Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
18 osób interesuje się tą książką
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 239
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: The Hunted Heir
Copyright © 2024 by Holly Renee
Copyright © for the Polish translation by Klaudia Wyrwińska, 2026
Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Redaktorka inicjująca: Paulina Surniak
Redaktorki prowadzące: Zuzanna Sołtysiak, Joanna Zalewska
Marketing i promocja: Aleksandra Wróblewska
Redakcja: Patryk Białczak
Korekta: Magdalena Białek, Sandra Popławska
Oryginalny projekt okładki: © Viki Lester | Forensics and Flowers
Adaptacja okładki i strony tytułowe: Magda Bloch
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68800-23-4
CZWARTA STRONA
Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.
ul. Fredry 8, 61-701 Poznań
tel.: 61 853-99-10
www.czwartastrona.pl
Dla moich dzieci, Nolana oraz Millie –
Kocham Was najbardziej na świecie.
Pięść ojca trafiła mnie w szczękę z chrupnięciem, a ja od razu poczułem krew zalewającą usta. Znajomy już ból rozprzestrzeniał się niczym pożar, przez który z trudem koncentrowałem się na czymkolwiek innym. Zamknąłem oczy, starając się odciąć od brzmienia jego wściekłego głosu i pieczenia łez w oczach. Ale bez względu na to, ile razy się to działo, nigdy nie stawało się łatwiejsze do zniesienia.
Czułem bijący od niego wściekły gorąc, jego oddech owiewał moją skórę. Przygotowałem się na następny cios, ale ten nie padł.
Głos ojca huknął niczym piorun, pełen złości i rozczarowania.
– Jesteś cholerną skazą tej rebelii – warknął, patrząc mi prosto w oczy. Głos mu ociekał pogardą. – Urodziłeś się, by zostać przywódcą, a ty niczym tchórz padłeś przed nią na kolana i pozwoliłeś jej się wymknąć.
Jego rozczarowanie ciążyło mi na ramionach, miażdżyło poczuciem winy. Stałem w bezruchu, bo nie miałem jak się bronić.
– Weź się w garść i tam wyjdź. – Wskazał szybko przez ramię, a ja przeciągnąłem ręką po ustach, by zetrzeć krew z pękniętej wargi. – Nie waż się pokazać im swojej słabości. Rebelia widzi w tobie naszą przyszłość, Dacre.
Jego słowa były niczym kolejny cios, który wyrwał mnie z zamroczenia. Wyprostowałem plecy i wziąłem głęboki wdech, przygotowując się na to, co miało nadejść.
Opuściłem kwatery wojowników i oddaliłem się od ojca, którego przeszywające spojrzenie odprowadzało mnie aż do drzwi. Gdy wyszedłem na zewnątrz, gdzie zebrali się rebelianci, w powietrzu czuć było napięcie.
Wszyscy byli świadomi, że ojciec miał im coś ważnego do oznajmienia, ale ja bałem się chwili, w której poznają prawdę. Z każdym krokiem czułem w nogach ciężar nieuchronności. Gdy zbliżyłem się do zebranych, widziałem ich twarze pełne wyczekiwania i obaw.
Rozejrzałem się po tłumie, zauważając znajome twarze, i starałem się unikać zaciekawionych spojrzeń. W końcu dostrzegłem stojących z przodu Kaia i Wren. Oboje się we mnie wpatrywali.
Zmrużone oczy Wren emanowały rozczarowaniem, bo wiedziała już o mojej zdradzie. Ale to nie jej spojrzenie sprawiało, że czułem się niekomfortowo, lecz pulsujący ból w szczęce i zaschnięta krew na wardze, której uważnie się przyglądała.
Kiedy do niej podszedłem, podniosła rękę, jakby chciała mnie dotknąć. Wzdrygnąłem się i odepchnąłem jej dłoń, po czym odwróciłem się i wbiłem spojrzenie przed siebie. Powietrze wokół nas zgęstniało, a serce łomotało mi w piersi, bo nie wiedziałem, co nasz ojciec zrobi.
– To jego sprawka? – syknęła przez zaciśnięte zęby. Głos drżał jej od emocji.
– Przecież to nic takiego.
Kai stanął obok mnie i tak jak zawsze był spokojny i opanowany, tak teraz gotował się z wściekłości. Gdy zerknął na moją szczękę, pięści zacisnął do tego stopnia, że kostki aż mu pobielały.
Wiedział już o Verenie i o tym, co się wydarzyło. Znał jej prawdziwą tożsamość i choć wiedziałem, że poczucie zdrady po tym, jak nas oszukała, wciąż było w nim żywe, to nie przez to się tak wściekał. Cała ta złość była skierowana w stronę mężczyzny, który przewodził naszej rebelii i oczekiwał ślepej lojalności.
Mnie nie było stać na takie poddaństwo, gdy w ustach wciąż czułem posmak krwi.
To nie pierwszy raz, gdy Kai był świadkiem przemocy, jaką ojciec stosował wobec mnie, i z pewnością nie ostatni. Choć minęły lata, odkąd wydarzyło się to po raz pierwszy, patrzenie na to nie stało się dla niego łatwiejsze.
Już jako dzieciaki byliśmy w stosunku do siebie opiekuńczy, ale teraz, gdy walczyliśmy ramię w ramię w imię rebelii i dla wspólnej sprawy, ta potrzeba chronienia stała się jeszcze silniejsza.
Dookoła rozległy się szepty, bo ojciec właśnie wyszedł z kwater dla wojowników z depczącym mu po piętach Reedem. Widziałem ogień w oczach Wren i napięcie jej ciała, gdy z trudem nad sobą panowała.
Ojciec stanął wyprostowany, przybierając postawę, która wymagała skupienia na nim uwagi, i to wystarczyło, by zapanowała cisza. Zacisnąłem zęby i zmusiłem się, by pozostać w bezruchu mimo przeszywającego szczękę bólu.
Zgorzkniały głos ojca poniósł się po jaskini, na jego twarzy malował się dobrze mi znany gniew.
– Dziedziczka Królestwa Marmoris ucieka.
Dookoła rozległy się westchnienia i pomruki. Serce mi pędziło, bo nie byłem się w stanie skupić na niczym poza jego słowami i ich ciężarem wiszącym w powietrzu. Nie nazwał jej po imieniu, powiedział „dziedziczka”.
Bo dla niego tylko tym była.
– I przez jakiś czas ukrywała się pośród nas.
Wśród rebeliantów zapanował chaos, odzywały się kolejne skołowane i zszokowane osoby, ale ja nie odrywałem spojrzenia od ojca.
Ten powiódł wzrokiem po naszej grupie, choć mnie przyglądał się najdłużej.
– Przez wiele tygodni Nyra trenowała z naszymi wojownikami – kontynuował ojciec głosem pełnym obrzydzenia. – Nie wiemy, czy została wysłana przez króla, czy działała na własną rękę.
W reakcji na imię Nyry zapadła cisza.
Ojciec przeniósł wzrok na mnie i patrzył tak, jakby czegoś się doszukiwał.
– Chcę, żebyście wszyscy ruszyli na poszukiwania – rozkazał. – Sprowadźcie ją do mnie.
Czułem na sobie spojrzenia innych, ich przytłaczający ciężar naznaczający skórę niczym żelazne piętno. Czułem rozczarowanie i wzrok pełen oskarżeń.
– Od odnalezienia jej zależy przyszłość naszej rebelii! – Ojciec huknął donośnie.
Wstrzymałem oddech, bo nie miałem zielonego pojęcia, co powie za chwilę. Powietrze trzeszczało od napięcia, gdy staliśmy niczym żołnierze, za jakich nas postrzegał, i czekaliśmy na kolejne pełne nienawiści słowa.
– Król zrobi wszystko, co w jego mocy – kontynuował – i wykorzysta wszystkie dostępne mu środki, by ją odnaleźć. Nigdy nie powinniśmy byli dopuścić do tego, że się nam wymknęła. – Spojrzał na mnie, ciskając wzrokiem gromy.
Nie przerwałem kontaktu wzrokowego, poczucie winy zżerało mnie od środka. Ale to ciężar prawdy przygniótł mnie tak, że mało nie zacząłem się dusić. Ojciec nie potrzebował usłyszeć mojej prawdy. To ja pozwoliłem jej uciec. Zerżnąłem ją, jakby nic dla mnie nie znaczyła, i pozwoliłem jej zwiać.
On wiedział tylko, że dopuściłem do tego, by zbiegła. Zdawał sobie jednak sprawę, że nie byłaby w stanie tego zrobić, gdybym na to nie pozwolił. A przecież tak właśnie było.
I tylko takiej prawdy potrzebował.
Ale nie żałowałem.
Poczucie żalu wypełniało moje żyły niczym trucizna, ale nie dlatego, że pozwoliłem jej odejść. Nie byłbym w stanie się zmusić, by tego żałować.
– Księżniczka ma zostać odnaleziona i sprowadzona do mnie. Mam gdzieś, czy życie ujdzie z jej ciała, czy będzie ledwo oddychać. Nie możemy jej pozwolić na powrót do pałacu.
Wren warknęła. W jej oczach błysnął gniew, gdy patrzyła na naszego ojca, ale on nawet nie zaszczycił jej spojrzeniem. Verena była pierwszą osobą, przed którą moja siostra się otworzyła od czasu śmierci naszej mamy, a teraz uciekła.
Czułem, jak poczucie lojalności Wren wobec naszego ojca słabnie z każdym słowem wypowiedzianym przeciwko księżniczce. Nie miało znaczenia, że i ją Verena oszukała. Wciąż była jej przyjaciółką.
Spodziewałem się takiej reakcji po naszym żądnym władzy ojcu, ale nie mogłem dopuścić do siebie myśli o tym, że któryś z nich tknąłby ją choć palcem, bo gdyby ją, kurwa, skrzywdzili… Przechyliłem głowę na boki, aż strzyknęło mi w karku, i spróbowałem się uspokoić.
Jest pierdoloną zdrajczynią. Wiedziałem, że to prawda. Była małą zdrajczynią i okłamywała mnie raz za razem. Oszukała nas wszystkich i byłem z tego powodu niesamowicie wściekły, chociaż wiedziałem, że nie mogę jej za to winić.
Nie miałem pewności, czy choć jedno słowo, które padło z jej ust, było prawdą, czy cokolwiek z tego, co poczułem…
Kurwa.
Nie mogłem o tym myśleć. Nie teraz.
Nie w chwili, gdy ojciec już patrzył na mnie, jakbym zdradził go tak, jak jeszcze nikt nigdy nie zdradził.
I choć próbowałem wyrzucić z umysłu jej kłamstwa i ciche jęki, nie byłem w stanie całkowicie pozbyć się jej z głowy. Nie byłem w stanie przestać myśleć o tym, jak na mnie spojrzała, gdy po raz pierwszy wypowiedziałem jej imię. O wyrazie zdrady w jej oczach, gdy się we mnie wpatrywała, zanim wybiegła z mojego pokoju.
Blizny na jej plecach były ostatnim, co widziałem, zanim ode mnie uciekła.
Jej ojciec. Tak mi powiedziała. To ojciec zostawił blizny na jej ciele, a ja jej uwierzyłem. Nadal tak było, choć to jedynie półprawda.
Powiedziała, że zrobił to jej ojciec, ale nie wspomniała, że tym ojcem był król.
Na samą myśl o nim czułem pierwotny gniew, który wypełniał moje żyły. Mój umysł nawiedzały obrazy odwetu i krwawej zemsty, które całkowicie przesłaniały wszelką nienawiść, jaką do tej pory go darzyłem.
Chciałem, by błagał o litość i z trudem oddychał w moim uścisku, kiedy będę trzymał go za gardło. Chciałem czuć jego strach pod opuszkami palców, podczas gdy życie powoli gasłoby w jego oczach.
Nigdy wcześniej tak bardzo nie pragnąłem splamić sobie rąk czyjąś krwią. W jego przypadku była to pierwotna potrzeba. Bo nigdy wcześniej nie pragnąłem chronić kogoś tak bardzo jak jej. A przez to czułem się rozdarty i niepewny. Była ostatnią osobą, która zasługiwała na to, bym ją chronił.
W mojej głowie pojawiła się pewna myśl, która wywołała ukłucie w piersi, ale zacisnąłem zęby i ją od siebie odepchnąłem.
– Rozdzielimy się i przeszukamy każdy skrawek królestwa. Zajrzymy pod każdy kamień i nie ustąpimy, póki jej nie odnajdziemy. Jeśli napotkacie na swojej drodze kogoś, kto dał jej schronienie, zabijcie go. I ją do mnie sprowadźcie!
Wielu potaknęło na instrukcje mojego ojca, ale nie ja. Zamierzałem ją znaleźć, ale nie dla dobra ojca czy tej rebelii.
Reed mówił coś cicho do mojego ojca, odciągając jego uwagę od tłumu, który zaczął mamrotać i rozmawiać między sobą.
W uszach słyszałem echo uderzeń mojego serca. Wbiłem paznokcie we wnętrze dłoni. Z każdą myślą o niej lojalność, którą miałem wtłoczoną w swoje istnienie, wymykała mi się z uścisku. Byłem synem lidera rebelii, ale ona wywróciła do góry nogami wszystko, co wiedziałem.
W mojej głowie panował istny chaos. Złość, poczucie winy i zdrady. Moja mama poświęciła dla tej sprawy i rebelii wszystko. Z kolei ja od małego byłem kształtowany i przygotowywany na to, kim się stanę, gdy już wygramy, a jednak jedyne, co odbijało się teraz echem w mojej głowie, to: Dlaczego z nią nie poszedłem?
Wir splątanych i sprzecznych myśli toczył zażarty bój w mojej głowie, wywołując ból.
Ale co do jednego miałem pewność: nie zamierzałem pozwolić, by ojciec ją odnalazł.
Spojrzałem na siostrę, która stała ze skrzyżowanymi na piersi rękami i na mnie patrzyła. Intensywność jej spojrzenia sprawiła, że przestąpiłem z nogi na nogę, tak jakbym balansował na linie, która w każdej chwili mogła pęknąć.
– Odnajdę ją. – Głos miałem napięty, ale pełen determinacji. Biła z niego większa siła, niż chciałem sobie na to pozwolić.
Moja siostra zmrużyła wściekle oczy, a ja czułem bijącą od niej złość, tak jakbym mógł wyciągnąć rękę i jej dotknąć.
– Nie chcę, żebyś ją znalazł. – Podeszła bliżej, a ja poczułem, jak stojący obok mnie Kai się przesunął. – Nie chcę, żeby któryś z was znalazł się w jej pobliżu.
– Nie wrzucaj mnie z nim do jednego wora.
– Dlaczego nie? – Uniosła brew i się odchyliła, patrząc na mnie z góry na dół. – Wygląda na to, że bardzo wziąłeś sobie do serca swoje treningi z nim. Naprawdę zaczynasz go przypominać – powiedziała głosem ociekającym jadem.
Trafiła w czuły punkt.
Oboje wiedzieliśmy, że nie miałem pojęcia, kim chciałem być w tym świecie, ale z pewnością nie chciałem w najmniejszym stopniu przypominać naszego ojca.
Kątem oka dostrzegłem, że ten spojrzał w naszą stronę, ale starałem się go ignorować.
– Nie jestem taki jak on.
– W takim razie ją znajdź. – Pokonała dystans między nami i dźgnęła mnie palcem w pierś. – Odnajdź ją i nie waż się z nią tu wracać, Dacre.
Wpatrywałem się w swoją siostrę i już miałem otworzyć usta, żeby odpowiedzieć, ale przerwał mi nasz ojciec.
– Dacre, ty idziesz ze mną. – Z jego głosu biła władczość, do której przez lata przywykłem.
– Razem z Kaiem i Wren właśnie omawialiśmy plan poszukiwań – skłamałem, ale wiedziałem, że żadne z nich nie zaprzeczy.
Wren mogła być na mnie wściekła, ale nigdy by się ode mnie nie odwróciła.
– Nie zgadzam się. Ty idziesz ze mną. Kai i Wren zostaną w mieście aż do naszego powrotu.
Wren wyprostowała ramiona, przygotowując się na kolejną awanturę, ale gdy nasze spojrzenia się spotkały, pokręciłem nieznacznie głową.
To nie była bitwa, którą chcieliśmy zaczynać, zwłaszcza że czekała nas wojna.
– Jaki jest plan? – zapytałem, starając się brzmieć tak, jakbym wcale nie był gotów obrócić całego tego królestwa w popiół, byle jej nie dopadł.
Ojciec zmrużył oczy.
– Ruszymy na północ. Księżniczka prawdopodobnie zmierza do pałacu. Musimy być gotowi na to, by ją powstrzymać.
– Ona nie pójdzie do pałacu – odezwałem się bez namysłu, ale nawet jeśli miałem ruszyć na poszukiwania z ojcem, nie mogłem marnować czasu na kierowanie się na północ, skoro Verena uciekała tak daleko od królestwa, jak to było możliwe.
– Powiedziała ci to, zanim pozwoliłeś jej uciec? – syknął, nozdrza mu się rozszerzyły.
Zacisnąłem pięści, usiłując w ten sposób ukryć frustrację.
– Nie, ale po prostu dobrze ją znam – odparłem, patrząc mu prosto w oczy. – Nie jest głupia. Wie, że to w pałacu będziemy jej szukać.
Kolejne kłamstwo dla dobra małej zdrajczyni.
Nie powinienem dla niej kłamać. Nie powinno mnie obchodzić, gdzie jest, ale mnie, kurwa, obchodziło.
Ojciec miał hardy wyraz twarzy.
– Nie wytrzyma sama długo. Znajdziemy ją. Nie przestaniemy, póki nie zostanie schwytana i sprowadzona do podziemnego miasta.
– Oczywiście, że znajdziemy.
Po raz pierwszy od dawna zgadzałem się z ojcem. Zamierzałem ją odnaleźć, ale na pewno nie po to, by ją tu sprowadzić.
Nogi paliły mnie na znak protestu, gdy robiłam kolejny krok w górę stromego wzgórza. Pot ciekł mi po twarzy i sprawiał, że czułam pieczenie w oczach. Ale to nie mogło się równać z przeszywającym głodem, który wykręcał mi żołądek do tego stopnia, że chwilami z trudem oddychałam.
Wiedziałam, że długo tak nie pociągnę i że muszę znaleźć schronienie oraz coś do zjedzenia, zanim wyczerpanie i głód przejmą kontrolę. Przez trzy dni szłam przed siebie bez chwili odpoczynku, bez wody i jedzenia, a moje ciało bardzo mocno protestowało.
Mimo to brnęłam dalej, stawiałam ostrożnie kolejne kroki i rozglądałam się dookoła w poszukiwaniu jakichkolwiek oznak cywilizacji. Wpatrywałam się w dal, gdzie w powietrzu unosił się dym. A to oznaczało jedną rzecz: niedaleko znajdowała się wioska.
Przyspieszyłam, serce łomotało mi z nadzieją, gdy zaczęłam schodzić ze wzniesienia, a dym stawał się coraz gęściejszy i bardziej widoczny.
Postój będzie ryzykowny, ale jeszcze większym zagrożeniem byłoby niezatrzymanie się, by coś zjeść.
Wcześniej próbowałam użyć łuku i strzał, by upolować królika, ale nie wiem, czy to wahanie przed odebraniem życia, czy też brak wprawy doprowadził do tego, że mi się nie udało.
A może chodziło o to, że przy każdej próbie moje myśli wracały do tego, jak Dacre mnie dotykał, gdy uczył mnie kiedyś strzelać.
Tak czy inaczej, nie upolowałam królika, a głód doskwierał coraz bardziej.
Wciąż miałam na sobie skóry, które nosiłam w podziemnym mieście, te, w których opuściłam pokój Dacre’a. Każdy się zorientuje, że nie jestem zwyczajną podróżującą dziewczyną. Wyglądałam jak rebeliantka, jak jedna z tych, którzy na pewno mnie teraz szukają.
On na pewno mnie szukał.
Mój ojciec był wrogiem rebelii, a teraz i ja się nim stałam.
Wioska leżała w małej dolinie, składało się na nią kilka domków i innych budynków otoczonych gęstym lasem. Dym wylatywał z kominów, a do moich uszu zaczęły dolatywać ciche głosy.
Gdy dotarłam do wejścia do wioski, zatrzymałam się, a serce łomotało mi jak szalone. Po chwili ruszyłam ze spuszczoną głową, starając się nie wyróżniać wśród mieszkańców, którzy zajmowali się swoim codziennym życiem. Kobieta klęczała nad grządką warzyw, ręce i fartuch miała ubrudzone. Gdy ją mijałam, zerknęła na mnie, a nasze spojrzenia na chwilę się spotkały, ale szybko odwróciłam wzrok.
Nie chciałam kłopotów; potrzebowałam tylko jedzenia i chwili odpoczynku, by obmyślić następny ruch.
Moje kroki odbijały się echem w wąskich, krętych uliczkach, a każdy przypominał mi o coraz silniejszym głodzie i bólu żołądka. Podążałam za kłębami dymu unoszącego się nad pobliskim domkiem, nogi niosły mnie w stronę jego źródła. Gdy dotarłam do uroczej tawerny, dostrzegłam uchylone drewniane drzwi, które zapraszały do środka obietnicą jedzenia i wytchnienia.
Przekroczyłam próg i natychmiast poczułam ciepły, intensywny zapach piwa i potu. Dookoła rozbrzmiewały ciche głosy, a ja rozglądałam się po kilku stolikach rozstawionych we wnętrzu skąpanym w półmroku.
Za barem stał krzepki mężczyzna, jego niesforna broda sięgała aż do piersi. Wycierał blat. Zerknął na mnie z zaciekawieniem, po czym skupił się na swoim kliencie, który siedział na stołku, łokciami wsparty o bar, jakby ten był jedynym, co pozwalało mu siedzieć prosto.
Wzięłam głęboki oddech, żeby ukoić nerwy, i podeszłam niepewnie do lady, starając się ukryć drżące ręce i swoją słabnącą determinację.
Serce łomotało mi jak szalone, gdy odsuwałam stołek i na nim siadałam. Sięgnęłam do kieszeni i poczułam ciężar ostatniej monety, jaka mi została. Dzisiaj miałam ją wydać.
– Co mogę podać? – usłyszałam.
Brodaty mężczyzna przesunął się za barem tak, że stanął naprzeciwko mnie, i wsparł się spracowanymi rękami o jego powierzchnię. Odchrząknął, skupiając na sobie moją uwagę. Popatrzyłam na jego twarz. Głębokie zmarszczki wokół jego oczu, które świadczyły o tym, że dużo się śmiał, stanowiły ogromny kontrast do zarostu na twarzy.
– Co mogę podać? – powtórzył, ale tym razem odezwał się łagodniej.
Przełknęłam nerwowo ślinę, starając się zebrać myśli. Potrzebowałam coś zjeść.
– Ma pan coś do jedzenia? – zapytałam ledwie słyszalnym szeptem.
Mężczyzna zmarszczył nieznacznie brwi i nie umknęło mi to, jak mi się przyjrzał, by tym jednym spojrzeniem ocenić, kim jestem.
– Niewiele, ale mogę zaoferować gulasz i wczorajszy chleb.
Przepełniona ulgą, wyjęłam monetę z kieszeni i położyłam ją na blacie.
– Czy to wystarczy?
Złapał mnie mocno za nadgarstek, przez co aż drgnęłam z zaskoczenia. Czułam, jak przyciska palce do znaku rebelii, który jak głupia wytatuowałam sobie na nadgarstku.
