Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Przeznaczenie daje wybór, ale… nigdy za darmo
Pan Przeznaczenia kontroluje los wszystkich ludzi z Niebieskiego Pokoju. Uważnie wybiera tych, którym proponuje kontrakt – obietnicę zmiany życia na lepsze. Każda umowa ma jednak swoją cenę, natomiast granica między pomocą a manipulacją szybko się zaciera.
Wdowiec, który chce odzyskać utraconą miłość. Nastolatek pragnący przestać być ofiarą. Mężczyzna szukający sensu w świecie, który oferuje idealne złudzenie. Bezrobotny, który dostaje narzędzie mogące odmienić jego los. Każdy z nich staje przed wyborem. I każdy musi zmierzyć się z konsekwencjami ingerencji w przeznaczenie.
To historia o codziennych problemach przedstawiona w fantastycznej odsłonie. O marzeniu, by ból, strata i niesprawiedliwość po prostu zniknęły. O pokusie wybrania skrótu, który może prowadzić wprost do zguby. Bo czy można zaufać komuś, kto kontroluje los i prowadzi własną, niebezpieczną grę?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 330
Pan Przeznaczenia
© Jakub Mrozowski
© for the Polish edition by Wydawnictwo Hm…
All rights reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody twórców.
Pod redakcją: D. B. Foryś
Redakcja: Beata Buko
Korekta: Kamila Galer-Kanik
Projekt okładki: Angelika Karaś
Skład: D. B. Foryś
Elementy graficzne: pixabay.com, pexels.com, unsplash.com, magnific.com
ISBN: 978-83-68695-73-1
ISBN E-BOOK: 978-83-68695-74-8
Wydanie pierwsze
Wojkowice 2026
Wydawnictwo Nie powiem
E-mail: [email protected]
Telefon: 518833244
Adres: ul. Sobieskiego 225/9, 42-580 Wojkowice
www.niepowiem.com.pl
Rozdział 1
– Jeśli wróci, jest twoja. Jeśli nie, nigdy nie była – wyszeptał do siebie elegancki mężczyzna, trzymając w ręku starą książkę, która lata świetności miała już dawno za sobą.
Niebieski garnitur idealnie przylegał do jego chudej sylwetki. Mężczyzna siedział w pomieszczeniu, którego ściany były pokryte ciemnym błękitem. Wszystko to zdawało się tworzyć jednolitą masę, a on zlewał się z otoczeniem niczym kameleon. Jedyne źródło światła stanowiło kwadratowe okno umieszczone za prostym dębowym biurkiem. Żółty blask uderzający od szyby był wystarczający, aby rozświetlić blat oraz ułożony na samym jego środku plik białych kartek. Sufit zdawał się ciągnąć bez końca, aż do momentu, gdy oplatała go całkowita ciemność. Wszystkie cztery kąty idealnego kwadratu zdawały się ginąć w tej czerni.
Mężczyzna zamknął książkę na tyle głośno, że dźwięk tego gestu rozniósł się po całym pokoju. Wstał leniwie z fotela. Poruszał się spokojnie, przypominał zjawę przesuwającą się w ciemności. Zatrzymał się przy jednej ze ścian i odłożył książkę na regał z podobnymi do niej starymi woluminami. Na ścianie obok wisiała wszelkiej maści broń biała – miecze, sztylety, topory i młoty, a nawet japońska katana. Wszystkie przedmioty lśniły, zachowane w idealnym stanie. Czekały, aż ktoś weźmie je do ręki.
Nie mógł się powstrzymać, aby nie dotknąć zakrzywionej złotej szabli, której blask przyćmiewał wszystko inne. Przejechał po niej dwoma palcami, czując chłodny dotyk stali na opuszkach. Przywołał obrazy odległych czasów, gdy uczestniczył w wielkich ludzkich bitwach, szarżował na wroga z wojenną pieśnią na ustach. Przypomniał sobie, jak za pomocą młota roztrzaskiwał czaszki swoich wrogów, jak w ludzkiej postaci przesiadywał przy ognisku z innymi wojownikami.
Odwrócił wzrok i spojrzał na przeciwną ścianę – ozdobioną porożami jeleni. Duże, małe, ciemne i jasne. Było ich tam zdecydowanie zbyt wiele. Obok stały dwa niebieskie fotele z nieproporcjonalnie dużymi oparciami, przypominające meble w stylu francuskim z końca dwudziestego wieku. Wyglądały luksusowo – z bogatymi wzorami wyrytymi w drewnie i zakrzywionymi nogami.
Zbliżył się do biurka, aby jednym ruchem chwycić leżące na nim kartki, a następnie rozsiadł się wygodnie. Przeglądał papiery z niezwykłą dokładnością. Najpierw jeden, potem drugi i następne. Nie odrywał od nich wzroku nawet na chwilę. Był skupiony niczym biznesmen, który sprawdza rachunki firmy i zastanawia się, jak jeszcze może zaoszczędzić. Na każdej z kartek widniały imiona i nazwiska mężczyzn w różnym wieku. Dokumenty przypominały życiorysy składane do pracy. Zaczął mówić do siebie, jakby upewniał się w swoich zamiarach.
– To który z was będzie pierwszy?
Dokładnie rozłożył kartki na biurku, w równych odstępach, niczym od linijki. Przeskakiwał spojrzeniem z jednej strony na drugą. Zmarszczył czoło, ciągle wpatrując się w blat, jakby chciał wypalić go wzrokiem. Włożył rękę do kieszeni i wyciągnął z niej zegarek. Kiedy spojrzał na przemykające na tarczy wskazówki, jego twarz spoważniała.
– Nie mam dużo czasu – odrzekł spokojnie, po czym wsadził zegarek z powrotem do kieszeni.
Zmrużył powieki, a usta wykrzywił w czymś, co miało przypominać uśmiech. Uwielbiał stroić taką minę, a przez lata doprowadził ją do perfekcji. Przybierał ją niemal na zawołanie, szczególnie w sytuacjach wymagających szybkiego myślenia.
– Muszę wybrać właściwie, od tego zależy moje życie – powiedział.
Wziął kartki i zaczął je zgniatać. Jedna po drugiej kolejne strony zamieniały się w kulki. Starał się, aby były jak najbardziej okrągłe, na tyle, na ile pozwalał mu na to papier. Po chwili na biurku znajdywały się już cztery papierowe kule. Pstryknął palcami, a z bezkresnego sufitu błysnął kolorowy snop światła. Tak jaskrawy, że rozświetlał teraz całe pomieszczenie. Mężczyzna chwycił wszystko, co znajdywało się na biurku, i wszedł do środka świetlistego promienia. Zniknął z pomieszczenia, a cały pokój na powrót przybrał niebieski kolor. Na biurku z nicości zmaterializowała się czarna klepsydra, w której powoli przesypywał się piasek.
Portal pojawił się na niewielkiej sali gimnastycznej z koszami do koszykówki. Na zewnątrz było jeszcze widno, liście w różnych odcieniach złota, brązu i czerwieni leniwie opadały na bruk.
Eryk spojrzał na kosz i wyciągnął kulki z kieszeni. Korzystając z linii pomocniczych, ustawił się jak do rzutu osobistego. Wycelował i cisnął pierwszą kartką, wykonując silny zamach prawą ręką. Kulka wzbiła się wysoko, ale nawet nie udało jej się musnąć kosza. Nie przejmując się swoją porażką, mężczyzna wyciągnął następną zwiniętą kartkę i ponownie wyrzucił ją w powietrze, tym razem jeszcze wyżej. Przedmiot otarł się o obręcz kosza i opadł powoli na posadzkę. Eryk zmarszczył brwi, jego serce zaczynało bić coraz szybciej. Od niechcenia wyrzucił trzecią kulkę i ta również nie doleciała do kosza. Popatrzył na ostatnią zmiętą stronę, podniósł rękę, przymknął jedno oko i wycelował. Zwinięty papier z dużą prędkością przeciął powietrze i wpadł prosto do kosza. Elegancki mężczyzna w podskokach podbiegł do miejsca, w którym spadł, i rozwinął kartkę jak dziecko, które otwierało urodzinowy prezent. Przez jego ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
– Dawid – przeczytał imię znajdujące się na dokumencie.
Wyszczerzył zęby i ponownie pstryknął palcami, a z sufitu sali wyrósł kolorowy snop światła. Wszedł w niego.
Wrócił do pokoju pokrytego błękitem. W tym momencie klepsydra wyparowała. Eryk chodził po pomieszczeniu wyprostowany i z wypiętą klatką piersiową. Wyliczał na palcach kolejne podpunkty z dokumentu.
– Będzie idealny! – wykrzyczał, nie mogąc się powstrzymać.
Tanecznym krokiem podbiegł do fotela, na którym wcześniej siedział. Umościł się w nim wygodnie i założył nogę na nogę.
– Czas wszystko przygotować – powiedział niemal szeptem, a następnie zaczął się śmiać, jakby właśnie usłyszał najzabawniejszy żart w swoim życiu.
Rozdział 2
– Musisz się w końcu ogarnąć! – stwierdził mężczyzna w okularach.
Dawid spojrzał na niego i zacisnął dłonie w pięści. Gotowało się w nim za każdym razem, kiedy jego przyjaciel tak mówił. Przez myśl przeszło mu kilka niecenzuralnych słów, które miał ochotę wystrzelić w jego stronę, ale się powstrzymał. Wziął łyk piwa i rozejrzał się po lokalu o wdzięcznej nazwie Pod Grotami.
Nic się nie zmieniło, od kiedy zaczął tu przychodzić za swoich studenckich czasów. W tle leciały szanty na zmianę z utworami o ciężkim brzmieniu gitar i perkusji. Ze ścian zwisały grube liny, a sufit pokrywał materiał, który miał przypominać żagiel. Przebywając tutaj, naprawdę można było poczuć się jak na pirackim okręcie. Największą atrakcję tego miejsca stanowił jednak umieszczony na środku ster. Właściciel lokalu twierdził, że pochodził z jego własnej łodzi, ale nikt mu nie wierzył. Miejsce było utrzymane w brązowych barwach, z licznymi stalowymi elementami. W powietrzu unosił się zapach drewna i starego rumu.
– To już rok, a ty nadal nie możesz się pozbierać – mówił wyraźnie poirytowany Piotrek.
– Myślisz, że nie próbuję?! – podniósł głos Dawid, nie ukrywając, że ma tej rozmowy już dość.
– Jakbyś nie pamiętał, to była też moja przyjaciółka! – odpowiedział Piotrek, marszcząc czoło i napinając ramiona.
Patrzyli na siebie, jakby zaraz mieli wyjaśnić to sobie na zewnątrz. Nie zwracali uwagi na to, że niektórzy klienci spoglądali w ich stronę, licząc, że zaraz ten wieczór stanie się dużo ciekawszy. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż w pewnym momencie Dawid wypuścił powietrze z płuc.
– Przepraszam.
– Też mi jej brakuje – odpowiedział Piotrek, tym razem spokojnie, i złapał przyjaciela za ramię w geście pojednania.
Dawid wiedział, że kompan nie chciał go urazić ani zaczynać kłótni. Martwił się o niego i chciał mu pomóc, ale nie miał pojęcia, jak to zrobić, co było zrozumiałe, bo nawet sam Dawid tego nie wiedział.
Teraz przypominał jedynie pustą skorupę, która tylko czasami okazywała jeszcze ludzkie emocje. Spojrzał po sobie, nawet jego wygląd to odzwierciedlał. Włożył zwykłą szarą koszulę i jeansy. Kiedy zauważył, że Piotrek na niego spogląda, speszył się i spuścił wzrok, udając, że coś upadło mu na podłogę. Wziął kolejny łyk piwa, licząc, że alkohol zacznie działać i otępi jego zmysły.
– Co tam u ciebie? – zapytał Piotr, próbując zmienić temat.
– W porządku – powiedział Dawid bez przekonania w głosie.
Przyjaciel oparł łokieć o blat, a dwa palce położył na czole. Wiedział, że jest zbywany. Starał się znaleźć jakiś wątek, który ożywi nieco rozmowę. Zmusił się do uśmiechu, udając, że nie przejmuje się obojętnością Dawida. Chciał jakoś pomóc, ale nie potrafił.
– Byłeś na ostatniej sesji? – zapytał szybko.
– Tak, leki trochę pomagają.
Zawsze tak odpowiadał. Nie chciał dzielić się szczegółami. Od pół roku chodził na terapię. Jedynie leki pozwalały mu spokojnie zasnąć w nocy i nie roztrząsać tragicznych wydarzeń, które nawiedzały go w snach. Na samą myśl o tym poczuł chłód na całym ciele. Szczególnie dziś atmosfera wydawała się przygnębiająca, być może to przez pogodę. Na szczęście czuł, że alkohol zaczyna działać. Jego mięśnie powoli się rozluźniały, a na twarzy pojawiało się coś, co przypominało uśmiech. Wstał od stolika i wskazał gestem, aby Piotr poszedł za nim. Ten podniósł się od niechcenia i obaj podeszli do baru, gdzie urzędował właściciel lokalu.
Ich spojrzenia się spotkały i rubaszny barman zaśmiał się głośno. Dawid pokazał mu trzy palce, a następnie uderzył dwoma w swoją szyję. Ernest od razu zrozumiał, o co chodzi, wyciągnął trzy kieliszki i nalał do nich przezroczysty płyn z butelki o złotej etykiecie. Wszyscy trzej popatrzyli na siebie. Piotrek co jakiś czas wyciągał Dawida z domu, aby ten nie myślał bez przerwy o stracie, za co Dawid był mu niezwykle wdzięczny, ale nie potrafił tego okazać w inny sposób niż przez postawienie mu kolejki.
– Same z tobą kłopoty – zaśmiał się Piotr, po czym wziął kieliszek i uniósł go, dając do zrozumienia, że chce wznieść toast.
Dawid po raz pierwszy tego wieczoru szczerze się uśmiechnął, podniósł kieliszek. Poczuł w środku ciepło. Czasami nie pamiętał, że nie tylko on za nią tęskni.
– Za Kamilę! – krzyknęli wszyscy trzej, a ich doniosłe głosy wybrzmiały w całym lokalu.
Dawid na chwilę zapomniał o samotności i o tym, jak bardzo zamknął się na innych. W głębi serca czuł, że chciałby ruszyć dalej. Nie chodziło nawet o nową partnerkę, ale zwyczajnie o ludzi, z którymi mógłby spędzić wolny wieczór. Wrócił na moment wspomnieniami do czasów szkolnych, kiedy samotność mu odpowiadała i traktował ją jako coś pozytywnego. Właśnie wtedy poznał Kamilę, która wywróciła jego życie do góry nogami, wchodząc w nie niczym buldożer na budowę. Poczuł, jak jego oczy stają się mokre. Szybko przetarł je dłonią, aby Piotrek tego nie zobaczył. Chwilę jeszcze posiedzieli, dokończyli piwa i obaj udali się do domów.
Dawid wciąż mieszkał w tym samym miejscu, chociaż wszyscy proponowali mu, aby zmienił otoczenie. On jednak pozostawał nieugięty. Wierzył, że cały czas jest tam cząstka jego żony, a on chciałby zachować ją jak najdłużej, pielęgnować niczym piękną różę schowaną pod kloszem.
Szedł powoli, chwiejnym krokiem i chłonął atmosferę nocnego miasta. Było w tym coś odprężającego. Chłodny wiatr łagodnie owiewał jego twarz, a cisza dookoła sprawiała, że czuł się lekko i rozluźniony. Przypomniał sobie, jak często wychodzili z Kamilą na nocne spacery. Nie rozmawiali wtedy, jedynie cieszyli się wszechobecną ciszą.
Lekko szumiało mu w głowie, ale nie miał wrażenia, że wypił za dużo. Zamyślił się, przez co nie zauważył eleganckiego mężczyzny, który nagle wyłonił się przed nim z ciemności. Dawid wpadł na niego, odbił się od jego barku, ale jakimś cudem zdążył złapać równowagę, zanim upadł na chodnik. Niestety przechodzień nie miał tyle szczęścia i wylądował na ziemi. Dawid podbiegł do niego, chcąc podać mu rękę. Mężczyzna wstał jednak z ziemi bez jego pomocy i otrzepał się dwoma ruchami ręki. Jego mina nie zdradzała zdenerwowania, była raczej obojętna.
– Przepraszam, musiałem się zagapić. Wyglądasz na zmartwionego, czy coś się stało? – zapytał elegancki mężczyzna.
Był ubrany w niebieski garnitur, palce jego dłoni zaciskały się na lasce. Emanowała od niego dziwna aura, która sprawiła, że Dawidowi zrobiło się jeszcze zimniej. W żołądku zaczęło mu się przewracać, ale uznał, że to od nadmiaru wypitego piwa.
– Przepraszam – odrzekł, po czym szybkim krokiem udał się w stronę swojego mieszkania, co jakiś czas spoglądając, czy mężczyzna nie idzie za nim.
Ciężko sapiąc, wszedł do domu i położył sobie dłoń na czole, które okazało się całe mokre od potu, jakby właśnie przebiegł maraton. Szybko zdjął przepocone ubranie i rzucił je na podłogę w sypialni.
Myśli o nieznajomym nie dawały mu spokoju. Podszedł do drzwi i jeszcze raz sprawdził, czy na pewno są zamknięte. Wydawało mu się, że cały czas jest obserwowany.
„Czy on specjalnie na mnie wpadł? A może to była nieudana próba napadu?” – zastanawiał się.
Przejrzał kieszenie płaszcza, dokładnie każdą sprawdzając. Telefon znajdował się na swoim miejscu, portfel tak samo. Nic nie zginęło. Dawid nie miał żadnych kosztowności, nie był kimś wyjątkowo zamożnym. Jego rewizję przerwał telefon, na którego dźwięk podskoczył z zaskoczenia. Kiedy zobaczył, kto dzwoni, zrobił ogromne oczy – to był ojciec Kamili.
– Kuźwa, czemu teraz?
Rodzina jego żony kontaktowała się z nim co jakiś czas – pytali, czy wszystko w porządku, a on zawsze odpowiadał, że jakoś sobie radzi. Za każdym razem, kiedy dzwonili, okłamywał ich odnośnie do swojego stanu zdrowia. Nie chciał, aby się o niego martwili. Odrzucił połączenie i napisał na szybko wiadomość, że przeprasza, ale jest już bardzo zmęczony. Nie miał ochoty rozmawiać, kiedy był w stanie wskazującym na spożycie alkoholu.
Ruszył do sypialni i ułożył się wygodnie na dwuosobowym łóżku. Wziął z szafki nocnej tabletkę, nawet jej nie popił, i zamknął oczy. Nie cierpiał faktu, że musi brać tabletki, ale pomagały mu z bezsennością. Po nich bardzo szybko zaczynało go samoistnie odcinać.
W nocy przewracał się z jednego boku na drugi. Nawiedziła go wizja przeszłości. Tego, jak spotkał Kamilę, i wszystkiego, co stało się później. Ten koszmar prześladował go niemal od roku i Dawid nie wiedział, jak ma sobie z nim poradzić.
Rozdział 3
– Wstawaj! Czas zmienić swoje przeznaczenie!
Dawid zerwał się nagle na równe nogi. Jego czoło nadal było mokre od potu. Chciało mu się ryczeć. Rozejrzał się dookoła. Dostał gęsiej skórki na całym ciele, a żołądek zaczął mu podjeżdżać do gardła. Nie znajdował się już w swojej sypialni. Zamiast tego leżał na zimnej posadzce, ze wszystkich stron otaczał go niebieski kolor. Wszystko zlewało się w jedną błękitną plamę, od której dostawał zawrotów głowy. Zmusił się, aby zrobić krok, i podszedł do jednej ze ścian. Oparł się o nią, aby utrzymać się na nogach. Pomieszczenie było tak wysokie, że nawet nie widział sufitu. Kiedy spojrzał w górę, niemal zatracił się w ciemności. Wielka czarna plama zdawała się wręcz pożerać wszystko wokół. Wydawało się, że zaraz zostanie przez nią pochłonięty. Ponownie rozejrzał się po pokoju.
Dopiero po chwili, gdy jego wzrok przyzwyczaił się do otoczenia, zauważył ludzkie kontury kilka kroków od niego. Otworzył usta, a jego oddech przyspieszył. Postać w równych odstępach uderzała laską o posadzkę, dźwięk stawał się coraz głośniejszy, aż w końcu nastała cisza, w której Dawid słyszał jedynie bicie własnego serca.
– Ha, ha, ha – zachichotał tajemniczy osobnik, co zmroziło krew w żyłach Dawida. Przełknął ślinę, jakby była twardym kamieniem.
Postać powoli, niczym zmora, przeszła za biurko, oświetlana przez jasnożółtą poświatę. Teraz Dawid mógł przyjrzeć jej się dokładniej. Chudy mężczyzna. Trudno było określić jego wiek, ale wydawało się, że mogą być rówieśnikami. Miał bardzo uwydatnione kości policzkowe i długi, spiczasty nos. Upiorny wygląd uzupełniała kozia broda oraz ulizane włosy zaczesane do tyłu. Mężczyzna ubrany był w eleganckie spodnie, koszulę i marynarkę, wszystko pod kolor pomieszczenia, w którym się znajdowali. Dodatkowo miał dopasowany krawat i czarną laskę.
Do Dawida zaczynało powoli docierać, że już wcześniej go spotkał. Pierwsze, co przyszło mu do głowy, to porwanie. Złapał się za głowę i kucnął, jakby chciał się uchronić przed atakiem, który mógł zaraz nastąpić. Jego oddech stał się ciężki. Szukał wzrokiem ewentualnej drogi ucieczki, niestety nie mógł dostrzec niczego, co chociaż trochę przypominałoby drzwi.
– Czas zmienić swoje przeznaczenie! – powtórzył tajemniczy jegomość. – Jestem Eryk i chcę zawrzeć z tobą kontrakt.
Dawid spojrzał na Eryka swoimi mokrymi od łez oczami. Próbował odpowiedzieć, ale przez suchość w ustach nie potrafił. Zaczął chodzić po pomieszczeniu, ostrożnie stawiając stopy, jakby był żołnierzem, który dostał zadanie, aby przejść przez pole minowe. Zignorował mężczyznę w garniturze i skierował się w stronę fotela. Myślał teraz jedynie o tym, aby usiąść i uspokoić myśli. Opadł na miękki mebel i od razu poczuł ulgę, miał wrażenie, że zrzucił z siebie ogromny ciężar.
Fascynowało go pomieszczenie, w którym się znalazł – było z jednej strony tak znajome, a z drugiej tak różne od tego, co widział do tej pory. Skojarzyło mu się z biurem jakiegoś wpływowego biznesmena.
Eryk gorączkowo zaciskał dłonie. Cały czas obserwował, co robi mężczyzna, kilka razy stuknął laską o podłogę, jakby chciał go pospieszyć, niczym nadzorca poganiający niewolników. Przeszła mu nawet przez głowę myśl, że mógłby go parę razy uderzyć w plecy. W końcu jego rozdrażnienie stało się tak silne, że musiał zacząć mówić, bo jeszcze chwila i faktycznie mógłby przyozdobić twarz śmiertelnika kilkoma dodatkowymi siniakami.
– Skończyłeś!? – wykrzyczał Eryk. – Ja wiem, że nie zawsze spotyka się Pana Przeznaczenia, ale mógłbyś się pospieszyć.
Na te słowa Dawid podniósł głowę i spojrzał na swojego rozmówcę. Gdy tylko usłyszał tytuł „Pan Przeznaczenia”, wyprostował się na fotelu, a po plecach przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz.
– Sprawuję władzę nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Wybrałem cię, bo mam dla ciebie kontrakt – wyrecytował Eryk.
– Kontrakt? – powtórzył zaskoczony Dawid.
W pierwszej chwili otworzył szeroko oczy, a potem jego umysł zaczął bombardować go pytaniami, na które nie mógł znaleźć odpowiedzi. Próbował jakoś zracjonalizować sobie wszystko, co do tej pory zobaczył. Czy to sen? Czy może został odurzony i porwany? Jednak musiał przyznać, że słowa Eryka brzmiały interesująco. Poczuł, jakby ktoś znowu rozpalił w nim wewnętrzny ogień. Mrowienie w żołądku stawało się coraz bardziej intensywne. Nie wiedział, o co może chodzić. Chciał jednak usłyszeć, co ma do powiedzenia ten tajemniczy mężczyzna.
– Odpowiedz mi na jedno pytanie. Czy chcesz, aby twoja żona wróciła? – Słowa rozniosły się echem po całym Niebieskim Pokoju.
Serce Dawida zabiło mocniej. Po jego ciele rozeszła się fala ciepła, a na twarzy zagościł szczery uśmiech.
– O czym ty mówisz? – rzucił, cały czas próbując zrozumieć swoje obecne położenie.
Strach powoli znikał, ustępując miejsca czemuś innemu. Dawid starał się nie dopuścić do siebie tego uczucia, tego na nowo rozpalonego płomienia. Powstrzymywał się, jak mógł, ale powoli zaczynał przegrywać. Racjonalne myślenie w końcu ustąpiło od dawna skrywanym uczuciom. Spojrzał jeszcze raz na szczerzącego się do niego Eryka. Ten nieszczery, sztuczny uśmiech ponownie wzbudził w nim obawy oraz strach przed nieznanym. W końcu zalała go fala bezsilności.
„Co to za popaprany sen? Najpierw podsyła mi wspomnienia, a potem pojawia się Pan Przeznaczenia i pyta, czy chcę, aby moja żona wróciła”.
Jego myśli cały czas lawirowały, wywołując zawroty głowy. Nie wykluczał, że zwyczajnie mógł zostać odurzony i porwany. Szybko przyjrzał się swojemu ciału. Miał na sobie piżamę. Podniósł koszulę. Nie zauważył na skórze żadnych śladów walki. Nie wiedział, co ma zrobić. Z jednej strony liczył, że zaraz usłyszy dźwięk budzika, który zabierze go z tego koszmaru, i wróci do swojej szarej egzystencji. Z drugiej strony jednak kłębiła się z nim masa pytań. Gotowało się w nim, aż w końcu wykipiało. Musiał zapytać, o co w tym chodzi, po prostu musiał. Nie mógł przepuścić takiej okazji, zbyt mocno zżerała go ciekawość. Jego wewnętrzne rozterki przerwał Eryk – przeskakiwał z nogi na nogę, zniecierpliwiony zbyt długim milczeniem Dawida.
– Odpowiedz na pytanie! – powtórzył, tym razem bardzo stanowczym głosem.
Dawid się wyprostował. Miał kompletną pustkę w głowie. Jakby nagle ktoś nacisnął przycisk służący do kasowania. Odpowiedź była dla niego oczywista, a jednak cały czas wahał się przed wypowiedzeniem jej na głos.
– Tak, chcę, aby wróciła – wyszeptał w końcu.
Wiele razy miał nadzieję, że śmierć jego żony była tylko sennym koszmarem. Wielokrotnie kładł się spać, marząc o tym, że jak tylko się obudzi, jego Kamila będzie obok. Niestety nic takiego nigdy się nie wydarzyło. Nie wiedział, co się zaraz stanie, ale pojawiło się w nim uczucie, które dawno już w sobie zakopał. Jego serce zaczęło bić coraz mocniej, pompując do ciała ciepło, które rozchodziło się na wszystkie kończyny. Oczekiwanie na to, co miało zaraz nastąpić, zdawało się trwać w nieskończoność. Nerwowo zaczął tupać nogą.
Eryk zdawał się mieć świadomość, co w tym momencie siedzi w głowie Dawida. Zmrużył powieki i wykrzywił twarz w uśmiechu. Podszedł powoli do śmiertelnika, opierając się na swojej lasce. Wyglądał bardzo dystyngowanie i pewnie siebie – jak arystokrata z dawnych czasów. Dawid odniósł wrażenie, że właśnie zbliża się do niego sam diabeł. Pan Przeznaczenia przysiadł na drugim fotelu i założył nogę na nogę.
– Posłuchaj – zaczął powoli. – Mogę sprawić, że twoja żona wróci. – Jego oczy mieniły się jak gwiazdy.
Na te słowa Dawid chwycił Pana Przeznaczenia za garnitur, całe jego ciało drżało.
– Zrób to! – krzyknął instynktownie.
Niespodziewanie przypomniał sobie, jak kiedyś Kamila zadzwoniła do niego całkowicie zapłakana. Wtedy również dał się ponieść instynktowi, od razu wybiegł ją pocieszyć.
Eryk zdawał się niewzruszony. Z jego twarzy nie schodził nikczemny uśmiech.
– Och, zrobię. Jednak aby nie był tak łatwo, stawiam jeden warunek – odpowiedział Pan Przeznaczenia z wyraźną dumą w głosie.
– Jaki? – zapytał Dawid i wypuścił boga z uścisku. Jego dłoń cały czas drżała, jakby nagle popadł w delirium. – Zresztą nieważne, zgadzam się na wszystko – dodał po chwili z niespotykaną pewnością siebie.
Dla niego nie miało już znaczenia, czy to sen, czy jawa. Był w amoku, pochłonięty przez wizję ponownego spotkania z Kamilą. Nie interesowały go konsekwencje. Chciał tylko znowu zobaczyć uśmiech swojej żony, przytulić ją i pocałować.
– Warunek jest taki, że ona nie może się dowiedzieć, kim dla niej byłeś – odrzekł Eryk, patrząc Dawidowi prosto w oczy, chcąc zobaczyć, jak ten zareaguje.
Dawid zacisnął dłonie w pięści i poczuł nieodpartą chęć uderzenia boga w twarz. Ledwo powstrzymał się od wymierzenia ciosu. Chciał wierzyć, że Kamila naprawdę może wrócić. Wziął kilka głębokich oddechów, zaczął liczyć w myślach do dziesięciu. Pomogło, jego ciało powoli się rozluźniło, a palce znowu wyprostowały się na podłokietnikach fotela.
– Podsumujmy… – zaczął powoli Dawid. – Przypuśćmy, że to prawda i faktycznie jesteś w stanie przywracać zmarłych do życia. – Spojrzał na Eryka, dokładnie mierząc go wzrokiem. – Co ty będziesz z tego miał?
– Satysfakcję. Jak widzisz po tym pomieszczeniu, ludzie mnie fascynują. Rządzę ich przeznaczeniem, jednak jestem znudzony ciągłym siedzeniem w jednym miejscu, chcę się trochę zabawić – odpowiedział ciepłym głosem.
Dawid patrzył na Eryka. W tym momencie jego myśli lawirowały pomiędzy dwoma skrajnymi podejściami. Nie wiedząc, co ma zrobić, złapał się za głowę i zamknął oczy. Liczył, że zaraz się obudzi. Jego wewnętrzna skorupa, którą z taką pieczołowitością zbudował, zdawała się w tym momencie pękać.
– Ja nawet w Boga już nie wierzę, a mam uwierzyć w Pana Przeznaczenia? – powiedział niepewnie, ciągle trzymając się resztek zdrowego rozsądku, które mu jeszcze zostały.
– Nie martw się. Bóg też już w ludzi nie wierzy – zażartował Eryk.
Dawid naprawdę chciał dać temu wszystkiemu wiarę. Ciągle jednak czuł dziwne kłucie w sercu, jakby walczyły w nim dwie sprzeczne racje. Jedna chciała uwierzyć, że to prawda. Druga pragnęła już się obudzić.
– Wyjaśnij mi jeszcze raz ten warunek – powiedział spokojnie, patrząc tępo w podłogę.
– Tak jak mówiłem, twoja żona będzie żyć, ale nie możesz jej powiedzieć, kim dla niej byłeś.
Dawid przywołał obraz tego, co przeżywał przez ostatni rok – począwszy od terapii, przez leki, aż do problemów ze snem. Ciągle o niej myślał i rozpamiętywał dzień jej pogrzebu, kiedy całe jego życie zawaliło się jak domek z kart. Wszystko straciło sens, a on zakopał swoje szczęście razem z nią.
– Nie mogę o niej zapomnieć. Zrobię wszystko, aby wróciła, tak bardzo mi jej brakuje… – Skulił się na fotelu, jakby chciał ukryć się przed całym światem. Wyglądał teraz jak małe, niewinne dziecko, a nie dorosły mężczyzna.
Eryk spoważniał, wstał i powolnym krokiem podszedł do biurka. W pomieszczeniu słychać było jedynie odgłos jego obcasów oraz laski. Sięgnął do jednej z szuflad i wyciągnął z niej ozdobny papier. Gestem zaprosił Dawida, aby ten do niego podszedł.
Mężczyzna zbliżył się do biurka, powłócząc nogami po podłodze, szedł zgarbiony, a jego ręce zwisały bezwładnie, jakby nie wypełniały ich żadne kości. Ze spuszczoną głową stanął przed trzymanym przez Pana Przeznaczenia dokumentem.
– To nasz kontrakt, jego warunki są proste. Kamila wraca do życia, a ty będziesz dla niej kompletnie obcy – powiedział hipnotyzującym głosem Eryk.
Dawid podniósł głowę, Erykowi ukazały się jego zmęczone i napuchnięte oczy.
– Czy mogę zadać jeszcze jedno pytanie? – zapytał wypranym z emocji głosem.
Eryk, wciąż z kamienną twarzą, kiwnął głową.
– Nie będzie mnie pamiętać, ale czy jest szansa, że przypomni sobie nasze życie? – W jego głosie słychać było nadzieję.
– Wierzysz, że wasza miłość była wyjątkowa?
– Tak – odpowiedział bez wahania Dawid. To słowo sprawiło, że nagle wstąpiły w niego nowe siły. Wyprostował się i otarł łzy z twarzy.
– W takim razie wszystko jest możliwe – dokończył bóg.
Po tym zapewnieniu Dawid rozluźnił się nieco, wziął długopis i starannie złożył swój podpis na dokumencie. Kontrakt na jego oczach rozbłysnął niebieskim płomieniem i zwyczajnie zmienił się w niewielką kupkę popiołu.
– Umowa została zawarta – powiedział Pan Przeznaczenia. Jego oczy zaświeciły na niebiesko. Błyszczały jak dwa szafiry, w których można było się zatracić. – Jutro po pracy udasz się na jej grób, a teraz obudzisz się w swoim mieszkaniu – powiedział wyniosłym głosem, który wybrzmiał głośno w całym pomieszczeniu.
Ściany zaczęły się poruszać, a z bezkresnej czerni sufitu wyłonił się snop światła, który otulił Dawida. Niebieski Pokój zniknął i został zastąpiony przez białą pustkę bez żadnych odgłosów. Dawid zamknął oczy, starając się chłonąć wszechobecną jasność. Słyszał jedynie swój własny oddech. Zaczął się wznosić, przestał czuć grunt pod stopami. Nie było ani śladu Eryka czy też tego dziwacznego pokoju, jedynie powoli ogarniająca go chłodna pustka.
Zamknął oczy, dając swojemu organizmowi odpocząć. Odpłynął, unoszony przez jasne światło. Ze snu wyrwał go dźwięk budzika w telefonie. Otworzył oczy i rozejrzał się, biorąc głęboki oddech. Bolała go głowa. Znowu znalazł się w swojej sypialni. Na jego twarzy pojawił się grymas.
– To był tylko sen – powiedział do siebie smutnym i pełnym rezygnacji głosem.
Zwlekł się niechętnie z łóżka i skierował w stronę łazienki. Musiał przygotować się do pracy.
