Porządni ludzie - Kinga Wyrzykowska - ebook + audiobook + książka

Porządni ludzie audiobook

Wyrzykowska Kinga

4,2

Opis

O książce

Wszystkie szaleństwa naszych czasów w powieści francuskiej pisarki urodzonej w Polsce

Doskonałe laboratorium ludzkich zachowań

SYLWIA CHUTNIK

Błyskotliwa i komiczna powieść, która odsłania wszystkie szaleństwa naszych czasów.

LIRE MAGAZINE LITTÉRAIRE

Zamożna francuska rodzina Simart-Duteilów trafia na pierwsze strony gazet, gdy jej członkowie barykadują się w swojej normandzkiej posiadłości. Czytelnik śledzi wydarzenia w 2015 roku, poprzedzającym tę dobrowolną izolację. Na początku wszystko wydaje się idealne: zadbane dzieci, eleganccy rodzice, piękny dom, klinika chirurgii plastycznej i karty członkowskie prestiżowych klubów. Wiecznie młoda wdowa Isabella oraz jej dzieci – Samuel, Paul, Clothilde – wiodą wygodne, luksusowe życie. Aż do chwili, kiedy niespodziewanie do ich drzwi puka Obcy. Kim jest i dlaczego wywołuje taką panikę?

Tę powieść czyta się w napięciu, jakby oglądało się dynamiczny spektakl teatralny albo bardzo dobry film. Aż do zupełnie nieprzewidywalnego finału.

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 1 min

Lektor: Jan Marczewski

Oceny
4,2 (12 ocen)
6
4
1
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
pdefiance

Dobrze spędzony czas

fascynująca książka, która od początku wzbudza pewne napięcie, czuć, jak wszystko buzuje pod tym kloszem perfekcyjnej rodziny żyjącej perfekcyjnym życiem. coś tu zaraz wybuchnie, uleje się, rozwali, padną szczere słowa, których nie da się cofnąć, a członkowie rodziny pokażą prawdziwą twarz. gdy tak się dzieje, jest naprawdę obrzydliwie i niezręcznie, nie tylko dla osób, które stawiają się po bardziej lewicowej stronie politycznej mapy świata.
00
Petronela52

Nie polecam

Beznadziejna o niczym.
00
dzienisowa

Nie oderwiesz się od lektury

świetna książka o współczesnych ludziach, o fobiach o zagrożeniach. Jesteśmy łatwym celem aby nas zmanipulowac, oglupic , zapędzić w kozi róg. Za bardzo ufamy mediom, nie konfrontujemy się z rzeczywistością . Tłuste koty nad przepaścia . książka świetnie napisana. Polecam
00

Popularność




Ty­tuł ory­gi­na­łu fran­cu­skie­go Pat­te blan­che

Co­py­ri­ght © Édi­tions du Seu­il, 2022

Co­py­ri­ght © No­we­la, Po­znań 2024

Co­py­ri­ght © for the trans­la­tion by Do­ro­ta Ma­li­na

Re­dak­cja Emi­lia Zwo­niar­ska

Opra­co­wa­nie gra­ficz­ne i skład JNK Gra­ftekst Ju­sty­na No­wa­czyk

Cet ouvra­ge a bénéfi­cié du so­utien du Pro­gram­me d’aide à la pu­bli­ca­tion de l’In­sti­tut fra­nça­is.

Ksi­ążkę wy­da­no dzi­ęki do­fi­nan­so­wa­niu In­sty­tu­tu Fran­cu­skie­go w ra­mach

pro­gra­mów wspar­cia wy­daw­ni­cze­go.

ISBN 978-83-67936-23-1

Wy­daw­nic­two Nowe

No­we­la sp. z o.o.

ul. Żmi­grodz­ka 41/49, 60-171 Po­znań

www.wy­daw­nic­two­no­we.pl

re­dak­cja@wy­daw­nic­two­no­we.pl

Dział han­dlo­wy (+48 61) 847 40 40

za­mo­wie­nia@no­we­la.pl

Pyta pan, czy do­brze się czu­ję we Fran­cji.

Ow­szem. Ja­kże­by nie!

Wi­told Gom­bro­wicz Te­sta­ment

Nie­po­wo­dze­nia, któ­re obcy nie­uchron­nie

na­po­ty­ka – jako do­dat­ko­wa gęba do wy­kar­mie­nia,

nie­mo­ta i nie­okrze­sa­niec – ra­nią go gwa­łtow­nie,

ale w prze­bły­skach. Nie­zau­wa­żal­nie go przy tym

wy­bie­la­ją, spra­wia­jąc, że sta­je się gład­ki

i twar­dy jak ka­myk, wiecz­nie go­to­wy by to­czyć się

da­lej, za­wsze gdzie in­dziej.

Ju­lia Kri­ste­va Étran­gers à nous-mê­mes

0.

Za­bi­jasz czas. Masz dziu­rę w gra­fi­ku.

Ze spusz­czo­ną gło­wą, z pal­cem na ekra­nie te­le­fo­nu i lek­ko zmru­żo­ny­mi ocza­mi spraw­dzasz ma­ile i po­go­dę, prze­glądasz wy­syp wia­do­mo­ści w ak­tyw­nych cza­tach, rzu­casz okiem na no­to­wa­nia gie­łdo­we, choć nic ni­g­dzie nie in­we­sto­wa­łaś, otwie­rasz „Le Mon­de”, Ama­zo­na, in­ter­ne­to­we­go po­ke­ra i In­sta­gram. Czas mija, nuda nie: da­jesz się sku­sić na­głów­ko­wi o sen­sa­cyj­nym zwro­cie w afe­rze Du­pont de Li­gon­nèsa, ale oka­zu­je się, że nic z tego. Roz­cza­ro­wa­na wy­ska­ku­jesz przez pierw­sze po­ja­wia­jące się okno, a tam no­wi­na: Brit­ney Spe­ars prze­far­bo­wa­ła się na nie­bie­sko.

Skro­lu­jesz cu­dze ży­cia, bez emo­cji, w otępie­niu. Jed­nym ru­chem pal­ca zmia­tasz sto­sy nie­istot­nych new­sów.

Tyle tre­ści, a nie ma w co się wgry­źć. Nic so­czy­ste­go.

Po­win­naś prze­rwać, scho­wać ko­mór­kę, po­czy­tać do­brą ksi­ążkę, po­ga­dać z sąsia­dem, ode­rwać nos od smart­fo­na. Nie je­steś w sta­nie. Roz­cza­ro­wa­nie na­si­la głód. Sur­fo­wa­nie po­tęgu­je nie­na­sy­ce­nie.

Na­gle, kie­dy już masz się pod­dać, rów­no­cze­śnie na­pcha­na i pu­sta, coś za­czy­na w to­bie wi­bro­wać. Eks­cy­ta­cja na­ra­sta, a wraz z nią oży­wie­nie. Nie spo­dzie­wa­łaś się tego po po­śled­nim ar­ty­ku­le w pra­sie re­gio­nal­nej, któ­ry nosi nie­zbyt sek­sow­ny ty­tuł: Za­ba­ry­ka­do­wa­ni w Nor­man­dii. To hi­sto­ria do­brej bu­rżu­azyj­nej ro­dzi­ny, z Pa­ry­ża i bli­skich przed­mie­ść (bez do­dat­ko­wych szcze­gó­łów), któ­ra od wie­lu mie­si­ęcy nie opusz­cza swo­jej let­niej re­zy­den­cji w Yervil­le. Dzien­ni­karz przy oka­zji pro­mu­je re­gion, wy­chwa­la tam­tej­sze lasy i pa­stwi­ska, wio­skę rzut be­re­tem od dwor­ca w Yve­tot, pi­ęk­ny wi­dok na oko­li­cę, bli­sko­ść mo­rza – wa­lo­ry, któ­re po­win­ny roz­kręcić lo­kal­ny ry­nek nie­ru­cho­mo­ści. Zdjęcie pod ar­ty­ku­łem osła­bia jego en­tu­zja­stycz­ny prze­kaz: wil­la, wiel­ka i po­nu­ra, z za­mkni­ęty­mi okien­ni­ca­mi, a pod nią tra­gi­ko­micz­ny pod­pis: „Wiej­skie wi­ęzie­nie ro­dzi­ny Si­mart-Du­te­il”. Czy­tasz, że jest ich dzie­si­ęcio­ro, roz­pi­ęto­ść wie­ko­wa od bab­ci po wnu­ki, za­ku­py za­ma­wia­ją przez In­ter­net, a do­staw­ca zo­sta­wia je przed mo­ni­to­ro­wa­ną bra­mą, skąd zgar­nia­ją je po zmro­ku. Wła­ści­ciel­ka lo­kal­ne­go skle­pu opo­wia­da, że jest zszo­ko­wa­na, Si­mart-Du­te­ilo­wie to byli lu­dzie po­rząd­ni, naj­zu­pe­łniej nor­mal­ni, mo­żna na­wet po­wie­dzieć, że otwar­ci na świat, często przyj­mo­wa­li go­ści, zwłasz­cza po śmier­ci ojca ro­dzi­ny, pana z pa­nów. Opo­wia­da o sznu­rach sa­mo­cho­dów przed wil­lą, o chrzci­nach, we­se­lach i uro­dzi­nach, a ty, za ka­żdym ra­zem, kie­dy pada na­zwi­sko Si­mart-Du­te­il, ła­miesz so­bie gło­wę. Coś ci to mówi.

Ale co? Skąd je znasz?

W ar­ty­ku­le czy­tasz, że je­den z sy­nów miał swo­je pięć mi­nut, ale jego pseu­do­nim ar­ty­stycz­ny, Pol Sim, nic ci nie przypomi­na. Gu­glu­jesz go. Jego twarz też nie. Zim­no, zim­no, zim­no. Wra­casz do tek­stu o Si­mart-Du­te­ilach i znów czu­jesz ukłu­cie, no­stal­gicz­ny dreszcz, da­jesz sło­wo, że coś jest na rze­czy. Środ­ko­we po­ko­le­nie, tro­je dzie­ci uro­dzo­nych w la­tach sie­dem­dzie­si­ątych, to twoi ró­wie­śni­cy. Być może któ­reś z nich cho­dzi­ło z tobą do kla­sy. Wkle­pu­jesz „Si­mart-Du­te­il” do wy­szu­ki­war­ki i wy­ska­ku­ją dwa ne­kro­lo­gi, drze­wo ge­ne­alo­gicz­ne ja­kie­jś in­nej ro­dzi­ny i lin­ki pro­wa­dzące w śle­pe za­ułki, często do kli­ni­ki chi­rur­gii es­te­tycz­nej. Pro­po­nu­jesz Go­ogle’owi: „ro­dzi­na za­mkni­ęta w wil­li + Nor­man­dia”, ale sztucz­na in­te­li­gen­cja igno­ru­je ostat­nie sło­wo, ser­wu­jąc ci hi­sto­rie wi­ęzio­nych ko­biet i dzie­ci, głów­nie w Ho­lan­dii i w Au­strii. Do­wia­du­jesz się, że Na­ta­scha Kam­pusch sta­ła się szczęśli­wą po­sia­dacz­ką wła­sne­go lo­chu. Czy­tasz o wy­jściu z pie­kieł piw­nicz­nych dzie­ci, któ­ry­mi upior­ny Jo­sef Fritzl za­ba­wiał się w pod­zie­miach. Podążasz śla­dem ere­mi­tów z Mon­fla­nqu­in, któ­rzy przez osiem lat nie opu­ści­li zam­ku pod Ber­ge­rac. Po­rząd­ni lu­dzie, któ­rzy za­wie­si­li ro­zum na ko­łku. Na tym się fik­su­jesz. Ko­łek. Po­rząd­ni lu­dzie. Już nie słu­chasz. Zda­nie dzien­ni­ka­rza za­pętla ci się w gło­wie. Cie­pło, co­raz cie­plej. Już pra­wie się uda­ło.

I na­gle wszyst­ko do cie­bie wra­ca: odłam­ki szkła z roz­bi­tych bu­te­lek wie­ńczące mur wo­kół wiel­kiej po­sia­dło­ści, spi­cza­sty dach, po­ma­ra­ńczo­we da­chów­ki, wia­tro­mierz, bluszcz, a przede wszyst­kim, jak w ba­śniach, okrągła wie­życz­ka. In­ny­mi sło­wy, fan­ta­zja ar­chi­tek­to­nicz­na nie­co roz­my­ta, jak to miej­sca ze snów i wspo­mnień, któ­rej wy­ciecz­ka na Stre­et View wca­le nie wy­ostrza. Po­twier­dza jed­nak, że ka­mien­ny dom kon­tra­stu­je z resztą otyn­ko­wa­nej za­bu­do­wy – jest wy­jąt­ko­wy.

Je­steś w Créte­il, w dziel­ni­cy miesz­ka­nio­wej sta­re­go Créte­il: dom­ki jed­no­ro­dzin­ne z kwa­dra­to­wy­mi ogród­ka­mi, lep­sze osie­dle z kor­tem te­ni­so­wym, blo­ki na ludz­ką mia­rę, a wśród nich ten, w któ­rym do­ra­sta­łaś, be­żo­wy, z par­kin­giem od stro­ny rue de Bon­ne. To nią cho­dzi­łaś do szko­ły, kwa­drans przez rue de l’Espéran­ce, tro­chę kró­cej rue du Cap. Po dro­dze mi­ja­łaś wil­lę z wie­życz­ką – co rano, do­kład­nie o ósmej pi­ęt­na­ście elek­trycz­na bra­ma się roz­su­wa­ła i w ele­ganc­kim se­da­nie wy­je­żdża­ła stam­tąd ośmio­let­nia dziew­czyn­ka w ogó­le do cie­bie nie­po­dob­na . Cza­sem do­strze­ga­łaś jej bra­ci, ubra­nych, tak jak ona, na gra­na­to­wo. Na­sto­la­tek, lek­ko gru­ba­wy, i gim­na­zja­li­sta z po­wa­żną miną i, jak ci się wy­da­wa­ło, ide­al­nie pi­ęk­ną twa­rzą. Pew­nie je­cha­li do pry­wat­nej szko­ły. Z oj­cem, wy­mu­ska­nym i ele­ganc­kim, któ­ry z pew­no­ścią pach­niał wodą ko­lo­ńską i prosz­kiem do pra­nia. Cza­sem od­wo­zi­ła ich mama, pi­ęk­no­ść po­dob­na do gwiaz­dy fil­mo­wej. Na za­wsze za­pi­sa­li się w two­jej wy­obra­źni, w gło­wie dziec­ka uro­dzo­ne­go gdzie in­dziej two­rzy­li osob­ną ka­te­go­rię „po­rząd­nych lu­dzi”. Wła­śnie tak ich na­zy­wa­łaś: „po­rząd­ni lu­dzie z rue du Cap”. Mimo że zna­łaś ich na­zwi­sko, wy­pi­sa­ne na czer­wo­nej skrzyn­ce na li­sty. Na­zwi­sko, któ­re brzmia­ło ci wy­bit­nie fran­cu­sko, ze­pchni­ęte w głębi­ny pa­mi­ęci, te­raz wy­pły­wa, nie­na­ru­szo­ne i na­dal szy­kow­ne: Si­mart-Du­te­il (bo to o nich mowa).

Przy­po­mi­nasz so­bie, że dziew­czyn­ce na imię było Clo­thil­de, że je­den z jej bra­ci (ten ład­ny) grał w re­kla­mie ka­kao Ben­co (skąd o tym wie­dzia­łaś?), któ­rą od­naj­du­jesz w sie­ci.

Si­mart-Du­te­ilo­wie, od­le­gły ho­ry­zont, nie­uchwyt­na za­gad­ka, są na wy­ci­ągni­ęcie ręki. Wszyst­ko, cze­go chcia­łaś się do­wie­dzieć, do­tknąć, jest te­raz pod szkla­nym klo­szem, unie­ru­cho­mio­ne w wil­li w Yervil­le. A ich wcze­śniej­sze ży­cie zo­sta­wi­ło śla­dy, to tu, to tam. Wy­star­czy po­zbie­rać okrusz­ki.

Czu­jesz ten dreszcz?