Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
19 osób interesuje się tą książką
Możesz nie wierzyć w miłość. Ale ona i tak cię znajdzie.
Abigail Gladen potrafi poruszyć wnętrza milionów czytelników, pisząc o miłości jak nikt inny. Problem w tym, że… ona sama w nią nie wierzy.
Po serii nieudanych związków jej serce rozpadło się na kawałki, a szczęśliwe zakończenia wydają jej się tylko fatamorganą – kuszącą, lecz nieosiągalną.
Adam Hunt kiedyś pisał felietony bez wytchnienia. Teraz nie może znaleźć w sobie iskry. Kiedy jednak trafia w telewizji na wywiad przeprowadzany z Abigail, coś się w nim budzi.
Postanawia stworzyć o niej artykuł. Nie wie jeszcze, że wkroczenie do jej świata i skruszenie murów, które wokół siebie wzniosła, okaże się najtrudniejszym wyzwaniem w jego karierze… a być może i w całym życiu.
Szczere, głębokie rozmowy, pogrzebane uczucia i przeszłość, która nie chce odpuścić – „Nie ma we mnie m…” to pełna emocji historia o odwadze, zaufaniu i miłości, która pojawia się w najmniej spodziewanych momentach.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 719
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Aleksandra Ziaja
Nie ma we mnie m…
Za każdym artystą kryje się złamane serce…
Dla zranionych.
Dla Nas.
Dla Naszych ran, które były inspiracją.
Niech to będzie delikatny plaster
Adam
Adam Hunt siedział w knajpie podobnej do tych z filmów z lat dziewięćdziesiątych. Był ranek. Zwykły biały kubek nadal był wypełniony do połowy czarną kawą, a jeden z dwóch tostów na talerzu pozostawał jedynie nadgryziony. Ludzie przychodzili i wychodzili, a Adam przewracał kolejne kartki porannej gazety. Szukał inspiracji. Obok talerza leżała książka, świeżo kupiona przed śniadaniem. Chwilę wcześniej przeczytał kilka stron w nadziei na nowy temat, lecz w głowie wciąż miał pustkę. Czasami powoli tracił już nadzieję. Nie był stary, do trzydziestki zostało mu jeszcze trochę, po prostu był dziennikarzem freelancerem, którego dopadł brak weny. Powoli zaczynał się martwić, że w tak młodym wieku wypalił się zawodowo. Nie pamiętał takich czasów. Zawsze miał o czym pisać. Zawsze miał coś do powiedzenia na każdy temat. Wystarczyło, że się trochę przygotował, a słowa same się z niego wylewały. A teraz… Teraz miał blokadę. Nie prowadził nudnego życia. Zawsze się coś działo. Miał świetnych przyjaciół i rodzinę. Obecnie był singlem, ale z kobietami nie miał problemów – kiedy chciał, to miał, lecz nie był klasycznym, filmowym playboyem. Miał charyzmę i prawdopodobnie dzięki temu, że umiał pisać, potrafił zagadać. A przynajmniej tak mu się wydawało.
Do tego czasu dawał radę. Pisał ostatnio o polityce, książkach i kulturze oraz dylematach jego bliskich – to były tematy, które poruszał też wcześniej, ale nic nie porywało go na tyle, żeby oddać się temu w pełni. Kiedy miał wenę, potrafił wejść rano do knajpy i wyjść wieczorem, nie zauważając, że minęła choćby sekunda. Niestety, od jakiegoś czasu każde słowo bolało, a deadline dawał o sobie znać codziennie. Tym razem pomysłu nie było w ogóle. Mógł pisać o czymś bez sensu, ale nawet takiej myśli nie było. Jeśli nie znajdzie czegoś dzisiaj, to pozostanie mu pisanie o pisaniu bez pomysłu. „Hm… chociaż to może nie będzie takie złe”. Trzymał w rękach gazetę, ale tak naprawdę od kilku dobrych minut wcale jej nie czytał. Pisanie o braku pomysłów nie byłoby najgorsze. Nie będzie to nic ambitnego, ale lepsze to niż nic. Mimo wszystko postanowił to zapisać w swoim notatniku, gdyby nawet to wypadło mu z głowy. Wyciągnął zeszyt i skreślił kilka słów na pustej kartce. Pojawiło się zdanie. Czarne słowa na bieli i tyle.
Kasjerka podgłośniła poranny program, który właśnie leciał. Większość kobiet znajdujących się w restauracji jak na zawołanie spojrzało na ekran. Zaintrygowało go to. Przeniósł wzrok na telewizor, który wisiał na ścianie niedaleko baru i rozsiadł się wygodnie na krześle. Na ekranie pojawiła się młoda kobieta. Wyglądała bardzo naturalnie i jednocześnie słodko. Karmelowe włosy z refleksami były ułożone po jednej stronie, jakby od niechcenia wyglądały idealnie. Biała, luźna koszula dodawała jej profesjonalizmu. Ciasne, lekko przetarte jeansy wskazywały na jej młodzieżowy styl i podkreślały jej szczupłe, długie nogi, a niebotyczne, czarne szpilki dodawały jej kobiecości. Zaintrygowała go, ale dopiero kiedy na dolnym pasku pojawił się napis: „Młoda autorka podbija serca czytelników”, podsunął się i oparł przedramiona na stole.
Autorka, jak się okazało, kolejnego bestsellera nazywała się Abigail Gladen. Po napisaniu pierwszej książki zyskała przydomek „Łamaczka serc”, po drugiej zaś stała się „Królową romansów”. Cała historia, jak i sama autorka były bardzo interesujące, ale Adam nie do końca wiedział, w jaki sposób wykorzystać te informacje do nowego artykułu. Wprawdzie mógłby o niej napisać, to byłoby ciekawe, a ludzie chętnie by to przeczytali, ale czy to na pewno było to?
Zastanawiał się, co zrobić. W głowie tworzył już szkic swoich słów, kiedy jak na zawołanie zobaczył światełko w jego ostatnio dość ciemnym tunelu.
– Stary, a to nie ta laska, za którą tak szalałeś, a ona cię olała? – rozległ się męski głos za plecami Adama. – Ej, co robisz?
– Daj spokój. On nie chce o tym gadać – odezwał się drugi głos.
– Sporo czasu już od tego minęło, myślałem, że nie będzie miał z tym problemu.
– Ale po co o tym gadać? To było słabe i tyle.
– Jestem tutaj – zabrał głos główny zainteresowany. – Możemy o tym gadać, ale nie jest to fajne.
– Myślałem, że już ci przeszło. Nie ma co się przejmować taką panną – odezwał się znowu pierwszy mężczyzna.
– To nie jest taka o sobie panna. Tego się ot tak nie zapomina. Jej się ot tak nie zapomina…
– Przecież niedługo po wszystkim widziałeś ją z kimś innym i sądziłeś, że zbiera tylko materiał do książki – odezwał się drugi.
– Nie wiem. Nie rozgryzłem jej do końca, ale nie sądzę, że to było właśnie tak. Była za dobra, by być tą złą.
– Stary… – zaczął znowu ten drugi.
– Nieważne. Nawet jeśli, to… już nieważne.
– No niezła historia – podsumował facet, który zaczął ten temat.
„No niezła historia” – powtórzył Adam w myślach i uśmiechnął się od ucha do ucha. Od dawna się tak nie czuł. Miał pomysł. Wena spłynęła na niego i wypełniła go całego. Nie zastanawiając się długo, zostawił pieniądze za śniadanie na stoliku, zabrał swoje rzeczy i pognał do redakcji.
Abigail
– Kolejna książka i kolejny sukces. Jak się z tym czujesz? – Miła blondynka, którą miałam zwyczaj oglądać w większości poranków, uśmiechała się do mnie, trzymając w ręku moje nowe dzieło. Różowa, rysunkowa okładka była złudnie słodka. Przecież uśmiechniętych ludzi zawsze bierzemy za szczęśliwych.
– Nie dowierzam. – Na mojej twarzy zakradł się nerwowy uśmieszek. To nie był mój pierwszy wywiad, a mimo to zawsze było tak samo. Na początku nerwowo, a później jak u przyjaciółki na kawie.
– To twoja piąta książka i nadal nie dowierzasz? – Elegancki mężczyzna, który siedział obok blondynki, wcześniej był oparty o kanapę, ale na moje słowa przesunął się w moją stronę. – Mówi się, że mężczyźni nie czytają romansów, ale ja twoje czytam, przysięgam. – Położył sobie dłoń na klatce. – Są świetne!
– I chcesz mi powiedzieć, że to wcale nie dlatego, że masz taką pracę i cię do tego zmusili? – Nerwowość zaczęła mijać.
– Nigdy w życiu! – Klepnął dłońmi w kolana. – Możesz ją zapytać. – Wskazał na blondynkę. – Ona wie, jak trudno się ze mną pracuje i jak trudno mnie do czegoś zmusić. No a jak dalej nie będziesz wierzyła, to zapytaj żonę.
Obie zaśmiałyśmy się z zapewnień prezentera.
– No dobra, dobra… – Wystawił ręce do przodu, jakby chciał nas zatrzymać. – To dzięki żonie zacząłem czytać twoją twórczość, ale to nie z przymusu.
– W takim razie czego boi się główna bohaterka? – postanowiłam sprawdzić jego zapewnienia.
– Ludzi, którzy nie lubią lodów.
– Prawda. – Blondynka klasnęła w dłonie. – Niby ci wierzyłam, ale miałam wątpliwości.
– Totalnie ją rozumiem. Jak można nie lubić lodów?
– Prawda? – odezwałam się z uśmiechem.
Stres zniknął, a między nami nawiązała się miła, koleżeńska rozmowa. Dyskutowaliśmy o trasie promocyjnej, o artystce, która projektuje moje okładki, o bohaterach, a ponieważ tradycji musiało stać się zadość, to padło także pytanie, na które nigdy do końca nie byłam przygotowana, choć zadawano mi je za każdym razem.
– Twoja pierwsza książka sprawiła, że nadano ci przydomek „Łamaczka serc”, a od drugiej stałaś się „Królową romansów”. Jak to się stało? Jak to w ogóle się stało, że zaczęłaś pisać i wydałaś książkę? – Blondynka, zadając pytanie, miała coraz większy uśmiech, jakby przez cały wywiad czekała tylko na to.
– Wstała rano i pomyślała: „Czego tu jeszcze w swoim młodym życiu nigdy nie robiłam?”. – Prezenter zaczął drapać się po brodzie, jakby właśnie nad tym myślał. Potrafił rozbawić i rozładować napięcie, ale to pytanie zawsze wywoływało we mnie stres. Nieważne, jak dobrze się czułam, jak długo wywiad trwał, jak uprzejmi byli prowadzący, zawsze było tak samo.
Zanim się odezwałam, zrobiłam głęboki wdech i wydech, a później już poszło.
– Pamiętam, jakby to było wczoraj. Był zimowy wieczór, jeden z tych, kiedy wychodzisz, bo czeka cię coś niesamowitego. Ja nie musiałam wychodzić, bo nic niesamowitego na mnie nie czekało. Siedziałam sama w mieszkaniu z winem i paczką popcornu i skakałam po kanałach. Nic ciekawego nie leciało, a nawet jeśli, to były to kolejne komedie romantyczne, które kończyły się tak samo. Po pierwszej zaczynała się druga, a ja miałam wrażenie, że zmieniają się tylko aktorzy. Wtedy coś mnie tknęło. Pojawił się pomysł i zaczęłam pisać. Wkręciłam się, i to bardzo. Gdy skończyłam, moja przyjaciółka była ciekawa, co mnie tak pochłonęło. Pokazałam jej tekst i bardzo jej się spodobał. Namawiała mnie na wydanie, ale ja nie byłam do tego przekonana. Zrobiłam to, żeby dała mi spokój, no i… spotkałam się z pozytywną reakcją. Takim sposobem jestem tutaj. – Palcem wskazałam kanapę, na której siedziałam. Nie było po mnie tego widać, ale w środku cała drżałam. Jakby za każdym razem to piękne, wyuczone prawie kłamstwo rozdrapywało dawno zabliźnioną ranę. Serce waliło mi jak oszalałe. Zwykle mówiłam to samo i nikt jeszcze się nie zorientował, ale zawsze bałam się, że pewnego dnia ktoś zauważy.
– Czy twoja przyjaciółka dostaje od ciebie jakiś procent? – spytał prezenter niby na poważnie, ale ja wiedziałam, że sobie żartuje.
– Cicho. – Pochyliłam się w jego stronę. – Ona może to oglądać.
Śmialiśmy się jeszcze przez chwilę, aż wywiad się wreszcie skończył. Moje serce powoli się uspokajało. Byłam bezpieczna w swojej kryjówce. Moje serce było bezpieczne.
Światło w hotelowym barze było przyciemnione, dzięki czemu wszyscy wyglądali lepiej. Beżowo-złoty wystrój kojarzył się z bogactwem i elegancją. Byłam zmęczona, ale i tak na twarzy przywdziałam uśmiech. Wywiad i podpisywanie książek w jednej z większych księgarni wykończyły mnie. Najchętniej zostałabym w domu z winem i starą komedią romantyczną. Od około trzech lat nie miałam spokoju. Moje życie bardzo się zmieniło. Książki pochłonęły mnie całą, ale nie tylko… Zagłuszanie swoich uczuć i życie chwilą było świetne, niestety, potrafiło też męczyć. Mimo to włożyłam złotą sukienkę na ramiączkach i sandałki na szpilce w podobnym kolorze i wyszłam z domu, nie oglądając się za siebie.
Moja menedżerka już siedziała przy stoliku i rozmawiała przez telefon. Czarny kombinezon świetnie podkreślał jej figurę i sprawiał, że wyglądała jak rasowa bizneswoman. Kiedy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się i pomachała, wysoko podnosząc rękę. Uśmiechnęłam się na ten gest. Zawsze miałam wrażenie, że wszędzie jej pełno. Moje zmęczenie odeszło w niepamięć. Przy tej kobiecie nie można było się nudzić.
Byłam już przy stoliku, kiedy kelner jak na zawołanie przyniósł mi drinka.
– Dopiero weszłam i już zdążyłam coś zamówić! – zawołałam zaskoczona.
Usiadłam na krześle, a przystojny kelner, lustrując mnie od góry do dołu, uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech i odprowadziłam go wzrokiem, a on oglądał się za mną, jakby wiedział, że na niego patrzę.
– Piękna, najpierw obowiązki, potem przyjemności. – Sarah skinęła głową na kelnera, który okazał się jednak barmanem.
– Jemu to powiedz. – Dałam jej buziaka w policzek na powitanie i usiadłam naprzeciwko.
– Tobie zostawię tę przyjemność.
– Jak chcesz… – Wzruszyłam ramionami i sięgnęłam po swój kieliszek. Białe, schłodzone wino z mrożonymi truskawkami. Upiłam łyk, delektując się zimnem, które rozlało się po moim przełyku. – Moje ulubione. – Oparłam się wygodnie na krześle.
– Wiem. I możliwe, że za niedługo wszyscy twoi fani się dowiedzą.
– Co? – Zamrugałam kilka razy. – Po co? Jak?
– Po twoim wywiadzie, na którym tak w ogóle świetnie sobie poradziłaś, dostałaś kolejne superoferty. Powiem ci, że radzisz sobie coraz lepiej. Już w sumie jesteś trochę w tym biznesie i wiesz, że różnie bywa, ludzie mają wzloty i upadki, ale ty jak na razie szybujesz. – Dłonią pokazała ruch wzbijania się w górę. – Trzeba jednak nadal uważać. Pamiętaj o tym, kochana. Ponoć ten raper, z którym się ostatnio spotykałaś, chce wydać piosenkę o tobie.
– Co? – O mało nie zadławiłam się winem.
– Trzeba uważać, z kim się bzykasz.
– Nie bzykałam się z nim – powiedziałam ściszonym głosem i podsunęłam się w jej stronę.
– Gdzie ty miałaś głowę? – Wzięła swój kieliszek.
– Przecież mówię, że tego nie zrobiłam.
– No właśnie. – Stuknęła swoim kieliszkiem o mój, po czym obie roześmiałyśmy się i wzniosłyśmy toast za powodzenie mojej kolejnej książki. – To coś ty robiła z tym raperem, że on pisze o tobie piosenki? – wróciła po chwili do tematu.
– Poznaliśmy się na jakiejś imprezie, nawet nie wiedziałam, kim on jest. Podjarał się tym, że nie jestem jego fanką, choć na początku myślał, że chcę go na to poderwać. Parę razy się spotkaliśmy, całowaliśmy się, ale nic więcej – podkreśliłam dosadnie ostatnie słowa, żeby je dokładnie zapamiętała.
– Chyba się zakochał.
– Nieee… – Pokręciłam głową. – Ostatnio za bardzo nie gadaliśmy, nie miałam czasu.
– Pewnie żadna go tak nie zrobiła. Wszystkie latają za nim jak psy, a tutaj młoda pisareczka, która w dodatku nie wiedziała, kim jest, owinęła go sobie wokół palca.
– Wiedziałam, kim jest. – Starałam się nie uśmiechać.
– Co?! – Sarah uśmiechała się w tej chwili od ucha do ucha. – Żartujesz?
– Nope. – Upiłam łyk wina. – Wiedziałam, kim jest, ale go nie poznałam, a jak się przedstawił, nie sczaiłam od razu. Zarapował mi swój kawałek i wtedy mnie olśniło, ale było za późno, żeby się z tego wycofać. Był taki uroczy, jak próbował mi udowodnić, że jest kimś.
– Jesteś okrutna… – Zmrużyła oczy.
– Nie. Po prostu umiem grać w ich grę. Oni robią to co chwila i są przez to męscy, a kiedy zrobi to kobieta, to od razu jest okrutna.
– Dobrze mówisz, siostro. – Podniosła kieliszek do góry i wzniosła toast: – Za prawdę!
Przybiłam jej kieliszkową piątkę, w duchu jednak próbowałam stłumić cichutki głosik, który mówił mi prawdziwą prawdę: „Kiedy porządnie się sparzysz, sama zaczynasz parzyć”.
– Prosimy jeszcze raz to samo – rzuciła Sarah do przechodzącego obok kelnera i chwilę później nasze kieliszki były ponownie pełne. – No dobra. My tu gadu-gadu, a miałam ci powiedzieć o twoich przyszłych planach.
– No tak, było coś o tym, że ludzie dowiedzą się, co piję wieczorami.
– Brzmisz jak alkoholik.
– To ty tak zabrzmiałaś. Poza tym, kto wie, moja historia zaczyna się od tego, że siedziałam sama i piłam wino.
– Nie o to mi chodziło. – Machnęła ręką. – Po twoim wywiadzie w porannej śniadaniówce rozdzwoniły się telefony i mamy parę fajnych ofert. – Wyciągnęła z torebki swój skoroszyt i otworzyła go.
– Zamieniam się w słuch.
– Po pierwsze, mamy propozycję od młodzieżowej gazety…
– „Młodzieżowej”? – przerwałam jej. – Piszę książki dla dorosłych. Zawierają brzydkie słowa i sceny osiemnaście plus, czy to się nie gryzie z młodzieżową gazetą?
– Daj spokój, ile miałaś lat, kiedy zaczęłaś czytać takie rzeczy? – Uniosła jedną brew.
Znałam to jej karcące spojrzenie. Musiałam zrobić jakąś minę, bo po chwili milczenia powiedziała:
– No właśnie. Poza tym nie dałaś mi dokończyć.
– Kontynuuj. – Zrobiłam młynek dłonią, aby mówiła dalej.
– Chcą, żebyś pisała dla nich artykuły. Szczegóły jeszcze będzie trzeba dograć, jeśli się zgodzisz, ale myśleli o artykułach albo o krótkich historyjkach twojego autorstwa.
– Hm, to ciekawe… – Pokiwałam głową.
– No właśnie. Kochana, ja wiem, co dla ciebie dobre.
Posłałam jej całusa w powietrzu.
– Zapisuję sobie, że byłabyś zainteresowana. – Nabazgrała sobie coś z boku kartki i wróciła do wymieniania kolejnych obowiązków. – Podpisywanie książek w galerii. Czytanie twoich książek w kawiarni. Wykład na temat pisania, co do którego nie za bardzo chcę się zgodzić. Oddanie podpisanych przez ciebie książek na licytację na rzecz pewnej fundacji, na co zgodziłam się od razu. A teraz moje dwa ulubione! – Była totalnie podekscytowana. – Wywiad dla najlepszej modowej gazety. Ponoć lubią twój styl. Dodatkowo umieszczą filmik z tobą na ich kanale na YouTubie. Będziesz odpowiadała na jakieś dwadzieścia szybkich pytań. Stąd ten tekst o drinku. Zwykle zadają proste pytania typu: „Co pijesz z rana?”, „Spodnie czy spódnica?” albo „Ulubiony utwór pod prysznicem?”.
– Widziałam te filmiki, są świetne. – Kiwałam głową z aprobatą. Lubiłam modę, ale nie sądziłam nigdy, że ktoś z modowej gazecie będzie lubił mój styl. Trafił do mnie ten komplement. – A to drugie?
– To jest coś… – zastanowiła się – nietypowego.
– To znaczy? – Zmarszczyłam brwi.
– Jedna gazeta, a tak właściwie to jeden felietonista, chce napisać o tobie artykuł, a nawet może i serię artykułów. To trzeba byłoby dogadać. Chce poznać ciebie, twój sposób pracy, spędzić z tobą czas.
– No nie wiem…
– Brzmi dziwnie, ale w sumie może być ciekawie. To nie będzie kolejny krótki wywiad. Czytelnicy będą mogli lepiej cię poznać. Ktoś naprawdę mocno zainteresował się tobą i twoją twórczością.
I tego właśnie się bałam.
– Boisz się?
„Tak, czy ktoś nie odkryje za dużo” – pomyślałam.
– Abi? – Sarah pomachała mi ręką przed oczami.
– Tak?
– Odpłynęłaś.
– Przepraszam, jestem trochę zmęczona.
– Nie dziwię się, miałyśmy pracowity tydzień. Coś jednak czuję, że barman może poprawić ci dzisiaj humor – uśmiechnęła się znacząco.
– O czym ty mówisz?
– Zerka tu co jakiś czas.
Odwróciłam się w stronę baru. Faktycznie zerkał.
– Może… – Wzruszyłam ramionami.
– A co do tego artykułu, to przemyśl to. Ja myślę, że warto. Nakreślili mi też przykładowy tytuł i to, co felietonista chciałby w nim poruszyć. – Palcem przeleciała po swoich notatkach, szukając właściwych informacji. – „Łamaczka serc czy Królowa romansów?” To chyba byłby tytuł, a co do treści, to mam zapisane: „Jak zbiera materiały do książki?”, „Skąd tyle wie o miłości i związkach?”, „Co skłoniło ją do pisania?”, „Czy to teoria, czy praktyka?”, „Jaka jest jej specyfika pracy?”, „Jaka jest naprawdę?”.
– Dość szczegółowo – stwierdziłam.
– W sumie tak, ale może warto poznać jeszcze więcej szczegółów. Ten felietonista chyba jest przystojny. – Poruszyła zabawnie brwiami.
– Za kogo ty mnie masz?
– Może odpowiem ci, jak on napisze ten artykuł.
– Jeśli. – Podniosłam palec wskazujący do góry.
– Jeśli napisze. – Przewróciła oczami, choć obie wiedziałyśmy, że Sarah jak mało kto potrafi mnie namówić do wielu rzeczy. Była moją menedżerką, ale czułyśmy się ze sobą jak długoletnie przyjaciółki. Chciała dla mnie dobrze i do tej pory wszystkie nasze decyzje były pomyślne. Każda decyzja, której nie chciałam podjąć, ale ona mnie do niej namówiła, wyszła mi na dobre, więc może ta też.
Dopijałam drugiego drinka, kiedy Sarah miała już w ręce trzeciego. Gdy dogadałyśmy się w kwestiach służbowych, przeszłyśmy na tematy prywatne i w końcu mogłyśmy całkowicie się odprężyć. Cały stres tego tygodnia powoli mnie opuszczał. Tego było mi trzeba: białe wino, truskawki i plotki z koleżanką. Kochałam swoją pracę i bardzo cieszyłam się z wydawania książek, ale finisz, cały ten szum i promocja powieści, potrafił mnie wykończyć. Nie robiłam tego pierwszy raz, lecz za każdym razem miałam wrażenie, jakbym zaczynała od początku. Wzrokiem szukałam kelnera, aby poprosić o kolejnego drinka i może coś do przekąszenia. Nie byłam wcześniej w imprezowym nastroju i nie byłam gotowa na zbyt dużą dawkę alkoholu. Rano stresowałam się wywiadem, więc nic nie zjadłam. Potem byłam podekscytowana tym, że wyszło, więc zanim z każdym porozmawiałam i w ogóle pomyślałam o jedzeniu, trochę minęło. Dotrwałam do obiadu i ogromnej kawy, a teraz byłam tutaj. Obróciłam się w prawą stronę, a kiedy tam nie było kelnera, skierowałam się w lewo. Jak się okazało, stał właśnie tam, obok mnie, i trzymał kieliszek z moim ulubionym trunkiem.
– O! – wyrwało mi się. – Właśnie pana szukałam.
Młody chłopak uśmiechnął się i lekko się zawstydził.
– Dla pani od barmana.
Moja towarzyszka na te słowa zachichotała jak nastolatka.
– Mhm… – uśmiechnęłam się, oblizując usta. – Dziękuję.
Chłopak odszedł, a ja obróciłam się do barmana i uniosłam drinka, jakbym wznosiła toast. Uśmiechnął się na ten gest i skinął głową, jakby mówił: „Nie ma za co”.
– Chciałoby się rzec: „A nie mówiłam?”.
– Przecież nie zaprzeczałam. – Podniosłam ręce do góry w swojej obronie.
– Dopijam swojego drinka i znikam, żeby nie pozbawiać cię tej przyjemności. W życiu chodzi przecież o równowagę.
– Czyli?
– Najpierw obowiązki. – Pokazała palcem na mnie i na siebie. – Później przyjemności. – Skinęła głową na barmana.
– Wieczór z tobą to czysta przyjemność. – Posłałam jej całusa w powietrzu.
– Oj, coś czuję, że nie taka jak wieczór z nim. Znasz tę piosenkę: They say all good boys go to heaven but bad boys bring heaven to you.
– Barman ma być od razu bad boyem?
– W mojej wyobraźni… – Upiła łyk wina. – W twojej tym bardziej może być, kim tylko sobie zapragniesz.
Zaśmiałyśmy się obie z jej komentarza.
– Może faktycznie zobaczę, co da się z tym zrobić. – Obejrzałam się przez ramię na obiekt naszej rozmowy.
– Kurczę, pamiętam, jak cię poznałam. Pomyślałam: „Szara myszka ze świetnym piórem. To, czego nie powie, zapisze i podbije tym świat”. Ale po drugiej książce coś kliknęło. – Pstryknęła palcami. – Teraz twoja kariera się rozwija, piszesz jeszcze lepiej, choć już myślałam, że to niemożliwe, i do tego – pokazała na mnie jak asystentka magika – wyglądasz bosko.
Sarah miała całkowitą rację. Po drugiej książce coś kliknęło, ale wszystko zmieniło się dużo wcześniej. Wszystko zmieniło mnie dużo wcześniej. Nie znała całej prawdy. Nie potrzebowała jej, a jeśli się czegoś domyślała, zachowała to dla siebie. Byłam tu i teraz i to najbardziej się liczyło.
– Uważaj, bo się jeszcze zarumienię.
– Zostawię to jemu. – Znów spojrzała w stronę baru, ale ja się nie odwróciłam.
Dopiła ostatnią kroplę drinka, wstała i ucałowała mnie w policzek.
– Zapłacę przy wyjściu. Powodzenia.
Jeszcze godzinę temu nie miałam na to ochoty, ale alkohol i cały klimat tego miejsca dodały mi odwagi. Przymknęłam na chwilę powieki i odetchnęłam głęboko. Serce kołatało mi w piersi, jakbym miała zaraz zdawać jakiś egzamin. To miało nie mieć znaczenia. Miałam bawić się chwilą i nie myśleć o tym, co będzie później. Mimo to trochę ryzykowałam. To było dla mnie niczym adrenalina dla osób, które lubią ją czuć, dlatego skaczą ze spadochronem czy pływają z rekinami. „Trochę strachu, ale ile przyjemności” – powtarzałam sobie. Wierzyłam, że pogrywając sobie z losem, wyjdę z tego względnie cało. Na ciele tak, ale czy z moją duszą nic się nie stanie? „To tylko zabawa. Liczy się to, co tu i teraz”. Podobno kłamstwo wypowiedziane tysiąc razy staje się prawdą. Dlaczego więc nie zawsze byłam tego taka pewna?
Przerwałam swoje galopujące myśli. Otworzyłam oczy i napiłam się swojego drinka, dla odwagi. Przewiesiłam sobie torebkę przez ramię i poszłam do baru, trzymając w dłoni kieliszek z winem z truskawkami. Usiadłam na rogu. Barman właśnie obsługiwał jakieś dwie blondynki, które kokieteryjnie śmiały się do niego jak nastolatki. Uśmiechnęłam się pod nosem. „Kiedyś pewnie też tak bym wyglądała” – pomyślałam. Założyłam nogę na nogę, przez co moja sukienka powędrowała nieco do góry. Facet niedaleko mnie, który czekał, aż barman do niego podejdzie, zjechał wzrokiem po moich nogach. Udawałam, że tego nie widzę, ale był obrzydliwie bezpośredni, więc spojrzałam na niego srogo.
– Trudno jest tu dostać drinka – powiedział do mnie, gdy zauważył moje spojrzenie.
– Może należy bardziej skupić się na barmanie – skomentowałam jedynie, na co on się zaśmiał.
– Trudno, jeśli przy barze znajduje się wiele ciekawszych obiektów.
– Tak, nie wątpię. – Zmarszczyłam brwi. Gościu był dość przystojny, ale wydawał się bardzo tandetny.
– Wiesz… – zaczął i zbliżył się do mnie, ale ktoś zza lady mu przerwał.
– Słucham? – zapytał barman dość surowo.
– Whisky dla mnie, a dla pani… – Zlustrował mnie od góry do dołu, po czym spojrzał na mój kieliszek, który trzymałam w ręku tak, że nie mógł zobaczyć, co dokładnie piję. – Martini? – bardziej zapytał, niż stwierdził.
– Nie pijam. – Zmarszczyłam lekko nos.
– Co w takim razie? – Był nieustępliwy.
– Raczej spasuję.
– Nie daj się prosić. – Znowu się do mnie przybliżył.
– Pańska whisky. – Barman podał natrętowi szklankę.
– A Martini?
– Pani mówiła, że nie chce.
Natręt pomachał głową, jakby śmiał się z barmana, ale ja dobrze wiedziałam, kto tutaj jest żałosny.
– Jak zmienisz zdanie, siedzę tam. – Pokazał mi miejsce przy oknie, a ja spojrzałam w tamtym kierunku jedynie po to, żeby dał mi spokój.
– Jasne – uśmiechnęłam się i poczekałam, aż odejdzie.
– Jeszcze raz to samo? – spytał barman, kiedy wróciłam do niego wzrokiem.
– Chętnie, ale czy ludzie jedzą coś tutaj, czy tylko piją?
– A na co miałaby pani ochotę?
– „Pani”? – Spojrzałam na lustro za nim. – Jestem zmęczona po całym tygodniu, ale nie sądziłam, że aż tak.
Uśmiechnął się szczerze na moje słowa i wyciągnął do mnie rękę.
– Ian.
– Abigail. – Podałam mu swoją dłoń, myśląc, że ją ściśnie, ale on pociągnął ją i ucałował jej wierzch. Prawdziwy dżentelmen.
– W takim razie, Abigail, na co miałabyś ochotę?
– Mogą być nawet frytki, ale jeśli czegoś nie zjem, to przy tej ilości alkoholu będą mnie zbierać z podłogi. A znając moje szczęście, ten tam – machnęłam głową w stronę natręta spod okna – będzie pierwszy do podnoszenia.
Zaśmiał się na głos, a później, opierając na dłoniach, przechylił się na moją stronę.
– Nie pozwoliłbym na to.
– Zanim doleciałbyś zza tej lady, trochę by minęło.
– Jestem szybki.
– Zobaczymy, jak szybko dostarczysz mi moje frytki. – Zmrużyłam oczy.
– Frytki, nie sałatka?
– Sałatki są dla modelek. – W duchu przewróciłam oczami na ten stereotyp.
– A ty nie jesteś modelką?
– Nie. Moje buty okropnie kłamią w kwestii mojego wzrostu.
Na te słowa zajrzał za bar, by móc sprawdzić, jakie mam na sobie buty.
– Nieładnie. – Pokręcił głową z rezygnacją. – Ale niech kłamią dalej, mam na to swoje sposoby.
– Zaintrygowana. – Podparłam dłonią podbródek.
– O to chodziło. – Puścił do mnie oko i zniknął gdzieś za ścianą.
Nie musiałam za długo czekać, bo po chwili Ian postawił przede mną wielki talerz frytek i kilka saszetek ketchupu. Zaśmiałam się na ten widok.
– Specjalność szefa – powiedział i czekając na moją reakcję, podparł ręce na biodrach.
– Taki elegancki lokal, a ty mi dajesz ketchup w saszetkach? – Podniosłam jedną i pomachałam nią.
– W barze mamy tylko przekąski, frytki skołowałem ci z restauracji, ale ketchupu nie mogłem przynieść, znalazłem tylko to.
– Urocze. – Ten gest był naprawdę miły i niebezpieczne ciepło natychmiast rozeszło się w mojej piersi.
Wylałam ketchup z boku talerza i zamoczyłam w nim frytkę, którą zaraz zjadłam. Ian przyglądał mi się uważnie.
– Pyszna.
– Cieszę się. – Skradł mi jedną frytkę i zabrał się za robienie dla mnie drinka.
Świetnie się bawiłam. Piłam swój ulubiony trunek, słuchałam muzyki, rozmawiałam z przystojnym barmanem, który tylko co jakiś czas mnie odstępował, żeby zrobić innym gościom drinka. Nawet nie zauważyłam, że klientów już prawie nie było na sali, a godzina zrobiła się bardzo późna.
– Świetnie mi się z tobą rozmawia, ale…
– Zostawiłeś włączone żelazko na gazie? – przerwałam mu.
Zaśmiał się na moje słowa, a ja poszłam jego śladem.
– Nie. – Złapał mnie za rękę i zaczął ją gładzić, co mnie trochę przeraziło. – Niestety zaraz będziemy zamykać.
– Właśnie coś mi nie pasowało… – Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam kelnerów, którzy zbierali puste szklanki. Kiedy odwróciłam się znów do Iana, jego twarz była niebezpiecznie blisko mnie. Jego oczy były wpatrzone w moje, ale po chwili zjechały niżej, na usta. Zbyt dużo takich chwil opisałam na papierze, żeby nie wiedzieć, co za chwilę się stanie. Jego zimna, duża dłoń zawędrowała na moją szyję. Przyciągnął mnie delikatnie i złożył prawie niewyczuwalny pocałunek na moich wargach, jakby badał teren, jakby sprawdzał, czy mu pozwolę. Pozwoliłam, więc wziął więcej. Pocałunek przerwaliśmy, kiedy gdzieś na sali ktoś coś stłukł.
– Chodź. – Wskazał głową na tył baru.
– Dokąd? – spytałam niepewnie. To miał być tylko miły wieczór, nie planowałam nic więcej.
– Zobaczysz. – Złapał mnie za rękę i poprowadził wzdłuż lady. Dalej przeszliśmy za bar drzwiami, które prowadziły do pomieszczenia dla pracowników i kuchni, a następnie wyszliśmy na zewnątrz.
Od razu poczułam chłodne powietrze na swojej skórze, na której jak na zawołanie wystąpiła gęsia skórka. Ian przewidział to, ponieważ od razu zarzucił mi swoją kurtkę na ramiona.
– Dziękuję – powiedziałam prawie szeptem, patrząc na niego przez ramię.
– Kto w piątkowy wieczór wychodzi tylko w sukience? – Uniósł brwi.
– Szukałam księcia na białym koniu, który, jakby co, wybawi mnie z opresji. – Opatuliłam się jego kurtką jeszcze mocniej.
– Kurczę, a akurat dzisiaj zapomniałem, gdzie zaparkowałem swojego białego rumaka.
– No trudno, muszę szukać dalej. – Zeszłam jeden schodek, jakbym miała już sobie iść, ale złapał mnie za rękę i obrócił do siebie. Zanim wbił się w moje usta, uśmiechnął się, a później długo mnie całował.
Siedzieliśmy na schodach, rozmawialiśmy, całowaliśmy się i pozwalaliśmy tej chwili trwać. Niebo rozjaśniało się, a wiosenne powietrze robiło się coraz cieplejsze. Mimo wspaniałego wieczoru, a tak właściwie nocy, czułam, że moje zmęczenie zaczyna powracać. We krwi nie miałam już za dużo alkoholu. Organizm domagał się kawy albo snu, a ponieważ kolejne dni zapowiadały się dość intensywne, wiedziałam, że powinnam wybrać sen.
– Muszę iść. – Oderwałam się od jego ust, na co on pokręcił tylko niechętnie głową. – Już dawno po północy, Kopciuszek musi wrócić do domu.
– Twoje ciuchy się nie zmieniły w łachmany, więc to chyba nie ty.
– Uważaj, bo jeszcze się zmienią. – Pogroziłam mu palcem.
– Okej, ale jeśli jesteś Kopciuszkiem, musisz coś po sobie zostawić.
– Na przykład? – Uniosłam brwi, zaintrygowana jego tokiem myślenia.
– Numer telefonu.
Zaśmiałam się, a on wyciągnął komórkę.
– Książę z bajki nie miał tak łatwo.
– To dwudziesty pierwszy wiek, trudno jest sprawić, by było trudno.
– Gdybyś się tylko postarał…
Nie dokończyłam, bo wbił się w moje usta, a później podsunął mi swój telefon. Wklepałam swój numer, ale nie zapisałam go. Oddałam mu urządzenie i patrzyłam, co zrobi. Zanim zapisał kontakt, zadzwonił do mnie. Wydawało mi się, że sprawdza, czy podałam mu prawdziwy numer. Mój telefon zadzwonił, a kiedy wyciągnęłam go z torebki, pokazałam mu ekran. Pokiwał głową z aprobatą i rozłączył się. Zapisał mój numer imieniem i nazwiskiem z uśmiechem, podczas gdy ja tylko udawałam, że coś piszę. Coraz rzadziej zapisywałam te numery, bynajmniej nie w telefonie. Cmoknęłam go jeszcze na pożegnanie, nie za długo, nie za krótko, i udałam się do taksówki, którą mi zamówił. Nie oglądałam się za siebie, choć czułam, że na mnie patrzy. Szłam pewnym krokiem, a gdy znalazłam się w taksówce, szybko zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Przez całą drogę podziwiałam ciche miasto, które, mimo nocy, nadal do końca nie spało. Ludzie wokół imprezowali lub wracali z imprez, kończyli pracę albo właśnie się do niej wybierali. Na jednej ulicy śmieciarka wysypywała właśnie zawartość dużego kosza na śmieci, na innej błąkał się bezpański pies. Wszystko wydawało się takie spokojne…
Kiedy taksówka zatrzymała się na mojej ulicy, zapłaciłam kierowcy i z uśmiechem pożegnałam się z nim. Doczłapałam się do klatki schodowej, przeszłam przez próg i zdjęłam buty, a następnie na bosaka wspięłam się na moje piętro. Gdy nie było wokół mnie ludzi i zostawałam sama, wszystkie te uczucia, które towarzyszyły mi wciągu dnia, dopadały mnie ze zdwojoną siłą. Weszłam do mieszkania, po czym zamknęłam drzwi i opadłam na podłogę. Po chwili znalazłam w sobie siłę i wstałam. W kuchni nalałam sobie wody i poszłam do małego pokoju, który robił za moje przytulne biuro. Usiadłam przy biurku i otworzyłam kalendarz na wczorajszym dniu. Na dole kartki zanotowałam numer barmana. Nie zapisywałam kontaktów w telefonie, ale w kalendarzach. Mogłam do nich wrócić, lecz nie tak łatwo jak wtedy, gdybym miała je zapisane w komórce. Przez chwilę po prostu siedziałam i delektowałam się chłodem wody rozlewającej się po moim gardle. Przez cały dzień próbowałam o tym nie myśleć, ale w końcu mnie to dopadało. Wspomnienia. Nie chciałam się w nie zagłębiać, więc dopiłam wodę i poszłam pod prysznic. Gorący strumień spływał po moim ciele, odprężając mnie i rozmywając koszmary kłębiące się w mojej głowie. Po wywiadach często wracały. Nie miałam pojęcia, jak skutecznie pozbyć się tych nieproszonych wspomnień. Może musiały tam zostać na zawsze…
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Nie ma we mnie m…
ISBN: 978-83-8423-422-8
© Aleksandra Ziaja i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
REDAKCJA: Anna Pomianek JezykoweDylematy.pl
KOREKTA: Anna Miotke
OKŁADKA: Magdalena Czmochowska
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]
http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
