Nie igraj z ogniem - Miłek Marzena - ebook

Nie igraj z ogniem ebook

Miłek Marzena

4,5

53 osoby interesują się tą książką

Opis

Freya – silna, stanowcza, a jednocześnie wesoła, szalona połykaczka ognia. Zdaniem przyjaciół zdolna pobudzić do życia nawet umarłego. Ale czy zawsze?

Carlos – zdystansowany, spokojny, ułożony. Zdaniem najlepszego przyjaciela nudny jak podręcznik prawa. Żyje firmą, a gdyby nie narzeczona, nigdy by z niej nie wychodził.

Co stanie się, gdy przez pomyłkę los postawi na jego drodze połykaczkę ognia?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 195

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,5 (2 oceny)
1
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Rom81

Nie oderwiesz się od lektury

super książka polecam gorąco polecam
00



Copyright © by Marzena Miłek, 2025Copyright © by Wydawnictwo Inedita, 2025All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja: Kinga Szelest

Korekta: Adriana Rak

Projekt okładki: Patrycja Kiewlak

Grafika na okładce: Adobe Firefly

Ilustracje: pngtree.com oraz freepik

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w Internecie

ISBN 978-83-68462-13-5

Wydawnictwo IneditaGniewinoWydawca: Adriana [email protected]

Magdalenie i Ewelinie – bo nadal we mnie wierzą

1

– Carlos, no nie daj się prosić.

Ryan już od godziny próbował namówić przyjaciela na wspólne wyjście do baru.

– Mam dużo pracy – zbył go, nie unosząc nawet głowy znad biurka, dalej śledząc wzrokiem tekst dokumentu.

Praca od zawsze była jego życiem. Nawet to, że zaręczył się z Loreną, nie sprawiło, że chętniej wracał do domu.

– Stary, masz dwadzieścia osiem lat, a zachowujesz się jak mój dziadek – dogadał mu Ryan. – Chociaż nie, on z pewnością ma znacznie ciekawsze życie erotyczne.

Carlos jedynie przewrócił oczami na słowa przyjaciela i podszedł do regału, by znaleźć odpowiedni segregator.

– Carlos, mógłbyś się nachylić? – zapytał go Ryan.

Carlos aż odwrócił się do niego twarzą i zmarszczył brwi.

– Po co? – zapytał.

– Chcę zobaczyć, czy może wystaje ci z dupy kawałek tego kija, przez który jesteś taki sztywny. Pomógłbym ci go wyjąć – odpowiedział z drwiną.

Carlos obrzucił go zniesmaczonym spojrzeniem. Cholerny śmieszek się znalazł.

– Nie jestem sztywny, tylko zajęty. Nie każdy biega od imprezy do imprezy jak ty – żachnął się Carlos z grymasem zniesmaczenia.

– Daj spokój, życie jest za krótkie, by spędzać je w pracy. – Machnął ręką, lekceważąc wcześniejsze słowa kumpla.

– Zamiast mnie męczyć, zajmij się w końcu eventem.

– Event… bla, bla, bla, pracuj… bla, bla… Wiem, wiem, szefie, już się robi – powiedział, salutując, po czym wybuchnął głośnym śmiechem i opuścił jego biuro.

Carlos jedynie pokręcił głową na poczynania kumpla i wrócił do pracy.

Od dzieciństwa byli przyjaciółmi. Carlos stanowczy i rozważny. Ryan dynamiczny i roztrzepany. Zostali wspólnikami po tym, jak skończyli studia. Podczas gdy Carlos zajmował się papierologią, Ryan chętnie chodził na spotkania służbowe i załatwiał umowy w terenie. Carlos często wyciągał Ryana z kłopotów i zawsze mógł na niego liczyć. Tacy inni, a jednak wskoczyliby za sobą w ogień.

Wybiła siedemnasta, gdy Ryan opuścił swoje biuro. Był zmęczony, lecz nie na tyle, by odpuścić sobie spotkanie ze znajomymi przy piwku. Niestety, kolejny raz bez Carlosa. Na palcach jednej ręki mógłby zliczyć, ile razy udało mu się namówić go na wyjście w ciągu ostatnich trzech lat, a i tak zawsze Carlos wracał do domu po jednym piwie.

Przed wyjściem wstąpił jeszcze do biura przyjaciela. Tak jak podejrzewał, zastał go nad papierami. Mimo to ponowił próbę wyciągnięcia go ma miasto.

– Carlos? Carlooos! – zawołał.

– Mhm – mruknął mu jedynie.

– To jak, chłopie, idziesz?

Carlos uniósł głowę i posłał mu jednoznaczne spojrzenie.

– Cienias – zaćwierkał Ryan i już go nie było.

*

Jak zwykle siedział do późna. I jak zwykle wchodził do mieszkania najciszej, jak potrafił. Wszystko po to, by nie obudzić Loreny. Nie miał siły na kolejną falę pretensji z jej strony. Lorena zawsze twierdziła, że to firma jest jego miłością, nie ona. Może rzeczywiście tak było?

*

Mimo wcześniejszego zapału do rajdu po pubach Ryan już po dwóch drinkach stracił nastrój. Gdzieś z tyłu głowy miał Carlosa i jego sposób bycia. Martwił się, że przyjaciel zmarnuje sobie życie, wiecznie pracując.

No i była jeszcze Lorena. Jak on nie znosił tej kobiety. Odkąd się poznali, Carlos zatracił się w pracy, żeby lepiej zarabiać. Głównie dla niej, bo Lorena, oczywiście jej zdaniem, zasługiwała na to, co najlepsze.

Ryan pamiętał czasy, kiedy przyjaciel czasem towarzyszył mu na imprezach, lub zwyczajnie spotkali się na piwku tylko po to, żeby pogadać.

Zmierzał właśnie razem z Sonnym na postój taksówek. Po drodze zauważyli jakieś poruszenie wśród ludzi. Wodzeni ciekawością ruszyli w kierunku zbiegowiska. Przed nimi odbywał się pokaz. Nie byle jaki pokaz.

Piękna ciemnoskóra dziewczyna stała na środku placu, a w odległości kilku metrów dwaj mężczyźni. Jeden po prawej, drugi po lewej stronie. Na przemian rzucali do niej płonące pochodnie.

Żonglerka urzekła Ryana do tego stopnia, że zapomniał o zmęczeniu i celu, który miał jeszcze przed chwilą. Z fascynacją przyglądał się jej płynnym ruchom.

Nagle wszystko ustało. Cała trójka odeszła na bok.

Na środek wyszła para. Kobieta z długim brązowym warkoczem i niebieskimi oczami. Równie piękna jak jej poprzedniczka. Podobnie ubrana. Obcisłe, czarne, skórzane spodnie i top, także skórzany. Ona i mężczyzna nieśli pochodnie.

Oboje pociągnęli łyk z butelek, po czym dmuchnęli w kierunku ognia, co stworzyło wielką chmurę przypominającą oddech smoka.

Zebrani ludzie zaczęli klaskać.

W głowie Ryana zrodziła się iście diabelska myśl.

To będzie event, jakiego nie zapomnisz, przyjacielu.