Panna, bestia i róże - Anna Gersten - ebook
NOWOŚĆ

Panna, bestia i róże ebook

Anna Gersten

4,6

153 osoby interesują się tą książką

Opis

Alicia całe życie przygotowywała się do roli idealnej arystokratki. Kiedy polityczne rozgrywki przekreślają jej przyszłość, zostaje wysłana na odległe Srebrne Wzgórza, jako oblubienica tajemniczego arystokraty.

Na końcu świata czeka na nią ponury zamek, mroczna puszcza i narzeczony, o którym krążą niepokojące opowieści. Sebastian skrywa twarz naznaczoną blizną, unika ludzi i zdaje się walczyć z czymś znacznie groźniejszym niż choroba. Każda kolejna tajemnica tylko pogłębia przepaść między nimi.

Im dłużej Alicia poznaje domowników, tym trudniej odróżnić prawdę od plotek. Kto jest przyjacielem, a kto jedynie doskonale odgrywa swoją rolę? Dlaczego mieszkańcy boją się lasu otaczającego zamek? I co naprawdę wydarzyło się przed laty na Srebrnych Wzgórzach?

W świecie, gdzie pozory są cenniejsze od szczerości, a serce może stać się największą słabością, Alicia będzie musiała zdecydować, czy zaufa własnym uczuciom.

„Panna, bestia i róże” to nastrojowe romantasy o aranżowanym małżeństwie, rodzinnych sekretach, mrocznej klątwie i uczuciu, które rodzi się tam, gdzie strach miesza się z fascynacją. Pełna magii, tajemnic i gotyckiego klimatu opowieść o odkrywaniu prawdy ukrytej pod maską pozorów.

 Nowelka z Kolekcji zmiennokształtnych Inanny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 142

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (12 ocen)
7
5
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
tunia68

Dobrze spędzony czas

Piękna i bestia inaczej, urocze.
00
monika7780

Nie oderwiesz się od lektury

fajna🥰
00
Siruwia

Nie oderwiesz się od lektury

Ciekawa historia, szkoda że tak krótka.
00



Panna, bestia i róże

Anna Gersten

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Rozdział 1

Gdy Alicia wysiadła z powozu, jej oczom ukazało się ponure zamczysko otoczone nieprzyjazną, ciemną puszczą. Mżyło, a z pobliskich gór spływała złowroga mgła. Okolica w niczym nie przypominała stolicy, w której spędziła prawie całe swoje życie. Wiedziała, że dom pomniejszego lorda nie będzie dorównywał siedzibie jej ojca, suwerena rodu Srebrnego Niedźwiedzia. Nie spodziewała się jednak budowli z poprzedniej epoki.

W ślad za towarzyszącą jej damą Alicia pospiesznie udała się do zamkowego holu, by schronić się przed deszczem. Czekał już tam na nie mężczyzna w średnim wieku, ubrany w elegancki strój obszyty srebrną nicią. Ukłonił się na powitanie, a Alicia w odpowiedzi odruchowo dygnęła. Z mieszaniną wstydu oraz irytacji dostrzegła przy tym ślady błota nie tylko na swoich butach, ale również na srebrzystej sukni. Jako wysoko urodzona panna nie powinna sobie pozwolić na taki wygląd, lecz musiała przecież jakoś przedostać się z powozu do zamku. W stolicy ulice były brukowane, a w wyjątkowych sytuacjach rozkładano coś na drodze arystokratki, by uniknęła brudu.

– Witaj w domu, siostro – zwrócił się dżentelmen do pani Harriet, serdecznie rozkładając ręce.

Kobieta tylko oszczędnie skinęła głową. Przez całą podróż nie wydawała się zachwycona wizją powrotu w rodzinne strony. Gdy Alicia ujrzała tę starą posiadłość wybudowaną na końcu świata… nie mogła dłużej dziwić się niechęci swojej towarzyszki.

– Alicio, bardzo się cieszę z twojego przybycia. Proszę, czuj się jak we własnym domu… Co ja mówię? – Mrugnął do niej poufale. – To właściwie już jest twój dom.

Alicia zesztywniała mimowolnie. Lord John – bo domyślała się, że to jego miała przed sobą – był tylko kuzynem jej matki. Skoro nie znali się wcześniej, nie powinien zwracać się do niej w sposób nieformalny. I wolała nawet nie myśleć o tym miejscu jako o swoim nowym domu. Może to wszystko kwestia złego dnia? Może następnego ranka, przy lepszej pogodzie, okolica już nie będzie sprawiała tak przygnębiającego wrażenia?

– Dziękuję – odparła Alicia spokojnym, uprzejmym tonem, który po latach spędzonych w stolicy niemal zupełnie zastąpił jej własny głos.

Gospodarz uśmiechnął się ujmująco, po czym krótkim gestem przywołał do siebie młodą służącą. Dziewczyna podbiegła pospiesznie i dygnęła nerwowo.

– Jestem Lucy, panno Alicio – przedstawiła się onieśmielona. – Do panienki usług. Proszę za mną, zaprowadzę panienkę do sypialni.

Alicia skinęła głową Johnowi i Harriet, po czym ruszyła za służącą ponurym korytarzem. Za oknami powoli zmierzchało, więc założyła, że zbliżała się już pora kolacji. W czasie posiłku spodziewała się poznać swojego narzeczonego, dla którego przejechała szmat drogi. Coś w piersi boleśnie ją ścisnęło. Nigdy nie łudziła się, że będzie miała jakikolwiek wybór w sprawie swojego zamążpójścia. Jako córka suwerena była dla rodu zasobem. Przez całe życie przygotowywano ją do poślubienia kogoś wysoko postawionego. Zaręczyła się z samym księciem! A potem, gdy niespodziewanie siły na planszy królewskiej stolicy się zmieniły, została z niej zrzucona niczym zbędny pionek. I ojciec wysłał ją tutaj, na odległe krańce ziem rodu Srebrnego Niedźwiedzia.

Kiedy Alicia wchodziła po schodach, sama już nie wiedziała, czy dreszcze przenikają ją z powodu nieznośnego napięcia czy zwyczajnego chłodu. Sypialnia, do której przyprowadziła ją Lucy, okazała się jednak zaskakująco przytulna. Ogień wesoło trzaskający w kominku na pewno wpłynął pozytywnie na atmosferę tego pomieszczenia. Alicia poczuła się tylko nieswojo, kiedy dostrzegła brunatną, niedźwiedzią skórę rozłożoną u stóp szerokiego łóżka. Członkowie rodu zazwyczaj darzyli szacunkiem oraz sympatią zwierzęta, które mieli w swoim godle. Nie polowali na nie. Czyżby na obrzeżach królestwa panowało odmienne nastawienie?

Alicia odwróciła wzrok od niecodziennego dywanu i zauważyła ozdobiony świeżymi kwiatami kosz czekający na nią na toaletce. Zaskoczona podeszła bliżej. W środku odkryła ciepły pled wyszywany w motyw płatków śniegu, olejek różany oraz słoik domowych przetworów, prawdopodobnie jakieś powidła. Zmarszczyła brwi skonsternowana. Jeśli to podarunek od lorda Johna lub jego syna, znacząco różnił się od tego, co zazwyczaj wręczano młodej damie.

– To prezent powitalny dla panienki – wyjaśniła Lucy, nerwowo wykręcając sobie palce, choć zarazem na jej ustach zagościł serdeczny uśmiech. – Moja matka zawsze mówiła, że gościa należy przyjąć jak najdroższego członka rodziny. Podróż była ciężka, a dzisiaj taka paskudna pogoda… Może to panience poprawi humor.

Alicia z goryczą przypomniała sobie, że według jej własnej matki gościa należało olśnić przepychem, by nie wątpił, z kim ma do czynienia.

– To… bardzo miłe – wybąkała oszołomiona, machinalnie przesuwając dłonią po grubym, starannie wykonanym materiale.

– Oby dobrze służyło! – dodała Lucy z większą śmiałością. – Wszystko zrobiłyśmy wspólnie z mamą specjalnie na przyjazd panienki. Jesień w tych okolicach jest chłodna, a zima bezlitosna, ale pod kocem mróz niestraszny.

Alicia nigdy nie słyszała, by służąca przygotowała podarunek dla nowej pani. Spodziewałaby się takiego gestu po lordzie Johnie, ale ze słów Lucy wynikało, że inicjatywa należała wyłącznie do niej oraz jej matki. Dziewczyna poczuła, jak po jej ciele rozlało się coś kojąco ciepłego niczym łyk gorącej herbaty z imbirem – o której zresztą marzyła przez cały ten okrutnie zimny dzień.

– Dziękuję – wyrzuciła z siebie, a jej głos zadrżał, na co nigdy nie powinna sobie pozwolić… przynajmniej nie w stolicy.

Po tym, gdy jej poukładane, starannie zaplanowane życie legło w gruzach, gdy nie zaznała nawet odrobiny wdzięczności za swój wysiłek i posłuszeństwo, gdy została zaręczona z młodzieńcem, którego nigdy nie widziała – co więcej, którego nikt w stolicy nie widział – i po tym, gdy spędziła parę tygodni w towarzystwie starszej damy urażonej poleceniem odwiedzenia swoich odległych, rodzinnych stron… Po tym wszystkim ta odrobina życzliwości okazana przez zwykłą służącą poruszyła Alicią bardziej, niż się spodziewała.

– To drobiazg – zapewniła wesoło Lucy, pomagając swojej pani pozbyć się wilgotnego okrycia. – Na pewno jest panienka zmęczona i zmarznięta. Czy przygotować gorącą kąpiel?

Alicia odetchnęła krótko, by wziąć się w garść.

– A na kiedy zaplanowano kolację? – zapytała rzeczowo.

– Za niecałą godzinę.

– Więc nie ma czasu na kąpiel – oceniła, domyślając się, że młodej służącej brakowało doświadczenia. – Potrzebuję nowej sukni – podpowiedziała po chwili.

Lucy rozejrzała się z wyraźnym zagubieniem, po czym oblała się delikatnym rumieńcem.

– Oczywiście! Sprawdzę, co z panienki bagażami.

Ożywiona wybiegła z komnaty, a niedługo później wróciła na czele dwóch lokajów, którzy przynieśli ciężkie skrzynie. Przygotowania kolacji mogły więc wreszcie rozpocząć się należycie.

Alicia zadbała o wybór sukni, dodatków oraz biżuterii, a także pomogła służącej z makijażem. Fryzurę musiała jednak zostawić w jej rękach, bo sama nie potrafiła sobie upiąć włosów z tyłu głowy. Po zakończeniu wszystkich zabiegów Alicia stanęła przed lustrem i spojrzała na siebie krytycznie. Panika przyspieszyła bicie jej serca, gdy wyćwiczonym wzrokiem dostrzegła wszystkie te mniej lub bardziej rażące błędy wykraczające poza idealną prezencję. Rozumiała, że tutejszej służącej brakowało wprawy, ale jak córka suwerena miała pokazać się w ten sposób? Przecież wszyscy będą ją obserwować, oceniać i zauważą każde niedociągnięcie, które zrodzi plotki ciągnące się tygodniami. Przecież… Alicia wbiła rozbiegany wzrok we własne odbicie błękitnych oczu. Przecież znajdowała się daleko poza stolicą. Przecież najpewniej nikt – prócz pani Harriet – nie zwróci uwagi na nieznaczne rysy na jej wyglądzie. A już na pewno nikt tutaj nie śledził nieustannie zmieniającej się mody, która w stolicy ewoluowała z miesiąca na miesiąc, a czasem nawet z tygodnia na tydzień.

Krew przestała boleśnie pulsować w skroniach dziewczyny. Czy to znaczyło, że po tym wszystkim stała się… wolna? Odetchnęła głęboko. Nie, nigdy nie będzie wolna. Pewne sprawy na prowincji wyglądały inaczej, ale bez wątpienia tutaj również toczyła się gra. Była po prostu inna, może łatwiejsza dla kogoś, kogo przygotowywano do roli królowej.

Gwałtownie odwróciła się od lustra, po czym spojrzała wyczekująco na Lucy. Służąca przez moment patrzyła na nią z zaskoczeniem, aż wreszcie zrozumiała aluzję.

– Tak, kolacja! – wyrzuciła z siebie. – To znaczy… czy chciałaby panienka udać się teraz do jadalni?

– Owszem.

Lucy otworzyła drzwi z takim rozmachem, że huknęły o ścianę, a echo poniosło się ciemnymi korytarzami ponurego zamczyska. Alicię przeszedł dreszcz, ale odetchnęła raz jeszcze, po czym ruszyła za swoją służącą.

– Czy pan Sebastian jest w domu? – zapytała, kiedy dotarły do schodów prowadzących na parter.

– Tak, panienko.

Alicia odruchowo uniosła suknię ponad czubki dopasowanych pantofli, gdy schodziła na dół. Myślami błądziła wokół narzeczonego, którego wyznaczył jej ojciec. Sebastian nie był może w wieku, w którym musiał znaleźć sobie żonę – choć mógł – jednak dziedzic lordowskiego tytułu powinien pojawić się w stolicy przynajmniej kilka razy. Dlaczego nigdy nie opuścił swoich ziem? Czy wyglądał szkaradnie? Czy ukrywał problemy? Czy jakieś… niecodzienne zobowiązania trzymały go w domu?

Alicia zdusiła w sobie rozterki, tak jak robiła to wiele razy przy okazji spotkań towarzyskich w stolicy. Opanowana przekroczyła próg jadalni, do której została przyprowadzona. Blisko drzwi zobaczyła panią Harriet rozmawiającą z nieznaną damą. Dalej w towarzystwie lorda Johna czekał młodzieniec o podobnych do niego rysach twarzy oraz równie ujmującym uśmiechu. Nie ubierał się w sposób, do którego Alicia przywykła na królewskich balach, ale nie mogła odmówić mu urody. Dumnie wyprostowany, z szelmowskim błyskiem w oczach wręcz emanował urokiem, który tak często pociągał kobiety. Dziewczynie przeszło więc przez myśl, że mogła trafić gorzej, dużo gorzej.

– Alicio, proszę, pozwól, że ci przedstawię – przemówił John na jej widok. – To jest Daniel, mój bratanek, choć od czasu śmierci jego nieodżałowanego ojca jest dla mnie niczym drugi syn.

– To dla mnie zaszczyt, panno Alicio – wtrącił się młodzieniec i złożył niski ukłon.

Machinalnie odpowiedziała dygnięciem, przetwarzając w głowie właśnie zasłyszane informacje. Jak to „bratanek”?

– A to jest Camilla, wdowa po moim drogim bracie – kontynuował John, wskazując damę, która początkowo rozmawiała z Harriet.

Kobieta dygnęła nieco niezręcznie, jakby nie była przyzwyczajona do takich gestów. Następnie uśmiechnęła się do gościa sympatycznie.

– Bardzo cieszę się ze spotkania z panną – zapewniła. – Domyślam się, że podróż była ciężka, ale mam nadzieję, że spodobają się pannie nasze okolice.

Alicia jedynie uprzejmie skinęła głową, kątem oka zauważając ruch w głębi pomieszczenia. Gdy się obejrzała, zobaczyła jeszcze jednego młodzieńca. Opierał się ciężko o parapet. Nagle uniósł opuszczone wcześniej powieki i rozluźnił dłonie zaciśnięte przy oknie. Odwrócił się do zebranych, a Alicia całą siłą woli powstrzymała się, by nie okazać po sobie zaskoczenia… lub wielu innych emocji. W nieznajomym dziewczyna również zauważyła rodzinne podobieństwo do Johna oraz Daniela, lecz jego twarz przecinała wyraźna blizna. Oczy tamtych dwóch miały ciepły, brązowy odcień, podczas gdy przed sobą Alicia zobaczyła teraz wyjątkowo ciemne tęczówki o dziwnych, srebrnych refleksach – jakby odbiciach srebrnych zdobień marynarki. I mogłaby przysięgnąć, że przez moment czaiło się w nich coś… bardzo niepokojącego.

– A to jest mój syn, Sebastian – dokończył John bez śladu przejęcia w głosie.

Sebastian skłonił się sztywno. Wziął głęboki oddech, po czym podszedł bliżej. Zgodnie ze zwyczajem klęknął przed Alicią.

– Panno Alicio, czy zgadza się panna zostać moją żoną? – zapytał cicho, nawet nie podnosząc na nią wzroku.

Przytłoczona sytuacją, zaniemówiła. Po zaaranżowanym związku nie spodziewała się przypływu romantycznych uczuć, ale ta blizna… te oczy…

– Alicio, moja droga, powtórz to troszeczkę głośniej, byśmy wszyscy słyszeli – oświadczyła spokojnie Harriet.

Kobieta najpewniej doskonale wiedziała, że Alicia po prostu milczała, lecz tak właśnie załatwiało się sprawy w socjecie. Zawsze wszystko zawoalowane, nigdy powiedziane otwarcie. Pozory, wszędzie pozory. Ucisk w piersi, który dziewczyna poczuła po przyjeździe do zamku, nagle powrócił ze zdwojoną siłą. Chociaż doskonale znała swoją powinność, coś w niej pękło. Drobna rysa przebiegła po lodowym pancerzu, który budowała od lat.

Rok wcześniej książę oświadczył jej się w obecności śmietanki towarzyskiej stolicy. Miał ogromny bukiet oraz drogocenny pierścionek. Komplementował ją i adorował na spacerach. Robił to na pokaz – okazując szacunek rodowi Srebrnego Niedźwiedzia – ale przynajmniej zachowywał pozory… a właśnie te pozory pozwalały Alicii zachować swoją godność do czasu, gdy książę odesłał ją, jakby nie znaczyła dla niego więcej niż zeszłoroczna marynarka. Bo polityka, potęga liczyły się w tym świecie bardziej niż cokolwiek innego.

– Alicio…? – powtórzyła Harriet z nutą zaniepokojenia w głosie.

Wraz z milczeniem dziewczyny napięcie w jadalni rosło. Sebastian klęczał wciąż sztywno, nieruchomo. Alicii szumiało w głowie. Czy miała jakikolwiek wybór?

Rozdział 2

Sebastian wolał unikać wzroku Alicii. Nie wiedział, co mógłby dostrzec w jej oczach. Czy bezgłośnie oceniałaby jego naznaczoną blizną twarz tak, jak robił to niemal każdy członek socjety? Zazwyczaj zupełnie się tym nie przejmował, ale dzisiaj każdy detal mógł wytrącić z równowagi bestię, która się w nim obudziła. Trzymał ją w ryzach resztkami sił tylko dlatego, że ojciec uparł się, że powinni wszyscy wspólnie powitać pannę Alicię w jej nowym domu. Gdyby zjawiła się dzień wcześniej albo dwa dni później, wszystko ułożyłoby się lepiej… Nie, właściwie to by się nie ułożyło. Bo absurdalny był sam pomysł, że powinien ją poślubić. Nie mógł odmówić suwerenowi i nie mógł wyjawić swojego sekretu – a nie wątpił, że z taką wiedzą żaden ojciec nie oddałby mu córki.

– Tak – usłyszał zdecydowany głos dziewczyny.

Wsunął na palec Alicii pierścionek zaręczynowy – ten sam, który dawno temu matka Sebastiana otrzymała od jego ojca. Wstał i ukłonił się.

– To dla mnie zaszczyt – wymamrotał.

Zanim zdążył się odsunąć, przeszedł go spazm bólu, jakby zniecierpliwiona bestia bezlitośnie orała pazurami wnętrze jego piersi, by wydostać się na wolność. Gwałtownie wciągnął powietrze w płuca i kurczowo zacisnął dłonie. Bestia umilkła, zepchnięta znów w swój ciemny kąt. Sebastian przeklął w myślach. Wiedział, że wieczór nie będzie dla niego łatwy. Nie sądził jednak, że ataki okażą się tak silne. Może z powodu napięcia wywołanego całą sytuacją bestia tylko urosła w siłę.

Gdy podniósł wzrok, napotkał spojrzenie szeroko otwartych oczu Alicii. Nie potrafił odgadnąć, czy dominował w niej strach, szok czy oburzenie.

– Proszę mi wybaczyć, panno Alicio – wyrzucił z siebie. – Nie czuję się dzisiaj najlepiej.

Twarz dziewczyny przypominała nieprzeniknioną maskę. Gdyby nie drgnięcie, które dostrzegł w jej oczach, mógłby pomyśleć, że miał przed sobą porcelanową lalkę.

Bestia w piersi Sebastiana zaczęła znów warczeć, zagłuszając jego myśli. Kręciło mu się w głowie. Odszedł więc pospiesznie, by oprzeć się o oparcie krzesła. Dopiero wtedy zrozumiał, że popełnił błąd. Powinien był kurtuazyjnie zaprowadzić Alicię do stołu, a nie zostawić ją tam, gdzie stała. Zaraz wyręczył go jednak Daniel, a wkrótce wszyscy zajęli swoje miejsca.

Sebastian siedział sztywno, wbijając wzrok w swój talerz. Mdliło go od zapachu pieczonych warzyw – zupełnie jakby bestia kryjąca się w środku desperacko domagała się świeżego mięsa. Jakby z oddali dochodził do niego głos ojca, który uprzejmie tłumaczył gościom coś na temat uciążliwych „dolegliwości” syna. Udawał, że tym właśnie to było – niecodzienną chorobą wywołującą sporadyczne osłabienie.

*

Alicia podczas posiłku zerkała czasem na swojego narzeczonego. Wydawało się, że nic nie jadł, a z każdą chwilą bladł coraz bardziej. Chyba rzeczywiście coś mu doskwierało. Zachowywał się dziwnie. Alicia była przyzwyczajona do tego, że członkowie socjety zachowywali się przewidywalnie. Może właśnie to, że Sebastian nie stosował się do zasad etykiety – co mogła zrozumieć, jeśli dręczyła go jakaś choroba – napawało ją niepokojem.

Gdy tylko kolacja dobiegła końca, Sebastian gwałtownie wstał od stołu. Ukłonił się krótko, wymamrotał coś niezrozumiałego, po czym odszedł pospiesznie. Alicia zdążyła tylko zobaczyć srebrny błysk w jego upiornie ciemnych oczach, gdy ją mijał. Dziewczynę przeszedł dreszcz mimo wysiłku, który wkładała, by zracjonalizować tę sytuację. Młodzieniec po prostu cierpiał na jakąś rzadką przypadłość, to wszystko.

Daniel wkrótce zjawił się koło Alicii, a jego uśmiech dodał jej otuchy. Przyjęła zaoferowane ramię i wspólnie z przystojnym dżentelmenem udała się do salonu, gdzie wszystkim podano deser oraz słodkie trunki. Odkąd Sebastian opuścił towarzystwo, wyczuwalne wcześniej napięcie zniknęło. Wszyscy wyraźnie się rozluźnili.

Harriet niespodziewanie weszła w rolę typowej matki – lub po prostu opiekunki – panny na wydaniu i zaczęła subtelnie wymieniać najróżniejsze zalety Alicii. Choć dziewczyna przywykła do tej gry w stolicy, tutaj poczuła się zażenowana. Zresztą do zaręczyn już doszło. Nic innego nie miało znaczenia.

Wieczór oczywiście nie mógł się zakończyć, zanim Alicia zagra na fortepianie. Harriet wspomniała, że Alicia grała niczym anioł. Lord John podchwycił, że w takim razie zaszczytem byłoby posłuchać… Dziewczyna znała ten wstęp na pamięć. Zrezygnowana usiadła więc przy fortepianie i uniosła klapę, by odsłonić klawisze. Przebiegła po nich palcami, a po salonie poniosły się czyste dźwięki. Ku zaskoczeniu Alicii fortepian był nastrojony, więc albo gospodarze przygotowali się na przybycie dziewczyny, albo ktoś z domowników na nim grał.

Bez entuzjazmu wykonała kilka utworów. Prawdopodobnie mogłaby zagrać z zamkniętymi oczami, ale jeszcze nigdy się na to nie zdecydowała. Chociaż kiedyś próbowała grać mniej popularne melodie lub tworzyć własne, słuchacze – a szczególnie rodzice – niezmiennie gasili jej zapał. Matka zabraniała jej nawet gry na flecie, bo twierdziła, że fortepian jest bardziej odpowiednim instrumentem dla młodej damy o takiej pozycji… ale matki tu nie było! Alicia pod wpływem tej nagłej myśli aż wypadła z rytmu. Spod jej palców wypłynął jeden fałszywy dźwięk, który nie zwrócił jednak niczyjej uwagi. Zesłanie na to odludzie wydawało się dziewczynie coraz lepszą perspektywą. Jeśli tylko zdobędzie nowy flet, nikt nie powstrzyma jej przed rozwijaniem swojej pasji… chyba że zrobi to Sebastian albo jego ojciec. Nie potrafiła jeszcze określić, z jakimi właściwie ludźmi przyjdzie jej mieszkać.

Kiedy skończyła grać, ukłoniła się wdzięcznie. Obecni oczywiście zasypali ją komplementami. Podziękowała skromnie, a gdy podjęto przerwaną wcześniej rozmowę, podeszła do okna. Przez szybę bił chłód jesiennej nocy i koił jej rozgrzane policzki pokryte grubą warstwą pudru. Musiała się skupić, by poprzez własne odbicie dostrzec zarys ogrodu roztaczającego się pod zamkiem. Spomiędzy chmur wyłonił się księżyc w pełni. Gdy jego łuna padła na krzewy rosnące niedaleko wysokiego, kamiennego ogrodzenia, Alicia mogłaby przysięgnąć, że przez moment mignęła jej ciemna postać. Gwałtownie odsunęła się od okna. Serce waliło jej w piersi.

– Czy coś się stało, panno Alicio? – usłyszała zatroskany głos Daniela.

– Nie, nic – zapewniła pospiesznie, wracając na swoje miejsce na kanapie. – To chyba tylko jakiś ptak.

– W okolicy jest pewnie więcej stworzeń niż w stolicy – stwierdził łagodnie, posyłając jej uspokajający uśmiech. – Ale proszę się nie obawiać, jest panna bezpieczna.

– Dziękuję.

Skinęła głową, jakby wszystko było w najlepszym porządku, chociaż w uszach rozbrzmiewało jej dudnienie własnego serca.

*

Pierwszy poranek w nowym domu powitał Alicię ciepłą pogodą i jasnym słońcem. Niepokój ostatniego wieczora wydał jej się tylko koszmarem wywołanym przez zmęczenie podróżą. Z okna sypialni dziewczyna podziwiała przez chwilę lasy pokrywające okoliczne zbocza. Liście powoli oblewały się czerwienią. Okolica wyglądała bardzo malowniczo, póki korony drzew się nie ogołociły… i póki nie padało.

Copyright

Panna, bestia i róże

Copyright © Anna Gersten

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

ebook ISBN 978-83-7995-656-2

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Grażyna Wesołowska

Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl