Wymagająca kochanka - Fiona Brand - ebook
Opis

„Gdy zamknęła oczy, poczuł przyjemny dreszcz. Napięcie narastało. Wreszcie z cichym pomrukiem przewrócił ją na plecy. Rozedrgane gorące powietrze, upojna intensywność chwili i wonna, rozjaśniona blaskiem świec noc zlały się w jedną wielką rozkosz”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 148

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Fiona Brand

Wymagająca kochanka

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

„Rozrywkowa dziewczyna Zane’a Atraeusa” – nagłówek tabloidu przykuł wzrok Gabriela Messeny, zamożnego bankiera i przedsiębiorcy. Nieco spięty zapłacił sprzedawcy w kiosku na lotnisku w Auckland i zaczął przerzucać strony brukowca, by sprawdzić, z kim spotyka się jego szalony kuzyn. Jego uwagę przyciągnęło zdjęcie kobiety: znajome złotorude włosy, jasna cera, ciemne oczy i smukła zmysłowa sylwetka o wdzięku tancerki.

To nie jakaś tam dziewczyna, pomyślał Gabriel, przyglądając się pogodnemu spojrzeniu Gemmy O’Neill. Zane znowu spotykał się z jego kobietą. Gabriel poczuł silny skurcz w żołądku. Kiedy po raz pierwszy usłyszał, że Zane widuje się z Gemmą, upewnił się, że ich znajomość ma charakter wyłącznie biznesowy. Według tabloidu jednak sytuacja ta uległa zmianie.

Nic dziwnego, że Gemma pociągała Zane’a. Była czarującą i inteligentną kobietą o impulsywnej naturze. Gabriela ujęła otwartością, kiedy pracowała jako ogrodniczka w posiadłości Messenów. Nie mógł jednak zrozumieć, co takiego Gemma, która nie wygląda na dziewczynę marzącą jedynie o zabawie, widziała w jego młodszym kuzynie hulace.

Ogarnęła go dzika żądza posiadania i uznania Gemmy za swoją własność, mimo że nie widział jej od sześciu lat. Narastała w nim złość na Zane’a. Miał kobiet na pęczki i na tyle dużo czasu, by umawiać się ze wszystkimi. Dlaczego nie zostawił w spokoju jego byłej asystentki?

Do licha, pomyślał. Z łatwością rozpoznał uczucie, które nim zawładnęło i zaburzyło jasność myślenia. Był zazdrosny o Zane’a, co wydawało się bezsensowne, wziąwszy pod uwagę, że z Gemmą przeżył zaledwie krótką chwilę namiętności.

Tamto spotkanie wyryło się w jego pamięci jako ostatni poryw beztroskiej młodości. Dwa dni później jego ojciec zginął w wypadku wraz z kochanką, piękną Katherine Lyon, która notabene prowadziła ich dom. W atmosferze żałoby i skandalu Gabriel został obarczony odpowiedzialnością za bank, rodzinę i media. Nie w głowie mu było wiązanie się z podwładną, choćby nawet najbardziej atrakcyjną.

Aż do teraz. Wzdrygnął się na myśl o odnowieniu znajomości, u której podstaw leżało to samo fatalne zauroczenie, które zniszczyło jego ojca. Złożył gazetę, podszedł do stanowiska odprawy dla pierwszej klasy. Czekając na kartę pokładową, ponownie zerknął na artykuł. Wyliczano w nim przelotne związki Zane’a. Zapewne wciąż utrzymywał kontakty z innymi kobietami, a Gemmę traktował jako rezerwę. Zirytowało go, że ona w pogoni za Zane’em zapomniała o dumie i została dziewczyną na zawołanie. Przecież była taka niezależna! Jego wzrok zatrzymał się na zdaniu, które wyjaśniało dziwne zachowanie Gemmy. Nie była singielką w ścisłym tego słowa znaczeniu. Miała dziecko. Pewnie z Zane’em.

Gabriel wziął głęboki oddech, serce jednak waliło mu jak oszalałe, kiedy próbował przyswoić tę informację. Za późno, by żałować, że nie czytywał brukowców w ciągu ostatnich dwóch lat. Zane’owi nie wystarczyło to, że Gemma była jego asystentką. Musiał jeszcze zaciągnąć ją do łóżka!

Nerwowo rozluźnił krawat, by zaczerpnąć powietrza. Starał się opanować. Ciężko pracował nad kontrolowaniem namiętności, które miotają mężczyznami z rodu Messenów. Wiadomość o dziecku Gemmy głęboko go zraniła, a fakt, że było to dziecko Zane’a, rozjątrzył ranę. Trzydziestoletni Gabriel nie miał dotąd czasu na stworzenie związku, nieodpowiedzialny Zane natomiast doświadczył już tej bliskości i teraz odtrąca kobietę, z którą ma dziecko.

Gabriel jej jednak pragnął. Myśl ta przebiła się przez natłok emocji. Minęło sześć lat, aż tu nagle się przebudził. Emocje, które tłumił po śmierci ojca, rozpaliły się na nowo.

Jeszcze raz przyjrzał się fotografii. Tym razem zauważył, że Gemma kurczowo trzyma się ramienia Zane’a. Wszelkie opory co do roszczeń wobec kobiety, którą zostawił dla dobra rodziny i firmy, zniknęły, a ich miejsce zajęła furia. Gemma ma dziecko. Dziecko!

Logika nic tu nie pomoże. Przez zawodowe stresy i wygórowane oczekiwania rodziny stracił coś… ważnego.

Nic dziwnego, że nie zarejestrował zmian w życiu Gemmy. Zarządzanie imperium nie pozostawiało czasu na sen, a tym bardziej na życie osobiste. Spotykał się z kobietami wyłącznie w interesach lub na akcjach dobroczynnych, a powroty do pustego domu nie stanowiły dla niego problemu. Aż do teraz.

Podziękował za kartę pokładową i ruszył przez zatłoczoną halę. W tłumie trudno poczuć samotność, a jeszcze trudniej stawić czoła prawdzie: jego życie osobiste ziało pustką.

To jednak ma się zmienić. Był w drodze na śródziemnomorską wyspę Medinos, gdzie znajdował się dom Messenów, w którym – dziwnym zbiegiem okoliczności – przebywała Gemma. Gdyby miał skłonność to mistycyzmu, stwierdziłby, że to przeznaczenie.

Messenom jednak daleko do mistycyzmu. Oprócz słabości do kobiet mieli inną cechę wywodzącą się z czasów krucjat i Ryszarda Lwie Serce: nabywanie bogactwa w bitwach. Nawyk zwyciężania przechodził z pokolenia na pokolenie, efektem czego było nagromadzenie wielkich obszarów ziemskich i ogromnego majątku. A że grabieże wyszły z mody, Messenowie zdobywali teraz to, co chcieli, na posiedzeniach zarządu.

Podstawowa zasada pozostała niezmienna: zdefiniować cel, opracować plan i zdobyć nagrodę.

W tym przypadku plan był prosty: uwolnić Gemmę ze szpon Zane’a i ją uwieść.

– Gabriel Messena… zaręczyny… – Fragmenty rozmowy dobiegającej z tarasu luksusowego apartamentu Atraeusów zatrzymały Gemmę w połowie drogi.

Ścisnęła mocnej wózek z herbatą. Ożyły miejsca i emocje, do których przez sześć lat nie chciała wracać: cicha zatoczka, rozgwieżdżone niebo, Gabriel Messena i jego muskularne ciało splecione z jej ciałem. Jego czarne włosy i egzotyczne rysy twarzy kojarzące się jej z arabskim targiem i mauretańskim pałacem.

Siłą woli odegnała wciąż żywe wspomnienia. To pewnie ta romantyczna wyspa tak na nią działa. Rozdrażniona postawiła wózek przy stole, przyciągając uwagę dwóch bardzo ważnych gości rodziny Atraeusów. Jedną z nich była Luisa Messena, matka Gabriela, która nie miała pojęcia, że osoba podająca herbatę to jej była ogrodniczka i eks-kochanka syna.

Gemma przeprosiła i starając się zachować anonimowość, zgrabnym ruchem rozłożyła na stole obrus, talerze i serwetki. Opróżniając srebrny imbryk wart pewnie więcej niż auto, które musiała kupić, a na które nie było jej stać, żałowała w duchu, że zaoferowała pomoc w obsługiwaniu gości hotelowych.

– Długo na nią czekał… Doskonała… Zamożna rodzina…

Gemma starała się nie słuchać, bo przecież Gabriel to przeszłość, ale czuła, jak drętwieje. Najwyraźniej Gabriel zamierzał oświadczyć się jakiejś młodej damie, którą całe życie przygotowywano do wejścia w wyższe sfery i która dojrzała do zamążpójścia.

Zerwała nakrętkę z butelki wody mineralnej i rzuciła ją do puszki na dolnej półce wózka. Nakrętka jednak odbiła się od puszki i potoczyła po podłodze. Gemma podniosła ją i ostrożnie włożyła do puszki, po czym nalała wodę do szklanek. Dlaczego tak się przejęła tym, że Gabriel zapragnął w końcu się ożenić? Powinna się z tego cieszyć. Musi pamiętać, by wysłać mu kartkę z życzeniami. Stać ją na taki gest, bo ma własne życie.

Rozmowa na tarasie zeszła na temat zakupów. Co za ulga! Gemma nie mogła być obojętna wobec Gabriela, bo już jako nastolatka oszalała na jego punkcie. Był mężczyzną jej marzeń. Zakochała się w nim i całymi latami do niego wzdychała. Niestety traciła tylko czas, bo nie była ani zamożna, ani skoligacona z jego rodziną.

Pewnej nocy połączyła ich namiętność, ale Gabriel ją ugasił, jakby wetował jakąś wątpliwą inwestycję. Uprzejmie dał do zrozumienia, że nie ma dla nich przyszłości. Po skandalu, jaki wybuchł w prasie po tamtej nocy, Gemma zrozumiała, dlaczego ją porzucił. Romans ojca Gabriela z gospodynią domową zatrząsł posadami rodzinnego imperium opartego na bogatej konserwatywnej klienteli. Gabriel musiał naprawić szkodę, a wiązanie się z ogrodniczką, na której brukowce nie zostawiłyby suchej nitki, tylko podważyłoby wiarygodność banku.

Z bólem serca próbowała spojrzeć na to z innej perspektywy i zrozumieć, z czym borykał się Gabriel, ale odtrącenie głęboko ją zraniło. Po rozmowie z Gabrielem postanowiła nie oglądać się wstecz. Przyjęła taktykę chowania głowy w piasek, która świetnie od sześciu lat działała.

Mimo że niezwykle ostrożnie przenosiła porcelanową zastawę z wózka na stół, jedna filiżanka przewróciła się, a srebrna łyżeczka balansująca na spodku podskoczyła i z brzękiem spadła na talerzyk z masłem, wywołując niezadowolenie pań.

Gemma znów się spięła. Pracowała dla konsorcjum o nazwie Atraeus Group od kilku lat i zwykle była chętna do pomocy. Atrauesowie dali jej pracę, kiedy bardzo jej potrzebowała i dobrze ją traktowali, ale teraz nagle zdała sobie sprawę, że pełni rolę służącej. Postawiła srebrny dzbanuszek z mlekiem obok imbryka i wytarła kropelkę mleka, która spadła na obrus.

Nie była kelnerką. Ani też córką ogrodnika. Była wykwalifikowaną asystentką z dyplomem aktorki, przewrotny los zaś sprawił, że znowu pracowała dla Messenów, z czym trudno było jej się pogodzić.

Pogodna i doskonale zadbana Luisa wyglądała dokładnie tak jak wtedy, kiedy Gemma widziała ją w Nowej Zelandii nad Zatoką Delfinów. Jej przyjaciółka, choć ubrana zwyczajnie, wyglądała na równie zamożną i zadbaną jak ona: gładkie lśniące włosy i piękne paznokcie. Gemma zaś, po nieprzespanej nocy z powodu telefonu do Nowej Zelandii, zdołała zaledwie upiąć włosy w kok.

Stawiając na stole paterę z ciasteczkami i kanapeczkami, zerknęła na swoje odbicie w lustrze. Nic dziwnego, że Luisa jej nie rozpoznała. Gemma miała na sobie obszerny uniform pokojówki w bladoniebieskim kolorze, w którym nie było jej do twarzy. Nie wyglądała ani ładnie, ani elegancko. Daleko było jej do cieplarnianego kwiatuszka, który wyhodowano na przyszłą żonę dla Gabriela, mimo iż to Gemma urodziła jego dziecko.

Natychmiast pożałowała tych dramatycznych myśli. Odcięła się od Gabriela dawno temu, a z rozmowy wynikało, że on się zaręczył. Zapewne wybrał przyszłą żonę z taką samą rozwagą i starannością, z jaką zarządzał miliardowym biznesem rodzinnym.

To, co zdarzyło się między nią a Gabrielem, było szalone – efekt światła księżyca, szampana i szarmanckiej postawy Gabriela, który uwolnił ją od zbyt nachalnego wielbiciela. Kiedy po trzech miesiącach zorientowała się, że jest w ciąży, postanowiła nie mówić o tym Gabrielowi. Z krótkiej rozmowy z nim, podczas której powiedział, że nie jest zainteresowany związkiem, wynikało, że on spełnia jedynie swój obowiązek, kończąc jednoznacznie ich znajomość. Uznała więc, że odpowiedzialność za Sanchię spada na nią.

Jeszcze z jednego powodu zachowała dla siebie informację o dziecku. Urodzenie potomka Messenów łączyłoby się z powiązaniami, od których nigdy by się nie uwolniła. Messenowie utrzymywaliby ją jako byłą pracownicę Gabriela, z którą przez pomyłkę miał dziecko i która była nieodpowiednią kandydatką na żonę.

Przeżywając samotnie okres ciąży, Gemma postanowiła, że więcej nie da się zranić, bo Sanchia będzie tylko jej. Utrzymywanie istnienia córki w tajemnicy wydawało się prostsze i łatwiejsze. Nagle poczuła zalewającą ją falę gorąca. A jeśli Gabriel czekał na swą wybrankę? To znaczy, że Gemma była tylko epizodem, odskocznią w oczekiwaniu na kobietę, której naprawdę pragnął?

Przez tę lawinę wspomnień zapomniała sprawdzić, czy na stole niczego nie brakuje. Dotyk ust Gabriela, sposób, w jaki nawijał na palce jej włosy. Była na niego zła, że tak łatwo zrezygnował z ich związku, że był tak próżny i wolał żonę z rozsądku, zamiast z miłości.

Pchnęła wózek nieco mocniej, niż to było konieczne, i zahaczyła o kanapę. Luisa Messena, która właśnie schodziła z tarasu, spojrzała na nią, marszcząc przy tym brwi, jakby starając się przypomnieć sobie, skąd ją zna.

Gemma postawiła wózek przy drzwiach w nadziei, że Luisa nie będzie pamiętała, że sześć lat temu Gemma wbrew swoim zasadom przespała się z jej niezwykle bogatym synem.

Nie zważając na etykietę, Gemma nie zaproponowała, że naleje herbatę. Uśmiechając się do Luisy, otworzyła drzwi. Zamknąwszy je za sobą, odetchnęła głęboko. Skierowała się do windy dla obsługi hotelowej, kiedy zadzwoniła jej komórka. Upewniwszy się, że nikt jej nie słyszy, podniosła telefon do ucha.

Usłyszała poważny głos swojej pięcioletniej córki. Rozmowie towarzyszył dźwięk, który Gemma szybko skojarzyła ze starą zabawką – pieskiem, który szczekał, gdy przyciskało się jego brzuszek.

Szkoda, że była tak daleko. Bardzo chciała przytulić córkę. Sanchia jako niemowlę uwielbiała tę zabawkę, a teraz zabierała ją z sobą, gdy była zmęczona lub zdenerwowana.

Nad wiek dojrzała zapytała o to samo, co zawsze: gdzie jest Gemma, co robi, kiedy po nią przyjedzie i czy przywiezie jej prezent. Po krótkiej pauzie głos Sanchii zabrzmiał stanowczo, jakby nareszcie udało jej się wyrazić to, co chciała:

– I kiedy przywieziesz do domu tatę?

ROZDZIAŁ DRUGI

Pod Gemmą ugięły się nogi. Podejrzewała, że Sanchia podsłuchała, jak matka rozmawia ze swoją młodszą siostrą, Lauren. Teraz miała na to dowód.

Pytanie o tatę rozdarło serce Gemmy, podczas gdy Sanchia zapytała o niego tak naturalnie, jakby chodziło o zakup butów czy torebki.

Gemma zapragnęła chwili prywatności. Idąc holem, zastanawiała się, co powiedzieć. Zwykle była skoncentrowana i zorganizowana, jak na pracującą samotną matkę przystało. Po incydencie z nianią, która zamknęła Sanchię w samochodzie, a sama poszła do kasyna, Gemma przewartościowała swoje priorytety. Przechodzień, który zauważył Sanchię, wezwał policję. Wprawdzie Gamma jakoś się z tego wywinęła, ale jeszcze w tym samym tygodniu została uwikłana w skandal medialny z udziałem byłego szefa, Zane’a Atraeusa.

Jakby tego było mało, zwolniona niania sprzedała prasie historię o tym, jaką to Gemma jest złą matką. Media ekscytowały się tą historią, ponieważ Gemma pracowała kiedyś dla Zane’a. Z czasem uwaga mediów osłabła, wprost przeciwnie do zainteresowania australijsko-nowozelandzkiej opieki społecznej.

Kiedy próbowała wyjechać z Sanchią na Medinos do nowej pracy, sytuacja przybrała dramatyczny obrót. Gemmę oskarżono o próbę ucieczki i zatrzymano ją wraz z córką. Opiekę nad Sanchią przejęła tymczasowo matka Gemmy, ale niestety nie cieszyła się dobrym zdrowiem, dostała ataku serca i potrzebowała operacji wstawienia by-passów. Ku przerażeniu Gemmy Sanchię oddano do rodziny zastępczej.

Gemma nie była w stanie jeść ani spać. Bała się, że może nigdy nie odzyskać Sanchii i niezależnie od dowodów na to, że jest dobrą matką, straci córkę. Na szczęście Lauren, która ma liczną rodzinę, przekonała pracowników socjalnych, by pozwolili jej sprawować opiekę nad Sanchią, póki Gemma nie wróci do kraju. Lauren powiedziała siostrze, że to wyjątkowa przysługa i że sytuacja nie może się przedłużać. Miała za dużo pracy z własną gromadką i zbyt skromny budżet.

Gemma wysłała Lauren część oszczędności, ale czas naglił. Po latach samotnego rodzicielstwa mogła stracić córkę. Teraz przyświecał jej tylko jeden cel: przekonać opiekę społeczną, że jest dobrą matką.

Po kilku dniach znalazła rozwiązanie. Dowodem stabilności mógłby być związek z perspektywą małżeństwa. Jedyną nadzieją w tym przypadku był jej dawny szef, z którym spotykała się od dwóch lat.

Zane miał wprawdzie opinię kobieciarza, ale poza tym spełniał wymagania Gemmy jako kandydat na dobrego męża. Był przystojny, poważany, lubiany, a co najważniejsze, kochał dzieci. Zawsze myślała, że jeśli kiedykolwiek się jeszcze zakocha, to właśnie w nim. Brukowce i tak rozpisywały się na temat ich burzliwego romansu. To nie była prawda. Byli tylko przyjaciółmi. Chociaż, jeśli Zane potrzebował towarzystwa na jakieś formalne spotkanie, zabierał właśnie ją, co, jak na mężczyznę niechętnego związkom, wiele znaczyło.

Gemma myślała o tym aż do znużenia. W końcu uznała, że jeśli Zane pała do niej namiętnością, to czeka na znak z jej strony. Gdyby się zaręczyli, to zarówno pomówienia niani, jak i brukowców, zostałyby zdementowane. „Burzliwy romans” zamieniłby się w związek, a zarzuty co do jej rozwiązłości okazałyby się nieprawdziwe, bo przecież brukowce we wszystkim doszukują się skandali. Gemmę martwiło jedynie to, że Zane był kuzynem Gabriela.

Ciszę w telefonie znowu przerwał odgłos zabawki.

– Mówiłaś do cioci Lauren, że masz kogoś na myśli.

Gemma zignorowała nalegania Sanchii i zmieniając temat, zapytała o kuzynów.

– Była dzisiaj u nas pani z opieki spółdzielczej.

Z opieki społecznej. Serce Gemmy zaczęło walić mocniej. Do jej ucha dobiegł jakiś szeleszczący dźwięk, jakby ktoś przejmował telefon. Po chwili usłyszała głos siostry.

– Gemma? To była tylko rutynowa wizyta. Chciała wiedzieć, kiedy przylatujesz. Na szczęście przesłałaś mi dane lotu, więc je przekazałam.

Niepokój Gemmy wzrósł.

– Nie powinni zawracać ci głowy. Wysłałam im te dane kilka dni temu. Poza tym wiedzą, że jeszcze nie wróciłam, bo próbuję sprostać ich wymaganiom dotyczącym stałej pracy.

Gemma zacisnęła dłoń na telefonie. Zanim wszystko zaczęło się walić, zgodziła się na rozmowę kwalifikacyjną na stanowisko asystentki menedżera kompleksu hotelowego Atraeusów. Miała nadzieję, że tu na wyspie uda jej się załatwić przeniesienie do jednej z firm Atraeus Group w Nowej Zelandii.

Zapanowało kłopotliwe milczenie.

– Może osoba, która otrzymała dane, nie przekazała ich dalej. No wiesz, te państwowe instytucje!

Gemma westchnęła i odpowiedziała łagodnym tonem, jakby jej nie przeszkadzało to, że pracownik społeczny ją sprawdza i próbuje odebrać Sanchię:

– Masz całkowitą rację. Stresuje mnie to.

– Nie martw się – powiedziała Lauren. – Nie oddam im Sanchii, ale wracaj szybko.

– Dobrze.

Nie ma sprawy, musi tylko znaleźć tatę. Schowała telefon, stanęła przy windzie i wcisnęła guzik.

Czekając, przyglądała się swemu odbiciu w stalowych drzwiach. Bezkształtny uniform ukrywał jej zgrabną figurę, na policzkach miała wypieki, a oczy nadmiernie błyszczały. Zmarszczyła brwi. Targały nią emocje. Tęskniła za Sanchią i stresowała ją konieczność udowadniania, że jest odpowiedzialną matką. Poza tym zaskoczyło ją spotkanie z Luisą Messeną, z przeszłością i ze sferą, do której zabroniono jej wstępu.

Ze smutkiem skierowała myśli na córeczkę: ciemne proste włosy, czarne lśniące oczy. Musi jak najszybciej odzyskać Sanchię. Może i popełniła jakieś błędy. Jako samotna matka często musiała się poświęcać, ale Sanchia była tego warta. Była najsłodszą, najukochańszą istotą w jej życiu. Nie była już małym dzieckiem.

Jak większość O’Neillów urodziła się przedwcześnie i szybko urosła. Od swoich rudowłosych kuzynów różniła się jednak ciemną karnacją i egzotycznym wyglądem. Cały ojciec.

Drzwi się rozsunęły. Gemma weszła do windy i wcisnęła guzik. Gabriel się żeni! Tak bardzo chciała zatrzymać natłok myśli.

Ta wiadomość nie powinna tak na nią działać. Minęły lata, a wraz z nimi szczenięca miłość. Próbowała zanalizować swoje uczucia: przerażenie, żal i to, którego wolała nie zgłębiać.

Możliwe, że gdzieś pod warstwami zdrowego rozsądku i pozytywnego myślenia przechowywała resztki uczuć do Gabriela. Usiłowała się zrelaksować, patrząc na migające numery pięter. Kiedy to nie pomogło, wzięła głęboki oddech i zacisnęła oczy, próbując zapanować nad emocjami. Mimo wysiłku spod powiek wypłynęły łzy.

To tylko stres i zmęczenie. Ostrożnie, tak by nie rozmazać makijażu, przetarła palcami policzki.

Drzwi rozsunęły się na pusty korytarz. Gemma pchnęła wózek i zostawiła go przy drzwiach kuchni. Zaczął dokuczać jej ból głowy.

Weszła do biura, które od przyszłego tygodnia miało być jej miejscem pracy, gdyby opieka społeczna nie zmieniła zdania. Miała rozpocząć nową pracę i przywieźć tu Sanchię, zamiast tego musi natychmiast lecieć do domu. W tym biurze będzie teraz urzędował ktoś inny. Wzięła napisaną wcześniej rezygnację i weszła do biura kierownika. Było puste, więc położyła ją na biurku. Prawdopodobnie kierownik oprowadzał jakiegoś VIP-a, który przyjechał na jutrzejsze przyjęcie firmy Ambrosi Pearls.

Gemma czuła, że składając rezygnację, zamyka pewien rozdział. Kierując się do wyjścia, zauważyła listę gości na przyjęcie Ambrosi Pearls, które odbędzie się w castello Atraeusów. Przewróciła stronę, jej wzrok poraziło nazwisko Gabriela. Poczuła, że brakuje jej powietrza. Jutro wieczorem, będzie na Medinos!

Uderzyło ją uczucie nieuchronności. To szaleństwo. Siłą woli odepchnęła myśl, że los ponownie postawi go na jej drodze.

Pojawienie się Gabriela teraz, gdy walczyła o opiekę nad dzieckiem, było zwykłym zbiegiem okoliczności. Przecież miał się zaręczyć. Za żadne skarby nie poprosi go o pomoc, mimo iż jest biologicznym ojcem Sanchii. Musi trzymać się swojego planu.

Gdyby Zane chciał z nią być i gdyby sformalizowali związek, wszystkie jej problemy zostałyby rozwiązane. Opieka społeczna nie czepiałaby się, że jest „rozrywkową dziewczyną”, kłamstwa niani zostałyby podważone i skończyłyby się kłopoty finansowe.

Ale żeby tak się stało, musiałaby przejąć inicjatywę. Do tej pory jej relacja z Zane’em miała charakter platoniczny. Możliwe, że czuł się skrępowany faktem, że pracowała dla jego rodziny. Teraz jednak była niezależna. Nie było między nimi relacji pracodawca-pracownik.

Tytuł oryginału: The Fiancée Charade

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2013

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2013 by Fiona Gillibrand

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014, 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2502-1

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.