Tajemnice porcelanowego talerzyka - Michał Jan Sar - ebook

Tajemnice porcelanowego talerzyka ebook

Michał Jan Sar

3,0

Opis

Tajemnice porcelanowego talerzyka – opowiada przygody rodziny magów. Akcja toczy się w Łodzi, Krakowie i Pradze. Kanwą książki są duchy i poszukiwanie drogi jak przejść do drugiego świata. Znajdziesz w niej zabawne i groźne momenty. Powieść przygodowa jest przeznaczona dla młodych i starszych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 175

Rok wydania: 2023

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Michał Sar

 

 

 

Tajemnice porcelanowego talerzyka

 

 

 

Gubin 2023

 

 

 

Wydawca: Pracownia literacka Michała Sara

Gubin I, 2023

Numer ISBN978-83-967395-4-4

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Luty 1978 roku, Łódź

Odebrałem świadectwo maturalne. Z kilkoma koleżankami i kolegami poszliśmy do znajomej, która zaproponowała gościnę. Jak to wśród młodych pojawiła się butelka wina. Zrobił się fajny klimat. Rozmawialiśmy o tym, co nas może czekać, gdzie będziemy pracować. Snuliśmy plany i mówiliśmy o swoich marzeniach. W pewnej chwili nasza koleżanka zapytała czy wierzymy w duchy. Spojrzeliśmy po sobie, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Jednak wszyscy się zgodzili na ten eksperyment. Chcieliśmy poznać swoją przyszłość. Ze stołu zniknęły kieliszki i butelka wina. Pojawił się papier, na którym napisaliśmy alfabet i cyfry. Z jednej strony słowo „tak”, z drugiej strony „nie”. Na szczęście w domu był porcelanowy talerzyk. Usiedliśmy wokół stołu. Zapaliliśmy świeczkę.

– Połóżcie koniuszki palców na rancie talerzyka. Tak, by palce się dotykały.

– Duchu, duchu! – zawołała koleżanka. –Jesteś tam?

Roześmialiśmy się. Małgosia spojrzała na nas i powiedziała groźnym głosem:

– Nie śmiejcie się, proszę was, bo nic z tego nie będzie. Znów zaczęła mówić swoje zaklęcia.

– Duchu, duchu, odezwij się.

Czuliśmy, jak nasze palce robią się gorące, Nie wiedziałem czy cierpną, czy bolą. Wpadłem w jakiś obłęd. Nagle talerzyk się poruszył, obrócił i przesunął na słowo „tak”. Drgnęliśmy. Nie wierzyliśmy, że to się dzieje. A jednak się stało. Seans się rozpoczął. Każdy zadawał pytania. Duch odpowiadał. Okazało się, że jest żołnierzem – walczył w wojskach polskich podczas kampanii napoleońskiej. Gdy przyszła kolej na mnie, zadałem pytanie:

– Duchu, powiedz, ile będę miał dzieci?

Talerzyk zatrzymał się na liczbie „pięć”.

– Duchu, powiedz, gdzie pojadę najdalej od domu?

Zobaczyliśmy jak talerzyk pokazuje na litery.

T, a, s,z,k, i,e,n,t.

– duchu, co powiem, gdy znajdę się w Taszkiencie?

Znów talerzyk wskazywał na litery, a my składaliśmy je w słowa.

W,i,t,a,j, w, T,a,s,z,k,i,e,n,c,i,e.

– Duchu, czy będę żonaty?

Talerzyk znów zaczął swój taniec po literach

D,w,i,e – odpowiedział.

– Duchu, czy będę żył długo?

Talerzyk przesunął się na słowo „tak”.

Ucieszyło mnie to. Medium powiedziało, że jest zmęczone. Seans się skończył.

Wychodziliśmy od koleżanki zadumani. Co nas czeka? Myśleliśmy o tym, co się nam przydarzyło. Ja osobiście nie wierzyłem w takie bajki.

Maj 1985 roku, Taszkient

Samolot zbliżał się do Taszkientu. Z głośników słychać było komunikaty. Pasażerowie przygotowywali się do opuszczenia samolotu. Powoli schodzili po schodach. W Moskwie było dwadzieścia stopni, tu w Taszkiencie ponad trzydzieści. Żar lał się z nieba. Wyszedłem z samolotu i krzyknąłem w duchu „Witaj Taszkiencie” . W hali przylotu czekali znajomi, którzy mnie zaprosili, żeby podpisać ze mną umowę o współpracy. Spędziłem dwa dni w Taszkiencie. Miałem dużo pracy, ale miałem też czas, aby zwiedzić miasto. Dwa wieczory biesiadowaliśmy w restauracji. Byłem szczęśliwy, że poznałem to niezwykłe miejsce. Żal było wracać.

Po kilku miesiącach znów przyleciałem do Taszkientu. To był dziwny pobyt. Przyleciałem wieczorem. Do późna w nocy rozmowy. Szybka kolacja, nocleg i następnego dnia o jedenastej powrót do domu – przez Moskwę do Warszawy.