Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
25 osób interesuje się tą książką
Magda z zawodu jest psycholożką. Na co dzień pomaga innym radzić sobie z emocjonalnymi ranami i relacjami, które powoli niszczą od środka. Problem w tym, że wobec własnego związku pozostaje ślepa.
Nikodem nigdy nie podniósł na nią ręki. Wystarczyły obojętność, chłód i wieczne wybieranie wszystkiego poza nią. A jednak co jakiś czas wracał ten Nikodem, którego pokochała — czuły dotyk, spojrzenie pełne troski, kilka słów, które wystarczały, by znów uwierzyła, że jeszcze mogą być szczęśliwi.
Dla dobra ich córki Niny, Magda próbuje ratować rodzinę, ignorując kolejne sygnały ostrzegawcze. Z każdym miesiącem coraz bardziej zatraca jednak samą siebie, usprawiedliwiając mężczyznę, któremu pozwala na zdecydowanie zbyt wiele.
Tobie pozwolę na wszystko to poruszająca historia o samotności w związku, emocjonalnym uzależnieniu i granicach, które z miłości przesuwamy zbyt daleko.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 54
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tobie pozwolę na wszystko
N G Dentchev
Tytuł: Tobie pozwolę na wszystko
Autorka: N G Dentchev
Redakcja i korekta : Katarzyna Rzeczkowska (IG: @kwestiaznaku)
Skład: Joanna Postój (IG: @po.czytanna)
Projekt okładki: Kamila Polańska (IG:
@design_your_cover_with_me, @ksiazka.sercem.w.dloni)
Fotografia na okładce: ©adobestock.com
Wydawca: N G Dentchev
Wydanie pierwsze
Cavan, 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie oznacza naruszenie
praw autorskich.
Ostrzeżenie: Historia porusza tematy przywiązania emocjonalnego i manipulacji. Zawiera opisy współżycia seksualnego.
Patroni
Prolog
Poznając Nikodema nie sądziłam, że znajdziemy się tu, gdzie jesteśmy. A proszę, jednak takie rzeczy naprawdę się zdarzają. Najbardziej jednak zaskakuje fakt, że spotkało to właśnie mnie.
Mnie – cholera jasna! – z wykształcenia psycholożkę, która spędziła setki godzin nad książkami, filmikami i kursami pozaszkolnymi, by dać się tak wrobić… Nigdy więcej nadmiernego zaufania.
Rozdział 1
Słońce daje o sobie znać, przebijając się przez zasłonięte rolety sypialni. Nie muszę się odwracać, by wiedzieć, że łóżko po drugiej stronie jest puste. Jest sierpień, a Nina za tydzień zaczyna swoją przygodę z podstawówką. Dziwne, że jeszcze nie przybiegła mnie obudzić, by poprosić o płatki z mlekiem.
Spoglądam na zegarek i ze zdziwieniem stwierdzam, że jest późno. Spanikowana szybko odrzucam kołdrę i niemal wybiegam z pokoju, by czym prędzej sprawdzić, gdzie znajduje się nasze dziecko. Niespełna dwa miesiące temu przypadkiem odkryliśmy, że mała lunatykuje, kiedy przez sen usilnie szarpała się z drzwiami wyjściowymi. Od tamtej pory niepokoję się, gdy rano nie przyjdzie mnie obudzić. Drzwi do salonu są otwarte, już na korytarzu niesie się przyciszony dźwięk bajki. Przechodzę przez próg i dopiero wtedy oddycham z ulgą. Małej nic nie jest.
– Dzień dobry, słoneczko. – Witam się z nią miło, ściskając jej małą buzię oburącz.
– Cześć, mamo! – woła uradowana.
W ogóle nie wygląda na zaspaną, co budzi we mnie podejrzenia.
– Długo już tutaj siedzisz?
Przytakuje głową, wracając wzrokiem na ekran, który trochę jej przysłaniam. Odsuwam się nieznacznie i czekam, aż mi odpowie.
– Odkąd tata wyszedł.
– Jesteś głodna? – Zmieniam płynnie temat, nie dając po sobie poznać zmartwienia.
– Nie, tata dał mi płatki. Odsłonisz mi?
Z lekkim niezadowoleniem robię to, o co prosi mnie córka. Nie podoba mi się, że mnie lekceważy na poczet jakiejś głupiutkiej bajki, ale przecież to tylko dziecko. Sprawy dorosłych powinny ją omijać.
– Dobrze, kochanie – odzywam się nad wyraz miło, za wszelką cenę nie chcę przerzucać na Ninę złych emocji.
Znikam za progiem kuchni, gdzie powoli budzę się do życia. Przysnęło mi się, ale doskonale wiem, czym to jest spowodowane. I skłamałabym mówiąc, że próbuję coś z tym zrobić. Nie próbuję. Poddałam się już rok temu, a życie przelatuje mi przez palce.
Nikodem od zawsze był elektronicznym gadżeciarzem, przez co teraz w kuchni mamy pierwszą wersję Alexy. Przymykam drzwi i odzywam się do niej krótkim poleceniem, by włączyła piosenkę. Tę jedną, konkretną – „iris” w wykonaniu MGK. To ulubiona piosenka miłosna Nikodema. A on bardzo nie lubi tych słodkich muzycznych pierdów. Z nostalgią zatracam się w pierwszych nutach piosenki.
Dolewam wody do ekspresu i podstawiam pod nalewak kubek. Czekam, aż aromatyczny płyn wypełni go tak, jak lubię, po brzegi. Odpływam myślami do chwil, gdy tworzyliśmy z Nikodemem zgrany duet. Lubię rozpamiętywać czasy, kiedy było nam razem dobrze, gdy przynosił mi bez powodu kwiaty, zabierał na randki, czy zwyczajnie poświęcał mi pełną uwagę. To chyba te wspomnienia dodają mi sił, by przeżyć każdy kolejny dzień.
– Mamusiu?
Wzdrygam się, bo zupełnie nie słyszałam uchylających się drzwi.
– Tak, słoneczko?
– Zrobisz mi jeszcze jedne płatki?
Wpatruję się w przepiękne duże oczy mojej małej dziewczynki. Jej kasztanowe włosy opadają na policzki, a grzywka odstaje na wszystkie strony. Wygląda najsłodziej na świecie.
– Oczywiście. Z mlekiem czy bez?
Mała kopia swojego taty przykłada palec do brody i, niech mnie piekło pochłonie, nawet ten gest wykonują identycznie – udaje, że się zastanawia. A ja wiem dobrze, że znała swój wybór, jeszcze zanim do mnie przyszła.
– Same! Dużo, dużo! – Nina aż podskakuje z radości – I łyżeczkę.
– To możesz wziąć sobie sama – sugeruję. – Idź, zaraz ci przyniosę.
Nina z szerokim uśmiechem na twarzy zgarnia łyżkę i ucieka do salonu, gdzie ponownie wskakuje na kanapę i włącza kolejną bajkę. Dzieci z tym Netflixem to mają teraz zdecydowanie za dobrze.
– Kochanie, ile razy prosiłam, byś nie biegała ze sztućcami? – upominam dziewczynkę, krzycząc przez otwarte drzwi, nie otrzymuję odpowiedzi.
Piosenka się kończy, a ja daję Ninie jej wykwintny przysmak w postaci czekoladowych mini muszelek i informuję ją o planie dnia.
– Musimy iść do sklepu kupić ubrania do szkoły, pamiętasz? W drodze do domu możemy się przejść na plac zabaw.
Dziewczynka uśmiecha się zadziornie, a ja unoszę palec wskazujący i dodaję:
– O ile będziesz grzeczna.
– Zawsze jestem, mamusiu – odcina się z buzią wypchaną płatkami.
– Ty mała mądralo. – Targam jej jeszcze nieuczesane włosy i uśmiecham się do niej szczerze, po chwili zostawiam ją w spokoju.
Powracam do swoich codziennych domowych obowiązków. Jeszcze niedawno dom i opieka nad Niną były moimi jedynymi zmartwieniami. Trzy miesiące temu odważyłam się rozpocząć własną działalność przez internet. Przeprowadzam sesje terapeutyczne jeden na jeden z osobami, które zagubiły gdzieś swój sens życia i potrzebują go odnaleźć, by zaznać pełni szczęścia i poczuć satysfakcję.
Nina przynosi mi pustą miskę. Robię zabawną minę z cyklu „wow, wszystko zjadłaś?!”, a córka wybucha niekontrolowanym śmiechem. Zauważam, jak dumnie wydyma brzuch i pozuje, podpierając dłonie na biodrach. Rozbawia mnie tym, a ja postanawiam znienacka ją chwycić i obrócić do góry nogami w powietrzu. Bawimy się i śmiejemy jeszcze przez chwilę, po czym ponaglam córkę, by przebrała się z piżamy. Przypominam jej o porządnym umyciu zębów po śniadaniu.Po pół godzinie jesteśmy gotowe do wyjścia, a raczej, jak to mawia moja siedmiolatka: do podbijania sklepów. Doprawdy nie wiem, gdzie ona się uczy takich sformułowań.
Kiedy wychodzimy z bloku, wibruje mój telefon. Chcę, by zapamiętała nasz wspólny czas przyjemnie, a nie kojarzyła go z moją twarzą wlepioną w ekran telefonu. Napatrzyłam się wystarczająco na tego typu zachowanie, szczególnie u znudzonych rodziców na placu zabaw, by dobrze wiedzieć, że nie chcę stać się taką matką.
– Poczekaj kochanie, bo ktoś się do mnie dobija. –Puszczam córce oczko, a ta podskakuje beztrosko po płytach chodnika, próbując nie stanąć na linii. Uwielbia tę zabawę odkąd pamiętam.
Telefon informuje mnie o nowym powiadomieniu. Tryb prywatny jest czasem denerwujący, ale też nie jestem żadną znaną influencerką, by co rusz otrzymywać nowe powiadomienia. Odblokowuję ekran i widzę wiadomość od Nikodema. Jak to on, nie rozpisał się zbyt mocno.
Kochanie: Kupić coś na obiad?
Zastanawiam się przez chwilę, po czym wystukuję odpowiedź.
Ja: Może lasagne. Nina zje ze smakiem.
W odpowiedzi otrzymuję kciuk w górę. Przyrzekam na grób mojej matki, że z całego serca nienawidzę tej emotki.
Nina ciągnie mnie za rękę, ponaglając, bym do niej dołączyła. Chowam komórkę i poświęcam zasłużony czas dziecku.
