W jego rękach. Rzeczywistość - Kathreen Bennett - ebook + audiobook + książka

W jego rękach. Rzeczywistość ebook i audiobook

Kathreen Bennett

0,0
29,98 zł
14,99 zł

lub

0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego

Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Możesz naprzemiennie czytać i słuchać. Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym+


Dowiedz się więcej o KMK i KK+

11 osób interesuje się tą książką

Opis

Chciał ją mieć przy sobie. Nie wiedział, kogo naprawdę trzymał w swoich rękach

Kiedy Ayleen Richardson wkraczała do mrocznego imperium Collina Stewarda, wierzyła, że nadal potrafi odróżnić prawdę od kłamstwa. Teraz jej świat chwieje się w posadach, bo capo, którego powinna nienawidzić, zamienia chłodną kalkulację w obsesję i dla dziewczyny gotów jest unieść nawet ciężar wojny.

Collin daje Ayleen złudne poczucie wolności, choć sam coraz bardziej wikła ją w swoją sieć. Tymczasem inne mafijne rody widzą w mężczyźnie klucz do potęgi: najbardziej zdeterminowana jest rodzina Verdi. Sojusz przypieczętowany małżeństwem to cena, której Collin nie chce zapłacić, ale odrzucenie oferty może kosztować przelanie krwi.

Gdy wrogowie szykują atak, w kuluarach pada pytanie, którego nikt dotąd nie odważył się zadać głośno: dlaczego właściwie Ayleen trafiła w ręce Collina? Czy została przysłana do domu Stewarda przez przypadek? Czy może jest tylko pionkiem w cudzej grze? Kto ukrywa się w cieniu i pociąga za wszystkie sznurki? I przede wszystkim: dlaczego?

Iluzja właśnie pęka. Rzeczywistość okazuje się o wiele bardziej skomplikowana, niż mogło się wydawać.

Prawdziwa tożsamość Ayleen staje się dla niej śmiertelnym zagrożeniem

Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 439

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Kathreen Bennett

W jego rękach.

Rzeczywistość

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione. Wykonywanie kopii metodą kserograficzną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci — żyjących obecnie lub w przeszłości — oraz do rzeczywistych zdarzeń losowych, miejsc czy przedsięwzięć jest czysto przypadkowe.

Redaktor prowadzący: Adrian Matuszkiewicz

Projekt okładki: Justyna Knapik

Zdjęcie na okładce wykorzystano za zgodą Shutterstock.

Helion S.A.

ul. Kościuszki 1c, 44-100 Gliwice

tel. 32 230 98 63

e-mail: [email protected]

WWW: editio.pl (księgarnia internetowa, katalog książek)

Drogi Czytelniku!

Jeżeli chcesz ocenić tę książkę, zajrzyj pod adres

editio.pl/user/opinie/wjegor_ebook

Możesz tam wpisać swoje uwagi, spostrzeżenia, recenzję.

ISBN: 978-83-289-4297-4

Copyright © Helion S.A. 2026

Kup w wersji papierowejPoleć książkę na Facebook.comOceń książkę
Księgarnia internetowaLubię to! » Nasza społeczność

Dla tych, którzy wiedzą, że iluzja może być bezpiecznym wyborem, ale tylko rzeczywistość pokazuje prawdziwe oblicza i nie pyta, czy jesteśmy na nie gotowi.

OSTRZEŻENIE

W książce poruszane są treści nie zawsze odpowiednie dla każdego czytelnika. Dotyczy to między innymi zagadnień takich jak: przemoc fizyczna i psychiczna, samookaleczanie, uzależnienie od środków odurzających, wykorzystywanie seksualne osób nieletnich, molestowanie, trudne relacje rodzinne, prostytucja, przemoc wobec nieletnich, tortury, gwałt, śmierć, samobójstwo, zabójstwo, choroba członka rodziny.

Postacie występujące w książce nie są wzorami do naśladowania – ich zachowań nie należy pochwalać ani romantyzować. Wątek romantyczny między bohaterami zawiera elementy syndromu sztokholmskiego i nie powinien być traktowany jako zdrowy model relacji uczuciowej.

W historii został poruszony problem przemocy psychicznej w środowisku domowym. Bohaterowie dorastali w otoczeniu, w którym przemoc emocjonalna była obecna, choć nierzadko trudna do rozpoznania. Taka przemoc nie pozostawia ran na ciele, ale jej skutki są tak samo groźne jak przemocy fizycznej, gdyż zakorzeniają się głęboko w psychice i mogą wpływać na sposób myślenia, odczuwania i budowania relacji w przyszłości.

Przemoc psychiczna w rodzinie należy do specyficznego rodzaju agresji emocjonalnej, gdyż dziecko kocha swojego oprawcę i nie umie rozróżnić miłości od manipulacji, kontroli czy uczuciowego zaniedbania. Zachowania bohaterów wynikają z mechanizmów, które kształtowały ich przez lata w niezdrowym środowisku domowym.

Jeśli czujesz, że podobne doświadczenia dotyczą Ciebie lub kogoś z Twojego otoczenia – pamiętaj, że nie jesteś sam/sama. Istnieją miejsca, gdzie możesz uzyskać bezpłatne wsparcie:

Telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym, nr 116 123 (czynny całodobowo)

Niebieska Linia – ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy w rodzinie, nr 800 120 002 (czynny całodobowo)

Nie bój się prosić o pomoc. Masz prawo do bezpieczeństwa, szacunku i wsparcia.

1. Żadnych relacji

Ayleen

Przez głowę przebiega mi milion myśli. Wszystkie są zdecydowanie niewłaściwe. Zaciskam pięści na sukience i spoglądam niepewnie na Collina.

– Po co miałabym zostać, panie Steward? – pytam cicho.

Nie potrafię ukryć tego, że jego polecenie wywołuje we mnie mieszane emocje. Stresuję się i jestem przekonana, że to nieodpowiednie, ale jednocześnie… jestem ciekawa, co by było, gdyby…

Szef zauważa wystraszony wyraz mojej twarzy. Szybkim spojrzeniem obrzuca także zbielałe od silnego uścisku kostki i wyraźnie drżące wargi, które zagryzam ze zdenerwowania. Jego wzrok jest nieodgadniony, ale nie tak drapieżny jak jeszcze przed chwilą. Mężczyzna odsuwa się powoli ode mnie i staje tak, iż nie jestem w stanie go zobaczyć.

– Jestem zmęczony dzisiejszym wieczorem i wolałbym nie wędrować po korytarzu, gdy będziesz miała problemy ze snem. Wygodniej będzie, gdy dziś zostaniesz tutaj – mówi obojętnie.

Czuję, jak delikatnie rozpina guziki mojej sukni, dlatego puszczam jej brzeg i przykładam dłonie na wysokości biustu. Nic nie mam pod spodem, więc muszę przytrzymać ją z przodu, aby nie opadła, gdy będzie rozpięta.

– Nie musi pan wędrować. To tylko głupie sny. Poradzę sobie sama – zapewniam.

Mam nadzieję, że nie słyszy zawodu w moim głosie. Muszę sama się opieprzyć za zbyt wybujałą fantazję i doszukiwanie się ukrytych znaczeń tam, gdzie ich nie ma. On po prostu chciał być miły. Nic więcej. To nie miała być żadna niemoralna propozycja. Powinnam się cieszyć, prawda? Jestem zajęta i zakochana. Nie mogę o tym zapominać.

– Ayleen, od kilku nocy wędruję pomiędzy moją a twoją sypialnią i próbuję cię uspokajać, ponieważ krzyczysz przez sen. Nie poradzisz sobie sama. Mogę zaproponować ci spotkania z terapeutą, ale to też nie zadziała od razu.

Nie spodziewałam się takiego wyznania. Collin każdej nocy był w mojej sypialni? Dlaczego nie czułam jego obecności? To znaczy… czułam zapach, ale myślałam, że po prostu został z tej nocy po wydarzeniach z Jeremayah.

Upominam się w duchu. Przecież Jane zmieniała mi wczoraj pościel, a mimo to i tak mam wrażenie, iż poduszka pachnie wodą kolońską szefa.

– Nie wiedziałam… – odpowiadam szczerze.

Steward najwyraźniej kończy rozpinać moją suknię, bo robi się bardzo luźna. Zaciskam dłonie na piersiach. Chcę odwrócić się do niego i poprosić o możliwość powrotu do siebie, ale on wtedy znowu to robi. Znowu niespiesznie przesuwa palcami wzdłuż mojego kręgosłupa. Zaczyna zaraz przy szyi i błądzi opuszkami palców aż do brzegu mojej bielizny. Wstrzymuję oddech, gdy tak delikatnie mnie dotyka. Jakbym była czymś kruchym i ulotnym. Wymagającym lekkości i czułości.

– Uspokajasz się, gdy cię przytulam. Chyba lubisz być przytulana – stwierdza cicho.

Jego dłoń nawet na moment nie odrywa się od mojego ciała i po raz kolejny podejmuje wędrówkę po moich plecach, tym razem w drugą stronę. Collin nieznacznie muska palcami mój krzyż, a następnie pieczołowicie przesuwa je do góry po to, by na koniec wsunąć dłoń pod moje włosy i objąć moją szyję.

Wiem, że cała drżę, a do tego nie ma na mojej skórze miejsca, którego nie pokrywałaby w tym momencie gęsia skórka.

Wiem, że on to widzi. Doskonale zdaje sobie sprawę, co ze mną robi.

– Nie wiem, czy lubię. Nikt mnie nigdy nie przytulał – wyznaję szeptem.

Tak. Wiem, iż jestem żałosna, ale taka jest prawda. Nawet mój chłopak nie chciał trzymać mnie w objęciach, chyba że to miało miejsce podczas seksu. Wtedy rzeczywiście czasami mnie przytulał, na początku. Po wszystkim nie życzył sobie kontaktu, gdyż – jak twierdził – byłam za ciepła, a on zmęczony, i to mu przeszkadzało.

Szef odrywa dłoń od mojej szyi, wsuwa obie ręce pod moją rozpiętą sukienkę i obejmuje mnie w pasie. Powoli przyciąga mnie do siebie tak blisko, iż wyraźnie czuję jego tors przyciśnięty do moich pleców. Collin nachyla się, żeby oprzeć brodę na moim ramieniu, a swój szorstki policzek docisnąć do mojego.

– W takim razie ja cię będę przytulał, Ayleen. Całą noc. Odgonię wszystkie koszmary.

– Tylko przytulał? – pytam, zanim zdążę ugryźć się w język.

Cieszę się, że w sypialni panuje półmrok, bo moje policzki po raz kolejny muszą mieć bardzo intensywny kolor.

Jakby w odpowiedzi na moje głupie pytanie dłonie Collina przesuwają się wyżej. Już nie obejmują mojego brzucha. Szef gładzi moje ciało na wysokości żeber. Jedną dłonią delikatnie muska spód mojej piersi, na co tylko mocniej zaciskam na niej sukienkę.

– Jeśli tylko tego chcesz, to tak.

Przekręca nieznacznie głowę. Teraz to jego nos dotyka mojego policzka, a usta mężczyzny znajdują się obok mojego ucha. Szept, którym wypowiada te słowa, jest tak przepełniony emocjami, iż cieszę się, że jego ramiona mocno mnie obejmują, ponieważ w innym wypadku mogłabym upaść.

Na pewno przyjemnie byłoby odsunąć rękę i pozwolić dłoniom Collina na przesunięcie się wyżej. Ciekawe jak by to było, gdyby obejmował moje piersi? Czy tylko trzymałby je w dłoniach, czy może robiłby coś więcej?

Moje bezsensowne rozmyślania przerywa kolejne otarcie się kciuków szefa o skórę pod moim biustem.

Wystarczyłoby, żebym zabrała ręce z sukienki. On na pewno zająłby się wszystkim.

Nie wiem, czy robię to świadomie, czy raczej intuicyjnie, ale powoli zmieniam pozycję i tym razem to ja przysuwam się do mężczyzny. Przyciskam pośladki do jego twardego ciała. Wyraźnie czuję, że jest pobudzony. Dowód jego podniecenia wbija mi się w lędźwie. Gorący oddech mężczyzny muska mój policzek, gdy Collin wydaje z siebie ciche westchnienie po tym, jak raz i drugi ocieram się o jego podbrzusze.

Przestaje udawać, iż dotykał moich piersi jedynie przypadkiem. Przesuwa dłonie tak, że otwarcie obejmuje mnie pod biustem.

To wszystko jest tak cholernie kuszące. Tak bardzo chciałabym się poddać i zgodzić na to, co chciałby ze mną zrobić. Nigdy w życiu się tak nie czułam! Nawet z moim chłopakiem… Nigdy nie pragnęłam Zane’a tak, jak pragnę Collina.

Gdy ta myśl pojawia się w mojej głowie, gwałtownie otwieram oczy. Nawet się nie zorientowałam, że je zamknęłam. Odsuwam się delikatnie od mężczyzny.

– Tak. Wystarczy przytulanie – odpowiadam drżącym głosem.

Szef odsuwa ode mnie głowę, ale tylko po to, żeby oprzeć czoło na moim ramieniu. Słyszę, że bierze kilka głębszych oddechów. Dłonie Collina grzecznie wracają na moją talię. Mężczyzna łapie mnie za boki i niespiesznie je gładzi.

– Rozumiem – mówi po chwili. Nie umiem nic wyczytać z jego głosu, dlatego też zbieram się na odwagę i pytam wprost.

– Jesteś na mnie zły?

Steward wzdycha cicho.

– Nie jestem, Ayleen. Rozumiem, że potrzebujesz czasu. Dlaczego miałbym być zły za to, że mówisz mi prawdę? Doceniam szczerość. To po prostu nie ta chwila. Jeszcze.

Nie mam pojęcia, czy miało mnie to uspokoić, ale wyraźna zapowiedź powrotu do tego, co dziś przerwaliśmy, powoduje u mnie kolejny ucisk w podbrzuszu i mrowienie, jakby między moimi nogami spacerowało stado małych owadów.

Pierwszy raz w życiu jestem tak bardzo podniecona, a przecież Collin nawet mnie nie pocałował. Zdecydowanie jest ze mną coś nie tak. Nie potrafię sobie przypomnieć, czy z takim entuzjazmem reagowałam na dotyk Zane’a. Może na samym początku, gdy tak bardzo się o mnie starał… Potem doszliśmy do wniosku, że jestem oziębła i należę do tych kilku procent dziewczyn, które po prostu nigdy nie mają orgazmu, bo już takie są. Zane zdecydował, że w takim razie skupimy się na nim i tak też było. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek wyszłam z inicjatywą intymnego spotkania. Po pierwsze musiały być krótkie i po cichu. O to akurat nie było trudno, bo tylko za pierwszym razem jęczałam i jedynie dlatego, że mnie bolało, później po prostu zamykałam oczy i czekałam, aż skończy. Po drugie: seks mi się nie podobał. Nie lubiłam, gdy Zane wzdychał z niechęcią, kiedy widział moje blizny. Nie podobało mi się, kiedy narzekał, iż nie biorę tabletek, przez co on musi cały czas pamiętać o prezerwatywach.

Lubiłam, jak mnie całował i przytulał, ale robił to tylko w ramach gry wstępnej. Na co dzień ograniczał się do kilku buziaków – i to było wszystko.

Moje dziwne pragnienie względem szefa jest wysoce niemoralne. Muszę się w końcu wziąć w garść i przestać myśleć o tym, co mogłoby być dalej. Nic nie ma prawa się wydarzyć. Nie między nami.

– Nie znamy się. Nic o sobie nie wiemy… – mówię cicho.

Mojego chłopaka znałam ponad trzy lata, zanim zaczął się mną interesować na poważnie, a do łóżka poszłam z nim dopiero po sześciu miesiącach związku. I chyba tylko dlatego, że narzekał i robił mi o to wyrzuty.

Collina znam… ponad miesiąc. Dwa razy przytulałam się do niego, a dziś prawie dałam się namówić na coś więcej niż przytulanie. Jak to o mnie świadczy?

Źle. Jestem niemoralna. Zepsuta i zwyczajnie łatwa.

Nie mam pieniędzy, urody, wykształcenia ani specjalnych umiejętności. Mam tylko resztkę godności, która zaczyna być zagrożona. Nie mogę i jej stracić, bo wtedy już naprawdę nie będę miała nic. Nawet namiastki szacunku do samej siebie.

Collin potrafi rozkochać w sobie dziewczynę. On to w końcu on.

A ja… to tylko ja. Nikt ważny.

Mężczyzna odsuwa się i obraca mnie tak, że stoję przodem do niego. Ponownie kładzie ręce na moich biodrach i zbliża swoją twarz do mojej. Patrzymy sobie w oczy.

– Musimy się lepiej poznać. Pytaj mnie, o co chcesz, Ayleen. Opowiem ci wszystko – deklaruje, uważnie się we mnie wpatrując.

Uśmiecham się bardzo nieśmiało. Nie chcę takiego wyznania. Nie chcę go lepiej poznawać. Wolę, żebyśmy dalej trwali w profesjonalnych, neutralnych stosunkach. Nie potrzebuję w swoim życiu komplikacji, a przywiązanie się do Collina właśnie tym by było. Problemem.

Może jestem dla niego chwilową rozrywką, bo jest zbyt zapracowany i ostatnio rzadziej spotykał się ze swoją dziewczyną, ale ja mam trochę inne podejście do tego wszystkiego. Nie mogę mu ulec, bo potem tylko ja będę cierpiała.

Poza tym… nie tak zostałam wychowana. Seks w moich oczach nie jest rozrywką, lecz czymś bardzo intymnym, należnym jedynie osobom, którym na sobie zależy. Nie potrafiłabym pójść z nim do łóżka dla zabawy. Tu musiałyby pojawić się uczucia.

Moje dzisiejsze zachowanie jest kompletnie niezrozumiałe, ponieważ nie żywię w stosunku do niego żadnych pozytywnych emocji, a mimo to mało brakowało, abym uległa. Poszłabym w seks dla zabawy, jak jakaś łatwa panienka.

– Muszę się przebrać w coś do spania – zmieniam niewygodny temat.

Nie zamierzam „dać się oswoić” jak lis Małemu Księciu, bo potem będzie źle. Żadnego poznawania się. Żadnego zwierzania. Żadnych relacji. Tak powinno być.

Collin zabiera jedną rękę z mojej talii, a drugą przesuwa na plecy i kieruje mnie w stronę swojej garderoby. Podaje mi jedną ze swoich koszulek.

– Może powinnam wrócić do siebie? – pytam niepewnie. Nadal nie jestem przekonana do pomysłu spania w jednym łóżku, gdy tak trudno jest mi wytrzymać, kiedy stoimy obok siebie, a co dopiero mówić o leżeniu.

– Powinniśmy się porządnie wyspać. Nie zasnę, gdy będę myślał o tym, że znów męczą cię koszmary. Przebierz się i po prostu chodź do łóżka. Należy się nam odpoczynek – odpowiada.

Kiwam tylko głową na znak zgody i idę do łazienki, gdzie biorę szybki prysznic i nakładam koszulkę. T-shirt jest tak długi, iż sięga mi prawie do kolan. Waham się, co z bielizną – niestety wcześniejszy dotyk Collina sprawił, że się podnieciłam, nie mogę się tego wyprzeć. Źle bym się czuła, gdybym musiała założyć majtki, które nadają się tylko do prania. Po naprawdę długiej chwili wahania decyduję się iść bez nich. Koszulka wystarczająco zakrywa moje ciało. Postaram się nie kręcić w nocy, wtedy nie powinna się podwinąć. Korzystam z zapasowej szczoteczki, którą znalazłam w szafce nad umywalką, i wychodzę z łazienki.

W sypialni Stewarda pali się jedynie lampka po jego stronie łóżka. Staram się nie patrzeć na niego, gdy okrążam łóżko i kładę się po jego drugiej stronie, jak najdalej od mężczyzny. Obciągam grzecznie koszulkę i zakrywam się kołdrą praktycznie po samą brodę. Odwracam się plecami do Collina i wtulam głowę w poduszkę. Po raz kolejny tłumaczę sobie, że to wcale nie jest dziwne, iż spędzam noc w łóżku szefa, z którym nic mnie nie łączy. To na pewno nie jest dziwne.

Dziwne natomiast jest, iż nie jestem zaskoczona, że po chwili Collin wsuwa się pod kołdrę i przyciąga mnie do siebie. Zostaję obrócona i znów leżę z nim twarzą w twarz. Jedną ręką obejmuje mnie w talii i gładzi po plecach, a drugą wkłada pod moją głowę. Przyciąga mnie do swojego ciała. Przytulam czoło do szyi mężczyzny i przymykam oczy. Tak jest zdecydowanie lepiej. Czuję, że Collin przenosi dłoń z pleców i kładzie ją na mojej głowie. Przesuwa nią delikatnie po moich włosach.

– Dobranoc, Ayleen – mówi cicho.

– Dobranoc – odpowiadam wtulona w niego.

Mam jeszcze dwa przemyślenia, zanim ogarnie mnie sen. Po pierwsze: on naprawdę całuje mnie po włosach. Collin składa kilka pocałunków na mojej głowie, a dopiero potem przytula do niej policzek. Jego dłoń wraca na moją talię, jakby tam było jej miejsce.

Po drugie: nie mogę się w nim zakochać. Po prostu nie mogę. Żadnych relacji z kimś, dla kogo mam jedynie pracować.

Z tą myślą zasypiam.

Śpię wtulona w mężczyznę, jakbym już dawno była w nim zakochana.

Nie potrafię wyjaśnić dlaczego.

2. Ta jedna decyzja

Ayleen

Siedem lat wcześniej…

– Co zrobiła?!

Oburzony głos mamy dociera do mnie z opóźnieniem. Odchylam głowę i opieram ją o brzeg wanny. Teraz jest mi dobrze.

– Ayla! Patrz na mnie! – krzyczy Tony. W jego głosie wyraźnie słychać panikę. – Patrz na mnie! Nie śpij! – Klepie mnie delikatnie po twarzy.

– Mój Boże! Co ty najlepszego zrobiłaś?! Dziecko! Jak tak można?!

Nie chcę otwierać oczu. Nie chcę nikogo widzieć. Nie dziś.

Brat nie daje za wygraną. Czuję, jak obejmuje moje plecy i wsuwa dłoń pod kolana.

– Zostaw – mówię cicho. – Nie ruszaj mnie.

Tony wyciąga mnie z wanny i wynosi na korytarz.

– Gdzie niby z nią idziesz!?

Mama musi podążać zaraz za nami, ponieważ słyszę ją dość wyraźnie. Cały czas mam zamknięte oczy, niestety brat nie daje mi zasnąć. Szturcha mnie i mną potrząsa, żebym tylko pozostała świadoma.

– Do samochodu. Widziałaś wannę. Straciła dużo krwi. Musisz ją zawieźć do szpitala – odpowiada mój bliźniak.

– Nie ma takiej potrzeby! Sama ją opatrzę. Połóż ją w jej pokoju, Tony.

Brat nie słucha i zaczyna schodzić ze mną po schodach.

– Ona potrzebuje szpitala.

– Nie stać nas! Sama się nią zajmę. Przestań mi się sprzeciwiać i w końcu ją połóż! – Mama nie chce ustąpić.

Uchylam powieki i spoglądam w zmartwione oczy Anthony’ego.

– Nie chcę do szpitala. Chcę do pokoju, Tony – proszę go słabym głosem.

– Słyszałeś, co powiedziała?! Do pokoju! – rozkazuje mama.

Tony nie jest przekonany, ale pod wpływem błagalnego wyrazu mojej twarzy ostatecznie zmienia kierunek. Lottie narzeka, że zabrudzę całą pościel, i każe synowi poczekać, dopóki nie zakryje łóżka czymś nieprzemakalnym, ale brat ma to w poważaniu i kładzie mnie na materacu zaraz po tym, jak przekracza próg mojego pokoju.

– Co się stało, Ayla? Dlaczego to zrobiłaś? – pyta cicho, gdy tylko mama opuszcza sypialnię. Poszła szukać czegoś do opatrywania moich nowych nacięć.

– To nic takiego. Daj mi spokój, proszę.

Anthony rozchyla moje nogi i uważnie przygląda się temu, co dziś zrobiłam.

– To nie jest pierwszy raz, Ayla. Widzę stare blizny. Od jak dawna to robisz? – pyta na pozór spokojnym głosem.

– Nie chcę o tym mówić. Daj mi spokój – powtarzam.

Chcę tylko spać. Zamknąć oczy i zapomnieć o pastorze. Zapomnieć o tym, do czego chciał mnie dziś zmusić. Zapomnieć, jak bardzo brudna się czuję, gdy pomyślę sobie, że dotykał mnie tam, gdzie nie powinien. Wyrzucić z pamięci jego świszczący oddech i to dziwne sapanie, gdy wyjął ze spodni swojego penisa i chciał, żebym wzięła go w dłoń, a potem do ust. Zbiera mi się na wymioty, kiedy tylko przypominam sobie, jak wtedy mnie złapał i przycisnął do siebie, a jego twarz wylądowała w moich włosach. Jak dyszał mi w kark, gdy odsuwał warkocze, żeby tylko dostać się do mojej szyi.

Zawsze chwalił, że mam piękne włosy. Jasne i naturalnie błyszczące. Mówił, że to jest to, co mu się we mnie podoba. Falujące, długie do pasa i gęste włosy.

Pierwsze, co zrobiłam po powrocie do domu, to je obcięłam. Na krótko. Zaraz przy ramionach. Dopiero potem chwyciłam za żyletkę, weszłam do wanny i podwinęłam sukienkę.

Zawsze wystarczało kilka delikatnych ruchów. Niewielkie nacięcia, piekące i szczypiące, ale też pozwalające zapomnieć o pastorze. Tym razem nie wystarczyły. Cięłam głębiej i dłużej. Zapomniałam zamknąć drzwi od strony pokoju Tony’ego i niestety mnie znalazł. A naprawdę zaczynałam zapominać. Nawet przestawało boleć. Przynajmniej na chwilę.

– Co się dzieje, Ayleen? Proszę, mów do mnie! Pomogę ci ze wszystkim, obiecuję. – Brat nie odpuszcza. Ściska moją dłoń i spogląda błagalnie w oczy. – Mów do mnie! Ktoś cię skrzywdził?!

Wiem, że mi pomoże. On zawsze mi pomaga. W tej sprawie jednak nic nie zrobi. Mama uwielbia pastora, a pastor… uwielbia mnie. Gdybym zniknęła, problem sam by się rozwiązał.

– Nie chcę więcej chodzić na plebanię – wyznaję szeptem.

Brat od razu się spina. Mocniej ściska moją dłoń i wbija we mnie groźne spojrzenie.

– Co ci zrobił? Zajebię skurwysyna! – syczy ze złością.

Z trudem podnoszę drugą dłoń i kładę ją na tej, którą przytrzymuje moją rękę.

– Nic nie rób, proszę. Obiecaj, że już nie będę musiała tam chodzić, Tony. To mi wystarczy.

Nie chcę, żeby narobił sobie przeze mnie kłopotów. Ma dopiero piętnaście lat… Szkoda marnować życie nierozważnymi decyzjami. Nic takiego się przecież nie stało. To tylko ja, nikt ważny. Tony ma przed sobą świetną przyszłość, bo jest mądry, zdolny i przynosi mamie dumę. Nigdy by mi nie wybaczyła, gdyby przeze mnie miał problemy. Sama też bym sobie tego nie wybaczyła.

Mama wchodzi do pokoju i tylko kręci głową.

– Co ty najlepszego narobiłaś?! Bóg cię opuścił, dziecko?! Takie rzeczy!? – wzdycha ze złością.

– Daj jej spokój! To wszystko przez tego pierdolonego pastora! – krzyczy Tony. Puszcza moje dłonie i się podnosi. Zaczyna krążyć po pokoju jak jakieś wściekłe zwierzę.

– Czego ty chcesz od pastora? – oburza się mama. – To święty człowiek! Nawet nie ważcie mi się myśleć o nim inaczej! A ty się wyrażaj, Tony! Panuj nad słownictwem – strofuje go.

– Chuj, nie święty! Będę nazywał rzeczy po imieniu! – Chłopak nie daje za wygraną. Rzuca mamie tak wściekłe spojrzenie, że ta momentalnie siada na łóżku przy mnie. – Ona już więcej tam nie pójdzie, słyszysz?! Nie pójdzie do tego pedofila!

– Tony… uspokój się! To na pewno pomyłka. – Lottie patrzy na mnie z naganą w oczach. – Co znowu nawymyślałaś? Mało ci fantazjowania? Pastora się teraz czepiłaś? On chciał ci tylko pomóc!

– No i pomógł. Widzisz, jak pomógł. – Brat nie przestaje krążyć po sypialni. – Muszę coś z tym zrobić. – Odwraca się do nas i mówi do mamy: – Zajmij się nią, zaraz wrócę. Chuj mnie popamięta.

– Nie rób głupot! Dziecko!

Matka podnosi się z łóżka i próbuje zatrzymać syna, ale Tony jest szybszy, a do tego wściekły jak nigdy. Odpycha ją od drzwi i wychodzi. Na twarzy mamy maluje się tak wielkie zaskoczenie, jakiego jeszcze nigdy tam nie było.

– Co ty najlepszego narobiłaś, Ayleen…? – mówi cicho. – Taki wstyd! No taki wstyd!… Mój biedny Tony tylko sobie kłopotów narobi przez ciebie…

Opatruje mnie w milczeniu. Na sam koniec przygląda mi się krytycznie.

– Jak ty teraz wyglądasz? Z takimi włosami żaden chłopak cię nie zechce. Takie ładne miałaś… długie i mocne. Okropnie ci w krótkich, Ayleen.

– Odrosną – odpowiadam głosem wypranym z emocji.

Odrosną, a ja znowu je obetnę. I znowu. Nie chcę się nikomu podobać.

Nie chcę podobać się jemu.

***

Noc jest dla mnie ciężka. Nacięcia bolą i czuję nieprzyjemne naciąganie i swędzenie. Nie mam jak się podrapać, bo wszystko dokładnie zakrywają opatrunki. Tony na szczęście wraca po kilku godzinach – zmęczony i wymazany farbą. Nie chce rozmawiać z mamą, przez co kobieta zalewa się łzami i jęczy, że to moja wina. Brat siada w moim pokoju i czuwa przy mnie dość długo. Podaje mi leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe.

– Nie zostawisz mnie? – pytam go słabym głosem. Nie chcę, żeby wychodził, choć wiem, że musi iść do szkoły.

– Nigdy, Ayla. Zawsze będę przy tobie. Będę cię chronił, wiesz? – odpowiada szczerze i delikatnie odgarnia mi włosy z twarzy.

Cieszę się, że go mam. Jest najlepszym bratem na świecie. Tony kilka razy wspomina, że powinnam trafić do szpitala, ale mama wpada w szał, gdy tylko to słyszy.

– Co ja niby powiem lekarzom?! Za wariatkę ją wezmą! Jeszcze jakąś kontrolę na dom naślą! A co ja zrobię, jak będą chcieli mi ciebie odebrać, synku? – bulwersuje się Lottie.

– Tony, proszę, daj mamie spokój. Nic się nie stało – mówię, żeby trochę załagodzić sytuację.

Brat jednak nie może się z tym pogodzić. Cały następny tydzień nie odzywa się do mamy, przez co kobieta płacze i obwinia mnie o psucie ich relacji.

Kolejne dwa tygodnie spędzam w domu. Mama wyjaśnia w szkole, że mam jakąś dziwną chorobę i dlatego opuszczam lekcje.

– Wiesz, jak to jest. Łaziła wieczorem bez czapki i ją wzięło – tłumaczy koleżance, gdy ta dzwoni z pytaniem, co u mnie, bo córka jej doniosła, że od kilku dni nie było mnie w szkole. – U bliźniaków to taka norma, że jedno zawsze jest to lepsze, zdolniejsze, mądrzejsze, a drugie słabsze i chorowite. Mój Tony to złoty chłopak, moja duma. Taki do ojca podobny. A Ayleen… jest tym młodszym dzieckiem, bardziej problematycznym. Próbuje zwrócić na siebie uwagę i wymyśla różne rzeczy.

Koleżanka coś jej odpowiada, gdyż mama przez dłuższą chwilę milczy.

– No dokładnie. Z dziewczynami to zawsze kłopot. Żeby tylko szkołę skończyła i w ciążę nie zaszła w liceum, to będę zadowolona. Niczego innego od niej nie wymagam – dodaje mama po jakimś czasie.

Pewnie zdaje sobie sprawę, że wszystko słyszę. W końcu stoi z telefonem praktycznie pod moimi drzwiami, ale jak zwykle się tym nie przejmuje.

Ja to tylko ja. Nikt ważny.

Trzy lata wcześniej…

Zane zaciąga mnie do pustej sali chemicznej i zaczyna namiętnie całować. Jego ręce błądzą po całym moim ciele, ale najczęściej zatrzymują się na wysokości cycków.

– Nie rozpinaj! Ktoś może wejść – mówię mu, gdy zaczyna za bardzo dobierać się do mojej bluzki.

Dopiero po chwili zaczyna mnie słuchać. Zabiera ręce z dekoltu i opiera je po obu stronach mojej głowy.

– Doprowadzasz mnie do szaleństwa, Ayla. Spotykamy się już tyle czasu, a nie dajesz nawet na siebie spojrzeć. Nie każ mi długo czekać, bo nie wytrzymam bez ciebie, kociaku – dyszy praktycznie w moje usta.

Wiem, że chodzi mu o seks. Do tej pory udawało mi się go zbywać, ale zdaję sobie sprawę, że w końcu będę musiała to zrobić. Nie chcę, żeby mnie zostawił. To mój pierwszy chłopak i bardzo mi na nim zależy. Chcę, żeby to wiedział.

– Boję się – wyznaję szczerze.

Nie mówiłam mu, że nie mam doświadczenia, ponieważ się tego wstydzę. Nie wiem, czyby to zrozumiał. Mam wrażenie, że z mojego rocznika tylko ja jestem niedoświadczona. Koleżanki bez zająknięcia opowiadają o swoich podbojach, gdy przebieramy się na gimnastykę. Ja zazwyczaj słucham i przytakuję. Wiem, że tolerują mnie tylko dlatego, iż każda podkochuje się w Tonym i liczy, że dzięki znajomościom ze mną dostanie się do niego.

– Kociaku, masz prawie dziewiętnaście lat! Czego tu się bać! To tylko seks. Zobaczysz, że ci się spodoba i jeszcze sama będziesz się na mnie rzucać. – Zane puszcza do mnie oczko i przyciąga do siebie, żeby znów pocałować.

Lubię się z nim całować. Lubię też, jak mnie przytula. Przy nim czuję się ważna i chciana. To miła odmiana.

Zdaję sobie sprawę, że w moim wieku to wstyd nie mieć doświadczenia w tych sprawach i pewnie wyjdę na dziwaczkę, ale muszę być z nim szczera. Mam nadzieję, że mnie za to nie wyśmieje.

– Jeszcze tego nie robiłam – wyznaję cicho.

Nie jestem pewna, czy usłyszał, bo przez dłuższą chwilę się nie odzywa. Przestaje mnie przytulać. Odsuwa się ode mnie i przygląda się zaskoczony.

– Serio, Ayleen? – Nie może uwierzyć. Zaraz jednak uśmiecha się szeroko. – Ja pierdolę, trafiła mi się dziewica. Ale mam szczęście. – Przeciąga dłonią po włosach i nie przestaje się cieszyć. – Uwielbiam cię, kociaku, wiesz?

Kamień spada mi z serca, gdy to słyszę. Mój Zane nie jest na mnie zły. Dalej mnie chce. Nie mogłabym być szczęśliwsza.

W ciągu następnych kilku dni podejmujemy decyzję, iż w końcu to zrobimy.

W końcu przeżyję swój pierwszy raz z kimś, kogo kocham i kto kocha mnie. Nie mogłam sobie lepiej tego wymarzyć.

3. Nigdy cię nie zostawię

Ayleen

3 lata wcześniej…

– W niedzielę moja mama idzie do kościoła, a potem na cmentarz. Będziemy mieli godzinkę na spotkanie. Nie spóźnij się. Kup po drodze prezerwatywy – instruuje mnie przez telefon mój chłopak.

– Nie możesz sam kupić? Trochę się krępuję – odpowiadam mu od razu.

Jestem pewna, że prędzej spalę się ze wstydu, niż poproszę o kondomy. Wszyscy w okolicy mnie znają, na pewno doniosą mamie. Musiałabym pojechać do jakiegoś sklepu poza miastem…

– Nie będę miał okazji. Pamiętaj, że jak zajdziesz w ciążę, to będziesz miała problem, więc dobrze ci radzę, schowaj wstyd do kieszeni i kup, co musisz. Weź od razu więcej, żeby nie latać co chwilę.

Robię to, o co mnie prosi. Chowam wstyd i jadę kilkanaście mil za miasto, żeby kupić zapas prezerwatyw na małej stacji benzynowej. Cały czas mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą, jakbym była jakaś napiętnowana. Jest mi strasznie głupio, ale jakoś mi się udaje. Z paczką kondomów w kieszeni kieruję się w stronę domu mojego chłopaka.

Zane mieszka w pięknym miejscu niedaleko lasu. Tu też często chodzimy na spacery. Jego tata jest kierownikiem w fabryce opon, więc żyje im się naprawdę dobrze. Mama z kolei zajmuje się domem i wychowaniem dzieci: Zane’a i jego młodszej siostry. Podobnie jak i moja, angażuje się w działalność kółka parafialnego. Dziś organizują kwestę na cmentarzu, żeby uzbierać na pomnik dla zmarłego kilka tygodni temu pastora. Moja matka też kwestuje, w końcu uwielbiała tego człowieka.

Chłopak od razu prowadzi mnie do sypialni i każe się rozebrać.

– Pospiesz się, Ayla, nie mamy całego dnia – mówi, kiedy robię to jego zdaniem zbyt wolno.

Bluzkę i stanik zdejmuję na samym początku. Zdecydowanie gorzej jest ze spodniami. Nikt jeszcze nie widział moich blizn…

– Masz tatuaż? – dziwi się mój chłopak. – Myślałem, że z ciebie taka grzeczna dziewczynka, a tu proszę. – Popycha mnie na łóżko, a następnie kładzie się tak, że zawisa nade mną. – Czym mnie jeszcze zaskoczysz, kochanie?

– Mam też blizny – mówię od razu.

Zane ściąga ze mnie spodnie. Widzę, jak się krzywi na widok moich ud.

– Teraz rozumiem, dlaczego jako jedyna dziewczyna chodzisz cały czas w spodniach. Może to i dobrze, że to zasłaniasz – stwierdza.

Robi mi się cholernie przykro, ale nie daję tego po sobie poznać. Uśmiecham się do niego, choć miałabym ochotę się rozpłakać.

Zane ściąga ze mnie majtki, a następnie sam się rozbiera. Pierwszy raz widzę chłopaka całkiem nago. Wygląda… dobrze. Mój brat więcej trenuje i jego postura jest trochę inna. Zane za to należy do drużyny koszykarskiej, więc jest bardzo wysoki i szczupły.

– Popracuj trochę nade mną, Ayla. Czas na grę wstępną – poleca, gdy tylko kładzie się obok mnie. Wsuwa rękę pod głowę, a drugą pokazuje mi, co mam robić.

Łapię za jego penisa i zaczynam przesuwać po nim dłonią, na co Zane wzdycha z zadowoleniem.

Po chwili jednak to mu nie wystarcza i każe mi rozchylić usta.

– Obciągałaś kiedyś? – pyta, a gdy zgodnie z prawdą mówię, że nie, zaczyna mnie pouczać: – Otwórz buzię i wsuń go do środka najgłębiej, jak potrafisz. Potem trochę ci pomogę. Możesz też ssać, będzie przyjemniej.

Robię to, o co mnie prosi. Nie wiem, czy mi się to podoba, ale jemu na pewno, bo pojękuje od czasu do czasu. Łapie mnie mocno za włosy i zaczyna poruszać się w moich ustach, nie zważając na mój protest. Czasami wchodzi tak głęboko, iż czuję, że zaraz mogę zwymiotować. Do oczu napływają mi łzy. Staram się odsuwać od niego, ale jest to trudne, bo naprawdę mocno mnie trzyma.

– Połóż się na plecach – rozkazuje, gdy w końcu mnie puszcza.

Jestem pewna, iż moje policzki są czerwone, a oczy błyszczą ukrytymi łzami. Coraz mniej podoba mi się ta gra wstępna. W zasadzie w ogóle mi się nie podoba.

Zane szybko zakłada prezerwatywę, a następnie układa się między moimi nogami. Marszczy brwi, gdy jego wzrok przypadkiem pada na moje blizny, ale nic nie mówi.

– Gotowa? – pyta, spoglądając na moją twarz.

Wzdrygam się, kiedy jego palce dotykają mojego intymnego miejsca. Wzruszam ramionami. Nie wiem, czy jestem gotowa.

– Kurwa, może być ciężko, bo jesteś strasznie sucha. Dobrze, że kupiłaś nawilżane prezerwatywy – dodaje, po czym zaczyna się we mnie wpychać.

Nie jest delikatny. Teraz już na sto procent dociera do mnie, że nie jestem gotowa. Łapię go za ramiona i próbuję od siebie odsunąć.

– Zane… ja jednak nie chcę. Przestań – proszę go, ale on mnie ignoruje.

Nie mam dość siły, żeby go z siebie zepchnąć. Ostry ból sprawia, że zaczynam jęczeć, a po policzkach płyną mi łzy. Teraz już ich nie zatrzymuję.

– To boli, Zane, ja nie chcę – powtarzam pomiędzy spazmami szlochu.

– Już za późno, Ayla. Nie przeżywaj, teraz będzie już tylko lepiej. Jesteś tak kurewsko ciasna, że zaraz dojdę – sapie mój chłopak.

Jego ruchy nabierają gwałtownego tempa. Z każdą chwilą boli mnie coraz bardziej. Puszczam jego ramiona i zakrywam twarz dłońmi. Próbuję się uspokoić. Po jakimś czasie chłopak pada na mnie, przez co wręcz wgniata mnie w materac. Całuje moje czoło, a następnie odsuwa się ode mnie.

– Było zajebiście, prawda? – pyta, wstając z łóżka.

Nie odpowiadam. Cieszę się, że już skończył.

Nie chcę tego nigdy powtarzać.

– Zbieraj się, mała, bo za pół godziny wraca moja matka. Lepiej, żeby cię tu nie widziała – instruuje i rzuca we mnie moim ubraniem. Powoli się podnoszę.

– O kurwa. Zakrwawiłaś mi pościel – komentuje chłopak.

Dopiero teraz zauważam, że rzeczywiście na łóżku są plamy krwi. Niewielkie, ale są. Zdecydowanie więcej krwi zostało na moich udach.

– Jak się ubierzesz, to zmień mi szybko pościel i wstaw pranie, dobrze? Matka trzyma wszystko w pralni. Na pewno znajdziesz – stwierdza i wychodzi do łazienki.

Ubieram się bardzo powoli. Pierwszy raz czuję ból w tym miejscu i nie jest to przyjemne. Żałuję, że to zrobiłam. Seks jest okropny i nie rozumiem, czym tu się fascynować.

– No słuchaj, w końcu zaliczyłem moją laskę – dociera do mnie głos Zane’a, stłumiony przez łazienkowe drzwi. – Zajebiście było. Tak się jej podobało, że jęczała i płakała ze szczęścia. Musiała mieć zajebisty orgazm. Wiesz, umiem zadbać o swoją dziewczynę – chwali się komuś.

Podejrzewam, że dzwoni do kolegi z drużyny. Dziewczyny mówiły, że chłopaki lubią opowiadać o swoich podbojach, a przez ostatnie kilka miesięcy Zane nie miał o czym mówić, bo byłam bardzo niedostępna. Teraz już może wrócić do plotek.

Zdejmuję pościel, a następnie zanoszę ją do pralni i wstawiam do prania. Z szafki wygrzebuję świeżą i zakładam na kołdrę.

– Jesteś kochana. – Mój chłopak podchodzi do mnie od tyłu i obejmuje mnie ramieniem. – I tylko moja, wiesz, Ayla? Na zawsze jesteś moja – podkreśla.

Do tej pory robiło mi się miło, gdy tak mówił, ale teraz … chyba nie chcę być jego. Nie potrafię powiedzieć mu tego prosto w oczy, dlatego żegnam się szybko i wsiadam do auta. Dopiero tam zaczynam płakać.

Nie chcę spotykać się z Zane’em. Boję się z nim zerwać, ale jestem pewna, że muszę to zrobić. Nie podoba mi się związek z nim. Zaczynam coraz gorzej się czuć w jego towarzystwie, a ten cały seks to koszmar! Nie mogę tego powtarzać, nie lubię tego! Nie podoba mi się. Muszę rozstać się z chłopakiem. Z takim postanowieniem docieram do mojego domu.

Wchodzę dyskretnie do kuchni. Mama trzyma tu leki przeciwbólowe, a ja czuję, że będę ich dziś potrzebowała. Do tego marzę o długiej kąpieli. Muszę się umyć po tym wszystkim.

– Tu jesteś – odzywa się Lottie. Siedzi przy stole z kieliszkiem czerwonego wina i patrzy na mnie wyjątkowo miłym wzrokiem.

– Jestem – odpowiadam cicho.

Nie chcę patrzeć jej w oczy, bo jeszcze mogłaby za dużo zauważyć, dlatego szybko się odwracam do odpowiedniej szafki i zaczynam poszukiwania.

– Rozmawiałam dziś z mamą Zane’a. To taki dobry chłopak. Bogata rodzina, ojciec kierownik, a matka gorliwa parafianka. Jestem bardzo zadowolona, że się z nim spotykasz, Ayla, wiesz?

Nie spodziewałam się takiego wyznania, dlatego badawczo spoglądam na mamę. Ciekawe, ile wina wypiła, że wzięło ją na takie zwierzenia.

– W zasadzie to nie wiem, czy dalej będę się z nim spotykała – wyznaję szczerze.

Mama od razu napina się jak struna i marszczy brwi.

– Byłabyś głupia, gdybyś zrezygnowała z takiego chłopaka. Spójrz na siebie, a potem na niego. To jakbyś złapała Pana Boga za nogi. Dobrze ci radzę, trzymaj się go i nie puszczaj. To taki ambitny młody mężczyzna. Przystojny i szarmancki. Na pewno skończy studia i dostanie się do dobrej pracy. Nie daj mu odejść, Ayleen, bo nikogo lepszego nie znajdziesz. Chciałabym być w końcu z ciebie dumna.

– Nie możesz być ze mnie dumna tak po prostu? – pytam nieśmiało. Nie rozumiem, dlaczego powodem do dumy miałoby być moje spotykanie się z kimś. Czym tu się szczycić?

– Nie robisz nic takiego, żebym była dumna. Ale… od kiedy zaczęłaś chodzić z tym chłopakiem, to naprawdę zyskałaś, Ayleen. Nie zmarnuj tej szansy. Nie daj go sobie odbić innej. – Mama nachyla się nad stołem i mówi cicho, jakby wyznawała mi jakiś sekret. – Uważam, że powinnaś złapać go na ciążę. Wtedy na pewno by cię nie zostawił.

Muszę usiąść, gdy słyszę te rewelacje. Nie mieszczą mi się w głowie.

– Jeszcze kilka lat temu mówiłaś, że jak zajdę w ciążę w liceum, to wyrzucisz mnie z domu i będę sobie musiała radzić sama – przypominam jej.

Mama śmieje się krótko, po czym łapie mnie za dłoń.

– Wtedy byłaś młoda. Teraz jesteś już pełnoletnia, a do tego spotykasz się z odpowiednim chłopakiem. Gdybyś to z nim była w ciąży, cieszyłabym się z tego. Nikt lepszy ci się nie trafi, Ayla. Ty to tylko ty. Korzystaj z okazji – dodaje, zanim uda jej się chwiejnie podnieść z krzesła i ruszyć w stronę sypialni.

Zostaję w kuchni sama i długo myślę. Tak bardzo chcę, żeby mama w końcu mnie pokochała. Może rzeczywiście nie powinnam zrywać z Zane’em? Na pewno nie zamierzam łapać go na żadną ciążę, ale chyba zbyt emocjonalnie podchodzę do seksu. To nie było nic takiego. Ważne, że jemu się podobało. Mnie przecież nie musi.

***

W ciągu następnych kilku tygodni idę z moim chłopakiem jeszcze parę razy do łóżka. Nic nie czuję podczas tych spotkań, ale przynajmniej nie boli, a to już jest coś. Zane chwali mnie, że dobrze sobie radzę, choć tak naprawdę tylko leżę: a to na plecach, a to na brzuchu albo na boku. Zawsze zamykam oczy i staram się przeczekać to wszystko. Czasami nie muszę długo tak leżeć: Zane wyrabia się bardzo szybko; a czasami wręcz przeciwnie: mam wrażenie, że to trwa i trwa. Nie wiem, od czego to zależy.

Mój chłopak twierdzi, iż to dlatego, że jestem oziębła i tak naprawdę nigdy nie będę miała orgazmu, bo „ten typ tak ma”. Trochę to dziwne, ponieważ gdy jestem sama i zaczynam się dotykać w intymnym miejscu, to chyba zawsze mam ten cholerny orgazm, a przynajmniej tak mi się wydaje. Może po prostu seks nie jest dla mnie? Nawet nie mam na niego ochoty, a gdy już muszę to robić, to zawsze czuję się… obojętna. Pusta.

***

Tego dnia Zane ma zły humor, bo trener zdjął go z boiska. Chłopak zamyka się w szatni i klnie, na czym świat stoi.

– Pierdolony Podolsky! Myśli sobie, że może wszystkimi rządzić! – Wkurza się i wali pięścią w metalowe szafki. – Na następnym meczu mają być łowcy talentów, a ten chuj każe mi schodzić z boiska. Za co?! Bo pierdolnąłem Ashera?! Zasłużył sobie, głupi kutas – dodaje ze złością.

Siadam przy nim i próbuję go objąć. Nie podoba mu się to i gwałtownie odpycha mnie od siebie. Uderzam plecami w szafki, a przed oczami na moment pojawiają mi się gwiazdy.

– Kurwa, Ayla, nic ci nie jest? – Chłopak podchodzi do mnie i chwyta za ramię, przez co od razu syczę z bólu. – Ja pierdolę, jaka ty delikatna. Nie chciałem, no… – Łapie mnie za drugie ramię i sadza na ławce.

– To nic takiego – zapewniam. Rozumiem, że nie chciał. Jest po prostu zły, a ja się napatoczyłam i tak wyszło. To moja wina. Zawsze jest moja.

– Nie powiesz Tony’emu? On jest pierdolnięty na twoim punkcie i może się na mnie mścić. Nie chciałabyś tego, prawda? Przecież wiesz, że cię kocham, koteczku. Nigdy w to nie wątp – dodaje i delikatnie mnie przytula.

Podnoszę bolące ramię i obejmuję Zane’a za szyję. Wtulam się w niego mocno. Tak rzadko mam do tego okazję, a tak bardzo to lubię. W zasadzie mogłabym ograniczyć nasze intymne spotkania do przytulania, to całkowicie mi wystarcza.

– Ja ciebie też kocham, Zane – przyznaję, bo wiem, że tego ode mnie oczekuje. Mówię mu to, co chce usłyszeć, żeby dobrze się czuł w moim towarzystwie.

– Nigdy cię nie zostawię, Ayla. Jesteś najlepsza. Posłuszna i grzeczna. Wierna. Umiesz mnie słuchać i pocieszać. Wiesz, że kiedyś się z tobą ożenię, koteczku, prawda?

Nie rozumiem dlaczego, ale z jednej strony trochę przeraża mnie ta perspektywa, a z drugiej – byłoby to spełnienie marzeń mojej mamy. Cały czas dogaduje mi, że Zane to taki dobry chłopak, i pyta, czy na pewno robię wszystko, żeby go przy sobie zatrzymać.

– Jesteś moja, Ayleen. Tylko moja. Na zawsze.

Na zawsze to strasznie długo.

4. Para czy współpracownicy?

Ayleen

Wtulam się w Collina. Jest mi tak dobrze. Mężczyzna chyba obejmował mnie przez całą noc, bo w dalszym ciągu jestem zamknięta w jego ramionach. Że też tak mu wygodnie. Otwieram oczy i delikatnie odchylam głowę. Spoglądam na twarz śpiącego szefa. Po raz kolejny dociera do mnie, jak bardzo jest przystojny. Co ja bym dała za tak długie rzęsy… To zbrodnia, że ma je facet, a kobiety muszą sobie przedłużać.

Gdy moje spojrzenie zjeżdża na usta mężczyzny, momentalnie muszę zacisnąć nogi. Nie powinnam myśleć o całowaniu go, ale to jest silniejsze ode mnie. Nigdy nie całowałam żadnego chłopaka oprócz Zane’a. Jestem ciekawa, jak by to było z Collinem…

Zamykam oczy. Próbuję wyrzucić z głowy te bezsensowne dywagacje. I tak już kilka razy przekroczyłam granicę właściwego zachowania w stosunkach służbowych, czego najlepszym dowodem jest dzisiejsza noc. Nie powinno mnie tu być. Nie powinno… być mi tu tak dobrze.

Steward przekręca się tak, że teraz jest jeszcze bliżej mnie. Nie sądziłam, że to możliwe, ponieważ i tak praktycznie jestem w niego wciśnięta. Nasze nogi są splątane, a do tego obejmuję go jedną ręką w pasie.

Tak chyba śpią pary, a nie współpracownicy… Nie wiem, bo nigdy nie spałam z Zane’em. Odwiedzałam go tylko „na godzinkę” w domu i zbierałam się zawsze przed powrotem jego matki. Nie spędziłam z nim całej nocy. Z nikim nie spędziłam.

Collin jest pierwszym facetem, z którym śpię… Do tego kolejny raz.

Jak bardzo źle to o mnie świadczy?

– Chyba za dużo myślisz, Ayleen.

Spinam się, słysząc słowa Stewarda. Skąd wiedział, że już nie śpię? Powoli uchylam powieki. Nie jestem w stanie ukryć gęsiej skórki, która pojawia się na moim ciele, gdy tylko nasze spojrzenia się spotykają. Szef powolnym ruchem odgarnia włosy z mojej twarzy, a następnie wsuwa dłoń pod kołdrę i gładzi mnie po plecach.

– Czasami lepiej nie roztrząsać niektórych spraw – dodaje.

Mam wrażenie, że ten mężczyzna potrafi czytać mi w myślach i doskonale wie, czym się martwię. Czy aż tak bardzo to po mnie widać?

Dłoń Collina zjeżdża wzdłuż mojego kręgosłupa i talii, aż ostatecznie ląduje na pośladkach.

Nagich pośladkach.

Nie wiem, które z nas jest w tym momencie bardziej zaskoczone. Ja, że ta cholerna bluzka jednak mi się podwinęła i odsłoniła to, co miało być zasłonięte, czy mężczyzna, który właśnie odkrył, iż spałam z nim praktycznie naga… Dzięki Bogu za kołdrę, bo dopiero byłby wstyd.

– Ja… eee… – próbuję się jakoś wytłumaczyć.

Wkładam rękę pod pościel i chcę złapać za brzeg T-shirtu, żeby się zasłonić, ale Collin mnie uprzedza. Zabiera dłoń z moich pośladków i naciąga na nie bluzkę tak, że znów są schowane.

– Nie masz dla mnie litości, co? – mówi niskim głosem.

Jego spojrzenie ponownie robi się takie, iż zaczynam mieć problemy z logicznym myśleniem. W tej chwili zgodziłabym się na największe głupoty, jakie tylko byłby w stanie mi zaproponować.

– Przepraszam. To nie było planowane – wyduszam wreszcie z siebie.

– Nie wszystko da się zaplanować. Niektóre rzeczy przychodzą same, kiedy się ich nie spodziewamy. To wcale nie znaczy, że są gorsze – dodaje cicho. Jego dłoń wraca do gładzenia moich pleców.

Przez chwilę nic nie mówimy, tylko po prostu na siebie patrzymy. O dziwo – nie jest to krępujące. Skłaniam się do stwierdzenia, iż z Collinem dobrze się rozmawia, ale też dobrze milczy. Nie przeszkadza mi ta cisza, gdy tak spoglądam w ciemne oczy mężczyzny, a jego ręka powoli przesuwa się od moich łopatek po biodra. To bardzo przyjemne.

– Nie krzyczałaś dziś w nocy – zauważa cicho.

– Widocznie byłam bardzo zmęczona i nic mi się nie śniło – odpowiadam, choć mam trochę inne przypuszczenia, co do powodu mojego spokojnego snu.

– A może po prostu znalazłaś odpowiednie miejsce do spania?

Uśmiecham się lekko, ponieważ kolejny raz czyta w moich myślach.

Wysuwam się z jego ramion, a na jego twarzy od razu maluje się niezadowolenie. Chyba spodobało mu się takie leniwe leżenie we dwoje. Siadam na łóżku. Opieram się plecami o wezgłowie i po raz kolejny spoglądam na mężczyznę, który też się podnosi. Może nie siedzi tak jak ja, ale podpiera się jednym ramieniem, a drugie kładzie na moich udach, jakby cały czas potrzebował fizycznego kontaktu ze mną.

– Sugeruje pan, że powinnam się tu przenieść?

– Nie miałbym nic przeciwko – odpowiada od razu i delikatnie zaciska dłoń na moich nogach. – Ale… chyba już rozmawialiśmy o tym, jak masz się do mnie zwracać w mojej sypialni, Ayleen… – dodaje, siląc się na groźny ton, czym tylko mnie rozbawia.

– Rozmawialiśmy. Mówiłam, że nie chcę przekraczać pewnej granicy.

– W takim razie muszę ci wydać polecenie służbowe. W łóżku mówisz do mnie po imieniu – dodaje zdecydowanym głosem. Unosi się też tak, że teraz nasze twarze znajdują się na jednym poziomie. – Powiedz to, chcę usłyszeć.

Zagryzam wargę, na co od razu zwraca uwagę. Odrywa dłoń od moich ud i opiera ją na moim policzku, żeby kciukiem obrysowywać kształt moich ust.

– Collin – wypowiadam jego imię bardzo cicho. Dziwnie się z tym czuję, bo pierwszy raz wybrzmiewa ono nie tylko w mojej głowie. Mężczyzna wydaje się zadowolony. Rzuca mi przeciągłe spojrzenie i powoli przysuwa swoją twarz do mojej.

– Tak lepiej – szepcze tuż przy moich wargach.

Moje serce tłucze się z prędkością miliona uderzeń na minutę. Zaciskam dłonie na kołdrze, gdy uświadamiam sobie, że on za chwilę mnie pocałuje.

Może to głupie, ale…

Nie zamierzam protestować…

Collin odsuwa palce z mojej twarzy i ostatni raz patrzy mi głęboko w oczy. Upewnia się, że chcemy tego samego. Wolną dłonią obejmuje mnie w talii i pochyla się, aby złączyć nasze usta.

– GOŁĄBECZKI!!!

Gdy słyszę krzyk zza drzwi, odskakuję tak gwałtownie, że uderzam z impetem w wezgłowie łóżka. Szef od razu wsuwa rękę za moje plecy i delikatnie mnie po nich gładzi.

– Wszystko w porządku? – pyta, nie zważając na to, że jego brat dobija się do drzwi sypialni.

– Wiem, że tam jesteście! Ubierzcie coś na siebie i otwierajcie! Mam ważną sprawę! – kontynuuje niezrażony Cay.

– W porządku – rozglądam się w panice po pomieszczeniu. Zastanawiam się, gdzie powinnam się schować, żeby mnie nie widział, gdy tu wejdzie. Collin obejmuje dłonią moją twarz i zmusza mnie do spojrzenia w jego oczy.

– Oddychaj, Ayleen. To nic takiego. Zaraz go przegonię – obiecuje.

Kiwam szybko głową. Robi mi się wyjątkowo głupio, kiedy Steward wstaje z łóżka, a ja w nim zostaję, dlatego też zaczynam się podnosić. Idę do łazienki.

– Kurwa, nie masz swojego domu, Cay? – mruczy pod nosem szef, gdy go mijam.

Otwiera drzwi, a ja w tym czasie chowam się w łazience.

– Cayden… co ty tutaj… – zaczyna Collin, ale nie dane jest mu dokończyć, bo brat od razu mu przerywa.

– Gdzie moja gwiazdeczka? Na pewno tu jest, bo zaglądałem do jej sypialni. Zdradzę ci sekret, Coll. Łóżko jest nietknięte. Na pewno nie spędziła tam nocy…

– A co cię to interesuje, gdzie śpi moja asystentka? – odpowiada groźnie starszy z braci.

Młodszy Steward śmieje się wesoło.

– Mam do niej sprawę. Nie bój się, rozumiem wszystko. To w końcu twoja asystentka. Dotarło – dodaje Cay. – Ayleen? Gdzie jesteś? Wyjdź do nas! – krzyczy po chwili.

Ochlapuję kilka razy twarz wodą i spoglądam na siebie. Nie robiłam nic złego, nie powinnam się wstydzić. To nieporozumienie. Nic mnie nie łączy z Collinem… Na szczęście do niczego nie doszło. Chwytam za wczorajszą sukienkę i przewieszam ją sobie przez ramię. Powoli wychodzę z łazienki.

Cayden uśmiecha się szeroko na mój widok. Szef spogląda chmurnie i jest jak zwykle poważny. Kładzie rękę na moim biodrze, gdy tylko staję obok niego.

– Ale ty masz nogi! – zauważa Cay. Robi mi się głupio, więc staram się osłonić trzymaną w dłoniach kreacją przed jego przenikliwym wzrokiem.

– Patrz wyżej, Cayden – ostrzega go cicho brat.

Młodszy Steward wędruje spojrzeniem po mnie i wrednie mruży oczy.

– Na cycki? Też wydają się niezłe.

Ramię Collina obejmuje mnie na wysokości biustu tak gwałtownie, że wyprzedza nawet moje plany o zakryciu się czymś przed wścibstwem Caya.

– Patrz na mnie, nie na nią.

Cayden marszczy brwi w udawanym rozczarowaniu.

– Ale ty nie jesteś tak uroczy jak nasza dziewczyna.

– Cay… – rzuca ostrzegawczo Collin.

Mam wrażenie, że robi się coraz bardziej zdenerwowany. Jego brat w końcu też to łapie, bo szybko zmienia temat. W dalszym ciągu jednak się uśmiecha.

– Chodźcie do salonu, muszę wam coś koniecznie pokazać! – woła z entuzjazmem i kuriozalnie wyciąga dłoń, jakby chciał przepuścić mnie w drzwiach.

Szef w końcu zabiera ramię z moich piersi, ale nie puszcza mnie całkiem, tylko przenosi je za moje plecy. Przyciąga moje ciało do siebie i rusza w stronę wyjścia.

– Nierozłączni, co? Nigdy jej nie puścisz? – cieszy się jego brat.

Nie komentujemy tego. Przemieszczamy się do salonu. Siadam na jednej z kanap, którą wskazuje Cayden. Nie jestem zaskoczona, iż Collin robi to samo, a do tego obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie tak, że aż osacza mnie jego obecność. Nie jest to niemiłe i nawet już tak mnie nie krępuje jak jeszcze na początku.

– Co nam chcesz pokazać? Wiadomości lokalne? – pyta z przekąsem szef, kiedy jego brat łapie za pilota i szuka odpowiedniego kanału.

– Bingo! Powinieneś zagrać na loterii, bo trafiłeś. Choć w zasadzie… może twój złoty los jest już w twoich rękach? A dokładniej… ramionach? – mówi enigmatycznie i puszcza mi oczko.

Oczywiście, że się rumienię. Na dłuższą metę insynuacje Caya zaczynają być męczące. Między mną i jego bratem do niczego nie dojdzie, po prostu muszę się bardziej pilnować. Koniec z nocowaniem w sypialni szefa. Definitywnie.

Młodszy Steward wybiera odpowiedni kanał i podgłaśnia wywód redaktorki.

– Chuligański atak na cmentarzu parafialnym w Easton Village! Nagrobek świętej pamięci pastora Jamesa Cartera został zdewastowany. Sprawcy wykopali trumnę z ciałem księdza i podpalili ją na placu w centrum miasta. Ponadto na drzwiach lokalnego kościoła przyczepiono kartkę z zarzutami o pedofilię skierowanymi do zmarłego pastora. W ciągu trzech godzin od momentu nagłośnienia wydarzenia na miejscowy komisariat zgłosiło się sześć rodzin, które potwierdziły to, co zostało napisane na kartce. Czyżby miejscowy anioł nie był taki święty? – mówi kobieta ze studia nagraniowego.

Collin przytula swój policzek do mojej skroni już na samym początku reportażu. Wyczuwa, iż zaczynam się denerwować, bo oprócz mocniejszego uścisku na moich ramionach czuję też jego drugą dłoń, która obejmuje moje zaciśnięte w pięści ręce.

Nie rozumiem, co oglądam. Dlaczego Cay się uparł, żebym to zobaczyła. Czyżby… wiedział? Skąd? Jak?

Odsuwam głowę od Collina i odwracam się w jego stronę. Mężczyzna od razu przenosi dłoń z moich pięści na twarz. Zaczyna delikatnie gładzić mój policzek.

– Wspomniałem, że miałaś problem z pastorem, bez szczegółów, skarbie. Sam ich nie znam – zapewnia mnie cicho.

– Ja natomiast pogrzebałem głębiej i odkryłem kilka ciekawych faktów, a potem połączyłem kropki – wtrąca Cayden. Spogląda na mnie poważnie, jak nie on. – Dotarłem do dzieciaków, które krzywdził. Jestem na sto procent pewny, że robił to też tobie, gwiazdeczko. Zaprzeczysz?

Nie wiem dlaczego, ale wtulam głowę w szyję Collina. Jego brat trochę mnie przeraża, kiedy nie żartuje. Boję się powiedzieć coś, co mogłoby go zdenerwować. Decyduję, iż wyznam prawdę.

– Tak. Robił – mówię cicho.

Palce szefa gładzą mnie uspokajająco po szyi. Mężczyzna opiera szorstki policzek na moim czole i przytula mnie tak mocno, jakby chciał mnie wręcz w siebie wcisnąć.

– Dlatego nie zasłużył na gloryfikację po śmierci. Chuj to chuj, a pedofil to pedofil. Trzeba to nazywać po imieniu. Zbok niestety już nie żyje, więc nie mogę go zabić własnoręcznie, ale mogę zniszczyć mit o nim i to właśnie zrobiłem. Wolałbym zajebać żyjącego, a moi ludzie nie musieliby się bawić w grabarzy. Ale dla ciebie wszystko, gwiazdeczko.

Nie przypominam sobie, żebym wcześniej widziała aż tak poważnego Caya. Z drugiej strony… Collin opowiadał mi o tym, jak jego brat był molestowany, gdy miał dziesięć lat… Może nie powinnam się dziwić, iż tak bardzo nienawidzi pedofili? To na pewno ma związek z jego przeszłością.

– Nie miał pan spędzać nocy z kobietą z przyjęcia? – pytam cicho.

To, o czym opowiadała redaktorka, wymagało czasu. Nie mam pojęcia, kiedy zdążył to wszystko wykonać.

– Gwiazdeczko, jaki pan? – Cayden rzuca mi zaskoczone spojrzenie. – Przecież zapoznawaliśmy się w samochodzie.

Robi mi się głupio, bo rzeczywiście tak było, ale przecież szef zabronił mi się spoufalać ze swoim bratem.

– Kazałem Ayleen zwracać się do ciebie neutralnie – wyjaśnia Collin.

Cieszę się, że nie muszę robić tego sama. W końcu jestem tylko pracownikiem, a to on rządzi i decyduje o wszystkim.

– Niby po co? – Brat szefa marszczy brwi. Robi kilka kroków i gwałtownie siada na kanapie obok mnie.

Mam wrażenie, że Collin najchętniej wpakowałby mnie na swoje kolana, żebym tylko nie siedziała koło Caya. Na szczęście powstrzymuje się przed tym i ogranicza swoją zaborczość do mocnego przytulania mnie.

– Dla zachowania profesjonalnych stosunków – kontynuuje starszy Steward.

Cayden prycha z powątpiewaniem i spogląda na brata.

– Coll… wasze profesjonalne stosunki już dawno poszły się jebać, tak jak i wy. Przestań wymyślać i daj dziewczynie żyć. To, że będzie mówiła do mnie po imieniu, nie zmieni faktu, że i tak niestety woli ciebie. A szkoda… – Mężczyzna nachyla się nade mną. – Ze mną miałabyś lepszą zabawę, sarenko. Collin jest nudny, ale muszę się pogodzić z tym, że to jego wybrałaś.

Zastanawiam się, jak delikatnie wyprowadzić go z błędu. Nikogo nie wybrałam. Nie zamierzam wdawać się w głębsze relacje z żadnym z braci. Nie umiem wytłumaczyć, dlaczego przy Collinie czuję się dobrze, choć jest okropny, wymagający, chamski i zimny jak Antarktyda. Naprawdę nie wiem, dlaczego przy nim jestem szczera. Dlaczego lubię jego dotyk i dlaczego obecność mężczyzny uspokaja mnie na tyle, że nie śnią mi się głupie sny.

To nie ma logicznego wytłumaczenia. Tak samo jak fakt, że cały czas się do niego przytulam, uwielbiam zapach jego perfum, a do tego mało brakowało, abym go pocałowała. Nic w naszej relacji nie ma sensu.

Jestem pewna, że on też tego nie rozumie.

– Ayleen pracuje dla mnie i nie ma tu głębszych stosunków. Wolę, żeby trzymała się od ciebie z daleka z wiadomych powodów – odpowiada Collin.

Brat od razu przenosi swoje spojrzenie na niego.

– Może jestem niezrównoważony i mam oryginalne podejście do życia, ale nie jestem ślepy. Widzę, co się dzieje, Coll – mówi powoli, cedząc słowa.

Czuję, jak szef się spina. Nie chcę, żeby wdawali się w pyskówki, dlatego szybko zmieniam temat.

– Dlaczego to zrobiłeś? – pytam Caydena.

Mija chwila, nim przeniesie twarde spojrzenie z brata na mnie. Od razu mogę też dostrzec, że na mnie patrzy trochę inaczej. Łagodniej i milej niż na Collina.

– Co, kochanie?