Miałem żyć trzy miesiące - Maciej Bącal - ebook

Miałem żyć trzy miesiące ebook

Maciej Bącal

0,0
14,99 zł

lub

0 zł
jeśli wykorzystasz 149 punktów Klubu Mola Książkowego


Możesz zamówić 2 tytuły w miesiącu bez dopłaty, wykorzystując punkty. Oferta dla wybranych użytkowników.

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym+.

Dowiedz się więcej o KMK i KK+
Opis

Inspirująca opowieść o przełamywaniu barier – zarówno własnych, jak i tych stawianych przez rzeczywistość.

Historia Przemka, który od wczesnego dzieciństwa mierzy się z utratą wzroku, przybliża relacje między widzącymi i niewidomymi. Kolejne etapy jego życia pokazują, jak rozwój technologii otwierał przed osobami z niepełnosprawnościami nowe możliwości.

Dorastanie niewidomego chłopca w latach 90. to walka o jak najlepsze warunki do rozwoju.

Pojawiające się problemy z systemem edukacji wymagają od matki Przemka ogromnej determinacji. Wędrówka między szkołami, które nieudolnie dostosowują się do jego potrzeb, i specjalistycznymi placówkami wydaje się nie mieć końca. Jednak niektóre ze spotkań nadają tej drodze sens…

Maciej Bącal – ur. 1986, z wykształcenia prawnik, z pasji dziennikarz obywatelski, którego celem jest ukazywanie realiów życia osób z dysfunkcją wzroku. Na podstawie osobistych doświadczeń stworzył opowieść będącą punktem odniesienia dla rodziców dzieci niewidomych. Wierzy jednak, że jej przesłanie sięgnie znacznie szerzej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 144

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redaktorka prowadząca: Vanessa Włodarczyk

Redakcja: Izabela Dachtera-Walędziak

Korekta: Hanna Piotrowska

Projekt okładki: Anna Nachowska

Skład i łamanie wersji do druku: Maciej Torz

 

 

Copyright © by Maciej Bącal 2026

Copyright © by Sorus® 2026

All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości

bądź fragmentów niniejszego dzieła bez pisemnej zgody wydawcy jest zabronione.

 

ISBN 978-83-68466-15-7 książka

ISBN 978-83-68466-16-4 e-book

 

Wydanie I, Poznań 2026

Printed in Poland

 

 

Twoja opinia jest dla nas ważna! Zachęcamy do podzielenia się wrażeniami

po lekturze tej książki i dodania swojej oceny: www.sorus.pl/opinia

 

Masz pomysł na książkę lub gotowy tekst? Opublikuj swoje dzieło ze wsparciem

wydawnictwa i dołącz do grona naszych autorów: www.sorus.pl/dlaautorow

 

DM Sorus Sp. z o.o.

ul. Bóżnicza 15/6, 61-751 Poznań

tel. +48 61 653 01 43

email: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.sorus.pl/sklep

 

www.sorus.pl

dmsorus

wydawnictwosorus

 

Przygotowanie wersji elektronicznej

Powieść dozwolona od lat 16.

Wstęp

Nazywam się Bęcki, Przemysław Bęcki.

Przyszedłem na świat w 1986 roku. Był to ważny rok w Europie i na świecie, gdyż doszło wtedy do katastrofy w Czarnobylu.

Jakkolwiek nie mam nic do ukrycia, wraz z bliskimi poprosiłem kronikarza spisującego moją historię o nieujawnianie mojego miejsca urodzenia i zamieszkania.

Niech czytelnikom wystarczy informacja, że gdzieś w Polsce, wszak tacy Bęccy mogli urodzić się i żyć gdziekolwiek w naszym kraju, podobnie pozostali bohaterowie.

Nie będę również podawał dokładnej lokalizacji ośrodków dla niewidomych, w których miałem dwa krótkie epizody, jak też nie wszystkie osoby z moich dwóch szkół w miejscu zamieszkania zostaną wymienione z imienia, gdyż w pewnych momentach pogubiły się i popełniły kilka błędów w stosunku do mnie.

Nie jest moją intencją mszczenie się na kimkolwiek personalnie, natomiast zależy mi, aby mówić o trudnych momentach, które pojawiały się na mej życiowej drodze.

Nim opowiem swoją historię, podzielę się pewnymi informacjami o moich cechach szczególnych. Od zawsze byłem wysoki, w podstawówce oraz w gimnazjum uchodziłem za najwyższego w klasie.

Mam dobrą pamięć. Uczyłem się nieźle, ale zdecydowanie lepiej szło mi w przedmiotach humanistycznych, jak to często bywa u niewidomych. Jednocześnie zawsze byłem dobry z geografii, finalnie jednego z moich przedmiotów maturalnych.

W przeciwieństwie do wielu niewidomych nie posiadam talentu muzycznego i jako dorosły spotkałem się ze zdziwieniem u niektórych z tego powodu.

Od końca podstawówki noszę w sobie bakcyla technologicznego zaszczepionego mi przez jednego z bardzo pozytywnych bohaterów, który zostanie upamiętniony w niniejszej kronice. W szkole podstawowej i gimnazjum, a także na studiach uprawiałem różne formy aktywności sportowej, ale nie wyczynowo, lecz rekreacyjnie.

Zasadniczo wychowywałem się i ukształtowałem wśród widzących, co uważam za najlepszy sposób socjalizacji. W przeciwieństwie do młodszych ode mnie niewidomych i niedowidzących przecierałem w naszym mieście szlaki na ścieżce edukacyjnej.

Choć mam oboje rodziców, tak się złożyło, że to mama samotnie wychowywała mnie oraz moją siostrę Ewelinę, starszą ode mnie o cztery lata. Jak to często bywa w naszym kraju, ojciec nie podołał roli rodzica dziecka niepełnosprawnego. Gdy miałem dziewięć lat, a Ewelina trzynaście, rodzice rozwiedli się, ojciec opuścił nasze rodzinne miasto, wyjeżdżając w swoje strony. Na tym kończy się jego udział w tej historii.

Bardzo ważnymi osobami na mojej drodze zawsze byli dziadkowie ze strony mamy.

Nigdy nie miałem dziewczyny i jako dorosły mężczyzna nie związałem się z nikim, ale nie narzekam z tego powodu.

Życie tu opisane jest wielobarwne, a przebyta przeze mnie i moich bliskich droga bywała kręta i wyboista. Sam nie pamiętam wydarzeń z najwcześniejszych lat, lecz znam je z opowiadań, głównie mamy.

Naturalnym jest używanie przez niewidomych słów, takich jak „widzieć” czy „oglądać”, wszak niewidomi posługują się takim samym językiem jak osoby widzące.

Zatem zapraszam do wspólnej podróży. Pójdź za mną, czytelniku.

Rozdział I. Niepełnosprawność w rodzinie

Rodzice, będąc młodym małżeństwem, zapragnęli drugiego dziecka. Byli w tym zgodni, nie chcąc, aby Ewelina została jedynaczką. Ojciec sam jest jedynakiem, zaś mama ma brata starszego o dwa lata.

Krótko po katastrofie w Czarnobylu mama z Eweliną uciekły do naszego miasta z Mazur, gdzie rodzice przeprowadzili się z racji pracy ojca, który był wojskowym. Dołączył do nich, gdy udało mu się przenieść. Wówczas wszyscy zamieszkali u dziadków w jednym z bloków na trzecim piętrze.

Mieszkanie składało się z dużego pokoju przechodniego do pokoju dziadków, pokoju, który należał do mamy, gdy była nastolatką, potem umownie zwanego pokojem Eweliny, pokoju zwanego moim, w którym jako nastolatek mieszkał wujek, kuchni oraz wtedy jeszcze osobnych łazienki i toalety, połączonych kilkanaście lat później za sprawą generalnego remontu.

Do mieszkania dziadków przypisany był garaż, w którym trzymali samochód posiadany przez nich przez większość życia.

Zarówno my, jak i dziadkowie przez kilkanaście lat mieliśmy działki na jednym z pracowniczych ogrodów działkowych, z tym że naszą sprzedaliśmy w 2001 roku. U dziadków stał domek, my mieliśmy samą ziemię.

Babcia całe życie zawodowe pracowała w gastronomii, w tym przez lata jako kierowniczka jednej z lepszych wówczas restauracji w mieście. Dziadek był doktorem nauk prawnych i prowadził wykłady na różnych uczelniach, nawet będąc już na emeryturze przez kolejnych kilkanaście lat.

Mimo okoliczności związanych z katastrofą w Czarnobylu wszyscy byli spokojni o moje zdrowie, bo ciąża mamy, a następnie poród przebiegły pomyślnie i kompletnie nic nie zapowiadało tego, co nastąpiło potem.

– Widzę w oczach Przemka jakiś błysk – powiedziała mama do domowników, kiedy miałem parę miesięcy.

– Może coś ci się przywidziało? My niczego nie dostrzegliśmy – zgodnie odpowiedzieli dziadkowie.

– Chyba masz jakiegoś pierdolca po Czarnobylu – dodał ojciec.

Ostatecznie rodzice poszli ze mną do neurologa, który stwierdził, że to jedynie tik poporodowy, co ucieszyło wszystkich tak bardzo, że aż wypili szampana.

Niestety była to całkowicie błędna diagnoza. Niedługo potem pojawił się u mnie tak duży ból związany z ciśnieniem w gałkach ocznych, że – jak mama wspomniała – wyrywałem sobie włosy z głowy.

– Nie mam wyboru i muszę skierować państwa do najbliższego szpitala wojskowego – oznajmił okulista moim rodzicom. Tam zaś konsylium lekarskie wydało ostateczną diagnozę: siatkówczak obustronny, rokowania bardzo złe, trzy miesiące życia.

Stąd właśnie taki tytuł tej historii.

– Mogę dać państwu jakąś nadzieję, w całym kraju schorzenie to leczy się tylko w Krakowie i zrobię wszystko, byście trafili tam jak najszybciej – zadeklarował jeden z lekarzy.

Dotrzymał słowa, ale potrzebował całego dnia, aby w ogóle połączyć się z Krakowem. Gdy już wszystko zostało dopięte, ja i rodzice pojechaliśmy tam karetką.

Nie od razu było wiadomo, że będę całkowicie niewidomy. Stało się to, gdy miałem półtora roku, do tego czasu próbowano ratować jedno oko za pomocą kobaltu i lasera, lecz bezskutecznie. Choć w Krakowie leczono również dzieci, zasadniczo była to klinika dla dorosłych, mieszcząca się w gotyckim budynku w centrum miasta.

W międzyczasie zrobiono mi tomograf w Warszawie, w szpitalu przy ulicy Szaserów, ale miejscem mojego leczenia pozostał Kraków.

Całe nasze życie zostało podporządkowane mojej chorobie. W Krakowie mama była ze mną cały czas, ale nawet gdy mój stan się poprawił i mogliśmy wrócić do domu, u nas też musieliśmy robić badania przed kolejnymi etapami leczenia. W rezultacie do trzeciego roku życia nie znałem normalnego świata poza kliniką, dlatego mój przypadek był szczególny. Owszem, wielu niewidomych miało jakiś epizod związany z ratowaniem wzroku w kraju lub za granicą, u mnie natomiast była to sytuacja długotrwała, połączona z walką o życie.

Tymczasem dziadkowie w praktyce przejęli opiekę nad Eweliną, bo ojciec albo jeździł do nas do Krakowa, albo nie było go w domu z racji pracy nawet przez miesiąc. Moja choroba okazała się dla siostry także wielkim przeżyciem, bliscy musieli jej tę sytuację odpowiednio wytłumaczyć.

Nie udało się uratować tego jednego oka i tak zostałem osobą po amputacji gałek ocznych. Odtąd miałem protezy najpierw szklane, ale że były one niebezpieczne w użytkowaniu, zastąpiono je innymi, z bezpieczniejszego tworzywa, a szklane i tak później zostały wycofane. Na początku, gdy jeszcze nie byłem tego w pełni świadomy, protezy należało wymieniać bardzo często. Do szesnastego roku życia zaopatrywałem się w nie w Warszawie, ale potem zmieniłem na pracownię w Łodzi. Po amputacji nie miałem już dłuższych pobytów w klinice, ale jeździliśmy do Krakowa na kontrole przez kolejne trzy lata. Kiedy skończyłem sześć lat, mój przypadek uznano za całkowicie wyleczony.

Rodzice już na początku leczenia otrzymali informację, że choć wybuch w elektrowni atomowej w Czarnobylu mógł chorobie pomóc, zasadniczo jest to przypadłość genetyczna. Zdziwiło nas to, bo akurat po obu stronach nikt w rodzinie nie miał tego typu problemów, chyba że w dawniejszych pokoleniach, o czym nie wiemy.

– Nie powinniście państwo mieć więcej dzieci – poradzono rodzicom.

– Wystarczy nam dwoje, więcej nie planujemy – odpowiedzieli.

Gdy ja i Ewelina weszliśmy w okres dorastania, dowiedzieliśmy się, że my także nie powinniśmy starać się o potomstwo. Wprawdzie Ewelina jest całkowicie zdrowa, ale nie czujemy powołania do rodzicielstwa.

Któregoś dnia mama powiedziała do ojca: – Powinniśmy mieć własne mieszkanie, żeby Przemek mógł swobodnie się poruszać.

– Już kilka razy byłem na komisjach, nie da się tego załatwić, bo nikt nie chce ze mną rozmawiać ani u nas, ani w okręgu – odpowiedział ojciec.

– W takim razie pojadę do Warszawy do kwatermistrza – odpowiedziała mama stanowczo.

– Tak, już to widzę, jak załatwisz tam cokolwiek, skoro ja nic nie mogę, wykorzystując całą drogę służbową – podsumował ojciec.

– Ale musimy coś zrobić – upierała się przy swojej koncepcji mama.

– Obawiam się, że nic nie wskórasz, a nie wiesz, czy w ogóle cię tam przyjmą – dziadek też nie ułatwiał sprawy.

– Jedź, to przynajmniej będziesz mogła powiedzieć, że się starałaś – motywowali ją babcia i wujek.

Wreszcie nadszedł dzień, w którym dziadek z ojcem odwieźli mamę na dworzec i wsadzili do pociągu. Wspominała, że podróżowała w strasznym tłoku, całą drogę stojąc przy toalecie, a w stolicy z pomocą ludzi trafiła pod właściwy adres.

Pokonując wszelkie przeszkody, stanęła przed obliczem kwatermistrza wtedy jeszcze Ludowego Wojska Polskiego. Ten wyraził uznanie i swoiste zdziwienie, że przyjechała żona, a nie sam oficer w służbie czynnej, mając taką sytuację rodzinną. Kwatermistrz wydał decyzję o przyznaniu nam czteropokojowego mieszkania w jednym z bloków na pierwszym piętrze, a uprawnionymi byliśmy mama i my jako dzieci. Mieszkaliśmy tam 10 lat do czasu zamiany lokalu na mniejszy po rozwodzie rodziców.

Równolegle pojawił się temat, co dalej ze mną, jak mam rozwijać się, radzić sobie z niepełnosprawnością? Mama zaczęła odwiedzać różne instytucje i gromadzić literaturę na temat funkcjonowania niewidomych, co wcale nie było łatwe.

My nic nie wiemy, nic nie możemy – mówili jedni. Niektórzy sugerowali, by wysłać mnie do Lasek, ale ze względu na mój młody wiek ta opcja nie była brana pod uwagę. Mimo to mama najpierw sama odwiedziła Laski, co ugruntowało jej pogląd, a potem byliśmy tam we troje na swego rodzaju konsultacji.

Pierwszą osobą, u której wizyta wniosła coś konstruktywnego do mojego życia, była znana w naszym regionie pedagog pracująca z osobami niepełnosprawnymi, wówczas już pani w podeszłym wieku. Spotkanie mamy z nią było jednak jednorazowym epizodem.

O Autorze

MACIEJ BĄCAL – ur. 1986, z wykształcenia prawnik, z pasji dziennikarz obywatelski, którego celem jest ukazywanie realiów życia osób z dysfunkcją wzroku. Na podstawie osobistych doświadczeń stworzył opowieść będącą punktem odniesienia dla rodziców dzieci niewidomych. Wierzy jednak, że jej przesłanie sięgnie znacznie dalej.

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Wstęp

Rozdział I. Niepełnosprawność w rodzinie

O Autorze

Punkty orientacyjne

Spis treści

Cover

Title Page

Copyright Page