Uwodziciel - Fiona Brand - ebook
Opis

Lilah postanawia znaleźć męża, kierując się wyłącznie zdrowym rozsądkiem. Układa listę warunków, jakie idealny kandydat musiałby spełniać. Wszystkie te zalety ma jej szef, cóż, kiedy jej nie pociąga. Zmysły Lilah rozpala jego znany z licznych romansów brat...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 141

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Fiona Brand

Uwodziciel

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Ciemne włosy spięte w gładki połyskliwy węzeł… Egzotyczne oczy mieniące się zmiennymi barwami morza… Delikatne zaokrąglone ciało, które niezmiennie budziło pożądanie…

Z niespokojnego snu wyrwało Zane’a Atraeusa głośne pukanie do drzwi hotelowego apartamentu w Sydney. Odrzuciwszy atłasową pościel, wstał niechętnie z łóżka, na które zwalił się tuż przed czwartą nad ranem. Wciągnął porzucone na krześle dżinsy i poczłapał do drzwi.

Nagle przypomniał sobie ze złością wczorajszy mejl, potwierdzający, że jego przyrodni brat Lucas kupił pierścionek zaręczynowy dla Lilah Cole, kobiety, której prawie nie znał. O której on sam śnił i marzył w sekrecie od dwóch lat… i której sam się wyrzekł.

A teraz dowiaduje się, że Lucas nie tylko romansuje z Lilah, ale na domiar wszystkiego zamierza się z nią ożenić.

Nim zdążył dotrzeć do drzwi, usłyszał szczęk przekręcanego w zamku klucza. Zamarł. Dopiero na widok wchodzącego do pokoju Lucasa uświadomił sobie, że jest w Australii, w wielogwiazdkowym hotelu należącym do jego ojca, właściciela gigantycznego konsorcjum o nazwie Atraeus Group, więc nic dziwnego, że brat dysponuje kluczami do wszystkich pokoi.

– Nie słyszałeś o urządzeniu zwanym telefonem? – rzucił poirytowany.

– Dzwoniłem, ale nie podniosłeś słuchawki – odparł Lucas. – Pamiętasz Lilah?

To właśnie dla niej Zane wrócił pospiesznie do Sydney, zamiast siedzieć na Florydzie, gdzie, jako uznany „magik” od takich spraw, prowadził z ramienia konsorcjum wyjątkowo trudne i delikatne negocjacje. Wrócił dla kobiety, która pamiętnego wieczoru dwa lata temu o mało nie złapała go w swoje sidła.

– Twoją najnowszą narzeczoną? Tak, pamiętam.

– Skąd wiesz? Jeszcze się nie oświadczyłem – burknął Lucas z niezadowoloną miną.

– Zapomniałeś, że twoja była asystentka jest teraz moją sekretarką? – Dzięki czemu Zane znalazł w biurowej poczcie rachunek za zakup pierścionka.

Najwidoczniej Elena nadal w wolnych chwilach załatwiała dla brata jego prywatne zakupy.

– Aha, Elena – domyślił się Lucas.

Zane, teraz już zdecydowanie w złym humorze, odwrócił się na pięcie i ruszył do kuchni. Wiszące na ścianie wielkie lustro w złoconej ramie rzuciło mu w twarz własne odbicie – opalonego na brąz mężczyzny o szerokich barach i poznaczonym siecią blizn muskularnym torsie. Z trzema srebrnymi kółkami w lewym uchu – pamiątce po zmarnowanych latach wczesnej młodości.

Na tle elegancko urządzonego apartamentu sprawiał wrażenie niemal groźnego barbarzyńcy. W niczym nie przypominał swych dwóch, odznaczających się wysublimowaną urodą, przyrodnich braci.

Obarczony genami swej prostej salwatorskiej części rodziny ze strony matki, noszący w sercu bolesne ślady ponurego dzieciństwa spędzonego głównie w podejrzanych zaułkach Los Angeles, nie potrafił unieważnić dzielącej ich różnicy życiowych doświadczeń.

Napełnił szklankę zimną wodą z lodówki i szybko wypił kilka łyków, które jednak nie ostudziły uczucia zazdrości na myśl o Lucasie i Lilah w roli narzeczonych. Uczucie to dręczyło go od chwili, gdy przyłapał Elenę na tym, jak z podziwem wpatrywała się w pierścionek.

Gwałtownym ruchem odstawił szklankę na stół.

– Myślałem, że Lilah nie jest w twoim typie.

Główna projektantka biżuterii firmy Ambrosi Pearls odznaczała się wprawdzie zachwycającą urodą i wytwornymi manierami, lecz zdaniem Zane’a była kobietą wyrachowaną, jawnie nastawioną na złapanie bogatego męża.

Dwa lata temu, podczas odbywającego się pod jego patronatem balu dobroczynnego na rzecz bezdomnych dzieci, Zane zauważył, z jaką zręcznością, na oczach towarzyszącego jej mężczyzny, Lilah osaczała jego podtatusiałego szefa. Zafascynowany chłodnym i rzeczowym wyrazem jej oczu, postanowił zrobić jej na złość i uratować nieszczęśnika z zastawionej nań pułapki.

Kiedy jednak znaleźli się sami w sąsiadującym z salą balową prywatnym gabinecie, sprawy potoczyły się nieoczekiwanym torem. Po pierwszym pocałunku przyszły następne, coraz gorętsze, a on coraz bardziej tracił nad sobą kontrolę. Do dziś nie pojmował, jak mógł tak dalece ulec urokowi kobiety, której wcześniejsze zachowanie tak bardzo go zirytowało.

Gdyby w decydującym momencie do gabinetu nie zajrzała przez przypadek jego ówczesna asystentka, niechybnie popełniłby największy błąd w życiu.

– Lilah zgodziła się być moją oficjalną partnerką na weselu Constantine’a – oznajmił Lucas. – Za parę godzin odlatuję na Medinos. Planowałem, że Lilah przyleci w przeddzień ślubu, ale skoro jesteś na miejscu… A tak przy okazji, co ty właściwie robisz w Sydney? Myślałem, że jesteś na Florydzie i prowadzisz negocjacje w sprawie wiadomej umowy.

– Zrobiłem sobie kilkudniową przerwę.

Lucas otworzył lodówkę, ukazując półki zapełnione świeżymi owocami, serami, pasztetami i innymi smakołykami.

– Zręczne posunięcie – pochwalił. – Niech kontrahent zacznie się niepokoić, czy nie zamierzamy odstąpić od transakcji. Mogę się poczęstować? Nie jadłem jeszcze śniadania.

Byłeś zbyt zajęty kursowaniem między dwiema „narzeczonymi”, żeby pamiętać o jedzeniu, mściwie pomyślał Zane. Doszły go już słuchy o „tajemnym” romansie Lucasa z Carlą Ambrosi, rzeczniczką firmy i rodzoną siostrą narzeczonej ich najstarszego brata, Constantine’a.

– Ostrygi! – zauważył Lucas. – Spodziewasz się wizyty?

– Nie. Częstuj się, czym chcesz.

Tylko Lilah zostaw w spokoju.

Skąd taka myśl przyszła mu do głowy? Czyżby zapomniał, że w jego przypadku nie może być mowy o stałym związku? Zwłaszcza z kobietą typu Lilah.

Doszedł do tego wniosku w wieku dziewięciu lat. Wielokrotnie porzucany przez lekkomyślną, wiecznie tonącą w długach, zmieniającą mężów jak rękawiczki matkę, Zane stracił zaufanie do kobiet. Szczególnie do amatorek intratnych małżeństw.

– Nie martwi cię to, że Lilah poluje na męża? – zapytał brata.

– Wręcz przeciwnie, doceniam jej rzadko spotykaną szczerość.

Zane mimo woli zacisnął pięści. Brat najwidoczniej również uległ jej czarowi.

Wbrew wszystkiemu, co dotąd uważał, poczucie, że Lilah należy do niego, wzmagało się z każdą chwilą. Bo też faktycznie od dwóch lat myśl, iż tamtego wieczoru Lilah mogła być jego, nie dawała Zane’owi spokoju. Zarazem jednak trzymał się od niej z daleka.

Nie chciał mieć z nią przelotnego romansu.

– Lilah boi się latać – zauważył Lucas, wybierając wyjątkowo dorodną truskawkę. – Pomyślałem, że skoro lecisz na Medinos naszym prywatnym odrzutowcem i w dodatku będziesz go pilotował, mógłbyś ją zabrać.

Zane’a zamurowało. Miałby osobiście dostarczyć Lilah do łóżka brata? A w ogóle to nigdy nie słyszał, by Lilah bała się latać samolotem. Nie pamiętał też, aby choć raz w rozmowie z nim wymieniła imię Lucasa.

– A tak z ciekawości, od kiedy się bliżej znacie?

– Mniej więcej od tygodnia.

Zane zamyślił się. Wiedział, co Lucas robił w ciągu ostatnich paru tygodni. Śmierć Roberta Ambrosiego, przedstawiciela jednej z najbogatszych rodzin na śródziemnomorskiej wyspie Medinos, zmusiła wszystkich braci do nagłej zmiany planów, bowiem kierowanej przez Roberta bankrutującej firmie Ambrosi Pearls groziło wrogie przejęcie przez konsorcjum Atraeus Group.

Tylko dzięki Constantine’owi, który odnowił zaręczyny z córką zmarłego, zdołano uniknąć nieodwracalnego rozdźwięku między dwiema wpływowymi rodzinami.

Zane wiedział, bo od tygodnia nie ruszał się z Sydney, że Lucas przyleciał do Australii dopiero wczoraj. A co więcej Lilah, która swoim zwyczajem pomagała mu organizować aukcję sztuki na cele charytatywne, ani razu nie wspomniała o przyrodnim bracie.

– Nie może polecieć z tobą? – zapytał.

– Nie bardzo – mruknął Lucas. Czuł się wyraźnie nieswojo. – To będzie nasza pierwsza randka. Zresztą musiałem się szybko zdecydować – dodał coraz bardziej zmieszany. – A Lilah okazała się idealną kandydatką. Jest atrakcyjna, utalentowana, ma głowę do interesów, jest nawet…

– A co z Carlą?

Lucas puścił truskawkę, jakby sparzyła mu palce.

Wszystko jasne, domyślił się Zane. Lucas, który boi się małżeństwa jak ognia, znalazł się w pułapce.

– Nadal spotykasz się z Carlą.

– Skąd o niej wiesz? – obruszył się Lucas. – Zresztą nie musisz odpowiadać. Od Eleny. Ale to już skończone.

No tak, snuł swoje myśli Zane. Po ślubie Constantine’a z Sienną Ambrosi Carla stanie się praktycznie członkiem rodziny. Gdyby wyszło na jaw, że Lucas z nią romansuje, zaczęto by naciskać na zalegalizowanie związku, a znana ze skłonności do histerycznych scen Carla zyskałaby dodatkowe atuty.

W tej sytuacji Lucas postanowił po prostu użyć Lilah jako zasłony dymnej. O żadnych uczuciach nie ma mowy. Gdyby bratu rzeczywiście na niej zależało, Zane byłby gotów ustąpić, ale skoro tak się rzeczy mają…

Lilah, mimo swego wyrachowania, nie zasługuje na podobne traktowanie.

– W porządku. Zabiorę Lilah.

– Nie będziesz żałował – odparł Lucas z ulgą.

Zane nie był tego pewien.

Lucas nie zdawał sobie sprawy, że wystawia brata na pokusę, którą z wielkim trudem odsuwał od siebie przez dwa lata.

ROZDZIAŁ DRUGI

Lilah Cole z bijącym sercem wsiadała na pokład prywatnego odrzutowca firmy Ambrosi Pearls, należącej obecnie do konsorcjum Atraeusów. Podejmowała oto pierwszy ważny krok na drodze, która miała ją doprowadzić do planowanego celu.

Niepokój Lilah nieco osłabł, kiedy po przejściu kontroli paszportowej sympatyczna jasnowłosa stewardessa imieniem Jasmine posadziła ją na wygodnym fotelu.

Odstawiwszy podręczną torbę na podłogę, wyjęła z niej niewielką teczkę z miękkiej białej skóry.

W drodze na lotnisko mobilizowała siły przed spotkaniem z niebezpiecznie pociągającym Zane’em, najmłodszym, ale zarazem najbardziej nieokiełznanym z trzech braci Atraeusów, a tymczasem okazało się, że jest jedyną pasażerką luksusowej kabiny.

Minął kwadrans, silniki samolotu zaryczały, szara mżawka niemal całkowicie przesłoniła widok za oknem, lecz w kabinie nikt się nie pojawiał.

Zdławiwszy niestosowne uczucie rozczarowania, lekko drżącymi palcami zapięła pasy. Nie przepadała za lataniem. Nie lubiła ryzykować. Do podróży podchodziła podobnie jak do wyboru przyszłego męża – wolała czuć twardy grunt pod stopami. Na domiar złego prognoza pogody przewidywała na czas lotu burzę z piorunami.

Najlepiej o tym nie myśleć.

Gdy samolot ruszył, sunąc w strugach deszczu na pas startowy, Lilah otworzyła teczkę i zajęła się przeglądaniem sporządzonych przez siebie charakterystyk.

Kobiety w jej rodzinie miały fatalny zwyczaj zakochiwania się od pierwszego wejrzenia w kim popadło, i pozostawały w rezultacie na lodzie, z dzieckiem na ręku. Zdając sobie sprawę, że sama z racji odziedziczonego po matce i babce artystycznego usposobienia nie jest wolna od pewnej dozy szaleństwa, opracowała własny system Unikania Kardynalnego Błędu.

A mówiąc prościej, przygotowała plan mający jej zapewnić trwałe i szczęśliwe małżeństwo.

Samo spisanie kolejnych działań, jakie powinna podjąć w celu nawiązania tego typu związku, przynajmniej częściowo odbierało ostatecznej decyzji charakter skoku w nieznane. Upewniało ją, że związek zawarty w ten sposób będzie oparty na pełnym wzajemnym zaangażowaniu i przyniesie jej przyszłym dzieciom poczucie stabilności oraz bezpieczeństwa, których jej samej tak bardzo w dzieciństwie brakowało.

Dotąd jednak, wśród licznych mężczyzn, których od trzech lat poddawała stosownym próbom, nie znalazła ani jednego, który spełniałby jej kryteria i jednocześnie fizycznie ją pociągał.

Szczególnie dużą wagę przywiązywała do zapachu męskiego ciała. Nie znaczy to wcale, że dotychczasowi kandydaci brzydko pachnieli. Nie, po prostu, pachnieli nie tak, jak by chciała.

Teraz jednak sprawy najwyraźniej przybrały pomyślny obrót. Porównując zapisy na temat nowego szefa z ocenami jego poprzedników (uzupełnieniem jej metody był specjalny system punktowania), z przyjemnością rozpamiętywała jego zalety.

Na papierze prezentował się wręcz idealnie. Po raz pierwszy spotkała mężczyznę, który jej się podobał, a jednocześnie był zrównoważony, rozsądny oraz z pewnością godny zaufania.

Uznała, że ma wszelkie powody, aby czuć się uszczęśliwioną, że Lucas zaprosił ją na wesele brata. Miała już, jak by nie było, dwadzieścia dziewięć lat. Tykanie jej zegara biologicznego zaczynało stawać się trochę niepokojące.

Niewiele o Lucasie wiedziała. Lepiej poznali się dopiero kilka dni temu, w trakcie załatwiania spraw służbowych. W rezultacie Lucas zaprosił ją na lunch, podczas którego wspomniał o bliższym związku, a nawet o czymś trwalszym. Jego zachowanie upewniło Lilah, że do kwestii małżeństwa podchodzi równie trzeźwo jak ona.

Gdyby można było się zakochać, nie tracąc kontroli nad uczuciami, Lilah byłaby gotowa natychmiast to zrobić.

Zerknąwszy na zegarek, stwierdziła, że samolot zaczął kołować parę minut przed czasem. Gdyby pilot nie pospieszył się, pomyślała z pretensją, być może Zane zdążyłby do niej dołączyć.

Samolot tymczasem ciężko oderwał się od ziemi, zmierzając w samo centrum wstrząsanych burzą ciemności. Lilah szybko zasłoniła okno.

Chcąc zapomnieć o tym, co się wokół dzieje, postanowiła zamknąć oczy i zasnąć. Przed wyjściem z domu wzięła środek uspokajający, który jednak nie poskutkował. Kiedy Jasmine weszła do kabiny, proponując napoje, Lilah poprosiła o wodę i połknęła drugą tabletkę na uspokojenie.

Gdy po paru minutach powieki zaczynały jej się kleić i wydawało się, że lada moment zapadnie w sen, samolotem zachybotał potężny wstrząs, a kabinę rozświetlił błysk pioruna.

W tym samym momencie otworzyły się drzwi kokpitu i stanął w nich Zane Atraeus.

Oniemiała z wrażenia Lilah nie zauważyła, że teczka zsunęła się z jej kolan, a kartki rozsypały po podłodze.

Jej artystyczną naturę zachwyciło piękno oświetlonej blaskiem błyskawicy męskiej twarzy. Twarzy, którą od dwóch lat bezwstydnie portretowała w szkicowniku.

W pierwszej chwili pojawienie się Zane’a wydawało jej się snem, jednym z owych rozkosznie wstydliwych zwidów, jakie nawiedzały ją nocami od czasu tamtego epizodu podczas balu charytatywnego.

Dopiero kiedy Zane postąpił w jej kierunku, uświadomiła sobie, że nie śni.

– Myślałam, że spóźniłeś się na samolot.

– Nigdy się nie spóźniam, kiedy pilotuję.

Zauważywszy rozsypane na podłodze papiery, w tym leżącą na samym wierzchu kartkę z wypisanym dużymi literami tytułem „Droga do małżeństwa”, schyliła się, chcąc je jak najszybciej pozbierać, ale nie pozwolił jej na to zapięty pas. Nim zdołała się od niego uwolnić, wyręczył ją Zane.

Podziękowała mu, czerwieniąc się jak burak, po czym wetknęła nieszczęsną teczkę na dno torby.

– Nie wiedziałam, że jesteś także pilotem.

– Specjalnie się tym nie chwalę.

Czego nie można powiedzieć o jego upodobaniu do pięknych modelek, z którymi się pojawiał na opisywanych w plotkarskiej prasie hucznych bankietach. A także do nurkowania, surfowania i innych ryzykownych sportów.

Lilah uprzytomniła sobie nagle, że nie ma pojęcia, jakie są ulubione rozrywki Lucasa, jej idealnego kandydata na męża, i postanowiła w najbliższym czasie to naprawić.

– Od dawna boisz się latać? – zapytał Zane, zdejmując marynarkę i rzucając ją na pusty fotel.

Lilah z trudem oderwała oczy od jego opiętego czarnym podkoszulkiem torsu. Miała nieodparte wrażenie, że czuje zmieszany z aromatem drogiej wody kolońskiej upajający zapach ciała. I znowu oblała się rumieńcem na wspomnienie pamiętnej sceny sprzed dwóch lat, kiedy w trakcie rozmowy o sztuce Zane zaproponował jej obejrzenie dzieł sztuki eksponowanych w sąsiadującym z salą balową ustronnym gabinecie.

Nie zapamiętała ani jednego obrazu, natomiast doskonale pamiętała moment, w którym Zane przyciągnął ją do siebie i zaczął całować.

Mniej było jasne, jakim sposobem znaleźli się na kanapie, a Zane pieścił jej odsłonięte piersi.

O tym, do czego by doszło, gdyby do pokoju nie zajrzała oszałamiająco urodziwa rudowłosa Gemma, która towarzyszyła Zane’owi na balu, a równocześnie była jego ówczesną osobistą asystentką, Lilah wolała nie myśleć. Oboje zerwali się z kanapy, pospiesznie poprawiając ubranie. Mruknąwszy zdawkowe „Dobranoc”, Zane wyszedł z gabinetu w towarzystwie Gemmy.

Najboleśniejsze było to, że po owym krótkim lecz namiętnym epizodzie Zane się do niej nie odezwał ani nie zaproponował ponownego spotkania.

Najwidoczniej uznał ją za łatwą zdobycz.

Sama była sobie winna. Jak mogła do tego stopnia sprzeniewierzyć się wszystkim przyjętym przez siebie zdroworozsądkowym zasadom szukania idealnego męża?

Zarazem jednak jego obojętność wyszła jej na dobre. Potwierdzała, że choć tak bardzo pociągający, nie jest człowiekiem godnym zaufania, z którym mogłaby wiązać swoje przyszłe szczęście.

Kolejne ogłuszające wyładowanie atmosferyczne wyrwało Lilah z zadumy.

Przypomniała sobie, o co Zane ją pytał.

– Zawsze bałam się latać – odparła.

Ku jej zaskoczeniu Zane nie tylko usiadł obok niej w fotelu, ale oderwał jej zaciśnięte na oparciu palce i ujął je w obie dłonie.

– Co robisz? – obruszyła się.

– Trzymam cię za rękę – wyjaśnił. – Jest to stare wypróbowane lekarstwo na nieuzasadnione lęki.

Dreszczyk, o jaki przyprawił Lilah dotyk jego ręki, wskazywał jasno, że nie powinna była na to pozwolić. Zane’a otaczała sława uwodziciela bezlitośnie łamiącego serca kobiet.

Spróbowała uwolnić palce, ale nie zwolnił uścisku.

– Nie powinieneś siedzieć w kokpicie?

– W kabinie pilotów – poprawił. – Teraz zastępuje mnie Spiros. Chwilowo nie jestem mu potrzebny.

Lilah zdała sobie sprawę, że znajdują się co najmniej osiem kilometrów nad ziemią, i poczuła ściskanie w żołądku.

– Jak długo będziemy lecieć? – zapytała.

– Około dziesięciu godzin, razem z lądowaniem w Singapurze dla uzupełnienia paliwa. Po co wybrałaś się do Medinos, skoro tak bardzo boisz się latania?

Po to, by zapewnić sobie trwały związek z mężczyzną, który jej nie zawiedzie. Żeby przezwyciężyć godną pożałowania skłonność kobiet z jej rodziny do tracenia głowy dla niewiernych kochanków.

Głowa zaczynała jej ciążyć. Ach, prawda, przecież zażyła aż dwie tabletki.

– Muszę sobie wreszcie ułożyć życie. Mam już dwadzieścia dziewięć lat – odparła.

– I co z tego? To jeszcze młody wiek.

Lilah z trudem stłumiła ziewnięcie.

– Wzięłaś jakieś środki? – zapytał. A gdy podała mu nazwę, oświadczył: – No to będziesz spała jak kamień. Brałem te same tabletki jako nastolatek po tym, jak ojciec odnalazł mnie w Los Angeles i zabrał na Medinos. Ja też nie lubiłem wtedy latać.

Ciekawość pozwalała jej zachować resztki przytomności. Zastanowiła ją fascynująca dwoistość natury Zane’a. Znała jego historię z internetu i podziwiała za to, że nie tylko nie ukrywa swej przeszłości, ale często się na nią powołuje w pracy charytatywnej na rzecz bezdomnych dzieci.

– Oprzyj głowę na moim ramieniu, jeżeli masz ochotę – zaproponował.

Uważaj! – ostrzegł ją wewnętrzny głos.

– Nie, dziękuję – odparła, prostując się w fotelu. – Jesteś milszy, niż myślałam.

– Naprawdę? A co o mnie myślałaś? Po tym, jak się poznaliśmy dwa lata temu.

Że jesteś niebezpieczny. Seksowny. Cholernie pociągający, odpowiedziała w duchu. Ale są to myśli, którymi nie powinna zaprzątać sobie głowy. Zane zmieniał kobiety jak rękawiczki, pewnie nawet nie pamięta, co się dwa lata temu między nimi wydarzyło.

Zastanawiając się, co odpowiedzieć, zdała sobie sprawę, że ponieważ Zane jest teraz jednym z jej szefów, będą się widywać znacznie częściej. A jeżeli wyjdzie za Lucasa, Zane zostanie jej szwagrem, a ich stosunki jeszcze bardziej się zacieśnią.

– Myślałam, że jestem ci całkowicie obojętna.

– Po tym, co się wtedy wydarzyło na kanapie, podczas gali charytatywnej?

A więc pamięta. A skoro tak, to pewnie także nie zapomniał, jak ochoczo odpowiadała na jego pieszczoty. I że gdyby nie pojawienie się Gemmy, najprawdopodobniej popełniłaby największy błąd swego życia.

– Nie przypuszczałam, że zapamiętałeś – odparła, usiłując nie okazać zmieszania.

– Lucas się z tobą nie ożeni. – Zane powiedział to z takim ogniem w oczach, że senność całkowicie ją opuściła. – Wybierz kogoś innego.

Czyżby chciał powiedzieć: „Wybierz mnie?”

Lilah wiedziała, że jej specyficzny typ urody podoba się mężczyznom, niektórym nawet bardzo. Nie sądziła jednak, aby Zane był jednym z nich.

– Jakim prawem…?

– Takim – przerwał jej, zwracając się ku niej całym ciałem i schylając głowę.

Lilah czuła, że ma ostatnią szansę zapanować nad instynktem, odrobić fatalny błąd, jaki popełniła dwa lata temu. Wystarczyło odepchnąć go stanowczym ruchem.

Palce Zane’a delikatnie ujęły jej podbródek. Gorący pocałunek przyprawił ją o zawrót głowy.

Pojęła nagle, dlaczego każde spojrzenie Zane’a tak silnie na nią działa. Tykanie zegara biologicznego, połączone z długotrwałą wstrzemięźliwością seksualną osłabiły jej zdolność kontrolowania odruchów ciała.

Uświadomienie sobie przyczyny popełnionego dwa lata temu błędu przyniosło jej wyraźną ulgę. Zdecydowanym ruchem oderwała usta od jego warg.

Musi wziąć się w garść. Zane stanowczo za mocno na nią działa. Nie wolno jej pójść śladem mamy i babki, które uległy pokusie zmysłów i zostały samotnymi matkami. Nie może pozwolić, aby znany ze swych miłosnych podbojów i szaleńczego trybu życia Zane zniweczył jej szansę na sensowne trwałe małżeństwo.

Ma dosyć rozsądku i siły woli na to, by nie popełnić głupstwa. W dodatku z mężczyzną znacznie od siebie młodszym.

Zane ma najwyżej dwadzieścia pięć lat. Nie może się równać ze starszym od niego, dojrzalszym i poważniejszym Lucasem. W każdym razie tak wygląda to na papierze.

Zbyt dobrze pamiętała tamten fatalny wieczór, kiedy prawie mu uległa, by nie zdawać sobie sprawy z zagrożenia. I była przekonana, a w każdym razie wmawiała sobie, że wie, jak się bronić przez mężczyzną, do którego miała wprawdzie oczywistą słabość, lecz który absolutnie nie nadawał się na męża.

Tytuł oryginału: A Perfect Husband

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2012

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2012 by Fiona Gillibrand

© for the Polish edition by Harlequin Polska sp. z o.o., Warszawa 2014, 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2490-1

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.