Świat się pomylił - Lukasz Pietraszkiewicz  - ebook
PROMOCJA

Świat się pomylił ebook

Lukasz Pietraszkiewicz

0,0

Opis

Po ukończeniu liceum Alex, chłopak z małej miejscowości, stawiając wszystko na jedną kartę, postanawia wyjechać z kraju. Pracując w pubie w Londynie, poznaje Sylwię i Mikiego. Znajomość ta odkryje przed Alexem nowe, dotąd nieznane nawet jemu samemu oblicze. Na szczęście jego życiowo doświadczona przyjaciółka Laila stara się naprowadzać go na właściwy tor. Wyznaje mu, że zanim wyszła za mąż, była w związku z Sylwią, która prowadziła podwójne życie. Czy będzie więc w stanie uchronić Alexa przed nieuniknionym oparzeniem ktoś, kto sam spalał się w płomieniach zakazanego pożądania? Miki jest gejem. Od wielu lat przyjaźni się z Sylwią, ale również jest dobrze znany Laili i to nie do końca z tej najlepszej strony. Od pierwszego spotkania z Alexem zarzuca na niego swoje sidła, co napawa głównego bohatera niesmakiem. Jak heteroseksualny mężczyzna mógłby zakochać się w drugim mężczyźnie?
Alex, Laila, Miki i Sylwia indywidualnie znajdują w sobie odwagę szukania prawdy. Razem mają do opowiedzenia niesamowitą historię, którą dane będzie Ci przeżyć razem z nimi.

„Swoboda, lekkość, nieoczywistość i autentyczność tej historii sprawiają, że jest ona idealną towarzyszka wieczoru” - Irmina Żarska, koordynator ds. wdrażania nowoczesnego systemu edukacji.

Lukasz Pietraszkiewicz - urodził się w 1981 roku w Sokółce, gdzie przez dzieciństwo i okres dojrzewania zmagał się ze środowiskiem przepełnionym dyskryminacją i patologiami. Od najmłodszych lat musiał walczyć o swoją pozycję mocniej niż jego rówieśnicy. Po ukończeniu liceum wyemigrował do Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka do dziś. Niezwykle kreatywny, pewny siebie i swoich wyborów, oddany rodzinie i przyjaciołom, wieczny marzyciel, a z zamiłowania podróżnik. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Jako 36-latek dostał się do brytyjskiej edycji Top Model. Zdobył nagrodę publiczności, podbijając serca Brytyjczyków. Ukończył maraton londyński i pokonał pieszo szlak Świętego Jakuba. Od kilku lat jest choreografem konkursów na najpiękniejszą Polkę i Polaka w Wielkiej Brytanii. Pewnego dnia po wypadku samochodowym zdiagnozowano u niego raka kości. Po kilku miesiącach
okazało się, że diagnoza została błędnie postawiona i jest to jednak niegroźne dla życia schorzenie. Trudno uwierzyć, że to właśnie w tamtym momencie jego życia powstała ta piękna i dramatyczna historia, która okazała się terapią i ukojeniem dla autora. „Świat się pomylił…” to książka, która przemawia nie tylko do rozumu, ale także do ludzkich serc. Ta książka – podobnie jak i życie każdego z nas – musi mieć swoje tajemnice.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 326

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS



Świat się pomylił…

Lukasz Pietraszkiewicz

© Copyright by Wydawnictwo Poligraf, 2020 © Copyright by Łukasz Pietraszkiewicz, 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żaden fragment tekstu nie może być publikowany ani reprodukowany bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład i łamanie: Aleksandra Mikołajko, Wojciech Ławski

Projekt okładki: Aleksandra Mikołajko, Wojciech Ławski

Redakcja: Monika Wójtowicz

Korekta: Maria Zając, Agnieszka Kwaterska

Książka wydana w Systemie Wydawniczym Fortunet™ www.fortunet.eu

ISBN: 978-83-8159-323-6

Wydawnictwo Poligraf ul. Młyńska 38 55-093 Brzezia Łąka tel./fax (71) 344-56-35 www.WydawnictwoPoligraf.pl

Zapowiadał się kolejny normalny dzień w pracy Julii. Od czterech miesięcy zajmowała się tymi samymi sprawami

i chorymi, dlatego kiedy przeczytała nowe nazwisko na codziennym planie, poczuła dreszczyk emocji. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że po kilkunastoletnim doświadczeniu terapeutycznym pozwoli sobie na emocjonalne zaangażowanie w historię pacjenta.

Zjawił się punktualnie. Ubrany był w perfekcyjnie wyprasowaną i dopasowaną błękitną koszulę, która pięknie uwydatniała jego niebieskie oczy. Jak każdy pacjent przychodzący na pierwsze spotkanie z terapeutą Alex starał się zachować pozory spokoju, ale niecierpliwe stukanie palcami o nogę oraz krople potu na czole komunikowały coś zupełnie innego. Po wstępnych uprzejmościach oboje rozsiedli się w wygodnych fotelach naprzeciwko siebie. Zanim Julia zdążyła zadać jakiekolwiek pytanie, Alex zaczął:

– Wydaje mi się, że już nadszedł ten czas, by opowiedzieć komuś moją krótką historię… Historię o tym, jak kiedyś krwawiło moje serce.

„To będzie opowieść o miłości” – pomyślała. I rzeczywiście tak było. Ilu z nas przez to cierpi?

Mężczyzna ściszył głos i kontynuował opowiadanie tak, jakby się obawiał, że ktoś może go usłyszeć.

– Starość nie musi być zła. Teraz jej pragnę tak bardzo, jak jeszcze niedawno się jej bałem. Chcę opowiedzieć o każdej wyrzeźbionej linii na mojej twarzy, o każdej przygodzie wiążącej się z nimi. Spojrzeć w lustro i jak w zwierciadle prawdy zobaczyć to, co już było. Chciałbym otrzymać szansę powiedzenia, że jestem za stary na seks i dobre wino, ale już dziś wiem, że nie będzie mi to dane, ponieważ mój czas przedwcześnie dobiega końca.

Pani psycholog uniosła brew i chciała mu przerwać, lecz Alex, nie zważając na nią, mówił dalej:

– A jeszcze tyle do starości… Odchodzę, choć nie jestem gotowy. Nikt mnie nie zapytał o zdanie. Dlaczego nie ma przy mnie osoby, której najbardziej teraz potrzebuję?

Zaskoczenie, dezorientacja i ciekawość wypisane były na twarzy Julii, więc spytała:

– Dlaczego pan uważa, że to już koniec?
– Opowiem pani wszystko, ale mam jeden warunek – podkreślił podenerwowany Alex.
– Jaki? – zapytała zdziwiona. Nic z tego nie rozumiała.
– Pod żadnym pozorem nie wolno pani mi przerywać. Żadnych zbędnych pytań. Niech to będzie nasz eksperyment. W zamian pozwolę pani to opisać. Ale to ma być rzetelne odzwierciedlenie tego, co pani usłyszy. Dobrze, pani doktor?
– Zgoda! Zamieniam się w słuch. – Jeszcze nigdy wcześniej nikt w tak bezpośredni sposób z nią nie rozmawiał i nikogo nie słuchała z takim zaciekawieniem jak w tamtej chwili doszczętnie zniszczonego Alexa.

Ta opowieść, jego spowiedź… Julia nie mogła przejść obok tego obojętnie. To musiało ujrzeć światło dzienne.

– Wydaje mi się, jakby to było wczoraj – ciągnął mężczyzna. – Londyn, praca barmana w klubie. To właśnie tam poznałem człowieka, który powalił mnie na kolana.

Rozdział 1

Londyn, raj na ziemi

W tamtym okresie swojego życia Alex chciał zmienić wszystko i zacząć od nowa. Sama pamięć o tych zdarzeniach doprowadzała go do depresji. Jeśli istnieje piekło na ziemi, to on miał okazję go zasmakować. Był jeszcze młody, zagubiony i życiowo niedoświadczony, za to miał pasję i marzenia. Wyobrażał sobie, że jest modelem i podbija świat, a jego podobiznę ukazuje spot na Piccadilly Circus w samym sercu Londynu. Niestety, marzenia zbyt rzadko się spełniają.

Kiedy zatrudnił się w pubie, nie sprawdził miejsca od zaplecza. Wynagrodzenie, powrotna taksówka po pracy pod dom i hojne napiwki miały decydujący wpływ na podjęcie decyzji. Imprezy i darmowy alkohol potraktował jako bonus. Była to wspaniała okazja do nawiązania nowych znajomości i zmiany otoczenia oraz szansa, by zacząć wszystko od nowa. Na pierwszy rzut oka miejsce wydawało się bardzo obskurne i przytłaczające – ciemna, zimna piwnica w centrum metropolii, a smród odrzucał już na wejściu. Zastanawiał się, czy ktokolwiek tam przychodzi. Nie zdawał sobie sprawy z tego, co go czeka. Ku jego zaskoczeniu cztery sale zapełniły się niemal natychmiast. Z powodu natłoku ludzi nie był nawet w stanie przyjrzeć się swoim klientom. Z każdej strony bombardowano go zamówieniami… i nie tylko. Czuł się tam nieswojo przez dziwne relacje między klientami a barmanem. Czułe spojrzenia, dotykanie dłoni i pośladków oraz karteczki z telefonami od roznegliżowanych panów napawały go wstrętem. Jednak Alex naprawdę przestraszył się dopiero wtedy, gdy nagle ktoś zaszedł go od tyłu i zdarł z niego skromny podkoszulek, część uniformu, namiętnie szepcząc

– Hieny to lubią, daj się ponieść.

Dopiero po dwóch głębszych shotach whisky udało mu się trochę uspokoić. Klient za klientem, uśmiech za uśmiechem i dyskretna odmowa jako reakcja na zaloty do pewnego momentu zdawały egzamin.

– Patrz – nowy, a jaki fajny. Wygląda na Polaka. – Usłyszał.

Była to najpiękniejsza kobieta, jaką kiedykolwiek w życiu widział. Długie loki o kolorze ciemnoblond miękko opadały na jej ramiona, a pełne życia orzechowe oczy przeszywały go na wylot.

Zdecydowanie wyróżniała się w tłumie.

– On będzie mój – powiedziała do swojego kumpla na tyle głośno, by mógł to usłyszeć pomimo panującego hałasu.

Prawdę mówiąc, nie pamiętał twarzy osoby, z którą rozmawiała. Po części dlatego, że trudno mu było się przebić przez tłum rozkrzyczanych ludzi, a przede wszystkim ze względu na to, że nie potrafił oderwać od niej wzroku.

Zanim Alex się obejrzał, jego zmiana w pubie dobiegła końca. W uszach nadal huczała mu głośna muzyka, miliony różnych myśli kłębiły się w głowie, a szare komórki błagały o zresetowanie systemu. Marzył o długiej kąpieli przy świecach i o śnie. Wychodząc z klubu, doznał kolejnego szoku – tym razem na widok wschodzącego słońca. Miasto budziło się ze snu do życia. Taksówka była zbyteczna, gdyż metro już jeździło. Pracodawcy zawsze mają sposoby na to, by za wszelką cenę przekonać do siebie pracownika, który wydaje się cennym nabytkiem dla biznesu, o czym Alex przekonał się już w pierwszym dniu swojej pracy.

– Hej, ty! Zaczekaj! Dzień jeszcze młody. Idziemy z kumplem na after. Zabierzesz się?

Zanim Alex zdążył się obejrzeć, ona już stała przed nim.

– Jestem Sylwia. A to mój przyjaciel Miki.
– Alex. Miło mi.

Uśmiechnął się nieśmiało do stojącego obok niej kurdupla o ciemnobrązowych, prawie czarnych oczach.

– Jesteś gejem? – spytała.

Byli w Londynie, gdzie pytania tego typu są jak najbardziej na miejscu. Od tego mogło zależeć, jakie będą panować między nimi stosunki. I gdyby się okazało, że Alex woli facetów, powinna wcześniej wiedzieć, by nie marnować tak cennego czasu.

– Nie, nie jestem. To znaczy nigdy nie byłem. – Po chwili ze stanowczością dodał: – Nie!
– A nie mówiłam? On jest mój. – Sylwia popatrzyła na kumpla i z uśmiechem potwierdziła założoną tezę.

Dosłownie chwilę potem wszyscy byli już w czarnej angielskiej taksówce, zwanej cab, w drodze do klubu. Alex nie zastanawiał się nad miejscem docelowym. Po dzisiejszych wydarzeniach już nic nie było go w stanie zaskoczyć. Miejsce, do którego dotarli, wydawało się całkiem normalne.

Wódka pomieszana z napojem energetycznym zwaliła go z nóg. Rankiem Alex nie pamiętał za wiele i po raz pierwszy w pełni się przekonał, co oznacza kac. W żaden sposób nie umiał sobie z tym okrucieństwem poradzić. Musiał to odespać, by narodzić się na nowo i zapomnieć. Należał do tej grupy ludzi, którym nie przysługiwała ulga na życie, za to przypisana została spora liczba obowiązków: praca, potem college i wieczorne schadzki w parku z Lailą. To był ich rytuał. Odkąd podpisał cyrograf na przyjaźń z tą diablicą, to nawet gdyby się waliło, to i tak musieli choć na chwilę w całym tym zawirowaniu się zatrzymać, aby pobyć ze sobą. Łączyło ich coś szczególnego – aż do teraz. Każdemu życzył takiej osoby, towarzysza na dobre i na złe. Chociaż ich droga była długa i kręta, zanim się dotarli, to życie Alexa byłoby jeszcze smutniejsze, gdyby nie Pokemon. I na odwrót. Ten Pokemon (bo tak nazywał swoją przyjaciółkę) to osoba znająca swoją wartość, wierząca w swoje przekonania tak bardzo, że nie potrafiła przyznać racji innym. W życiu kierowała się mottem, że to ona wybiera przyjaciół, a nie przyjaciele ją. Typowa charakterystyka pięciogwiazdkowej dziwki.

Tego dnia Alex nie miał siły na spotkanie w parku, w związku z czym Laila postanowiła, że odwiedzi go w domu. Mieszanka ziołowa Laili, po której go całkowicie przeczyściło, pozwoliła mu stanąć na nogi. Nie na długo, bo zapach sera ze szpinakiem ponownie powalił go jak ta nieszczęsna wódka. Przyjaciółka powinna była już dawno wiedzieć, że Alex nie jest zwolennikiem serów, lecz raczej steków. Od słowa do słowa okazało się, że miejsce, gdzie pracował młody mężczyzna, było jej dobrze znane. Często wpadała tam po pracy ze swoimi znajomymi na kilka browarów, ale jakoś nie potrafiła początkowo skojarzyć tego pubu z jego opisem. Oboje zastanawiali się nad tym, jak długo Alex zagrzeje tam miejsce i czy w ogóle jeszcze kiedyś zdecyduje się powrócić do jaskini grzechu.

– Z napiwków wziąłem dwa razy więcej, niż zarobiłem przez całą noc. Geje mnie lubią. – Uśmiechnął się, spoglądając na nią.
– Dziwisz się? Twoja ciemna karnacja i niebieskie oczy powalają wszystkich. Nie mówiąc o sposobie bycia, no i o tym, że zawsze wiesz, co masz powiedzieć w danej chwili. Strasznie ci tego zazdroszczę. Masz dar, Alex. Wykorzystaj to, ale uważaj – łatwo się po drodze zagubić. Wystarczy, że obierzesz niewłaściwy tor, i możesz już nie wrócić na prostą. Ten świat wciąga. Jest intrygujący i ekscytujący, a co gorsza – uzależnia. Jednak to wszystko do czasu, trudno potem sprostać wyzwaniom. Na początku będzie fantastycznie: imprezy do bladego świtu, mnóstwo ludzi, którzy będą cię adorować, zapraszać na domówki, będziesz w centrum zainteresowania. Ale jesteś nowy, na razie cię zauważają, bo pojawiłeś się znikąd. Jesteś jak świeże mięso, a co najważniejsze dla nich – jak zakazany owoc. Ten świat jest cholernie brutalny i okrutny, a ty po prostu tam nie pasujesz. Jesteś za dobry, zbyt wrażliwy. Podekscytowanie w końcu minie, a oni cię przeżują i wyplują, nie oglądając się za siebie. Doskonale wiem, czego ci w życiu brakuje. Potrzebujesz adoracji. Teraz cię to fascynuje, bo nagle wszystko zaczęło się kręcić wokół ciebie. Niedługo jednak im się znudzisz, bo pojawi się ktoś nowy, a ty zejdziesz na drugi plan.

Alex postanowił w tym momencie jej przerwać. Nie był już w stanie tego wszystkiego dłużej wysłuchiwać. Nie pozostał dłużny i krótko odniósł się do ostrzeżenia przyjaciółki:

– Ale nadal pozostanę zakazanym owocem!

Oboje zachichotali ze zrozumieniem. Alex przypomniał sobie o tym, jak poznał Sylwię i jej przyjaciela, i niezwłocznie chciał opowiedzieć o tym Laili.

– Ach, mam dla ciebie newsy. Poznałem wczoraj kilka osób. A doprawiłem się alkoholem na jakiejś imprezie z parą Polaków. Dziewczyna jest boska. Ma na imię Sylwia i…

Laila przerwała mu, zanim zdążył sobie przypomnieć imię jej kumpla:

– Nie mów mi tylko, że Sylwia i Miki?
– Tak, właśnie oni. Ale skąd ty ich znasz?
– Rzeczywiście, świat jest mały! Pamiętasz moją historię sprzed lat?
– Tę o twoim epizodzie z kobietą o anielskich lokach?
– Tak. Dokładnie tę.
– Nie!
– Tak, właśnie tak.
– Ty sobie teraz jaja ze mnie robisz? To niemożliwe. Ona była totalnie mną zainteresowana. Podkreślam – mną, facetem, a nie kobietą! Pół wieczoru podpierała filar tylko po to, by na mnie popatrzeć, a potem czekała przed klubem.
– Alex, jak ty nic nie kumasz. Mało jeszcze wiesz o życiu, a szczególnie o życiu wokół Soho. Pamiętaj, są ludzie, którzy nie zakochują się w genitaliach, a w człowieku.

I znowu Alexowi przewróciło się wszystko w żołądku. Tym razem nie była to mieszanka alkoholu z czymś tam, tylko wspomnienie tego, jak długo i ciężko Laila przeżywała rozterki związane z Sylwią. Znowu zobaczył w jej oczach ten sam przygnębiający smutek nie do opisania. Wydawało mu się, że jej dusza na chwilę wyszła ze swojego ciała i się ulotniła – jak w filmie. Ta duchowa nieobecność przyjaciółki bardzo go zaniepokoiła. Musiał szybko coś zrobić, by Laila z powrotem powróciła na ziemię. Serce mu pękało na myśl o tym, co musiała teraz przeżywać. Prawdę mówiąc, do tej pory nie znalazła w sobie dostatecznie dużo odwagi, by komukolwiek o swoich przeżyciach opowiedzieć. On znał tylko zakończenie i czas jej tak zwanego emocjonalnego zawieszenia, czyli rekonwalescencji. Przechodzili przez to razem, to znaczy Alex starał się być przy przyjaciółce tyle, ile ona mu pozwoliła. Często wyrzucała go za drzwi, a on i tak wskakiwał z powrotem oknem, nie dawał za wygraną. To właśnie w tym czasie tych dwoje zbliżyło się do siebie i obdarzyło zaufaniem. Przez jej cierpienie wyglądali jak dwa chodzące trupy w Halloween, różnili się od reszty tylko tym, że oni nie potrzebowali przebrania. Na szczęście mieli siebie, wspierali się nawzajem. Chociaż byli jak bliźnięta syjamskie i wydawałoby się, że są nierozłączni, to długo im zajęło, by się całkowicie dotrzeć. Jak w każdej relacji tak i w tej pojawiały się wzloty i upadki.

– Przypomnij mi jeszcze raz, jak nazywa się ten klub, w którym pracujesz.
– Raj – odrzekł Alex.
– No właśnie. Pewne historie mają swój początek i koniec w Raju – podsumowała Laila.
– Dlaczego mnie tam nigdy wcześniej nie zabrałaś, skoro tak dobrze znasz dzielnicę i pewnie co weekend się tam bawiłaś? Tyle razy nie wiedzieliśmy, co ze sobą począć. Soho przecież zaczęło nas w pewnym momencie przytłaczać, więc mogliśmy wstąpić właśnie tam.
– Nie, nie mogliśmy! Rozumiesz?! – zezłościła się.
– Właśnie, że nie! Nic nie rozumiem.

Alex zauważył tę żyłę na jej czole – zawsze pojawiała się, kiedy emocje brały górę. Wiadomo było, czego mógł się wtedy spodziewać. I, jakby się umówili, jednocześnie wypowiedzieli pod nosem magiczne słowa:

– Nie chce mi się o tym nawijać!
– Jeszcze nie teraz. Może nigdy, a może jutro. Ale nie teraz – dodała Laila.

No właśnie, było dokładnie tak, jak to przewidział. O tyle, o ile poznał Lailę, wiedział, że jeszcze nie dojrzała do tego, aby mu o tym opowiedzieć. Mógł się jedynie domyślić, że miłosny epizod Laili zaczął się w Raju, a Sylwia była jego główną bohaterką.

– Zawsze masz tę samą wymówkę! – stwierdził z żalem.

Chcąc rozładować panujące napięcie, Alex zaproponował, aby wieczorem poszli na sok do parku. O ile wcześniej uda mu się pokonać kaca giganta. Potem ogarnął się trochę i poszedł pod prysznic. Czuł, że zarówno on, jak i Laila potrzebowali chwili dla siebie. Musiał przetrawić te wydarzenia, by poukładać bałagan, jaki panował w jego głowie. Jak jednak można złożyć coś w całość, kiedy nie ma się wszystkich elementów tej układanki?

Prysznic dobrze mu zrobił. Gdzieś w tle usłyszał You’re Beautiful Jamesa Blunta i wtedy wszystko nabrało innego wymiaru. Ta piosenka towarzyszyła Laili zawsze, kiedy myślami wracała do czasów związanych z Sylwią. Aż nim zatrzęsło, gdy zobaczył, co wtedy robiła. Siedziała na sofie ze spuszczoną głową i przeglądała stare zdjęcia w telefonie z uśmiechem Mona Lisy na twarzy.

W tej chwili świat wokół niej przestał istnieć. I tylko sam Bóg wie, ile w niej było cierpienia i bólu, ile raniących wspomnień. Alex postanowił szybko zareagować. Zbicie szklanki zdało egzamin. Odgłos roztrzaskującego się szkła wyrwał Lailę z niszczącego ją transu.

– Co się stało? Wszystko okej? Krwawisz! – krzyknęła.
– To tylko lekkie skaleczenie. Nic wielkiego. Idę po plasterek. Mam takie z Puchatkiem i Tygryskiem.

Nie zdobył się na odwagę, by spojrzeć jej w oczy. Przerażała go wizja tego, co było wypisane na jej twarzy. Tęsknota jest jak żywioł, wobec którego nie mamy żadnych szans. Ona powoli cię zabija. Alex wtedy myślał, że dużo wie na ten temat. Mógł się tylko domyślić, co musiało się wydarzyć, że tak mocno ją to zraniło.

Na szczęście niezręczną ciszę, która zapanowała, przerwał telefon.

– Słucham.
– Hej, żyjesz? Ile tyś wciągnął, że tak odpłynąłeś? – Usłyszał kobiecy głos w słuchawce.

Na początku Alex totalnie osłupiał.

– Wciągnąłem? Ale co? Z kim ja rozmawiam? – zapytał zdezorientowany.
– Widzę, że jesteś jeszcze wczorajszy – zaśmiała się dziewczyna.

Głos wydał mu się znajomy.

– Sylwia?
– Nie, królowa Elżbieta – odrzekła.

Laila przeszyła go wzrokiem, a na jej twarzy zagościł proroczy uśmiech.

Cała ta sytuacja wprowadziła Alexa w zakłopotanie. Choć zdawał sobie sprawę, że Sylwia była epizodem w życiu Laili, to nie do końca wiedział, jaką odgrywała w nim rolę. Nie miał bladego pojęcia, jak dziewczyna zareaguje na fakt, że jego najlepsza przyjaciółka to osoba, z którą kiedyś łączyło ją uczucie… I to nie byle jakie.

– Dochodzę do siebie. A ty? – zagaił rozmowę.
– My okej, cali i zdrowi. Dzisiaj mamy domówkę, Miki wyprawia. Fajnie by było, gdybyś wpadł na chwilę. Fajny z ciebie świr. Pasujesz do nas.

Nagle zabrzmiało mu w uszach: „Brałeś coś?”. Co ona miała na myśli? Narkotyki? Musiał się koniecznie dowiedzieć i dlatego dyskretnie podpytał:

Co mnie tak powaliło?

Jej odpowiedź była jednoznaczna:

– Na pewno coś wciągnąłeś, bo po kilku drinkach padłeś jak mucha. Ledwo z Mikim dowlekliśmy cię do taksówki. Kierowca tylko wrzeszczał, ile to będzie kosztowało, jeśli zabrudzisz mu tapicerkę.

Alex odetchnął, bo wiedział, że to jednak wódka zwaliła go z nóg. Raczej nie sięgnąłby po coś mocniejszego, nie będąc jeszcze na dobrą sprawę zaprzyjaźnionym z alkoholem.

– A tak na marginesie… Pachniałeś malinami, ten zapach mnie podnieca – zmieniła temat.
– Malinami? Ale ja nie jadłem malin.
– Ty jednak nic nie pamiętasz. Piłeś mojito malinowe. Przypominasz sobie?
– Nie… To znaczy tak, no jasne, że pamiętam. – Alex tak naprawdę nie wiedział, o czym mówiła.

Laila bardzo źle ukrywała fakt, że nie jest zainteresowana jego rozmową, i intensywnie rejestrowała przebieg całej konwersacji.

– To co, wpadniesz? – spytała jeszcze raz Sylwia.
– Nie wiem – odrzekł. – Pozwól mi się zastanowić. Mam już plany na wieczór. Z moją psiapsiółką idziemy na sok do parku.
– Nudy! Weź laskę ze sobą. Jeśli jest taka jak ty, to zrobię podwójną furorę, wprowadzając was w towarzystwo. Impreza jest na Notting Hill Gate, ale spotkajmy się godzinę przed w Hyde Parku. Tam mam moje ulubione drzewo, pod którym piwo smakuje najlepiej.
– Zapytam ją i się odezwę.
– To mój numer, tak na marginesie – oznajmiła mu Sylwia. – Więc zapisz sobie. Tylko na samej górze, bo czuję, że od tej pory często będziesz go używał.
– Dobra, tak zrobię.

Choć Laila i tak wszystko słyszała, po zakończeniu połączenia nie omieszkała zapytać Alexa o to, z kim rozmawiał.

– Kto to? Twoja nowa przyjaciółka? – spytała kpiąco. – Niech lepiej uważa. Wredne babsko! Nie lubię dzielić się tym, co należy tylko do mnie.

Napięta atmosfera nieco się rozluźniła, kiedy oboje zachichotali. Alex wyczuwał nutkę zazdrości w jej głosie, ale to akurat mu schlebiało.

– Żadna przyjaciółka, tylko dziewczyna z imprezy. Zaprosiła nas na domówkę na Notting Hill.
– Na Portobello Road! Czyli tam wszystko po staremu.

Alex uniósł brew i przez chwilę nie był w stanie nic z siebie wykrztusić. Po raz kolejny Laila go zaskoczyła.

– To co? – zapytał. – Idziemy?

Z góry założył, że odpowiedź będzie przecząca. Jednak po dłuższej chwili przyjaciółka drżącym głosem wymamrotała:

– Czemu nie? Jednak najpierw muszę znaleźć opiekę do dzieci, bo stary idzie na nocną zmianę.

Alex początkowo pomyślał, że się przesłyszał. Ale zanim zdążył wyjść z szoku, Leila już stała w drzwiach, gotowa do wyjścia.

– To ja muszę spadać. No wiesz, już dawno nigdzie nie byliśmy. Czas odświeżyć garderobę i jeszcze muszę wpaść do Mr Toppers na Soho.
– Do Mr Toppers? Nie zaglądaliśmy tam od lat – stwierdził ze zdziwieniem.

Mr Toppers to był ich ulubiony zakład fryzjerski – jeszcze z szalonych lat. To tam wspólnie przechodzili dziwaczne metamorfozy. Miał nadzieję, że czasy wygolonych boków oraz irokezów odeszły już w zapomnienie i Laila zachowa swoje długie blond włosy.

– Oj! – krzyknął. – Tylko nie szalej!

Niestety, było już za późno, bo jego głos odbił się od zatrzaśniętych drzwi.

Postanowił, że zadzwoni, by się wstępnie umówić.

– Daj mi chwilę. – Laila była zdyszana. – Zaraz będę w salonie, oddzwonię. Spadaj, mały – urwała rozmowę.

,,Co do licha?!” – pomyślał Alex, nie wiedząc, co się dzieje. Zanim zdążył przygotować sobie omlet, Laila oddzwoniła i bombardowała go tysiącami pytań. A on nie mógł się nadziwić, że tak łatwo można przechodzić ze skrajności w skrajność. Niecałą godzinę wcześniej widział ją rozbitą i przygnębioną, a teraz? Gorączka sobotniej nocy. „No to będzie się działo” – doszedł do wniosku.

Żywił nadzieję, że to właśnie tej nocy Laila zdobędzie się na odwagę i się przed nim otworzy. Wyciągnął z szafy pierwsze lepsze dżinsy, a na górę włożył luźny czarny T-shirt. Włosy zaczesał na bok. Prawdę powiedziawszy, nie miał ochoty nigdzie wychodzić. Nadal bolała go głowa, a na myśl o tym, że przed nim kolejna nieprzespana noc, poczuł się cholernie zmęczony. Nie był w formie do imprezowania. Wreszcie miał chwilę, by się zrelaksować na sofce. Zanim zdążył odpłynąć w objęcia Morfeusza, usłyszał głośne walenie do drzwi. To była Laila.

– Wow! – Doznał szoku i na jej widok odechciało mu się spać.
– Wow: „Dobrze” czy wow: „Powaliło cię”? – zapytała wprost, bo nigdy nie przebierała w słowach.

Alexa zamurowało, gdy zobaczył nową, a raczej starą fryzurę, sprzed lat. Nie była już delikatną blondynką, a szatynką z wyzywającym makijażem.

– Już dawno cię takiej nie widziałem!
– Że niby jakiej? – dociekała, jakby nie wiedziała, o co chodzi.
– No… Takiej… – Nie umiał jej tego wytłumaczyć albo się bał, że ją rozwścieczy.
– A co ty myślisz, że jak ma się męża, dzieci i jest się przed trzydziestką, to nie można sobie zaszaleć?
– Nie, nie. Tak na serio, to się stęskniłem za moim Pokemonem. – Czule ją przytulił, ale podświadomie przeczuwał, że chodzi w tym wszystkim o coś więcej niż tylko o zmianę wizerunku.
– To się szykuj!
– Ale ja jestem gotowy.
– Ty chyba sobie żartujesz. Jak ty wyglądasz?
– No tak jak widzisz.
– To nie jest zwykły wypad na Soho. Idziemy na domówkę na Portobello Road! Tam się tak nie chodzi. Pokaż, co masz w szafie, może uda mi się zrobić z ciebie człowieka.
– To ma być żart, prawda? A jak tam się chodzi?
– Na czasie – odpowiedziała mu sarkastycznie.

Laila w przeszłości była częścią tego na pozór posh społeczeń stwa i wiedziała, jak zareagowaliby inni, widząc Alexa.

Zanim zdążył się zorientować, jego podarte szare, obcisłe spodnie dżinsowe były już na chudym tyłku. Luźny T-shirt został zastąpiony długim i dopasowanym z przesadnie wyciętym dekoltem sweterkiem. Nowe zestawienie idealnie podkreślało szczupłą, ale wyrzeźbioną na siłowni sylwetkę Alexa. Włosy miał wyprostowane i delikatnie roztrzepane tak, aby grzywka opadała mu na czoło. Nieczęsto zdarzało mu się tak wyglądać, ale podobał się sam sobie.

– Nie przypuszczałem, że wypad na miasto aż tak cię ożywi. – Alex próbował nawiązać konwersację, by przyjaciółka wreszcie się otworzyła i wyznała mu swój sekret.
– A co, chcesz, bym wróciła do poprzedniego stanu rzeczy?
– Nie, nie. Tylko że… A zresztą nie wnikajmy w to.

„Czas wszystko pokaże” – pomyślał sobie. Laila ocierała dłoń o dłoń, a on się zastanawiał, czy to oznaka podekscytowania, czy zdenerwowania.

– Muszę się napić – powiedział Alex.
– A, to dobrze się składa, bo patrz, co mam! – Z uśmiechem, jakby czytając w jego myślach, wyciągnęła z torebki dwie puszki whisky z colą.

Alex z każdym kolejnym łykiem powracał do świata żywych.

Znowu nabrał chęci do życia.

– Musimy już iść! – krzyknęła Laila. Zerknęła na zegarek i zabrała ze sobą niedopitą puszkę. Zdążyła jeszcze zahaczyć o nóżkę stolika.
– No to idziemy. Na co czekasz?
– Sama nie wiem.
– Nie powinniśmy czegoś ze sobą zabrać na imprezę? – Alex rozejrzał się po salonie i jedyne, co wpadło mu w oko, to bukiet więdnących kwiatów. – Może być? – zawołał triumfalnie, wyciągając je z wazonu, po czym obciął lekko nożyczkami przegniłe już końcówki.
– Ty to wariat jesteś. Jasne, że może być! – Po chwili jednak jej entuzjazm prysł. – A może lepiej będzie, jak wrócę do domu? – Po raz kolejny wyglądała, jakby szukała zrozumienia w oczach przyjaciela.
– Przestań. Wlej w siebie jeszcze jedną puszkę. Trzepnij się w łeb… Albo nie, bo włosy ci oklapną!

„A wtedy to na pewno by wróciła” – pomyślał Alex. Włosy były jej wizytówką. Potrafiła kilka razy wrócić do domu, by się upewnić, że nadal wyglądają tak, jak je ułożyła, i sprawdzić, czy zakręcone są wszystkie krany czy też kurki od gazu i czy nic nie jest podłączone do kontaktu. Właśnie taka była Laila.

– Najlepiej będzie, jak się weźmiesz w garść, bo nie mamy już czasu na dziecinne zagrywki. Nie lubię się spóźniać.
– Ale może jednak… – ciągnęła.
– Nie ma żadnego „może” ani „jednak”. Zbieraj się, bo czas nagli. Do cholery, sama mówiłaś, że masz już dość szarego życia i chcesz coś zmienić! Taki wypad dobrze ci zrobi – namawiał ją Alex, choć sam miał ochotę wrócić, wskoczyć w kapcie oraz przy winku i kominku obejrzeć dobry film. Zżerała go jednak ciekawość i musiał się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi i co łączyło Sylwię z Lailą. By przerwać tę bezsensowną szarpaninę, wypchnął Lailę na zewnątrz i zatrzasnął drzwi, by nie było już odwrotu.

Przejechali kilka stacji metrem i byli na miejscu.

– Drżysz. – Alex otulił Lailę swoim ramieniem. – Zimno ci?
– Nie, to chyba te szpilki.
– Ale co buty mają wspólnego z drżącymi rękami?

Nie odpowiedziała.

– Cholera, gdzieś tu będzie drzewo, a pod drzewem będą oni.

Ale tu jest tyle drzew, że nie mam pojęcia, w którą stronę iść!

– Tam. – Wskazała mu drzewo na końcu alejki.
– Skąd wiesz?
– Zaufaj mi, wiem, które to drzewo, bo sama je znalazłam, a nawet nazwałam.
– Wiesz co, tyle się znamy, ale właśnie dziś się przekonałem, jak mało o tobie wiem. Nie potrafię się z tym pogodzić. Laila, czy ty mi ufasz?
– Jasne, że ufam. Ale jeszcze nie jestem gotowa, by komukolwiek o tym opowiedzieć. Bądź cierpliwy. Proszę cię, abyś mnie nie popędzał. Dziś szczególnie potrzebuję twojej obecności i wsparcia. I cokolwiek by się wydarzyło, choćby cały Londyn stanął w ogniu, obiecaj, że to ty odprowadzisz mnie do domu na noc.

Obiecaj mi to. – Laila wymuszała na nim obietnicę.

– Oczywiście, że tak, nie ma innej opcji. Razem idziemy i razem wracamy, jak zawsze.
– To tam. – Ponownie wskazała płaczącą wierzbę.

Z daleka wyglądała jak klosz, bo nic się nie przedostawało na zewnątrz. Totalne odizolowanie w samym centrum Londynu. Jakby z innego wymiaru.

– Piękne. – Drzewo zrobiło na Alexie ogromne wrażenie.

–Tak. I piękne, i magiczne, ale nadal tak samo płacze jak kiedyś nad swoim i moim losem. To drzewo zna moją historię. Jest jedynym świadkiem tego, przez co przeszłam. Jakie cmentarzysko za sobą zostawiłam. To drzewo żyje, dopóki żyję ja, i na odwrót. Jest moją twierdzą, ale od kilku lat tu nie byłam. Nie byłam gotowa, by tu wrócić i zmierzyć się z tym wszystkim. By poczuć jego gałęzie na swoich barkach i przedostać się przez nie do samego środka. Nie wiem, czy teraz jestem gotowa. Mogłabym opowiadać o nim w nieskończoność, ale nie mamy tyle czasu.

– Z czym ci się ono kojarzy?

Zerknęła na nie i czule odpowiedziała:

– Wiem, z czym mi się nie kojarzy. Niestety, nie kojarzy mi się z tobą, ale jak patrzę na nie z oddali, to ma wszystko to, co masz ty. Daje mi poczucie bezpieczeństwa, chociaż nie uchroniło mnie przed porażką. Ono, tak jak ty, zawsze otulało mnie swoim ciepłem, jego konary chroniły mnie przed okrucieństwami tego świata. – Po chwili zamyślenia dodała z żalem: – Jaka ja byłam głupia i naiwna. Tak dałam się podejść. Pech!

Leciutki wiatr przyprawił Alexa o dreszcze, ale poczuł się kimś wyjątkowym po tym, co mu powiedziała Laila.

– Dlaczego zwalniamy? – Nagle wszystko razem z nimi stanęło w miejscu. – Hej! – Alex mocno chwycił ją za ramiona i powiedział: – Cokolwiek by tam na ciebie czekało, to stawisz temu czoła. Oboje stawimy. Kto da radę, jak nie ty?! Nie pozwól, by przeszłość przyćmiła ci teraźniejszość. To było i już nie wróci. Ważne jest tu i teraz. Tym razem nie jesteś sama, jestem przy tobie – próbował dodać jej otuchy.
– Wtedy też nie byłam, choć czułam, że cały świat zbuntował się przeciwko mnie.
– To było dawno i powinno już odejść w zapomnienie. A teraz głęboki wdech, pierś do przodu i z uśmiechem naprzód!

Nie oglądając się za siebie, pomaszerowali ku nieznanemu. Gdyby Alex wtedy wiedział, co go czeka, zdecydowanie wybrałby opcję drugą, czyli kominek i film. Bez dwóch zdań.

Gdy dotarli do drzewa i rozsunęli gałęzie, na powitanie krzyknął:

– Hello! Hello!

Sylwia siedziała tyłem do nich i szybko się odwróciła, gdy usłyszała jego głos.

– No, wreszcie pojawił się nasz śpiący królewicz! – Chciała dodać coś jeszcze, lecz gdy przeniosła wzrok z Alexa na jego towarzyszkę, zamarła.

Chłopak postanowił zareagować.

– Gdyby nie to, że moja przyjaciółka musiała przejść metamorfozę w jeden dzień, a raczej w kilka godzin, to bylibyśmy wcześniej.

Laila kopnęła go w kostkę. Wystarczająco silnie, by się przymknął.

– To moja przyjaciółka Laila.

Sylwia się zerwała, jakby zobaczyła ducha, i rzuciła się w objęcia dziewczyny.

– Bardziej samego diabła bym się spodziewała, nie ciebie!

Wow! – dodała. – Wyglądasz rewelacyjnie! Nic się nie zmieniłaś.

Spoglądając na Alexa, stwierdziła, że teraz już wszystko rozu mie. On nie wiedział jednak, co chodziło jej po głowie. Pozostawił to bez komentarza. Miki się podniósł, niepewnie podszedł do Laili i przytulił ją mocno do siebie. Chyba szepnął, że tęsknił jak wariat.

– Ile to już lat? Zastanawiałem się, co u ciebie.

Laila jakby zignorowała jego pytanie:

– A u was? Widzę, że wszystko po staremu.

Oboje się uśmiechnęli i potakująco kiwnęli głowami.

– Sławne sobotnie prywatki na Portobello Road nie przeszły do historii, ha?
– No raczej – odrzekł Miki. – Ale za to zespół się uszczuplił. Takie życie! Ludzie przychodzą i odchodzą, taka kolej rzeczy. Prawda, Sylwia?

Potrafiła z siebie wykrztusić tylko: tak! Była zakłopotana.

Zmieszana.

– To co, idziemy na chatę? – zaproponował Miki.
– Chodźmy. To dla ciebie.
– No wiesz, kwiaty? Tak na pierwszej randce? – zażartował chłopak.

Alex ignorancko się uśmiechnął, patrząc w jego stronę, po czym podał kwiaty Sylwii.

Gdy spacerowali, zwolnił, pozwalając im wyprzedzić siebie o kilka kroków. Chociaż był w parku, to brakowało mu świeżego powietrza, czuł, jakby się dusił. Sylwia nie odstępowała Laili na krok. Miały sobie tyle do opowiedzenia, że nikt inny się nie liczył. Wolał zachować bezpieczną odległość, by zgodnie z daną obietnicą mieć ją na oku. Miki postanowił dotrzymać mu towarzystwa i panowie razem zmierzali w kierunku Notting Hill Gate.

– Ładnie tu – zaczął Alex, bo cisza stawała się niezręczna.
– Tak – odrzekł Miki. – Nie wyobrażam sobie, że mógłbym się przenieść do innej dzielnicy. Tu mam wszystko, czego mi potrzeba.

Alexowi zdawało się, że wie, co on miał na myśli. Rzeczywiście, ta dzielnica miała swój urok.

Rozdział 2

To się nazywa być pod lupą

Małe, ale z gustem urządzone mieszkanko na poddaszu zachowało szczególny klimat. Wszystko miało w nim swoje miejsce i bardzo podobało się gościom. Alex wychodził z założenia, że po wnętrzu można poznać duszę jego właściciela, dlatego tak dbał o swoje mieszkanie. A ta duszyczka była czysta, niczym nieskalana. Czuł się tam wyjątkowo. Miki był dla niego przemiły, natychmiast wprowadził go w towarzystwo. Dumnie przedstawiał swoim znajomym, z uśmiechem opowiadając, ile numerów telefonów Alex wygrzebał z kieszeni po jednym wieczorze w Raju. Wszystkie oczy były skierowane na nich, a Alex czuł się, jakby był pod lupą. Zewsząd padały pytania typu: „Skąd go wytrzasnąłeś?” czy „Gdzie go ukrywałeś?”. Ktoś z kolei wypalił, czy aby Alex nie jest nowym chłopakiem Mikiego. Do pewnego momentu Alex tylko sztucznie się uśmiechał. Był przecież w swoim żywiole, w centrum uwagi. Po jakimś czasie przestało go to bawić, a wręcz uznał pewne zachowania za niesmaczne. Pragnął choć na moment uwolnić się od osobników wszelkimi sposobami domagających się jego uwagi i zainteresowania. Gość w czarnej marynarce, przesuwający dłoń po jego zadku, poczuł silny ból, gdy niby przypadkowo dostał od Alexa w piszczel. Zaś ten w białej koszulce, którego cuchnący od papierosów wskazujący palec powędrował wzdłuż dekoltu Alexa, miał problem z dużym palcem u nogi przez kilka dni. Przed koniecznością pobicia tych bardziej nachalnych uratowało go wyjście na taras. Wreszcie świeże powietrze i upragniona chwila w samotności! Upajał się zapachem Londynu, zachwycając się roztaczającym się stamtąd spektakularnym widokiem.

Widział rozciągającą się w nieskończoność świetlną łunę na niebie. Ulice nadal były zatłoczone, a w oddali słychać było nieodzowną muzykę tego miasta – dźwięki syren. Pomyślał, że prawdą jest stwierdzenie, iż to miasto nigdy nie zasypia. Nadmierna ilość wrażeń tego jednego wieczoru była dla niego oszałamiająca.

Przez szczelinę otwierających się drzwi prowadzących na taras wdarło się kilka głośniejszych dźwięków, przerywając tym samym chwilę zadumy. To był Miki, jego cień. Sprawiał wrażenie zmartwionego. Podszedł na tyle blisko, że mógł chwycić Alexa za bark, i z niepewnością w głosie zapytał, czy wszystko jest okej. To wtedy chłopak po raz pierwszy przyjrzał mu się dokładniej. Miał rysy dojrzałego mężczyzny. Delikatny zarost podkreślał jego pięknie zarysowana szczękę. W niczym nie przypominał mu geja. Ale niby jak ma wyglądać gej? W duchu zadawał sobie to pytanie. Bez sensu. Jego dotyk był silny i z każdą chwilą stawał się coraz silniejszy. Alex poczuł się z tym niekomfortowo i pod pretekstem wyjrzenia za barierkę delikatnie uwolnił się z jego uścisku.

– Zmęczenie mnie dopada – powiedział Alex.
– Chodź, powinniśmy wracać. Jest jeszcze kilka osób, które mają ochotę cię poznać – nalegał gospodarz.

Alex od razu zaprotestował, bo nie miał ochoty brać udziału w tym cyrku, a Miki to uszanował. Było to dla niego dziwne towarzystwo. Czuł się jak w pracy. Różnica polegała na tym, że nie musiał chodzić topless i nalewać piwa. Impreza dopiero się rozkręcała, a on marzył, by się stamtąd ulotnić. Kątem oka zerkał na Lailę. Szczerze mówiąc, nie pamiętał, kiedy ostatnio widział ją taką szczęśliwą. Była inna niż dotychczas, stale się uśmiechała. Jakby odzyskała coś, co utraciła dawno temu. Odżyła w tym tłumie i wyglądała jak milion dolarów. I ta jej pewność siebie. Od zawsze cholernie jej tego zazdrościł… Puściła mu ukradkiem oczko na znak, że ma się dobrze i żadna siła jej stamtąd nie wyciągnie. Sylwia, jak ptak w okresie godowym, zaznaczała wokół niej swoje terytorium tańcem. A on? Kombinował, jak uciec. W momencie, kiedy pomyślał, że dzisiejszej nocy już chyba nic go nie zaskoczy, ponownie pojawił się Miki, tym razem trzymając za rękę jakiegoś chłopaka.

– Alex, to mój partner Sergio – przedstawił go.

Na te słowa Alex zakrztusił się kostką lodu z drinka, która niefortunnie wylądowała na policzku stojącego naprzeciw kolesia.

– Strasznie mi przykro. – Delikatnie otarł jego twarz, podając rękę na przywitanie.

Poczuł się zażenowany zaistniałą sytuacją.

Sergio był typowym Hiszpanem, z metra ciętym chłopakiem, ledwo sięgał mu do szyi. Miał dwie czarne kulki w obu uszach i (jakby tego było mało) z przegrody nosowej zwisał mu kolczyk. „W naszym kraju w taki sposób obrączkuje się krowy” – pomyślał Alex. Sergio zmierzył go wzrokiem od góry do dołu i dał mu tym do zrozumienia, że Miki należy wyłącznie do niego. I rzeczywiście tak było.

– Le voy a vigilar – szepnął Mikiemu.

Oznaczało to: „Będę miał na niego oko”. W stronę Alexa rzucił, że jest przystojny i w typie Mikiego. To, że Miki jest tylko jego, przypieczętował soczystym pocałunkiem.

Alex odwrócił wzrok w zakłopotaniu. Postanowił, że zachowa odpowiedni dystans, wobec tego, co się teraz działo. Pomyślał, że to już czas, by wrócić do domu, i poszedł poszukać Laili z nadzieją, że ona jednak też już ma dosyć atrakcji jak na jeden wieczór, a on błędnie odczytał jej znaki.

– Lailo, chodźmy już. Wystarczy na dziś, jestem padnięty – prosił ją błagalnie.
– Alex, zwariowałeś?! Ja tu się świetnie bawię! Nie mam ochoty dziś wracać! Nie teraz, gdy nareszcie uwolniłam się od rozwrzeszczanych bachorów.

Alex zdziwił się, gdy usłyszał te słowa. Nigdy, przenigdy wcześniej nie nazwała swoich dzieci bachorami.

W tym samym czasie pojawiła się Sylwia z drinkiem, jakby przeczuwała, o czym rozmawiają.

– Wiem, czego ci trzeba. Na zdrowie! – rzekła, podając mu kolejną szklankę z whisky.
– No, pij! – nalegała Laila. – Dziś się bawimy! To jest nasza noc!
– Widziałam, że poznałeś Sergia – wtrąciła Sylwia, zmieniając temat.
– Chłopaka Mikiego?
– Tak.
– Niechcący chlusnąłem mu w twarz… To znaczy kostką z drinka, która utknęła mi w gardle.

Wszyscy troje wybuchnęli śmiechem.

– Nie martw się, ten ich związek to nic stałego – powiedziała Sylwia, jakby chciała go o czymś zapewnić.
– Pfff, wali mnie to! – skwitował.

Co ona sobie wyobraża? Że niby on czuje do niego miętę?

To całe towarzystwo go przerażało. Żadnych zasad, zero poszanowania czyjejś egzystencji. Wszystko odbywało się mechanicznie, a co najgorsze – sprowadzało się do jednego, czyli do seksu. Czasami mrugnięcie okiem do upatrzonej osoby wystarczyło, by na chwilę razem zniknąć w wiadomym celu i wrócić, jak gdyby nigdy nic. W przypadku tych ludzi nie trzeba było używać słów, by nie tracąc czasu, korzystać z uroków życia. Takie zachowania były na porządku dziennym, nie istniały jakiekolwiek wartości moralne. Ale faktem było to, że oni mogli być, kim sobie zapragnęli, tworzyli własny los. Tylko czy Alexowi to odpowiadało? Chłopak poczuł się tak, jakby brał udział w programie typu Mamy Cię. Całe to towarzystwo traktowało innych jak przedmioty. To nie byli ludzie, z którymi Alex chciał spędzać większość swojego czasu. Wolał oddalać się od dramatów i osób je tworzących. Wszystko było wypisane na ich sztucznych twarzach.

Pozbawiony opieki Mikiego, zabawiającego się z Sergiem, stał się łatwym łupem dla innych. Rzucali się na niego, jakby umówili się co do kolejności. Na szczęście szybko dawali sobie spokój, widząc wyraz twarzy Alexa. Miał na niej wypisane: „Nie podchodź!

Gryzę! Wściekły pies!”.

– Co się z tobą dzieje? Najwyższy czas wyluzować. Zacznij się bawić! – upomniała go po raz kolejny Laila.

Żartobliwie użarła go w ucho. Doskonale wiedziała, że tego nie cierpi. Z uśmiechem ją odepchnął, by tym sposobem uporać się z bólem.

– Jestem zmęczony. Oni mnie przytłaczają. Może byśmy już poszli?
– Nie ma mowy – wtrąciła Sylwia. – Nigdzie nie idziecie. Jeśli idziemy, to wszyscy razem.

Alex przyłapał się na tym, że wzrokiem poszukiwał Mikiego. Za każdym razem, gdy krzyżowały się ich spojrzenia, się zawstydzał. Wtedy tamten przesyłał mu ciepły uśmiech mający zapewnić go o jego zainteresowaniu. Ten uśmiech z niewiadomego Alexowi powodu sprawiał, że ów wieczór stawał się piękniejszy.

Sergio wisiał na Mikim jak płaszcz na wieszaku, ostentacyjnie gładził go po ciele, bezczelnie spoglądając, czy Alex ich obserwuje. A on za każdym razem odwracał się w przeciwną stronę, by nie kusić losu. Doszedł do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli wbije się w towarzystwo, podda się chwili i zacznie się rzeczywiście bawić jak wszyscy inni. Stracił już rachubę, ile i co wypił.

– Co to za impreza bez tańców? – Wskoczył na ławę zastawioną szklankami i dał się ponieść muzyce. – Głośniej! Głośniej muzykę!

Laila nie byłaby sobą, gdyby do niego nie dołączyła. W uniesieniu zerwała z Alexa skąpy top. Towarzystwo zebrało się wokół stolika, klaszcząc i gwiżdżąc z zachwytu. Domagali się więcej:

Shake it, baby!, Move that sexy arse!

– I o to chodzi! – krzyczała Leila.

Gdyby ktoś normalny popatrzył na nich z boku, to pomyślałby, że tych dwoje jest na haju.

– Laila, lecę! – wrzasnął Alex.
– Dokąd? – spytała.

No i zleciał… prosto na Mikiego. Obydwaj wylądowali na podłodze. Miki szepnął mu do ucha:

– Wiedziałem, że na mnie lecisz. Nie spodziewałem się, że tak na pierwszej imprezie i w dodatku przy moim chłopaku. Tak nie wypada! – niby zażartował, ale nie do końca tak było. Nadal jednak trzymał Alexa w swoich umięśnionych ramionach.
– Sorry, ale nie jesteś w moim typie – skwitował Alex, uwalniając się z jego objęcia.

Był cały mokry, a do tego cuchnął jak rozlewnia alkoholu.

– Chodź, dam ci coś na przebranie. – Miki popchnął go w kierunku swojego pokoju. – Rozmiarowo powinniśmy być podobni – stwierdził.