Szef z Randki w Ciemno - Aylin Red - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Szef z Randki w Ciemno ebook i audiobook

Aylin Red

3,9

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

51 osób interesuje się tą książką

Opis

Miała być zwykła randka w ciemno. Skończyło się namiętną nocą z niebezpiecznie przystojnym nieznajomym.

Nikola nie planowała zobaczyć go ponownie. Zwłaszcza nie w poniedziałek rano, kiedy okaże się, że mężczyzna z baru siedzi na czele stołu konferencyjnego jako jej nowy szef i CEO firmy.

Ethan Kammeyer jest opanowany, bogaty i irytująco pewny siebie. Nikola jest błyskotliwa, cięta i doskonale wie, że romans w pracy to proszenie się o katastrofę. Kiedy Ethan składa jej propozycję udawanego narzeczeństwa, Nikola wie, że powinna odmówić.

Problem w tym, że fałszywy związek z mężczyzną, którego nie potrafi wyrzucić z głowy, okazuje się o wiele bardziej niebezpieczny, niż mogłaby przypuszczać.

Szef z Randki w Ciemno to współczesny romans pełen chemii, ciętych dialogów, napięcia i emocji, które szybko przestają mieścić się w jakimkolwiek planie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 344

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 50 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Lektor AI

Oceny
3,9 (125 ocen)
62
27
14
10
12
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
dominikabuczak
(edytowany)

Nie polecam

Tego nie da się czytać. Błąd na błędzie…. Tragedia . 0/10
71
nimfa589

Nie polecam

Pomysł na fabułę fajny ale sposób tłumaczenia to jakaś masakra 🤦🏻‍♀️ Nie da się tego czytać . Kto wogóle dopuścił tą książkę do publikacji z takim tłumaczeniem ? Powiedzieć że jest to żenujące to jak nic nie powiedzieć .
41
Zofijka57

Z braku laku…

Masakra. Tlumaczenie i bledy stylistyczne.Ksiazka ---koszmar
21
Alicja_al

Nie polecam

Tego nie da się czytać
21
Edyta16-
(edytowany)

Nie polecam

DNF nie da się tego czytać. Ktoś wrzucił oryginał do google tłumacz i wydał książkę. Gdzie jakaś weryfikacja LEGIMI? Pomysł na fabułę wydaje się ciekawy i wciągający, dwóch ludzi sukcesu lubię te klimaty. Bardzo chętnie przeczytam, tylko zróbcie korektę i wydajcie poprawioną wersje!
21

Popularność




Szef z Randki w Ciemno

Aylin Red

2026

Szef z Randki w Ciemno

Szef z Randki w Ciemno

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

O autorce

Title Page

Cover

Table of Contents

Szef z Randki w Ciemno

Seria Pogmatwane Serca

Blind Date Boss

Aylin Red

Rozdział 1

Nikola wpatrywała się we własne odbicie z miną, którą zazwyczaj rezerwowała dla maili z zaproszeniem na spotkanie, które spokojnie mogło być wiadomością.

Ombre opadało jej na ramiona luźnymi falami. Czarna kopertowa sukienka sięgała połowy uda, a szpilki krzyczały: staram się, ale nie konkretnie dla ciebie. Makijaż oczu miał ukryć fakt, że ostatnio niewiele spała. Nikola poprawiła złoty ring i uznała, że zawodowa maska trzyma się całkiem nieźle.

Dyrektor HR na randce. Genialne zastosowanie piątkowego wieczoru.

Telefon zawibrował na blacie.

Jess:Pamiętaj. Twoja twarz.

Jess:Nie strasz go, zanim przyniosą drinki. Neutralny wyraz. Poćwicz przed lustrem. Działaj.

Nikola prychnęła.

Nikola:Moja twarz jest w porządku.

Jess:Twoja twarz mówi „jesteś zwolniony”, kiedy pytasz „jak minął weekend”.

Jess:Mówię tylko, może nie przesłuchuj go, jakbyś prowadziła rekrutację?

Nikola:Wiem, jaka jest różnica między randką w ciemno a rozmową kwalifikacyjną.

Jess:Dobrze. Zapłaciłaś agencji grube hajsy. Chociaż udawaj, że jesteś tam dla zabawy.

Nikola:No co? Lepsze to niż tracenie czasu na jakiegoś kretyna.

Jess:O matko!! Wiesz, co miałam na myśli >:(!

Nikola przewróciła oczami, ale kącik jej ust podskoczył mimo woli. Wsunęła telefon do torebki, po czym zawahała się, zaciskając palce na pasku. Profesjonalne swatanie.

Powiedziała sobie, że to praktyczne i efektywne rozwiązanie — delegowanie tej części życia, na którą nie miała ani czasu, ani emocjonalnych zasobów. Z zawodu prowadziła background checki i wywiady behawioralne, więc oddanie romansu w ręce serwisu obiecującego kompatybilnych partnerów brzmiało, przynajmniej na papierze, jak sensowna inwestycja.

W praktyce czuła się jak osoba, która przelała pieniądze nieznajomemu, żeby ten ją ocenił, a potem wysłał na randkę z mężczyzną, który w swoim profilu na pewno wpisał ambitny i rodzinny.

Chwyciła klucze, zanim zdążyła się rozmyślić.

W drodze do wyjścia minęła lustro w przedpokoju. Jess miała rację. Jej neutralna mina rzeczywiście skręcała w stronę protokołu incydentu HR. Nie do końca była to jej wina. Urodziła się z tą twarzą. Słowiańska dziewczyna, co zrobisz.

Spróbowała nadać jej łagodniejszy wyraz. Mniej masz przechlapane, bardziej jestem otwarta na rozmowę, ale nie przekraczaj granicy.

Prawie. Nie świetnie, ale nie tragicznie.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸❤️❤️🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Bar w dzielnicy Montrose był modny, choć sprawiał wrażenie, jakby wcale się o to nie starał. Odsłonięta cegła, zwisające rośliny, przyćmione światło, w którym wszyscy wyglądali o pięć procent atrakcyjniej i dziesięć procent bardziej tajemniczo. Miejsce, które agencja opisała jako swobodne, ale z klasą, co oznaczało, że koktajle kosztowały za dużo, a serwetki miały logo.

Nikola sprawdziła mail z potwierdzeniem, wchodząc do środka.

Zarezerwowaliśmy stolik dla dwóch osób na godzinę 20.00, na pierwszą literę imienia. Pani partner będzie czekał w pobliżu. W razie potrzeby hostessa wskaże właściwy stolik.

Rozejrzała się. Pary przy wysokich stolikach, grupki przy barze, mężczyzna w rogu udający przez telefon, że wcale nie został wystawiony. Nikt nie wyglądał na kogoś, kto czekał konkretnie na nią.

To dobrze. Albo źle.

Za wcześnie, żeby stwierdzić.

Telefon znowu zawibrował.

Jess:Jesteś tam?

Nikola:Właśnie weszłam. Jeśli umrę, powiedz rodzicom, że ich kochałam i że agencja policzyła za dużo.

Jess:Jeśli okaże się dziwny, zostań przynajmniej na dwa drinki. Minimalny zwrot z inwestycji.

Nikola:Ale z ciebie mądrala.

Jess:Jestem zamężną kobietą, która od dziesięciu lat nie była na randce. Żyję twoim życiem. Idź usiądź. I pamiętaj. Twoja twarz.

Nikola schowała telefon i ruszyła w stronę stolików przy barze. Hostessa uśmiechnęła się do niej.

— Stolik dla jednej osoby? — zapytała.

— Randka w ciemno — odparła Nikola. — Powinna być rezerwacja na literę N.

Hostessa zerknęła na tablet i skinęła głową.

— Jest pani na liście. Stolik znajduje się tam. — Wskazała dwuosobowy stolik przy barze. — Pani partner powinien zjawić się za chwilę.

Nikola podziękowała i usiadła z większym spokojem, niż naprawdę czuła. Odstawiła torebkę, poprawiła sukienkę, a kiedy podszedł kelner, zamówiła wódkę z tonikiem i limonką.

Pięć minut. Skrzywiła się. Dziesięć.

Sprawdziła godzinę, po czym stanowczo postanowiła nie robić tego ponownie. Wolała czekać, niż sama się spóźnić. Taka już była jej skaza.

Właśnie rozważała etyczny aspekt wypicia połowy koktajlu, zanim mężczyzna w ogóle dotrze na miejsce, kiedy ktoś zatrzymał się przy stoliku. Spojrzała w górę.

Był wysoki i miał szerokie ramiona opięte granatową koszulą, której rękawy podwinął do połowy przedramion z taką precyzją, że nie mogło być w tym przypadku. Ciemne włosy miał lekko niesforne. Wyglądały na celowo potargane, ale Nikola miała co do tego pewne podejrzenia.

Niebieskie oczy przesunęły się po niej raz, spokojnie i oszczędnie, jakby najpierw zbierał informacje, a dopiero potem zamierzał się odezwać.

Był starszy, niż się spodziewała. Na tyle, żeby to zauważyć. Nie na tyle, żeby miało to stanowić problem.

— Nicole? — zapytał.

— Nikola — poprawiła go. — Jak Nikola Tesla, tylko bez prądu.

Milczał przez sekundę. Dokładnie jedną. Coś drgnęło w kąciku jego ust, zbyt szybko, żeby mogła mieć pewność, po czym odsunął krzesło i usiadł.

— Rozumiem. — Miał niski, wyważony głos. Taki, którego nie musiał podnosić, żeby go słuchano. Oparł przedramię o krawędź blatu i spojrzał na nią. — Hostessa powiedziała „Nicole”.

— Hostessa się myli.

— Często ci się to zdarza?

Mrugnęła. Tego się nie spodziewała.

— Ethan — przedstawił się, zanim zdążyła odpowiedzieć.

Kelner pojawił się z kartą. Ethan odprawił go gestem, zanim Nikola zdołała otworzyć usta.

— To samo, poproszę.

Ton brzmiał niemal jak pytanie skierowane do niej, ale sama konstrukcja nie pozostawiała miejsca na odpowiedź. Normalnie od razu by się zjeżyła. Tym razem tylko odłożyła kartę.

— Dwie linijki tekstu i zdjęcie wyglądające jak kadr z monitoringu — powiedział beznamiętnie. — Tyle dostałem od agencji.

— I co? Rozczarowałam cię?

Przechylił głowę. Patrzył na nią z tym samym skupieniem, nie spiesząc się z odpowiedzią.

— Jeszcze nie wiem — odparł w końcu.

Jeszcze nie wiem. Jakby zamierzał przeprowadzić ocenę, a o wynikach poinformować ją, kiedy sam uzna, że jest gotowy. Ciepło bez ostrzeżenia wpełzło jej na kark. Nieuzasadnione i całkowicie poza jej kontrolą.

Uniosła brew.

— Co to były za dwie linijki?

— Nowa w Houston. Ambitna. Szuka czegoś poważnego, ale jest uczulona na pogawędki o niczym — powiedział bez ironii, neutralnym tonem, po czym uniósł szklankę. — Jak dotąd wszystko się zgadza.

— Dziękuję.

— To nie był komplement.

Wciągnęła powietrze przez nos.

— Jest coraz lepiej.

Kącik jego ust znowu drgnął i natychmiast znieruchomiał, jakby powstrzymał uśmiech w ostatniej chwili. Nie odrywał od niej wzroku.

— Skąd jesteś? — zapytał. — Twoje imię nie brzmi zbyt amerykańsko.

— Z Florydy.

— To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

— Wiem — powiedziała słodko.

Przyglądał jej się przez chwilę. W jego milczeniu nie było niezręczności. Przypominało raczej świadomą decyzję. Wybrał ciszę zamiast słów i wyglądał na człowieka, który był z tego wyboru całkowicie zadowolony.

— Jesteś trudna — stwierdził w końcu.

Nie zabrzmiało to jak skarga. Raczej jak uwaga, którą właśnie dopisał do sporządzanej w myślach listy.

— Zawsze.

— Widzę.

To jedno słowo, spokojne, pozbawione ironii i znaku zapytania, wystarczyło, żeby jej ramiona opadły o centymetr. Wbrew jej woli.

Ethan rozsiadł się wygodniej i zarzucił jedno ramię na oparcie krzesła. Nadal obserwował ją z tą skupioną, niemal kliniczną uwagą.

— Cała twoja twarz — powiedział w końcu.

Zmrużyła oczy.

— Słucham?

— Wyglądasz, jakbyś miała lepsze rzeczy do roboty.

— Cóż mogę powiedzieć — rzuciła płaskim, sarkastycznym tonem. — Pracuję w HR i zapłaciłam obcym ludziom, żeby znaleźli mi mężczyznę.

Jego mina się zmieniła. Rozbawienie nabrało ostrzejszej krawędzi.

— HR? Ty?

— Tak. Ta bezduszna część korporacyjnej Ameryki, w której zwalniam ludzi i pilnuję, żeby nikt nikogo nie napastował podczas firmowego przyjęcia bożonarodzeniowego.

— Brzmi ekscytująco.

Jego oczy zatrzymały się na niej uparcie, jakby właśnie przestał udawać, że cokolwiek innego w tym pomieszczeniu zasługiwało na jego uwagę.

— To cyrk — odparła beznamiętnie. — Ale dopóki mi płacą, to mój cyrk i moje małpy. Muszę tylko pilnować, żeby nie podpaliły namiotu.

Uśmiechnął się. Dopiero wtedy zauważyła delikatne zmarszczki w kącikach jego oczu. Był od niej starszy. Może zbliżał się do czterdziestki, a może zdążył już ją przekroczyć.

Wyglądał na człowieka dopracowanego w każdym szczególe. Garnitur, sposób bycia i ruchy mówiły o pieniądzach oraz kontroli, ale pod tym wszystkim kryło się coś suchego i bardzo ludzkiego.

Zorientowała się, że zbyt długo patrzy mu w twarz.

— Firma, która cię zatrudniła, trafiła na złoto.

— Zobaczymy — odparła. — W poniedziałek zaczynam w nowym miejscu.

— Powodzenia w nowym cyrku. — Upłynęła sekunda, zanim dodał: — Szkoda, że u mnie nie ma wolnego stanowiska. Właśnie skończyliśmy rekrutację.

Parsknęła śmiechem, zanim zdążyła się powstrzymać. Chwilę później odchrząknęła i upiła łyk wódki z tonikiem.

Ethan obserwował ją z tym samym spokojnym, analitycznym skupieniem. Niczego nie skomentował.

Ale ten kącik ust.

Ten cholerny kącik ust.

— A ty? — zapytała. — Czym się zajmujesz poza zamawianiem drinków za innych ludzi?

— Energetyka. Technologie. — Nie rozwinął tematu. — Rodzinna firma.

— Duże biuro?

— Wystarczająco.

— Masz asystenta?

— Do planowania przerw na kawę? — Uniósł brew. — Sam sobie radzę.

— CEO — stwierdziła. Nie było to pytanie.

Przyglądał jej się przez chwilę.

— Aż tak widać?

— Nosisz się jak ktoś, kto podpisuje dokumenty, od których coś zależy — powiedziała. — I zamawiasz drinka za kobietę, którą widzisz pierwszy raz w życiu, tonem człowieka przyzwyczajonego, że nikt mu nie odmawia.

W jego oczach pojawiła się aprobata. Ciepła i ostrożna. Jakby dopiero teraz uznał, że naprawdę warto poświęcić jej uwagę.

— Rodzinna firma — potwierdził. — Od zawsze w Houston. — Zawiesił głos. — Rozwiedziony. Od dwóch lat.

Uniosła brew.

— Nie pytałam.

— Wiem. — Upił łyk whisky. — Ale skoro sprawdzasz wyposażenie, powinnaś dostać pełny obraz.

Miała ochotę odpowiedzieć czymś ostrym. Zamiast tego napiła się wódki. Napięcie, które od wejścia do baru trzymało ją pod żebrami, odpuściło o milimetr. Wbrew niej.

Jego kolano musnęło jej nogę pod stolikiem. Przelotny dotyk, który nie powinien wybrzmieć aż tak mocno.

Ethan się nie odsunął.

Spojrzała na niego. Przez ułamek sekundy dostrzegła w jego oczach coś, co nie miało nic wspólnego z przypadkiem. Świadomość, precyzję, ciepłe rozbawienie ukryte pod tym wszystkim, co pokazywał na zewnątrz.

Potem upił łyk whisky, a jego wzrok wrócił do jej twarzy, spokojny, jakby nic się nie wydarzyło.

Oderwała wzrok od jego dłoni zaciśniętej na szklance.

Skup się, Nikola.

Wymawiał jednak jej imię inaczej niż na początku wieczoru. Wolniej, jakby zdążył już sprawdzić, jak układa mu się na języku, i nie zamierzał się z nim spieszyć. Z tej odległości zbyt wyraźnie widziała linię jego ramienia. Poprawiał mankiet bez zastanowienia, jednym ruchem, jakby garnitur był narzędziem, a nie mundurem.

Organizatorka pojawiła się przy nich z tabletem, przeprosinami i całą katastrofą wynikającą z pomylonych stolików. Nikola odsunęła się na krześle o kilka milimetrów, żeby nikt nie zauważył, że siedziała bliżej Ethana, niż powinna.

Wysłuchał wyjaśnień z niewzruszonym spokojem. Powiedział „rozumiem” tonem człowieka, któremu sytuacja absolutnie nie przeszkadzała.

Organizatorka odeszła. Spojrzeli na siebie. Odrobinę za długo.

Nikola sięgnęła po torebkę.

— No cóż. — Wyprostowała się. — Czyli straumatyzowaliśmy nie te osoby, które były przewidziane w planie. Świetnie.

— Miło było cię poznać. — Wstał razem z nią. — Powodzenia w poniedziałek.

— Dziękuję za drinki. Nawet jeśli oboje okazaliśmy się błędem systemu.

Wyszła, nie oglądając się za siebie.

Na zewnątrz Houston otoczyło ją wilgotnym ciepłem i odległym szumem ulicy. Otworzyła aplikację, przesunęła palcem po ekranie i właśnie wybierała miejsce odbioru, kiedy za jej plecami rozległy się kroki.

— Hej.

Zatrzymała się. Odwróciła.

Ethan szedł w jej stronę spokojnym krokiem, z rękami wsuniętymi do kieszeni. Minął właśnie kobietę, z którą naprawdę miał spędzić wieczór. Blondynka w różowej sukience patrzyła za nim z konsternacją, ale on potraktował ją jak element wystroju, nie osobę, która na niego czekała.

Zatrzymał się kilka kroków od Nikoli. Przyglądał jej się przez chwilę, a jej gardło zacisnęło się nagle, bo ten spokój w jego oczach nie był obojętnością.

Był decyzją.

— Chyba oboje dobrze się bawiliśmy — powiedział. — Nawet jeśli trafiliśmy na siebie przez pomyłkę.

— I?

Kącik jego ust drgnął.

— Może i byłaś pomyłką — powiedział — ale chętnie spędzę resztę wieczoru z małą marudą.

Nikola otworzyła usta. Potem je zamknęła.

— Słucham?

— Słyszałaś. — Jego głos obniżył się o pół tonu. Nie było w nim ani odrobiny skruchy. — Chyba że wolisz pozwolić agencji spróbować jeszcze raz.

Spojrzała na ekran telefonu. Potem na niego.

Stał bez pośpiechu i bez cienia wątpliwości. W jego oczach czaiło się lekkie wyzwanie, jakby znał już jej odpowiedź, ale nadal chciał usłyszeć ją z jej ust.

— Jeden drink — powiedziała. — Może dwa. Maksymalnie.

Uśmiechnął się i po raz pierwszy tego wieczoru nie próbował tego kontrolować. Szeroko, szczerze, przez ułamek sekundy zupełnie bezbronnie.

— Oczywiście.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸❤️❤️🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Dwa drinki zamieniły się w cztery w spokojniejszym pubie dwie ulice dalej, z lożami z ciemnego drewna i świecami pachnącymi cedrem.

Siedzieli obok siebie zamiast naprzeciwko. Jej szpilka ześlizgnęła się z pięty pod stolikiem, a jego rękaw muskał jej ramię za każdym razem, gdy sięgał po szklankę.

Nie wiedziała, kiedy dokładnie przestała pilnować dystansu. Wiedziała tylko, że w pewnym momencie po prostu przestała. Gdzieś między wyśmiewaniem korporacyjnej nowomowy a porównywaniem dziecięcych traum po rodzicach imigrantach, którzy oczekiwali perfekcji.

Odnalazł jej rękę na blacie i lekko zacisnął palce wokół jej kostek.

— Jesteś kłopotem — mruknął.

— Ty jesteś gorszy — odparła zaczepnie.

— Wiem.

Kiedy zapytał, czy chce już kończyć wieczór, Nikola przez chwilę patrzyła na jego dłoń spoczywającą na jej ręce. Potem pokręciła głową i wysłała mu SMS-em swój adres, zanim zdążyła się nad tym zastanowić.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸❤️❤️🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Drzwi jej mieszkania ledwo kliknęły za nimi, a jego usta były już na jej ustach.

Nie było w nich pytania.

Nikola przez ułamek sekundy miała swoje własne, co ja właściwie robię, zanim whiskey na jego języku zmieszała się z czymś słodszym i pytanie urwało się gdzieś przy pierwszym słowie.

Jej plecy uderzyły o ścianę. Chłodna powierzchnia przeszła przez materiał sukienki, a jego ciało napierało całym ciężarem od przodu. Gorące, twarde, zbyt dobre, żeby było sprawiedliwe.

Pierwsza randka w nowym mieście, pomyślała urywkowo, i już przy ścianie. Świetnie, Nikola.

Chwyciła go za kołnierz koszuli i przyciągnęła bliżej.

Ethan uśmiechnął się przy jej ustach. Poczuła to, zanim zobaczyła.

— I pomyśleć — mruknął przy jej szczęce, głos niski i szorstki, zbyt blisko — że dziewczyny z HR są takie nudne.

Ciepło weszło jej pod żebra z prędkością, której nie miała jak kontrolować.

— To dlatego — powiedziała, trochę bez tchu — że trafiałeś na złe.

— Szczęściarz ze mnie.

Jego zęby zamknęły się na skórze pod uchem. Delikatnie, z premedytacją, jak ktoś, kto już wie.

Dreszcz przeszedł jej przez kręgosłup od karku w dół, bez pytania, bez żadnej konsultacji z jej zdrowym rozsądkiem.

Jej palce odnalazły guziki jego koszuli. Rozpięła pierwszy, potem drugi; materiał był ciepły od jego ciała. Kiedy koszula opadła mu z ramion, zatrzymała się na sekundę.

Żółtawe światło z korytarza kładło się na linii jego barków, na klatce piersiowej, na bruździe mięśni przy brzuchu.

Kurwa, pomyślała, bez adresata i bez żalu.

Jej dłonie przesunęły się po rozgrzanej skórze, po twardych mięśniach klatki piersiowej i ramion, które napinały się lekko pod jej dotykiem. Jego ciało było gorące, jakby ten żar tkwił w nim od zawsze i tylko czekał.

Pachniał cedrem i drewnem, z czymś cieplejszym pod spodem, czego nie umiała nazwać, ale już wiedziała, że zapamięta.

Ethan zacharczał nisko.

W ułamku sekundy złapał jej nadgarstki jedną dłonią, pewnie, bez brutalności, i przycisnął je nad jej głową do ściany. Drugą ręką przesunął po jej udzie, sukienka pojechała wysoko.

— I pomyśleć — wyszeptała, wypychając biodra w jego stronę — wszyscy prezesi, których znałam, byli starzy i nudni.

Jego uśmiech był ciemny i całkowicie świadomy siebie.

— To dlatego, że trafiałaś na złych.

— Szczęściara ze mnie.

Tym razem pocałował ją wolniej, głębiej, z kontrolowaną siłą, od której kolana prawie się pod nią ugięły. Jego język musnął leniwie jej wargi, a potem wsunął się między nie. Całował ją bez pośpiechu, jakby chciał zapamiętać jej smak.

Czuła go przez materiał spodni. Twardy, wyraźny, niezostawiający wątpliwości. Jej własny oddech zmienił rytm, zanim zdążyła zdecydować, że tak.

Kiedy puścił jej nadgarstki, ręce natychmiast powędrowały do jego paska. Ale Ethan miał własne plany.

Chwycił ją za uda i uniósł bez wysiłku. Silny, o Boże, naprawdę silny. Przycisnął ją plecami do ściany.

Odruchowo owinęła nogi wokół jego pasa — w tej pozycji inaczej się nie dało — i poczuła pod palcami napięte mięśnie jego ramion. Trzymał ją bez wysiłku, jakby nic nie ważyła.

— Nigdy w życiu — wysapała, gdy jego usta znalazły jej szyję — nie robiłam czegoś takiego. Zwłaszcza ze starszym facetem.

Przy jej skórze zawibrował niski, gardłowy pomruk — prawie śmiech.

— Szalona czy pijana? — mruknął przy jej obojczyku.

— Prawdopodobnie jedno i drugie.

— Chcesz, żebym przestał?

Nie, powiedziało jej ciało, zanim głowa zdążyła cokolwiek.

— Nie — powiedziała.

— Dobrze. — Głos przy jej skórze, ciepły oddech na obojczyku. — Bo ja też nie chcę przestać.

Zsunął sukienkę z jej ramion. Materiał opadł do talii i Ethan odsunął się o krok, tylko tyle, żeby na nią spojrzeć. Spojrzenie przeszło po jej obojczykach, żebrach, niżej, ciepłe i wyraźne jak dotyk bez dotyku.

Jego usta zamknęły się na jednym sutku, gorące, wilgotne, i ssał powoli, językiem zataczał kręgi, przygryzał delikatnie, aż jej plecy wyginały się od ściany bez jej zgody, a z gardła wychodziły dźwięki, których oficjalnie nie planowała.

Drugą piersią zajęła się jego duża, ciepła dłoń. Kciuk poruszał się pewnie, z tą samą skupioną precyzją co wszystko, co robił. Nikola wplotła palce w jego włosy i trzymała się.

W końcu oderwał ją od ściany.

Niósł ją w stronę sypialni, jakby było to coś oczywistego. Obejmowały ją jego silne ramiona; pod dłońmi czuła szerokie plecy, a twarz wtuliła w jego szyję, gdzie pachniał najintensywniej. Wciągała powietrze przez nos i myślała: zapamiętam ten zapach, i to jest problem, bo zapamiętam go na długo.

Położył ją na materacu.

Ledwo zdążyła złapać oddech, a już był nad nią. Potężny, gorący, z tym wyrazem twarzy, który miał, gdy patrzył na nią przez cały wieczór, tylko teraz bez żadnej warstwy między nimi.

— Zdecydowanie jesteś kłopotem — powiedział, tym głosem.

Chwyciła go za kark.

— Już to mówiłeś.

— Warto było powiedzieć dwa razy.

Sukienka zniknęła.

Jego usta przesuwały się niżej. Gorące, otwarte pocałunki na żebrach, na brzuchu, na linii bioder, a zarost drapał skórę zbyt dobrze, żeby był w tym przypadek, w kontraście z miękkością języka.

Jej plecy wyginały się od materaca, palce w pościeli, a Nikola słyszała siebie, cicho, potem mniej cicho, i gdzieś przy żebrach przestała liczyć.

Kiedy wrócił do góry, jego klatka przycisnęła się do jej piersi. Każdy mięsień, każde uderzenie serca, każdy gorący oddech na jej skórze. Pociągnęła go bliżej.

Zsunął bokserki.

Wszedł w nią jednym powolnym, głębokim pchnięciem, tak powoli, że poczuła każdy centymetr, to rozciągające, pełne wypełnienie, i Nikola wbiła paznokcie w jego plecy i wydała dźwięk, który wyszedł zbyt szczerze, żeby dało się go kontrolować. Ethan wydał niski, gardłowy pomruk, który wstrząsnął jego klatką, a ona poczuła to pod palcami.

Zaczął się poruszać.

Najpierw poruszał się powoli i głęboko. Wkładał ciężar ciała w każde precyzyjne pchnięcie i za każdym razem trafiał pod tym samym kątem, jakby miał mapę. Nikola słyszała, jak z każdym ruchem zmienia się rytm jej oddechu. Potem zaczął poruszać się mocniej, nadal z tym zwierzęcym spokojem, który działał na nią gorzej niż pośpiech, bo wiedziała, że nie zamierza się spieszyć.

Jego ciężar, zapach, ciepło skóry, szorstkość zarostu na jej szyi, niskie przekleństwa przy jej uchu, dłoń, która zacisnęła się pewnie na jej udzie. Wszystko to otaczało ją całkowicie i Nikola przestała myśleć o czymkolwiek poza nim.

Napięcie zebrało się i pękło falą, która przeszła przez nią od bioder w górę, a ona wcisnęła twarz w jego szyję i nie kontrolowała żadnego dźwięku, który wtedy wyszedł.

Chwilę później on też.

Potem leżeli.

Jego klatka unosiła się i opadała pod jej policzkiem w ciężkim, wyrównanym rytmie. Skóra na skórze wilgotna, gorąca. Za oknem trwało Houston, syreny, odległy szum ruchu, letnie cykady, a ona leżała we własnym mieszkaniu i zupełnie go nie poznawała.

Pierwszy przygodny numer w życiu, pomyślała do sufitu, z kimś, kogo widziałam trzy godziny temu. Świetnie.

Wstał, kiedy taksówka miała być za dwadzieścia minut. Pozbierał ubranie ze spokojem, zawiązał buty i pocałował ją krótko. Usta przy skroni, jedno zdanie: zadzwonię.

I wyszedł.

Drzwi zamknęły się cicho.

Nikola patrzyła w sufit.

Wymienili numery, ale wiedziała, że nie ma szans, żeby zamieniło się to w cokolwiek więcej.

Poniedziałek przyniesie nową pracę w nowej firmie, w mieście, do którego przyjechała z jedną walizką i wolą przetrwania. Przyniesie schematy organizacyjne do przestudiowania, procedury do przejrzenia i cały korporacyjny cyrk czekający na rozwinięcie.

A ten elegancki objazd w mieszkaniu pachnącym drogą wodą kolońską i nierozważnymi decyzjami był tylko przypisem.

Pierwsza noc w Houston z jakimś diabelnie przystojnym mężczyzną, którego pewnie nigdy więcej nie zobaczy.

Zakryła twarz poduszką.

Przynajmniej miała co opowiadać Jess przy margaritach.

Pościel pachniała jego wodą kolońską.

To był problem.

Rozdział 2

Kawa była za gorąca, a Nikola i tak ją wypiła.

Stała przy kuchennym oknie w samej koszulce i spodniach od piżamy, obejmując kubek obiema dłońmi. Za szybą Houston już o siódmej trzydzieści działało na pełnych obrotach. Korki na drodze 610, słońce uderzające w asfalt bez ostrzeżenia, jak zawsze. To miasto nie uznawało stopniowego rozjaśniania. Wchodziło w dzień od razu, z pełną mocą i bez przeprosin.

Nikola to doceniała. Weekend minął spokojnie. Celowo spokojnie.

Rozpakowała trzy kartony, których nie ruszyła od przeprowadzki. Głównie książki i jedno pudło podpisane „różne, do ogarnięcia kiedyś”, w którym znalazła przede wszystkim kabel od laptopa sprzed czterech lat oraz kolekcję kubków, o których istnieniu zdążyła zapomnieć. Posprzątała. Zrobiła zakupy. Odpisała mamie, która zapytała, czy „znalazłaś już sobie jakichś znajomych, bo Houston to duże miasto i nie chcemy, żebyś siedziała sama”.

Co w rzeczywistości oznaczało: zadzwoń do nas, tęsknimy, ale nie powiemy tego wprost.

Zadzwoniła. Tata przez dwadzieścia minut opowiadał o kliencie, któremu popękały rury pod podłogą. Wyobraź sobie, Nikolka, dosłownie cała łazienka. Mama w tle poprawiała szczegóły, które nie wymagały poprawiania. Normalnie. Dobrze.

Nie myślała o piątku. Prawie wcale.

To znaczy, myślała. Ale produktywnie. Analitycznie. Tak jak analizuje się sytuację, która już się wydarzyła i której nie ma sensu wciąż roztrząsać, bo co się stało, to się nie odstanie. A przynajmniej było warto.

Ethan był…

Szukała odpowiedniego słowa, ale nie znajdowała lepszego niż wyjątkowy. W tym konkretnym, kłopotliwym sensie, przez który obudziła się w sobotę z jego zapachem wciąż obecnym na pościeli i musiała otworzyć okno. Otworzyła okno.

Zapisała jego numer w telefonie jako Szef z Randki w Ciemno. Zrobiła to jeszcze w piątek, w taksówce, zanim zdążyła się rozmyślić, a potem przez cały weekend ani razu nie otworzyła tego kontaktu.

On również nie napisał.

I dobrze. Tego się spodziewała. To potwierdzało wszystko, co wmówiła sobie, leżąc samotnie w ciemności po tym, jak drzwi zamknęły się za nim cichym kliknięciem.

Jedna noc. Przypis. Koniec.

Dziś był poniedziałek i miała nową pracę.

Odstawiła kubek i weszła pod prysznic. Przez pierwsze trzydzieści sekund woda była za zimna, a Nikola mimo to stała pod strumieniem, opierając dłonie o kafelki. Zimno przynajmniej nie pozostawiało miejsca na domysły. Przez siedem minut pozwalała sobie nie myśleć o niczym poza temperaturą wody i tym, że musi kupić nowy żel pod prysznic, bo ten właśnie się kończył.

Prawie jej się udało.

Żel pachniał inaczej niż jego woda kolońska. To miał być wystarczający argument, żeby przestać o nim myśleć. Nie był.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸❤️❤️🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Zaparkowała przed szklanym budynkiem o ósmej czternaście.

VORTEX ENERGY SOLUTIONS. Litery ze szczotkowanej stali na białej ścianie lobby, obok logo w formie geometrycznego wiru w głębokim odcieniu granatu. Elegancko, ale bez przesady. Dobry znak. Firmy, które inwestowały zbyt wiele w wygląd wejścia, zazwyczaj miały proporcjonalnie mniej do zaoferowania, jeśli chodziło o kulturę organizacyjną.

Nikola poprawiła marynarkę, przełożyła torbę na drugie ramię i weszła do środka.

Recepcjonistka, młoda, życzliwa, z plakietką ASHLEY, uśmiechnęła się od razu.

— Pani Bachleda?

— Bachleda — potwierdziła Nikola. — Na B, jak błąd systemu.

Ashley mrugnęła.

— Żart — dodała Nikola. — Dzień dobry.

Ashley poprowadziła ją korytarzem, przez open space z biurkami ustawionymi przy oknach i szklanymi gabinetami po bokach. Zdjęcia platform wiertniczych wisiały obok certyfikatów dotyczących zrównoważonego rozwoju. Ktoś przykleił do monitora naklejkę z kotkiem. Dobry znak.

— CEO i kilku członków zarządu zaraz do pani dołączą — mówiła Ashley żwawo. — Bardzo się cieszymy, że jest pani z nami. Claire zostawiła po sobie naprawdę duże buty do wypełnienia.

Claire, wiceprezeska do spraw HR, przebywała na urlopie macierzyńskim, więc Nikola dostała jej teczki, procesy i reputację osoby, którą wszyscy lubili. Klasyczny scenariusz na wejście.

— Postaram się niczego nie rozwalić w pierwszym tygodniu — odparła.

Ashley zaśmiała się szczerze, co było miłe, po czym otworzyła drzwi do sali konferencyjnej.

— Kawa stoi na kredensie. Zaraz wrócimy.

Sala była przestronna. Okna wychodziły na centrum, pośrodku stał stół na osiem osób, a ekrany na ścianach pozostawały wygaszone. Nikola podeszła do ekspresu, nalała sobie kawy, oparła biodro o kredens i przez chwilę pozwoliła sobie po prostu stać.

Nowa firma. Nowe zasady. Nowy cyrk.

Znała ten rytm. Pierwsze trzy tygodnie służyły obserwacji, nie działaniu. Rozpoznawaniu układu sił, niepisanych hierarchii, tego, kto naprawdę podejmował decyzje, a kto jedynie pojawiał się na właściwych spotkaniach.

Stanowisko dyrektorki HR bez obecnej wiceprezeski zawsze było delikatne. Trochę zawieszone, trochę zbyt widoczne. Tymczasowo miała raportować bezpośrednio do CEO, co oznaczało jednocześnie bezpośredni dostęp i bezpośrednią ekspozycję. Dobrze i źle zarazem.

Uniosła kubek do ust.

Za drzwiami rozległy się głosy. Nikola wyprostowała się odrobinę, przeniosła ciężar ciała i uruchomiła tę warstwę spokoju, z którą wchodziła do każdej nowej sali konferencyjnej w swoim życiu. Drzwi się otworzyły.

Pierwsza weszła kobieta z platynowym kucykiem, w sukience w pudrowym kolorze i z uśmiechem pracującym na najwyższych obrotach.

— Hej, hej! — zawołała, jakby Nikola była starą znajomą albo nową atrakcją w biurowym zoo. — To musi być nasza nowa dyrektorka! Anna Smith, asystentka CEO. Tak się cieszę, że mogę panią poznać!

— Nikola Bachleda — odpowiedziała tonem, który miał zabrzmieć ciepło, a wyszedł jak początek przesłuchania. — Miło mi.

Za Anną wszedł mężczyzna o jasnych włosach i zielonych oczach. Miał uśmiech, który wyglądał na fabryczne wyposażenie każdego Teksańczyka. Typ człowieka, który sprawiał wrażenie, jakby nigdy nie miał złego dnia i był z tego faktu całkowicie zadowolony. Wyciągnął rękę.

— My już się znamy z rekrutacji. Ryan Caldwell, wiceprezes do spraw pozyskiwania talentów. Będę odpowiadał za twoje wdrożenie podczas nieobecności Claire. — Uścisnął jej dłoń pewnie, ale bez zbędnego popisywania się siłą. — Słyszałem o tobie same dobre rzeczy.

— Oczywiście — odparła Nikola automatycznie.

Ryan roześmiał się głośno i bez zastanowienia. Dobry znak.

Za nim weszła kobieta po pięćdziesiątce, z krótkimi ciemnymi włosami, oczami pracującymi jak skanery i teczką pod pachą.

— Suzanna Perez, wiceprezeska do spraw płac. Będziemy dużo rozmawiać o systemach. — Podała Nikoli rękę. — Mam nadzieję, że lubi pani liczby.

— Lubię, kiedy się zgadzają.

Suzanna skinęła głową z miną osoby, która doceniała tę odpowiedź.

I wtedy rozległ się głos.

Jeszcze za drzwiami. Kilka słów rzuconych do kogoś na korytarzu, jedno zdanie urwane spokojnie w połowie. Coś w Nikoli rozpoznało ten dźwięk, zanim jej mózg zdążył go przetworzyć. Niski, wyważony, z tym charakterystycznym rezonansem, który w piątek przy jej uchu mówił: jesteś kłopotliwa.

Nie. Drzwi otworzyły się szerzej.

— Dzień dobry.

Mężczyzna wszedł, nie patrząc od razu w jej stronę.

Dokończył jeszcze zdanie skierowane do Anny, rzucił przez ramię polecenie i wykonał gest sugerujący, że coś miało trafić we właściwe miejsce.

Dopiero potem spojrzał na salę.

Na nią.

Ciemnobrązowe włosy miał lekko potargane, zbyt precyzyjnie, żeby wyszło przypadkiem, a zarost przycięty dokładnie milimetr przed granicą niedbałości. Niebieskie oczy pozostały te same. Miał na sobie granatowy garnitur zamiast piątkowej koszuli, ale rękawy już podwinął. Bo oczywiście.

Podłoga się nie poruszyła. Fizycznie na pewno nie. Kubek znalazł się w obu jej dłoniach bez żadnej decyzji. Po prostu nagle musiała czegoś się trzymać. Wyprostowała się odrobinę.

Przez jej głowę przemknął ciąg skojarzeń z prędkością, o którą nikt nie prosił. Ciepło jego dłoni na jej talii. Smak whisky. Skrzypienie sprężyn. Zadzwonię, wypowiedziane przy jej skroni.

Wszystko zatrzymało się na twarzy, którą miała teraz przed sobą, trzy metry dalej, w sali konferencyjnej pełnej nowych współpracowników. Kurwa.

Słowo przemknęło przez jej głowę po polsku, jak zawsze wtedy, gdy sytuacja wymagała cięższego kalibru.

Przez ułamek sekundy, może dwie dziesiąte, może trzy, coś zmieniło się w jego oczach. Nie zaskoczenie. Coś spokojniejszego, jakby odwrócił kartę i odkrył tę samą zagadkę, tylko pokazaną z innej strony.

Potem jego twarz wróciła do ustawień fabrycznych.

— Ethan Kammeyer. — Podszedł i wyciągnął rękę. Głos miał równy, profesjonalny, dokładnie na właściwym poziomie. — CEO Vortex Energy Solutions. Podczas nieobecności Claire będzie pani tymczasowo raportować bezpośrednio do mnie.

Nikola patrzyła na jego wyciągniętą dłoń o pół sekundy za długo. Uścisnęła ją.

Jego skóra była ciepła. Sucha. Nacisk znajomy. Nie. Stop, przestań.

— Nikola Bachleda. — Jej głos zabrzmiał równo, co odnotowała z ulgą. — Miło mi.

Puścił jej dłoń dokładnie wtedy, kiedy powinien.

— Usiądźmy — powiedział do wszystkich.

Już się odwracał. Już zajmował miejsce przy stole. Już otwierał tablet, który podał mu Ryan. Jakby to było zwyczajne spotkanie. Jakby.

Nikola wybrała krzesło naprzeciwko niego. Nie obok. Nie za blisko. Usiadła z prostymi plecami, trzymając kubek obiema dłońmi głównie dlatego, że musiała coś trzymać.

Ryan rozłożył plan wdrożenia. Suzanna otworzyła teczkę. Anna usiadła pod ścianą z notatnikiem i długopisem w kolorze różowego złota, z uśmiechem ustawionym na tryb bardzo pomocna.

Ethan oparł przedramiona na stole i spojrzał na Nikolę.

— Jakie są pani pierwsze priorytety, pani Bachledo?

Pani Bachledo.

Formalnie. Z dystansem. Jakby słowo „Nikola” nigdy nie znalazło się w jego ustach. Jakby nigdy nie wypowiedział go inaczej niż przez stół konferencyjny.

Uniosła wzrok i napotkała jego spojrzenie. Spokojne, zawodowe, z tą samą cichą uwagą co w piątek, tylko teraz opakowaną w coś chłodniejszego.

W kąciku jego ust nie było nic. Ani śladu uśmiechu. Żadnego sygnału.

Dobra, pomyślała, a coś w niej zacisnęło się w ciasny, profesjonalny węzeł. Tak gramy.

— Zrozumienie największych problemów — powiedziała spokojnie. — Nie naprawiam czegoś, czego jeszcze nie widzę.

— Dobra odpowiedź. — Kącik jego ust uniósł się lekko. — Mamy sporo problemów.

— Jeden z nich siedzi w tej chwili przy tym stole — odparła cicho, zanim zdążyła się powstrzymać.

Zapadła cisza.

Ryan uniósł wzrok znad folderu. Suzanna przestała pisać. Anna zamarła z długopisem zawieszonym w powietrzu.

Ethan patrzył na Nikolę przez dwie sekundy. Coś przemknęło przez jego twarz błyskawicznie, po czym zniknęło za gładką warstwą profesjonalizmu.

— To szczera odpowiedź — powiedział. — Cenię szczerość.

— Wiem — odparła Nikola i spokojnie upiła łyk kawy.

Ryan chrząknął i wrócił do omawiania planu wdrożenia. Suzanna ponownie zaczęła pisać. Anna zanotowała coś z miną, której Nikola nie potrafiła jeszcze sklasyfikować, ale od razu dopisała ją do listy rzeczy wymagających późniejszej analizy.

Ethan odwrócił się do tabletu.

Nikola odstawiła kubek, wyprostowała plecy i obiecała sobie, że przez resztę spotkania będzie patrzeć wyłącznie na Ryana, Suzannę i materiały dotyczące wdrożenia.

Przez pierwszych pięć minut prawie jej się udało.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸❤️❤️🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Ryan wstał pierwszy i zebrał dokumenty.

— No dobrze, zaczynamy. Suzanna, gotowa?

— Gotowa. — Suzanna zamknęła teczkę i skinęła głową w stronę Nikoli. — Witamy na pokładzie.

— Zostawiam was na chwilę. Widzimy się za pół godziny? — Ryan zwrócił się do Nikoli z tym swoim ciepłym uśmiechem.

— Jasne — odparła, bardzo starając się patrzeć wyłącznie na niego.

Anna zabrała notatnik, posłała Nikoli uśmiech o trudnej do określenia temperaturze i wyszła ostatnia.

Drzwi się zamknęły.

Cisza.

Nikola siedziała z prostymi plecami i kubkiem kawy, która zdążyła już wystygnąć. Nie zamierzała teraz po nią sięgać. Jej dłonie miały wystarczająco dużo własnych pomysłów bez dodatkowych rekwizytów.

Ethan nie wstał. Ona również nie.

Za szklanymi ścianami sala konferencyjna nagle wydała się znacznie mniejsza.

— Małe miasto — odezwał się w końcu, ściszając głos na tyle, żeby nie przedostał się przez szkło. — Nie sądzisz?

— Bardzo małe — odparła.

Jej palce zacisnęły się na długopisie. Policzki paliły ją od chwili, gdy powiedział „pani Bachledo” tym głosem. Miała cichą nadzieję, że można to zrzucić na różnicę temperatur między lobby a salą konferencyjną.

Patrzył na nią. Nie tak jak podczas spotkania. Teraz patrzył inaczej, bez warstwy profesjonalnego chłodu. Bardziej jak w piątek przy barze, kiedy powiedział „cała twoja twarz” i, niestety, miał rację.

— Piątek był…

— Randką w ciemno. Pomyłką. Żadne z nas nie wiedziało — weszła mu w słowo, zanim zdążył dokończyć zdanie, bo nie potrzebowała słyszeć, co miało nastąpić po „piątek był”. — Dobrze się bawiliśmy. Może nawet za dobrze. I prawdopodobnie wypiliśmy za dużo.

Słowa popłynęły szybciej, niż zamierzała.

Przechylił lekko głowę. Ten sam gest co w piątek, kiedy próbował odgadnąć, skąd pochodziła, i wyglądał jak człowiek, który dla przyjemności rozwiązuje zagadki.

— Żadne z nas nie wiedziało — powtórzył spokojnie.

Coś drgnęło w kąciku jego ust. Jeszcze nie uśmiech, ale wystarczająco blisko, żeby zrobiło się niebezpiecznie.

— Na szczęście oboje jesteśmy profesjonalistami.

— Bardzo profesjonalni — zgodziła się, lekko unosząc brodę.

Jej palce raz zastukały o notes, zanim je unieruchomiła.

— W takim razie nie powinniśmy mieć problemu ze współpracą.

— Żadnego.

Kłamstwo zostawiło na języku metaliczny posmak, ale utrzymała jego spojrzenie.

Przeżyła gorsze rzeczy niż jedną niezręczną randkę w ciemno, która zamieniła się w korporacyjny koszmar.

Jego wzrok zsunął się na notes w jej dłoniach. Na marginesy, gdzie przez ostatnie pół godziny nieświadomie kreśliła ostre, równoległe linie. Potem wrócił do jej twarzy z irytującą powolnością.

— Witamy w Vortex, pani Bachledo.

— Dziękuję, panie Kammeyer.

Dwie osoby mogły grać w tę samą formalną grę.

Wstał i zapiął marynarkę tym samym precyzyjnym ruchem, którym w piątek poprawiał ubranie przed wyjściem z baru. Każdy gest wyważony i oszczędny. Ruszył w stronę drzwi równym krokiem.

Zatrzymał się. Położył dłoń na klamce. Odwrócił głowę, a do jego oczu wrócił ten błysk. Znajomy i zupełnie nieprofesjonalny.

— Tak na marginesie — powiedział z tym suchym humorem, który w piątek wywoływał u niej śmiech nad zbyt drogim winem — nadal uważam, że jesteś małą marudą.

Nikola powoli wypuściła powietrze przez nos.

Serce biło jej zbyt szybko i zbyt głośno jak na kogoś, kto przez ostatnią godzinę niemal się nie poruszał.

Jego głos obniżył się jeszcze bardziej. Ciepły i bliski w sposób, który absolutnie nie powinien być dozwolony w miejscu pracy.

— Jesteś urocza, kiedy tak się plączesz, Nikola.

Nie pytanie. Stwierdzenie wypowiedziane z pewnością człowieka, który dokładnie wiedział, jaki efekt wywołuje.

Kurwa.

— Ja się nie…

— Za mną, pani dyrektor. — W każdej sylabie pobrzmiewało rozbawienie kogoś, kto właśnie wygrał grę, w którą ona nie zgodziła się grać.

Ruszyła za nim korytarzem.

W szklanych gabinetach pracownicy z uporem godnym lepszej sprawy udawali, że patrzą w monitory, a nie na nową dyrektorkę HR idącą obok CEO z miną osoby, która rozważa morderstwo jako możliwą ścieżkę kariery.

— Wiedziałeś — powiedziała cicho, tylko dla niego.

— Wiedziałem, co? — Jego ton ociekał niewinnością.

— Doskonale wiesz co.

— Że moja mała, marudna pomyłka okaże się nową dyrektorką HR?

Posłała mu gniewne spojrzenie.

Szedł pół kroku przed nią, z rękami wsuniętymi do kieszeni spodni i niezmiennie równym tempem. Jakby korytarz należał do niego, a jej łaskawie pozwalał iść obok.

— Nie wiedziałem.

Spojrzała na niego uważniej.

Szedł ze wzrokiem skierowanym przed siebie, a jego profil pozostawał spokojny. Nic w jego postawie nie zdradzało kłamstwa, ale też nic nie potwierdzało prawdy. Po prostu szedł, jakby omawiał kwartalne wyniki, a nie katastrofę z piątkowym planem miejsc.

— Może ta pomyłka wcale nie była przypadkowa — mruknęła.

— Była.

Zatrzymał się przy drzwiach w połowie korytarza i je otworzył.

— Tutaj będziesz pracować. Ryan zajmie się twoim wdrożeniem.

Biuro było całkiem przyjemne. Biurko, krzesło, okno z widokiem na centrum Houston i plakat motywacyjny, który ktoś najwyraźniej pozostawił po swoim poprzednim życiu.

TEAMWORK MAKES THE DREAM WORK.

Czcionka była tak agresywnie radosna, że Nikola poczuła niemal fizyczny ból.

Weszła do środka. Odwróciła się.

Ethan stał w drzwiach, opierając jedno ramię o framugę, i obserwował ją z tym spokojem, który w piątek uznała za pewność siebie. Teraz zaczynała podejrzewać, że było to coś innego. Coś bardziej celowego.

— Dziękuję, panie Kammeyer. — Przywołała korporacyjny uśmiech numer dwa: uprzejmy i pozbawiony jakiejkolwiek emocji, którą można byłoby później wykorzystać przeciwko niej.

Podszedł o krok. Nie za blisko, ale wystarczająco, żeby zauważyła odpięty guzik przy kołnierzu i podwinięte rękawy koszuli. Zapach cedru dotarł do niej, zanim zdążyła się przygotować.

Jak zawsze.

Żołądek ścisnął jej się zupełnie niepotrzebnie. Wbrew niej. Całkowicie wbrew niej.

— Witaj w Vortex, Nikola.

Jego głos był cichy i wyważony. Taki, który zostawał pod skórą jeszcze długo po tym, jak jego właściciel opuścił pomieszczenie.

— Myślę, że integrację mamy już za sobą.

Twarz zajęła jej się ogniem w mniej niż sekundę.

— Co…

— Dobrego pierwszego dnia. — Cofnął się z tym irytującym, lekkim uśmiechem, który najwyraźniej był jego ustawieniem domyślnym, po czym odwrócił się do wyjścia. — Porozmawiamy później.

Wyszedł.

Nikola chwyciła krawędź biurka. Drewno było chłodne pod jej palcami. Skupiła się na tym. Na chłodzie, fakturze, na czymkolwiek, co nie było zapachem cedru wciąż unoszącym się w biurze zbyt małym na dwie osoby i historię, którą miały za sobą.

— Zabijcie mnie — syknęła do pustego pokoju.

Zdjęła plakat ze ściany i oparła go tyłem o biurko.

Dużo lepiej.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸❤️❤️🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Ryan zapukał dziesięć minut później. Teczka pod pachą, kawa w drugiej ręce.

— Gotowa na wielką wycieczkę?

Nikola wyprostowała się i wepchnęła piątkowy wieczór oraz CEO pachnącego cedrem do mentalnej skrzynki z napisem: nie otwierać.

— Gotowa to za duże słowo, ale ruszajmy.

Ryan roześmiał się szczerze, bez kalkulacji. Po ostatnich dziesięciu minutach zadziałało to jak zimny prysznic, tylko w dobrym sensie.

— No to chodź. Zaczniemy od systemów HR. Uczciwe ostrzeżenie: pochodzą z epoki brązu.

— Klasyka — powiedziała Nikola i ruszyła za nim.

— Poczekaj, aż zobaczysz portal świadczeń pracowniczych. — Wprowadził ją do małej sali i otworzył laptopa. — Ktoś zaprojektował go około 2015 roku i najwyraźniej uznał, że tak już zostanie na zawsze.

Nikola spojrzała na ekran. DayWork.

Oczywiście.

— Mój nemezis — powiedziała płasko. — Dlaczego każda firma na świecie tego używa?

Ryan parsknął śmiechem.

— Claire, nasza wiceprezeska do spraw HR, od dwóch lat prosi o migrację. Zarząd uznał, że to nie jest priorytet.

— Jasne. — Nikola oparła się wygodniej o krzesło. — Po co inwestować w narzędzie, które mogłoby usprawnić pracę, skoro można kupić kolejny plakat motywacyjny?

Ryan zamrugał. Potem uśmiechnął się szerzej.

— Sarkazm? W HR?

— Nigdy w życiu — odparła Nikola z kamienną twarzą.

— Jasne. — Kliknął coś na ekranie. — Świetnie tu pasujesz.

Następne dwie godziny zlały się w jeden korporacyjny sen. Przeglądy systemów, schematy organizacyjne, kluczowi interesariusze, którzy po pewnym czasie stali się jednym długim ciągiem uśmiechów i uścisków dłoni.

Ryan prowadził ją przez to wszystko z energią człowieka, który czuł się w tym miejscu jak u siebie. Dorzucał teksański humor i zaskakująco szczere komentarze o tym, które działy działały świetnie, a które broniły swojego terytorium jak diabli.

— Dział inżynierii cię pokocha — powiedział podczas lunchu w kafeterii. — Od ostatniej reorganizacji wszyscy narzekają na nieaktualne procedury.

— Krzyczenie to moja specjalność — rzuciła Nikola.

Ryan prawie zakrztusił się kanapką.

— Serio?

— Śmiertelnie.

Pokręcił głową, śmiejąc się.

— Oficjalnie cieszę się, że tu jesteś. To miejsce potrzebowało kogoś, kto nie próbuje wszystkiego ciągle lukrować.

— Lukier jest przereklamowany.

— Anna by się nie zgodziła.

Nikola prychnęła.

— Anna wygląda, jakby zamiast krwi miała brokat i wykrzykniki.

— Dokładnie taka jest. — Ryan ściszył głos i przybrał minę spiskowca. — Ale tak między nami? Jest bystra. Wie, gdzie zakopano wszystkie trupy.

— Przydatna informacja.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸❤️❤️🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Melissa była dokładnie takim człowiekiem, przy którym poniedziałkowy poranek stawał się znośny wbrew wszelkim prawom natury.

Kręcone rude włosy, uśmiech wyprzedzający ją o pół metra i energia osoby, która autentycznie cieszyła się, że żyje, a przy tym nie rozumiała, dlaczego reszta świata nie podziela jej entuzjazmu.

Siedziała przy oknie w sali konferencyjnej w zachodnim skrzydle i niemal podskakiwała na krześle, kiedy Ryan ich przedstawiał.

— Umierałam z ciekawości, żeby cię poznać! — powiedziała z taką szczerością, że Nikola prawie jej uwierzyła.

— Do usług.

Jordan, siedzący po lewej stronie Melissy, wyglądał jak ktoś, kto traktował pracę w biurze jako przerwę między treningami. Miał głęboki głos, ramiona rozpychające szwy koszuli i wyraz twarzy mówiący: jestem tu służbowo, ale wolałbym teraz wyciskać sztangę.

Skrzyżował ręce na piersi.

— Po twoim zdjęciu na Teamsie spodziewałam się… — Nikola zawiesiła głos. — Kogoś trochę innego.

Melissa i Jordan wybuchnęli śmiechem.

— Stare zdjęcie. Sprzed dziesięciu lat — wyjaśnił Jordan.

Nikola przyjrzała mu się uważniej. Na fotografii wyglądał jak świeżo zatrudniony absolwent. Przed nią siedział napakowany mężczyzna mierzący ponad metr dziewięćdziesiąt.

— Jak rozumiem, nikt w HR nie pilnuje aktualizacji zdjęć na Teamsie? — zapytała z niedowierzaniem.

Melissa westchnęła znacząco.

— Claire jest na macierzyńskim, więc przez jakiś czas może być trochę chaotycznie, ale damy radę — rzucił Jordan.

— Damy radę — powtórzyła Nikola z lekkim skrzywieniem ust.

— Nie mów tego w obecności formularzy compliance — ostrzegła Melissa.

— Zasada jest prosta. — Jordan uniósł brew z miną człowieka o niezachwianych zasadach. — Prawidłowa odpowiedź zawsze brzmi: donieść na kolegów.

Melissa zachichotała.

Coś w Nikoli rozluźniło się odrobinę.

Ryan stał z boku, z dłonią wsuniętą do kieszeni i miną reżysera obserwującego próbę, która poszła lepiej, niż zakładał.

— To jest nasz dział HR?

— Fakty są faktami — odparła Melissa, wzruszając ramionami.

🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸❤️❤️🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Przez następne pół godziny Ryan oprowadzał ją po kolejnych działach. Marketing zajmował chaotyczny open space, w finansach panowała biblioteczna cisza, a dział inżynierii przypominał legowisko bluz z kapturem i biurek do pracy na stojąco.

Ryan komentował wszystko z energią stand-upera i rzucał biurowymi plotkami z łatwością człowieka, który pracował tu wystarczająco długo, żeby wiedzieć, gdzie zakopano wszystkie trupy.

Nikola słuchała i notowała, układając sobie w głowie mapę zależności.

Ryan mówił coś o dziale finansów i strukturze raportowania, a ona skinęła głową we właściwym momencie. Właściwe momenty na skinienie głową miała wyćwiczone do automatyzmu.

Gdzieś na czwartym piętrze znajdował się gabinet z widokiem na centrum Houston. W nim człowiek, który na koniec rozmowy zapiął marynarkę tym samym precyzyjnym ruchem. I zapach, którego Nikola z uporem nie chciała kojarzyć z niczym konkretnym.

— …prawda? — Ryan spojrzał na nią.

— Oczywiście — odpowiedziała o sekundę za późno.

Uniósł brew, ale nie drążył.

— Widzisz tamtego? — Skinął głową w stronę mężczyzny siedzącego przed dwoma monitorami.

Miał trochę ponad trzydzieści lat, bluzę z kapturem w kolorze, który kiedyś musiał być granatowy, i minę człowieka odbywającego wyrok pod jarzeniowym światłem. Na jego laptopie widniała naklejka: Have you tried turning it off and on again?

Naklejka mówiła wszystko. Nikola od razu uznała, że Dave będzie jej ulubionym człowiekiem w tym budynku.

— Dave — wyjaśnił Ryan. — Helpdesk IT. Od sześciu lat codziennie je tę samą kanapkę z indykiem. Nikt nie wie dlaczego.

— To się nazywa stabilność — skomentowała Nikola.

— Albo całkowita rezygnacja z podejmowania decyzji.

— Też rozsądna strategia życiowa.

Ryan spojrzał na nią z ukosa. Jego wzrok na chwilę zatrzymał się na jej włosach, platynowych z ciemnymi odrostami, mocno odcinających się w jarzeniowym świetle, po czym wrócił do korytarza.

— Ten twój wzrok świetnie sprawdzi się w rekrutacji. Połowa kandydatów od razu zacznie się lepiej zachowywać.

— Nie robię tego specjalnie.

— Rano wyglądałaś, jakbyś chciała zabić Ethana. — Roześmiał się.

Gdybyś wiedział, z jakiego dokładnie powodu.

— Ethan jest intensywny — powiedziała ostrożnie.