Suco Góra - Cat Helen - ebook

Suco Góra ebook

Cat Helen

0,0

Opis

Helen Cat – z wykształcenia specjalistka w dziedzinie ekonomii, w zakresie finansów. Przez lata związana z korporacją farmaceutyczną, obecnie właścicielka firmy. Absolwentka Stowarzyszenia Społecznych Ognisk Artystycznych w sekcji fortepianu. Miłośniczka kotów, oddana tym sierściuchom sercem i duszą. Zadebiutowała w 2024 roku opowieściami o swoich kotach w książce „Mów mi Majkel”, w 2025 roku ukazała się jej kontynuacja „Mów mi Majkel 2”.

Powieść Helen Cat zatytułowana „Suco Góra” to literackie opracowanie historii rodziny autorki, osadzone na przestrzeni dziesięcioleci w województwie świętokrzyskim. Publikacja ta z powodzeniem łączy cechy sagi rodzinnej, powieści obyczajowej, a nawet wątku o charakterze kryminalno-sensacyjnym, tworząc wielopłaszczyznową opowieść wykraczającą poza zwykłe spisanie wspomnień. Autorka, rezygnując z prostej kroniki, nadaje utworowi rys literackiego hołdu dla przodków, w którym autentyczna topografia regionu – obejmująca Łysaków, Potok Mały, Krzcięcice czy Jędrzejów – zyskuje status przestrzeni symbolicznej, spajającej międzypokoleniowe więzi.
Kompozycja książki opiera się na przejrzystym paralelizmie czasowym, który dzieli strukturę narracyjną na dwie współgrające ze sobą ramy: historyczną („Wtedy”) oraz współczesną („Teraz”). Pierwsza część przybliża losy pradziadków, Antoniny i Władysława, ukazując ich życie na przełomie XIX i XX wieku. Oś fabularną stanowi tu historia miłości i klasowego mezaliansu szlachcianki oraz stajennego, którzy mimo barier społecznych decydują się na wspólne życie. (…) Z kolei płaszczyzna współczesna przenosi punkt ciężkości na postać Katarzyny, która szukając wewnętrznej harmonii i spokoju, decyduje się na zakup działki i budowę letniskowego domu na prowincji. (…)
„Suco Góra” to pozycja adresowana do szerokiego grona odbiorców. Z pewnością usatysfakcjonuje miłośników sag rodzinnych oraz czytelników zainteresowanych literaturą regionalną i genealogią, dla których historia Katarzyny może stać się inspiracją do poszukiwania własnych korzeni. Dzięki umiejętnemu wpleceniu wątku tajemnicy i nastrojowości książka ta oferuje idealny balans pomiędzy literacką refleksją nad przemijaniem a angażującą czytelnika fabułą. To sentymentalna, a zarazem dojrzała podróż przez czas, która udowadnia, że najtrwalszym fundamentem ludzkiej tożsamości pozostaje pamięć i przywiązanie do ojczystej ziemi.
Natasza Bednarek (z recenzji)

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 180

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



WTEDY

Rok 1890, kwiecień

ANTONINA

Spoglądam z okna mojego pokoju, jest piękny, słoneczny kwietniowy dzień. Przyroda budzi się do życia, co zwiastuje nadchodzącą dużymi krokami wiosnę. Uwielbiam tę porę roku. Te przebijające się promyki słońca pośród gałązek drzew okalanych poranną rosą, diamentami w postaci kryształowych kropel wody. Tę zieloność, która pomalutku przebija się przez glebę w górę, ku wyżynom nieba, ukazując swoje pierwsze pędy. Nie tylko mnie udziela się ten wiosenny optymizm. Obok czuje to równie mocno cały nasz dwór i folwark pełen domowej zwierzyny, ptactwa oraz największa chluba mojego ojca – stajnia pełna koni.

Codziennie słyszę dobiegające stamtąd delikatne rżenie. Ci czworonożni przyjaciele w ten sposób witają swojego stałego opiekuna, który ich dogląda i strzeże, a robi to z największą atencją i miłością. To stajenny Władysław opiekuje się naszą konną zagrodą już od kilku lat i choć nie należy do naszej rodziny, dba o nią jak o swoją własną. Podobnie jak mój rodziciel, tata Antoni, tak umiłował ten gatunek ssaka, że oprócz tych koni i drewnianej stajni, siana, słomy i gnoju1 nie widzi już nic innego.

Czesząc swoje długie blond kędziory, zerkam w jego kierunku, obserwując, jak kroczy dziarsko do stajni, jak niesie snopek słomy na ściółkę albo pcha taczkę wypchaną po brzegi końskim łajnem. Widzę jego silną i smukłą sylwetkę, mięśnie rąk, które prężą się pod wpływem podnoszonego ciężaru, pot, który wychodzi mu na czoło. Nawet ciemny kosmyk włosów widzę, wijący się z boku czoła spod tej okropnej czapy2 na głowie. Wszystko widzę, a on nie! Taki zajęty tą swoją robotą, że na nic nie zwraca w ogóle uwagi!

– A niech cię szlag jasny trafi, ty ślepy, chłopski parobku. W końcu nie za patrzenie ci ojciec mój płaci, tylko za robotę – złorzeczę głośno na Władysława.

WŁADYSŁAW

Przywiązanie do ziemi, rolnictwa, samowystarczalność gospodarcza i hodowla koni to zasadniczy rys obyczajowości, w którym obecnie przyszło mi żyć. Nawet jeśli nie posiadam jeszcze na własność swojej ziemi i majątku, jestem tylko najemnikiem i pracuję w stajni u szlachcica, wszystko, co robię, czynię z wielkim zaangażowaniem, sumiennością i oddaniem.

Podobnie jak mój pracodawca, kocham wszystko, co dotyczy koni. Zarówno sam obrządek stajenny, jak i regularne czyszczenie tych wyjątkowych zwierząt, wykonywanie toalety ciała oraz kopyt, karmienie, pojenie oraz pasanie na łąkach sprawiają mi nieopisaną radość i wywołują zadowolenie. Nie tylko sam widok wierzchowca wprawia mnie w zachwyt, ale i ciężka praca, którą wykonuję codziennie przy tych wspaniałych zwierzętach.

Konie są zwierzętami wysoce społecznymi. Relacja z koniem oparta jest w głównej mierze na budowaniu wzajemnego zaufania i szacunku, niezbędnego do stworzenia harmonijnego partnerstwa. Wymaga to zaangażowania oraz czasu, którego mnie nie brakuje. Moja praca to nie tylko zapewnienie zwierzętom naturalnego i zdrowego środowiska, bytowania w czystych warunkach i opieki, ale i wsłuchiwanie się w ich reakcje oraz potrzeby. Podchodząc do konia z łagodną i spokojną postawą, daję im poczucie bezpieczeństwa, które ma kluczowe znaczenie dla budowania naszego zaufania. W ten sposób daję mu szansę odnalezienia się w ludzkim świecie, a on jednocześnie pozwala mi się od siebie uczyć. To prawdziwe partnerstwo, które tak bardzo w życiu swym cenię, oparte na szacunku i głębokim zaufaniu. To moje jestestwo.

Wiem, że mój pracodawca Antoni wykazuje pełne zadowolenie z pełnionej przeze mnie funkcji stajennego. Nie tylko ceni moją pracę, darzy sympatią i zaufaniem, ale przede wszystkim żywi duże uznanie dla mej bezwarunkowej miłości do jego koni. Swoją postawą i bohaterskim czynem nie raz dałem tego prawdziwy dowód. I choć los bywa przewrotny, a serce nie sługa, nigdy nie chciałbym zepsuć naszej relacji i zawieść jego zaufania.

Dobre noty u samego właściciela dworu nijak nie przekładają się na relacje z innymi parobkami i resztą domowników. Często i gęsto zarzucają mi, że „jakem silny i mocny, takem głuchy i ślepy”3. Skąd u ludzi takie stwierdzenie, na Najjaśniejszego, naprawdę nie wiem. Kumpli od gorzałki mam, druhów do bitkitakże, a panny we wsi podobno na mój widok niejako jaśnieją, więc kto, u licha, wymyślił u mnie takowe inwalidztwo?

Rok 1891, kwiecień

ANTONINA

Rok już gały wypatruję, okiem strzelam, licem świecę, uśmiechem swym czaruję, nawet zachowaniem swoim gęsto prowokuję i nijak tego Władka nie mogę ustrzelić. Chyba prawdę ludzie mówią, że z daleka niedowidzi, a czy głuchy, sama nie wiem. Chociaż też by się zdawało, bo jak zadam mu jakieś pytanie, to i gadać wcale nie potrafi.

Jak to jest, że gdy z tatkiem moim prowadzą rozmowy, to i zęby szczerzyć potrafi, salwą śmiechu umie wystrzelić, po polsku płynnie też gadać potrafi? No co za czort go w swoich mackach trzyma, że ze mną tak nie potrafi?

Już ja z tatkiem swym pogadam, żeby go do pionu wnet postawił. Nie może być, żeby jego rodzona córka, szlachcianka, nie miała poważania i właściwego baczenia u zwykłego stajennego, co się tylko z końmi prowadzać potrafi.

WŁADYSŁAW

Stała się rzecz niesłychana, bo zostałem wezwany do samego dworu na pilną rozmowę z jaśnie panem Antonim. Stres niebywały, bo cała stajnia i moje ukochane konie przemknęły mi migiem przed oczami i wrota stajni przede mną zamknęły się w mej duszy na amen.

Z tą myślą i z cierpiącym grymasem na twarzy stanąłem oko w oko ze swoim pracodawcą. Kiedy czekałem na reprymendę i oddelegowanie mnie ze stanowiska stajennego, które ostatecznie nie nastąpiło, mój chlebodawca niespodziewanie, klepiąc mnie po plecach, nakazał usiąść. Ni z tego, ni z owego wyjął z kredensu flaszkę męskiego nektaru, czyli swojskiego bimbru, nalał po kielichu i zaczął nieśmiało mówić o kobiecych odczuciach.

Jako że nijak mu się ta gadka nie kleiła, a ze mnie pierwsze strachy na lachy szybko odpełzły, wprost zapytałem, w czym tak naprawdę jest problem, bo, jak widzę, na pewno nie dotyczy on koni.

Nadto klucząc wokół niewieściego tematu, nijak nie mogłem się dowiedzieć, o co Antoniemu tak naprawdę chodzi. W końcu lekko już podchmielony szlachcic wypluł z gardła prawdziwy powód niniejszego spotkania. Otóż jego najukochańsza latorośl, o tatusinym imieniu Antonina, zarzucając mi brak należytego szacunku dla córki szlachcica, zażądała ode mnie natychmiastowych wyjaśnień, „czym spowodowana jest u mnie moja niechęć i brak właściwej atencji do jej niewieściej postaci”.

Wstawiony już mocno szlachcic machnął w końcu jeno ręką, stanowczo oznajmiając, że głupotami i babskimi dylematami nie będzie się dalej zajmować, a sprawę z Antoniną mam załatwić sobie sam, najlepiej teraz, zaraz, natychmiast.

Rok 1892, 3 czerwca

ANTONINA

Dokonało się. Spełniły się moje najszczersze modlitwy i oczekiwania. Mój ukochany Władek wcale nie był obojętny na moje wdzięki. Okazało się, że tak samo był zauroczony moją osobą, jednakże przez wzgląd na wielki szacunek, jakim ponad wszystko darzył mnie, Antoninę, i moją całą szlachecką rodzinę, sprawił, że czułam się przez niego niezauważoną.

Trzeci czerwca 1892 roku to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. To dzień naszych zaślubin i początek naszego wspólnego życia. To dzień, w którym nadmiar szczęścia wypełniał nie tylko moją duszę, ale i serce mojego przyszłego męża. To dzień wzruszeń, przepełniającego mnie szczęścia i miłości, która przejdzie razem w życiu jeszcze wiele.

W pobliżu lasu, blisko naszego dworu w Łysakowie znajduje się murowana z cegły kapliczka, najstarsza na tym terenie. Zdobi ją obraz Matki Bożej Niepokalanie Poczętej.

„Najjaśniejsza Pani, Matko Boża, Tobie zawierzam nasze wspólne życie, miej nas w opiece, bądź z nami zawsze i na zawsze. Amen”.

Były to ostatnie słowa, jakie wypowiedziałam na tatusinej ziemi i w mym rodzinnym domu.

WŁADYSŁAW

Moja ukochana Antonina dopuściła się w swej rodzinie mezaliansu4. Biorąc za męża mnie, Władysława, dokonała niestosownego i nieodpowiedniego wyboru, który uważany był w ówczesnym społeczeństwie za nierówny. Wychodząc za mąż za chłopa, osobę niższego stanu, naraziła swoją przyszłość na odrzucenie i siebie na wykluczenie ze szlacheckiego rodu.

Jak jednak mówi przysłowie: serce nie sługa, i mimo tego, że takie małżeństwo stanowiło rzadki i zazwyczaj kontrowersyjny przypadek, 3 czerwca 1892 roku wraz z Antoniną w obliczu Boga, na ślubnym kobiercu, powiedzieliśmy sobie symboliczne „tak”.

Zresztą pod koniec XIX wieku (po uwłaszczeniu) bariery stanowe stawały się coraz słabsze, stąd też nasza rozmowa z przyszłym natenczas teściem przebiegała tak spokojnie.

W rezultacie moja pracowitość, sumienność, lojalność i oddanie rodzinie oraz szacunek, jaki okazywałem całej szlachcie i moim ukochanym koniom, stały się wartością nadrzędną, kiedy ofiarowano mi rękę prawdziwej szlachcianki. Ukochanej córki, która wybrała za męża tylko chłopa, właśnie mnie – stajennego Władysława.

Rok 1892, jesień

ANTONINA

Choć aura pogodowa powoli się zmienia, ze słonecznej i ciepłej na coraz bardziej pochmurną i deszczową, wiadomo, zbliża się jesień, to moje serce jest jeszcze bardziej gorące niż niejedno słońce w lecie. Przepełnia mnie wielka miłość do mojego męża i do swojej rodziny, którą zaczynamy wspólnie z Władysławem budować.

Nasze wspólne życie zaczęliśmy we wsi Potok Mały, która usytuowana jest dosyć blisko mojego rodzinnego domu w Łysakowie. Oprócz domostwa i sporej połaci ziemi, którą otrzymaliśmy od mojego ojca jako mój posag, dostaliśmy również cztery siwe konie. Dla młodego małżeństwa, które dopiero zaczyna gospodarzyć na własny rachunek, był to bardzo okazały podarunek, który nie tylko oboje docenialiśmy całym sercem, ale również zamierzaliśmy z całych naszych sił o niego dbać, szanować i jeśli tylko Bóg pozwoli, pragnęliśmy nawet podwoić jego wartość.

Jako kobieta, żona i przyszła matka z pełną pieczołowitością przygotowywałam nasze domostwo, aby było funkcjonalne, pożyteczne, ale i uszykowane z gustem. Każde naczynie, garnek, miotła czy gobelin miały swoje miejsce i przeznaczenie. To, co miało być używane w życiu codziennym, było łatwo dostępne i pod ręką, zaś to, co miało cieszyć oko i sprawiać, aby nasz dom był przytulny i ciepły, zostało wyeksponowane na ścianach czy też na półkach kredensu. Czystość i porządek to cecha każdej dobrej gospodyni naszego rodu, a jak dodać do tego pyszną i ciepłą strawę przygotowaną z sercem dla swojej rodziny, to już jest dewiza dobrej żony i matki. A ja, Antonina, pragnę taką być – idealną panią domu, przykładną żoną i w przyszłości dobrą matką. Na razie czuję, że żyję, i cieszę się każdym dniem spędzanym u boku swojego męża Władysława.

WŁADYSŁAW

Mieć ręce pełne roboty to moje nowe przesłanie w życiu. Od rana do wieczora ciężko pracuję przy ziemi, żeby jak najlepiej przygotować ją pod uprawę na wiosnę. Muszę mieć piękne i okazałe plony, bo od nich zależy nasza wspólna z Antoniną przyszłość. Zresztą hańbą by dla mnie było zaprzepaścić takie żyzne grunty orne o najwyższej jakości, jakie podarował nam mój teść Antoni, dlatego też z myślą o zbliżającej się zimie muszę wykonać szereg czynności, które zabezpieczą naszą ziemię przed zimnem. Jednym ze sposobów na poprawienie warunków w glebie jest zastosowanie plonu. Poplon ozimy5, który zamierzam jeszcze tej jesieni wysiać, będzie chronić podłoże przed erozją, wypłukiwaniem i wyjałowieniem gleby. Ponadto po wiosennym przeoraniu ziemi poplon ozimy skutecznie zasili ją w materię organiczną, która następnie zwiększy pośrednio jej pojemność wodną i żyzność.

Do tego wszystkiego za moją wieloletnią pracę i oddanie dla zwierząt teścia otrzymałem od niego cztery siwe konie. Nic piękniejszego w życiu nie mogło mnie spotkać jak ofiarowanie mi tego, co kocham najbardziej. Oczywiście z wykluczeniem mojej świeżo zaślubionej żony Antoniny, z którą żaden koń czy klacz równać się jednak nie mogą. Żonę kocham ponad wszystko, natomiast konie to moja druga miłość, która w tym ziemskim życiu jest dla mnie również ważna.

Dzięki koniom właśnie mogę pracować dniem i nocą, nie bacząc wcale na swoje zmęczenie i siły. Mając na stanie czwórkę tych zwierząt, mogę eksploatować siebie tyle, ile tylko mam pary w płucach i mięśni w muskułach, zmieniając tylko pracujące ze mną wierzchowce, których za nic nie mogę nadwyrężyć. Zbyt drogi był to dar, żebym pazernością i brakiem szacunku dla tak drogiego i pomocnego w uprawie ziemi zwierzęcia wniwecz zaprzepaścił. To właśnie one – konie – dają mi siłę i napędzają mnie do ciężkiej pracy, bym mógł utrzymać to, co kocham i szanuję najbardziej.

Rok 1893

ANTONINA

Nowy rok 1893 zapisał się w naszym życiu jako ten szczególny i wyjątkowy. Oprócz obfitych plonów, które tego roku zebraliśmy z pól uprawnych, w naszym gospodarstwie domowym pojawił się nowy członek rodziny.

Powiłam zdrowego i pięknego syna, któremu wraz z Władkiem nadaliśmy imię Bolesław. Imię to oznacza mężczyznę posiadającego wiele sławy, od słów: „bolej” – dużo, „sław” – sława, który chętnie służy innym pomocą i dobrym słowem, gdyż jest wyczulony na krzywdę ludzką. Ponadto imię to kojarzy się z Bolesławem Chrobrym, który zapisał się na kartach naszej historii jako pierwszy król Polski. Za swojego panowania powiększył państwo polskie. Dlatego też naszemu pierworodnemu zdecydowaliśmy się nadać królewskie imię, wierząc, że i mu przyniesie sławę, chwałę i siłę w kontynuowaniu rozbudowy naszego gospodarstwa oraz majątku.

Czego można chcieć więcej od życia, tylko zdrowia i siły dla naszej całej trójki, bo to, co miłuję, już mam – męża, syna, rodzinę.

WŁADYSŁAW

Ziściło się moje najskrytsze marzenie. Moja ukochana Antosia wydała na świat mojego pierworodnego, który w razie mojej niemocy czy śmierci przejmie odpowiedzialność za zarządzanie dziedzictwem naszej rodziny.

Na razie jednak muszę jeszcze więcej włożyć w swoją pracę trudu i znoju, by zapewnić swojemu potomkowi najlepsze warunki do jego rozwoju i wychowania. Na ten niemowlęcy czas z pełnym zaufaniem powierzam opiekę nad nim mojej żonie, która z wielkim oddaniem i matczyną miłością na swojej własnej piersi odchowa naszego syna.

Przyjdą odpowiedni czas i pora, to wtedy trudy wychowania mojego syna przejmę ja. Jak Bóg pozwoli, przekażę mu wszystkie te wartości, które i mnie jako dziecku przekazano. Bóg, honor i ojczyzna – to podstawa, jednakże szacunek do drugiego człowieka, a przede wszystkim do swoich najbliższych, to cechy najważniejsze. Będę mojemu synowi je wpajał od szczenięcych lat, by wyrósł na pełnowartościowego i szlachetnego człowieka.

Rok 1896

ANTONINA

Trzy lata później wydałam na świat naszego drugiego syna. Liczyłam na to, że nasz Julian, bo takie imię mu nadałam, okaże się dziewczynką. Cóż zrobić, z Panem Bogiem się nie dyskutuje, może będzie mi jeszcze dane urodzić córkę. Oczywiście matczyna miłość nie zna granic, toteż przyjęłam naszego drugiego syna również po królewsku, a na pewno po szlachecku.

Radości w naszym domu było co niemiara, bo każde przyjście na świat nowego potomka daje rodzicom nadzieję i szansę na podtrzymanie rodu i nazwiska, tym bardziej jeśli potomkowie są płci męskiej. Zatem Władek może być ze mnie naprawdę dumny, bo co dwaj synowie, to nie jeden.

1 Gnój – obornik, naturalny nawóz rolniczy.

2 Czapa – nakrycie głowy, potocznie duża czapka.

3 „Jakem silny i mocny, takem głuchy i ślepy” – dawne gwarowe określenie; osoba, do której się to odnosi, mimo bardzo dobrej kondycji fizycznej jest ślepa i głucha na argumenty.

4 Mezalians – małżeństwo zawarte z osobą pochodzącą z niższej klasy społecznej, różniącą się majątkiem, wykształceniem lub statusem, co w dawnych czasach uważano za niestosowne i nieodpowiednie.

5 Poplon ozimy – rośliny wysiewane późnym latem lub wczesną jesienią, które zimują na polu i wznawiają wegetację wiosną, służąc jako zielony nawóz oraz ochrona gleby.