Nowelki na deser - Jarosław Kończak - ebook

Nowelki na deser ebook

Kończak Jarosław

0,0

Opis

Cztery nowelki grozy, które mogą przestraszyć, rozśmieszyć lub przyprawić o mdłości.

UWAGA - DOZWOLONE OD 18 LAT, SZCZEGÓLNIE NOWELA "PO NITCE DO ŚMIERCI"

1. Gawędy, od których nawet duchom cierpnie skóra - sałatka z makabreski i humoreski podlana cynicznym sosem. Proszę się częstować.

2. Portret damy w czerwieni - w domu popadającego w paranoję po odejściu żony pisarza i poety pojawia się tajemniczy portret. Czy dama w czerwieni jest jedynie wytworem chorej wyobraźni Szymona Rysia, czy też istnieje naprawdę? Klasyczny horror inspirowany "Portretem Doriana Graya" z domieszką romansu, komedii i szczyptą poezji.

3. Po nitce do śmierci - w starej, opuszczonej posiadłości pośród wrzosowisk w środku nocy budzi się zdezorientowany mężczyzna. Nie ma pojęcia kim jest i gdzie się znajduje. Jaka tajemnica łączy go z upiornym domem?

4. Smutny mały Mikołaj - krótki, ale soczysty horror z odrobiną dramatu i czarnego humoru.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 143

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Jarosław Kończak

Kutno, dn. 01.09.2026

NOWELKI NA DESER

OPOWIADANIA GROZY Z PRZYMRUŻENIEM OKA

GAWĘDY, OD KTÓRYCH NAWET DUCHOM CIERPNIE SKÓRA……………….3 PORTRET DAMY W CZERWIENI………………….………………………………..20 PO NITCE DO ŚMIERCI……………….………………..……………………………73 SMUTNY MAŁY MIKOŁAJ……………………………………………………………94

UWAGA! OPOWIADANIA DOZWOLONE OD LAT 18, SZCZEGÓLNIE „PO NITCE DO ŚMIERCI”.

ilustracje oraz okładka tworzone przez autora przy użyciu S.I.

Jarosław Kończak

Kutno, dn. 08.11.2025

GAWĘDY, OD KTÓRYCH NAWET

DUCHOM CIERPNIE SKÓRA

SUSZENIE KOŚCI

Na wampira czosnku ząbek -

jest skuteczny i niedrogi.

Zerwij go ze swoich grządek,

diabłu z dupy wyrwie nogi.

Srebro rani wilkołaka,

duch ucieka przed kropidłem,

zaś syn pana Popielaka

czuje wielki strach przed mydłem.

Strzyga nienawidzi wody,

kocią ma alergię zmora.

A ja własne mam metody

na każdego złego stwora.

Szalejąca nad Jodłową Puszczą burza urządziła sobie nocne party iluminowane błyskawicami przy dźwiękach piorunowej orkiestry z Jowiszem w roli dyrygenta. Tak rozgniewanego boga piorunów nie pamiętał nawet emerytowany gajowy Wojtaszek, choć był już tak stary że wypadło mu prawe oko i przednie zęby, a spać musiał z podkurczonymi nogami, gdyż w takiej niewygodnej pozycji zaskoczyło go zwapnienie kości. Nad rozstajnymi drogami nocne niebo zasnuły czarne chmury z których bezlitośnie siekł deszcz tak rzęsisty, że nie dostrzegłeś nawet własnych myśli. Każdy człowiek z odrobiną rozumu we łbie siedział w taki niespokojny czas w swojej chałupie i nie wychylał nosa za próg. A jednak… posłuchajcie wraz ze mną przez chwilę… tak, uszy mnie nie zawodzą. Znalazł się zapóźniony wędrowiec, który wyrzekając na los brnie przez błoto, ze złością rozchlapuje kałuże i rozgląda się za suchym miejscem, by przeczekać nawałnicę .

- Wrrr… futro mi całkiem zamoknie i będę śmierrdział jak nasiąknięty dywan-

żalił się gderliwy głos - dla żab i rrropuch dobrra taka pogoda, nie dla uczciwego

wilkołaka! Och, ale cóż to? Czy mnie oczy nie mylą? Błyskawica rozświetliła na moment nocne niebo, ukazując ożywionym nagłą nadzieją wilczym ślepiom otwór w skale, prowadzący do niewielkiej jaskini.

- Jeśli w tej jaskini siedzi niedźwiedź, to niech wie że nie mam dzisiaj ochoty na

żarrty! - zawołał groźnie wilkołak i nasłuchiwał czujnie, gotów w każdej chwili do

ucieczki - nie ma nikogo? Ostatnia szansa! Wchodzę! Jaskinia była niewielka, ale przytulna i zupełnie niezaniedźwiedziona. Nieumarły westchnął z ulgą i usiadł przy wejściu opierając łeb o zimne kamienie.

- Brrr! Czemu nikt nie nauczył mnie rrozpalania ognia, kiedy jeszcze biegałem

jako śliczne pacholę po tym łez padole? - niechcący zrymował wilkołak i zaklął ze

złości na własną nieuwagę, gdyż nieumarli brzydzą się dziecięcymi rymowankami,

prezentami pod choinkę, niebieskimi jednorożcami i chińską porcelaną. Nagle wejście do jaskini przesłonił czarny cień!

Likantrop zerwał się na równe łapy, a w oślepiająco białym świetle rozpłomienionego nieba drapieżnie błysnął wysunięty ostrzegawczo pazur.

- Czy wydaje mi się, czy ktoś w tej pieczarze wierszem gada? -

zgorzkniały ton głosu przybysza sugerował, że jego właściciel nie tylko nie

spodziewa się zaproszenia, ale jest pewny że zostanie plugawie zwyzywany, oberwie

kijem przez grzbiet, a na koniec jako darmowy bonus obłożą go klątwą.- A ty coś za jeden? - warknął wilkołak - jeszcze nie widziałem takiego dziwoląga,

nawet kiedy biegałem po Syberii z watahą Bezbożnego Grriszy.

- A jam takiego chama jeszcze nie słyszał - odparowało wysokie,

przeraźliwie chude straszydło odziane w czerwoną, kraciastą koszulę i stare

dżinsowe portki.

Przednie zęby wielkości klawiszy klawesynu wystawały jak u zająca i całkiem zakrywały dolną wargę i kawałek podbródka. Okrągłe, wytrzeszczone oczy, byle jak zawiązany krawat i słomiany kapelusz z zatkniętym kogucim piórem upodabniały go do stracha na wróble. Niezdrowa cera w kolorze bagnistej zieleni i wrażenie ogólnego zdrewnienia upiększały całość liftingiem w stylu uduszonego Pinokia.

- To tak się wędrowców o schronienie przed burzą proszących wita

w tych stronach, futerkowy odmieńcze? Wstyd. Sromota - zagrzmiał

przybysz na zakończenie słownego pojedynku, aby podkreślić że to on wygrał w nim

bezapelacyjnie.

Wilkołak obojętnie podrapał się w ucho tylną łapą, ziewnął i położył się kładąc łeb na przednich łapach.

- To nie moja jaskinia - szczeknął wyzywająco - i chyba nie wyglądam na lokaja?

Jeśli chcesz wejść to droga wolna. Przynajmniej tu sucho, chociaż brrrakuje ognia do rrozgrzania kości i wysuszenia futrra.

Chudzielec z wdzięcznością usiadł obok wilkołaka i od razu przysunął się jak najbliżej, pragnąc odrobiny ciepła po przesiąkającej przez ubranie kąpieli na zewnątrz. Nie zanotował protestu, więc przytulił się do miękkiego futra.

- Tylko sobie nic nie wyobrrażaj - ostrzegł wilkołak - to tylko żeby się ogrzać,

jasne?

- Moje płemię rozkoszy ciełesnych nie jest świadomym - pokręcił głową

tajemniczy, zgorzkniały przybysz - nie obawiaj się moich chuci, cny

wyłkołaku.

- O? - wyraźnie zdziwił się zmiennokształtny - no to jak, no wiesz… rrobicie więcej

współplemieńców?

Odpowiedzią była lodowata cisza, która zawisła nad łbem wilkołaka jak ciężki sopel gotowy w każdej chwili odłamać się i przebić jego ciekawski łeb. Stanowczo bezpieczniej było trzymać kaganiec ma kłódkę.

- Gdybym nawet hubkę i krzesiwo miał w swojem posiadaniu, i tak

nie budziłbym ze snu podstępnego żywiołu - zadrżał tknięty złym

wspomnieniem przybysz, wracając do rozmowy o rozpalaniu ogniska - płomień

jest zły, płomień parzy. U mnie niedobre o ogniu wspomnienie. Czy

dobrze widzisz w ciemności, wyłku?

- Wyłku? - nie zrozumiał nieumarły.

- No przecież mówię. Wyłku.

- Ach, chodzi ci o wilka - domyślił się wreszcie likantrop - tak, widzę po ciemku i to

lepiej niż w dzień. A kiedy nadchodzi pełnia, mój wzrok przenika kamień i stal, a ludzie skrzyżowawszy ze mną spojrzenia sami przyprrawiają się majerrankiem i nadziewają na rrrożen.

- Kłamiesz jak pies, wyłku.

- Urrrozmaicam rrozmowę - wzruszył ramionami wilkołak - zaczynało wiać nudą. Przybysz podwinął rękaw.

- Tym oto odrażającym znamieniem bezlitosny żywioł naznaczył

mnie po kres żywota - oznajmił głosem ociekającym pretensją do świata i zaprezentował obnażone do łokcia ramię.

- WAAAUUUUHUUUU! - zawył przestraszony wilkołak na widok poczerniałego,

spalonego mięsa przyczepionego do nagiego piszczela jak gąsienica do gałązki i zasłonił się odruchowo ramieniem.

- Odrażające, czyż nie? Uczynił mi to ognisty żywiołak z czeluści

przywołany przez nieodpowiedzialne pacholęta igrające z czarną

magią. Przy okazji, jam Łeśne Łycho.

- To twoje imię? Grrroteskowe - zdziwił się wilkołak - możesz do mnie mówić

Benito.

- A do mnie możesz mówić Łycho.

Zdawało się że leciutki wietrzyk powiał przez jaskinię i dał się słyszeć cichy, nieśmiały szept; - Czy można? Zimno mi i mokro… Appsik!

- Duch! - zawył przerażony wilkołak - moje serrrce! To chyba zawał!- Za życia miałam na imię Jadwiga - grzecznie oznajmił duch dziewczynki znienacka

pojawiając się pomiędzy nowymi znajomymi - dzień dobry Panom… to znaczy

Państwu.

Duszek zawisł metr nad ziemią, oczekując zaproszenia do kompanii.

- Przyjmijmy ją - poprosiło Leśne Licho - groźnie nie wygląda,

nieszczęsne pacholę.

- Czemu nie - odparł sarkastycznie Benito - i tak już tu ciasno jak w kostnicy w

czasie pandemii.

- Apsik! - kichnął duch.

- Na zdrowie! Zapadłaś na zdrowiu, zacna dziecięca duszyczko? -

zatroskało się Licho.

- To trochę krępujące - zaszemrał upiór, przykucając na sinych piętach - cierpię na

nadmierną cielesność.

- Ciełesność?

- Tak, powinnam być niczym delikatna mgiełka nad powierzchnią lustra, a widzi mnie

każdy śmiertelny - pociągnął nosem duch - do tego mogę się skaleczyć, nabić

guza… Apsik! O, już fię zafyna - łapię katar od zimnego. Pozwolicie, fe powifę fobie

pod fufitem?

- Czuj się jak u siebie w grrobie. Pewnie też nie potrafisz rozpalić ogniska?

Chętnie wysuszyłbym futro.

- Ogień nie jest przyjacielem nieumarłych - mała martwa Jadzia pokręciła głową z

dezaprobatą - mam szybszy i bezpieczniejszy sposób, żeby pozbyć się nadmiaru

wilgoci. Każde z nas opowie najbardziej przerażającą historię widzianą na własne

oczy. Gwarantuję, że ze strachu wypocimy każdą kroplę wody i w ciągu godziny

będziemy suszy… suszi… to znaczy susi.

- Zgoda! - huknęło zadowolone Licho, aż echo poszło po puszczy, płosząc stado

wielkouchych gacków - Jadwisiu, opowiadaj!- A może ja rrrozpocznę - zaofiarował się Benito - akurat mam na podorrędziu

ciekawą historrię, którra jednocześnie jest moją własną. Zgoda?- Jasne, wilczku! Apsik! Snfff.

- Masz moją aprobatę.

- To krrótka opowieść o tym, jak doszło do tego, że zamieniłem się w wilkołaka.

Zatytułowałem ją…

WILCZY APETYT