Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
18 osób interesuje się tą książką
Czy można kochać kogoś tak bardzo, by chcieć zniknąć z jego życia? Czy prawdziwą miłość da się wyrzucić z pamięci?
Eliza i Feliks pod koniec liceum byli nierozłączni, aż nagle ona zerwała z nim kontakty i bez wyjaśnień wyjechała do innego miasta. Ale przecież nie mogli tak po prostu o sobie zapomnieć… Kiedy spotykają się po latach, okazuje się, że ich uczucia nie zniknęły. Dziewczyna daje ich związkowi siedem miesięcy, przez które mają mieszkać razem i zachowywać się jak prawdziwa para. Dlaczego tylko tyle?
Chłopak ma nadzieję, że ten czas wystarczy, by przekonać ją do zostania z nim na dłużej niż na zawsze. Nie wie, że przyjdzie mu się zmierzyć nie tylko z jej uporem…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 289
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Text Copyright © Jagoda Wochlik Copyright © 2026 by Lucky
Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz
DTP: Justyna Jakubczyk
Redakcja i korekta: Justyna Jakubczyk
Grafika na okładce: Karol (stock.adobe.com)
Wydawnictwo Lucky ul. Żeromskiego 33 26-600 Radom
Dystrybucja: tel. 501 506 203 48 363 83 54
e-mail: [email protected]
Wydanie I
Radom 2026
ISBN 978-83-68684-39-1
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Dla tych, którzy z całych sił pragną zapomnieć,
i dla tych, którzy z całych sił chcieliby pamiętać.
Nie umiem się zdecydować,
czy chcę pamiętać, czy wolałbym zapomnieć.
– Więc kiedy bywa się razem?
– Nie wiem. Może wtedy, kiedy jest się samemu. I kiedy tego drugiego człowieka już nie ma, i kiedy wiesz, że nigdy już nie wróci do ciebie. Może wtedy jesteś z nim naprawdę i na zawsze. Jeśli umiesz go pamiętać.
Marek Hłasko, Sowa, córka piekarza
Nie łudźmy się, przyjacielu, ludzie pogrzebią nas w pamięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi nasze ciała. Nasz ból, nasza miłość, wszystkie nasze pragnienia odejdą razem z nami i nie zostanie po nich nawet puste miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc. [...] A jednak potrzeba mi twoich słów i trzeba twojej pamięci. Pamiętaj o mnie, dobrze? Może będę się mniej bała, może będę usypiała spokojniej...
Halina Poświatowska, Opowieść dla przyjaciela
Wbiegła za kulisy, a dziewczyny z ekipy spektaklu szybko pomagały jej zmienić kostium. Jedna rozpinała zamek i oswobadzała ją z rękawów, a druga już przykładała do jej ciała gorset, by po chwili połączyć go haftkami. Szybko, szybciej. Któraś z nich klepnęła ją w ramię. Była gotowa, wybiegła. Znów była na scenie. Światło ją oślepiło, nie widziała na oczy. Ból głowy towarzyszył jej mimo tabletki. A jednak uśmiechnęła się promiennie i zakrzyknęła z oburzeniem:
– Ależ drogi panie, to nie może tak być! To nie uchodzi!
Grała. Jak zawsze grała swoją rolę perfekcyjnie. Zawsze. Pomimo wszystko. Choć ból głowy stawał się coraz silniejszy. Wwiercał się pod czaszkę, promieniował za oczami. Grała, mimo że o niczym tak nie marzyła jak o tym, by spektakl wreszcie się skończył, a ona mogła wrócić do domu, wziąć kąpiel, a potem położyć się spać.
Brawa. Ukłony. Kolejne brawa i kolejne ukłony. Wreszcie kurtyna opadła.
Dotknęła dłońmi skroni. Pomasowała, choć wiedziała, że to na niewiele się zda.
– Tabletka nie pomogła? – zapytała jedna z jej koleżanek.
Pokręciła przecząco głową. To był błąd. Głowa znów eksplodowała bólem.
Przeszła do garderoby. Postanowiła, że do domu wróci taksówką. Głowa zbyt ją już bolała, by ryzykowała jazdę autem. Nie miała też ochoty na podróż nocnym autobusem. Zadzwoniła, by zamówić kurs. Kiedy czekała, wyzwoliła się z kostiumu. Zmyła makijaż. Wtedy zadzwonił kierowca. Był już na parkingu.
Pożegnała się z ostatnimi maruderami. Ona też ruszyła do domu. Czas na nią, czas na nich wszystkich. Przedstawienie dobiegło końca. Przynajmniej na dziś. Popchnęła drzwi bocznego wyjścia, tego dla personelu. Zatrzymała się na moment. Zamknęła oczy. Wdychała zimne powietrze. Dopiero po chwili ruszyła przed siebie, rozglądając się za taksówką.
Pochłonęła ją wilgotna jesienna noc.
Babcia postawiła obiad na stole. Wiedział, bo po domu rozszedł się zapach pierogów z truskawkami. Nikt nie robił takich pierogów z truskawkami jak ona. I rzeczywiście, po chwili z dołu dobiegł jej głos. Wołała ich na obiad. Zbiegł po schodach i usiadł na swoim miejscu. Babcia właśnie nakładała porcję na jego talerz. Potem, ze złością, zaczęła nakładać porcję dla wujka. Jego miejsce wciąż jeszcze pozostawało puste. Babcia nie znosiła, gdy ignorowali jej wołanie i się spóźniali. Podeszła do drzwi prowadzących do garażu i krzyknęła:
– Chodź wreszcie!
Nie czekając na nikogo, nakłuł pieróg na widelec i zaczął jeść. Babcia popatrzyła na niego karcąco.
– Czy ciebie wychowuje ulica? – zapytała, biorąc się pod boki i kręcąc głową z dezaprobatą. – Po pierwsze, powinieneś zaczekać, aż wszyscy siądą do stołu...
Wzruszył ramionami.
– Wujek może się pojawić równie dobrze za dwie minuty, jak i jutro – stwierdził spokojnie i dokończył pieroga.
– Po drugie, czy nie umiesz używać noża i widelca? Powinieneś je kroić!
Kolejne wzruszenie ramion.
– W całości smakują lepiej.
– Po trzecie: nie mówi się z pełnymi ustami – stwierdził wujek, który właśnie wyłonił się z otwartych drzwi do garażu.
Podszedł do zlewu i kilkukrotnie dokładnie umył ręce. Babcia spokojnie czekała, aż usiądzie. Dopiero gdy to zrobił, życzyła mu smacznego i sama zaczęła jeść. Nie była jednak zadowolona. On był wtedy dokładnie w połowie swojej porcji. Najpierw wsadził sobie do ust kolejnego pieroga, a potem, nie bacząc na jej wcześniejsze uwagi, z pełnymi ustami zapytał:
– Gdzie można odbywać wolontariat?
Babcia się zastanowiła, a potem odpowiedziała:
– W wielu miejscach. W domu starców.
– Nie lubię starych ludzi... Brzydko pachną, tak specyficznie. – Ugryzł się w język trochę za późno. – Poza tobą oczywiście, babciu.
– Czuję się zaszczycona – prychnęła starsza pani.
– Gdzie jeszcze? – dociekał, szukając pomysłów.
– W schroniskach.
– Odpada, psów też nie lubię. I też brzydko pachną. Zwłaszcza mokre.
– Czy ty masz hipersomię? – zainteresował się wujek, unosząc jedną brew.
– Co to jest? – zdziwił się. Nie był pewien, czy wujek go właśnie nie obraża.
– Nadwrażliwość na zapachy – wyjaśniła spokojnie babcia. – Pewnie można pomagać w szpitalach.
Aż się wzdrygnął.
– Tam też brzydko pachnie – stwierdził.
Wuj pokręcił głową.
– Biblioteka? – zasugerował.
Chłopiec się skrzywił.
– Za dużo kurzu – uznał.
– A po co ci to w ogóle? – zainteresował się.
– Pomyślałem sobie, że zapisałbym się na jakiś wolontariat. Za to są dodatkowe punkty na świadectwie.
Wuj posłał mu ponad stołem długie, uważne spojrzenie.
– Zwierząt nie lubisz, staruszków nie lubisz, chorych nie lubisz. Nie widzę dla ciebie miejsca w wolontariacie.
Popatrzył z żalem na swój pusty talerz. Babcia bez słowa uniosła własny i zrzuciła mu jeszcze cztery pierogi. Jej syn posłał jej złe spojrzenie, natomiast on udał, że niczego nie zauważył, i zabrał się za jedzenie. Gdy przełknął pierwszego z czterech gratisowych pierogów, stwierdził:
– Nie wiem, może gdzieś można sortować jakieś paczki?
Wuj prychnął.
– Tak, jeśli chcesz w przyszłości robić karierę w InPoście – zażartował z niego. – Ale to nie jest wolontariat. Chociaż może jakiś bank żywności...
Nieoczekiwanie babcia zmieniła temat.
– Co z tym autem? – zawróciła się do wujka.
– Takie tam drobiazgi. Wymieniam olej, sprawdzam klocki i pasek klinowy...
– Powinna z tym pojechać do mechanika.
– Przecież wuj jest mechanikiem – stwierdził, połykając ostatniego pieroga.
Babcia uderzyła dłonią w stół. Obaj podskoczyli przestraszeni i spojrzeli na nią ze zdziwieniem.
– Twój wujek jest nauczycielem, nie mechanikiem.
– Wiesz, że lubię to robić – bronił się wujek.
– Wykorzystuje cię – stwierdziła.
– Przecież mi za to zapłaci. Poza tym po starej znajomości...
Babcia prychnęła rozeźlona.
– Tak, pewnie weźmiesz od niej tylko za części, a o czasie poświęconym na robociznę jakoś zapomnisz. Już ja cię znam, chłopcze! – Pogroziła wujowi palcem.
Wujek wyglądał na przestraszonego, choć przecież był dorosłym mężczyzną. Chłopiec go rozumiał. Wszyscy bali się babci. No może mama nie. Ale mama to była mama. Ona nikogo się nie bała. Nawet bardzo złych i niebezpiecznych ludzi. Dlatego była taka super. Nagle go olśniło. Zrozumiał swojego wujka tak, jak tylko jeden mężczyzna potrafi zrozumieć drugiego, dlatego zapytał:
– A jest chociaż ładna?
Owszem, wujek lubił pomagać, ale może chodziło o coś innego.
– Nie interesuj się, młody. – Wujek mrugnął do niego.
– Czyli jest ładna – zaśmiał się. – Wiedziałem! – dodał z satysfakcją.
Babcia przewróciła oczami.
– I zajęta – burknęła.
Wujek westchnął teatralnie.
– Tak, to też.
– Zakręciła tobą jak Hitler słońcem.
– To jest chyba mało eleganckie stwierdzenie. – Wujek się uśmiechnął.
– To nawiązanie kulturalne. Filmowe! – broniła się babcia.
– Serio jest film, w którym Hitler kręci słońcem? – zaciekawił się.
Wujek udał, że łapie się za serce, babcia po raz kolejny przewróciła oczami.
– Dziecko ty nasze niedouczone, przynieś telefon, to ci...
W tym momencie jednak zadzwonił aparat wujka i chłopiec już wiedział, że ten zaraz zniknie w warsztacie. I rzeczywiście po chwili usłyszeli:
– Jesteś już? Zaraz schodzę!
Wujek podziękował za obiad, wstał od stołu i po schodach zszedł z powrotem do garażu. Babcia również wstała i zaczęła zbierać brudne talerze. Wkładając je do zmywarki, gderała do siebie:
– Dał sobie wejść na głowę.
Miał odejść od stołu i wyjść, ale ta informacja zabrzmiała ciekawie. Może mogła mu się kiedyś przydać?
– Komu wujek naprawia samochód? – zaciekawił się.
– Zycie. Chodzili razem do liceum.
– Nie lubisz jej?
Babcia zamknęła zmywarkę i się wyprostowała.
– Nie o to chodzi. Zupełnie nie o to chodzi... – A jednak babcia miała jakiś taki dziwny wyraz twarzy.
Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Poczuł się jednak na tyle zaciekawiony, że nie mógł nie skorzystać z okazji. Chciał sobie obejrzeć tę Zytę. Pierwsza miłość wujka! Po cichu zszedł po kilku stopniach i ukucnął tak, że mógł widzieć część garażu, ale z miejsca, w którym był, pozostawał dla nich niedostrzegalny. Stosował tę sztuczkę z powodzeniem już od wielu lat.
W garażu spokojnie stał sobie Hyundai. Młody pokiwał głową. Nikt z rodziny ani przyjaciół nie miał takiego samochodu, z jakimi wujek obcował na co dzień. Ta pani też nie była wyjątkiem. Wujek zabrał go kiedyś do centrum szkoleniowego, w którym pracował, ucząc trochę tylko starszych od niego chłopaków z klasy mechaników. Wiedział, że jego wujek jest naprawdę fachowcem o wysokich kwalifikacjach. Ci, których wyszkolił i wskazał, zwykle po ukończeniu szkoły dostawali od Porsche propozycję pracy w ich salonach. Zresztą tamtego dnia, gdy zabrał go ze sobą i wyjechali na tor, wiedział, że być może pierwszy i ostatni raz siedzi w Porsche. Wujek mu powiedział, że ten model to tylko „podstawka”, ale i tak kosztuje ponad milion złotych. Milion. Siedział w samochodzie za miliony złotych! Chciał zrobić zdjęcia, ale wujek mu nie pozwolił. Owszem, pochwalił się potem chłopakom w szkole, ale chyba nie uwierzyli.
Wrócił myślami do teraźniejszości.
– Zapal! – polecił wujek.
Usłyszał uruchamianie silnika. Wychylił się jeszcze trochę. Maska samochodu była otwarta, a wujek pochylał się nad silnikiem. Za kierownicą siedziała ładna kobieta w wieku jego wujka.
– I co?
– Zgaś.
Kiedy wysiadła, zobaczył, że miała na sobie dżinsy, T-shirt z Kaczorem Donaldem i luźną marynarkę. Pomyślał, że jest fajna. Taka normalna. Pasowałaby do jego wujka. Byłby gotów dać jej okejkę.
– Nie brzmi tak, jak powinien – stwierdził wujek.
Czyli to nie były takie tam „drobiazgi”. Wuj nieco minął się z prawdą.
– Nie inaczej niż zwykle – zaprotestowała kobieta.
– Nie tak, jak powinien – upierał się wujek. – Słyszę, że nie tak, jak powinien. Jutro go podłączę pod komputer, trochę nim pojeżdżę i zobaczymy.
Wtedy usłyszeli melodyjkę telefonu komórkowego. Kobieta przeprosiła, wróciła do samochodu i wyszperała w torebce telefon. Odebrała. Przez chwilę słuchała, po czym odpowiedziała.
– Samochód? Zostaje u Feliksa.
Wujek bez słowa skinął głową.
– Przyjadę autobusem.
– Podrzucę cię – zaoferował natychmiast wujek, ale kobieta zbyła go machnięciem ręki. – Tak, zdążę, oczywiście, że zdążę. Najwyżej ich trochę przetrzymaj.
Wujek zatrzasnął maskę samochodu. Kobieta pożegnała się i zakończyła rozmowę telefoniczną.
– To dokąd cię podrzucić? – zapytał.
Zamachała gwałtownie rękami.
– Nie rób sobie kłopotu, pojadę autobusem.
– To nie kłopot, podrzucę cię.
Dalszej części rozmowy nie usłyszał, bo wujek i kobieta wyszli. Wuj zgasił światło, a po chwili usłyszał zatrzaskiwanie drzwi garażu.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
