Nie mogę cię zapomnieć - Monika Bartnik - ebook
BESTSELLER

Nie mogę cię zapomnieć ebook

Monika Bartnik

4,3

31 osób interesuje się tą książką

Opis

Kornelia wiedzie ustatkowane życie. Ma zaradnego męża, perfekcyjnie urządzone mieszkanie i spodziewa się dziecka. Szczęście nigdy nie trwa wiecznie, a los bywa wyjątkowo okrutny. Kornelia traci dziecko, a w efekcie również męża, dach nad głową i środki do życia. Poronienie wpędza ją w głęboką depresję, z którą jednak podejmuje walkę w desperackiej próbie odzyskania kontroli nad własnym życiem.

Mija rok i zdaje się, że młoda rozwódka otrząsnęła się po traumatycznych przeżyciach. Jej życie staje się ponownie uporządkowane, choć pozbawione konkretnego celu. Wszystko to zmienia się, kiedy poznaje bogatego biznesmena, który okazuje się być kimś zupełnie innym niż się jej wydawało.

Śmiertelne niebezpieczeństwo, mroczne tajemnice i dzikość jej kochanka wywołują burzę uczuć, której nie da się oprzeć. Życie Kornelii w świecie mafii, choć w niczym nie przypomina jej starego i spokojnego, daje jej więcej szczęścia.

 

Rynek zalewają powieści pisane według schematu, który najzwyczajniej w świecie już mi się znudził. Na szczęście pojawiają się wciągające debiuty, takie jak „Nie mogę cię zapomnieć”. Jest miłość, mafia, ale również coś więcej — trudna historia kobiety, która po destrukcyjnych wydarzeniach ma okazję poznać coś, o czym wcześniej nawet nie myślała. Jedno jest pewne — to powieść, której po przeczytaniu długo nie zapomnisz…
Magdalena Jarząbek, Czytam w pociągu

Nie mogę cię zapomnieć” to powieść pełna emocji, tajemnic oraz uczuć. Autorka z każdą kolejną stroną pokazuję nam przeogromny wachlarz przeżyć. Obok tej historii nie da się przejść obojętnie to jeden wielki rollercoaster emocji.
Karolina Gliniecka @czekoladowystworek

Czasami droga, którą obieramy na samym początku, nie jest tą, którą dane nam będzie kroczyć przez resztę życia. Niekiedy los potrafi z nas zadrwić. Coś się kończy, by mogła się zacząć nowa przygoda, jak to miało miejsce w przypadku Kornelii, głównej bohaterki debiutanckiej książki Moniki Bartnik, której nie było dane zbyt długo pożyć w spokoju… Tajemnice. Namiętność. Skrajne uczucia. Życie, które z uporządkowanego w mgnieniu oka może zmienić się w rozgardiasz. Między innymi to odnajdziesz, drogi czytelniku, jeśli zdecydujesz się sięgnąć po „Nie mogę cię zapomnieć”.
Katarzyna Ewa Górka @katherine_the_bookworm

Nie mogę cię zapomnieć” to debiut, od którego nie można się oderwać i który koniecznie trzeba przeczytać! Gwarantowany istny rollercoaster zarówno pod względem emocji jak i wydarzeń w powieści. Polecam!
Grażyna Wróbel, Czytaninka

Los bywa totalnie nieprzewidywalny. Zobaczcie sami, co zgotował Kornelii i jaki wpływ na nią będzie miał przystojny biznesmen. Jednak Liam nie jest tym, za kogo się podaje… To pełna ognia i pasji relacja, nad którą kontrolę sprawuje ten, który pewnego dnia zagościł w życiu głównej bohaterki. Czeka Was ostra i niebezpieczna jazda bez trzymanki. Polecam serdecznie.
Agnieszka, @zlotowlosa.i.ksiazki

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 239

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (81 ocen)
49
16
7
6
3
Sortuj według:
helenanowak

Dobrze spędzony czas

ciekawa intryga, dobrze się czyts
10
kamilcia34

Nie oderwiesz się od lektury

dobrze się czyta☺polecam
10
Piotrfracek

Nie oderwiesz się od lektury

Nie mogę doczekać się drugiej części.
10
asiek888

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam
10
Izabela333

Nie oderwiesz się od lektury

Mega! . Czekam na ciąg dalszy.
00

Popularność




Prolog

Moje życie było zawsze poukładanei przewidywalne – aż do bólu. Wczasach liceum poznałam Konrada, który szybko skradł mi serce. Przeżyłam z nim swoją pierwszą miłość. Jego siostra Iga była moją najlepszą przyjaciółkąz klasy,a nasi rodzice znali się już wcześniej. Odkąd staliśmy się parą, nasze rodzinne więzi się zacieśniły. Wszyscy pokładali nadzieje, że ten związek zakończy się małżeństwem. Można by rzec, że tak wyglądało nasze przeznaczenie. Kiedy mój wspaniały chłopak wyjechał na studiaz rodzinnego miasteczka, postanowiłam, że pojadę za nim. Takim sposobem kolejne dwa lata później razemz Igą wyprowadziłyśmy się do Warszawy. Wmiędzyczasie Konrad podarował mi pierścionek zaręczynowy, co poskutkowało rychłym ślubemi przyjęciem weselnym na dwieście pięćdziesiąt osób. Itak jako dwudziestojednolatka stałam się żoną. Rodzice męża zawsze byli zamożni. Po ślubie wspaniałomyślni teściowie postanowili kupić dzieciom mieszkania. Wobec tego jako żona Konrada mogłam wić swoje gniazdkow mieszkanku jego rodziców. Stałam się idealną żonąi perfekcyjną gospodynią. Zperspektywy widza można powiedzieć, że miałam życie jakz bajki – przystojny, zamożny mąż, własne mieszkanie bez kredytu, wymarzone studia na Uniwersytecie Warszawskim. Żyłam jakw bańce mydlanej. Pewnego dnia okazało się, że jest jeszcze lepsze, niż mogłoby się wydawać – zaszłamw ciążę. To było cudowne dopełnienie naszej sielanki. Zupełnie zbzikowałam na punkcie macierzyństwa. Odkąd dowiedziałam sięo ciąży, czytałam wszystko co popadnie na temat tego, jak odżywiać sięw jej trakcie, jako siebie dbać, jak wychowywać dziecko. Kupiłam nawet pierwsze bodyw uniwersalnym kolorze –w końcu nie znałam płci maleństwa. Całą uwagę poświęciłam naszej nienarodzonej jeszcze latorośli. Okazało się jednak, że po takiej cudownej ciszy zawsze nadciąga burza. Stało się. Poroniłam. Świat ległw gruzach. Oile dotąd wszystko szło po mojej myśli,o tyle teraz czułam, że się nie pozbieram. Na dodatek mąż zachowywał się, jakby nie było żadnej ciąży ani poronienia. Jego życie toczyło się dalej. Tymczasem ja musiałam zrezygnować ze studiów, bo nie byłamw stanie skupić się na nauce. Popadłamw depresję. Przestałamo siebie dbać, gotować, sprzątać. Zaszyłam sięw domui stałam się emocjonalnym wrakiem. Czułam, że nikt mnie nie rozumie. Nie docierały do mnie proste komunikaty od bliskich. Nikt nie wiedział, jak to jest stracić nienarodzone dziecko. Wswej emocjonalnej żałobie nie zauważyłam tego, żew dniu,w którym poroniłam, straciłam również męża.

Rokpóźniej…

– Posłuchaj, tak będzie dla nas lepiej. Oszukiwaliśmy się przez cały czas, że jest dobrze. Oboje jesteśmy winni. Ty też zaniedbałaś nasz związek. – Konrad mówi pokornym głosem, składając dłonie jakby sięmodlił.

– Oszukiwaliśmy się? Masz tupet, żeby zwalać winę na mnie. Gdzie byłeś, kiedy ja przechodziłam depresję po stracie naszego dziecka? – wykrzykuję mu prostow twarz. Moje życie wali sięz dnia na dzień.

– Nie ja nalegałem na dziecko. Kiedykolwiek spytałaś mnieo zdanie? Czy ja tegow ogóle chcę?

– Przecież go nie planowaliśmy. Zaszłamw ciążę niespodziewanie. To chyba normalne, że kiedy jest małżeństwo, wkrótce rodzą sięi dzieci – odpowiadamz niedowierzaniem. Nie do wiary, że wygarnął mi to teraz… ponad rok poporonieniu.

– Kurczę… Co mam ci powiedzieć? Sama wiesz, że nie układało się namw sprawach… no wiesz… łóżkowych – stwierdza niepewnie.

– Ito jest powód, dla którego zostawiasz swoją żonę? Po tym, co razem przeszliśmy? Myślałam, że się kochamy, że to coś wyjątkowego. Wiesz co, wypieprzaj lepiejz tego domu, nim cię zniszczę. – Ostatnie słowo wyrzucam wręczbrutalnie.

– Właściwie to ty powinnaś się wyprowadzić. To moje mieszkanie,a ponieważ od przyszłego miesiąca chciałbym, aby wprowadziła się do mnie Roksana, to byłoby mniej niezręcznie, gdybyś wyprowadziła się jak najszybciej. – Wtym momencie czuję, że nogi się pode mną uginają.

– Kto? Roksana? Jakim chujem trzeba być, żeby wyrzucaćz domu swoją żonę? Czy ty kiedykolwiek pomyślałeśo mnie poważnie? Tyle dla ciebie poświęciłam. Dziewięć lat życia!

– Całe życie myślałem, ale niestety… miłość się skończyła. Już cię nie kocham. Przepraszam.

– To co się ze mną teraz stanie? Mam się wyprowadzić pod most? – To się robi tak żałosne, że ażśmieszne.

– Kornelia, nie wiem. – Mój mąż przeciąga ostatnie słowa. – Jesteś dorosła, dasz sobie radę.

– Przypominam ci, że to ty mnie zdradziłeś. To ty powinieneś ponieść konsekwencje swojego działania. Byłam ci wierna jak pies,a ty przychodzisz ot tak po pracyi nagle stwierdzasz, że mnie nie kochasz, chcesz się rozwieśći chcesz przyprowadzić do naszego domu jakąś dziwkę… – Wiem, że nic nie dadzą ordynarne słowa kierowane pod adresem jego kochanki, ale chciałabym, aby choćw kilku procentach poczuł się tak urażony, jak ja czuję się teraz.

– Nie takim tonem… Roksana to wpływowai porządna kobieta. Pracujemy razemw kancelarii adwokackiej. Poza tym, to nie była zdrada. – Konrad próbuje racjonalizować sytuację. – Nie spaliśmy ze sobą od ponad pół roku, więc nie traktujmy tego tak dosłownie – odpowiada zbyt pewnie, aby nie wytrąciło mnie toz równowagi.

Każdy skrawek mojego serca został teraz doszczętnie zniszczony, jakby byłoz porcelany. Mąż właśnie rzucił nimo ścianę i rozbił je na milion kawałków. Czujęw sobie narastającą adrenalinęi kołatające serce.

– No powiedz coś, do cholery. – Tymi słowami wyrywa mniez zamyślenia. Nieoczekiwanie podnoszę rękęi sprzedaję mu solidnego plaskacza. Apotem szybko się obracam i po prostu wychodzęz mieszkania, które do niedawna było moją oazą spokojui bezpieczeństwa. Jak mylne potrafią być codzienne złudzenia.

Wybiegamz bloku najszybciej jak potrafięi idę prosto do swojego ledwie zipiącego samochodu. Kiedy wsiadam, czuję, że muszę dać upust swoim emocjom, opieram więc głowę na kierownicy i zaczynam gwałtownie płakać. Mam wrażenie, że moje życie sięskończyło…

Rozdział 1

– Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia. Zabieram cię do klubu. Idziemy się zabawić. – Iga mówi do mnie melodyjnym tonem. Patrzę na niąi zastanawiam się, skądw niej tyle euforii. Zazdroszczę jej optymistycznego podejścia do życia.

– Iga, to nie jest dobry pomysł. Zepsuję ci tylko wieczór. Nie mam nastroju na chodzenie po klubach. Poza tym, mam bardzo dużo spraw do załatwieniaw ten weekend. To kiepski moment – trajkoczę, aby ukryć swoją niepewność. Wrzeczywistości nie poczyniłam żadnych planów. Mam zamiar owinąć sięw ciepły koci przeleżećw tym kokonie cały wolny czas. Przy dobrych wiatrach może uda mi się napisać kilka linijek książki, której nie mogę skończyć.

– Kochaniutka, przestań pieprzyć. Ile weekendów już zmarnotrawiłaś? Zabieram cię na podryw. – Przyjaciółka nie daje się zbyć. Patrzy na mnie dociekliwie, popijając latte macchiatow naszej ulubionejkawiarni.

Iga jest oszałamiająco piękną, rudowłosą kobietą. Jednocześnie nie grzeszy naturalnością. Uwielbia wszystkie możliwe wspomagacze urody, od sztucznych rzęs po botoks. Jest urodzoną kokietką. Nic więc dziwnego, że swego czasu zmieniała facetów jak rękawiczki. Być możez takim wyglądem również łamałabym męskie serca… albo przynajmniej utrzymałabym jednego mężczyznę w moimżyciu.

– No to co? Dasz się namówić? – nieustępuje.

– Dobrze, dam ci znać. Sama wiesz, że nie jestem duszą towarzystwa. Jeżeli chcesz poprawić mi humor, to wpadnij do mnie. Obejrzymy jakiś dobry thriller – próbuję odwieść ją od pomysłu wyjścia do klubu. Powinnam zaproponować jej jedzeniei wino. Wtedy na pewno dałaby się skusić. Wykorzystam to jako kołoratunkowe.

– No to powiedz mi, kiedy ostatnio wyszłyśmy gdzieś razem? Nie mogę patrzeć, jak się izolujesz. Robisz się dzika.

Nie ma to jak prawdziwa szczerość przyjaciółki. Aż do bólu.

– Tak się składa, żew ten weekend zamierzałam popisać. Jest świetna pogoda,a ja zawsze mam wenę, kiedy świeci słońce.

– Twoja książka nie zając, nie ucieknie.

– Daj mi czas do wieczora. Zobaczę,z jakim nastawieniem skończę dzień. Jeżeli klienci nie dadzą miw kość, to pozwolę się zabrać na jednego drinka – mamię ją.

– Jednego drinka? – Iga prycha. – Ty, kobieto, potrzebujesz co najmniej kilkunastu drinków, aby wreszcie wyluzować. Zrobiłaś się strasznie sztywna od rozwodu. Musisz wreszcie przekreślić tamten etap grubą linią.

Noi zaczęłosię…

– Po prostu imprezy nie są mi potrzebne do szczęścia, okej? Poza tym, to nie byle jakie rozstanie. Ciekawe, jak ty byś dochodziła do siebie po rozwodziez mężem po prawie dziesięcioletnim związku. Całe swoje dotychczasowe życie myślałam, że to ten jedyny. Przewartościowałam swoje plany pod jednego faceta. Noadziś? Jestem dwudziestosześcioletnią rozwódkąz rozstępami na tyłku. Ciekawe, co mnie jeszczew życiu czeka? – stękam. Zdaję sobie sprawę, jak żałośnie brzmią moje poranne wywody przy kawie, ale nie jestem jeszcze gotowa na odcięcie się od tamtego etapuw moim życiu. Prawda jest taka, że wciąż siedzi miz tyłu głowy utrata dziecka. Konrada już dawno przekreśliłam – bezpowrotnie. Zresztą, świadomość, że prowadzę życie nieudacznika, podczas gdy mój były mąż prawdopodobnie wije gniazdkow naszym mieszkaniuz jakąś lafiryndą, wcale nie poprawia mihumoru.

– Moja droga Kornelio, niedramatyzuj. Nie ty pierwszai nie ostatnia. Minął rok,a tobie należy się odrobina rozrywki. Poza tym, tego kwiatu jest pół światu. – Przyjaciółka odpowiada wręcz ze znudzeniem. – Zastanów się i daj mi znać, ale wiesz, że prędzej czy później cię wyciągnę. – Iga znów używa tego swojego kokieteryjnego tonu, jakby klub był najbardziej pożądanym miejscem naświecie.

– Okej. Atak swoją drogą, jak twoje stosunkiz Konradem? Wiem, że nie mamyw zwyczajuo nim rozmawiać, ale to twój brat. Nie powinnaś gniewać się na niego za coś, co ciebie osobiście niedotyka.

– Przestał być moim bratemw momencie,w którym zdradził ciebie. – Uśmiecha się szeroko, choć wiem, że nie jest to szczery uśmiech. Zdaję sobie sprawęz tego, jak bardzo ją toprzytłacza.

– Jesteś taka uparta. – Odwzajemniam uśmiech. – Wiedz, że popieram zażegnanie konfliktu pomiędzy tobąa Konradem. Nie chcę być powodem, dla którego nie jeździsz do rodziców na święta.

– Ico jeszcze do tego? Może mam pić herbatkęz ciężarną Roksanką? Wżyciu! Dopóki oni tam będą, moja noga tam nie postanie. – Nagle Iga robi minęw stylu „co ja najlepszegopowiedziałam”.

– Jestw ciąży? – Uśmiech mi niecorzednie.

– Tak. – Iga obejmuje moje ramię. – Mama powiedziała miw zeszły weekend. – Na twarzy przyjaciółki maluje się konsternacja.

– Okej, to nic takiego. On już nie robi na mnie wrażenia. – Próbuję ukryć to, że jest miprzykro.

***

Po porannym wypadzie do kawiarni idę pieszo do pracy. Miejsce,w którym pracuję, znajduje się niecały kilometr od naszego ulubionego lokalu. Dzięki temu mam okazję na orzeźwiający spaceri czas na szybkie przemyślenia. Na szczęście panująca wokół majowa, słoneczna aura skutecznie blokuje depresyjne myśli. Warszawao tej porze roku jest naprawdę cudowna. Dopada mnie refleksja dotycząca dzisiejszej nowiny od Igi. Uświadamiam sobie, że nie czuję grama zazdrościo nowe życie Konrada. Wierzęw coś, co podobno nazywa się karmą. Dzisiaj zaś mogę śmiało powiedzieć, że ten mężczyzna stał się mi obojętny. Mimo traumatycznych doświadczeń, jakie napotkałam na swojej drodze, czuję się dojrzalszai cieszę się, że dzięki temu przejrzałam na oczy – że przekonałam się, jaki naprawdę był mój mąż.

***

Wchodzę do ekskluzywnego sklepu odzieżowego,w którym pracuję. Znajduje się onw samym centrum miasta. Wnętrze jest minimalistyczne. Ściany pokryte są białą farbąz elementami marmurowymi,a płytki ogromne, szklanei lśniące. Całe pomieszczenie zapełnione jest szklanymi gablotamiz kosztowną odzieżąi podestami na obuwie.

– Hej, ogierze! Jak leci? – wykrzykuję wesoło.

Przede mną stoi dobrze zbudowany mężczyznao blond włosachz idealnie wyprasowaną, białą koszuląi dopasowanymi spodniamiw mysim kolorze. To mój najlepszy przyjaciel. Wrazz Igą są mi najbliżsi. Razem tworzymy najlepszy team – mieszankę wybuchową. Są dla mnie jak rodzina.

Igora poznałam na studiach,a dziś? Pracujemy razemw sklepie odzieżowym. Tak wyszło, że oboje przerwaliśmy naukę, ale przynajmniej nasza przyjaźń okazała się trwalsza niż ambicje edukacyjne.

– Cześć, laska, właśnieo tobie myślałem. Mam dla ciebie cudowny pomysł na spędzenie dzisiejszego wieczoru,a możei nocy – odpowiada intrygującym tonem. Doskonale wiem, że sąw zmowiezIgą.

– No dawaj – udaję zaciekawieniei zdejmuję swój musztardowy kardigan, by odwiesić go na wieszak na naszymzapleczu.

– Wychodzimy na imprezę. Rozmawiałem dziśz Aleksem, no wiesz…z tym, którego poznałem na warsztatach. Od słowa do słowa okazało się, że byłw klubie, który ostatnio odkryła Iga… Zapomniałem jego nazwy, ale znajduje się tu niedaleko, na Śródmieściu. Podobno jest dobra muzykai pomyślałem, że…

– Posłuchaj – przerywam mu – bardzo mi miło, że tak sięo mnie troszczycie, ale naprawdę nie mam ochoty na imprezy. Wiem, że jesteściew zmowie. Uwierz mi, że jedyne, czego pragnę, to wreszcie wziąć się za pisanie. Nikt za mnie nie dokończy powieści. – Po tych słowach Igor podnosi ręcew geście poddania. Cieszę się, że zakończył zbędną dyskusję. – No dobra,a teraz opowiadaj, cou ciebie – zmieniamtemat.

– No cóż, umówiłem się na randkę. ZAleksem – mówi ze szczerym uśmiechem na twarzy.

– No wow, wreszcie. Już myślałam, że wasze podchody skończą się na niczym – śmieję się. – Kto zrobił pierwszy krok? – Uśmiecham się, znacząco poruszając brwiami.

– Ja. Inaczej bym się nie doczekał. – Nagle drzwi sklepu się otwierająi nasza rozmowa zostaje przerwana.

Do pomieszczenia wchodzi dwóch ogromnych mężczyzn. Obaj mają czarne garnituryi czarne koszule. Robi to piorunujące wrażenie, bo wyglądają jak typowi ochroniarze rodemz filmu akcji. Jeżeli myśleli, że ich stylówka stanowi pewnego rodzaju kamuflaż, to nie mogli się bardziej mylić – przez nią jeszcze bardziej rzucają sięw oczy. Nagle dostrzegam mężczyznę, na widok którego odbiera mi mowę. To śniady bruneto idealnej fryzurzei egzotycznych rysach twarzy. Boki głowy ma delikatniei równomiernie wygolone,a włosy na samym czubku zaczesane do tyłu. Do tego czarny, grubyi równo wystrzyżony zarost powoduje, że miękną mi kolana. Mężczyzna ubrany jestw gustowny, granatowy garniturw kratęi białą koszulę. Kiedy spoglądam mu prostow oczy, dostrzegam hipnotyzującą, brunatną głębię ich koloru, co powoduje, że jestem całkowicie onieśmielona.

– Dzień dobry – odzywamy sięz Igorem mniej więcejw tym samym czasie do potencjalnego klientai jegotowarzyszy.

– Szukam aktówki. Czy któreś z was jestw stanie mi pomóc? – Zerka na mnie obojętnymi chłodnymspojrzeniem.

– Jestem do pana dyspozycji – wyrywa się Igor. Jestem mu wdzięczna, że nieświadomie wybawił mniez opresji. Od zawsze nie umiałam myśleć,a już na pewno pracować przy atrakcyjnych mężczyznach. Zawsze muszę coś głupiego palnąć. Dlatego teraz zabieram się za swoją pracęi zaczynam czyścić gablotyz butami, co zaplanowałam sobie już poprzedniego dnia.

W oddali słyszę, jak biedny Igor próbuje przekonać do zakupu aktówki Burberry tego nieziemsko przystojnego, aczkolwiek powściągliwego mężczyznę. Wyłączam się na chwilęi skupiam na własnych obowiązkach.

Mija jakieś dziesięć minutrozmowy.

– Dziękuję, zastanawiam się również nad parą kobiecych butów – informujeklient.

– Oczywiście. Zaprowadzę pana do mojej koleżanki. Na pewno coś doradzi. – Wyrwanaz zamyślenia podnoszę głowęi widzę, jak Igor pokazuje dłonią na mnie. Ten nieziemsko seksowny mężczyzna zmierzaw moją stronę. Wtej samej sekundzie czuję, jak podnosi mi się poziom adrenaliny. Mój organizm reaguje niedorzecznie, chociaż kochałam butyi czułam się jak rybaw wodzie, kiedy mogłam doradzać klientomw tej kwestii.

– Wczym mogę panu pomóc? – Uśmiecham się nieśmiało. Jednocześnie wyczuwam, że moje policzki robią się niemiłosiernie czerwone. Gdyby nie garstka podkładu, który nałożyłam rano, moje zawstydzenie byłoby widoczne jak nadłoni.

Kiedy mężczyzna staje naprzeciwko mnie, dociera do mnie woń jego perfum. Uwielbiam męskie zapachy, więc upajam się nim, póki stoiobok.

– Niech pani mi powie. – Patrzy na mnie zimnymi tajemniczym wzrokiem. Nie jestemw stanie określić jego nastroju. Stoję sztywno jak słup i nie potrafię wykrztusić ani jednego sensownego słowa.

– Jakiego rodzaju butów pan poszukuje? – Po kilku sekundach dochodzę do siebiei wypowiadam prędko pierwsze pytanie, jakie przychodzi mi do głowy.

– Prezent. Szukam prezentu dla kobiety – odpowiada stanowczo. No tak, taki mężczyzna na pewno obraca sięw towarzystwie wielu urodziwych kobiet.

– Oczywiście. To dobra decyzja, proszę Pana – Dobra decyzja? Proszę pana? Czemu wogóle zwracam się do tego mężczyzny jak do nauczyciela?

– No więc, co mi pani pokaże? – Mężczyzna zadziornie podnosi prawy kącik usti delikatnie się uśmiecha.

– Myślę, że najlepszym wyborem będą czerwone szpilki. Klasyka. Kobiety mają słabość do takich butów – odpowiadam nieco pewniejszym tonem.

Facet mierzy mnie swym przenikliwym spojrzeniem, podczas gdy ja sama udaję skupieniew poszukiwaniu jego wymarzonego prezentu, po to aby uniknąć bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Świetnie się składa, botuż za mną znajdują się fenomenalne, karmazynowe szpilki, do których wzdycham od dnia, kiedy przyjechałyz nową dostawą. Sięgam po niei pokazuję klientowi.

– Oto one. Czerwone, zamszowe szpilki Casadeiz mocno zarysowanymi noskamiw szpic. Są wykonanez cielęcej skóry...

– Nie potrzebuję takich szczegółów – przerywa mi. – Podobają mi się. Biorę.

– Perfekcyjny wybór. Proszę mi powiedzieć, jaki rozmiar mam dla pana przygotować,a ja sprawdzę, czy mamy taki na stanie – Uśmiecham się do niego niepewnie.

– Apani jaki nosi? – Mężczyzna zbija mnie tym pytaniemz tropu, bo właściwie nie ma to żadnego związkuz jego zakupem.

– Trzydzieści osiem – mimo wszystko grzecznie odpowiadam na pytanie, bez próby dochodzenia, po co mu tawiedza.

– Dobrze. Wtakim razie proszęo rozmiar trzydzieści osiem – odpowiadaz nieodgadnionym wyrazem twarzy. Zaczynam sądzić, że próbuje robić sobie ze mniejaja.

– Już przynoszę. – Ponownie zbitaz tropu odpowiadam muz uśmiechem, który jest tak delikatny, że prawdopodobnie ledwo zauważalny. Opuszczam wzroki wychodzę nazaplecze.

Kiedy zamykam za sobą drzwi, zatrzymuję się na sekundęi próbuję wciągnąć haust powietrza. Często bywam onieśmielona wśród osób, które wydają się bardzo pewne siebie – dotyczy to zarówno kobiet, jaki mężczyzn. Natomiast nikt nigdy nie zrobił na mnie tak piorunującego wrażenia. Połączenie fizycznej atrakcyjności, pewności siebiei testosteronu tego mężczyzny spowodowało, że zapomniałam, jak się nazywam. Czuję się zażenowana sytuacją, bo zdaję sobie sprawę, że moje zawstydzenie jest mocno zauważalne. Prawdopodobnie mężczyzna pomyślał sobie, że jestem mało profesjonalna.

Czym prędzej idę do miejsca,w którym przechowujemy buty Casadei. Wyciągam parę butóww rozmiarze trzydzieści osiem. Sprawdzam zawartość pudełka. Odczuwam ulgę, gdy znajduję odpowiedni rodzaji rozmiar buta, bo nie chciałabym tłumaczyć się temu człowiekowi, gdyby okazało się, że wprowadziłam gow błąd. Biorę pudełko pod pachęi wracam nasklep.

– Proszę bardzo, sąi pańskiebuty.

– Nie są dla mnie. – Mężczyzna ponownie się uśmiecha. Tym razem widaću niego wyraźne rozbawienie. Mam wrażenie, że ten facet łapie mnie za słówka.

– No tak, przepraszam. – Posyłam mu skonsternowany uśmiech. – Czyw czymś jeszcze możemy panu pomóc? – Specjalnie używam liczby mnogiej, aby jego specyficzne teksty nie dekoncentrowały mniewobsłudze.

– Dziękuję, płatność kartą. – Klient znów przybiera nieodgadniony wyraztwarzy.

– Zapraszam do kasy.

Wchodzę za ladęi skanuję przedmioty wybrane przez klienta. Mężczyznaw międzyczasie podaje swój NIP, dzięki czemu dowiaduję się, że pracujew filii jednego z najlepszych międzynarodowych wydawnictw – Méndez Publishing House. Kiedy pakuję jego zakup do torby prezentowej, czuję, jak wbija we mnie swój chłodnyi tajemniczy wzrok. Ignoruję toi choć mam wrażenie, że patrzy mi się na ręce, dość sprawnie radzę sobiez zadaniem. Kiedy mężczyzna przykłada kartę do terminala, uświadamiam sobie, że nawet nie zapytał mnie, jaka jest cena butów. Łącznie płaci około siedmiu tysięcy złotych, co na ogół nie robi na mnie wrażenia. Jestem przyzwyczajona do tego, że klienci zostawiają fortunęw naszym sklepie. Mimo wszystko te buty Casadei były dla mnie marzeniem nie do spełnienia. Wyobrażam sobiew myślach, jak bogaty musi być ten człowiek, który wydaje właśnie dwie moje wypłaty.

Kiedy wychodzi ze sklepu wraz ze swoimi osiłkami,z którymi udał się na te drobne zakupy, czuję, jak opadają ze mnie emocje.

– Co to, do cholery, miało być? – Igor stoi po mojej lewej stroniei patrzy na mniezniedowierzaniem.

– Ale co? – Udaję, że nie wiem,o co chodzi.

– Od kiedy nie umiesz wydukać pojedynczego zdania, zwłaszcza kiedy obsługujesz klienta przy butach? – Wsamosedno.

– Umiem, po prostu… – jąkam się. – To mój pierwszy klient dzisiaj. Myślałam, że ty go obsłużysz. Nie zdążyłam przygotowaćsię…

– Byłaś czerwona jak burak. – Igor porusza znacząco brwiami. Wiem, że mnierozgryzł.

– No onieśmielił mnie. Boże, wszedł tuz tymi dwoma wielkimi facetami. Może przychodzą tu bogaci ludzie, ale rzadkoz taką obstawą – próbuję racjonalizować swojezmieszanie.

– Podobał ci się, przyznaj – drąży.

– No przystojny, ale ja nie lubię facetówo takim snobistycznym usposobieniu. Jego oczy mówią, że lubi zdradzać kobiety. Pewnie te szpilki kupił dla swojej kochanki – kłamię.

– Albo po prostu kupił je żonie – ripostuje Igori kręci głowązdezaprobatą.

***

Nadchodzi wieczóri jednocześnie weekend. Udaję się wrazz Igorem do mieszkania, które wspólnie wynajmujemy. Po drodze mój współlokator przypomina mi, że ma już plany na cały weekend. Wtedy dochodzę do wniosku, że puste mieszkaniei spokójz pewnością pozytywnie wpłyną na moją wenę twórczą. Stawiam sobie wobec tego cel, że do poniedziałku skończę pisać chociaż jeden rozdział książki. Po przekroczeniu progu mieszkania każdez nas udaje się do swojego pokoju. Wyciągamz szafy swój pudrowy, welurowy dres, świeżą bieliznęi kilka kosmetyków, aby wreszcie udać się do łazienkii wziąć odświeżający prysznic. Zdejmuję służbowy outfitw postaci czarnej, ołówkowej spódnicyi białej koszuli ze stójką. Zmywam swój dzienny makijażi dostrzegam na twarzy delikatne worki pod oczami. To wynik tego, że ostatnio słabo sypiam. Rozczesuję swoje blond włosy o maślanym odcieniui spinam je lekko gumką. Wychodziz tego chaotyczny kok,z którego wydostaje się wiele kosmyków. Gdy jestem już całkiem naga, wskakuję podprysznic.

Po kilkunastu minutach jestem już po mojej pielęgnacjii zakładam przygotowany wcześniej dres. Czuję się jak nowonarodzona. Kiedy wychodzęz łazienki, słyszę pukanie do drzwi zewnętrznych. Pędzę czym prędzej, aby otworzyć.

– Walimyw balet! – Słyszę szalony okrzyk mojejprzyjaciółki.

Nie mogę Cię zapomnieć

Copyright © Monika Bartnik

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Copyright © for the cover photo by janifest/Adobe Stock

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rightsreserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2021r.

książka ISBN 978-83-7995-539-8

ebook ISBN 978-83-7995-542-8

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dokowski

Redakcja: Iga Wiśniewska

Korekta: Paulina Gruszecka

Adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara

Skład i typografia: www.proAutor.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgodywydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książka najtaniej dostępna w księgarniach

www.MadBooks.pl

www.eBook.MadBooks.pl