Zabójcza niespodzianka - Alexandra Benedict - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Zabójcza niespodzianka ebook i audiobook

Alexandra Benedict

3,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

58 osób interesuje się tą książką

Opis

Święta w szkockim zamku, śnieżyca odcinająca gości od świata i morderca, który wie o nich zdecydowanie za dużo.

Edie O’Sullivan marzyła o spokojnych, sielankowych świętach Bożego Narodzenia u boku swojej partnerki Rigi i adoptowanego syna, inspektora Seana. Kiedy więc znalazła się wśród gości zaproszonych do Zamku Aster, aby celebrować uroczyste otwarcie nowego miejsca, nie mogła ukryć entuzjazmu. Niestety, Edie trafia w sam środek śmiertelnej gry.

W świątecznych crackerach zamiast niewinnych żartów pojawiają się zagadki i złowieszcze wskazówki, a wkrótce ginie pierwszy z gości. Gdy liczba ofiar rośnie, Edie musi odkryć, kto sporządził własną listę „grzecznych” i „niegrzecznych” – zanim przyjdzie kolej na nią lub kogoś, kogo kocha.

„Zabójcza niespodzianka” to klimatyczny kryminał w duchu Agathy Christie, pełen sekretów, przewrotnych zagadek i bardzo morderczych świątecznych niespodzianek.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 292

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 41 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Mariusz Witkowski

Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Kolekcje



TYTUŁ ORYGINAŁU:The Christmas Cracker Killer

Redaktorka prowadząca: Marta Budnik Wydawca: Wojciech Ciuraj Redakcja: Jolanta Olejniczak-Kulan Korekta: Małgorzata Lach Projekt okładki: Wojciech Bryda Zdjęcie na okładce i zadruku wnętrza: © lineartestpilot, © 100% HAND-CRAFTED, © KatyaKatya / Stock.Adobe.com

Text Copyright © ALEXANDRA BENEDICT 2025 Published by arrangement with Simon & Schuster UK Ltd 1st Floor, 222 Gray’s Inn Road, London, WC1X 8HB

All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by any means, electronic or mechanical, including photocopying, recording or by any information storage and retrieval system without permission in writing from the Publisher.

Copyright © 2026 for the Polish edition by Mova an imprint of Wydawnictwo Kobiece sp. z o.o.

Copyright © for the Polish translation by Ewelina Gałdecka, 2026

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2026

ISBN 978-83-8466-055-3

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Ossowska

Mojej agentce, Dianie Beaumont, która zawsze znajduje się na liście grzecznych.

Łamigłówki

Łamigłówka 1

Na początku każdego rozdziału, wliczając prolog, epilog oraz podziękowania, znajduje się jedna litera z tytułu pewnego świątecznego filmu. Ułóż je w odpowiednim porządku, podaj rozwiązanie, oznaczając wydawnictwo w stories @wydawnictwomova, a także napisz, za co kochasz książki autorki. Dwie osoby, które udzielą najciekawszych odpowiedzi między 28 października a 6 listopada 2026 roku, zdobędą książkową nagrodę niespodziankę! Powodzenia!

Łamigłówka 2

W tekście książki wielokrotnie powtarza się tytuł jednej z ulubionych punkowych piosenek Edie (oraz moich). Znajdź go!

Podpowiedź – chodzi o utwór jednego z następujących wykonawców: X-Ray Spex, Buzzcocks, The Slits, Gang of Four, Sex Pistols, The Damned, The Clash, Patti Smith, Siouxie and the Banshees oraz Television.

Łamigłówka 3

Znajdź anagramy następujących filmów świątecznych kryjące się w rozdziałach 2, 3, 24, 27, 28, 29, 32 oraz epilogu:

1. To wspaniałe życie

2. Artur ratuje gwiazdkę

3. Święty Mikołaj

4. Białe Boże Narodzenie

5. Dzika noc

6. Przesilenie zimowe

7. Zły Mikołaj

8. Ekspres polarny

Łamigłówka 4

W książce ukryły się tytuły dziesięciu moich ulubionych książek i filmów, których akcja dzieje się w hotelach. Czy uda ci się je znaleźć w rozdziałach 1, 3 (2 tytuły), 9, 13, 14 (2 tytuły), 15, 17 oraz epilogu?

Łamigłówka 5

Książkę nawiedziły duchy z Ghost Stories for Christmas – zarówno z serii filmów z lat 70., jak i z serialu emitowanego od 2005 roku. Czają się gdzieś pomiędzy słowami. Czy uda ci się je wytropić w rozdziałach 5, 9, 11, 12, 14 (dwa tytuły), 16, 20, 22 oraz 23?

Odpowiedzi do łamigłówek 2–5 znajdziesz na końcu książki!

Cicha noc, święta nocpokój niesie ludziom wszem.A u żłóbka Matka Świętaczuwa sama uśmiechniętanad dzieciątka snem,nad dzieciątka snem.

Anonimowy przekład niemieckiej kolędyStille Nacht, heilige Nacht

Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie.

John Donne, Medytacja XVII, tłum. B. Zieliński

Lista postaci

Personel hotelu Zamek Aster

Tarn Bayard – starsza kamerdynerka, kierowniczka personelu sprzątającego

Izzie Collier – kelnerka, sprzątaczka, pokojowa

Ryan Dreith – szef kuchni

Swindon Marr – konserwator, przewoźnik

Felicity Morecombe-Clark – właścicielka

Ivan Morecombe-Clark – właściciel

Mara Morecombe-Clark – menedżerka, kierowniczka bezpośredniej obsługi klienta, najstarsza córka Felicity i Ivana

Owain Spencer – kamerdyner, pokojowy, kelner

Kimberley Unwin – zastępczyni szefa kuchni, cukierniczka

Goście hotelu Zamek Aster

Celine Allard – influencerka podróżnicza

Sean Brand-O’Sullivan – detektyw inspektor w policji hrabstwa Dorset, gość Rigi

Robert Cole-Mortelli – bankier

George Delt – lokalny burmistrz

Anna Malone – właścicielka witryny internetowej poświęconej podróżom

Riga Novack – zdobywczyni nagrody

Edie O’Sullivan – autorka krzyżówek, cioteczna babcia i adopcyjna matka Seana, partnerka Rigi

Henry Palmer – krytyk i dziennikarz podróżniczy, osobowość telewizyjna

Lucy Palmer – emerytowana urzędniczka państwowa, inwestorka, żona Henry’ego

W

Prolog

21 grudnia

Noce nigdy nie były naprawdę ciche. Wystarczyło się uważnie wsłuchać, żeby wyłapać jakiś dźwięk. Tamtego dnia, o trzeciej nad ranem, w pewnym dalekim miejscu do zabójcy docierały: odległe wycie syreny, żałobne pohukiwanie sowy oraz czyjeś zawodzenie. Najgłośniejsze było jednak uporczywe cykanie budzika jego własnej babki. Za każdym razem, gdy długa wskazówka pokonywała dwunastkę, mosiężny dzwonek u góry drżał, przypominając, że czas – podobnie jak życia, które miały zostać odebrane – dobiega końca.

Zabójca zaparzył dzbanek mocnej herbaty i usiadł przy stole obok okna. Trwał najciemniejszy dzień roku. Tak ciemny, że szyba zmieniła się w lustro odbijające pozornie radosną scenkę: napełnianie domowej roboty świątecznych crackerów1. Do zwyczajowych papierowych koron i pasków gwarantujących towarzyszący otwieraniu trzask dołączyły starannie wybrane drobiazgi. Następne w kolejce były pełne ukrytych wskazówek i znaczeń zagadki.

Zarzuciwszy koc na ramiona, zabójca przejrzał notatki, żeby raz jeszcze sprawdzić wszystkie szczegóły. Każdy gość miał własną teczkę, a w niej wszystkie „za” i „przeciw”. Zbrodnie, które popełnili, kłamstwa, które wypowiedzieli, dobre uczynki, które zrobili, oraz dusze, które pocieszyli. Czas zdecydować o przydzieleniu miejsc na odpowiednich listach.

Zagadki trafiły do rolek. Każda była przeznaczona dla konkretnego gościa, ale ci nie będą mieli o tym pojęcia. Przynajmniej na początku. Na sam koniec w crackerach znalazły się rybki wróżbitki2, gotowe wić się i wyginać na dłoniach gości. Na pierwszy rzut oka wyglądały jak wszystkie inne, ale ich instrukcje się różniły.

Ruch ogonem – NIEWINNY

Ruch głową – WINNY

Ruch głową i ogonem – RADAPRZYSIĘGŁYCHNIEJEDNOMYŚLNA

Wyginanie się na boki – SZALKIWAGI W RÓWNOWADZE

Odwracanie się – W FAZIEWYPARCIA

Brak ruchu – WINNYPASYWNOŚCI

Zwinięcie się w kulkę – ROZSĄDNY W DANYCHOKOLICZNOŚCIACH

Zabójca umieścił rybkę na własnej otwartej dłoni. Poruszyły się i ogon, i głowa. Przynajmniej nie trwał w fazie wyparcia w przeciwieństwie do większości z tych, którzy mieli trafić do Zamku Aster. O ile nie przyznają się do winy przed Boxing Day3, przynajmniej czworo z nich będzie martwych, a pozostali zostaną zdemaskowani. Zabójca zaś ucieknie, pozostawiając za sobą jedynie prawdę i pył węglowy4.

Chyba że ktoś go powstrzyma.

Na myśl o ryzyku wpadki w piersi zabójcy zadrżało serce – jego dudnienie wypełniło mu uszy. Sprowadzenie tej kobiety na Holly Island5 było największym ryzykiem, jakie kiedykolwiek podjął. Ale należało to zrobić. Była kłamczynią. Staruszka musi się zmierzyć ze swoją przeszłością lub ryzykiem śmierci – jej los zależał tylko od niej.

Zabójca o to zadbał.

1 Świąteczne crackery (ang. christmas crackers) to kartonowe rolki przypominające duży cukierek i zawierające niespodziankę. Stanowią tradycyjny element przyjęć bożonarodzeniowych w Wielkiej Brytanii. Zgodnie ze zwyczajem otwierane są z trzaskiem poprzez jednoczesne pociągnięcie za oba końce przez dwie osoby. (Wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

2 Fortune fish albo miracle fish to klasyczna, popularna w Wielkiej Brytanii zabawka. Wykonana z celulozy po położeniu na dłoni wygina się pod wpływem absorbowanej wilgoci, a kształt, który przyjmuje, ma przepowiadać przyszłość zgodnie z załączoną instrukcją.

3 Boxing Day to święto obchodzone m.in. w Wielkiej Brytanii 26 grudnia, czyli dzień po Bożym Narodzeniu. Tradycyjnie to właśnie wtedy rozpoczynają się wielkie poświąteczne wyprzedaże w sklepach.

4 W niektórych krajach niegrzeczne dzieci dostają od Świętego Mikołaja węgiel.

5 Nazwa Holly Island jest dwuznaczna. Można ją przetłumaczyć jako Święta Wyspa albo Wyspa Ostrokrzewu.

K

Rozdział 1

24 grudnia – Wigilia

Edie O’Sullivan oparła głowę o okno. Wszystko wydawało się takie idylliczne. Początek doskonałego Bożego Narodzenia. Ku swojemu zaskoczeniu naprawdę dobrze spała w przedziale pociągu sypialnego do Szkocji. Była właśnie na jedynej w swoim rodzaju wycieczce świątecznej z dwójką swoich najulubieńszych ludzi na całym świecie, a z wagonu klubowego miała zachwycający widok na rozświetlone świtem jeziora i porośnięte wrzosem góry. Wszystko było idylliczne, jeśli nie liczyć jednego: na niebie wykwitały sinoszare chmury.

– Spadnie śnieg – stwierdziła Edie tonem bardziej pasującym do odczytywania wyroku śmierci.

– Na to właśnie liczę – powiedział kelner, który przyniósł im talerze ze śniadaniem. – Postawiłem na białe Boże Narodzenie. Stawka dwadzieścia do jednego.

– Cóż… Ja liczę, że się mylę i że te nimbostratusy rozproszą się bez rozlewania wody w formie zmrożonych kryształków. – Edie położyła serwetkę na kolanach i z aprobatą pokiwała głową na widok wędzonego łososia i jajecznicy. – Rzadko jednak zdarza mi się nie mieć racji.

– Mama nie przepada za śniegiem – wyjaśnił siedzący naprzeciw niej Sean, zabierając się do swoich naleśników. Zwyczajowe śniadanie, jakie detektyw inspektor spożywał przed pracą, zawierało białko w proszku i jagody acai. Węglowodany były rzadkim przysmakiem.

Kelner powędrował wzrokiem między Edie i Seanem. Jego uniesione brwi jakby zadawały pytanie, zanim jeszcze je wypowiedział.

– To pana mama? Ale przecież ona… – Roztropnie przerwał w tym miejscu, choć było oczywiste, co miał na myśli. Ze statystycznego punktu widzenia wydawało się niezbyt prawdopodobne, by ponadosiemdziesięcioletnia Edie była matką trzydziestokilkuletniego Seana.

– To długa historia. Pod względem biologii mama jest właściwie moją cioteczną babką, ale adoptowała mnie, kiedy byłem mały – wyjaśnił ten ostatni i po chwili dodał: – Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym.

– Och… – Kelner zerknął w kierunku baru, jakby się zastanawiał, kiedy będzie mógł wrócić do pracy i zakończyć tę niezręczną rozmowę. Albo wypić drinka, by o niej zapomnieć.

Dziewięćdziesięciodwuletnia Riga podniosła kiełbaskę ze swojego talerza i podała ją mopsowi Nicolasowi, który węszył pod stołem.

– Wypadek oraz inne traumatyczne wydarzenia miały miejsce w pewne burzowe Boże Narodzenie. To dlatego Edie nienawidzi śniegu. Choć ostatnimi czasy przestała podchodzić do świąt aż tak podejrzliwie. – Riga odwróciła się do partnerki i pocałowała ją w usta.

– To prawdziwa historia miłosna – wyjaśniła Edie przyglądającemu im się szeroko otwartymi oczami kelnerowi, biorąc ukochaną za rękę. – Jesteśmy razem od dwóch lat.

Mężczyzna uśmiechnął się od ucha do ucha, być może z ulgi, że temat rozmowy zmienił się ze śmierci na oddanie.

– Czyli nadal jest nadzieja dla mojej babuni. Owdowiała dwadzieścia lat temu.

– Miłość jest jak zgubienie pilota do telewizora – stwierdziła Riga, skubiąc black pudding1. – Nie przestawaj szukać, a w końcu go znajdziesz i będziesz mógł kogoś wkurzać skakaniem po kanałach.

– W jej ustach to brzmi, jakby znalazła mnie upchniętą gdzieś pomiędzy poduszkami kanapy! – powiedziała Edie do kelnera. – Mieszkamy obok siebie. Radziłabym twojej babce, żeby rozejrzała się po sąsiadach, a może wpadnie jej w oko jakiś gorący towar. Dzięki temu zaoszczędzi na benzynie.

– Przekażę babuni. Chociaż wstrzymam się z tym do czasu, aż rozweseli się sherry po świątecznej kolacji. – Wracając do baru, kelner nie przestawał się uśmiechać.

Riga miała częściowo rację co do uczuć, jakie żywiła Edie wobec śniegu. Rzeczywiście źle jej się kojarzył, ale chodziło o coś więcej. Podobnie jak brokat zmuszał ją do zastanawiania się, co ukrywa pod spodem. To jak z korektorem – nic tak naprawdę nie znika. I chociaż niechęć Edie do okresu świątecznego faktycznie osłabła, nadal pozostała w niej pewna podejrzliwość.

Była jednak Wigilia. Skoro świat nie mógł się ubrać w Vivienne Westwood, jak sama Edie, to niech już się oblecze w ten śnieg. Na krótko.

Kiedy pociąg zbliżył się do ich stacji, Sean poszedł do przedziałów po bagaże.

– Udało nam się dotrzeć na miejsce i nikt nas nie zabił! – rzuciła Riga, nawiązując do ożywionej rozmowy, jaką prowadzono ubiegłego wieczoru w wagonie klubowym. Jej tematem było morderstwo popełnione w pociągu sypialnym dokładnie na tej trasie w Boże Narodzenie kilka lat temu.

– Jak zawsze optymistka – odpowiedziała Edie. – Powtórz to, gdy już wysiądziemy.

Pociąg wtoczył się na stację Crianlarich. Sean pojawił się w drzwiach i razem z Edie pomogli Ridze dostać się do przedsionka, gdzie czekały już bagaże i wózek inwalidzki.

Kiedy wysiedli na peron, zaczął padać śnieg.

– Miałaś rację – powiedziała Riga. Nicolas łapał do pyszczka białe płatki. – Jak zwykle.

Edie zamierzała powiedzieć, że fakt, iż się nie pomyliła, tym razem nie przyniósł jej satysfakcji, ale przyniósł, więc tego nie zrobiła.

– Mam nadzieję, że taksówka niedługo przyjedzie. – Sean przeciągnął walizki pod niewielkie zadaszenie. – Nie chcielibyśmy się spóźnić na przeprawę na drugą stronę.

– Mógłbyś to ująć jakoś inaczej? – zapytała Edie. – Zabrzmiało, jakbyśmy czekali na śmierć.

Riga pogodnie spojrzała na góry, których wierzchołki ginęły w chmurach.

– Zawsze czekamy na śmierć – stwierdziła.

* * *

Po dotarciu do Oban Edie, Sean i Riga usiedli w kawiarni i przez ozdobione czerwonym łańcuchem choinkowym okno patrzyli na port. Wydawało się, że maszty statków się zderzają i nacierają na siebie niczym kopie w pojedynku. Niedaleko, po drugiej stronie smaganej wiatrem cieśniny, wyspa Kerrera stopniowo niknęła pod śniegiem.

Z głośników płynął zachrypnięty głos Bruce’a Springsteena śpiewającego Santa Claus Is Coming to Town.

– Nienawidzę tej piosenki. – Edie aż się wzdrygnęła.

– Ja ją uwielbiam – odpowiedział Sean.

– Znasz moją opinię na temat Bruce’a. – Riga westchnęła, jakby przypomniała sobie jakąś sekretną schadzkę ze Springsteenem, co zresztą, biorąc pod uwagę jej bogatą historię, wcale nie było takie nieprawdopodobne.

– To nie ze Springsteenem mam problem, tylko ze Świętym Mikołajem. Sami posłuchajcie. W tej piosence śmieje się jak jakiś szaleniec. Ten cwany brodaty ku… – Edie zauważyła uniesione brwi Seana i ruch gałek ocznych, którym wskazywał zbliżającą się kelnerkę, sugerując wyraźnie, że taki kwiecisty język nieszczególnie nadaje się do używania w czyimś miejscu pracy – …karbunkuł – poprawiła się. – Dlaczego to on ma decydować, kto jest niegrzeczny, a kto grzeczny? Dlaczego to właśnie jemu przypada osądzanie naszych dusz?

Kelnerka spojrzała na nią szeroko otwartymi ze zdumienia oczami, a do Edie dotarło, że gwałtowne zaciśnięcie warg przy ostatnim słowie musiało zniekształcić jego wymowę.

– Naszych dusz – powtórzyła wyraźnie. – Chociaż wersja z „p” na końcu też pasuje. W każdym razie poproszę gorącą czekoladę.

– Ja również – włączył się Sean. – Ze wszystkimi dodatkami. I do tego kawałek dundee2.

– Dla mnie cappuccino. – Riga odwróciła się od kelnerki. – W dodatku zakrada się nocą do pokojów dzieci – poparła swoją partnerkę. – A my, zamiast wypuścić za nim list gończy, fetujemy jego wizyty. Jedyny święty w okolicy w tej chwili zajmuje miejsce obok mnie.

– Dziękuję – powiedziała Edie.

– Miałam na myśli Nicholasa i dobrze o tym wiesz – odparła Riga z uśmiechem.

Siedzący obok niej mops mrugnął, jakby potwierdził przyjęcie komplementu.

– Święty Mikołaj jest nieszkodliwy – zaprotestował Sean. – To pokrzepiające wierzenie.

– Masz bardzo pozytywne spojrzenie na świat – wtrąciła Edie – jak na policyjnego detektywa.

Sean uśmiechnął się szeroko.

– Zostawiłem swój cynizm na komisariacie aż do przyszłego tygodnia. Mam wolne na Boże Narodzenie i czeka mnie eleganckie świętowanie z moją cudowną rodziną bez śladów zbrodni na horyzoncie. Dzięki Ridze.

– Cieszę się, że mój bzik na punkcie rywalizacji w końcu się opłacił.

Co miesiąc Riga startowała w dziesiątkach konkursów. Niektóre znajdowała online, ale większość w rozmaitych magazynach. Zdobywała już wcześniej różne nagrody: air fryera, i to jeszcze zanim ten zaczął robić furorę w telewizjach śniadaniowych, frisbee, roczny zapas słodyczy Chewitts, ale nic nie mogło się równać z dwudniowym pobytem na Boże Narodzenie w jedynym hotelu, jedynym budynku mieszkalnym na Holly Island. Właściwie to nagroda była przeznaczona dla pary z dwojgiem dzieci, ale Riga roztoczyła swój bezdyskusyjny urok i wyłudziła apartament z dwiema sypialniami: ona sama z Edie miały spać w jednej, a Sean, jego mąż Liam oraz adoptowane przez nich Juniper i Rose – tych troje miało dojechać rankiem w Boże Narodzenie – w drugiej.

Kiedy Edie spojrzała w niebo pełne ciężkich chmur, zaczął w niej narastać niepokój. Śnieg padał teraz tak gęsto jak pierze sypiące się z rozciętej poduszki. Cały port pokrywała już biała jak lukier warstwa puchu.

– Może powinieneś powiedzieć Liamowi, żeby przyjechał z dziećmi jeszcze dziś wieczorem? – zasugerowała Seanowi. – W razie gdyby podróżowanie jutro okazało się zbyt niebezpieczne. – Edie wyobraziła sobie, jak dzieci w bożonarodzeniowy poranek zaglądają do swoich świątecznych skarpet w apartamencie razem z nią. Choć przez tyle lat nienawidziła tego okresu, teraz zaczynała kochać towarzyszące mu rytuały. Przynajmniej niektóre z nich.

– Nie mogą, mówiłem ci. Zostają na noc w domu rodziców Liama w Glasgow, żeby oni również spotkali się z dziećmi w dzień Bożego Narodzenia. Właścicielka hotelu zgodziła się wysłać łódź, która jutro rano odbierze ich stąd i przewiezie na wyspę.

– A co, jeśli przez ten śnieg zostaniemy tam odcięci bez nich? Jeśli oni zostaną odcięci tutaj? – Serce Edie biło teraz zbyt szybko. Oddzielenie od dzieci, nieważne, na jak długo, budziło w niej dawne traumy.

– A może przestaniemy się zamartwiać rzeczami, na które nie mamy wpływu? – zripostowała Riga.

– Jestem pewien, że wszystko będzie dobrze – dodał Sean.

– Proszę nie przesadzać z tą pewnością – rzuciła lekko kelnerka, stawiając przed nim solidny kawałek ciasta. – Na razie tylko lekko prószy. Prawdziwe opady mają się dopiero zacząć. Według najnowszych prognoz późnym popołudniem możemy się spodziewać śnieżycy zmierzającej nie w głąb lądu, ale w kierunku wysp.

To wywołało u Edie przypływ paniki.

– Może pojedziemy na święta do rodziców Liama? Żebyśmy nie zostali odcięci od dzieci?

Życie może się tak szybko odmienić. Niecałe dwa lata temu, po długim i bolesnym procesie, Sean z mężem adoptowali Juniper, a sześć miesięcy później jej młodszą siostrzyczkę Rose. I wówczas wnuki Edie stały się nieodłączną częścią jej życia. Dla tych dzieci zrezygnowałaby z krzyżówek, które były w równym stopniu jej obsesją, co powołaniem, łamigłówek, a nawet herbaty. Święta bez nich nie wchodziły w grę!

– Kochanie, proszę – powiedziała Riga. – To mój prezent dla was wszystkich. Poza tym zawsze chciałam tu wrócić. Mama pracowała w hotelu na Hebrydach, kiedy poznała tatę. Przeprowadzili się do Polski, spłodzili mnie, a potem wrócili tu w latach trzydziestych. Część moich najwcześniejszych wspomnień z dzieciństwa wiąże się właśnie ze Szkocją. Poza tym, bądźmy szczerzy, jestem wręcz fenomenalnie stara. Być może nigdy więcej tu nie przyjadę.

Edie pogładziła cienką jak płatek kwiatu skórę na ręce Rigi.

– Przepraszam. Znasz mnie. Niełatwo się uwolnić od praktykowanej przez całe życie hiperczujności.

– Nie zapominaj, że Boże Narodzenie zawsze było dla ciebie ciężką próbą – dodał łagodnie Sean. – Trudno zostawić za sobą takie doświadczenie, ale należy już do przeszłości i tak powinno być traktowane.

– Chciałabym, żeby to było takie proste – odpowiedziała Edie. – Logika podpowiada mi, że to, co się stało, nie było w swojej istocie związane z Bożym Narodzeniem, ale i tak mam wrażenie, że moje ciało automatycznie wchodzi w stan gotowości, jak tylko w supermarketach zawisają łańcuchy świąteczne.

– Psycholożka Juniper opowiadała mi o traumach międzypokoleniowych, szczególnie w rodzinach adopcyjnych. Jeśli odpowiednio się nimi nie zajmiemy, nasze reakcje na trudne doświadczenia mogą zostać przekazane innym pokoleniom. I to w obu kierunkach.

Poczucie winy przygwoździło Edie do krzesła.

– Myślisz, że swoim zachowaniem mogę wszystko utrudnić Juniper?

Sean wziął ją za rękę.

– Mamo, mówię tylko, że powinniśmy być świadomi własnego bagażu. Boże Narodzenie to taka kapsuła czasu, którą otwieramy co roku. Trochę jak znoszenie pamiątek rodzinnych ze strychu. Przeszłość zderza się z teraźniejszością, nie pozwalając nam swobodnie i z otwartością spojrzeć w przyszłość.

Edie pomyślała o wiktoriańskich bombkach, które odziedziczyła po własnej babce. Pięknych i delikatnych, przechowywanych w wytłaczance po jajkach. Teraz większość była już potłuczona, a ostre odłamki kaleczyły jej skórę. Nie potrafiła ich wyrzucić, a przecież nie chciałaby, żeby Juniper i Rose się nimi poraniły.

Spojrzała na Rigę, swoją wspaniałą partnerkę. Patrzenie w przyszłość również było częścią Bożego Narodzenia.

– Masz rację, Sean. Zrobię, co mogę, żeby ostrożnie rozpakować tę kapsułę. Teraz jednak zamierzam spędzić cudowne święta. – Uśmiechała się, ale nadal, czy to z powodu PTSD, nawyku, czy może intuicji, nie potrafiła się uwolnić od przekonania, że coś pójdzie bardzo, bardzo źle.

1Black pudding to rodzaj wędliny, której głównymi składnikami są podroby i krew. Przypomina nieco polską kaszankę i jest elementem pełnego angielskiego śniadania.

2 Dundee to popularne w Szkocji ciasto bakaliowe pieczone głównie na Boże Narodzenie.

A

Rozdział 2

Mara Morecombe-Clark bała się wielu rzeczy. Krwi. Ciemności. Porażki. Złych znaków. Bananów. Windy jednak były najgorsze. Windy łączyły lęk przed lustrami, muzakiem i bliskim kontaktem z innymi ludźmi w ograniczonej przestrzeni. „Kiedyś będziesz musiała z niej skorzystać – przekonywała samą siebie, nacisnąwszy guzik przywołujący kabinę w hotelu Zamek Aster. – Jesteś menedżerką. Co, jeśli któremuś z gości zdarzy się nagły wypadek?”

Kiedy dźwig ruszył w jej stronę, a podświetlane cyfry pod wieńcem z żywego ostrokrzewu wskazywały kolejne, coraz niższe piętra, gdzieś z głębi mechanizmu dobiegło ją skrzypnięcie. W myślach dodała „nasmarować windę WD40” do listy rzeczy do załatwienia przed przyjazdem gości na specjalne świąteczne otwarcie, które miało nastąpić za – zerknęła na zegarek – siedemdziesiąt trzy minuty. Choć właściwie nie było to pełnoprawne otwarcie, jako że mieli tylko sześć zajętych apartamentów i żadnych płacących klientów, a lista gości obejmowała lokalnych dygnitarzy, krytyków i influencerów podróżniczych, gra szła o wysoką stawkę. Jeśli cokolwiek pójdzie źle, uruchomienie hotelu może już na starcie zakończyć się twardym lądowaniem. A ponieważ rodzice Mary, Ivan i Felicity Morecombe’owie-Clarkowie, zainwestowali całe swoje oszczędności emerytalne w zakup tego budynku, to właśnie oni na tym ucierpią.

Ale przecież wszystko pójdzie dobrze. Musiało pójść dobrze. Poza tym tego ranka Mara widziała w jadalni rusałkę pawika. Trudno o lepszy omen.

Drzwi windy otworzyły się ze zgrzytem. Skonstruowana w latach dwudziestych dwudziestego wieku kabina przypominała ozdobną mosiężną klatkę dla ptaków otoczoną lustrami. Z głośników marki Bose dobiegały dźwięki Dziadka do orzechów Czajkowskiego. Mara wyobraziła sobie, że została uwięziona w środku i kręci się niczym baletnica w pozytywce. Albo gorzej: że utknęła w towarzystwie innych ludzi i wszystkie oczy wpatrują się właśnie w nią. To jakby trafić do puszki z liczi!

Próbując złapać oddech, Mara przycisnęła dłonie do piersi i się odwróciła. Nauczy się używać tej windy, ale nie dziś. A skoro już musiała korzystać ze schodów, to dobrze, że były takie zachwycające. Umiejscowione w centralnej części hotelu, zaczynały się w lobby i wiły niczym korkociąg wokół mierzącej dwadzieścia pięć stóp choinki, prowadząc aż na ostatnie piętro. Spiralne podejście leniwie pięło się w górę pod tak nieznacznym, niemal niezauważalnym kątem, że robiło jej się niedobrze, a jednak zawsze – ku jej zaskoczeniu – pozwalało jej w końcu dotrzeć na szczyt. W przeciwieństwie do wielu schodów, które wydawały się widowiskowo spływać na dół, te sprawiały wrażenie, jakby się czołgały.

Kiedy znalazła się na najwyższym piętrze, ponownie odtworzyła wiadomość głosową poirytowanego Ryana Dreitha, szefa kuchni Zamku Aster. „Hej, Mara. Jestem na siłowni i dwie żarówki nade mną dosłownie ciągle migają. Są cholernie denerwujące. Możesz to załatwić, stara? Błyskają jak jakiś artysta z lat osiemdziesiątych”.

Ryan zawsze balansował na linie, zawsze o włos od zwolnienia, a restauracji, które wywaliły go z hukiem, było niemal tyle, ile gorących kolacji, które przygotował. Zatrudniając go, musiała się poważnie zastanowić, czy posiadanie w ekipie kontrowersyjnego, nagrodzonego gwiazdką Michelina szefa kuchni zrównoważy ryzyko tego, że w trakcie serwisu nagle wybuchnie i opuści stanowisko. Uznała, że nie, ale potem szef, którego wybrała, wycofał się na ledwie miesiąc przed otwarciem. Kiedy więc Celine Allard – jej przyjaciółka, zaznajomiona z tym biznesem i należąca do dzisiejszego grona gości – zapewniła ją, że Dreith się uspokoił, Mara podpisała z nim umowę na czas określony, obejmującą obsługę tego właśnie eventu, z założeniem, że – jeśli będzie się odpowiednio zachowywał i dobrze się spisze – zostanie zatrudniony na stałe. Przebywał w hotelu dopiero od pięciu dni i chociaż Mara uwielbiała przygotowywane przez niego posiłki, samego mężczyzny nienawidziła. Zawarcie z nim kolejnej umowy nie wchodziło w grę.

Kiedy się zbliżała do nowej szklanej ściany siłowni, Ryan leżał na ławce do wyciskania. Z drżącymi rękami i twarzą czerwoną jak strój Świętego Mikołaja z trudem odłożył sztangę na stojak.

– Wygląda na ciężką – powiedziała Mara, kiedy do niego dołączyła. – Chyba nie powinieneś tego robić sam. Nie ma nikogo, kto mógłby cię asekurować? – Wiedziała oczywiście, że w przygotowania hotelu na przybycie świątecznych VIP-ów zaangażowany jest cały personel. Kaprys Ryana, dla którego ważniejsze były własne mięśnie piersiowe, nie mieścił się na liście ich dzisiejszych priorytetów. Czy klasyczne podejście pasywno-agresywne wystarczy, by dać mu do myślenia? – A może wszyscy są zajęci?

– Ja jestem gotowy. Jeśli oni nie, to ich problem. – Ryan wytarł ręcznikiem spocony tors. – Raczej nie mamy tu nadmiaru personelu. Pytałem Owaina, czy chciałby dołączyć, ale stwierdził, że musi popłynąć ze Swindonem.

Mara poczuła przypływ paniki i ukłucie niepokoju na myśl o niedoborach kadrowych. Ponieważ dopiero uruchamiali biznes, trudno było im zdobyć tymczasowych pracowników na Boże Narodzenie. Już wcześniej brakowało im ludzi, a dziś rano wycofały się dwie osoby do sprzątania, jedna ze zmywaka i jedna z obsługi kelnerskiej. Podobno zachorowały. W efekcie Mara wkraczała w najważniejszy moment swojej zawodowej kariery nieprzygotowana.

– Chociaż powiedziałem mu – ciągnął Ryan – że Swindon poradzi sobie bez niego, a stawką jest moje bezpieczeństwo, nie posłuchał. Potem poprosiłem Kimberley, ale jest zajęta przygotowywaniem do popołudniowej herbatki. – Wzruszył ramionami. – Cóż począć? Próbujesz pomóc ludziom, a oni za nic mają twoje rady. I to nie tylko ci najmłodsi. Tarn przewróciła oczami, kiedy zasugerowałem, że idealnie nadawałaby się do asekurowania mnie, bo jest równie silna jak ja. Oczywiście nie jest. Jasna sprawa. Po prostu byłem miły.

Do tego faceta naprawdę nic nie docierało. Być może w jego przypadku sprawdzało się jedynie podejście agresywno-agresywne, ale to nie było w stylu Mary.

– Kiedy już skończysz, będziemy potrzebować twojego doświadczenia, żeby przygotować się na przyjazd gości. Wszystkie ręce na pokład.

– Wiem. Właśnie dlatego dałem ci znać o problemach z elektrycznością. – Ryan wskazał na sufit. Jak na zawołanie światła w całej siłowni zamrugały, jakby przybierający na sile wiatr próbował zdmuchnąć żarówki.

Kątem oka Mara wychwyciła jakiś ruch. Izzie, pokojowa, stała w korytarzu i intensywnie wpatrywała się w Ryana przez szklaną ścianę. Trudno było powiedzieć, czy jej spojrzenie jest namiętne, czy raczej złowrogie.

Dokładnie w tej chwili rozdzwonił się telefon. Izzie oddaliła się pośpiesznie, pochylając głowę nad stosem poduszek, który właśnie niosła.

– Wszystko w porządku, Swindonie? – zapytała Mara, odebrawszy.

Swindon Marr był konserwatorem i jedynym członkiem personelu z uprawnieniami do kierowania niewielką hotelową łodzią. Obiecał zadzwonić, kiedy dotrze do Oban.

– To zależy, jak zdefiniujemy „w porządku”. Nie będę kłamał, panno Morecombe-Clark, morze jest wzburzone i dotarcie tu nie było proste. Sztorm przyszedł szybciej, niż zapowiadano. Powrót może się okazać skomplikowany.

Swindon zadzwonił do niej kiedyś i powiedział, że „pobolewa go brzuch”. Mara dowiedziała się później, że leżał w szpitalu z ostrym zapaleniem błony śluzowej żołądka, wymiotował krwią i tracił przytomność. Jeśli więc ten były rybak i wolontariusz na łodzi ratowniczej opisywał morze jako „wzburzone”, sprawa była poważna.

Pośpiesznie przeszła korytarzem do okna panoramicznego wychodzącego na niewielką przystań. Niebo pokrywały szare burzowe chmury. Fale roztrzaskiwały się o nabrzeże. Ostrokrzew, który niegdyś porastał całą wyspę, a teraz tworzył coś w rodzaju ściany kurtynowej zamku, był pokryty śniegiem. Sosny na hotelowym trawniku uginały się pod naporem wiatru, kłaniając się morzu.

– Masz rację – powiedziała Mara. – Byłam zbyt zajęta w środku, żeby dotarło do mnie, co się dzieje na zewnątrz. – Musiała radzić sobie lepiej, być lepsza. Dobry menedżer hotelu powinien umieć dostrzec wszystko, nadzorować wszystko. Być ponad burzowe chmury.

– Proszę się nie zadręczać, panienko – powiedział Swindon. – Nic złego się nie stało.

To jednak wielka szkoda. Mara chciała, żeby goście odbyli luksusowy rejs na wyspę, zrelaksowali się, delektując się napojami, przekąskami i zachwycającymi widokami Lismore, zachodniego końca półwyspu Ardnamurchan oraz wysp Mull i Coll, ale przy tej pogodzie napoje by się wylały, miseczki z przekąskami poprzewracały, a na widoki nie było nawet co liczyć.

– Muszę kończyć, panno Morecombe-Clark. Ktoś nadchodzi – poinformował Swindon. – Wygląda na to, że dotarli już nasi pierwsi goście. A któryś z nich ma psa.

Rozłączył się, pozostawiając Marę z sercem bijącym równie szybko jak u szczeniaka. Sama nie wiedziała, co przeraża ją bardziej: pies czy towarzyszący mu goście, którzy mieli ocenić hotel.

Czas skoczyć do pokoju, by się przygotować i znieść na dół wielką niespodziankę. Mara spojrzała w kierunku windy, po czym popędziła pośpiesznie do schodów. Światła wielkiego żyrandola zamigotały. To pewnie efekt burzy śnieżnej, która szybko minie, pozostawiając za sobą hotel zmieniony w zimową krainę czarów. Gotowy do obfotografowania na Instagram. A przynajmniej taką miała nadzieję.

Pokój Mary znajdował się w suterenie, razem z resztą kwater dla personelu. Wybrała najmniejszy i najbardziej zaniedbany ze wszystkich, by pokazać, że należy do zespołu jak każdy inny, choć przecież jako jedyna miała prawo zatrudniać i zwalniać pozostałych.

Włączyła górne światło i usiadłszy po turecku na pojedynczym łóżku, zamaskowała korektorem trądzik różowaty i poprawiła szminkę na ustach. W kieszonkowym lusterku widziała za sobą swój pokój oraz stojące za maleńkim oknem śmietniki. Na ich pokrywach leżała dwucalowa śnieżna czapa, której górną warstwę nieustannie zwiewał wiatr.

Widok, który miała przed sobą, był znacznie lepszy. Domek dla lalek wyglądający jak miniaturowa replika hotelu. Zamówiła go u lokalnego rzemieślnika i razem dopilnowali, żeby był identyczny, nie pomijając nawet irytującego pęknięcia w białym tynku nad głównym wejściem, które ciągle się pojawiało, niezależnie od tego, ile razy próbowali je zakryć. Oczywiście prawdziwy zamek pokrywał teraz śnieg, więc Mara będzie musiała wziąć trochę tego sztucznego, rozsypanego pod żywą choinką w lobby, by umieścić go na dachu domku.

Wnętrze repliki było jeszcze bardziej imponujące. Klatka schodowa, zawieszony w lobby zegar, lada recepcji w stylu art déco, zaokrąglone wykusze pokoi w wieży – wszystko zostało perfekcyjnie zminiaturyzowane. W tym także ludzie. Mara zamówiła laleczkowe wersje całego personelu. Uwielbiała umieszczać minisiebie w różnych miejscach – pomagającą w kuchni, stojącą za ladą recepcji, leżącą w łóżku, kiedy prawdziwa Mara nie miała czasu na sen.

Podeszła do domku i otworzyła jego przednią ścianę. Zamrugała, jej puls przyśpieszył. Figurka ojca powinna siedzieć przy barze i czytać gazetę, bo tam właśnie ją zostawiła z dużą porcją szkockiej whisky na stoliku obok, a tymczasem leżała na podłodze w zminiaturyzowanej sypialni rodziców Mary. Jej matka siedziała na łóżku, zakrywając drewnianą twarz drewnianymi dłońmi. Jakaś nowa laleczka, ubrana w granatowy uniform, nachylała się nad tatą z nieobecnym wzrokiem, opierając ręce na maleńkich noszach, na których leżał pusty worek na zwłoki. Oczy figurki taty były wpatrzone w sufit.

Drżącą dłonią Mary odczepiła od noszy minipodkładkę z klipsem. Kiedy odczytała słowa wydrukowane na prostokątnej karteczce, gwałtownie zalał ją strach.

Pan Ivan Morecombe-Clark. Wiek: 66 lat. Czas zgonu: 17:45, 25 grudnia. Przyczyna śmierci: nieznana trucizna. Nie podano antidotum.

Z

Rozdział 3

Dostępne w wersji pełnej

R

Rozdział 4

Dostępne w wersji pełnej

U

Rozdział 5

Dostępne w wersji pełnej

Ś

Rozdział 6

Dostępne w wersji pełnej

Y

Rozdział 7

Dostępne w wersji pełnej

A

Rozdział 8

Dostępne w wersji pełnej

D

Rozdział 9

Dostępne w wersji pełnej

J

Rozdział 10

Dostępne w wersji pełnej

W

Rozdział 11

Dostępne w wersji pełnej

Y

Rozdział 12

Dostępne w wersji pełnej

I

Rozdział 13

Dostępne w wersji pełnej

W

Rozdział 14

Dostępne w wersji pełnej

Z

Rozdział 15

Dostępne w wersji pełnej

I

Rozdział 16

Dostępne w wersji pełnej

O

Rozdział 17

Dostępne w wersji pełnej

Ę

Rozdział 18

Dostępne w wersji pełnej

I

Rozdział 19

Dostępne w wersji pełnej

Y

Rozdział 20

Dostępne w wersji pełnej

C

Rozdział 21

Dostępne w wersji pełnej

Ł

Rozdział 22

Dostępne w wersji pełnej

W

Rozdział 23

Dostępne w wersji pełnej

E

Rozdział 24

Dostępne w wersji pełnej

R

Rozdział 25

Dostępne w wersji pełnej

I

Rozdział 26

Dostępne w wersji pełnej

L

Rozdział 27

Dostępne w wersji pełnej

E

Rozdział 28

Dostępne w wersji pełnej

T

Rozdział 29

Dostępne w wersji pełnej

J

Rozdział 30

Dostępne w wersji pełnej

W

Rozdział 31

Dostępne w wersji pełnej

I

Rozdział 32

Dostępne w wersji pełnej

T

Rozdział 33

Dostępne w wersji pełnej

M

Rozdział 34

Dostępne w wersji pełnej

K

Rozdział 35

Dostępne w wersji pełnej

A

Epilog

Dostępne w wersji pełnej

M

Podziękowania

Dostępne w wersji pełnej

Gry na przełamanie lodów

Dostępne w wersji pełnej

Odpowiedzi do łamigłówek

Dostępne w wersji pełnej