Obiecuję Ci - Sandra Czoik - ebook

Obiecuję Ci ebook

Sandra Czoik

0,0

Opis

Czasem wszystko nie zaczyna się od pierwszego dotyku, lecz od samej myśli:
A co, jeśli…

 

Matura zdana, wakacje rozpoczęte, chłopak jest – teoretycznie wszystko gra. Mam Szymona, Erykę, plany na lato i poczucie, że wreszcie ogarniam swoje życie. Bez dramatów, chaosu i przede wszystkim bez niespodzianek.
Brzmi nieźle, prawda? Wszystko zaczyna się sypać, kiedy pojawia się Adam, starszy brat mojego chłopaka. Tak, wiem… Zakazany owoc i te sprawy. Ale przecież to totalnie nie w moim stylu!

 

Tylko że moje ciało i umysł przestają słuchać rozsądku. Myśli co chwilę uciekają w jego kierunku, a policzki aż płoną, gdy do uszu dociera jego głos. 
Próbuję być rozsądna. Naprawdę! Szkoda, że serce ma na to trochę inny plan…


Obiecuję Ci to poruszająca historia o pierwszych dorosłych wyborach, lojalności wystawionej na próbę i uczuciu, które pojawia się w najmniej odpowiednim momencie.
 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 361

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dla Justy, najlepszej beta-czytelniczki na świecie.

Dziękuję Ci za każde słowo, cierpliwość i obecność.

Jak słoneczniki, które nawet w burzy szukają światła,

tak Ty zawsze pomagałaś mi odnaleźć właściwy kierunek.

Czy my się znamy?

Aleksandra

– To będzie najwspanialsze lato! Słońce, drinki, ogniska…Ty, ja…

– I ja! – wtrąca z rozbawieniem Szymon, stając nagle między mną a Eryką. – To chciałaś powiedzieć? – Znacząco porusza brwiami.

Eryka prycha i poprawia swoje czarne loki, które sięgają jej do pasa, przerzucając je na prawą stronę.

– Oczywiście – odpowiada i odwraca się plecami do Szymona.

Spoglądam na nią i z trudem hamuję śmiech, widząc, jak niemo szepcze:

– Nie.

– Co dziś robimy? – pytam dwójkę najbliższych mi osób. – Musimy zdecydowanie opić maturę. – Uśmiecham się, kręcąc głową.

– Nooo – zaczyna Eryka – ja nie mam czego opijać. Zdałam ją z ledwością, ale możemy opić twój sukces, pani geniusz! – zwraca się do mnie.

Przewracam oczami i nieco się czerwienię. Z tą maturą miałam zdecydowanie dużo szczęścia. Dopóki się nie dowiedziałam, jaki jest mój wynik, obgryzałam nerwowo paznokcie.

– Grunt, że zdałyście – odzywa się Szymon i muska moje ramię. – Proponuję grilla u mnie. Co wy na to? Zaprosimy parę osób, usiądziemy, pogadamy. Będzie miło. – Wzrusza ramionami i uśmiecha się tak, że kąciki moich ust momentalnie się unoszą.

– Jak dla mnie idealnie. Eryka? Co ty na to?

Zerkam na przyjaciółkę wpatrującą się niepewnie w Szymona i skubiącą rąbek spódnicy. Wiem, czego się najbardziej obawia. Obecności Konrada, najlepszego przyjaciela Szymka, za którym obie zgodnie nie przepadamy. Akceptuję go tylko dlatego, że Szymon to mój chłopak. W innym przypadku już dawno powiedziałabym mu, co o nim sądzę.

– Zgoda. Ale kameralnie, tak? Żadnego dzikiego party? – upewnia się, lustrując swoimi piwnymi oczami Szymona, a on potwierdza skinieniem głowy.

– Dziewiętnasta pasuje?

– Pewnie.

– Przyjechać po ciebie, czy dotrzesz z Eryką? – Łapie delikatnie mój łokieć. – Wiesz, zawsze po imprezie możesz zostać i…

– Dotrę z Eryką – przerywam mu niezbyt miło i niemal od razu spuszczam wzrok na swoje szpilki. – Nie jestem jeszcze gotowa – szepczę, zerkając nerwowo na koleżankę.

Eryka wyczuwa rosnące między nami napięcie i macha dłonią na znak, że zaczeka w samochodzie.

– No tak.

– Szymek, ja… – urywam, bo nie do końca mam pewność, co chcę powiedzieć.

– Rozumiem, spokojnie – odpiera i wzrusza ramionami. Unoszę głowę i wpatruję się w niebieskie oczy, szukając w nich potwierdzenia jego słów. – Zaczekam tyle, ile będzie trzeba – dodaje i przyciąga mnie do siebie, by po chwili złożyć czuły pocałunek na czubku mojej głowy.

– To… Do dziewiętnastej, tak?

– Tak. Już się nie mogę doczekać. – Uśmiecha się raz jeszcze pokrzepiająco i dopiero wtedy ja również zdobywam się na ten gest.

Szybko muskam ustami jego policzek i odchodzę, jęcząc w duszy. Jesteśmy ze sobą od czterech miesięcy, a nasze kontakty i tak są bardziej przyjacielskie niż partnerskie. Odwracam się raz jeszcze i zauważam, że chłopak nadal się we mnie wpatruje. Macham niepewnie ręką i wyzywając się pod nosem, przyśpieszam.

Docieram do samochodu przyjaciółki i sadowię się na miejscu pasażera. Zapinam pas, a następnie opieram głowę o zagłówek i przeciągle wzdycham.

– No co? – mruczę, widząc, jak wpatruje się we mnie z uniesionymi brwiami. – Powiesz, co ci chodzi po głowie?

– Jesteś pewna, że chcesz usłyszeć, co myślę?

Kręcę głową. Nie chcę wiedzieć. Eryka to najbardziej szczera i bezpośrednia osoba, jaką znam. Nigdy nie przebiera w słowach i wiem, że tym razem także by tak było, a na to raczej nie jestem gotowa.

– Jedziemy? – zmieniam temat i sięgam dłonią do radia, by puścić muzykę. Przyjaciółka trzepie mnie w palce. – Auć!

– Kto kieruje, ten dowodzi z muzyką! – wykrzykuje niby to poważnie, ale zdradza ją błysk w oczach. – Chcesz dziś iść na tego grilla? Wiesz, zawsze możemy się wymigać i zaszyć w pokoju. Tylko pomyśl: wino, lody i łzawe filmy. Czy może być coś lepszego?

Śmieję się na jej słowa, ale unoszę wskazujący palec i kiwam nim karcąco.

– Nie ma mowy. Wychodzimy dziś i bawimy się świetnie! Kto wie, może pojawi się tam jakiś przystojniak, który zawróci ci w głowie? – przebąkuję i cmokam w powietrzu.

– Wariatka – kwituje moje słowa i odpala samochód. – Ale wiesz co? A nuż widelec, może się jakiś trafi!

– Bojówki, czarna bokserka i spięte w kucyka włosy? Serio tak chcesz iść ubrana? Pokażże trochę tego seksownego ciałka! – ryczy mi do ucha Eryka, jawnie krytykując mój ubiór. – Nawet się nie pomalowałaś!

– Jak nie, jak tak?

– Jagnię to jest taka mała owieczka!

– Patrz. Mam podkład, mam tusz, mam nawet fioletową szminkę!

– Buuuu.

– A wypchaj się – śmieję się i uderzam ją w ramię, a ona patrzy na mnie spod byka. – To tylko grill. Nie party u Twenty One Pilots!

– Och, gdybym kiedyś trafiła na takie party u TOP… – rozmarza się, a ja niemal płaczę, widząc jej cielęcy wzrok. – Dobra – ożywia się – tak serio, to wyglądasz ładnie. Ale i tak chcę cię kiedyś zobaczyć w sukience!

Niedoczekanie. Sukienki i spódniczki to najgorsze zło tego świata. Szpilki? Okej, nawet lubię w nich paradować, ale nie sukienki! Brrr.

– Ty chodzisz w nich za nas dwie – odzywam się. – Nigdy cię w tej kiecce jeszcze nie widziałam – komentuję, wpatrując się w jej rozkloszowaną u spodu, niebieską sukienkę. Później mój wzrok ląduje na jej sandałach i muszę przyznać, że jak zawsze prezentuje się znakomicie.

– Nowy nabytek – odpowiada. – Nie miałam się już w co ubierać, więc wybrałam się na zakupy – dodaje i wzrusza ramionami.

Parskam śmiechem. Jej szafa wcale nie pęka w szwach. Wcale!

Zerkam na zegarek i dociera do mnie, że najwyższa pora wyruszać w drogę. Eryka również zerka na godzinę i niemo potakuje.

Wychodzimy z pokoju najciszej, jak się da, żeby nie natknąć się na rodziców. Całe szczęście babcia zabrała moją młodszą siostrę na wakacje, dzięki czemu Lila może chociaż trochę psychicznie odpocząć. Ma dopiero jedenaście lat, a przez sytuację w domu jest zbyt dojrzała.

Na przystanku stoimy ledwie parę minut, nim podjeżdża ogromny, czerwony autobus. Pakujemy się do niego, odbijamy karty od czytnika i zajmujemy podwójne miejsce.

Eryka obserwuje ludzi, z pewnością pragnąc wypatrzeć jakiś smakowity kąsek. Niestety, w środku jest tylko kilka starszych osób plus dwóch facetów, którzy są wyraźnie pod wpływem alkoholu, więc głośno wzdycha.

– Miłości ma, gdzie ty jesteś? – pyta cicho i opiera głowę o moje ramię.

Uśmiecham się nieznacznie i postanawiam nie komentować. Wgapiam się w krajobraz za szybą, milcząc.

Kwadrans zlatuje migiem. Kiedy wysiadamy z autobusu, zauważam czekającego na nas Szymka. Obok niego stoi wysoki, umięśniony blondyn – Konrad. Krzywię się, ale przemilczam jego obecność. Szymon łapie mnie za dłoń i uśmiecha się promiennie.

– Pięknie wyglądasz – mruczy, nachylając się do mojego ucha.

Rumienię się nieco, ale nie spuszczam wzroku. Wpatruję się przez moment pewnie w jego niebieskie oczy.

– Wejdę jeszcze do sklepu po fajki – odzywa się Konrad i ruchem głowy wskazuje, żebyśmy na niego zaczekali.

– Spoko – mówi Szymek i wkłada dłonie do kieszeni. – Jak w domu?  – Wzruszam ramionami.

– Jak zawsze. – Zerkam na przyjaciółkę. – Będzie na grillu ktoś, kogo jeszcze nie znamy?

Puszczam Eryce oczko, a ona odpowiada środkowym palcem.

– Nie, a co? – Szymon marszczy brwi i wgapia się w nas, nic nie rozumiejąc.

– Ola chce cię wymienić na nowszy model.

Zerkam na tę małpę i parskam śmiechem. Szymon lekko się krzywi, ale nie odzywa się więcej.

Czekamy jeszcze chwilę na jaśnie panicza Konrada i w końcu ruszamy do domu Szymka. Od sklepu jest do niego raptem kilka minut, więc wkrótce jesteśmy na miejscu.

Chłopcy wyciągają grill i zabierają się za zabawę z rozpałką, a ja wchodzę z Eryką do kuchni i ogarniamy jedzenie. Kroję kiełbasę, a moja koleżanka szykuje sałatkę, przez okno obserwujemy chłopaków. Całe szczęście rodziców Szymona nie ma w domu, bo inaczej nie czułabym się tak luźno, by wyciągać sobie z lodówki produkty. Bodajże nie powinno ich być jeszcze przez kilka dni. Tydzień temu wyjechali do Tunezji świętować swoją rocznicę i cieszyć się urlopem. Nic do nich nie mam. Są mili, kulturalni i zabawni. Zdarzyło mi się nawet pomóc pani Uli w doborze sukienki, jednak to są rodzice mojego chłopaka.

– Cześć wam – odzywa się Paulina, wchodząc do kuchni. – Co robić? – dopytuje i podwija rękawy czarnej koszuli.

Eryka prosi, aby przyprawiła mięso, więc dziewczyna od razu się za to zabiera. Skoro ona tu jest, to na dworze z pewnością kręci się Darek, jej facet. Paulina jest kuzynką Szymona i zarazem moją rok młodszą koleżanką ze szkoły.

– Dziewczyny, jakie chcecie piwo? – W środku pojawia się głowa Mirka. On również chodził do naszej szkoły, ale skończył ją rok temu jak Szymek.

– Zimne – odpowiada Eryka, a chłopak kręci głową.

– Się wie! Żadnych wymagań więcej?

– Ja poproszę owocowe! – wtryniam się, na co Mirek udaje, że notuje moje zamówienie na dłoni.

– Ja zwykłe – dopowiada Paulina i zgarnia talerz z mięsem. – Idę to zanieść.

– Też mam gotowe. – Eryka układa na tacy półmiski i zerka na mnie, chcąc sprawdzić, czy pokroiłam mięso. – Idziemy?

Potakuję i biorę talerz, po czym kieruję się do wyjścia. Na zewnątrz witam się z Darkiem i Kamilą, jedną z moich lepszych koleżanek. Cieszę się, że Szymon do niej napisał.

– Jak tam? – Przystaję za swoim chłopakiem i obejmuję go od tyłu. – Rozpalone?

– Tak – odpowiada i odwraca się w moją stronę. Przyciąga mnie do siebie i delikatnie całuje w czubek głowy. – Muszę iść się tylko przebrać, bo ten kretyn oblał mnie piwem – burczy, głową wskazując na Konrada, który stoi obok i udaje, że mnie nie widzi.

– Baba z ciebie – odzywa się, słysząc zarzuty Szymka, i unosi szyjkę butelki z piwem do ust. – To tylko plama. – Wzrusza ramionami.

Szymek rozstawia szerzej nogi i wskazuje na swoje krocze, a następnie wybucha śmiechem.

– To zdecydowanie nie jest mała plama. Konrad, nie potrafisz ocenić wielkości – śmieje się i klepie kumpla w ramię. – Zaraz wracam – szepcze do mnie i na moment łączy nasze usta.

– W sumie to ja jeszcze muszę przynieść musztardę i chleb, także idę z tobą.

Ewakuuję się, nie chcąc chociaż na chwilę zostawać w pobliżu Konrada. Szymon rusza schodami na piętro do swojego pokoju, a ja przystaję w kuchni. Zerkam przez okno na zgromadzonych w ogrodzie ludzi, a na moje usta niemal natychmiast wpełza uśmiech. Odwracam się powoli w kierunku lodówki i omal nie dostaję zawału.

– Jezu Chryste! – ryczę i impulsywnie dotykam dłonią klatki piersiowej. Otwieram szeroko usta. – Czy my się znamy? – zadaję pytanie i zerkam na wysokiego bruneta, który nonszalancko opiera się o blat i się we mnie wgapia.

– Niestety nie mieliśmy tej przyjemności. – Błyska zębami, wciąż nie przerywając kontaktu wzrokowego. – Adam, czasem tu mieszkam.

Wyciąga do mnie dłoń, a ja ją niepewnie ujmuję.

– Ola, nie mieszkam tu wcale – parodiuję go, co on odbiera z radością. – Jesteś bratem Szymka? – doznaję olśnienia. Przecież on wygląda kropka w kropkę jak pan Wiktor.

– Dokładnie tak. Widzę, że mój brat wyprawia imprezę. Gdybym wiedział, to poinformowałbym go, że mam zamiar wrócić. – Przerywa na moment i zerka na lodówkę. – Pomóc ci z czymś, Aleksandro?

Podchodzi nieco bliżej, a ja zastygam. Nie bardzo rozumiem swoje zachowanie, w końcu nie zrobił nic złego.

– Adam? – dobiega nas głos Szymona, a już po chwili widzimy go obok. – Wróciłeś! Czemu nic nie mówiłeś? Kupiłbym dwie zgrzewki piwa więcej! – żartuje i obejmuje go, a po chwili klepie po plecach.

– Chciałem zrobić ci niespodziankę – mówi i odrywa się od Szymona. – Poznałem już twoją koleżankę. – Zerka na mnie, a ja rumienię się, mając wrażenie, że wypala mnie wzrokiem.

– Dziewczynę – prostuje Szymon i napina się jak paw. Zerkam w ciemne oczy Adama i dostrzegam w nich zawód. Albo mi się tylko wydaje. – Także rączki przy sobie!

– Ależ oczywiście – odpowiada Adam i zakłada dłonie na piersi. – Zostawię torbę i do was przyjdę. Nie zjedzcie wszystkiego, bo jestem głodny jak wilk!

– Oczywiście, obżarciuchu! – Szymon uderza delikatnie w ramię swojego brata, po czym zwraca się w moją stronę. – Wszystko w porządku? Masz strasznie czerwoną twarz.

Wytrzeszczam oczy i szybko się reflektuję. Moje zachowanie zdecydowanie za bardzo odbiega od normy.

– Tak, gorąco mi po prostu – mruczę i wtulam się w jego szyję.

Obejmuję Szymona w pasie i przymykam powieki. Zdecydowanie muszę się ogarnąć.

Tańczę, jem, śmieję się i żartuję. Wypiłam już nieco, na niebie lśnią gwiazdy, a impreza trwa w najlepsze.

Z głośników wydobywa się Beliver Imagine Dragons, a ja pląsam sama, w dłoni dzierżąc butelkę piwa. Szymon zniknął gdzieś z Konradem jakiś czas temu, co mnie nieco niepokoi, ale postanawiam dać mu chwilę spokoju. W końcu nie jest moją własnością, a chłopakiem, więc nie mogę wymagać, żeby poświęcał mi całą swoją uwagę.

– Niezłe ciacho z niego – komentuje Eryka, pojawiając się przy mnie. – Ale zdecydowanie wolę blondynów, więc nawet nie uderzam – śmieje się.

Wtóruję jej. Muszę przyznać, że i tak długo wytrzymała bez poruszenia tematu Adama.

– Przypominam, że twój ostatni obiekt westchnień był szatynem – odzywam się i uśmiecham pod nosem.

– No właśnie. Może dlatego nam nie wyszło – chichocze, poruszając brwiami.

Czuję, jakby ktoś się we mnie wgapiał. Podążam wzrokiem w lewo i odnajduję spojrzenie Adama. Niemal natychmiast się rumienię, za co ganię się w myślach. Chłopak wydaje się rozmawiać z Darkiem, ale o ile mój wzrok nie szwankuje, dostrzegam, jak puszcza mi oczko.

Zdecydowanie zbyt dużo procentów.

– Słuchasz mnie w ogóle? – Eryka opiera dłonie na biodrach i zerka na mnie niespokojnie. – Znam to spojrzenie.

– C-co? – dukam mało elokwentnie.

– Podoba ci się.

– Kto? – Tak, mistrzem konwersacji to ja dziś zdecydowanie nie jestem.

– Adam – szepcze, przez co moje policzki po raz kolejny tego wieczoru przypominają dorodnego pomidora. – O, cholera, bardzo ci się podoba! – podnosi ton.

Trzepię ją w ramię.

– Cicho bądź! – syczę i staram się zakryć twarz włosami. – Nie znam go – bronię się.

– Przecież mówię, że ci się podoba, a nie że się w nim zakochałaś. To jest różnica. – Zawiesza się na chwilę, po czym konspiracyjnie szepcze: – Gapi się na ciebie.

Niemal od razu zerkam w stronę mężczyzny i zauważam, że już stoi sam. Rusza w moją stronę.

– Cholera. Przyciągnęłaś go. Idzie tu. – Zdecydowanie za bardzo gestykuluję. Eryka unosi brew. – Nie podoba mi się.

– To dlaczego się tak denerwujesz? – pyta wrednie.

Zapowietrzam się. Nie zdążam jednak odpowiedzieć, bo Adam przystaje obok.

– Jak się bawicie? – Wkłada dłoń do kieszeni, drugą natomiast obejmuje szyjkę butelki z piwem, by się nie wyślizgnęło. – Nie tańczycie, więc chyba nie za dobrze.

– Odpoczywamy. – Wzruszam ramionami, udając wyluzowaną. – Nie widziałeś Szymka?

Tak. Najwyższa pora zająć się swoim facetem.

– Pojechał gdzieś z Konradem, myślałem, że wiesz – odpowiada.

– Nic mi nie mówił. Nie wiesz, gdzie pojechali? – dopytuję, mając złe przeczucia. – Swoją drogą, kto prowadził? Przecież obaj wypili…

– Podjechał jakiś gość. Szymek powiedział, że coś załatwi i zaraz wrócą. Dlaczego się denerwujesz? – Zerka na moje dłonie, więc ja również spuszczam na nie wzrok. Drżą.

– Bo Konrad to idiota – mruczy Eryka i kładzie mi rękę na ramieniu. – Może do niego zadzwoń?

Potakuję. To najlepsze rozwiązanie. Wyciągam telefon z kieszeni, odblokowuję ekran i wchodzę w kontakty. Naciskam zieloną słuchawkę obok nazwy „Szymiś <3” i przykładam urządzenie do ucha.

Wsłuchuję się w sygnały, nerwowo tupiąc nogą.

– Poczta głosowa. Spróbuję jeszcze raz.

Ponownie wybieram jego numer i czekam. Nie odbiera. Zerkam porozumiewawczo na Erykę. Mam ochotę zamordować Szymona.

– Ja spróbuję – mruczy Adam, a ja niemo przytakuję.

Wpatruję się, jak ze skupieniem wystukuje coś w klawiaturę, a następnie dzwoni.

– Nie odbiera.

Cholera jasna. Gdzie on mógł pojechać?

– Spokojnie, wróci. – Eryka próbuje mnie pocieszyć, ale to nie przynosi skutku.

Denerwuję się jeszcze bardziej. Siadam ciężko na krześle i próbuję się dodzwonić do Szymona po raz kolejny.

– Wcześniej się nie denerwowałem, a teraz zaczynam. Możecie mi wyjaśnić, co się dzieje? Sądziłem, że pojechali kogoś odebrać i przywieźć tu, a teraz nie wiem, co myśleć.

– Nie mamy pojęcia, co się dzieje. W tym sęk – odpowiada Eryka, bo ja jestem w stanie jedynie gapić się w swoje buty i gorączkowo myśleć. – Po prostu to dziwne i… – urywa i zerka na mnie, jakby się zastanawiając, czy może to powiedzieć Adamowi.

– I?

– I nie do końca ufamy Konradowi – dokańcza, nie pokazując po sobie, że miała zamiar wydukać całkiem coś innego.

– Macie numer Konrada?

Obie kręcimy głowami. Żadna z nas nie ma, czego w tym momencie żałuję.

– Popytam innych, może ktoś będzie miał. Wy w tym czasie możecie próbować dobijać się do Szymona. Mam nadzieję, że ten debil nie robi nic głupiego.

I ja również – mam ochotę powiedzieć, ale zamiast tego głośno wzdycham i raz jeszcze próbuję dodzwonić się do Szymona.

zakazany owoc

Adam

Wybija trzecia, kiedy ten debil wreszcie wraca. Praktycznie wszyscy już dawno poszli do domów, oprócz Oli i Eryki.

Ta pierwsza zrywa się z fotela, kiedy widzi, jak Szymon wchodzi do pomieszczenia. W sumie „wchodzi” to za dużo powiedziane. Ledwo trzyma się na nogach – jest nawalony.

– Gdzie ty, do cholery, byłeś?! – krzyczy Ola, łapiąc go za brodę i zmuszając, by na nią spojrzał. – Co ci się stało? – pyta, a ja dopiero teraz dostrzegam, że ma podbite oko.

– Uspokój się – mamrocze Szymon i strzepuje dłoń dziewczyny. – Nie muszę ci się tłumaczyć.

Zerkam na Erykę, ona zerka na Olę, a ta z wściekłości zaciska dłonie w pięści.

– Pieprzę to! Zachowujesz się jak gówniarz. Martwiłam się o ciebie, a ty wracasz pobity i nawalony. To według ciebie normalne?!

Podchodzę do nich i głośno chrząkam. Myślę, że to nienajlepsza pora na rozmowy.

– Idź spać. Porozmawiacie sobie jutro, na spokojnie.

– W sumie już jest jutro – szepcze cicho Eryka, po czym się krzywi. – Ale zdecydowanie lepiej, żebyście porozmawiali, jak Szymon wytrzeźwieje – dodaje i niepewnie wzrusza ramionami.

– Jestem trzeźwy – odzywa się mój debilny brat. – Proszę, możemy rozmawiać! – Siada na fotelu i z ledwością utrzymuje głowę w pionie. – No! Słucham!

– Ile ty masz lat, żeby się tak zachowywać? – mruczę i potrząsam głową. – Wytrzeźwiej, ogarnij się i pogadamy. Jeszcze powiesz coś, czego będziesz żałować.

Szymon zaczyna się śmiać. Powoli tracę spokój.

– Wracam do domu. Niepotrzebnie siedziałam tu do tej godziny – szepcze Ola, a jej głos się załamuje.

Zerkam w jej oczy i widzę, że gromadzą się w nich łzy. Cholera, teraz jeszcze bardziej jestem wściekły na Szymka.

– Przecież ci nie kazałem siedzieć. I tak nie miałaś zamiaru zostać na noc, więc nie wiem, o co ci chodzi.

Wstrzymuję oddech. Wiem, że jest pijany, ale nie wierzę, że nawet w takim stanie nie dostrzega swojej winy.

– To my już lepiej pójdziemy – mówi Eryka i łapie za nadgarstek Olę. – Dzwonimy po taksę czy czekamy do piątej na busa? – pyta dziewczynę, jednocześnie wsuwając buty.

– Szerokiej drogi – burczy Szymon i, całe szczęście, to są jego ostatnie słowa, bo kieruje się do swojej sypialni.

Coś czuję, że jutro będziemy musieli odbębnić rozmowę na temat szacunku.

– Zamówię wam taksówkę – odzywam się i łapię za telefon. Wychodzę za dziewczynami i głośno wzdycham. Pierwszy dzień tu jestem i już takie jazdy.

– Szkoda kasy na taksówkę. Może pójdziemy na nogach? – odzywa się Ola, patrząc niepewnie na przyjaciółkę.

– W sumie? Spacer nie zaszkodzi – odzywa się Eryka, a moje brwi szybują do góry. – Co? To spokojna okolica – dodaje, widząc mój badawczy wzrok.

– I tak was nie puszczę samych. Daleko macie?

Ola wzrusza ramionami, a na twarzy Eryki pojawia się uśmiech.

– Zależy do której z nas. Nie mieszkamy obok siebie – zaczyna tłumaczyć Ola, a ja obserwuję uważnie ruchy jej warg. – Do Eryki jest bliżej, w jakieś trzydzieści minut powinniśmy dojść.

Trzydzieści minut. Aha. Nie no, spoko. Przyjemny spacerek.

– No to w drogę! – odzywam się i zakładam bluzę, którą dotąd trzymałem w dłoni.

– Naprawdę nie musisz z nami iść. Później niepotrzebnie będziesz musiał wracać… – Ola zerka na mnie, po czym szybko przenosi wzrok gdzie indziej.

Nie mogę poradzić nic na to, że cholernie mnie rozczula. Ponoć zakazany owoc smakuje najlepiej.

– O mnie się nie martw. Jestem dużym chłopcem – mruczę i błyskam szerokim uśmiechem, co wywołuje parsknięcie Eryki.

Kiedy spoglądam na nią, ta potrząsa głową, zbywając moje pytanie, o co jej chodzi.

– No to… chodźmy – wydusza w końcu Ola i rusza pierwsza.

Przez moment idę za nimi, aż w końcu zrównujemy krok. Eryka po lewej, ja po prawej, a Ola w środku.

Nikt nic nie mówi, ale i tak jest przyjemnie. Słucham poszczekujących psów, a co jakiś czas przejeżdżają samochody. Drogę oblepiają słabo świecące latarnie i niebo obsypane gwiazdami. To szalone, ale mam ochotę zatrzymać się i chwilę na nie popatrzeć. Nie robię tego jednak, bo nie chcę, aby dziewczyny miały mnie za świra.

– Too, Adam… – odzywa się Eryka po dłuższej chwili, a Aleksandra mimowolnie się wzdryga, przez co trąca mnie ramieniem. – Przyjechałeś na długo?

– To zależy – odpowiadam i wzruszam ramionami. – Mam możliwość pracy zdalnej, więc w sumie, dopóki nie będę potrzebny na miejscu, mogę siedzieć w Litakach.

– Gdzie pracujesz?

– Gdzie mieszkasz?

Padają dwa pytania jednocześnie i dziewczyny parskają śmiechem. Odpowiadam najpierw na pytanie Oli.

– Założyłem małą firmę, nic wielkiego. No i siedzibę mam tam, gdzie mieszkam, czyli w Warszawie – dodaję, odpowiadając tym samym na pytanie Eryki. – Wy skończyłyście teraz szkołę, tak? – pytam, a dziewczyny zgodnie potakują. – I co dalej będziecie robić?

Ola zerka na Erykę, przekazując jej prawo głosu, a ja jęczę w duszy. Nie wiem dlaczego, ale lubię jej słuchać, a ona, jak na te kilka godzin, zdecydowanie za rzadko się odzywa.

– Ja tu zostaję, idę do policealnej. Mam zamiar zrobić opiekuna osób niepełnosprawnych.

– O, ciężkie i szlachetne zajęcie – mówię i kiwam do tego głową, bo naprawdę jestem miło zaskoczony. – A ty, Olu? – zwracam się do dziewczyny i delikatnie muskam jej ramię.

Zdecydowanie muszę się ogarnąć.

– Prawo – odzywa się tylko jednym słowem, ale ono mnie kompletnie wywala z butów.

Spodziewałem się, że pójdzie w jakieś kierunki artystyczne, a tu całkiem coś innego.

– Wow, macie ciekawe zainteresowania – mruczę tylko tyle, bo na więcej mnie nie stać. Spoglądam raz jeszcze na dziewczyny, jednak tym razem inaczej.

– A ty czym dokładnie się zajmujesz? – dopytuje Aleksandra i zaczesuje włosy za ucho.

Coś ściska mnie w żołądku. Zdecydowanie dziś nie jestem sobą.

– Założyłem z kumplem firmę graficzną. Projektujemy wizytówki, zaproszenia, plakaty. Czasem banery się zdarzą, okładki do książek, ale to już rzadziej – przerywam na moment i wkładam dłonie do kieszeni. – Przynudzam, przepraszam. – Śmieję się chwilę i obrywam od Aleksandry łokciem w bok.

– Mów dalej! To ciekawe!

– Od zawsze mnie ciągnęło do zabawy z grafikami. Projektowałem przeróżne rzeczy, głównie sam, dla siebie, i dopiero później ogarnąłem, że to jest coś, co chcę robić w dorosłym, nudnym życiu.

Zauważam, że Ola wpatruje się we mnie i kiedy tylko dostrzega, że widzę, przenosi wzrok na buty. Nieco się rumieni, co znów sprawia, że na moment przestaję oddychać.

Mój brat to cholerny szczęściarz.

– Jesteśmy na miejscu. Dzięki, że nas odprowadziłeś. – Eryka uśmiecha się promiennie i podaje mi dłoń, którą ujmuję. Następnie ściskam inną dłoń, tę należącą do Oli.

– Miło było cię poznać – odzywa się i nieco unosi kąciki ust. – Cześć.

Czekam, aż dziewczyny wejdą do domu, i dopiero wtedy wyruszam w drogę powrotną.

Muszę przyznać, że mimo wszystko ten dzień był udany.

Kolejnego dnia, kiedy wstaję, Szymon już jest na nogach. Schodzę do kuchni i zauważam brata przy blacie. Kończy robić kanapki.

– Zrobiłem ci kawę i śniadanie – mówi, kiedy mnie zauważa. – Nie pamiętam za dużo z wczorajszego wieczoru. Odwaliłem coś?

Prycham. Od czego by tu zacząć?

– Pojechałeś gdzieś, zostawiłeś swoją dziewczynę, a gdy wróciłeś, zachowałeś się jak debil.

Widzę, że nieco blednie. Głośno wzdycham i posyłam mu współczujące spojrzenie. Może i nie zachował się dobrze, ale jest moim bratem i nie mogę być na niego zły.

– Muszę kupić kwiaty…

– Zdecydowanie. I to ogromny bukiet.

Sięgam po kawę i siadam przy stole, a Szymek idzie w moje ślady. Przez chwilę nie mówimy nic, aż w końcu on odzywa się pierwszy.

– Jak ci się spodobała Ola?

Duszę się.

Mam na końcu języka: Oj, stary. Żebyś wiedział, jak bardzo mi się spodobała. Jednak wybieram bezpieczniejszą odpowiedź, bo za tamtą z pewnością zarobiłbym w twarz.

– Wydaje się miła.

Tak. To zdecydowanie lepiej brzmi. Nie dodaję nic, że myślałem o niej przed snem, ani że już teraz uwielbiam jej uśmiech, czy to, jak na mnie patrzy. Zdecydowanie muszę jej unikać.

– Tylko się nie zakochaj, dobra? Ja byłem pierwszy – śmieje się.

Mi nie jest do śmiechu, ale także mu wtóruję.

– Długo jesteście razem? – pytam, wmawiając sobie, że to tylko ciekawość, ponieważ to mój brat. Jestem zdecydowanie złym człowiekiem.

– Kilka miesięcy, ale podobała mi się znacznie wcześniej. Na żadną dziewczynę dotąd nie musiałem tak czekać, jak na nią.

Rozmarza się, a ja mimowolnie unoszę brwi. Jego wypowiedź ma kilka kontekstów. Nie wiem, czy chodzi mu o to, że długo czekał, żeby z nią być, czy że teraz długo czeka, żeby ją zaciągnąć do łóżka. W sumie to drugie by się zgadzało po tym, co mówił wczoraj. Postanawiam w to jednak nie wnikać.

– Jak rodzice? Wszystko w porządku?

Nie widziałem się z nimi sześć miesięcy i muszę przyznać, że naprawdę tęsknię. Mogę sobie być dorosły i mieć te dwadzieścia siedem wiosen, ale z rodziców się nigdy nie wyrasta. Potrzebujemy ich przez całe życie.

– Tak, jest okej. Mama dalej szyje ubrania, tata dalej naprawia krany. Także bez zmian, braciszku.

I to mnie cieszy. Czasem lepiej, jak jest bez zmian, niż jak pojawia się ich zbyt wiele.

– A u ciebie, co tam jeszcze? Dalej studiujesz zaocznie, nie rzuciłeś tego w diabły?

– No co ty! Uwielbiam mitrężyć czas nad książkami – rechocze, a ja kręcę głową. – Jeszcze trochę i będę mógł nauczać innych historii. No i w tygodniu pracuję w galerii, w sklepie z ubraniami. Praca marzeń to to nie jest, ale zawsze coś.

– No pewnie. Zanim założyłem firmę, też pracowałem u innych, wiesz przecież o tym – przypominam mu i wzruszam ramionami.

Firmę mam dopiero od trzech lat. Wcześniej przez sześć lat tyrałem jako kelner, do czego w życiu bym nie wrócił. Masa roboty, śmieszne pieniądze i wredni ludzie. Zdecydowanie coś nie dla mnie. Jeszcze wcześniej, jako smark, dorabiałem sobie przy drobnych robotach. Koszenie trawnika, robienie zakupów, sprzedaż lodów, wyprowadzanie psów.

Nigdy nie lubiłem być w miejscu i zostało mi to dotąd. Można powiedzieć, że mam zadatki na pracoholika.

– Dobra. Pojadę do Oli, przeprosić ją, a później może coś porobimy razem. Co ty na to? Męski dzień i wieczór? Zimne piwko, pizza i konsola. Piszesz się? – pyta, na co z entuzjazmem potakuję.

– No jasne. Zapowiada się ciekawie, a i w końcu spędzimy razem trochę czasu.

Ściskam jego ramię, a Szymon błyska zębami. Może i cholernie się różnimy, ale kocham tego skurczybyka i naprawdę się cieszę, że możemy posiedzieć i pogadać.

– To lecę. Myślisz, że pięćdziesiąt róż wystarczy?

Kręcę głową.

– Minimum sto i czekoladki. Bez tego nie masz nawet po co iść.

Szymon udaje, że chwilę się zastanawia nad moimi słowami, po czym pokazuje mi kciuka.

– Masz rację. Zdam się na starszego brata. Niedługo wracam!

Wychodzi, a ja opieram się wygodnie o krzesło. Miło znów być w rodzinnym domu.

Pomyśl życzenie

Aleksandra

Dopiero co był weekend, a już jest czwartek. Dlaczego ten czas tak szybko pędzi?

Umówiłam się z Szymonem na placu zabaw i właśnie siedzę i na niego czekam. Spóźnia się już dobre piętnaście minut, ale postanawiam się nie denerwować. Wybaczyłam mu ten ostatni wyskok, ale denerwuje mnie, że nie powiedział mi, gdzie wtedy był i kto go uderzył.

– Ola? – słyszę głos za sobą i zauważam Adama stojącego przed placem zabaw.

Lekko wytrzeszczam oczy, ale po chwili się reflektuję.

– Cześć, biegasz? – Zerkam na jego dresy, a on uśmiecha się niepewnie. – Obok swojego domu nie lubisz?

Dziwię się, że wybrał właśnie ten park i tę ścieżkę. Śledzi mnie, czy co?

– Zawsze biegałem tutaj. To jedyny park w naszym mieście, jak wiesz. Ulice nie oddają tego uroku. – Wzrusza ramionami i wchodzi na plac zabaw. Siada obok mnie na huśtawce i odbija się nogami. – Często przesiadujesz na placach zabaw w nocy?

Śmieję się.

– Jasne, jestem wewnętrznym dzieckiem. – Także odpycham się nogami i uśmiecham szeroko, kiedy czuję wiatr we włosach. Naprawdę to uwielbiam. – A tak serio, to czekam na Szymona. Mieliśmy się spotkać, jak skończy pracę.

Zerkam na niego i nasze spojrzenia się krzyżują. Niedobrze. Od razu czuję, jak zalewa mnie fala gorąca. Staram się tym nie przejmować. Ostatnio doszłam do tego, że to po prostu pociąg. Adam jest przystojny i nic na to nie poradzę. Ciemne oczy, przeszywające spojrzenie, wytatuowana ręka, cholernie seksowny uśmiech… Co ja tam! Tak, zwykły pociąg, nic więcej.

– A więc dotrzymam ci towarzystwa, żebyś nie musiała się samotnie huśtać – mówi, a ja jestem mu wdzięczna, że zmienia temat. Nie wiem dlaczego, ale nie chcę z nim rozmawiać o Szymonie. – Jutro chciałbym się wybrać do kina, może pójdziesz ze mną? – proponuje, na co gwałtownie się zatrzymuję. – W sensie ty i Szymek – prostuje, patrząc mi prosto w oczy.

Zbyt gorąca ta noc. Rozsuwam suwak zielonej bluzy i kilka razy wachluję się dłonią jak wariatka.

– Hmm – mruczę, zastanawiając się nad odpowiedzią. – To chyba nie jest dobry pomysł.

Brawo, Ola. Wreszcie zaczynasz racjonalnie myśleć!

– Dlaczego? – pyta i spogląda na mnie tak, że czuję się, jakbym nic na sobie nie miała.

Dlaczego? Może dlatego, że czuję przy tobie uderzenia gorąca, jakbym miała początki menopauzy!

– Byłabym trzecim kołem u wozu. Lepiej idźcie sami.

Tak, to zdecydowanie lepsza odpowiedź. Rozhuśtuję się mocno, jak ostatnia wariatka, tylko po to, żeby na niego nie patrzeć. Jednak do moich uszu dociera śmiech Adama.

– Pobujać cię?

Kręcę tylko głową i mocniej przebieram nogami, ale on już wstaje ze swojego miejsca. Ustawia się za mną i w pewnym momencie jego palce muskają moje plecy. Za dużo.

– Wystarczy bujania – stwierdzam, kiedy się zatrzymuję. Spoglądam na niego przelotem i dostrzegam uniesioną w wyrazie zdziwienia brew. Jak nic ma mnie już za wariatkę.

– Nie będziesz piątym kołem u wozu – szepcze.

Przenoszę na niego spojrzenie, nie rozumiejąc, co on właściwie do mnie mówi. Dopiero po chwili załapuję.

– Dziękuję za zaproszenie, ale myślę, że powinniście spędzić trochę czasu sami – zaczynam, nerwowo pocierając kolana.

Adam układa na mojej ręce swoją dłoń, a ja zaskoczona zapowietrzam się w ciągu sekundy. Wpatruję się w niego z otwartymi ustami i zapewne tępym spojrzeniem.

– Chciałbym cię lepiej poznać – oznajmia, a ja mogę przysiąc, że po raz kolejny oblały mnie poty. Cholerny pociąg fizyczny! – W końcu jesteś dziewczyną mojego brata – dodaje i zabiera dłoń, a ja czerwienię się po czubki uszu.

Ogarnij się, głupia babo!

– Zobaczymy – odpowiadam w końcu i uśmiecham się lekko.

Odchylam głowę i wpatruję się w niebo, a Adam idzie w moje ślady. Wyciszam się i jest lepiej. Nie czuję już tego wszystkiego, czego nie powinnam czuć. Może jeszcze będą ze mnie ludzie. Zresztą, żarty żartami, ale czuję się cholernie źle z myślą, że pociąga mnie brat własnego chłopaka.

– Spadająca gwiazda!

– Co? Gdzie?

Spoglądam w to samo miejsce, co Adam, i widzę ją w całej okazałości. Takich momentów nie da się kupić. To pozornie nic wielkiego, ale i tak zapiera dech w piersi. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz mogłam być świadkiem tego widowiska.

– Pomyśl życzenie – mówi Adam, a na jego twarzy pojawia się szeroki uśmiech.

Zamykam oczy i myślę o tym, czego tak naprawdę pragnę. Chcę, żeby moi rodzicie byli normalni.

– Ty też pomyślałeś życzenie? – pytam i siadam na huśtawce tak, że jedna noga zwisa mi po lewej stronie, a druga po prawej. Układam dłonie na metalowym łańcuchu.

– Oczywiście. – Unosi nieznacznie kąciki ust. – Ale nie powiem ci, co to za życzenie, bo by się nie spełniło. Ty też nie mów! – wykrzykuje. – Idzie Szymek – oznajmia, więc zwracam głowę w prawą stronę i dostrzegam swojego chłopaka.

Idzie do nas wolnym krokiem, trzymając dłoń wsuniętą w kieszeń jeansów. Na ramieniu ma zawieszony czarny plecak. Spogląda to na mnie, to na swojego brata i ściąga brwi. Ledwo dostrzegalnie się krzywi, a mnie coś ściska w żołądku. Zaczynam się martwić, że jest na mnie zły, bo siedzę tu z Adamem. Czy to nie jest nieco absurdalne? Przecież nie zrobiliśmy nic niestosownego…

– Co tu robisz? – kieruje pytanie do Adama, stając naprzeciw nas.

Otwieram usta, żeby się wytłumaczyć, ale Adam mnie ubiega.

– Aktualnie siedzę i dotrzymuję towarzystwa twojej dziewczynie. Czyżbyś był zazdrosny? – prycha i wstaje, robiąc miejsce Szymonowi. – Idę dalej biegać, zanim mojemu braciszkowi pęknie żyłka – zwraca się do mnie i puszcza mi oczko.

Przełykam ciężko ślinę, ale nie komentuję tego w żaden sposób.

– Hej! Ja się tylko grzecznie zapytałem! – odzywa się Szymon pozornie beztroskim tonem, ale zajmuje miejsce Adama. – Zostań, kupiłem po drodze chipsy i coś do picia. Co wy na to? – zadaje pytanie, uważnie obserwując moją reakcję.

Nie wiem, jakiej odpowiedzi oczekuje. Jeśli powiem: „Jasne, zostań!”, to czy Szymon będzie zazdrosny? Kurde, przecież nie mogę powiedzieć, że się nie zgadzam, to by było dopiero dziwne. Może tylko wyolbrzymiam i Szymon naprawdę chce, żeby Adam z nami posiedział, a ja szukam jakichś dziwnych podtekstów?

– Pewnie, możemy posiedzieć we trójkę – odpowiadam, patrząc się to na Szymona, to na Adama.

– Innym razem, dziś mam ochotę pozbyć się nieco energii – zbywa nas Adam, a mnie spada kamień z serca.

Nie to, że go nie lubię czy nie chcę, żeby spędzał z Szymkiem czas, ale sytuacja jest dziwnie napięta, kiedy znajdujemy się we trójkę w tym samym miejscu.

– Jak chcesz. Może jutro coś porobimy? – proponuje Szymon, otwierając plecak.

Wyciąga z niego Coca-Colę w puszcze, którą mi podaje, a następnie, tym razem dla siebie, zwykłe piwo.

– W sumie, myślałem, żeby się wybrać do kina. Co wy na to? – zagaja Adam, a mnie po raz kolejny tej nocy uderza gorąc.

Mógł powiedzieć: co ty na to. Skierować to pytanie tylko do swojego brata. Dlaczego tego nie zrobił? Chciał być miły? Przecież z tonu Szymka jasno wynika, że chce jutro coś porobić tylko z nim.

– Hm, tylko na co pójdziemy? Ty lubisz horrory, ja też, ale Ola już nie.

Prostuję się i spoglądam na Szymona. Dobrze wie, że nie mam nic przeciwko horrorom. Fakt, to nie jest mój ulubiony gatunek filmowy, ale mimo wszystko nie żywię do nich awersji. Czyli jednak jestem piątym kołem u wozu. Tyle że dla własnego chłopaka.

– Jakie filmy lubisz, Olu? – dopytuje Adam, świdrując mnie swoim spojrzeniem.

Całkowicie ignoruje Szymona, z którego w tym momencie płynie czysta złość. Boże, co za dziwny wieczór.

– Nie mam jakichś ogromnych wymagań – mamroczę i spuszczam wzrok.

Dlaczego nie powiedziałam po prostu, że najbardziej lubię komedie? W moim życiu czerń przewyższa biel, a ja chcę się śmiać. Często, mocno i prawdziwie.

– Ale jakiekolwiek masz? – żartuje Adam. Ciągle czuję jego spojrzenie na sobie, więc unoszę głowę. Czy to jest dwuznaczne pytanie?

– Otwórz, jeszcze jest zimna – wtrąca się Szymon, przerywając naszą wymianę zdań. Ma na myśli oczywiście Coca-Colę. – Pomyślimy jutro, sprawdzimy, co leci w kinie, i to obgadamy. Okej?

– Jasne – odpowiada Adam i wzrusza ramionami. Uznaje rozmowę za zakończoną.

Przez kwadrans po odejściu Adama Szymon milczy. Pije swoje piwo i przegląda na telefonie Instagrama, całkowicie mnie ignorując, co już zaczyna mi działać na nerwy. W końcu nie wytrzymuję. Wstaję z huśtawki, wyrzucam puszkę do kosza i zbieram się do domu. Skoro ma zamiar się obrażać, nie będę siedziała tu jak jakaś desperatka i czekała, aż łaskawie mu przejdzie.

– Co ty robisz? – pyta Szymon i rusza za mną.

Zatrzymuję się i odwracam do niego przodem. Mrużę oczy i zaciskam usta w wąską linię.

– Idę do domu, nie widać? – burczę, nie spuszczając z tonu. Mam gdzieś, że teraz ja zachowuję się jak fochnięta księżniczka.

Szymek wzdycha, przeczesuje dłonią włosy, a następnie obejmuje mnie w pasie. Jego wzrok łagodnieje.

– Przepraszam, zachowałem się jak dupek – szepcze, a ja niemo przytakuję. – Nie chcę się kłócić, nie wiem, co się ze mną dzieje. To chyba zazdrość – wydusza ze szczerością, a ja wybucham śmiechem.

Atmosfera niemal natychmiast się rozładowuje. Tak właśnie działa na mnie ten chłopak. W jednej sekundzie myślę o tym, żeby go udusić, a już po chwili mam ochotę jedynie wtulić się w jego ciepłe ciało.

– Okej, zapomnijmy o tym – mówię, czując, jak się rozluźniam. Zarzucam mu dłonie na kark i muskam subtelnie jego usta swoimi. – Od razu lepiej, prawda? – dopytuję, a on w odpowiedzi mruczy i pogłębia pocałunek.

Uśmiecham się szeroko, kiedy się od siebie odrywamy.

– Masz ochotę… – zaczyna cicho i porusza znacząco brwiami. – Pozjeżdżać na zjeżdżalni? – pyta całkowicie poważnie, na co trzepię go w ramię i wybucham niepohamowanym śmiechem. – Rozumiem, że to znaczy „tak”.

Bierze mnie na ręce i kilkukrotnie obraca się wokół własnej osi, a ja piszczę i mocniej przywieram do niego. Lubię, kiedy w moim życiu pojawiają się takie chwile – pełne kolorów.

Copyright © Sandra Czoik

Copyright © Wydawnictwo ReWizja

Wydanie I 

Wilkszyn 2026

ISBN 978-83-67520-84-3

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody autora oraz wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych.

Projekt okładki: D.B. Foryś, dbforys.pl

Redaktor prowadzący: Angelika Kuszła, poradniaredakcyjna.pl

Redakcja: Angelika Kuszła, poradniaredakcyjna.pl

Korekta I: Monika Całka, kropkaispołka.pl

Skład i łamanie: D.B. Foryś, dbforys.pl

Korekta II: Sylwia Dziemińska, korektaprzykawie.pl

Wydawnictwo ReWizja

Książka dostępna również w wersji drukowanej.