Śpij kochany, śpij - Alek Rogoziński - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Śpij kochany, śpij ebook i audiobook

Alek Rogoziński

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

63 osoby interesują się tą książką

Opis

Wielki powrót Róży Krull!

Popularna autorka kryminałów Róża Krull otrzymuje w prezencie od wydawcy voucher do ekskluzywnego spa. Jedzie tam wraz ze swoją najlepszą przyjaciółką Miłką oraz menadżerem Pepe. Na miejscu czekają na nią luksusowe warunki. fenomenalne jedzenie, cenne zabiegi i… trup w saunie. Kto zabił znanego piłkarza? Zdradzana narzeczona, porzucona kochanka, rywal w wyścigu o lukratywny kontrakt z zagranicznym klubem, zwolniony z jego powodu trener, a może grasujący niegdyś w tym miejscu psychopatyczny morderca, którego nigdy nie złapano? Ku utrapieniu swoich kompanów Róża, jak zawsze, postanawia sama rozwiązać tę zagadkę i udowodnić, że nie bez powodu nadano jej tytuł „królowej polskiego kryminału”. Tym razem jednak trafi na wyjątkowo paskudnego przeciwnika.

„Śpij kochany, śpij” to kolejna powieść Alka Rogozińskiego, autora znanego z łączenia klasycznych fabuł kryminalnych z dużą dawką czarnego humoru.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 255

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 10 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Pauliza Holtz

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Irence,

z wiarą w to, że kiedyś tam,

siedząc na rogu Księżyca

i patrząc z góry na Ziemię,

pośmiejemy się jeszcze

i podokazujemy sobie,

jak to zawsze lubiliśmy robić!

Oświadczenie

 

 

Jak zawsze zapewniam, że wszystkie wydarzenia i postaci pojawiające się w niniejszej powieści są wytworem mojej wyobraźni. W SPA, owszem, byłem, i to dwa razy. Za pierwszym zatrzasnąłem się w saunie i o mało co nie upiekłem (doszedłem do stanu zwanego przez kucharzy „al dente”, czyli w sumie stałem się Alkiem dente), a za drugim wziąłem udział w rytuale oczyszczania aury, na którym zasnąłem i zacząłem chrapać, a wszyscy dokoła byli pewni, że wpadłem w trans i znalazłem sobie życiowego przewodnika w postaci niedźwiedzia. Trzeciej wizyty już nie ryzykowałem, aż do teraz, kiedy to razem z Wami udam się do ekskluzywnego ośrodka w Ognistych Jeziorach. Co napisawszy, życzę ekscytującej przygody!

 

Alek

Postaci

 

 

Róża Krull – niekoronowana królowa literatury kryminalnej, która planowała w SPA Lucyny Kocis stracić kilka kilo, a straciła zdaniem swoich znajomych resztki (w dodatku marne) zdrowego rozsądku.

 

Paweł „Pepe” Kwiatek – agent Róży, czujący się przy niej niczym opiekun grupy dzieci cierpiących na ADHD.

 

Miłka Wężowska – przyjaciółka Róży, także literatka, przekonana, że urlop w towarzystwie Krull to niezły ubaw, ale tylko do czasu, gdy natknęły się na zwłoki.

 

Lucyna Kocis – właścicielka sieci SPA, gabinetów piękności i salonów odnowy biologicznej, pewna, że nie ma lepszej reklamy dla jej firmy niż stary dobry skandal.

 

Kacper Kocis – syn Lucyny, rozpieszczony bachor żyjący w błogim mniemaniu, że wszyscy ludzie urodzili się tylko po to, aby dbać o jego komfort i dobre samopoczucie.

 

Janusz Piotrkowski – gwiazdor polskiego futbolu, który niepotrzebnie wdał się w ognisty romans.

 

Ewa Piotrkowska – żona Janusza, głosząca, że lepiej mieć męża martwego niż niewiernego.

 

Emilia Sochacka – modelka, która nie mogła sobie darować, że uwikłała się w związek bez przyszłości.

 

Rafał Malejonek – niegdyś klubowy kolega Janusza, obecnie walczący z nim o lukratywny kontrakt w zagranicznym klubie piłkarskim.

 

Sandra Miłowska – narzeczona Rafała, niespełniona piosenkarka/aktorka/modelka/prezenterka/poetka/osobowość internetowa (niepotrzebne skreślić).

 

Marcin Borsuk – dawny trener Janusza i Rafała, zwolniony z pracy w wyniku skargi obu swoich podopiecznych.

 

Irmina Borsuk – żona Marcina, uważająca, że ma on zdecydowanie zbyt miękkie cztery litery jak na swoje wrażliwe serce.

 

Arkadiusz Nowak – biznesmen, który przybył do SPA bynajmniej nie po to, aby wypoczywać.

 

Iwona Matysek – menadżerka SPA, niepotrafiąca zaakceptować faktu, że z zarządzanej przez nią placówki nagle zrobił się dom zbrodni.

 

Mariola Sołdak – recepcjonistka, od lat zakochana skrycie w Rafale Malejonku i w związku z tym życząca jego narzeczonej, żeby ją trafił nagły szlag.

 

Piotr Ostrowski – kelner mający tajny plan, w dodatku niezupełnie legalny.

 

Klaudiusz Opiłek – mistrz kuchni, który o mały włos, a byłby wysłał na tamten świat wszystkich gości SPA.

 

Pelagia Płuciennik – sprzątaczka w SPA, zawsze „wiedząca swoje”, i to lepiej od policji.

 

Franciszka Golarz – druga sprzątaczka w SPA, uznająca gości tego miejsca za nierobów i zanosząca w duchu modły do wszystkich świętych, żeby się wreszcie wzięli do jakiejś roboty, byle z dala od jej miejsca pracy.

 

Oraz gościnnie:

 

Krzysztof Darski – inspektor policji, który o mało co nie zszedł na zawał, kiedy dowiedział się, że znów przyjdzie mu zajmować się sprawą, w której bierze udział Róża Krull.

 

Maciej Drwal – sierżant w Ognistych Jeziorach, które zawsze wydawały mu się nudnym i smutnym zaściankiem, dopóki nagle nie przybyli tam prawie wszyscy rodzimi dziennikarze.

Prolog

 

 

– I co? – Róża Krull usiłowała zerknąć inspektorowi Krzysztofowi Darskiemu przez ramię, co było o tyle trudne, że był od niej wyższy o dobrych piętnaście centymetrów i żeby cokolwiek zobaczyć, musiałaby zacząć podskakiwać, i to dość wysoko. Wydało jej się to nieco niestosowne w miejscu, które mogło za chwilę okazać się sceną zbrodni. – Śpi? Czy nie żyje?

– A co to ja jestem? – zirytował się Darski. – Duch Święty? Leży na łóżku. Pod kołdrą. Nie wydaje żadnych odgłosów.

– Może ją puknij? – podsunęła Róża.

– Sama się puknij! – wysyczał Darski ze złością. – W czoło! Byle mocno!

– To co? – zirytowała się Krull. – Zamierzasz tak tu stać i czekać, aż się obudzi? Albo zacznie wydzielać fetor? To może trochę potrwać, a ja jestem głodna.

– Wiecznie jesteś głodna – westchnął inspektor z rezygnacją. – No dobra, raz kozie śmierć! – Zrobił kilka kroków i podszedł do łóżka, przy okazji odsłaniając pisarce widok na cały pokój, w którym rezydowała osoba podejrzewana przez nich o dokonanie morderstwa. A nawet kilku. – Proszę pani!

– To teraz już się nie mówi: „obywatelko”? – zdziwiła się szczerze Róża.

– Naprawdę to ci się wydaje w tej chwili najważniejsze? – Darski popatrzył na nią z politowaniem, po czym zrobił jeszcze krok i położył rękę na czymś, co wydawało się być ramieniem leżącej na boku osoby, choć w panującym w pomieszczeniu półmroku trudno było oczywiście tak do końca cokolwiek zidentyfikować. – Proszę pani!

Potrząsnął za owo domniemane ramię. Najpierw lekko, a potem z nieco większym naciskiem. To ostatnie spowodowało, że szarpnięta przez niego postać zmieniła położenie. Na tyle dostatecznie, aby odpowiedzieć na nurtujące pisarkę i policjanta pytanie.

Oboje przez chwilę wpatrywali się w otwarte oczy kogoś, kto z pewnością nie należał już do świata żywych.

– Nic nie rozumiem – rzekła w końcu Krull z niezadowoleniem. – Przecież tak idealnie nam pasowała…

– Czy ty masz do niej pretensje, że nie żyje? – W głosie inspektora słychać było zdumienie.

Róża przewróciła oczami.

– To co? – zapytała, patrząc na niego przenikliwie. – Zaczynamy całą robotę od początku?

Darski przez moment milczał, wgapiając się w nieboszczkę, po czym powoli pokręcił głową.

– Nie musimy – rzekł cicho.

– Jak to? – Krull zrobiła wielkie oczy.

– Wiem, kto to zrobił – wyszeptał Krzysztof. – Tylko… Wydaje mi się to kompletnie bez sensu.

– Dlaczego? – Róża także odruchowo zniżyła głos do szeptu.

– Bo to jest ktoś, kto nie miał żadnego motywu – odpowiedział policjant. – Albo też… – Zawiesił głos.

– No! – pogoniła go Krull.

– Albo też miał, tyle że jeszcze go nie odkryliśmy…

– A powiesz mi, kto to? – Pisarka świdrowała go przenikliwym wzrokiem.

Inspektor wypowiedział jedno słowo.

Róża już otwierała usta, żeby poinformować go, że jej zdaniem zwariował, ale nie zdążyła. Nagle uświadomiła sobie, że Darski może mieć rację. A co najgorsze, jeśli tak jest, to przez czysty przypadek ona doskonale zna motyw zbrodni…

Rozdział I

Nagroda

 

Dwa miesiące wcześniej

 

– Zrobiłaś… co? – Choć Róża nie mogła tego widzieć, to znajdujący się mniej więcej cztery kilometry od niej Paweł Kwiatek, zwany przez wszystkich Pepe, wytrzeszczył oczy.

– Zamarynowałam kurczaka – powtórzyła grzecznie do telefonu. – W jogurcie, oliwie, czosnku, ziołach i sosie sojowym.

W jej smartfonie przez chwilę panowało milczenie.

– Jesteś tam? – upewniła się Krull.

– Owszem – potwierdził jej agent wyraźnie zdumionym głosem. – Ktoś cię porwał?

– Kto mnie porwał? – zdziwiła się pisarka.

– Nie wiem. Jacyś kosmici? Marsjanie? Alf? Michał Szpak?

– Czemu ktoś miałby mnie porywać?!

– Bo do tej pory słowo „kurczak” kojarzyło ci się głównie z tym niebożątkiem, na którym usiadłaś na wsi, a nie z marynatą – wytłumaczył wciąż zszokowany Pepe. – Dlatego podejrzewam, że coś ci się stało. Może masz udar? Albo… Nie wiem… Ale jeśli ktoś cię trzyma pod bronią i dyktuje, co masz powiedzieć, to daj mi jakiś znak. Możesz na przykład zanucić Jestem kobietą.

– Sam sobie nuć – prychnęła Róża. – Po prostu kupiłam sobie takie coś, co wieje i grzeje.

– Co kupiłaś?! – zdumiał się ponownie Kwiatek.

– No, to takie coś, co wiuwa i robi dużą temperaturę… I muszę tam teraz upchnąć kurczaka. Tylko nie wiem, czy mi się zmieści.

Pepe przez moment usiłował pozbyć się sprzed oczu mocno makabrycznej sceny, w której Krull próbuje wepchnąć żywego, obłożonego jogurtową marynatą kurczaka do klimatyzatora, w wyniku czego jej mieszkanie zamienia się w fabrykę pierza, a ona sama w główną bohaterkę horroru Carrie.

– Kupiłaś air fryera? – zgadł po chwili.

– Tak! – potwierdziła Róża z entuzjazmem. – Kocham w nim gotować! Zrobiłam już ciasto, ale się rozlało, mielone, ale się rozpadły, i ciasteczka, ale się połączyły w jedną masę. Wszystko było za to bardzo smaczne! Z kurczakiem musi mi się wreszcie udać! Czuję już, jak kręcą mi się loki.

– Jakie znowu loki? – Pepe zmówił w duchu szybką modlitwę do Świętej Rity z Cascii, patronki cierpliwych.

– À la Magda Gessler – poinformowała go Krull. – Zamierzam niebawem gotować lepiej od niej. Sam się przekonasz.

– Jestem na diecie – rzekł z przekonaniem Kwiatek. – Wodnej.

– Oj tam… – prychnęła Róża lekceważąco. – Mój kurczaczek nie tuczy. W tym urządzeniu usmażę go bez żadnego tłuszczu!

Wizja rzezi kurczęcia została zastąpiona w głowie Pepe przez kolejną: jego samego zmuszonego przemocą do skonsumowania kawałka sczerniałego mięsa przygotowanego przez jego pracodawczynię.

– Wstrzymaj wodze, Nigello! – poprosił stanowczo. – Na razie popróbujemy sobie rarytasów Opiłka.

– Że co? – zdziwiła się pisarka.

– Właśnie wyszedłem od twojego wydawcy – poinformował ją Pepe. – Jest zachwycony sprzedażą tego czegoś, co nagryzmoliłaś ostatnio. I w ramach podziękowania za twoją katorżniczą pracę… – te ostatnie dwa słowa wypowiedział z gryzącą ironią, bo ową książkę Krull napisała w równie rekordowym, co skandalicznym tempie, wynoszącym niecałe trzy tygodnie, co wynikało z faktu, że kompletnie zapomniała, kiedy ma ją oddać do druku, i przypomniał jej o tym dopiero telefon od rzeczonego wydawcy, który spostponował ją przy okazji mianem „takiej i owakiej” – …zafundował ci przedłużony weekend w SPA Lucyny Kocis.

– Uuu la la… – Róża aż cicho gwizdnęła. – To go musiało solidnie łupnąć po kieszeni!

– Niekoniecznie, bo podpisał z nią umowę, i jak znam życie, dostał vouchery w prezencie – wyjaśnił Pepe. – Chyba nie sądzisz, że wydałby choć dziesięć groszy z własnej kieszeni?

– No właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy aby to jego nie porwali Marsjanie, Alf albo Michał Szpak – zaśmiała się Krull. – Te vouchery mają jakąś datę czy są do wykorzystania dowolnie?

– Dowolnie, ale tak naprawdę możemy tam jechać tylko dokładnie za dwa miesiące. Na cały weekend – doprecyzował Pepe. – Zajrzałem w twój kalendarz i masz zajęte wszystkie pozostałe, poza dwoma sierpniowymi, kiedy masz wakacje na Sycylii, i jednym w listopadzie, ale wtedy będzie zimno. Więc jedziemy za dwa miechy albo dopiero za rok.

– Jedzie… my? – wyłapała zaskoczona Krull.

– Yhm – potwierdził Kwiatek. – Chyba nie sądzisz, że nie uszczknąłem czegoś dla siebie. Za czuwanie nad tobą należy mi się co prawda miesiąc na Malediwach, ale Ogniste Jeziora też ujdą. Ty masz dwójkę, ja jedynkę. Voucher jest na trzy osoby. Pełne wyżywienie i kilka zabiegów wliczone w pakiet. Wysłałem już esemesa do Miłki.

– Dlaczego do niej? – zdziwiła się Róża. – Może chcę zaprosić kogoś innego?

– Pełne wyżywienie – powtórzył dobitnie Pepe. – Wiesz, że gdybyś jej nie wzięła, a ona dowiedziałaby się, że mogła codziennie jeść dania Opiłki, który tam teraz gotuje przez najbliższe trzy miesiące, to nawet Darski nie ochroniłby cię przed nagłym i mocno nieprzyjemnym zejściem z tego padołu?

– Masz rację. Już sobie wpisuję w kalendarz. – Róża złapała telefon i szybko uzupełniła odpowiednią aplikację, po czym dodała: – Zrobię nam na drogę serniczek.

– Alf – mruknął Pepe. – Na pewno porwał cię Alf.

* * *

Iwona Matysek, menadżerka SPA prowadzonego przez Lucynę Kocis, siedziała za biurkiem z wyprostowanymi plecami i miną osoby, która przez całe życie próbowała utrzymać porządek w świecie z natury skazanym na chaos. Przed nią, na krześle, siedziała Mariola Sołdak. Jej widok wystarczał, aby Iwona poczuła lekki ból w skroni.

– Czyli… ma pani doświadczenie w pracy z klientem? – zapytała, starając się, by jej głos brzmiał profesjonalnie.

– Ogromne! – odparła z entuzjazmem Sołdak. – Pracowałam w Mikołajkach w solarium Hawaje u mojej kuzynki. Wszyscy mnie tam bardzo lubili!

„Oczywiście”, pomyślała Iwona, starając się przegonić sobie sprzed oczu tabun niewiast w nylonowych bluzkach próbujących spiec się na heban, aby potem udawać przed przyjaciółkami, że wróciły właśnie z Cypru, „Hawaje. Co za pretensjonalna nazwa. Już czuję ten luksus...”.

– I na czym dokładnie polegały pani obowiązki?

– No, wie pani… wszystko! Umawiałam klientki, odbierałam telefony, czasem coś doradziłam…

Matysek uśmiechnęła się sztucznie.

– Rozumiem.

Przez chwilę przyglądała się kandydatce. A było na co patrzeć. Mariola miała na sobie obcisłą sukienkę w kolorze, który trudno było jednoznacznie nazwać: coś pomiędzy strażacką czerwienią a maliną. Do tego wysokie szpilki, które bardziej nadawały się na wybieg dla modelek niż do SPA, i makijaż tak intensywny, że spokojnie mógłby przetrwać urwanie chmury połączone z tornadem.

„Jak klientki zobaczą ją w recepcji, to mogą doznać szoku estetycznego”, przemknęło przez myśl Iwonie.

– A dlaczego chce pani pracować właśnie u nas?

– Bo to prestiżowe miejsce – odparła bez wahania Mariola. – I dużo się tu dzieje.

Menadżerka zmrużyła oczy.

– Dużo się dzieje?

– No… – Sołdak zawahała się na moment. – Różni ludzie przyjeżdżają. Ciekawi.

„Ach. Czyli nie interesuje jej praca, tylko celebryci”, podsumowała w myślach Matysek.

– Naszym priorytetem jest dyskrecja – oznajmiła chłodno. – Goście cenią sobie spokój i anonimowość.

– Oczywiście! – Mariola pokiwała energicznie głową. – Jestem bardzo dyskretna.

„Tak dyskretna jak neon pośrodku autostrady”, przemknęło Iwonie przez głowę.

Zapadła chwila ciszy.

Matysek jeszcze raz spojrzała na CV. Potem na Mariolę. Potem znowu na CV, jakby miała nadzieję, że nagle pojawi się tam coś, co uzasadni jej zatrudnienie.

„Szefowa mnie zabije”, pomyślała, „ale co mam zrobić? Z nożem na gardle! Szlag by to!”

– Dobrze – rzekła w końcu. – Zatrudnimy panią na okres próbny.

Twarz Marioli natychmiast się rozjaśniła.

– Naprawdę?!

– Tak – potwierdziła sucho Iwona. – Ale pod pewnymi warunkami.

– Jakimi?

– Strój – menadżerka spojrzała znacząco na jej sukienkę – będzie zgodny ze standardami naszego obiektu. Nie tylko ten służbowy, ale i prywatny, w którym będzie pani się tu pojawiała.

– Czyli?

– Proszę ubierać się mniej… – zawahała się przez ułamek sekundy – …wyraziście.

– Aaa. – Mariola skinęła głową. – Rozumiem.

„Czyli zamieni Temu na Shein”, wyzłośliwiła się w duchu Matysek.

– I jeszcze jedno – dodała z rezygnacją. – Uśmiech.

– Coś z moim nie tak? – zdziwiła się Sołdak.

– Ma być naturalny. Niewymuszony.

Mariola uśmiechnęła się szeroko.

– Może trochę subtelniejszy…

– Jasne! – Sołdak natychmiast zmieniła wyraz twarzy na coś, co miało być delikatnym uśmiechem, ale przypominało raczej grymas skupienia.

– Lepiej – skłamała Iwona. – Proszę zgłosić się jutro rano. Recepcja, godzina ósma. Powinna być pani trzydzieści minut wcześniej. Pani Lena wprowadzi panią teraz we wszystko. Nasz system bookingowy na szczęście jest dziecinnie prosty.

– Bardzo dziękuję! – Mariola zerwała się z miejsca. – Nie pożałuje pani!

„Już żałuję”, pomyślała Matysek.

Mariola ruszyła do drzwi, stukając obcasami o podłogę z taką energią, jakby chciała poinformować cały budynek o swoim istnieniu.

Otworzyła drzwi i wyszła na korytarz. Kiedy zamknęła je za sobą, uśmiech zniknął z jej twarzy. Ktoś, kto by teraz na nią popatrzył, zapewne byłby zdziwiony niechęcią, z jaką rozejrzała się dokoła. Po chwili jednak wyraz jej twarzy znów się zmienił. Z prawej strony, od restauracji, nadchodził wysoki, przystojny młody blondyn. Wyglądał na nie więcej niż dwadzieścia lat. Na jednej ręce trzymał tacę. Mariola przyjrzała mu się uważnie. Ich spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy. I wtedy mrugnęła. Krótko. Znacząco. Mężczyzna uniósł lekko brew. Minęli się bez słowa. Mariola uśmiechnęła się pod nosem i ruszyła korytarzem w stronę wyjścia.

Redakcja

Małgorzata Tougri

 

Korekta

Joanna Rodkiewicz

 

Projekt graficzny okładki, skład i łamanie wersji do druku

Agnieszka Kielak

 

© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2026

© Copyright by Alek Rogoziński, Warszawa 2026

 

Wydanie pierwsze

ISBN: 9788384303030

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

 

 

WYDAWCA

Agencja Wydawniczo-Reklamowa

Skarpa Warszawska Sp. z o.o.

ul. K.K. Baczyńskiego 1 lok. 2

00-036 Warszawa

tel. 22 416 15 81

[email protected]

www.skarpawarszawska.pl

@skarpawarszawska

 

Przygotowanie wersji elektronicznej

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Oświadczenie

Postaci

Prolog

Rozdział I

Strona redakcyjna

Punkty orientacyjne

Spis treści

Dedykacja