzyna łagodnie.

– Nie musisz, jestem już dorosła – odparła młodsza siostra, a starsza zrozumiała, że nic więcej nie wskóra. Ale zgadza się, nie powinna traktować Poli jak dziecka. To tylko mało znaczący wyjazd na sylwestra, a nie przełomowe wydarzenie w życiu.

Jak się okazało – obie bardzo się myliły.

5.

Pensjonat Willa pod Jodłami z pewnością robił wrażenie. Zachwycał luksusem i przepięknym widokiem z okien. Wszędzie czuło się świąteczny i sylwestrowy nastrój. W holu stała wielka choinka udekorowana ręcznie robionymi bombkami, a uroczy kominek starannie obłożony piaskowcem roztaczał ciepło i migotał wesołym blaskiem. Atmosfera była bardzo domowa i przytulna: w każdym pokoju znajdowały się bożonarodzeniowe stroiki oraz pościel w gwiazdki i renifery. Nawet jednorazowe klapki dla gości miały mikołajowy szlaczek. Dla zwycięzców konkursu organizowanego przez miasto przewidziano najlepsze pokoje i dodatkowy program.

– Ale my przecież musimy jeździć na nartach – zmartwiła się Majka, gdy usłyszała o atrakcjach proponowanych przez organizatorów.

– Zdążymy ze wszystkim. Skoro trafiła nam się taka gratka, to grzech byłoby nie korzystać – tłumaczyła Pola, skuszona wizją wizyt w salonie spa i rozrywek.

Choć zakwaterowanie i wspaniała kuchnia były zdecydowanie jasnymi punktami na planie tej wycieczki, to z nauką jazdy było już gorzej.

Wybrały łatwy stok, wręcz oślą łączkę dla dzieci, ale Majce wcale nie szło. Przejawiała wybitny antytalent do narciarstwa. Nie mogła praktycznie utrzymać się na deskach i próba wykonania choćby niewielkiego ślizgu kończyła się upadkiem. Pierwszego dnia przy kolacji prawie się popłakała.

– Już widzę, że nic z tego nie będzie. Całkiem przemoczyłam kombinezon, mam takie siniaki na pupie, że wstydzę się teraz iść do sauny. Powiedz sama, Pola, jestem beznadziejna. – Pociągała nosem i wyglądała jak kupka nieszczęścia.

– Nie rezygnuj. Pierwsze dwa dni są ciężkie, ale mówię ci, jutro już będzie lepiej. Dalej będziemy się uczyć pługu i na pewno załapiesz.

– Pług. Co za okropna nazwa. A ja myślałam, że będę od razu jeździła tak elegancko, jak inni, wiesz, takimi ładnymi skrętami. Przeczytałam tę książkę i tam było napisane, że wystarczy przeanalizować rysunki i zdjęcia, a człowiek się nauczy.

Pola westchnęła. No tak, podręcznik, jak się nauczyć jeździć w dwa dni. W teorii wszystko wygląda prosto, natomiast praktyka bywa zdradliwa.

– Nie czytaj tego poradnika. To trzeba samemu wszystko wyczuć. Zresztą nie jest wcale tak źle.

– Bo przeżyłam pierwszy dzień? O rany, czuję się jak Bridget Jones w tym starym filmie. Ona też pojechała na narty, nie umiejąc jeździć, i prawie się zabiła.

– Jak głosi reklama, „prawie” robi różnicę. Nie tylko się nie zabiła, ale nawet wzbudziła podziw.

– Tak, wjeżdżając na nartach do sklepu – chlipnęła Majka. – A ja już powiedziałam Krzyśkowi, że jestem z tobą na deskach i bawimy się świetnie.

Pola spojrzała na nią z zaskoczeniem.

– Po co mu to mówiłaś? Trzeba było wspomnieć, że chodzimy na wycieczki albo przyjechałyśmy do spa.

– Nie wiem, co mnie podkusiło. Po prostu opowiadałam mu, jak tu jest pięknie, jaki panuje świąteczny nastrój, wspaniałe dekoracje na Krupówkach… No i jakoś samo z siebie to wyszło. Ale on się tak cieszył, że mam okazję wypróbować nowe narty.

– Chyba mu nie nagadałaś, że jeździmy z Kasprowego Wierchu? – Pola zmarszczyła nos.

– A co miałam powiedzieć, że na oślej łączce na Polanie Szymoszkowej? – zirytowała się Majka.

– Nie chcę moralizować, ale gdybyś choć raz spróbowała powiedzieć prawdę, to może byłoby ci łatwiej w życiu.

– Ja przecież nie kłamię, tylko trochę upiększam. Przecież jeździmy na nartach, tak? Wypróbowałam moje, prawda? Zatem fakt, że to nie Kasprowy Wierch, nie ma już takiego istotnego znaczenia – dowodziła Majka z roziskrzonym wzrokiem.

– No tak, ale takie podkoloryzowanie prawdy ma swoje konsekwencje, drobne kłamstewka się nawarstwiają i wychodzi z tego grube łgarstwo.

Majka skrzywiła się, słysząc to. Naprawdę nie uważała, że robi coś złego. Wręcz była zadowolona, że prawie wiernie zrelacjonowała wszystko swojemu chłopakowi. Była na nartach i jeździła.

Pola, widząc, że nic nie wskóra, pochyliła się nad swoim talerzem i zaczęła jeść w milczeniu. Majka postanowiła ją udobruchać.

– Nie gniewaj się. To może jutro pójdziemy gdzieś indziej?

– Na przykład na Nosal – rzuciła Pola sarkastycznie, ale w oczach Majki widać było panikę. Postanowiła więc jej nie dręczyć. – Spokojnie, tam też są łatwe trasy, a przynajmniej nie miniesz się z prawdą, składając relację narzeczonemu.

– Żeby to narzeczonemu. – Majka spuściła nos na kwintę. – Boję się, że on mi się nie oświadczy. Przez całą rozmowę gadał wyłącznie o swojej pracy, jak mu się dobrze powiodło w tych Stanach. Nic o nas. To niepokojące, prawda?

– Czemu? Chce się z tobą podzielić swoimi sukcesami, bo uważa, że to dla ciebie ważne. Moim zdaniem to jest raczej zachęcające niż podejrzane. – Pola nabiła dużą porcję sałaty na widelec i przyjrzała się koleżance z roztargnieniem.

– Tak uważasz? – Majka już zupełnie się rozpogodziła. – To co? Pójdziemy później na basen i do sauny, jak już odpoczniemy po kolacji? Trzeba zregenerować mięśnie. Tak się zmęczyłam podczas tej jazdy, że szkoda gadać. Jutro się nie ruszę z powodu zakwasów, jeśli sobie nie zrobię odnowy biologicznej.

Pola uniosła brwi ze zdumieniem, ale nic nie powiedziała. Zakwasy? Bo parę razy upadła na tyłek, a większość część czasu histeryzowała, że nie da rady? Tutaj psycholog by się przydał, a nie amatorski trener narciarstwa.

Westchnęła, bo przecież nie odważyłaby się jej tego powiedzieć. Właściwie jednak dlaczego nie? Nie było to obraźliwe i nie kryła się w tym żadna złośliwość. Ot, stwierdzenie pewnego faktu: „nie przesadzaj, wcale się tak nie przetrenowałaś”.

A jednak milczała. Czy to oznacza, że „koloryzowała” rzeczywistość tak jak jej towarzyszka? Nie, było jeszcze gorzej. Robiła to dla świętego spokoju, żeby nie psuć atmosfery, w imię harmonii i przyjacielskich stosunków. Bała się, że Majka się obrazi, zacznie robić jej wyrzuty. A chciała, żeby wszystko wyglądało idealnie.

Nie chcę niszczyć jej dobrej samooceny – pomyślała, ale w głębi serca miała wrażenie, że oszukuje samą siebie. Majka nigdy się nie zmieni, jeśli każdy będzie grać w jej grę. Ktoś powinien jej uświadomić, z czym ma problem, może to ją otrzeźwi.

– No, co tak grzebiesz widelcem w tym jedzeniu? Nie smakuje ci? To zostaw, pójdziemy trochę poleżeć w pokoju, a potem wieczorne rozrywki. – Koleżanka wyrwała ją z tych rozmyślań.

Pola z ociąganiem kiwnęła głową.

6.

Jeździły już drugi dzień na łatwym stoku na Nosalu i wreszcie coś zaczęło się dziać. Majka opanowała pług na tyle, że mogła zjechać bez strachu z niewielkiej górki i właśnie inicjowały trening na wyciągu. Po jednym przejeździe Majka była jednak tak wyczerpana nerwowo, że musiały napić się czegoś ciepłego. Siedziały właśnie w karczmie nad herbatą, gdy w kierunku Poli ktoś zaczął się przepychać.

– Hej, co tutaj robisz? – Usłyszała. Odwróciła się i ujrzała swojego brata.

– Cześć, jesteśmy na nartach, ja i Majka – przedstawiła oboje, a koleżanka uśmiechnęła się uroczo. Trudno było nie zauważyć, że jej śliczna twarz zrobiła na młodym mężczyźnie niemałe wrażenie.

– Pola uczy mnie jeździć. Nie jestem w tym szczególnie dobra – powiedziała z lekkim zawstydzeniem.

Arek spojrzał na nie badawczo.

– Poważnie? I co? Dajesz radę? Pola potrafi zamęczyć teorią, ale nie przykłada wagi do praktyki.

Siostra roześmiała się i poklepała go po plecach.

– Ale mi robisz reklamę. Serdecznie dziękuję!

– Pola bardzo dobrze tłumaczy, ma dużo cierpliwości – przyznała Majka, a koleżanka rzuciła jej zdumione spojrzenie. – No tak, ja bym sama ze sobą nie wytrzymała, a ty jesteś taka opanowana. Jak się załamałam pierwszego dnia, to mnie pocieszała i rzeczywiście kolejnego było już tylko lepiej.

– Moja siostra ma tę moc. Ona jest świetna w wykładach dla patałachów. Bez obrazy to mówię. W sumie przydałby mi się ktoś taki w klubie, gdy maluchy zaczynają wpadać w histerię. Wtedy powinna wkroczyć Ciocia Polcia i potrzymać za rączkę.

– Okropny jesteś – mruknęła siostra, łypiąc na niego spod oka, ale Majka wcale nie wyglądała na dotkniętą jego słowami.

– Jeździsz w klubie? Pracujesz jako instruktor narciarski? – zainteresowała się.

– Tak, trenuję juniorów. Właśnie mamy tu zgrupowanie. Po Nowym Roku zawody, więc to poważna sprawa. Wpadłem tu na chwilę na kawę, bo musiałem odetchnąć od tych dzieciaków. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo oni jeżdżą jak szatany. Pamiętasz, Pola, ty też tak uwielbiałaś prędkość. Potem ci przeszło, jak sobie zrobiłaś kuku w nogę…

– Kuku na muniu to ty masz – burknęła siostra. – Skoro takie szatany, to jak mogłeś ich zostawić? Jeszcze sobie któryś krzywdę zrobi.

– Spokojnie, mamy przerwę. I szatany muszą czasem zjeść obiad. Mają opiekę, myślisz, że ja jestem nieodpowiedzialny? Akurat! – Powiedz, co już umiesz – zwrócił się do Majki, która wyraźnie się odprężyła.

– Jeżdżę pługiem, trochę już skręcam, no i właśnie byłyśmy na wyciągu.

– Pierwszy raz – podkreśliła Pola. – Ale zupełnie dobrze jej szło.

– No to podstawy masz już opanowane, teraz tylko ćwiczyć – roześmiał się Arek, a Majka się rozpromieniła.

– Naprawdę? Bo wiesz, ja się muszę nauczyć do Trzech Króli…

– A czemuż to? Na jakąś świąteczną paradę się wybierasz? Nie słyszałem o popisach narciarskich z tej okazji, ale kto wie… chyba że zamierzasz brać udział w jakichś zawodach sportowych w biurze, organizujecie coś takiego?

– Nie. Wyjeżdżam z chłopakiem na narty do Austrii i chciałam coś umieć… – powiedziała z uśmiechem, a Arek spojrzał na swoją siostrę.

– Aha – zaczął, bo już zrozumiał, o jaką pomoc tutaj chodziło. Majka ani chybi nałgała facetowi, że umie jeździć, i teraz Pola w ekspresowym tempie ratowała sytuację. Taka właśnie była jego siostra, zawsze spiesząca ze wsparciem.

– Podszkolić – weszła mu w słowo Pola, rzucając ostrzegawcze spojrzenie. – Już jako tako jeździsz, więc po prostu trzeba to szlifować.

– Właśnie – rozpromieniła się Majka.

– A twój chłopak nie może cię uczyć? – Arek badał sprawę, bo chciał ugruntować swoje podejrzenia.

– Nie. Wiesz, on jest lekarzem, sam świetnie jeździ, ale nie wiem, czy ma talent do nauczania. Znamy się jednak krótko, więc pomyślałam, że skoro Pola może mi dać parę lekcji…

– Aha – powtórzył Arek i groźnie spojrzał na siostrę. Nie mylił się. Koleżanka po prostu ją wykorzystywała. Zamiast dobrze się bawić i poszusować na trudniejszych stokach, Pola tkwi cały dzień z tą dyletantką… bo tamta nabrała swojego chłopaka, a teraz boi się, że to wyjdzie na jaw.

Pola nic sobie nie robiła z jego gromiącego wzroku, więc się zirytował.

– Dobra, miło było poznać, ale muszę już lecieć…

– Przerwa dla juniorów się kończy? – Majka spytała tak sympatycznie i wesoło, że Arkowi przeszła złość. Może to nie jest taka zła dziewczyna? Każdy przecież popełnia błędy. No i jest bardzo ładna, pełna życia i, nie da się ukryć, pociągająca.

Odchrząknął.

– Niestety. Uciekam. Życzę wam powodzenia. – Złapał swoją czapkę i już go nie było.

– Fajnego masz brata. Świetnie się z nim gada – powiedziała Majka, a Pola wzruszyła ramionami.

– Sama widziałaś, ciągle mi dogryza. Z nim się nie da rozmawiać normalnie.

– Myślę, że się o ciebie troszczy, to urocze.

– Zwyczajnie, jak to starszy brat. Zawsze się obawia, czy ja się nie wpakuję w jakieś kłopoty.

– Ma dziewczynę? – Pola była zdumiona, z jaką skwapliwością Majka zadała to pytanie.

– A co? Jesteś zainteresowana, przecież masz tego swojego Krzyśka?

Majka dopiła szybko herbatę.

– Nie, oczywiście, że nie. Zastanawiałam się tylko, jaka jest jego laska, czy fajna.

– Nic mi o tym nie wiadomo. Arek pracuje i to jest jego główne hobby oraz te szkolenia narciarskie. On właściwie mógłby nie schodzić z nart, tylko że sezon w Polsce trwa dosyć krótko.

– Idziemy? – spytała koleżanka, szykując się do wyjścia. – Może teraz będę odważniejsza.

– Nie stresuj się, dobrze ci idzie – uspokoiła ją Pola całkiem szczerze.

7.

Jeździły całe popołudnie i Majce naprawdę wychodziło coraz lepiej. Pola właśnie miała ją pochwalić i zaproponować powrót do pensjonatu na kolację, gdy ktoś gwałtownie przy nich zahamował. Kiedy zdjął kask, okazało się, że był to Arek.

– Cześć dziewczyny. Obserwuję was od jakiegoś czasu.

– Tak? – zdumiała się Pola. – A twoja grupa?

– Ćwiczą z innym instruktorem, wymieniamy się, żeby nie mieli nudy. Całkiem nieźle sobie radzisz, Majka.

– Poważnie? – ucieszyła się dziewczyna, a Pola dorzuciła:

– Widzisz, mówiłam ci, robisz duże postępy.

– Najważniejsze to się przełamać. Wszystko dobrze robisz, ale ja bym ci lekko skorygował postawę. Za mocno się przechylasz do przodu i rozstawiasz nogi. Nie musisz już tak bardzo jeździć pługiem, dasz radę wyhamować, skręcając.

– Nie mam zbyt wiele wiary w swoje możliwości – przyznała Majka. – Niby już czuję się pewniej, ale ciągle boję się, że nie opanuję nart i w konsekwencji rozkwaszę sobie nos. Albo tyłek. Przewróciłam się już tyle razy, że zbiłam sobie go na kwaśne jabłko.

– No cóż, stare góralskie porzekadło głosi, że „jak się nie wywrócisz, to się nie nauczysz”. Trzeba próbować i się nie zniechęcać. A na siniaki najlepszy altacet. Mamy go w naszym klubie w ilościach hurtowych, nie masz pojęcia, jakie te dzieciaki są poobijane.

Majka śmiała się wesoło, a Pola spojrzała na brata ponuro.

– Może jej pokażesz, jak trzeba się trzymać na nartach? Ja się skupiałam głównie na technice skrętu, uznałam, że sylwetkę można dopracować później.

– I to jest właśnie błąd. Jak jej się utrwalą złe nawyki, to potem zawsze będzie jeździła w pozycji żaby, bo tak bezpieczniej – perorował Arek z zaangażowaniem.

– Ja mam zaufanie do Poli – Majka uprzedziła lojalnie, a Arek kiwnął głową.

– Słusznie, bo dobrze cię uczy, co nie zmienia faktu, że to i owo należy poprawić, żebyś się ładnie w tej Austrii prezentowała u boku narzeczonego.

Przez twarz Majki przeleciał cień, ale Pola natomiast się wtrąciła:

– Arek, spróbuj ją podszkolić. To się na pewno przyda. Zgadzasz się, Majka?

– Pewnie. Instruktorów nigdy dosyć. A ty co będziesz robiła?

– Spróbuję się wybrać na trudniejszą trasę. Skoro mam zmiennika, to zostawiam cię z nim bez niepokoju.

Odjechała, a Majka odwróciła się do Arka:

– Głupio mi.

– Czemu?

– Bo uświadomiłam sobie, że przeze mnie ona nie może sobie pojeździć. Marnuje tyle czasu, ucząc mnie, a sama nic z tego nie ma. Wstyd mi.

– Nie przesadzaj. Ma satysfakcję, że szlifuje narciarski diament, no może na razie diamencik. Zresztą, widzisz, dałem jej właśnie wolne, może się wyżyć.

Majka rozchmurzyła się. Arek namówił ją na trudniejszy wyciąg, obiecując solennie, że będzie jej pilnował:

– Jak oka w głowie, kochana. Nic ci się tutaj nie stanie. Jakbyś spadła, każę wyłączyć wyciągi na całym stoku. Możesz liczyć na ratunek w każdej chwili.

Majka zawahała się.

– Super jesteście: ty i Pola. Nie sądziłam, że mam tak dobrych przyjaciół.

– Odrobinę wiary w ludzi. A teraz jazda na wyciąg, bo mam wrażenie, że tym gadaniem chcesz odciągnąć uwagę od nieuchronnego, konieczności zmierzenia się z wyzwaniem.

– O rany, jakiś ty dobry z psychologii. Swoich podopiecznych też tak musztrujesz?

– Na nich wrzeszczę, używając czasami słów nie do końca parlamentarnych. W twojej obecności postaram się pohamować, chyba że nie będziesz podatna na naukę. Wtedy zrobię się groźny.

– Zatem w drogę. Nie wiem, czy jestem podatna na naukę, ale nie chcę wzbudzać gniewu.

– Ja jestem łagodny jak baranek. Właściwie jak baran z wielkimi kręconymi rogami. Taki bardziej łagodny muflon.

Roześmiała się i razem ruszyli do wyjścia.

W tym czasie Pola wjeżdżała wyciągiem na trudniejszą trasę. Było jej trochę głupio, ale cieszyła się, że uwolniła się od towarzystwa Majki. Naprawdę nie sądziła, że będzie mogła pojeździć. Była więc wdzięczna bratu.

A taki był do niej uprzedzony i proszę bardzo – pomyślała. – Majka każdego potrafi sobie owinąć wokół palca.

W tym momencie Pola się zdenerwowała. Miała nadzieję, że koleżanka nie zrobi czegoś głupiego. Majka bywała czasami nieobliczalna, więc istniała szansa, że zacznie podrywać jej brata. A przecież ma narzeczonego, no i Arek jest trochę naiwny w tych sprawach. Pola zawsze ciepło myślała o starszym bracie, ale uważała go za nieco nieporadnego życiowo. Jak bardzo by się nie starał stwarzać pozorów – głównie swoją ironią i sarkazmem – siedział w nim romantyk, rycerz na białym koniu chętny do ratowania księżniczek. To właśnie ich łączyło – oboje spieszyli na pomoc każdemu, nawet jeśli na to nie zasługiwał. Arek oczywiście udawał, że wcale tak nie jest, najlepszy dowód, jak krytykował Majkę podczas rodzinnego obiadu. Jednak, widząc jej problemy, natychmiast zaoferował wsparcie. Taki już był – niby zdystansowany i pełen wątpliwości, a jednak z sercem na dłoni.

Pola wypięła się z wyciągu i przystanęła na szczycie góry. Zorientowała się, że ma nogach narty Majki. Zamieniły się przed południem, bo koleżanka nie radziła sobie na swoich profesjonalnych deskach. Sprzęt Poli zdecydowanie lepiej nadawał się dla początkującej.

Ale fajnie – pomyślała i odbiła się od śniegu. Narty szły jak marzenie, reagując na każdy najdrobniejszy ruch ciała. Pola uświadomiła sobie po raz kolejny w życiu, jak wiele zależy od dobrych desek. Nabrała prędkości, jak za dawnych lat, i po prostu cieszyła się jazdą. Na tych nartach żaden stok nie był za trudny, żaden skręt zbyt skomplikowany. Gdy zjechała na dół, natychmiast ustawiła się w kolejce do wyciągu, aby powtórzyć tę bajeczną przygodę. Było chłodno, ale bezwietrznie, nie padał nawet najdrobniejszy śnieg. Trasa dobrze oświetlona – zatem idealne warunki do białego szaleństwa.

Jeździła tak przez pewien czas, wypróbowując różne możliwości nart, gdy niespodziewanie odezwał się jej telefon.

Majka.

Pola pomyślała ze wstydem, że całkiem zapomniała o koleżance, która na pewno zmęczona do granic możliwości chciała już wracać na kolację.

Bardzo się jednak zdumiała, gdy usłyszała, co Majka ma jej do powiedzenia:

– Twój brat jest wspaniały, oczywiście ty też, to jasne. Zrobiłam wielkie postępy i świetnie się bawię. Chcę się zrewanżować Arkowi za naukę i zaprosiłam go na kolację w mieście. Dołączysz do nas?

Pola chwilę się wahała. Skoro Majka pójdzie na kolację, to ona ma dla siebie jeszcze sporo czasu. Mogłaby jeszcze zjechać parę razy na tych cudownych deskach, zanim je odda…

– Wiesz, nie gniewaj się, ale idźcie sami. Twoje narty są wspaniałe i chętnie bym jeszcze…

– Nie ma sprawy, to do zobaczenia w hotelu. – Majka przerwała rozmowę, a Pola jeszcze chwilę stała, wpatrując się w swój telefon.

Co ona się tak skwapliwie zgodziła, żebym z nimi nie szła? Bała się, że się ostatecznie rozmyślę i wezmę udział w tej kolacji? – Pokręciła głową, ale postanowiła nie zaprzątać sobie więcej tym myśli. Miała dalej czas dla siebie, nie musiała niańczyć koleżanki, a poza tym wspaniałe deski wprost mówiły do niej: „Dalej, jedziemy!”. Zawróciła w stronę wyciągu i ustawiła się w kolejce.

8.

– Pola nie przyjdzie. Chce jeszcze jeździć. – Majka zrelacjonowała Arkowi rozmowę.

– Widać, nie poszusowała sobie wystarczająco.

– Pożyczyłam jej moje narty, a one są jakieś bardzo nowoczesne. Pola mówiła, że mają wzmocnienie z jakiegoś grafitu czy czegoś. – Dziewczyna zmarszczyła brwi.

– Chyba z grafenu? Jeżeli tak, to nie dziwię się mojej siostrzyczce. To prawdziwa gratka, takie narty są bardzo drogie. Przyznam, że jestem zaskoczony, że kupiłaś tego rodzaju sprzęt. One są przeznaczone do bardzo szybkiej jazdy i lekkich skrętów w różnych warunkach.

Majka westchnęła, bo nie bardzo miała ochotę odpowiadać na to pytanie. Na szczęście doszli już do sympatycznej knajpki, w której zaplanowała kolację. Gdy dostali karty, Arek wrócił do tematu.

– Osoby początkujące powinny mieć mniej wymagające deski. Nie było ci żal pieniędzy? Nikt ci nie doradził?

– To jest prezent od mojego chłopaka – bąknęła.

– On podobno dobrze jeździ. No to już kompletnie nie rozumiem, dlaczego cię tak wyposażył. Moim zdaniem takie narty są dobre dla mojej siostry, jeżeli wróciłaby do szybkiej jazdy, ale dla ciebie… Nie gniewaj się, ale sporo wody upłynie, zanim poczujesz się swobodnie na takim sprzęcie. – Arek specjalnie ją podpytywał, zastanawiając się, czy powie mu prawdę. To miał być taki test: czy Majka wobec kogokolwiek potrafi być szczera.

– Mój chłopak myśli, że ja jestem dobrą narciarką – wyznała dziewczyna, pochylając się nad menu.

– Czemu? – drążył instruktor.

– Bo tak mu powiedziałam.

Arek oparł się na krześle i pokręcił głową:

– Okłamałaś swojego chłopaka? Ale w jakim celu?

– Tak jakoś wyszło – wykręcała się Majka. Na szczęście podszedł kelner odebrać zamówienie, i miała nadzieję, że nie wrócą już do tematu, ale Arek był wyraźnie zainteresowany:

– Tak wyszło? Ty kłamiesz dla sportu czy co?

– Nie kłamię. Trochę ubarwiam rzeczywistość. – Skrzywiła się, patrząc na niego spod oka.

Brat Poli pokręcił głową z niesmakiem.

– Niezła z ciebie kłamczuszka, nie ma co…

– Niby czemu? Bo powiedziałam Krzyśkowi, że jeżdżę na nartach, a nie umiem? Skąd mogłam wiedzieć, że on wymyśli ten głupi wyjazd do Austrii i podaruje mi sprzęt…

– No właśnie. Jak to mawiają, „kłamstwo ma krótkie nogi”, w twoim przypadku, profesjonalne narty. Nie brałaś pod uwagę, że to się może wydać?

– Nie – oświadczyła Majka z rozbrajającą szczerością. – Myślałam, że tak będzie lepiej.

– Abstrahując od faktu, czy kłamstwo w ogóle jest czymś lepszym, to wciąż zastanawiają mnie twoje motywy. Czy warto coś takiego opowiadać? Jeśli twój chłopak jest taki zaawansowany, to mógłby cię nauczyć, nie uważasz, że właśnie to byłoby fajne? – drążył Arek. – No wiesz, robić coś razem, jak to zakochani.

– Jak zakochani, mówisz… – Majka zadumała się głęboko. – Właśnie o to chodzi, że my nie mamy żadnych wspólnych zainteresowań. On nie lubi chodzić do kina, mnie nie interesują książki historyczne. Te narty jakoś tak się napatoczyły… Powiedziałam, że jeżdżę, żebyśmy mieli o czym rozmawiać – wyznała z nieoczekiwaną szczerością.

– Bez sensu, dalej tego nie ogarniam. Niby w jaki sposób możesz rozmawiać z facetem o rzeczy, o której kompletnie nie masz pojęcia? Czytasz o tym, oglądasz jakieś filmy w sieci?

– Opowiadam mu to, co usłyszałam od Poli. Ona ma mnóstwo takich historyjek na podorędziu… – wyznała niefrasobliwie, a on aż poderwał głowę.

– No, rany boskie! Ty chyba żartujesz? Po co w to brniesz? – Wpatrzył się w nią okrągłymi oczyma.

– Nie wiem, może nie chcę się wydać zwyczajna, nudna, pozbawiona ciekawego hobby?

– Masz hobby: lubisz kino. To nie wystarczy?

Zaprzeczyła gestem.

– To za mało. Każdy ogląda filmy i seriale, to żadna pasja, ot, coś dla zabicia czasu. Ja się po prostu boję, że ludzie nie będą mnie lubić taką, jaka jestem – rzuciła szczerze i spojrzała na niego smutnym wzrokiem.

– Raczej nie możesz tego wiedzieć, bo nikomu nie dałaś się poznać od swojej prawdziwej strony. Może jakbyś zaryzykowała, okazałoby się, że jesteś fajna i nie ma potrzeby koloryzować, czyli mówiąc otwarcie: łgać.

– Pewnie masz rację, bo akurat z tobą łatwo się rozmawia i wcale nie czuję potrzeby, by, jak to mówisz, łgać – zgodziła się dziewczyna. – Ale doradź mi, co mam zrobić z Krzyśkiem? Przecież nie powiem mu: „Skłamałam ci, że umiem jeździć na nartach, odwołajmy więc ten wyjazd, bo to się nie uda”.

– Czemu od razu odwoływać? Możesz mu wytłumaczyć, że przeceniłaś swoje możliwości, bo jesteś jednak początkująca. Niech cię uczy albo skorzystasz tam z usług instruktora. Nie ma sytuacji bez wyjścia, moja droga.

– A jeśli on się wnerwi, że go okłamałam? Przecież może już na zawsze stracić do mnie zaufanie.

Arek przytaknął:

– No tak, to jest problem. Nie będę truł, że trzeba było pomyśleć o takich rzeczach zawczasu, ale czy nie wydaje ci się, że jednak lepsza jest prawda? Mimo wszystko?

Majka rozzłościła się.

– Ja nic złego nie zrobiłam! W końcu uczę się jeździć i wszystko będzie dobrze. Po prostu trochę wyprzedziłam fakty…

– Fakty są takie, że skoro tak łatwo ci idzie oszukiwanie chłopaka w drobnej sprawie, to możesz bez trudu to zrobić i w dużej, a to już niefajnie – ocenił Arek.

– Mylisz się, ja jestem szczera. To są takie małe niewinne kłamstewka, kiedyś się na to mówiło „białe kłamstwa”, one nikomu nie szkodzą, a pozwalają wybrnąć z sytuacji – tłumaczyła z zapałem Majka i wyglądało na to, że jest święcie przekonana do słuszności swego postępowania.

Arek westchnął.

– Nie ma czarnych i białych kłamstw. Są po prostu kłamstwa i nie ma co zaklinać rzeczywistości. Na miejscu twojego chłopaka nie miałbym żalu o łgarstwo, ale o fakt, że się nie przyznałaś. Zwłaszcza gdy to wyjdzie na jaw.

– Ale nie musi wyjść. – Majka uśmiechnęła się czarująco. – Do końca pobytu jeszcze parę dni, a ja robię postępy. Pomóż mi, Arek, a ja obiecuję już nigdy nie kłamać. No, w każdym razie będę się starała powstrzymać.

Młody człowiek popatrzył na nią z rozbawieniem:

– Ty się nigdy nie zmienisz, prawda? Dobrze ci z tym?

– Sama nie wiem. Z tobą akurat jestem szczera i doskonale się z tym czuję. Podobnie z Polą. Z wami nie muszę się pilnować, analizować, czy nie powiedziałam wcześniej czegoś innego.

– Sama widzisz. Nie łatwiej tak? – zagadnął Arek, a ona wpatrzyła się w niego zaskoczonym wzrokiem.

9.

Pola pojeździła jeszcze trochę, a potem zdecydowała się wrócić na kolację do Willi pod Jodłami. Z przyjemnością myślała o dobrym posiłku, a potem, kto wie, może o jakimś wypoczynku w spa. Tak, ten pobyt z pewnością można było zaliczyć do udanych. Sprzęt Majki był po prostu rewelacyjny. Trafiło się jej jak ślepej kurze ziarno.

Jeśli trochę odłożę, to też sprawię sobie takie narty – dumała, przekraczając drzwi pensjonatu. To nieprawda, że jeździć można na wszystkim, a liczą się jedynie umiejętności. Owszem, można jeździć na wszystkim, ale gdy się ma takie deski, to narciarstwo staje się nie tylko przyjemnością, lecz także wielką przygodą…

– Pani Polu. – Recepcjonistka wyrwała ją z zamyślenia i młoda kobieta uświadomiła sobie, że stoi przy kontuarze i nawet nie prosi o kartę do pokoju.

– Ten pan czeka na panią Majkę – dodała pracownica, wskazując jej jakiegoś mężczyznę, siedzącego w holu i czytającego branżowe pismo medyczne.

Ani chybi Krzysztof – przemknęło jej przez myśl, ale zaraz potem doszła do wniosku, że to niemożliwe. On był przecież w Stanach na jakimś szkoleniu i miał wrócić dopiero po Nowym Roku…

Podeszła jednak i zapytała śmiało:

– Pan szuka Majki? Jestem Pola, jej koleżanka, razem tutaj wypoczywamy.

Mężczyzna porzucił gazetę i uśmiechnął się do niej serdecznie.

– Bardzo mi przyjemnie, jestem Krzysztof Solski, znajomy Majki. Miałem nadzieję zrobić jej niespodziankę. Czy wie pani może, gdzie ona jest?

– Majka poszła na kolację ze znajomym… To znaczy z moim bratem. – Pola zaczęła tłumaczyć nieporadnie, a potem rozzłościła się sama na siebie. Czuła pokusę, żeby coś skłamać Krzysztofowi, aby nie myślał, że jego dziewczyna umawia się na przykład z kimś innym. Przecież to tylko niewinne spotkanie… Szybko jednak doszła do przekonania, że czyniąc tak, zrobiłaby coś, za co tak bardzo krytykowała koleżankę. Westchnęła więc głęboko i wyjaśniła zaniepokojonemu lekarzowi: – Mój brat jest