Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Los Angeles, lata pięćdziesiąte. W przeddzień rozdania prestiżowych Golden Star Awards w apartamencie ekskluzywnego hotelu Royale Premiere zostaje brutalnie zamordowana gwiazda Hollywood, Blanche Aikerman – faworytka do nagrody dla najlepszej aktorki. Sprawę prowadzi doświadczony detektyw wydziału zabójstw, który szybko odkrywa, że w świecie blasku fleszy i czerwonych dywanów kryje się mroczna sieć kłamstw, zazdrości i zbrodni.
Na jego drodze stają potężny producent Victor Ramsay, ekscentryczny reżyser Peter von Hiltz, zapomniana diva Elizabeth Gresham, tajemnicza Camilla Boffi – żona gangstera trzęsącego Los Angeles – a także matka ofiary i dyskretny dyrektor hotelu. Każdy z nich coś ukrywa.
W świecie, gdzie wszyscy grają swoje role, a prawda ma wysoką cenę, detektyw musi znaleźć mordercę, zanim hollywoodzki sen zamieni się w koszmar bez końca.
Max Nightingale to pseudonim literacki Jonathana Whitelawa, nagradzanego pisarza, dziennikarza i współpracownika radia. Początkowo działał w polityce w Wielkiej Brytanii, po czym zajął się dziennikarstwem. Regularnie recenzuje prace artystyczne dla radia BBC i książki dla gazety „Sun”. Mieszka wraz z rodziną w Kanadzie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 189
Tytuł oryginału: Murder In Tinseltown
Copyright © 2024 by Max Nightingale Copyright © 2026 for the Polish edition by Wydawnictwo Czarna Owca Copyright © for the Polish translation by Tomasz Wyżyński
All rights reserved
Wydawca: Katarzyna Słupska Redakcja: Anna Brzezińska Korekta: Maciej Korbasiński, Marta Tyczyńska_Lewicka Projekt okładki: Nathan Burton Adaptacja okładki: Magdalena Zawadzka Wersję elektroniczną w systemie Zecer przygotowała Róża Rozaxa
Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione.
Wydanie pierwsze Warszawa 2026 ISBN: 978-83-8457-011-1
Dla AM, H i B – na waszą cześć, dzieci
Blanche Aikerman patrzy pustym wzrokiem na ostatni posiłek w swoim życiu. Jest skromny, to po prostu sałatka. W kubełku z lodem obok stolika chłodzi się butelka szampana – naturalnie Dom Pérignon. Blanche w ogóle nie ma apetytu.
Miał to być szczęśliwy weekend, okazja, by uczcić sukces. Jest w końcu najsławniejszą kobietą na świecie. Co napisało o niej „Variety”? „Aktorka o talencie, jaki zdarza się raz na pokolenie, i urodzie, dla której można oddać życie”. Blanche się wzdryga. Tak, jest gwiazdą Hollywood, ale na szczycie każdy jest samotny.
Wstaje ze skraju łóżka. Z jej apartamentu na najwyższym piętrze hotelu Royale Premiere rozciąga się widok na Los Angeles. Nad miastem unosi się mgiełka smogu i spalin, a na wzgórzach widać sławny napis „HOLLYWOOD”, lekko falisty, złożony z ogromnych białych liter. Blanche ma wrażenie, że to ogromne oko spoglądające na nią w milczeniu. Czytała jako nastolatka Wielkiego Gatsby’ego – jedno z nielicznych miłych wspomnień z okresu dorastania. Napis „HOLLYWOOD” kojarzy się z ogromnymi oczami doktora T.J. Eckleburga opisanymi w powieści, które zawsze budziły w niej dreszcz lęku. Teraz jest królową fabryki snów i obserwuje ją jej własny doktor Eckleburg. Widzi jej rozpacz. Blanche dobrze zna to uczucie. Sława, status gwiazdy mają swoją cenę.
– Patrzę na ciebie, dziecko – mówi i śmieje się szyderczo.
Jej uwagę odciąga pukanie do drzwi. Odwraca się od wyjścia na balkon i idzie przez apartament. Panuje w nim bałagan, nie zawracała sobie głowy sprzątaniem i prosiła, by jej nie przeszkadzano. Może przecież robić, co chce, prawda? Jest w końcu Blanche Aikerman.
Znowu rozlega się pukanie, głośniejsze i bardziej natarczywe. Otwiera drzwi, gotowa krzyknąć na natrętnego głupca, który ośmielił się przerwać jej kolację.
– Gdzie się podziewasz, do licha?! – To Peter von Hiltz, genialny reżyser, który w ciągu ostatnich pięciu wspaniałych lat zapewnił Blanche sławę. – Wszyscy na ciebie czekają, powinnaś być na dole pół godziny temu – dodaje po wejściu do apartamentu.
– Jem kolację – odpowiada Blanche, muskając dłonią długie ciemne włosy. – Cieszę się, że cię widzę, Peter. Rozgość się, odpocznij. Posiedzisz u mnie przez chwilę?
Reżyser staje na środku pomieszczenia i patrzy na panujący w nim bałagan. Cmoka głośno.
– Widzę, że korzystasz z funduszu reprezentacyjnego – mówi i kopie lśniącym butem do konnej jazdy pustą butelkę po szampanie. – Miło widzieć, że wytwórnia wydaje pieniądze na coś pożytecznego.
– Jeśli przyszedłeś powiedzieć, że źle się zachowuję, trochę się spóźniłeś – odpowiada Blanche. – Moja mama już o tym wspominała. Za chwilę się pojawi, będziecie mówić jednym głosem.
– Chciałem się upewnić, że się nie spóźnisz, Blanche. Będzie cię fetować cała śmietanka towarzyska Hollywood, pamiętasz?
– Jak mogłabym zapomnieć? – odpowiada cicho Blanche.
Peter postanawia zignorować jej słowa. Odwraca się i patrzy na Blanche, czerwieniejąc ze złości. Mimo to panuje nad gniewem i wkłada rękę do kieszeni. Wyjmuje kopertę i podaje jej.
– Co to takiego, Peter? Kartka na walentynki? – pyta Blanche z ironicznym uśmiechem.
– Umowa – odpowiada von Hiltz.
– Na co?
– Zarobimy więcej pieniędzy, niż zdołamy policzyć, Blanche! – rzuca von Hiltz. – Thundersaga Pictures chce z nami zawrzeć wieloletni kontrakt na wyłączność. Jeśli go podpiszemy, będziemy należeć do nich. Dostaniesz każde honorarium, jakiego zażądasz, kochanie. Zawsze tego pragnęłaś.
– Zawsze tego pragnęłam, rzeczywiście! – prycha Blanche.
– Nie udawaj bohaterki, Blanche, to do ciebie nie pasuje – mówi z pogardą von Hiltz. – Podpisz umowę, a potem możemy porozmawiać o twojej nienawiści do samej siebie. Pan Ramsay to niecierpliwy człowiek, nie daje aktorom i reżyserom dużo czasu do zastanowienia.
Blanche patrzy na kopertę w rękach Petera. Pozwala mu się męczyć przez chwilę; jego czerwona twarz staje się fioletowa. Pieniądze zawsze tak działają na von Hiltza. Zna go od dawna, od przybycia do Hollywood. Ma opinię twórcy hitów, ale nie chodzi mu o sztukę, niezależnie od tego, co opowiada prasie. Interesują go wyłącznie pieniądze. W tej chwili wzrasta mu ciśnienie, niedługo dostanie udaru, przypomina napompowany balon. Blanche bierze kopertę.
– Zastanowię się nad tym – mówi i przechodzi obok niego pewnym krokiem.
– Zastanowisz się?! – rzuca szyderczo von Hiltz.
– Właśnie to powiedziałam, Peter. – Blanche macha kopertą trzymaną w dłoni. – Zastanowię się. Jak wiesz, jestem bardzo zajęta. Zerknę na umowę, gdy będę miała kilka minut.
Reżyser jest wściekły. Zaciska pięści, niewiele brakuje, by zaczął tupać jak rozgniewane dziecko. Mimo to powstrzymuje gniew i idzie do drzwi apartamentu.
– Nie wpadnij na stolik przy drzwiach, kochanie! – woła za nim Blanche z sypialni.
Von Hiltz z całej siły trzaska drzwiami. Po jego wyjściu Blanche siada na skraju łóżka i znowu patrzy przez drzwi balkonu na Los Angeles.
Wszystko, czego zawsze pragnęła. Te słowa stale krążą w jej umyśle. Wszystko, czego zawsze pragnęła. Jeśli to prawda… Zdobędzie sławę i pieniądze, których nie zdoła wydać przez całe życie. Nie różni się od zwykłych ludzi. Jest po prostu wiejską dziewczyną z głuchej prowincji i jakimś cudem jej się udało. Uroda, trochę talentu i determinacja sprawiły, że dotarła na sam szczyt. Więc dlaczego nie jest szczęśliwa?
Kolejne pukanie do drzwi wyrywa ją z zamyślenia. Przewraca oczami.
– Przeczytam umowę, kiedy będę miała chwilę czasu, Peter! – woła.
Pukanie nie ustaje. Apatia Blanche zmienia się w gniew. Rzuca kopertę na łóżko i wybiega z sypialni. Klnie pod nosem, podchodzi do drzwi i otwiera je. To decyzja, której będzie żałować przez resztę życia, które potrwa zaledwie kilka minut.
Dzwoni twój telefon. Nigdy nie przestaje dzwonić. To ryzyko zawodowe związane z pracą detektywa wydziału zabójstw policji Los Angeles. Miasto liczy przeszło dwieście tysięcy mieszkańców, stale dzieje się w nim coś niezwykłego.
Co gorsza, w czasie tego weekendu zostaną wręczone prestiżowe Golden Star Awards. W mieście są wszystkie gwiazdy Hollywood. Zwykle pogarsza to sytuację. Telefony wariatów, groźby podłożenia bomb, stalkerzy i gangsterzy, wszyscy chcą wykroić dla siebie kawałek szaleństwa fabryki snów, gdy wręczane są nagrody. Nie pamiętasz, jak ci się udało dostać dyżur w czasie tego weekendu. Nigdy się tego nie dowiesz. Ale to oznacza, że będziesz zajęty – naprawdę zajęty.
Podnosisz słuchawkę telefonu. Na początku nic w niej nie słychać. Myślisz, że telefonistki z centrali robią sobie żarty. Nie byłby to pierwszy raz. Ten weekend przypomina prima aprilis. Jednak linia działa. Mówisz do tajemniczego nieznajomego, że połączył się z Departamentem Policji Los Angeles, i pytasz, czego chce.
Słyszysz tylko ciężki oddech. Pytasz, czy wszystko w porządku. Żadnej odpowiedzi. Dzwoniący wydaje się zdenerwowany. Słyszysz cichy charkot. Ciągle milczy i zaczynasz się zastanawiać, czy to nie żart.
Później rozlega się niepewny głos. Cichy, prawie niezrozumiały. Usiłujesz coś zrozumieć, ale to trudne; rozmówca jest daleko od telefonu.
– Nie mogę… boli… to nie moja wina… pomocy… to oni… przepraszam.
Słychać dalekie kroki. Zapada cisza. Odkładasz słuchawkę i postanawiasz zwrócić uwagę dowcipnym dziewczynom z centrali.
W komendzie jak zwykle panuje zamieszanie. Wielu detektywów biega i krzyczy na siebie. Cela przy wejściu jest pełna podejrzanych, niewinnych, pijanych albo winnych jak cholera. To hałaśliwe miejsce i czasami masz wrażenie, że chciałbyś mieć więcej spokoju, jak kapitan Barclay. Nigdzie go nie widać, prawdopodobnie gra w golfa z burmistrzem albo nadinspektorem. Niektórzy ludzie mają życie usłane różami…
O co chodziło rozmówcy? Głos brzmiał sennie, jakby dzwoniący był naćpany. Prawdopodobnie kolejny menel marnujący czas policji. W Los Angeles mieszkają tysiące wariatów, którzy zwykle prędzej czy później mają do czynienia z policją.
Na biurku leżą przed tobą dzisiejsze gazety. Bierzesz „Los Angeles Times”, by zapomnieć o zamieszaniu i milczącym telefonie. Pierwszą stronę zajmują relacje o Golden Star Awards. Widzisz ogromne zdjęcie Blanche Aikerman. Uśmiecha się do kamery, stojąc na czerwonym dywanie.
Zniewalający uśmiech Blanche to jeden z powodów, dla których jest pewną kandydatką do tytułu Królowej Hollywood.
To aktorka, wielka gwiazda filmowa. Trudno byłoby znaleźć na świecie kogoś, kto w ciągu ostatnich dziesięciu lat nie słyszał o Blanche Aikerman. Olśniewała widzów od Ameryki po Chiny, grając w ekranizacjach Biblii, westernach i filmach gangsterskich. Jest atrakcyjna. Długie kruczoczarne włosy i wspaniała figura – nic dziwnego, że nazwano ją „współczesną Kleopatrą”. Ma mnóstwo przyjaciół, budzi nieustanne zainteresowanie prasy i opinii publicznej. Jest jedną z najbogatszych i najpopularniejszych kobiet na świecie.
Podobno ma szanse zdobyć jedną z Golden Star Awards. Film, w którym grała Boudikę – jeden z najbardziej kasowych filmów tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego siódmego i pięćdziesiątego ósmego roku – pobił już kilka rekordów i Blanche zdobyła zasłużone uznanie. Krążą plotki o tym, że w przyszłości może żądać fantastycznych honorariów, choć ma zaledwie dwadzieścia siedem lat. Świat leży u jej stóp, wszyscy ją podziwiają.
– Hej! Nie wolno tu pić! – krzyczy ktoś w korytarzu.
– Gówno prawda! – pada gniewna odpowiedź.
Wybucha bójka, która przerywa ci lekturę gazety. Odkładasz ją, ale coś cię niepokoi. Ten cholerny telefon. O co właściwie chodziło? Nie był to typowy wariat, nikt nie dowcipkował, w słuchawce nie chichotały dzieci. Nie sugerowano, że gonisz za błędnym ognikiem. Nic z tych rzeczy. Po prostu oddech i te nieskładne słowa. Postanawiasz czegoś się dowiedzieć, dopóki ciągle masz czas. Dzwonisz do centrali.
– O, cześć, kochany, co mogę dla ciebie zrobić? – To Margot, jedna z sympatyczniejszych, bardziej kompetentnych telefonistek. Słucha twojej prośby, a potem mówi: – Przed chwilą nikogo z tobą nie łączyłam, ale spytam inne dziewczyny. Daj mi sekundę, okej?
Pozwalasz Margot przeprowadzić własne śledztwo. W trakcie oczekiwania przypominasz sobie słowa nieznajomego.
Nie mogę… boli… to nie moja wina… pomocy… to oni… przepraszam.
– Okej, nie uwierzysz, kochany – mówi. – Wygląda na to, że dzwoniono do ciebie z hotelu Royale Premiere na Bulwarze Zachodzącego Słońca.
Pięciogwiazdkowy hotel dla bogaczy i sławnych ludzi, gdy odwiedzają Los Angeles. To nie wszystko: jutro odbędzie się tam gala wręczenia Golden Star Awards.
– Tak, wydaje się, że dzwoniono do centrali, ale nikt się nie odezwał, więc przełączyłyśmy go na komendę – dodaje Margot. – I ty byłeś pechowcem, który odebrał tajemniczy telefon. Obawiam się, że to wszystko, co wiem. Mam nadzieję, że to pomoże.
Dziękujesz Margot i odkładasz słuchawkę. Nie wiesz, co o tym sądzić. Może to po prostu intuicja? Instynkt funkcjonariusza policji? Podejrzewasz, że coś jest nie w porządku, coś się nie zgadza. Tajemniczy telefon ze sławnego hotelu? W chwili, gdy panuje tam największy ruch? Nie wierzysz w zbiegi okoliczności, nie w tej branży.
Bierzesz płaszcz, kapelusz, pistolet i kluczyki od jednego z samochodów policyjnych, po czym wychodzisz z hałaśliwej sali odpraw.
W pobliżu wejścia do hotelu kłębią się tłumy ludzi. Personel, goście i dziennikarze z całego świata obserwują przygotowania do efektownej ceremonii wręczenia nagród. Kiedy podchodzisz do drzwi frontowych, cisną się do nich reporterzy i paparazzi.
Otwierasz drzwi i oświetlają cię błyski fleszy. Słyszysz chór wykrzykiwanych pytań, gdy dziennikarze i dziennikarki marzą o sensacji – chcą poznać plotki o gwiazdach. Wysiadasz z samochodu i pokazujesz odznakę, po czym słychać zbiorowy jęk zawodu.
– To po prostu gliniarz – mówi zawiedzionym tonem jeden z reporterów.
– Myślałem, że to ktoś sławny – zauważa inny.
– Nie ma się czym przejmować, to nic ciekawego – odzywa się ktoś.
Wchodzisz do hotelu. Wszędzie widać twarze sławnych ludzi, czasami bardziej znanych, czasami mniej. Niektórzy piją drinki przy barze albo spacerują po lobby. Część gości nieśmiało poluje na autografy, a personel odkurza, czyści, porządkuje hotel, przygotowując go do jutrzejszej wieczornej ceremonii.
Recepcja znajduje się w przedniej części westybulu. Podchodzisz i naciskasz dzwonek. Wita cię łysy mężczyzna z zadbanym wąsikiem.
– Dzień dobry panu. Witamy w Royale Premiere. Wprowadza się pan czy wyprowadza?
Pokazujesz odznakę i przyjazny uśmiech natychmiast znika.
– Och, jest pan z policji – mówi z szyderczym uśmiechem. – Nazywam się Walter. Jestem dyrektorem hotelu. Czym mogę panu służyć?
Wyjaśniasz, że przed półgodziną otrzymałeś telefon. Wydaje się zakłopotany.
– Jest pan pewien, że dzwoniono z naszego hotelu? – pyta. – Takie rzeczy nie zdarzają się w Royale Premiere. To niemożliwe, zwłaszcza dziś wieczorem albo w ten weekend. Nasi goście to crème de la crème Hollywood, a nie nastoletni chuligani chcący marnować czas policji.
Jest jasne, że usiłuje ratować twarz. Przypominasz, że jesteś funkcjonariuszem policji i że musisz brać poważnie takie sygnały. I że wszelka współpraca z Departamentem Policji Los Angeles jest zawsze głęboko ceniona.
– Tak, oczywiście – mówi pojednawczo. – Cóż, naprawdę nie wiem, co o tym myśleć. To, co goście robią w swoich pokojach albo apartamentach, jest wyłącznie ich sprawą. Na pewno pan rozumie, że ze względu na naszą klientelę przywiązujemy ogromną wagę do zachowania dyskrecji. Wśród naszych gości są najsłynniejsze osoby w kraju. Nie możemy podsłuchiwać ich prywatnych rozmów, prawda? Byłoby to przecież przestępstwo.
Nim masz czas odpowiedzieć, pojawia się obok ciebie mężczyzna. Odpycha cię lekko, macha rękami.
– To hańba! – woła. – Absolutna hańba!
Walter natychmiast skupia na nim uwagę. Widziałeś już gdzieś tę twarz i przeszukujesz pamięć, by go sobie przypomnieć. Nagle doznajesz olśnienia: to Peter von Hiltz, najbardziej krytykowany reżyser w Hollywood, gazety plotkują o tym, jak traktuje gwiazdy na planie. Perfekcjonista, ma tyle Gold Star Awards, że nie wie, co z nimi robić. Wydaje się wściekły, przypomina rozgniewane dziecko.
– Gdzie jest Blanche? Gdzie moja gwiazda? – woła do Waltera.
– Panie von Hiltz, ja…
– Herr von Hiltz! – rzuca reżyser.
– Tak, oczywiście, Herr von Hiltz. Nie wiem, gdzie jest panna Aikerman. Nikt z mojego personelu nie widział jej od wczorajszego wieczoru.
– Chce pan powiedzieć, że stracił pan z oczu najsławniejszą kobietę na świecie?!
– Nie. Tak, to znaczy…
Walter patrzy na ciebie, szukając wsparcia. Kiedy rozumie, że mu go nie udzielisz, próbuje uspokoić reżysera.
– Jeśli pan chce, zadzwonię do jej penthouse’u, choć linia jest w tej chwili zajęta. Ale jeśli to ważne, mogę kogoś posłać.
– Proszę to zrobić! – rzuca ostro von Hiltz. – I natychmiast dać mi znać, gdy się pan z nią skontaktuje. Musimy porozmawiać o scenariuszu, a ja jestem zajętym, niecierpliwym człowiekiem. Oczekuję pana w swoim apartamencie, gdy tylko pan ją znajdzie, zrozumiano?
Zerka na ciebie ze złością i obraca się na pięcie. Obserwujesz, jak przechodzi przez westybul i znika.
– Przepraszam, detektywie – mówi Walter. Wydaje się zmęczony. – Herr von Hiltz to jeden z naszych najbardziej prestiżowych gości. Spełniamy wszystkie życzenia wybitnych osobistości, które się u nas zatrzymują. Chyba pan to rozumie, prawda? W czym jeszcze mógłbym panu pomóc?
Za długą ladą recepcji wszczyna się zamieszanie. Na końcu pojawia się młody człowiek, ubrany w strój kelnera. Jest blady jak kreda.
– Panie Walter! – woła.
Reszta personelu schodzi mu z drogi, gdy biegnie w stronę dyrektora. Potyka się i Walter musi go podtrzymać, by nie upadł na podłogę.
– Co ty wyrabiasz, do cholery, Carter?! – pyta Walter. – Zwariowałeś?! Nie możesz wrzeszczeć przy gościach!
– Przepraszam, sir… to po prostu, po prostu…
– Co się stało? Gadaj, chłopcze!
– Blanche Aikerman nie żyje – odpowiada kelner. – Została zamordowana!
– Nie żyje?! Co to znaczy, że nie żyje?! Nie może nie żyć, jest gwiazdą wieczoru!
Walter i Carter wybiegają zza lady. Idą przed tobą korytarzem. W ciągu ostatnich kilku minut sytuacja całkowicie się zmieniła, przestała być banalna. Rutynowo sprawdzałeś telefon żartownisia, a teraz zajmujesz się morderstwem. Walter upewnia się, że nikt nie słyszał tego, co powiedział Carter, po czym wprowadza was do windy towarowej jadącej bezpośrednio na najwyższe piętro hotelu Royale Premiere. Jest bogato zdobione, wszystko wydaje się kosztowne.
Z przodu widać dwie pary podwójnych drzwi. Te po lewej są lekko uchylone, stoi obok nich wózek z jedzeniem.
– Dostarczyłem posiłek – mówi Carter, ciągle zdyszany i blady. – Robię to od dwóch dni, po przyjeździe pani Aikerman. Panna Blanche prawie nic nie jadła, choć miała szczególne wymagania: pół grejpfruta codziennie o drugiej po południu, a poza tym szampan, naturalnie Dom Pérignon. Przyniosłem to dziś po południu, ale zauważyłem, że drzwi są otwarte. Zapukałem i wszedłem, a potem… cóż, sami panowie zobaczą.
– Jesteś pewien, że nie żyje? – pyta dyrektor.
– Słucham?
– Jesteś pewien, że nie żyje? Mogła po prostu się zdrzemnąć. Wiesz, jaki tryb życia prowadzą gwiazdy, do późna uczestniczą w przyjęciach i galach. Ciągle jest wczesne popołudnie.
– Sami panowie zobaczycie – odpowiada kelner.
– Nikomu o tym nie mówiłeś, prawda, Carter? – pyta Walter. – Nikt o tym nie wie?
– Nie, sir – odpowiada młody człowiek.
– To ostatnia rzecz, jakiej nam potrzeba – ciągnie dyrektor. – Nie dzisiaj, nie w przeddzień wręczenia nagród.
Docierasz do wejścia do penthouse’u. Walter puka do drzwi, a Carter stoi z boku, mnąc guziki kamizelki.
– Halo? Panno Aikerman? Jest tam pani? – pyta Walter.
Apartament jest ciemny. Zasłony są zasunięte, światła zgaszone. Walter przekręca kontakt i zapalają się lampy. Wydaje się, że wszystko jest na właściwym miejscu. Meble stoją równo, drzwi szaf są zamknięte, wszędzie panuje porządek. Pokój wygląda, jakby nikt w nim nie mieszkał.
Idziesz za dyrektorem, na wszelki wypadek trzymając rękę na kolbie pistoletu. Salon również jest w idealnym stanie. Nikogo w nim nie ma, wszystko jest na swoim miejscu. Zauważasz drzwi do przyległego pomieszczenia, chyba sypialni, i kiwasz głową.
– Tak, okej – mówi Walter. – Może powinienem… zostanę tu na wypadek, gdyby ktoś wszedł.
Zgadzasz się i podchodzisz do drzwi sypialni. Czujesz chłodny powiew pachnący perfumami, słodki zapach podobny do truskawek. Wchodzisz do ogromnej sypialni, w dalszym ciągu trzymając rękę na kolbie pistoletu.
Z przodu stoi wielkie łoże z czterema kolumnami i zasłonami ze wszystkich stron. Zauważasz, że drzwi na balkon są zamknięte, lecz mimo to czuć podmuchy wiatru. Nie jest to w tej chwili ważne. Najważniejsza jest blada, wiotka ręka zwisająca z łóżka.
Rozglądasz się po sypialni, by się upewnić, że nikogo w niej nie ma. Jest pusta. Potem szybko podchodzisz do łóżka, odsuwasz zasłonę i widzisz martwe ciało Blanche Aikerman.
Ma zwiotczałą twarz, otwarte oczy i coś w rodzaju półuśmiechu zastygłego na wargach. Łóżko jest zalane krwią i nawet z tego miejsca widać, że poderżnięto jej gardło. Najsławniejsza kobieta na świecie patrzy na ciebie martwymi oczami. Jeszcze nigdy nie widziałeś tak dobrze ubranej ofiary morderstwa – ma na sobie ciemną, powłóczystą suknię.
– O mój Boże!
To Walter, stojący za twoimi plecami. Nie słyszałeś, że się zbliża. Może potrafi chodzić bezszelestnie?
– O mój Boże, to prawda! Blanche Aikerman nie żyje! Została zamordowana w moim hotelu! O mój Boże… Herr von Hiltz! Muszę go zawiadomić!
Wybiega z sypialni. Nie masz wyboru i musisz iść za nim. Przede wszystkim nie wolno dopuścić, by wybuchła masowa panika. Hotel stał się miejscem przestępstwa. Powinieneś rozpocząć śledztwo.
Pukasz do drzwi apartamentu. Stoi obok ciebie pan Walter, dyrektor hotelu. W pobliżu kręci się Carter, kelner. Opuściła go panika i ma trochę pyszałkowatą minę. Wie, że zdobył cenne informacje, które zna tylko kilku ludzi na świecie. Po raz pierwszy w życiu jest częścią elity.
Nikt nie odpowiada na pukanie. Walter wydaje się zaniepokojony. Jest zdenerwowany, spocony, przestępuje z nogi na nogę.
– Przepraszam, detektywie – mówi. – Herr von Hiltz prosił, żebym go zawiadomił o odnalezieniu panny Aikerman. Nie mogę uwierzyć, że nie żyje. Była największą gwiazdą filmową Hollywood! Jak może nie żyć?!
– I miała zaledwie dwadzieścia siedem lat – dodaje Carter.
– Tak, tylko dwadzieścia siedem lat. Po prostu dziecko. Straszna tragedia. I do tego w okropnym momencie, tuż przed wręczeniem nagród. Herr von Hiltz będzie wiedział, co zrobić.
– O tak – wtrąca kelner. – Umie poradzić sobie ze wszystkim.
Walter znowu niecierpliwie puka do drzwi.
– Herr von Hiltz! – woła. – To ja, Walter, dyrektor. Mamy tragiczne wiadomości. Jest ze mną detektyw z policji Los Angeles. Chodzi o pannę Aikerman. Znaleźliśmy ją, sir. Musi pan natychmiast przyjść.
Nikt nie odpowiada. Walter zaczyna się niepokoić. Pociera podbródek, patrzy na ciebie i na drzwi.
– Nic z tego nie rozumiem – mówi bezradnie.
Podejmuje kolejną próbę. Tym razem uderza pięścią w drzwi apartamentu.
– Herr von Hiltz! To ja, dyrektor Walter. Jest ze mną policja, sir. Kazał nam pan natychmiast przekazać wiadomość, gdy znajdziemy pannę Aikerman… Herr von Hiltz?
– Może jest w klopie? – Carter chichoce.
– Dosyć tego, Carter! – rzuca Walter. – Przepraszam, detektywie. Naprawdę nie wiem, co o tym myśleć. To zupełnie nie pasuje do Herr von Hiltza. Jest bardzo pedantyczny i godny zaufania. Nie rozumiem, o co chodzi.
Rozglądasz się po pustym korytarzu. Dochodzisz do wniosku, że chodzi o coś więcej niż tylko morderstwo Blanche Aikerman. Przyprowadzono cię do apartamentu von Hiltza, co wydaje się bardzo dziwne, zwłaszcza teraz, gdy nie otwiera drzwi.
„Co się tu dzieje? Tajemnice i kłamstwa to nic nowego w tym mieście. Ale utrudnianie śledztwa to przestępstwo”.
Powinieneś zbadać miejsce zbrodni. Co robisz?
Nalegasz, by Walter zaprowadził cię z powrotem na miejsce zbrodni (przejdź do 45)
Prosisz Waltera, by wpuścił cię do pokoju von Hiltza (przejdź do 25)
Pytasz Cartera, czy ma jakieś dodatkowe informacje (przejdź do 129)
– Otworzyć pokój? – pyta Walter. – Jest pan pewien? Royale Premiere szczyci się swoją dyskrecją. Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł.
– To policjanci, panie dyrektorze – nalega Carter. – Jeśli chcą, żeby pan otworzył drzwi, lepiej to zrobić, by nie trafić do więzienia.
Walter zastanawia się przez chwilę. Poprawia kołnierzyk koszuli, a potem wyjmuje uniwersalny klucz. Przekręca go w zamku i otwiera drzwi.
Czuć silny zapach benzyny. Walter kaszle i krztusi się, po czym przykłada chusteczkę do ust.
Idziesz do przodu mimo zapachu. W apartamencie panuje chaos. Przewrócone stoły, wyciągnięte półki. Wszędzie walają się ubrania, brudne talerze i strony scenariusza. Drzwi na balkon są szeroko otwarte, łagodny wiatr porusza zasłonami. Nie zmniejsza to zapachu, który staje się silniejszy, gdy idziesz w głąb apartamentu.
– Herr von Hiltz! – woła Walter. – Słyszy mnie pan, sir? Wszystko w porządku?
Żadnej odpowiedzi. Rozglądasz się po apartamencie, próbując coś zrozumieć, ale panuje w nim zbyt wielki chaos. Później zauważasz drzwi do łazienki. Są lekko uchylone i dobiega z nich odgłos płynącej wody. Ostrożnie podchodzisz do drzwi.
– Herr von Hiltz? – ciągle woła Walter.
Pukasz do drzwi łazienki. Nikt nie odpowiada. Dywan leżący na podłodze jest nasiąknięty wodą. Z wnętrza łazienki w dalszym ciągu dobiega plusk płynącej wody. Ostrożnie otwierasz drzwi. Z prysznica leje się woda, lecz nikogo nie ma w środku.
Jednak zauważasz coś dziwnego. Na podłodze obok toalety stoi kanister z benzyną. W wieku tkwi zapalona świeca. Zdajesz sobie sprawę, że podłoga jest pokryta benzyną i że świeca za chwilę wpadnie do kanistra.
Co dalej?
Próbujesz chwycić świecę, nim płomień dotrze do benzyny (przejdź do 27)
Nalegasz, by ewakuowano Royale Premiere (przejdź do 28)
Ostrzegasz obecnych i jak najszybciej opuszczasz pomieszczenie (przejdź do 29)
Rzucasz się do przodu, by zgasić świecę, nim ogień dotrze do benzyny. Nie jesteś dostatecznie szybki i świeca wpada do kanistra. Pokojem wstrząsa eksplozja, zabijając ciebie, Waltera i Cartera.
Popełniłeś błąd, spróbuj podjąć inną decyzję dotyczącą świecy w 26.
Wykorzystujesz swój autorytet funkcjonariusza policji i nalegasz, by Walter ewakuował hotel. Niechętnie się zgadza i idzie z tobą na parter do westybulu.
Pojawia się straż pożarna, by zająć się skutkami eksplozji. Goście, dziennikarze, gwiazdy filmowe i pracownicy hotelu wychodzą na Bulwar Zachodzącego Słońca i zaczynają się rozpraszać. Dopiero teraz przychodzi ci do głowy, że jeśli jest wśród nich morderca, ma łatwą drogę ucieczki.
Zanim jesteś w stanie zmusić gości do powrotu do hotelu, przybywa twój przełożony i pyta, co zrobiłeś. Jest oczywiste, że nigdy nie schwytasz mordercy ani sprawcy eksplozji.
Sprawa kończy się dla ciebie. Ewakuacja hotelu była błędem. Spróbuj podjąć inną decyzję, by goście, gwiazdy filmowe i podejrzani pozostali w hotelu. Przejdź do 26.
– Co takiego? – pyta Walter. Ma przerażoną minę.
Chwytasz go za ramię i biegniesz do drzwi. Carter wydaje się zaszokowany, gdy obaj pędzicie w jego stronę. Wpadasz na niego, po czym taranujesz drzwi i wypadacie na zewnątrz.
Za twoimi plecami pojawia się krótki błysk i huk, gdy świeca w końcu się dopala i płomyk dotyka benzyny. Waltera, Cartera i ciebie owiewa podmuch powietrza. Chwytasz oddech, a potem dotykasz rąk i nóg, by się upewnić, że jesteś cały. Pozostali kaszlą i parskają. Żyjecie – to cud, że udało wam się uciec przed eksplozją.
Dzwoni ci w uszach. Zdajesz sobie sprawę, że nic wam już nie grozi. Powoli wstajesz i pomagasz pozostałym się podnieść.
– O mój Boże! – jęczy Walter. – Co to było, do cholery?!
– Nie jestem ekspertem, ale moim zdaniem doszło do wybuchu – mówi Carter, pokryty pyłem.
Wszyscy patrzycie na apartament von Hiltza. Jest zrujnowany, podarta zasłona od prysznica ciągle się pali. Całą podłogę pokrywają odłamki szkła, a ze zniszczonej toalety leje się woda. Czuć intensywny odór benzyny.
Na korytarzu pojawiają się członkowie personelu i goście. Walter zapewnia ich, że nic im nie grozi. Sugerujesz, by ewakuowano hotel na wypadek, gdyby ukryto w nim miny pułapki.
– Nie możemy tego zrobić! – krzyczy Walter. – Jutro zostaną wręczone Golden Star Awards, to największe wydarzenie w branży filmowej. Nie możemy ewakuować hotelu, to by nas zrujnowało!
Ciągle jesteś trochę oszołomiony i przez chwilę się zastanawiasz. Pracownicy hotelu i goście gapią się na ogromną dziurę w ścianie budynku wybitą przez eksplozję.
– Myślę, że powinni nas zbadać sanitariusze – mówi Carter. – Strasznie boli mnie głowa.
Wchodzisz do spalonego pomieszczenia. Wiatr się nasilił i wywiewa przez otwór koszmarny smród benzyny. Papiery i ubrania rozrzucone w pokoju zniknęły. Łazienka wyleciała w powietrze; w kilku miejscach płoną niewielkie ogniska.
Idziesz w stronę łazienki, gdy nagle słyszysz, że coś chrzęści ci pod stopami. Spoglądasz na podłogę i widzisz, że nadepnąłeś na oprawioną fotografię, rozbijając szkło. Podnosisz ją, wycierasz z sadzy i kurzu. Widzisz podpisane zdjęcie Blanche Aikerman, która posyła całusa w stronę obiektywu. Mrużysz oczy i próbujesz odczytać dedykację, która brzmi: „Kochanemu Pete’owi, dziękuję za wszystko. Nigdy nie zapomnę Kairu. Z wyrazami dozgonnej miłości. Blanche”.
Walter podchodzi do ciebie od tyłu, kaszląc i jęcząc na widok zniszczeń. Zagląda ci przez ramię. Pokazujesz mu zdjęcie.
– O tak, była naprawdę piękna – mówi.
Pytasz, czy miała romans z von Hiltzem.
– Och, nie mogę tego potwierdzić. – Rumieni się i ociera czoło chusteczką. – To temat dla plotkarskich rubryk w gazetach, prawda?
Przypominasz, że jesteś funkcjonariuszem policji prowadzącym śledztwo w sprawie morderstwa. I że niedawno obaj o mało nie wylecieliście w powietrze.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
