Obsesja - Natasha Preston - ebook

Obsesja ebook

Natasha Preston

3,5
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

14 osób interesuje się tą książką

Opis

Ktoś zawsze patrzy…

Connie nigdy nie marzyła o sławie, ale jej prowadząca popularny vlog matka wykreowała ze swoich dwóch córek gwiazdy internetu. Ich życie przez lata toczyło się na oczach obcych ludzi, a każdy uśmiech i gest były starannie przemyślane pod kątem klikalności.

Gdy w okolicy zaczynają znikać dziewczyny, znajome dotąd światło reflektorów przybiera złowrogi odcień. Nastolatka uświadamia sobie, że ktoś nie tylko ją obserwuje, ale snuje wobec niej przerażające plany…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 317

Data ważności licencji: 6/24/2030

Oceny
3,5 (4 oceny)
1
2
0
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Rozdział 1

1

Kamera zamo­co­wana na sta­ty­wie już czeka, aby zare­je­stro­wać kolejną dawkę wyre­ży­se­ro­wa­nej auten­tycz­no­ści. Świa­tło sto­ją­cej za nią lampy pier­ście­nio­wej jest zbyt jasne, zbyt ostre. Jej blask wwierca się w mój mózg tak mocno, że za każ­dym mru­gnię­ciem mam przed oczami jasne aure­ole.

Cza­sami te okręgi poja­wiają się w moich snach i ści­gają mnie w jakimś pokrę­co­nym, kosz­mar­nym świe­cie jak z Sonica.

Vlo­go­wa­nie cał­ko­wi­cie zawład­nęło moim życiem. Odpo­czy­wam od niego wyłącz­nie pod­czas lek­cji, a to tylko dla­tego, że na tere­nie szkoły obo­wią­zuje zakaz nagry­wa­nia.

Mama nie przej­muje się, jak to wpływa na mnie i na moją sio­strę Islę; naj­waż­niej­sze, żeby­śmy udo­stęp­niały nasze fil­miki i dawały obser­wu­ją­cym to, czego pra­gną. To praw­dziwa obse­sja. Ludzie muszą nas oglą­dać, laj­ko­wać, sub­skry­bo­wać, komen­to­wać, nawet jeśli część z nich nie ma nic miłego do powie­dze­nia – i to łagod­nie mówiąc. Wiele z komen­ta­rzy jest nie­sto­sow­nych, a nie­które wręcz przy­pra­wiają mnie o gęsią skórkę.

To też jej nie obcho­dzi. Na pro­wo­ko­wa­niu ludzi można zaro­bić wię­cej niż w nor­mal­nej pracy, a mama jest mistrzy­nią w iry­to­wa­niu nie­zna­jo­mych w inter­ne­cie.

Kiedy dopiero zaczy­na­ły­śmy vlo­go­wać, bawi­łam się naprawdę świet­nie, bo wią­zało się to ze wspól­nymi wyj­ściami i wyciecz­kami. Teraz coraz bar­dziej czuję się jak w wię­zie­niu.

Mru­gam, gdy świa­tło zaczyna mi wypa­lać rogówki, i tłu­mię ziew­nię­cie. Mama nie byłaby zado­wo­lona, gdyby zoba­czyła, że zie­wam przed kamerą.

To nie powinno potrwać długo. Zaczę­ły­śmy z pew­nym opóź­nie­niem, ale wie­czo­rem mama musi jesz­cze edy­to­wać nagra­nie, żeby udo­stęp­nić je z samego rana. Dzięki temu będzie mogła odpo­wie­dzieć na komen­ta­rze, gdy tylko wróci z bie­ga­nia.

Od czasu, gdy mama odkryła, że na fil­mo­wa­niu dosłow­nie każ­dej rze­czy, którą robi – i wszyst­kiego, co robią jej dzieci – może zaro­bić setki tysięcy dola­rów, myśli tylko o tym. Na początku to było jedy­nie jej hobby, ale szybko zaczęła zara­biać takie pie­nią­dze, że rzu­ciła pracę asy­stentki den­ty­sty.

Teraz je, śpi i oddy­cha vlo­go­wa­niem. W zeszłym roku wzięła udział w wielu kon­fe­ren­cjach dla twór­ców tre­ści. Zawsze po powro­cie z takiego wyda­rze­nia zmie­nia naszą „codzienną rutynę” w zależ­no­ści od tego, czego tym razem się dowie­działa. W zeszłym roku na przy­kład stała się mamą, która szy­kuje nam dru­gie śnia­da­nie do szkoły.

Nie­na­wi­dzę każ­dej sekundy fil­mo­wa­nia. Sta­ram się igno­ro­wać komen­ta­rze na naszym kanale, ale nie jestem w sta­nie przed nimi uciec. Moi zna­jomi z klasy oglą­dają te filmy i uży­wają ich jak amu­ni­cji, żeby się nade mną znę­cać pod­czas przerw.

Całe moje życie kręci się wokół kamery. Dzi­siaj będziemy odpo­wia­dać na pyta­nia, które ludzie zadali na naszym vlogu albo Insta­gra­mie. W ostat­nich tygo­dniach wiele osób o to pro­siło.

Nie możemy roz­cza­ro­wać fanów.

Mama sie­dzi pomię­dzy mną a Islą, a jej świeżo wypeł­nione usta roz­cią­gają się w uśmie­chu, uka­zu­jąc piękne białe zęby. Nie potra­fię stwier­dzić, czy spra­wia jej to przy­jem­ność, czy nie.

Jej uśmiech robi się prze­ra­ża­jąco podobny do uśmie­chu Isli. Wszyst­kie jeste­śmy podobne: mamy tę samą bladą, por­ce­la­nową cerę i duże ciemne oczy. Róż­nimy się tylko kolo­rem wło­sów: Isla i mama są bru­net­kami, a ja – blon­dynką. Przez te wszyst­kie zabiegi, które mama sobie zro­biła, zaczyna coraz bar­dziej wyglą­dać jak bliź­niaczka Isli, a nie jej matka.

Aż mnie ciarki prze­cho­dzą, gdy o tym myślę.

Dobrze, że wkrótce wyjeż­dżają. Wybie­rają się na wycieczkę objaz­dową po dzie­się­ciu col­lege’ach na Zachod­nim Wybrzeżu. Dzie­się­ciu. Islę inte­re­sują tylko trzy, ale to przy­cią­gnę­łoby za mało widzów. Tytuł tej serii jest już wymy­ślony, a wszyst­kie przy­stanki sta­ran­nie przy­go­to­wane – mama zapla­no­wała różne aktyw­no­ści, żeby poka­zać, jaka jest roz­ryw­kowa.

Żad­nej z tych rze­czy ni­gdy z nami nie robiła, dopóki w naszym życiu nie poja­wiły się kamery.

– No dobrze, Sophie135 chce się dowie­dzieć, jak się czu­jesz z tym, że nas opusz­czasz i wyjeż­dżasz do col­lege’u – mówi mama do Isli, wydy­ma­jąc usta, jakby była zała­mana; jakby wypro­wadzka jej naj­star­szej córki była dla niej cio­sem pro­sto w serce.

Dla mnie ta wizja jest jesz­cze strasz­niej­sza. Po wyjeź­dzie Isli zostanę sama z mamą i będę ska­zana na nie­ustanne fil­mo­wa­nie mojego życia. LouPlu­sTwo. Jej imię jest wyeks­po­no­wane z przodu, a jej ego to główny boha­ter vloga. Isla i ja jeste­śmy tylko rekwi­zy­tami, dowo­dami jej wspa­nia­ło­ści.

Nawet nie lubimy tych baj­gli z ser­kiem śmie­tan­ko­wym i łoso­siem, które przy­go­to­wuje nam na śnia­da­nie przed kamerą. Zawsze potem wyj­muję rybę.

– Bar­dzo się cie­szę! To zna­czy, strasz­nie smutno będzie mi zosta­wić mamę i sio­strę, ale one inspi­rują mnie każ­dego dnia. Zro­bię wszystko, co w mojej mocy, żeby były ze mnie dumne.

Czuję, że zbiera mi się na wymioty. Pod­czas każ­dego nagra­nia muszę się pil­no­wać, żeby nie prze­wró­cić oczami.

– Ja też będę tęsk­nić… Ale to nie zmie­nia faktu, że wpro­wa­dzam się do two­jego pokoju – dodaję, bo wiem, że takie żar­to­bliwe uwagi zawsze wywo­łują pozy­tywne reak­cje. „Ależ ta Con­nie jest zabawna”. Ale nie skła­ma­łam: naprawdę będę za nią tęsk­nić.

Sta­ram się trzy­mać sce­na­riu­sza, ale nie chcę, żeby ludzie, któ­rzy znają mnie w praw­dzi­wym życiu, pomy­śleli, że w inter­ne­cie jestem kimś zupeł­nie innym.

Nie tak, jak moja matka.

Mama i Isla się śmieją i odwra­cają z powro­tem do kamery. Mama zakłada włosy za uszy.

– Ech, sio­strzyczki! No dobrze, następne pyta­nie jest do cie­bie, Con­nie. Fluf­fy­Bun­ny­Mom, co za uro­czy nick, pyta, czy iry­tują cię nega­tywne komen­ta­rze.

Mama rzuca mi surowe spoj­rze­nie. Jej sze­roki uśmiech jest tak fał­szywy, że aż żenu­jący. To ostrze­że­nie: mam prze­czy­tać tekst ze sce­na­riu­sza. Do tego kon­kret­nego pyta­nia przy­go­to­wy­wa­ły­śmy się już dzie­siątki razy. Mama codzien­nie wbija nam do głów odpo­wiedź, jakby powta­rza­nie jej na okrą­gło miało sku­tecz­nie nas ochro­nić przed nie­na­wi­ścią, która sączy się do naszych dusz.

Wzru­szam ramio­nami, choć wymaga to ode mnie sporo wysiłku. Kła­ma­nie mnie męczy, a ostat­nio nic innego nie robię.

– Nie. Po pro­stu je prze­wi­jam. Nie mam czasu na nega­tyw­ność.

– Dosko­nała odpo­wiedź, kocha­nie – mówi mama, od któ­rej biją wyćwi­czona ser­decz­ność i tro­ska. – Sta­ram się usu­wać wszyst­kie kry­tyczne komen­ta­rze, które są zbyt oso­bi­ste, zanim dziew­czyny zdążą je zoba­czyć. Pamię­tajmy, że one są tylko ludźmi, zale­d­wie nasto­lat­kami. Nie­stety, cza­sami zda­rza mi się coś prze­oczyć. Jestem ogrom­nie dumna z tego, jak dosko­nale sobie z tym radzą.

Kła­ma­nie przy­cho­dzi jej z taką łatwo­ścią. Podej­rze­wam, że nawet doświad­czony agent CIA dałby się nabrać.

Wszyst­kie czy­tamy tego typu komen­ta­rze, zwłasz­cza napi­sane przez osoby o nic­kach homeboy666, blu­eqb i Roz, z któ­rych ta pierw­sza kry­ty­kuje nas z naj­więk­szą pasją. Zaczy­nały nie­win­nie, od takich uwag jak: „wasze córki tego nie chcą” albo „żadne z tych rze­czy się nie dzieją po wyłą­cze­niu kamery”. W sumie nawet się z nimi zga­dza­łam. Ale teraz, po pię­ciu mie­sią­cach, piszą na przy­kład: „powinni ode­brać ci dzieci” i „w końcu ktoś w tym domu pęk­nie”. Wczo­raj ktoś dodał komen­tarz: „wszy­scy wiemy, gdzie miesz­ka­cie”.

Mama fil­muje nas wszę­dzie: na ulicy, w ogro­dzie, w róż­nych miej­scach w oko­licy. Nazwa mia­sta, znaki dro­gowe – to wszystko jest widoczne na nagra­niach.

Jules, która przy­jaźni się z mamą i jest – o, tak! – sze­ryfką w naszym mie­ście, nie­raz radziła jej, żeby nagry­wała tylko w zamknię­tych pomiesz­cze­niach albo przy­naj­mniej z dala od domu. Ale ona jej nie słu­cha. Zresztą i tak już na to za późno. Mleko się roz­lało.

– Mama robi, co może, żeby nas chro­nić przed nie­na­wist­nymi komen­ta­rzami pod vlo­gami. – Isla potwier­dza kłam­stwo.

Odwra­cam się do niej tak gwał­tow­nie, że pra­wie skrę­cam sobie kark, ale w porę sobie przy­po­mi­nam, żeby się uśmiech­nąć i dać widzom do zro­zu­mie­nia, że uwa­żam tak samo. Czy Isla też cza­sami śmieje się w myślach z tego, co mówi?

– Och – roz­czula się mama. – Muszę chro­nić moje maleń­stwa.

Oczyma wyobraźni widzę, jak hej­te­rzy pastwią się nad tą wypo­wie­dzią.

Zawsze, gdy mama udo­stęp­nia nowy fil­mik, zaglą­dam na nasz kanał. Nie mogę się powstrzy­mać. Więk­szość komen­ta­rzy jest sym­pa­tyczna – aż zaczy­nam się zasta­na­wiać, czy to ze mną jest coś nie tak. Ale coraz czę­ściej przy­ła­puję się na tym, że zga­dzam się z hej­te­rami. Nie powin­ny­śmy poka­zy­wać całego naszego życia. Powin­ny­śmy mieć pry­wat­ność i same decy­do­wać, czy chcemy być nagry­wane.

Dobrze, że mama przy­naj­mniej nie każe nam jechać na kon­went dla vlo­ge­rów, który odbę­dzie się tuż po zakoń­cze­niu zwie­dza­nia col­lege’ów. To ozna­cza, że czeka mnie czter­na­ście cudow­nych dni bez niej i dwa­na­ście bez Isli. Kiedy moja sio­stra wróci do domu, będę miała dwa dni na to, żeby zmu­sić ją do szcze­rej roz­mowy i dowie­dzieć się, czy nagry­wa­nie naprawdę spra­wia jej radość, czy tylko udaje, bo tak trzeba.

Mama odczy­tuje kolejne pyta­nia, oczy­wi­ście pomi­ja­jąc te nie­wy­godne – na przy­kład, jak się czuje z tym, że wyko­rzy­stuje swoje dzieci.

Znam odpo­wiedź: dosko­nale.

– O, teraz pyta­nie do mnie. – Mama zerka na tele­fon z wyse­lek­cjo­no­wa­nymi pyta­niami. – Lau­ra­Banks pisze: „Louise, skąd czer­piesz moty­wa­cję każ­dego dnia?”.

Z pie­nię­dzy.

– Dosko­nałe pyta­nie, Lauro. To są decy­zje, które podej­muję na nowo każ­dego ranka, kiedy posta­na­wiam, że wstanę wcze­śnie i wrzucę fil­mik do inter­netu, a potem pójdę pobie­gać i zro­bię moim dziew­czy­nom śnia­da­nie. A gdy któ­re­goś dnia wspo­mnę ten czas, chcę mieć poczu­cie, że zawsze robi­łam to, co naj­lep­sze dla mojej rodziny.

Jezu.

Uśmie­cham się, ale kosz­tuje mnie to sporo wysiłku.

– No dobrze, ostat­nie pyta­nie. Isla i ja nie spa­ko­wa­ły­śmy się jesz­cze na wycieczkę. Śledź­cie nasze pro­file, żeby zoba­czyć zdję­cia i rela­cje! Co jest naj­lep­sze w pro­wa­dze­niu rodzin­nego vloga? To pyta­nie zadało nam cał­kiem sporo osób. Ja zacznę. Na pewno naj­bar­dziej lubię to, że spę­dzam czas z moimi cór­kami. To bar­dzo nas do sie­bie zbli­żyło.

Zasad­ni­czo przy­znała w ten spo­sób, że zanim zaczęła pro­wa­dzić vlog, nie spę­dza­ły­śmy razem tyle czasu. Wtedy wszystko było prost­sze. Gdyby to było moż­liwe, bez waha­nia wró­ci­ła­bym do naszego małego, trzy­po­ko­jo­wego domu.

– Tak, zawsze były­śmy bli­sko, ale teraz czę­ściej wyjeż­dżamy i wię­cej rze­czy robimy razem – dodaje Isla, zręcz­nie napra­wia­jąc błąd mamy.

Zwal­czam w sobie pra­gnie­nie, żeby zni­we­czyć jej sta­ra­nia.

Ostat­nio przy­cho­dzi jej to z taką łatwo­ścią. Nawet powieka jej nie drgnie. A ja jestem prze­ra­żona, że to powoli staje się jej drugą naturą.

– Zga­dzam się – mówię. – Uwiel­biam te wycieczki. Zwłasz­cza nasze mini­wa­ka­cje.

To aku­rat nie jest kłam­stwo. Ostat­nio robimy dużo cie­ka­wych rze­czy, ale oczy­wi­ście pła­cimy za to wysoką cenę, jaką jest nasza pry­wat­ność. Nawet gdy nie nagry­wamy, ludzie cza­sami roz­po­znają nas na ulicy, bo koja­rzą nas z vloga.

Mama przy­ta­kuje i ści­ska moją rękę nieco moc­niej, niż trzeba. W ten spo­sób daje mi sygnał, żebym mówiła dalej. Dziś nagry­wamy bez cięć, więc stawka jest wyż­sza niż zwy­kle.

– Ja też je lubię naj­bar­dziej – mówi. – Już się nie mogę docze­kać pla­no­wa­nia naszych wspól­nych wyjaz­dów, Con­nie. Będziemy robić Isli nie­za­po­wie­dziane wizyty pod­czas przerw seme­stral­nych.

Isla na pewno marzy o tym, żeby spę­dzić prze­rwę wio­senną z mamą i sio­strą, zamiast impre­zo­wać na plaży z nowymi zna­jo­mymi.

Uśmie­cham się tylko, bo nie mam nic do doda­nia – a przy­naj­mniej nic takiego, co mama by zaak­cep­to­wała. Z każ­dym kolej­nym nagra­niem buzuje we mnie coraz więk­szy gniew. Tyle razy jej powta­rza­łam, że nie­bez­piecz­nie jest mówić tyle o sobie obcym ludziom.

Czy mi wie­rzy? Nie.

Czy ją to obcho­dzi? Też nie.

Czy chcia­ła­bym jakoś skło­nić ją do tego, żeby mnie posłu­chała? Tak.

W końcu spra­wię, że mnie posłu­cha.

– Na nas już czas. Mamy jesz­cze parę rze­czy do zro­bie­nia, więc musimy się z wami poże­gnać. Pa, pa, rodzinko Lou!

Macham do kamery i uśmie­cham się tak sze­roko, że aż boli mnie szczęka. Moi zna­jomi na pewno wyczują we mnie fałsz, a mnie już pieką policzki na samą myśl o tym, że mogą zoba­czyć to nagra­nie. Po kilku sekun­dach mama wstaje i wyłą­cza kamerę.

Odwraca się do nas rado­śnie uśmiech­nięta i wyciąga ręce.

– Dobrze nam poszło. Cho­ciaż następ­nym razem mogła­byś być tro­chę bar­dziej roz­mowna, Con­nie.

– Jasne – odpo­wia­dam, sku­biąc skórkę przy paznok­ciu. Nie zamie­rzam słu­chać jej wska­zó­wek. Te porady ni­gdy nie są tak kon­struk­tywne, jak jej się wydaje.

– Dobra, dziew­czyny, leć­cie do szkoły, bo się spóź­ni­cie. Jesz­cze jeden tele­fon od tej aro­ganc­kiej baby z sekre­ta­riatu i zacznę krzy­czeć.

No tak, jak ona śmie się mar­twić o dwie prze­mę­czone uczen­nice, które noto­rycz­nie się spóź­niają? To już nasze trze­cie nagra­nie w tym tygo­dniu. Jest dopiero ranek, a mnie już huczy w gło­wie. Musimy się pospie­szyć.

– Chodź, Con­nie, poje­dziemy moim samo­cho­dem – pro­po­nuje Isla, po czym ener­gicz­nie wstaje i zdej­muje ple­cak z haczyka na ścia­nie.

Robię to samo. Zeszyty mam już spa­ko­wane, bo prze­wi­dzia­łam, że nagra­nie się prze­dłuży. Zatrza­skuję za sobą drzwi gło­śniej, niż zamie­rza­łam, ale to jedyny spo­sób, żeby dać upust zło­ści. Są takie dni, kiedy sama się dzi­wię, że nie wybu­chłam.

– Isla, co tak naprawdę myślisz o tej wycieczce? – pytam, wsia­da­jąc do samo­chodu. Świa­do­mie sta­ram się roz­luź­nić dło­nie, bo czę­sto przy­ła­puję się na tym, że mimo­wol­nie zaci­skam pię­ści. Ramiona bolą mnie zde­cy­do­wa­nie zbyt mocno jak na szes­na­sto­latkę. Cią­gle cho­dzę spięta.

Isla wyco­fuje auto z pod­jazdu i naci­ska pedał gazu. Dzwo­nek zadzwoni za sie­dem minut, a my do szkoły doje­dziemy w pięć. Będziemy musiały biec z par­kingu, żeby zdą­żyć na lek­cje.

– Con­nie, nie zaczy­naj. – Jej słowa brzmią jak jedno dłu­gie wes­tchnię­cie. Z jakie­goś powodu uznała, że to ja jestem naj­bar­dziej fru­stru­jąca. Pew­nie dla­tego, że nie może wyła­do­wać się na mamie.

– Niczego nie zaczy­nam. Po pro­stu cię pytam. Pozwo­lisz, żeby mama mówiła ludziom, gdzie jedzie­cie? Jules to odra­dzała.

Isla bie­rze długi oddech, jakby była zbyt poiry­to­wana, żeby mi odpo­wia­dać.

– Prze­stań się tak tym przej­mo­wać. Uni­wer­sy­tety są duże, a poza tym mnó­stwo ludzi i tak wie, gdzie jadę.

– Tak, ale to są zna­jomi i rodzina, a nie obcy ludzie – zauwa­żam, zer­ka­jąc na nią z ukosa. – W ogóle nie mar­twią cię te ostre i nie­spra­wie­dliwe komen­ta­rze na naszym vlogu?

– Kilka nega­tyw­nych osób w naszej prze­strzeni to nic złego.

– Boże, Isla. Spójrz na te komen­ta­rze! Ci ludzie roz­ry­wają nas na strzępy. Tak bar­dzo bym chciała, żeby mama ich zablo­ko­wała.

– Po pro­stu ich zigno­ruj.

Wow. Jak­bym nie sły­szała tej rady już tysiąc razy. Mam ochotę krzyk­nąć, że to nie jest takie pro­ste. I szcze­rze mówiąc, wąt­pię, że Isla też ich igno­ruje. Ona tylko udaje.

– Jasne – mam­ro­czę pod nosem i uci­nam roz­mowę, bo widzę, że Isla nie zamie­rza sta­nąć po mojej stro­nie; przy­naj­mniej dopóki czer­pie korzy­ści z vloga. Chcia­ła­bym wie­dzieć, jak ona to robi – igno­ruje komen­ta­rze. Ja tego nie potra­fię. Już teraz potwor­nie mnie korci, żeby spraw­dzić nasze wczo­raj­sze nagra­nie.

Ni­gdy nie udało mi się wytrzy­mać bez spraw­dza­nia dłu­żej niż dwa dni.

Isla jest sku­piona na dro­dze, dla­tego wyj­muję tele­fon, kli­kam nasz ostatni fil­mik na YouTu­bie i od razu prze­cho­dzę do sek­cji komen­ta­rzy. Nagra­nie przed­sta­wia nasz typowy dzień: obie wycho­dzimy do szkoły, a mama macha nam na poże­gna­nie (dziś rano tego nie zro­biła, bo kamera była już wyłą­czona). Póź­niej można zoba­czyć wszystko, co zro­biła w ciągu dnia. Nie widzia­łam tego fil­miku, ale mama mówiła, że poje­chała do sklepu, żeby kupić prze­ką­ski na wycieczkę i zro­bić tro­chę zapa­sów dla mnie.

Mój wzrok jest już wyczu­lony na zbitki liter blue, home i roz. Od razu znaj­duję blu­eqb. Zło­śliwy komen­tarz tego użyt­kow­nika został polu­biony przez osiem­na­ście osób i ma sześć odpo­wie­dzi.

Kupu­jesz swo­jej szes­na­sto­let­niej córce śmie­ciowe żar­cie żeby wyna­gro­dzić jej to że zosta­wiasz ją samą w domu!!!

Jest w tym sporo racji. Ale dla mnie czter­na­ście dni ze śmie­cio­wym żar­ciem i bez mamy to speł­nie­nie marzeń.

Odpo­wie­dzi są różne: nie­któ­rzy się zga­dzają, inni radzą auto­rowi, żeby wylu­zo­wał, a jedna osoba pyta go, skąd wie, że będę sama.

Mama popro­siła sąsia­dów, żeby do mnie zaglą­dali, i pozwo­liła mi zapra­szać do sie­bie na noc przy­ja­ciół, żebym „czuła się bez­pieczna”. Skoro wie, że czuję się pew­niej, gdy w domu jest ktoś jesz­cze, dla­czego zosta­wia mnie samą na tak długo?

Jules obie­cała, że będzie do mnie zaglą­dać w dro­dze do pracy i potem drugi raz po połu­dniu, wra­ca­jąc do domu. Zamie­rza jeź­dzić okrężną trasą, żeby mieć pew­ność, że u mnie wszystko w porządku.

Użyt­kow­nik Blue odpo­wie­dział oso­bie, która zapy­tała go, skąd prze­ko­na­nie, że będę sama.

Kto zosta­wia dziecko w domu na cały tydzień?

Skąd wiesz że będzie sama?

Czuję silny ucisk w żołądku. Skąd ta osoba to wie? Powin­nam być pod­eks­cy­to­wana – będę sama przez pełne dwa tygo­dnie – ale zaczy­nam się dener­wo­wać. Ni­gdy wcze­śniej nie byłam w domu tak długo bez opieki doro­słego.

Lou ani razu nie wspo­mniała że ktoś z nią zosta­nie a ona mówi o wszyst­kim!

Czyli stąd ten wnio­sek. Mama tego nie rozu­mie – nie zdaje sobie sprawy, że nie­któ­rzy potra­fią przej­rzeć ją na wylot. Jest mistrzy­nią kłam­stwa, ale nawet jej zda­rzają się potknię­cia.

Ból brzu­cha momen­tal­nie ustaje, gdy górę bie­rze logika. Ten ktoś wcale tego nie wie, tylko się domy­śla. I choć jego przy­pusz­cze­nia są pra­wi­dłowe, nie może mieć pew­no­ści.

Użyt­kow­nik Roz także odpo­wie­dział. Tylko raz.

Prze­cież to widać że con­nie jej nie obcho­dzi.

Oj, to zabo­lało. Wcale nie jest aż tak źle. Mama myśli wię­cej o sobie niż o kim­kol­wiek innym, ale nie można powie­dzieć, że ja jej nic nie obcho­dzę. Po pro­stu jej wer­sja bycia wspa­niałą mamą nieco różni się od tego, co ja myślę i czego potrze­buję.

– Ej, Con­nie, co robisz? – Isla włą­cza wycie­raczki, bo szybę pokryła mgiełka deli­kat­nego desz­czu. – Prze­cież widzę, że nad czymś inten­syw­nie roz­my­ślasz. Gadaj.

Zawsze mówimy sobie o wszyst­kim. W cza­sach sprzed vloga były­śmy my dwie prze­ciwko całemu światu. Chyba jesz­cze jej nie stra­ci­łam, ale wyraź­nie widzę, że z dnia na dzień coraz bar­dziej wpada w sidła pie­nię­dzy i naszego obec­nego stylu życia.

– Nic, tylko piszę do Rosy – odpo­wia­dam. Czuję się paskud­nie z tym, że okła­muję wła­sną sio­strę.

– Serio?

– Serio.

Isla unosi ide­al­nie wyre­gu­lo­waną brew, ale mil­czy. Po jej minie widzę, że nie dała się zwieść, ale nie zamie­rza się kłó­cić. Mamy nie­pi­saną regułę, która mówi, że nie sprze­czamy się o vlog. To jedyny spo­sób na to, żeby utrzy­mać naszą rela­cję.

Zaci­skam dło­nie w pię­ści i opie­ram się pra­gnie­niu odpi­sa­nia na komen­ta­rze, które zale­wają mój ekran. Cza­sami piszę krót­kie „dzięki” albo wsta­wiam emotkę pod jakimś sym­pa­tycz­nym wpi­sem, ale nawet takie drob­nostki odbie­rane są przez użyt­kow­ni­ków jako zachęta, aby doma­gać się ode mnie więk­szego zaan­ga­żo­wa­nia.

Albo jesz­cze gorzej: wyko­rzy­stują to, żeby mi dopiec.

Za dużo albo za mało maki­jażu. Za cicha, innym razem zbyt gada­tliwa. Powin­nam wylu­zo­wać, powin­nam bar­dziej się otwo­rzyć, powin­nam dbać o swoją pry­wat­ność.

Pod­jeż­dżamy na szkolny par­king. Isla zatrzy­muje się obok auta swo­jej sekret­nej dziew­czyny. Mama nie chce doda­wać do vloga wątku miło­snego, więc ofi­cjal­nie nie możemy się z nikim spo­ty­kać.

Nie ma poję­cia, że Isla i Ally są razem od sze­ściu mie­sięcy ani że ja i Seth cho­dzimy ze sobą od pół­tora roku.

Nasza rodzina skrywa wiele tajem­nic. Więk­szość z nich to sprawy, o któ­rych nie może się dowie­dzieć nikt poza naszą trójką.

Są też i takie, które ukry­wamy przed sobą nawza­jem.

Rozdział 2

2

Patrzę przed sie­bie i idę scho­wać swoje rze­czy. Rosa, Dustin i Seth mają szafki po dru­giej stro­nie szkoły, dla­tego poranki zawsze zaczy­nam samot­nie.

Nie prze­szka­dzało mi to, dopóki nasz vlog nie stał się popu­larny i wszy­scy w szkole się o nim nie dowie­dzieli. Mam listę rze­czy, któ­rych nie pozwa­lam mamie nagry­wać, na przy­kład uzu­peł­nia­nia zapa­sów pro­duk­tów higie­nicz­nych i toa­le­to­wych. Nie dla­tego, że się wsty­dzę, ale nie chcę, żeby cała szkoła poznała zawar­tość moich sza­fek w łazience.

Wstęp do mojego pokoju i mojej łazienki jest ści­śle wzbro­niony.

Igno­ro­wa­nie ludzi w szkole przy­cho­dzi mi z równą „łatwo­ścią”, co igno­ro­wa­nie sek­cji komen­ta­rzy.

Moi rówie­śnicy lubią o mnie plot­ko­wać. I cho­ciaż rza­dziej już wygła­szają zło­śliwe uwagi, wciąż rzu­cają mi wymowne spoj­rze­nia i szep­czą mię­dzy sobą, gdy prze­cho­dzę obok.

Cza­sami to nawet gor­sze.

Mam wra­że­nie, że długi cytry­nowy kory­tarz budzący sko­ja­rze­nia ze szpi­ta­lem cią­gnie się przez całą milę.

Po takich nagra­niach jak dzi­siej­sze, w któ­rych odpo­wia­damy na pyta­nia fanów, jest naj­go­rzej, zwłasz­cza gdy zna­jomi przy­ła­pią mnie na kłam­stwie. Na przy­kład w spra­wie tego, jak czę­sto mama przy­jeż­dża po nas do szkoły i zabiera nas w jakieś fajne miej­sca. Poza vlo­giem ni­gdy tego nie robi. To cud, że nikt jesz­cze nie nagrał filmu, w któ­rym by ją zde­ma­sko­wał. Rośnie liczba osób zaj­mu­ją­cych się ujaw­nia­niem kłamstw na cudzych vlo­gach, dla­tego to tylko kwe­stia czasu, zanim któ­raś z nich obie­rze nas za cel.

Nie wiem, kogo mama pró­buje oszu­kać. Więk­szość ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że filmy w inter­ne­cie czę­sto nie są praw­dziwe. A przy­naj­mniej powinna to wie­dzieć.

Przede mną na kory­ta­rzu stoi grupka młod­szych uczen­nic – pięć dziew­czyn, które naj­wy­raź­niej czer­pią ogromną przy­jem­ność z doku­cza­nia Isli. Moja sio­stra twier­dzi, że w ogóle się tym nie przej­muje, bo dzięki vlo­gowi nie musi brać kre­dytu na stu­dia, a po zakoń­cze­niu nauki będzie mogła zamiesz­kać w dużym apar­ta­men­cie.

Pie­nią­dze to nie wszystko, a ja jakoś nie potra­fię sobie wmó­wić, że nasze życie jest teraz lep­sze – bez względu na to, jak bar­dzo kocham naszą ogromną rezy­den­cję z pię­cioma sypial­niami i wiel­kim ogro­dem, modne ubra­nia czy naj­now­szy model tele­fonu.

Mar­twię się, że Isla coraz bar­dziej zamyka się w sobie i tylko udaje, że to wszystko jej odpo­wiada.

Ta moż­li­wość nie­po­koi mnie nawet bar­dziej niż myśl, że rze­czy­wi­ście spra­wia jej to przy­jem­ność.

Kiedy zbli­żam się do grupki dziew­czyn, pięć nie­mal iden­tycz­nych głów odwraca się w moją stronę. Gdyby ist­niały zawody w plot­ko­wa­niu syn­chro­nicz­nym, zdo­by­łyby złoty medal. Żadna z nich niczym się nie wyróż­nia. Laura i jej przy­ja­ciółki mają takie same gładko ucze­sane włosy i wyso­kie kucyki, policzki muśnięte różem i pasu­jące do sie­bie stroje. Zawsze noszą ubra­nia w tym samym kolo­rze, jakby szy­ko­wały się do rodzin­nej sesji zdję­cio­wej. Nie zdzi­wi­ła­bym się, gdyby w swo­ich zadba­nych dło­niach z poma­lo­wa­nymi paznok­ciami trzy­mały jakiś dzien­nik, w któ­rym wypi­sy­wa­łyby okrop­no­ści na temat innych uczniów jak we Wred­nych dziew­czy­nach.

Prze­wra­cam oczami i prze­no­szę wzrok na swoją szafkę na końcu kory­ta­rza. Udaję, że nie czuję się obna­żona i nie obcho­dzi mnie to, że dzie­siątki rówie­śni­ków się na mnie gapią. Ich zain­te­re­so­wa­nie nie osła­bło, mimo że nasz kanał ma już ponad rok.

Gdy jestem już w zasięgu głosu, sły­szę, że któ­raś z tych cza­row­nic mówi coś o mojej mamie. Jeżeli pró­buje w ten spo­sób spro­wo­ko­wać mnie do kłótni, to w ogóle mnie nie zna.

Ja też uwa­żam, że moja mama jest bez­na­dziejna.

Echo ich śmie­chu odbija się od ścian. Wszyst­kie zer­kają w moją stronę. Nie reaguj. Dokład­nie tego chcą, a ja za nic w świe­cie nie zamie­rzam im tego dać. Zacho­wuję się tak, jakby nic mnie to nie obcho­dziło. Gdy widzą, że nie reaguję, powta­rzają ostat­nie zda­nie, a ja tym razem wyła­puję nieco wię­cej. „Lou minus jedna… coś tam”.

Pew­nie roz­ma­wiają o tym, że mama i Isla jadą beze mnie. Nie rozu­miem, co w tym złego. Ja już nie mogę się docze­kać. Która szes­na­sto­latka nie chcia­łaby mieć domu tylko dla sie­bie przez czter­na­ście dni?

Seth i Dustin pro­po­nują, żebym zro­biła imprezę, bo mam duży dom – taki, o któ­rym marzy­łam, zanim zaczęło się to całe vlo­go­wa­nie. Nowo­cze­sna kuch­nia, wła­sna łazienka, osobne pomiesz­cze­nie na gar­de­robę. Mamy też pokój kinowy, siłow­nię, jacuzzi i saunę. Wszystko to opła­cone kłam­stwami.

Wpy­cham ple­cak do szafki i biorę zeszyt do mate­ma­tyki – co za okru­cień­stwo, kazać nam zaczy­nać dzień od tego przed­miotu, mój mózg jesz­cze śpi.

– Cześć, Con­nie.

Pod­no­szę wzrok, gotowa powie­dzieć tej oso­bie – kim­kol­wiek jest – żeby spa­dała, ale widzę uśmiech­niętą Ellie. Jasne włosy zwią­zała w dwa nie­dbałe war­ko­cze, a w rękach trzyma stos ksią­żek.

– O, cześć.

Ellie jest o rok młod­sza, dla­tego rzadko się widu­jemy, ale zawsze witamy się na kory­ta­rzu. Tak samo jak ja uwiel­bia powie­ści fan­tasy. Czę­sto pole­camy sobie różne tytuły. To jedna z naj­sym­pa­tycz­niej­szych osób w szkole – poza moją paczką.

Ellie wymow­nym gestem pod­nosi książki o kilka cen­ty­me­trów i mówi:

– Dam ci znać, jeśli któ­reś z nich okażą się dobre.

Kiedy mówi o książ­kach, jej ciemne oczy zaczy­nają błysz­czeć od emo­cji. Wiem, że sama też pisze, i wcale się nie zdzi­wię, jeśli kie­dyś wyda wła­sną powieść.

Spo­glą­dam na książkę na górze stosu.

– O, to czy­ta­łam. Na pewno ci się spodoba. Mam całą try­lo­gię, więc jak ją skoń­czysz, mogę ci poży­czyć pozo­stałe tomy. Daj mi znać co do reszty.

– Super, dzięki. Muszę lecieć. Pani McK­nee zmie­nia się w praw­dziwą smo­czycę, gdy ktoś się spóźni na jej lek­cję choćby pół sekundy.

Śmieję się, a Ellie zaczyna nie­zdar­nie biec, pró­bu­jąc utrzy­mać w rękach lap­top i cztery nad­pro­gra­mowe książki.

To jedyna znana mi osoba, która wszę­dzie zabiera ze sobą książki. Ja na wszelki wypa­dek trzy­mam kilka egzem­pla­rzy w samo­cho­dzie. Nie wiem w sumie, na wypa­dek czego, ale lepiej się czuję, kiedy wiem, że tam są.

Tele­fon poka­zuje, że do dzwonka została minuta, więc ule­gam poku­sie i znów włą­czam YouTube’a. Nie potra­fię długo bez niego wytrzy­mać, bez względu na to, jak czę­sto sobie obie­cuję, że prze­stanę tam zaglą­dać. Moż­liwe, że jestem uza­leż­niona i potrze­buję pomocy, ale nie była­bym w sta­nie popro­sić przy­ja­ciół o skon­fi­sko­wa­nie mojego tele­fonu.

Kolejny komen­tarz Blue – znów zarzuca mojej mamie brak odpo­wie­dzial­no­ści i zwraca jej uwagę na to, że pod­czas jej dwu­ty­go­dnio­wej nie­obec­no­ści wiele może się wyda­rzyć.

Marsz­czę brwi i spraw­dzam wcze­śniej­sze komen­ta­rze Blue. Wszyst­kie są kry­tyczne i draż­nią mnie jak kawałki roz­bi­tego szkła ocie­ra­jące się o skórę… ale zaraz. Ponow­nie czy­tam kilka ostat­nich wpi­sów, żeby się upew­nić. Wszyst­kie kry­tyczne opi­nie doty­czą mojej mamy. Jak mogłam wcze­śniej tego nie zauwa­żyć? Z nawyku – albo wymu­szo­nej soli­dar­no­ści – łączy­łam nas w jedną całość, choć tego tak nie odczu­wam. A prze­cież wcale nie muszę.

Pod nagra­niem jest mnó­stwo nie­mi­łych uwag na mój temat, ale nie od sta­łych obser­wu­ją­cych.

Użyt­kow­nik Blue potę­pia nasz vlog – i to z całej siły. Chyba wręcz go nie­na­wi­dzi. Ale jego kry­tyczne uwagi nie doty­czą mnie ani Isli. Czy on ma świa­do­mość, że jego komen­ta­rze są pali­wem dla vloga? Można powie­dzieć, że wpy­cha mojej mamie pie­nią­dze do kie­szeni.

Wła­ści­wie chyba ni­gdy nie wspo­mniał o mojej sio­strze. Ani razu.

To dziwne. Tak bar­dzo się wcią­gnę­łam w śle­dze­nie jego komen­ta­rzy, że nie zro­zu­mia­łam ich naj­waż­niej­szego prze­kazu. Szu­kam wpi­sów użyt­kow­ni­ków Roz i Home, któ­rzy też nie gryzą się w język.

Cza­sami wspo­mi­nają o Isli, ale ni­gdy nie są dla niej szcze­gól­nie nie­mili. Uwa­żają ją za ulu­bie­nicę fanów vloga i mają rację, bo Isla jest naj­bar­dziej ugo­dowa, ale to nie jej wina. Po pro­stu robi to, co uważa za konieczne. W naszym domu nie bra­ko­wało pie­nię­dzy, ale też ni­gdy nie mie­li­śmy ich w nad­mia­rze. Podej­rze­wam, że Isla godzi się na nagry­wa­nie swo­jego życia, bo chce zgro­ma­dzić takie oszczęd­no­ści, żeby mogła stąd uciec, gdy tylko skoń­czy osiem­na­ście lat.

Jedna dobra rzecz, którą mama dla nas robi, to odkła­da­nie pie­nię­dzy na nasze konta. Kiedy osią­gniemy peł­no­let­niość, otrzy­mamy do nich dostęp. Mama regu­lar­nie poka­zuje nam rosnące saldo i – co cie­kawe – jest to coś, czym nie dzieli się z fanami.

Przy­gry­zam wewnętrzną część policzka. Nie potra­fię stwier­dzić, czy to dobrze, że Blue mnie broni… ani też dla­czego tak mnie to drę­czy. Pomi­ja­jąc fakt, że wola­ła­bym, aby w ogóle nie roz­ma­wiano na mój temat.

Mój palec nie­po­ko­jąco unosi się nad ekra­nem. Z tru­dem powstrzy­muję się przed polu­bie­niem komen­ta­rzy całej trójki pod naszym ostat­nim nagra­niem.

Jeśli to zro­bię, mama od razu zauważy.

Ostatni wpis Blue nie doty­czy jed­nak mamy. Brzmi po pro­stu: Mam nadzieję, że Con­nie będzie się świet­nie bawić.

Dła­wiące poczu­cie braku kon­troli nad wła­snym życiem i bez­myślne lek­ce­wa­że­nie mojego bez­pie­czeń­stwa przez mamę popy­chają mnie do dzia­ła­nia – a dokład­nie popy­chają mój palec wska­zu­jący do przodu, pro­sto na przy­cisk „podoba mi się”.

Klik­nięte.

O kurka, zro­bi­łam to.

Serce łomo­cze mi w piersi, pom­pu­jąc adre­na­linę do całego ciała z pręd­ko­ścią wywo­łu­jącą zawroty głowy. Nie umiem powie­dzieć, czy to dobrze, czy nie, ale jedno wiem na pewno: prze­ciw­sta­wia­jąc się mamie, poczu­łam się, jak­bym zna­la­zła bąbe­lek tlenu głę­boko na dnie oce­anu.

Bar­dzo ci dzię­kuję, Blue. Zawsze tra­fiasz w sedno.

Nagle nad moją głową roz­lega się skrze­kliwy dźwięk dzwonka. Pod­ska­kuję i pra­wie upusz­czam tele­fon.

– Żegnaj, rodzinko. Widzimy się nie­długo – mówi gło­śno Lara, która wła­śnie prze­cho­dzi obok wraz z grupką chi­cho­czą­cych kole­ża­nek.

Zacy­to­wała żenu­jące poże­gna­nie, któ­rego używa moja mama na naszym vlogu.

Zatrza­skuję drzwi od szafki i idę do sali mate­ma­tycz­nej. Cho­ciaż nie można nazwać polu­bie­nia jed­nego komen­ta­rza jakimś szcze­gól­nie impo­nu­ją­cym aktem buntu, jestem tak roz­trzę­siona, jak­bym zro­biła coś naprawdę wiel­kiego. Pomimo odczu­wa­nej satys­fak­cji nie mogę jed­nak pozbyć się uczu­cia, że zacze­pie­nie Blue było błę­dem.

Rozdział 3

3

Mama trzyma kamerę i nagrywa Islę, która pakuje do samo­chodu ostat­nią torbę. Bagaż­nik jest wypeł­niony po brzegi ubra­niami i jedze­niem, które mają wystar­czyć na dwa tygo­dnie. Isla się odwraca i z sze­ro­kim uśmie­chem zamyka pokrywę bagaż­nika.

– To już ostat­nia torba. Ogła­szam, że jeste­śmy gotowe na wyprawę! Tak się cie­szę na tę wycieczkę!

Jej głos, ruchy – wszystko jest pod­krę­cone dla widzów, tak jak nauczyła nas mama. Wiem, że moja sio­stra się cie­szy, powie­działa mi to wiele razy, ale poza kamerą nie byłaby tak eks­pre­syjna i nie mówi­łaby tego z hol­ly­wo­odz­kim uśmie­chem.

– Nie wie­rzę, że zabie­ram moje pierw­sze dziecko na wycieczkę po col­lege’ach! To takie eks­cy­tu­jące i wzru­sza­jące. – Mama wyciąga rękę do Isli i oczy­wi­ście uwiecz­nia to na nagra­niu. – Pamię­tam, jak była nie­mow­lę­ciem i spała mi na piersi. Nie jestem jesz­cze tak stara, żeby mieć pra­wie doro­słą córkę!

Nie prze­wra­caj oczami. Nie prze­wra­caj oczami.

– Muszę jesz­cze się poże­gnać z moją maleńką Con­nie. – Mama odwraca kamerę i wydyma usta. O, świet­nie. – Będę za tobą strasz­nie tęsk­niła, ale wiem, że masz zapew­nioną dobrą opiekę.

Jasne… Sama będę się sobą opie­ko­wać.

Wcale nie narze­kam. Cudow­nie będzie odpo­cząć od tego cią­głego nagry­wa­nia. Mama zosta­wiła mi wytyczne, jakie fil­miki mam nagrać, żeby „fani” mogli się dowie­dzieć, co u mnie, ale to nie zaj­mie mi dużo czasu, bo muszę się zmie­ścić w minu­cie. Jestem aż tak nie­in­te­re­su­jąca.

Dzięki temu mama da mi spo­kój, a im rza­dziej będę z nią roz­ma­wiać, tym lepiej. Muszę odpo­cząć od cią­głego wysłu­chi­wa­nia jej uwag na temat tego, co mam zro­bić albo co robię nie tak.

Chcia­ła­bym, żeby cho­ciaż raz poka­zała, że jej na mnie zależy. Bez ukry­tych moty­wów, bez zasta­na­wia­nia się nad tym, jak można by spie­nię­żyć naszą rela­cję – żeby po pro­stu sku­piła się na tym, co mogłaby dla mnie zro­bić poza kamerą.

– Też będę za wami tęsk­niła, ale już cze­kam na wie­ści o col­lege’ach, które naj­bar­dziej spodo­bały się Isli… I o tym, który z nich osta­tecz­nie wybrała!

– Na pewno będziemy czę­sto dzwo­nić i pisać – obie­cuje Isla, a potem mnie przy­tula. Mama szybko odwraca kamerę, żeby uchwy­cić ten moment. Nie lubię oka­zy­wać czu­ło­ści na nagra­niach, które wsta­wiamy do inter­netu, bo ludzie potra­fią pisać naprawdę okropne i nie­sto­sowne komen­ta­rze… Ale co zro­bić, liczą się klik­nię­cia. – Napisz, jak będziesz cze­goś potrze­bo­wać – szep­cze mi do ucha i przez te kilka sekund znów jest star­szą sio­strą, którą znam i kocham. – Oczy­wi­ście moja młod­sza sio­stra będzie pierw­szą osobą, któ­rej powiem o tej waż­nej życio­wej decy­zji. W końcu to ty będziesz do mnie przy­jeż­dżać na bab­skie week­endy. – Isla patrzy do kamery i się śmieje. – No dobra, fajne mamy też są zapro­szone.

Chyba zaraz zwy­mio­tuję.

Jak ona zdo­łała spra­wić, że to zabrzmiało wia­ry­god­nie?

Nie potra­fię stwier­dzić, kiedy dokład­nie Isla się tak zmie­niła, ale nie jest tą samą osobą, którą była rok temu. Mam wra­że­nie, że vlog i sta­tus „lokal­nej cele­brytki” ude­rzyły jej do głowy, dla­tego kur­czowo trzy­mam się tych małych czą­stek jej daw­nego „ja”, które cza­sami jesz­cze wycho­dzą na powierzch­nię.

Ja mam zupeł­nie inne podej­ście – jeśli już ni­gdy nie zostanę nazwana lokalną cele­brytką, uznam, że dobrze prze­ży­łam swoje życie.

Dzieli nas zale­d­wie pół­tora roku. Isla jest w trze­ciej kla­sie liceum i mam nadzieję, że gdy zda maturę i wyje­dzie na stu­dia, wresz­cie postawi się mamie i prze­sta­nie uda­wać potulną owieczkę.

Skoń­czą się dłu­gie dni fil­mo­wa­nia i powta­rza­nia tych samych ujęć tak długo, aż mama wresz­cie będzie zado­wo­lona. Nic lep­szego nie mogłoby się przy­da­rzyć Isli. I cho­ciaż ogrom­nie jej zazdrosz­czę, że wyrwie się z domu rok wcze­śniej niż ja, chcę, żeby się wypro­wa­dziła.

– Możemy z Con­nie cię odwie­dzić, gdy za rok wybie­rzemy się na taką samą wycieczkę – mówi mama.

Prze­cież w przy­szłym roku Isla będzie jesz­cze cho­dzić do liceum. Nie mam siły, żeby ją popra­wiać. Na pewno któ­ryś z widzów wychwyci błąd i zwróci mamie uwagę – pew­nie powie jej, że sama powinna wró­cić do szkoły.

Gorycz wypeł­nia każdy cen­ty­metr mojego ciała. Nie­na­wi­dzę tego uczu­cia, ale nie umiem go stłu­mić. Pre­sja, aby zawsze być ide­alną i grzecz­nie odgry­wać swoją rolę, męczy mnie tak bar­dzo, że mam ochotę krzy­czeć.

Już dziś boję się zwie­dza­nia col­lege’ów razem z mamą i jej kamerą. Nie chcę, żeby cały inter­net się dowie­dział, gdzie będę stu­dio­wać. I nie chcę patrzeć, jak mama odgrywa rolę naj­lep­szego rodzica na świe­cie i zmie­nia się nie do pozna­nia sekundę po zakoń­cze­niu nagry­wa­nia. To za każ­dym razem boli tak samo.

Pomyśl o czymś innym.

Mama wyciąga rękę i znów nadyma wargę.

– Naprawdę musimy już lecieć.

– Pa, mamo.

Przy­tu­lam ją i sta­ram się wyglą­dać na zmar­twioną – na tyle, żeby nikt nie miał wąt­pli­wo­ści, czy będę tęsk­nić za rodziną, ale nie na tyle, żeby ludzie zwy­zy­wali mamę za to, że zosta­wiła mnie samą.

Ni­gdy nie jest mi łatwo ide­al­nie oddać emo­cje, które w danej chwili powin­nam czuć.

Nie zawsze daję z sie­bie wszystko, o czym świad­czy cho­ciażby to, że polu­bi­łam wczo­raj­szy komen­tarz Blue, albo to, że przed minutą nie sko­ry­go­wa­łam błędu mamy.

Nikt nie jest dosko­nały, bez względu na to, jak bar­dzo się stara pre­zen­to­wać ide­alną wer­sję swo­jego „ja”.

– Nie­długo się ode­zwiemy.

Znów się uśmie­cham. Liczę na to, że wcale tak szybko nie zadzwo­nią. Za chwilę zacznie się pierw­szy z czter­na­stu dni mojej wol­no­ści, a ja chcę na chwilę zapo­mnieć o mamie i sio­strze.

Wsia­dają do samo­chodu. Mama podaje kamerę Isli, która obraca to cho­lerne urzą­dze­nie w moją stronę.

Pomimo uci­sku w żołądku uśmie­cham się i macham do nich, nie prze­sa­dza­jąc z entu­zja­zmem. Nie pozwa­lam, żeby z moich oczu i gestów biła radość. Może ta umie­jęt­ność kie­dyś mi się przyda. Mogła­bym zostać reży­serką.

Kiedy samo­chód wyjeż­dża na ulicę, moje ramiona opa­dają. Ostat­nio moje ciało znaj­duje się w cią­głym sta­nie napię­cia, które powo­duje ból tak uciąż­liwy, że muszę regu­lar­nie cho­dzić na masaż. Wresz­cie mogę ode­tchnąć, przy­naj­mniej przez cały następny tydzień. Na short­sach, które kazała mi nagrać mama, nie muszę za bar­dzo poka­zy­wać twa­rzy. Pod­kład gło­sowy mogę dodać póź­niej. Mam już tro­chę mate­riału, więc nie powinno mi to zająć dużo czasu.

Te pro­ste zada­nia eks­cy­tują mnie jesz­cze bar­dziej niż to, że będę sama w domu.

Odpro­wa­dzam je wzro­kiem, żeby mieć pew­ność, że rze­czy­wi­ście wyje­chały i to wszystko nie jest jakimś zło­śli­wym żar­tem. Moje mię­śnie się roz­luź­niają, a napię­cie w ramio­nach znika. Aż do tej chwili nie mia­łam poję­cia, jaka jestem spięta.

Powie­trze jest jakby śwież­sze, a niebo – zde­cy­do­wa­nie bar­dziej błę­kitne. To miłe, zwa­żyw­szy na to, że trwa sezon burzowy i na naj­bliż­sze dwa tygo­dnie pro­gno­zo­wane są ulewne desz­cze.

Ale mnie to w ogóle nie prze­szka­dza.

Wra­cam do domu i naci­skam przy­cisk blo­kady na cen­tralce alar­mo­wej. Nowy doda­tek, który Jules pole­ciła – nie, kazała – mamie zamon­to­wać. Jules przy­jaźni się z mamą od dwu­dzie­stu lat i nie­raz pró­bo­wała jej uświa­do­mić, jakie zagro­że­nia na nas czy­hają. Opo­wia­dała jej różne histo­rie o stal­ke­rach, żeby wytłu­ma­czyć, dla­czego tak kry­tycz­nie pod­cho­dzi do naszego vlo­go­wa­nia.

Jules pra­cuje w służ­bach i naprawdę wiele w życiu widziała. Nie chciała nam opo­wie­dzieć naj­strasz­liw­szych histo­rii, ale po jej uwa­gach poczu­łam jesz­cze więk­szą złość na mamę. Nawet prze­strogi sze­ryfki nie zdo­łały jej znie­chę­cić do pro­wa­dze­nia vloga. Zgo­dziła się tylko zamon­to­wać w domu dodat­kowe zabez­pie­cze­nia. Mamy kamery, które moni­to­rują pra­wie każdy cen­ty­metr naszej pose­sji, alarmy, spe­cjalny przy­cisk alar­mowy, a nawet schron.

Kiedy mama powie­działa nam o tym spe­cjal­nym pokoju, Isla i ja mia­ły­śmy z tego ubaw przez dobry tydzień.

Nasz schron nie jest tak dobrze wypo­sa­żony jak ten z filmu Azyl. To pomiesz­cze­nie, które można zamknąć za pomocą masyw­nego rygla. W środku znaj­dują się tele­fon pod­łą­czony do linii sta­cjo­nar­nej, toa­letka, kamera i lampa pier­ście­niowa, żeby­śmy mogły na bie­żąco infor­mo­wać naszych fanów na YouTu­bie, gdy mor­derca będzie się pró­bo­wał dostać do środka.

Nie chcę tam wcho­dzić, bo boję się, że dostanę napadu zło­ści. Na razie nikt nam jesz­cze nie gro­ził, ale czy chcemy podej­mo­wać to ryzyko?

Pierw­szą rze­czą, jaką robię w pustym domu w ten sobotni pora­nek, jest wło­że­nie paczki kuku­ry­dzy do mikro­fa­lówki. Nie mam nic prze­ciwko tostom z awo­kado, prec­lom ani domo­wej gra­noli, ale mam ochotę zjeść na śnia­da­nie coś, co nie ma żad­nej war­to­ści odżyw­czej. Ostat­nio poranna rutyna mamy zdo­mi­no­wała moje życie.

Patrzę, jak paczuszka pęcz­nieje, i słu­cham wystrza­łów popcornu. W tym samym cza­sie wysy­łam wia­do­mość do Rosy.

Con­nie: poje­chały! kiedy będziesz?

Rosa: poma­gam tacie. będę po połu­dniu. twoja mama wszystko nagry­wała?

Con­nie: wia­domo!! wrzu­ca­łaby fil­miki z toa­lety, gdyby to przy­no­siło pie­nią­dze

Rosa: fuj, nie tak obra­zowo

Rosa, Dustin i Seth dosko­nale wie­dzą, co myślę o moim vlo­go­wym życiu. Dustin, jako syn sze­ryfki Jules, ma zakaz wystę­po­wa­nia w naszych nagra­niach, ale Rosa i Seth są widoczni w kilku fil­mi­kach. Sta­ram się nie zapra­szać ich do sie­bie ani nie spo­ty­kać się z nimi w cza­sie, gdy nagry­wamy.

Rosa: pomyśl o haj­sie

Nie, to już nie jest tego warte.

Con­nie: zapy­tam jesz­cze setha i dustina

Rosa: wciąż jestem zła na dustina… chyba

Prze­wra­cam oczami, a potem piszę do chło­pa­ków i cho­wam tele­fon do kie­szeni, bo mikro­fa­lówka zaczyna roz­pacz­li­wie pikać. Rosa i Dustin cho­dzą ze sobą od pierw­szej klasy liceum i kłócą się jak stare mał­żeń­stwo. Są uro­czy, ale czę­sto rów­nież iry­tu­jący. Założę się, że Rosa już nie pamięta, za co się na niego zezło­ściła.

Może przy­pad­kowo spoj­rzał na inną dziew­czynę. Uwiel­biam Rosę, ale widać, że w tym związku bra­kuje jej pew­no­ści sie­bie. Dustina znam od uro­dze­nia; ni­gdy nie zacho­wał się wobec nas nie w porządku. Nie bała­bym się powie­rzyć mu swo­jego życia.

Wsy­puję popcorn do miski, prze­cho­dzę do salonu i włą­czam na Net­fli­xie doku­ment kry­mi­nalny, żeby zabić czas przed przyj­ściem gości (ta gra słów była zamie­rzona). Film opo­wiada o męż­czyź­nie, który wła­muje się do domów i mor­duje ludzi we śnie.

Ale jakoś nie­szcze­gól­nie potra­fię się na nim sku­pić.

Mój tele­fon brzę­czy. Wciąż dostaję nowe powia­do­mie­nia z Insta­grama, które roz­pra­szają moją uwagę. Zgod­nie z umową jakieś dwa­dzie­ścia minut temu wsta­wi­łam zdję­cie z mamą i Islą, gdy jesz­cze nie były spa­ko­wane, i jak na razie nie spraw­dzi­łam reak­cji obser­wu­ją­cych.

Moje konto jest publiczne, ale nie­wiele się tam dzieje. Raczej nikt mnie tam nie szuka, a nawet jeśli znaj­dzie, to zazwy­czaj ogra­ni­cza się do klik­nię­cia ser­du­szek pod moimi zdję­ciami albo zosta­wie­nia jakie­goś krót­kiego komen­ta­rza. Mama każe mi zamiesz­czać wpisy zwią­zane z vlo­giem, ale zdo­ła­łam je ogra­ni­czyć do sel­fi­ków z róż­nych miejsc. Nie pozwolę, żeby moje konta pry­watne były dodat­kiem do jej bloga.

Musi być coś, nad czym mam kon­trolę.

Otwie­ram apli­ka­cję i prze­wi­jam ekran, wpy­cha­jąc garść popcornu do ust. Czuję się wolna, jak­bym sie­działa na puszy­stej chmurce. Pod­cią­gam nogi pod brodę i czy­tam sek­cję komen­ta­rzy.

Zare­ago­wało kilku moich zna­jo­mych. Rosa pisze, że jeste­śmy gorące… Serio? Myśli, że jest zabawna. Seth przed chwilą polu­bił zdję­cie, ale nie chce go komen­to­wać, żeby nie przy­cią­gać uwagi. Mama myśli, że się tylko przy­jaź­nimy, a on rozu­mie, że musimy zacho­wać pełną dys­kre­cję, bo wście­kłaby się, gdyby się dowie­działa.

Już chcę wyłą­czyć apli­ka­cję, gdy moją uwagę przy­ciąga pewien nick. Taki, któ­rego ni­gdy wcze­śniej nie widzia­łam na tej plat­for­mie. Blu­eqb. Wczo­raj rano polu­bi­łam komen­tarz tej osoby na YouTu­bie, a teraz prze­nio­sła się tutaj i napi­sała mi: cze­kają cię wspa­niałe dwa tygo­dnie. Żad­nej zło­śli­wo­ści, żad­nego oce­nia­nia. Zupeł­nie jakby to był ktoś inny, kto ma tę samą nazwę użyt­kow­nika.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki